luska1973
05.12.12, 20:57
Spotkało mnie dzisiaj coś dziwnego.
Generalnie robię zakupy w dużych sklepach, bo lubię dotknąć, pooglądać, poczytać metki i zrobić całe zakupy w jednym miejscu.
Przy kasie zawsze (o ile mam czas) staram się zerknąć czy się wszystko zgadza, a jeśli się nie zgadza, to zawsze interweniuję choćby stawką było 50 groszy (zazwyczaj wrzucam to później do puszki dla chorych dzieci, ale sieciom handlowym "orżnąć" się nie dam).
I dzisiaj spotkałam się z sytuacją, że pani kasjerka skasowała 3 takie same rzeczy zamiast 2 na moją niekorzyść raptem 3 zł. Zwróciłam jej uwagę, ale miała już zamkniętą kasę więc odesłała mnie do punktu obsługi klienta. Idąc do POK zaczęłam dokładnie studiować paragon i okazało się, że pani kasjerka pomyliła się również w drugą stronę, a mianowicie nie skasowała rzeczy za ponad 80 zł.
I tu dochodzę do przemyśleń - jak w temacie. W punkcie obsługi klienta okazałam się dziwadłem. Panie patrzyły na mnie jak na zjawisko paranormalne nie mogąc zrozumieć - czego od nich chcę. Po kilkunastu minutach tłumaczenie w końcu nie wytrzymałam i dosyć wyraźnie powiedziałam, że nie mam w zwyczaju kraść i po prostu chcę zapłacić za towar, który nie został skasowany. Miny pań w POK wskazywały jednoznacznie, ze mają mnie za co najmniej idiotkę, która zamiast wyjść bez słowa ze sklepu za 80 zł. w kieszeni - na siłę chce zapłacić za towar.
Utwierdźcie mnie w przekonaniu, że nie jestem dziwna w swojej uczciwości (oczekuję tego również od drugiej strony jak już pisałam) i że dla statystycznej e-matki jest to oczywista oczywistość, że się płaci, a nie cieszy z pomyłki kasjerki.