arista80
06.12.12, 23:41
Drogie ematki, od dwóch dni mam niezły mętlik w głowie a wszystko za sprawą teściowej

Od jakiegoś roku z kawałkiem pracuję w domu na włąsny rachunek jako tłumacz. Praca sama w sobie super niestety generuje nieregularne zarobki. Np. ostatni rok szedł całkiem dobrze, wrzesień i pazdziernik świetnie, nie mogłam opędzić się od zleceń, natomiast listopad już marny i grudzień też się taki zapowiada. Gdyby nie oparcie w mężu plus pomoc teściów to byłoby nieciekawie.
No i akurat wczoraj odwiedziła mnie teściowa z super nowiną: ma dla mnie pracę. Okazało się, że jej znajoma prowadzi firmę produkcyjną i szuka pracowników. Jako że obie lubią się powiedziała jej że jeśli mnie interesuje to mogę stawić sie w dowolnej chwili, beż żadnych CV i rozmów, po prostu jeśli chcę to przychodze i od razu do roboty.
Z jednej strony fajna sytuacja, że mogę tak od razu zacząć, ale są pewne ale:
1. Jest to praca nie wymagajaca większych kwalifikacji stąd też mogę iść z marszu do roboty. Chodzi głownie o przygotowywanie wysyłek, pakowanie, naklejanie, takie w tym stylu. Nie brzmi zle, tylko, że ja do tej pory pracowałam zawsze zgodnie z moimi kwalifikacjami, gdzie miałam też okazję uczyć się nowych rzeczy a tu raczej nie nauczę niczego nowego, o ile nawet nie uwstecznie. Rozumiem kryzys, trzeba chwytać się wszystkiego, ale ja mimo wszystkie mam jakieś swoje zarobki nawet jeśli teraz nie są zadowalające. Noża na gardle nie mam.
2. Praca od 9 do 19 z przerwą na obiad. Czyli cały dzien poza domem, bez widzenia się z córeczką no i praktycznie będzie to oznaczało rezygnację z własnej działalności bo kiedy miałabym tłumaczyć i szukać klientów?
3. Według teściowej ta babka prowadząca firmę jest trochę niezrównoważona, zasem odbija jej i wyzywa wtedy pracowników (akurat to dla mnie najmniejszy problem bo szczerze mówiąc wszystkie szefowe jakie miałam dotąd to od czasu do czasu miały jakieś złe dni, PMSy, humory więc jestem przyzwyczajona do takich zachowań).
Krótko mówiąc na szali z jednej strony mam stałą pensję co przemawia za tak, a z drugiej strony to, że to co miałabym robić to byłoby mało stymulujące i po pewnym czasie może nawet frustrujące. No i jak myślę iż miałabym porzucić tłumaczenia robi mi się żal bo ogromnie lubię te pracę. Tak więc jestem w kropce.
Czy któraś z was była w podobnej sytuacji? Jaką podjęła decyzję? Teściowa na szczęście nie naciska i powiedziała, że decyzja należy do mnie. Mąż wolałby bym pdjęła ten etat, ale też jakoś nie naciska.
Co wy o tym sądzicie?