guamma
09.12.12, 12:16
Poznalismy fajnych ludzi, okazalo sie, ze mieszkamy niedaleko siebie. Swietnie nam sie rozmawia i z racji odleglosci mozemy posiedziec chwile dluzej z dzieckiem (lub oni) bo za pare chwil jestesmy w domu.
Niestety miedzy naszymi dziecmi nie iskrzy. Nie znosza sie strasznie (sa w jednym wieku, 1 klasa). Zeby jeszcze potrafili sie ignorowac i bawic osobno bez awantur, byloby ok, ale tak nie jest. Wrzaski, trzaskanie drzwiami, rekoczyny. Nawet na przestrzeni neutralnej dochodzi do scysji.
Moje dziecko jest nieszczesliwe na wiesc, ze idziemy do nich z wizyta i wkurzone, gdy oni przchodza. Po minie ich dziecka tez widac, ze towarzystwo naszego mu nie pasuje.
No i tak...
Co tu robic?
Niby mozna olac uczucia dziecka i niech sie uczy, ze nie zawsze przebywa sie w super towarzystwie i tez trzeba umiec sobie radzic z taka sytuacja. Z drugiej strony mysle sobie, ze owszem mozna olac ale sporadycznie a nie nagminnie...
Jest mi przykro, gdy widze jak sie moje dziecko meczy a my dorosli swietnie sie bawimy.
Dodam, ze w druga strone dziala to tak, ze jak mi jakies dziecko z otoczenia mojego mniej pasuje (bo rozrabia i roznosi caly dom, siejac bajzel i zniszczenie) to sama jednak ograniczam takie spotkania do niezbednego minimum.
Czyli co? Ja sie nie musze naginac ale wymagam tego od dziecka...
Jednak swiezy doplyw energii w postaci nowych znajomych to bardzo mila sprawa...
Jak sobie radzicie w takich sytuacjach?