nisar
11.12.12, 10:19
Coraz częściej obserwuję w otoczeniu takie zjawisko: nastolatka zaczyna powoli przekształcać się w kobietę i zaczyna się problem z matką. Mamunia bowiem nie toleruje innego niż Jedyny Słuszny Wybór Życiowy, modelu życia. Taka dwudziestolatka powinna zdecydowanie zacząć rozglądać się za mężem, myśleć o dzieciach, a nie "się bawić tylko". Jeśli dziewczyna chce spokojnie się pobawić w trakcie studiów (nie zawalając ich oczywiście) to jest niepoważna i w ogóle porażka wychowawcza. Koronny argument, który się jednej z mamusiek wyrwał swego czasu to "ona ma tak dobrze, ja w życiu tak wygodnie nie miałam i żyję".
Jak słowo daję, są to te same mamuśki, które jeszcze pięć-sześć lat temu nie pozwalały córeczce nawet jajka na twardo ugotować, "bo ona jeszcze za mała", a teraz najchętniej pozbyłyby się jej z domu wydając za mąż. Kompletnie tego nie ogarniam.
Swoją drogą - czy też macie takie poczucie, że jak już dziecko zwiąże się świętym węzłem małżeńskim, to rodzice już "mają z głowy"? Bo jak patrzę na moją mamę, to ja mam 42 lata, a ona i tak się martwi o mnie. Ale może jest po prostu dziwna?