Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzcie

11.12.12, 18:39
Mam pytanie życiowe do wszystkich tych matek, które mają obecnie odchowane, dorosłe dzieci i mają z nimi dobry kontakt. Z perspektywy czasu co uznałybyście za najistotniejsze w wychowaniu dziecka, aby ten kontakt pozostał, aby się nie urwał w którymś trudnym momencie? Jak spojrzycie wstecz na wychowanie, to co uznacie za czynnik decydujący o tym, że dziś macie dobry i szczery kontakt z synem lub córką?
A co nie ma tak naprawdę większego znaczenia?
Wiem, że pytanie z gatunku filozoficznych, ale naparwdę nurtuje mnie to i chciałabym posłuchać tego typu wskazówek.
Ja na pewno mogę powiedzieć z perpektywy córki mającej świetny kontakt z matką - to, co spowodowało, że dziś się przyjaźnimy to fakt, że mama zawsze mnie słuchała i nigdy nie bagatelizowała moich (często wyssanych z palca) problemów.
    • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 20:55
      No co wy, wszystkie ematki mają po 20 lat i dzieci w wieku niemowlęcym? wink
      • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:29
        Nie, ja mam dzieci w wieku 18-22 lata, ale to wciąż za wcześnie na taką perspektywę. Średnia wieku na forum to niecałe 40 lat, matki 30-latków można policzyć na palcach jednej ręki smile
        • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:37
          Eee nie musza to być dzieci w wieku lat 30! Ty już możesz coś powiedzieć, wszak 22 to dorosly człowiek i wiesz, czy masz z nim kontakt czy nie smile
          • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:43
            Powiem, jak się wyprowadzi - na razie stłoczenie gromady dorosłych osób na małym terytorium budzi uogólnioną pierwotną agresję wink A tak poważnie - co dokładnie rozumiesz pod słowem "kontakt" - że fajnie się gada, że ma się podobne poglądy na różne sprawy?
            • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:48
              Że dziecko CHCE rozmawiać, samo inicjuje kontakt i robi to z potrzeby (zdrowej) i przyjemności, a nie z np z musu czy poczucia obowiązku i winy.
              • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:55
                Jeśli tylko tyle, to mamy dobry, ale i tak łatwiej to ocenić, kiedy dzieci mieszkają poza domem. Choć można się pomylić - moi rodzice też pewnie byli przekonani, że mają ze mną dobry kontakt i nie wiedzieli, że wynika on tylko z poczucia obowiązku i winy.
                • laquinta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:06
                  echtom napisała

                  moi rodzice też pewnie byli przekona
                  > ni, że mają ze mną dobry kontakt i nie wiedzieli, że wynika on tylko z poczucia
                  > obowiązku i winy.

                  Ale dlaczego?
                  • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:11
                    Bo od zawsze włazili nieustannie w moje życie i ten kontakt wymuszali, a ja marzyłam tylko o tym, żeby się wreszcie ode mnie odp...
                    • laquinta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:17
                      Od zawsze, tzn. d Twojego urodzenia?
                      • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:28
                        Nie sięgam pamięcią tak daleko smile
                        • laquinta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:55
                          Pytam powaznie. Od zawsze chcialas, zeby sie odczepili?
                          • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 08:21
                            Tak od starszej podstawówki. A czemu Cię to interesuje?
                            • laquinta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 12:30
                              echtom napisała:

                              > Tak od starszej podstawówki. A czemu Cię to interesuje?

                              Zalozylyma watek a propos tej rozmowy. Tylko nie czuj sie "pociagana". smile Zastanawiam sie nad problemami rodzice - dzieci, dzieci rodzice. Brakowalo mi elementow do tej ukladanki, a Ty podsunelas mi jeden. smile
                              • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 15:11
                                Chodzi o wątek z odwrotną sytuacją?
                  • princess_yo_yo Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:48
                    wielu ludzi ma bardzo mala samoswiadomosc, moja matka taka byla, nie byla sobie w stanie wyobrazic ze to ze jest traktowana jak natretna mucha wynika z jej zachowania i charakteru mimo ze nie raz zdarzylo sie jej uslyszec taka diagnoze prosto w twarz. akurat w moim przypadku wina i obowiazek nie dzialaly wiec nawet small talk byl mocno ograniczony odkad sie na dobre wyprowadzilam z domu.

                    a co do meritum, na cos takiego sie pracuje od urodzenia, czesto z przekonaniem ze robi sie bardzo dobra robote. ot zycie.
        • bi_scotti Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:47
          Mam troje doroslych: 28, 25 i 21. Z kazdym chyba jednak inny czynnik.
          Z Najstarsza - konsekwentne, rownomierne "popuszczanie smyczy" - gdy byla mala, byly duze wymagania (czesto ponad jej miare), byla rzucana na gleboka wode z minimalnym zabezpieczeniem z zewnatrz, miala duzo obowiazkow - powoli, wraz z rosnieciem - coraz mniej kontroli, zostawianie wiekszosci spraw do jej decyzji, podkreslanie zaufania do jej common sense i nabytych wczesniej umiejetnosci radzenia sobie. Wyrosla rozsadna, asertywna kobieta z duzym dystansem do siebie, z sarkastycznym poczuciem humoru, ciekawa swiata i ludzi a w srodku delikatna jak puszek i dzwoniaca "do mamy" gdy jest zle z konca swiata, z zaplutej budki w Johanesburgu albo z dworca kolejowego w Pile - nie po to zeby mama ratowala tylko zeby mamie powiedziec, ze sobie poradzi wink
          Ze Srednim - konsekwentna tortura rehabilitacji zblizajaca jak tylko ofiara i oprawca moga sie zblizyc. Jezu, jak on mnie (nas z mezem) nienawidzil jako preteen gdy bylismy tak beznadziejnie konsekwentni w kwestii jego cwiczen i kuracji. Az w koncu zaskoczylo - gdy mial jakies 17 lat i spotkal czlowieka, ktory sie urodzil w lepszej kondycji niz on ale mial "czulych" opiekunow, ktorzy pozwolili mu odpuszczac te tortury na cale tygodnie, zrozumial wartosc tortur wink A wraz z tym zrozumieniem jakos tak nam chyba swiadomie zaufal i docenil. Nagle mu sie w lebku zaswiecilo, ze mama z tata faktycznie chca dla niego "the best" i to jest duza wartosc w zyciu. Jest sobie samodzielny facet zyjacy w pelnej swiadomosci swoich mozliwosci i niemozliwosci, doceniajacy tu i teraz, co takie wazne w jego okolicznosciach.
          Z Najmlodszym - polaczyla nas poezja, ukochanie natury, gapienie sie godzinami na wode nad jeziorem albo na padajace platki sniegu pod lampa na ulicy, docenianie jego soft strony (artysta wink ) gdy reszta swiata dopingowala i dopinguje go w tej bardziej "meskiej" (sport). Najmlodszy wie, ze przy nas moze byc delikatnym trubadurem i moze sobie nawet pozwolic na czestochowskie rymy a my to wszystko wysluchamy, pokrytykujemy, powzdychamy i znajdziemy tomik z lepsza poezja jako lekarstwo wink Jestesmy jego publika i tak jest OK.
          Kazde piskle inne i kazde sobie nas (rodzicow) inaczej wokol palcow pookrecalo - my gramy jak oni zagraja, bo jak inaczej tongue_out
          • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:53
            Dzięki bi_scotti za tę wypowiedź smile
          • mentolka Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:15
            Jak pięknie to opisałaś, jaka ogromna miłość do dzieci bije z twoich słów. Musisz być wspaniałą matką. Zazdroszczę twoim dzieciom. Adoptujesz mnie? smile
            • amy.28 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:45
              mnie tez, plis. bede super corka smile
    • nangaparbat3 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:36
      > Ja na pewno mogę powiedzieć z perpektywy córki mającej świetny kontakt z matką
      > - to, co spowodowało, że dziś się przyjaźnimy to fakt, że mama zawsze mnie słuc
      > hała i nigdy nie bagatelizowała moich (często wyssanych z palca) problemów.

      TAk, myślę że umiejętność sluchania ma zasadnicze znaczenie.
      Ale niepokoi mnie, że sama teraz lekceważysz wlasne problemy z dawnych czasow. To jakies niekoherentne jest.
      • echtom Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:38
        > Ale niepokoi mnie, że sama teraz lekceważysz wlasne problemy z dawnych czasow.
        > To jakies niekoherentne jest.

        Co w tym dziwnego, że własne problemy w młodości z perspektywy czasu wydają się błahe?
        • nangaparbat3 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:47
          Mnie sie nie wydają.
          W ogole nie podoba mi sie takie ocenianie problemow, czyichkolwiek.
          No i fajnie traktowac serio osobę, ktorą sie kiedys było.

          A tak serio: jeśli uważam, że jakieś moje problemy z czasow, kiedy byłam mlodziutką dziewczyną, były wyssane z palca, bardzo prawdopodobne, że to samo będę myśleć o problema ch moich dzieci.
          Oczywiście mogę teraz rozumieć, że jakieś moje problemy wynikaly z braku wiedzy, z nieporozumienia, z wrażliwosci, której mi dzisiaj brakuje. Ale i tak nie powinnam ich lekceważyc. Tak sądzę.
          • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:51
            nangaparbat3 napisała:

            > Mnie sie nie wydają.
            > W ogole nie podoba mi sie takie ocenianie problemow, czyichkolwiek.
            > No i fajnie traktowac serio osobę, ktorą sie kiedys było.

            Hm, to ciekawe co powiedziałaś, dałaś mi do myślenia.
      • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:42
        nangaparbat3 napisała:


        > Ale niepokoi mnie, że sama teraz lekceważysz wlasne problemy z dawnych czasow.
        > To jakies niekoherentne jest.

        Nie lekceważę problemów swoich ani z dawnych, ani z obecnych czasów, co z resztą wynika z tamtego wątku. A że więcej nie napisałam - nie o to wtedy mi chodziło.
        • nangaparbat3 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 22:48
          Sformułowanie "problem wyssany z palca" wydaje mi sie jednoznacznie lekceważące.
      • aandzia43 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 10:50
        Wiesz Nanga, czasem określenie "problemy wyssane z palca" to wyraz dystansu do siebie sprzed lat i po prostu dojrzałości, a nie lekceważenia siebie i wypychania czegoś tam ze świadomości. Moja córka już dawno przyznała (najpierw sama przed sobą, potem przed światem), że niektóre jazdy z dzieciństwa i młodości były wynikiem jej własnego, osobistego temperamentu i potrzeby testowania otoczenia pod kątem granic. Każde dziecko to robi. Jedno ostrzej, drugie słabiej - kwestia predyspozycji - ona była z tych ostrych. W tedy te problemy wyssane z palca to po prostu wołanie o pomoc: "zatrzymaj mnie, bo nabieram takiej prędkości, że się rozbiję!" wink Problemem jest natomiast wewnętrzna trzęsawka.
        Teraz córka sama z siebie się trochę śmieje, a już dawno zakomunikowała, że chłopa na życie to ona potrzebuje właśnie takiego, co będzie siłą spokoju i fortecą nie do zdobycia, czyli nie da się wkręcać w jej okresowe schizy i próby przejęcia dominacji. Bo kilku takich, co się dawali, wykończyła już pod drodze wink Więc reasumując: jak się ma dystans i wgląd w siebie, to oddziela się ziarno od plew, czyli problemy od prób wmówienia światu i sobie, że się te problemy ma, czyli od wołania: "postawcie mi zdrowe granice!"
    • nenia1 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 11.12.12, 23:22
      Ja moją córkę po prostu lubiłam/lubię smile Wiem, że dzieci się kocha oczywiście, ale ja moją prócz tego, że kocham to jeszcze lubię. Lubię jej towarzystwo, rozmowy, wspólne spacery, przejażdżki jej autem, wypady do kina, pływanie w basenie, już jak była mała to lubiłam z nią iść na lody i koktajl truskawkowy, objeść się na słodka prawie do bólu brzucha i pogadać o życiu smile
      Prócz lubienia, z perspektywy czasu uważam, że ważne było to, że przyzwalałam na wszystkie jej emocje. Gdy była na mnie zła, mogła mi to powiedzieć, jak uważała, że z czymś przesadzam, tak samo. Zawsze zastanawiałam się nad tym co mówi i potrafiłam się przyznać do błędów.
    • falka32 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 00:58
      U mnie kontakt i więź znacząco się poprawiły (i w przypadku 18-latka i w przypadku maluchów, których też mam na stanie), kiedy sfrustrowana postanowiłam osr.ać wszelkie teorie, techniki i wskazówki wychowawcze, ze szczególnym wskazaniem na te, które wymagały ode mnie łamania własnego charakteru (konsekwencja, panowanie nad emocjami, uważne pochylanie się nad każdym pierdnięciem dziecia i te takie tam). Od kiedy postanowiłam być w relacjach z dziećmi całkowicie sobą i reagować w zgodzie ze sobą (co nieraz wyglądało dramatycznie tongue_out) i oczekiwać od nich zrozumienia dla siebie a nie tylko od siebie dla nich - to nasz kontakt się poprawił i z niekończącej się wojny psychologicznej przeszliśmy do bardzo fajnej relacji i więzi. Mój wniosek jest taki, że dzieciom jednak łatwiej jest nawiązać kontakt z żywym, choćby bardzo niedoskonałym człowiekiem, niż z maszyną do realizacji optymalnej strategii wychowawczej.
      • zuzanna56 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 08:34
        Nie mam jeszcze aż tak dorosłych dzieci. Starsze niedługo skończy 16 lat. Tak sobie myślę o swoich rodzicach. Byli w porządku, wyrozumiali, rozumieli moje problemy. Mają jednak trochę inne poglądy. Nie wtrącają się, nie o to chodzi. Trudno to wyjaśnić, ale nie chciałabym z nimi mieszkać, nie mam potrzeby sie z nimi często spotykać, bo często kogos krytykują, mają swoje, dla mnie dziwne, poglądy na temat żywienia, na przykład, takie pierdoły w sumie, ale bywaja upierdliwi w drobnych rzeczach. Dziwią się, że ktoś nie lubi jeść czegoś tam, albo że na coś wydaje pieniądze, albo że nie wydaje, jedzie gdzieś albo nie jedzie, ciągle krytykują innych (mama bardziej) i nie chce mi się tego słuchać.
    • amy.28 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 08:50
      Ja ci powiem że czynnikiem który miał wpływ na to że nie mam dobrych relacji z matką - było jej zachowanie kiedy dorastałam. Zawsze wszystkiego mi zabraniała, nigdy mnie nie słuchała, dawała kazania i reprymendy ale nie potrafiła wspierać. Słyszałam tylko polecenia - ucz się, posprzątaj, nie wracaj za późno. Wychowywała mnie ale w relacjach zabrakło przyjaźni. NIe czułam że mnie kocha. Kiedy miałam 14 lat poznałam chłopaka w którym się zakochałam po uszy a ona go nie akceptowała, traktowałą jak przelotną miłostkę. Nie chciałą słuchać moich problemów, zwierzeń bo traktowałą to jako bzdurę. Po 12 latach ten facet jest moim mężem i ojcem moich dzieci a ona chyba dopiero na etapie ślubu potrafiła zaakcpetować ten stan rzeczy... nie docierało do niej że 14 latki mogą się kochać i w tym wieku poznać miłość swojego życia.
      Nie rozmawiałą ze mną o kobiecych sprawach, jak szła ze mną do gina to bardziej się bałam jej niż lekarza. W efekcie o niczym jej nie mówiłam, przestałam ufać. Jako 15 latka miałam poważnie chorą tarczycę - sama znalazłam specjalistów, robiłam badania, obleciałąm tyle forów że do lekarza szłam z gotową diagnozą, aż lekarz był w szoku - komplet badań, rozpoznanie - potwierdził, dał leki (nawet wiedziałam oc dostanę i w jakiej dawce ) i tyle. Ale do matki nie poszłam, to był już etap kiedy jej nie ufałam. Plus prześwity z dzieciństwa kiedy nie pracowała a siedziałam w przedszkolu do 18, kiedy czytała moje pamiętniki albo śmiała się z listów miłosnych pisanych do chłopaka w wieku lat 8...
      Teraz relacje są poprawne, gadamy ale nie ma w tym uczuć, rozmowa jak z sąsiadką. Nie wpadłabym na pomysł aby ją przytulić. I ciesze się że mam dwóch chłopców. Bałabym się strasznie, że dla swojej córki byłabym choćby w 1% taka sama sad
      • gwen_s Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:02
        pod wieloma względami miałam jak amy.28... prócz poznania męża w wieku l.14 a pamiętniki czytała jak miałam 11-14l. Przeżyłam to strasznie jak tylko się zorientowałam i od tamtej pory przestałam mamie całkowicie ufać sad
        Jak byłam w ciąży modliłam się bym nie miała dziewczynki z obaw, że będę podobna matką do mojej, na szczęście mam 2 synów i więcej dzieci nie planuję. Póki co są mali więc nie wiem jak nasze relacje będą wyglądały po latach...
    • alba27 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:03
      Osobiście uważam, że bardzo ważna jest akceptacja. Moja mama mnie kocha, wiem to, ale nie jesteśmy sobie bliskie, bo nigdy mnie nie akceptowała, ani mojego wyglądu, ani przyjaciół, ani wyborów życiowych, i tak jest do teraz, jestem dorosła i jakoś sobie z tym radzę ale kiedyś z moją psychiką bywało różnie, i dopiero po latach odkryłam że o d dziecka czułam się nieakceptowana. TO bardzo boli mnie nadal, nadal się z tym zmierzam. Akceptujcie swoje dzieci. One nie muszą być takie jak wy, pozwólcie im myśleć po swojemu i marzyć po swojemu a będziecie mieć z nimi dobry kontakt.
      • verdana Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:36
        Ja mam dobry kontakt z dorosłymi, nie mieszkającymi ze mną dziećmi. Ale nie umiałabym powiedzieć, dlaczego. Naprawdę. Może dlatego, zę jakoś nigdy nie potrafiłam traktować dzieci jak dzieci i z perspektywy czasu wydaje mi się, ze już pięciolatki były prawie dorosłe? Może dlatego, ze je lubiłam, po prostu? Moze dlatego, ze jakoś nie miałam zapału do wychowywania nastolatków?
        A moze także dlatego, zę trafiły mi się egzemplarze kompletnie bezproblemowe (może poza szkołą) w okresie dorastania.
        • princess_yo_yo Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:53
          Może dlatego, ze je lubiłam, po prostu?

          i to jest chyba klucz do calego pytania.
    • princy-mincy Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 09:47
      nie mam co prawda doroslego dziecka, zaledwie 3 lata temu zostalam matka, lecz wiem, dlaczego moja mama jest taka cudowna i dlaczego mialam z nia taki dobry kontakt i mam go nadal
      chce byc choc w polowie taka matka jaka ona byla i jest

      a byla matka, ktora bezgranicznie kocha i akceptuje swoje dzieci- nie zawsze miala takie samo zdanie jak ja czy siostra, ale zawsze nas akceptowala, pozwalala nam tez podejmowac decyzje (stosownie do wieku oczywiscie) i zawsze nas wspierala
      pozwalala tez, bysmy ponosily koncekwencje swoich wyborow, nie chronila nas pod kloszem przed wszystkim zlem swiata, wrecz przeciwnie- pokazywala nam, jak swiat wyglada naprawde, dzieki temu jej ufalysmy a i my chcialysmy zasluzyc na jej zaufanie

      nigdy nie lekcewazyla naszych problemow i naszych uczuc

      kontaktuje sie z mama bo chce (choc wcale jej juz nie potrzebuje by zyc), bo lubie ja jako osobe (nie tylko jako matke), bo cenie jej madrosc zyciowa i doswiadczenie
      • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 10:05
        Dzięki Wam za wypowiedzi. Wnioski proste:
        Dziecko trzeba lubić, akceptować, wspierać, słuchać go, dawać wolność, nie udawać nikogo innego, niż się jest. Brzmi prosto, ale prosto nie jest smile

        Ale przynajmniej widać, że fakt, czy się było w żłobku czy nie, czy matka się z nami bawiła godzinami lalkami, czy nie ma nie do końca kluczowe znaczenie, jak próbują nam wmówić wszelkie nowoczesne trendy... smile
        • amy.28 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 13:10
          I najważniejsze to dziecko wspierać, stać za nim murem. Chyba nic nie buduje takiej więzi jak poczucie że rodzicowi możesz ufać, nawet jak narobisz głupot.

          Jednym z incydentów jakie miały wpływ na moje dzieciństwo i relacje z matką było to że ona kierowała się zasadami, a nie miłością.
          Miałam chyba z 9 lat - i był jakiś koncert w szkole czy coś takiego, w każdym razie bilety były płatne po 10 tysięcy, a więc dzisiejszą złotówkę. Dostałam taki bilet za darmo, bo ktoś mi podarował gdyż się nie wybierał, a że sama iść nie chciałam uznałam że najlepiej go będzie sprzedać. Znalazłam kupca, kolega dał mi tą złotówkę - i pochwaliłam się mamie w domu interesem życia. Moja mama uznała to za nieuczciwe i poszła do nauczycielki ze mną i powiedziała co zrobiłam. Dostałam ochrzan od nauczyciela za to że handluje biletami, kasę zwracałam koledze i musiałam przy nich go przepraszać. Czułam się tak upokorzona że nigdy już nie wpadłam na pomysł chwalenia się moimi pomysłami nawet jeśli były legalne. Taka pierdoła a od wtedy się zaczął brak zaufania, niestety. Może to zależy od wrażliwości dziecka, może czasem dzieci przesadzają - ale faktem jest że wrażliwszy egzemplarz takie sytuacje zapamięta na cąłe życie i na niejedno w tym życiu mogą mieć wpływ.
          • aqua48 Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 14:38
            Ja po prostu moje dzieci szanuję. Podziwiam i wspieram. Rozmawiamy bardzo często na najróżniejsze tematy, bo jeszcze mieszkają w domu, i bardzo sobie cenię te rozmowy. Staram się im doradzić najlepiej jak umiem jeśli mnie o to proszą, ale mają prawo do podejmowania własnych decyzji, zawsze tylko próbowałam i m przedstawić konsekwencje wyborów, których mogą dokonać. I dość często mówię im, że ich kocham i jestem z nich dumna.
          • millicenta Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 14:46
            amy.28 napisała:


            > Jednym z incydentów jakie miały wpływ na moje dzieciństwo i relacje z matką był
            > o to że ona kierowała się zasadami, a nie miłością.
            > Miałam chyba z 9 lat - i był jakiś koncert w szkole czy coś takiego, w każdym r
            > azie bilety były płatne po 10 tysięcy, a więc dzisiejszą złotówkę. Dostałam tak
            > i bilet za darmo, bo ktoś mi podarował gdyż się nie wybierał, a że sama iść nie
            > chciałam uznałam że najlepiej go będzie sprzedać. Znalazłam kupca, kolega dał
            > mi tą złotówkę - i pochwaliłam się mamie w domu interesem życia. Moja mama uzna
            > ła to za nieuczciwe i poszła do nauczycielki ze mną i powiedziała co zrobiłam.
            > Dostałam ochrzan od nauczyciela za to że handluje biletami, kasę zwracałam kole
            > dze i musiałam przy nich go przepraszać. Czułam się tak upokorzona że nigdy już
            > nie wpadłam na pomysł chwalenia się moimi pomysłami nawet jeśli były legalne.
            > Taka pierdoła a od wtedy się zaczął brak zaufania, niestety. Może to zależy od
            > wrażliwości dziecka, może czasem dzieci przesadzają - ale faktem jest że wrażli
            > wszy egzemplarz takie sytuacje zapamięta na cąłe życie i na niejedno w tym życi
            > u mogą mieć wpływ.

            A gdyby matka powiedziała ci, że tego nie popiera, że to błąd i żebyś więcej tak nie robiła - czy to by wówczas wystarczyło? Pewno tak, może twojej mamie wydawało się, że żebyś zapamiętała nauczkę, musisz ponieść konsekwencje. Trudno mówić, że zawsze najlepszym roziwązaniem będzie stanie murem za dzieckiem - czy jeśli dziecko ukradnie coś koledze w szkole, pochwali się tym w domu, to zaprowadzisz go do szkoły z przykazem oddania (i poniesienia tym samym konsekwencji i wstydu) czy staniesz murem?
            Może to kwestia konkretnej sytuacji, ale czasem zasady są konieczne.
    • cruzbos Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 15:14
      Moja najstarsza ma 19 lat i o tej relacji mogę się wypowiedzieć. Najważniejsze? Spędzać z dzieckiem czas w każdym wieku, codziennie, interesować się jego życiem. Mieć własne zdanie na różne tematy dotyczące dziecka i nie bać się go artykułować. Reagować zaraz, kiedy coś zaczyna się psuć w relacjach, rozmawiać otwarcie i słuchać. Nigdy nie poddawać się.
      • zajola Re: Do rodziców dzieci już dorosłych - odpowiedzc 12.12.12, 15:41
        szczerość, brak tematów tabu i traktowanie dziecka jako partnera na wszystkich możliwych płaszczyznach ,a nie jak podwładnego.
        U nas się sprawdziło. Troje dzieci. Wiadomo czasami jakieś tarcia były ale kontakt jest znakomity, a im dzieci starsze tym widzę coraz bardziej związane z nami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja