a propos wątku o podłodze w kwiaciarni...

12.12.12, 14:34
Pamiętacie? O babie, co to nadeptała celowo a wrednie na świeżo umytej posadzce w pewnej kwiaciarni w pewnym centrum handlowym?

No to wczoraj o godzinie dokładnie 17.50 weszłam do pewnej sieciowej cukierni (nie w centrum handlowym). Że pogoda taka, jak wiadomo, nieciekawa, na dodatek jedna z pracownic już jeździła na mopie, no i pamiętając wątasek, stanęłam sobie na takim no gumowym ociekaczu-wycieraczce (dość sporych rozmiarów, tak że można było swobodnie podejść do lady przy kasie). Miałam szczery zamiar nabyć konkretny towar. Przypominam, była 17.50 czyli do zamknięcia sklepu 10 minut, sklep poza mną, panią za lada i panią z mopem pusty. Towar do odważenia i zapakowania mega prosty, nie, nie wymagał jakiegoś dzielenia, odpakowywania czy coś.

Pani zza lady ech wyświadczyła mi tę wielką, ogromną, sfochowaną łaskę i jednakowoż obsłużyła, ale z taką niechęcią, takim fochem, że aj waj. Zresztą, pytana o konkretny sort najpierw ściemniła, że nie ma, bo tu już zamykany sklep (tak, żeby nie było wątpliwości), trzeba było wprost zapytać "a to?".

Zaraz mi się przypomniał wątek o kwiaciarni i aż się do tych wspomnieć uśmiechnęłam. No bo tak, kupuję, czyli zostawiam pieniądze, ok niewielkie, ale może przyjdę kolejnym razem, i kolejnym, firma ma zysk, czyli pani raczej nie zredukują, a przy tym staję sobie grzecznie na wycieraczce, czyli nie brudzę podłogi i nie niweczę czyjejś pracy, a co otrzymuję? nabyty towar - ale bez wartości dodatkowej, a raczej z ujemną wartością - bo z fochem zamiast miłej atmosfery. Dzięki forum jednakże ubawiłam się (wewnętrznie) myślą o wątku, który mogłaby założyć ta pani zza lady: "jest za 10 szósta, czemu te baby jeszcze oczekują, że sklep działa? przeca to, że otwarty i że powinien działać niczego nie gwarantuje, bo tak naprawdę już nie jesteśmy czynni" smile

Raz w CH z córką kupowałyśmy ciuszki w Orsayu bodajże, też przeskakując nad rurą i kablem od odkurzacza, totalnie zignorowane przez personel (nie, żebym potrzebowała pomocy, tylko tak śmiesznie było widzieć, jak zazwyczaj superczujne laski totalnie sobie odpuściły i nie patrzyły na ręce, bo było za 10 czy 5 21-sza), raz znajomi (nie ja osobiście) byli wykurzani mopem z kawiarni smile Zdarzało się wam?
    • aneta-skarpeta Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 14:40
      ja przedwczoraj byłam w kwiaciarni w takim niby centrum handlowym- raczej hipermarket z galerią

      i w tej kwiaciarni była strasznie brudna podłoga ( co mnie nie zdziwiło) i też pomyslałam o tamtym wątku;D
      • aqua48 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 14:49
        Ja weszłam do zegarmistrza, żeby mi tylko dogiął zameczek przy odpinającym się zegarku (2 min roboty wraz z odłożeniem narzędzi na miejsce!!!) za piętnaście szósta i usłyszałam cały dziesięciominutowy lament jak to panu się spieszy (zamknięcie zakładu wg wywieszki o szóstej) i że on też chce do domu, a tu źli klienci złośliwie przychodzą. No, ale nie wziął pieniędzy za tę meczącą robotę przed fajrantem smile choć biorąc pod uwagę, że było tu znacznie więcej gadania o jego problemach niż pracy, to powinien był mnie zapłacić za wysłuchanie...
        • aneta-skarpeta Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:24
          big_grin

          powinnas powiedziec- nalezy sie 25 złbig_grin
      • zona_mi Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 22:07
        A ja wczoraj poszłam po siano dla świnki, w sklepie akurat była świeżo umyta podłoga, ale to było ze dwie godziny przed zamknięciem, więc tylko przeprosiłam, że nie mam skrzydeł - z myślą o TYM wątku... wink
    • lauren6 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:01
      Haha, mi też tamten słynny wątek zapadł w pamięć. W ostatnich tygodniach w ramach przedświątecznych zakupów pochodziłam trochę po centrach handlowych, odwiedziłam wiele sklepów szukając odpowiednich prezentów, porównując ceny itd. W tych butach, którymi wcześniej szłam po śniegu. Dzięki forum przynajmniej wiem dlaczego zasłużyłam sobie na mordercze spojrzenia niektórych sprzedawców. Bez wyrzutów sumienia nie zrobiłam u nich zakupów.
    • edelstein Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:17
      Ciezko zapomniecwink jakos nie przydarzaja mi sie takie akcje.
    • mia.12 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:17
      > Raz w CH z córką kupowałyśmy ciuszki w Orsayu bodajże, też przeskakując nad rur
      > ą i kablem od odkurzacza, totalnie zignorowane przez personel (nie, żebym potrz
      > ebowała pomocy, tylko tak śmiesznie było widzieć, jak zazwyczaj superczujne las
      > ki totalnie sobie odpuściły i nie patrzyły na ręce, bo było za 10 czy 5 21-sza)

      A w sumie dziwisz sie?Gdyby zaczely cie ,,obskakiwac'' to zapewne zaczelabys przymierzac,przegladac itd i tym sposobem dziewczyny skoczylyby prace ze 30 min pozniej(jak nie lepiej).Zgadnij czy ktokolwiek zaplacil by im za ten czas?
      Pracowalam kiedys w CH i tak-klientow ktorzy wchodzili na chwile przez zamknieciem ignorowalysmy.A to dlatego,ze:a)wymagano od nas zebysmy przychodzily wczesniej(przygotowac sklep,posprzatac,poukladac towar) i wychodzily pozniej(jesli nadal bylby ruch w sklepie) jednak nigdy za ten czas nie placono b)spedzalysmi w tym sklepie po 11h30min dziennie wiec klienci powinni miec dosc czasu na zakupy a poza tym zadna z nas nie miala ochoty zostawac dluzej i to za friko c)dostawalysmy 750zl na reke przy czym firma radzila sobie bardzo dobrze-dzienny utarg ze 30tys ale to my mialysmy odpowiedzialnosc materialna i gdy cos skradziono to potracano nam z tych 750zl... d) caly dzien bylysmy na nogach(nie wolno bylo siedziec nawet przez chwile) wiec mowiac krotko padalysmy na pysk c)wiekszosc dziewczyn dojezdzala wiec jak uciekl jej autobus to dodatkowo czekala 40 minut

      A teraz sama sobie odpowiedz czy ty z usmiechem na ustach obslugiwalabys klienta,ktory wchodzi na zamkniecie sklepu.
      • hellulah Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:47
        > A w sumie dziwisz sie?Gdyby zaczely cie ,,obskakiwac'' to zapewne zaczelabys pr
        > zymierzac,przegladac itd i tym sposobem dziewczyny skoczylyby prace ze 30 min p
        > ozniej(jak nie lepiej).Zgadnij czy ktokolwiek zaplacil by im za ten czas?

        Po pierwsze, to nie zrozumiałyśmy się. Nie potrzebowałam ani obskakiwania ani uwagi ani pomocy. Zazwyczaj w tamtym sklepie sprzedawczynie pełnią tak dwa-w-jednym rolę także ochrony i bardzo uważnie patrzą na ręce, liczą sztuki towaru zabieranego do przebieralni itd. A tamtym razem tak nas olały, ze na dobrą sprawę mogłabym wyprowadzić te przysłowiowe pół sklepu i to było zabawne. Zaś rury od odkurzaczy kłóciły się z wizerunkiem sklepu, aspirującego niemalże do butiku. I nie bój się, pamiętam, że wyszłyśmy idealnie przed 21-szą czyli przed oficjalnym zamknięciem, z naręczem ciuchów.

        Poza tym sorry, ale jak jest te 10 minut do końca dnia, to się robi tak, że grzecznie i z uśmiechem się mówi klientce, "prosimy o przemyślane zakupy, ponieważ za 10 minut zamykamy" albo coś w tym stylu. Właśnie stojąc nad moją głową sprzedawczyni osiągnęłaby zamierzony efekt - po prostu przypominając/informując że np. już zamykają, więc czy chciałabym wybrać coś do rezerwacji na kolejny dzień?

        Nie pracuję w handlu ale tak, moja pracy obejmuje także kontakty (wielogodzinne jak się trafi) z wymagającymi, często upierdliwymi (ich święte prawo) klientami, i tak, bywam zmęczona, głodna, albo prozaicznie pęcherz mi pęka. Kwestia wyszkolenia i praktyki i potrafię być poprawnie, grzecznościowo miła.

        Ty jako sprzedawca nie wiesz, czy klient miał wcześniej czas czy nie miał wcześniej czasu czegoś kupić. I nie tobie o tym decydować. Co mi po tym, że sklep czynny ileś tam godzin, jeśli np. w tych godzinach jestem w pracy a moja córka w szkole a potem na treningu, i akurat za kwadrans 21-sza mamy możliwość szybko coś wspólnie kupić? Serio mam się sprzedawcom tłumaczyć z mojego trybu życia?

        Sklep jest czynny i płacą ci za to, abyś w godzinach pracy sklepu obsługiwała klientów. Jeśli w kontrakcie masz przygotowanie sklepu do sprzedaży, albo nie płacą wam za nadgodziny, to trudno, miej pretensje do właścicieli.

        Ja staram się być nieupierdliwa i grzeczna w sklepach, właśnie z racji mojej pracy i moich doświadczeń z kontaktów z ludźmi. Praca sprzedawcy jest trudna i naprawdę nie chcę nikomu dokładać obciążeń. Ale - chyba skoro sklep jest otwarty, mogę wejść i coś kupić?

        Zauważ, że w opisanym przeze mnie przypadku z cukiernią jak wprost poprosiłam o pewien konkretny towar. Nie czekałam aż ktoś się mną zajmie, tylko konkretnie chciałam coś prostego do podania kupić. Serio uważasz, że na 10 minut przed zamknięciem nie wolno klientowi niczego kupić? To na ile minut przed zamknięciem jeszcze wolno?
        • mia.12 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 16:16
          Ty tez nie zrozumialas o co mi chodzilo i niepotrzebnie sie pienisz i druk wtluszczasz.
          To,ze ty starasz sie byc grzeczna i nieupierdliwa jak to sama okreslilas nie znaczy,ze wszyscy tak maja.Niestety jestes raczej w mniejszosci.Pamietam,ze nagminnie zdarzalo sie zostawanie dluzej bo klient na pare minut przed zamknieciem zaczal robic zakupy,jakiekolwiek (grzeczne) zawracanie uwagi czy sugestia,ze juz zamykamy byla raczej odbierana jako brak szacunku bo jak to przeciez,,klient nasz pan'' i on jest klientem i chce u nas pieniadze zostawic.Naprawde dopiero pracujac w handlu zobaczylam jak okropni,roszczeniowi i zarozumiali potrafia byc niektorzy ludzie,cale szczescie nie wszyscy.Nie trudno sie domyslic,ze nie pracuje juz w tym zawodzie jak i wiekszosc moich kolezanek,z ktorymi mialam okazje wspolpracowac.Nic dziwnego,ze w sklepach jest taka rotacja pracownikow.
          A co do pretensji do wlascicieli,ze masz taka umowe a nie inna taaaa,mozesz sobie co najwyzej wyjsc na zewnatrz pokrzyczec.Na twoje miejsce sa setki innych o czym szef nie omieszka ci przypomniec,w sklepach czy marketach prawa pracownikow sa nagminnie lamane
          • hellulah Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 16:37
            Wytłuszczam, bo to jest właściwie ten jedyny istotny fragment smile reszta to takie tam przymarudzanie. Serio, na ile minut przed zamknięciem mogę oczekiwać, że na prośbę o ciasteczka pani odważy mi tyle a tyle kruchych ciastek, zamiast ściemniać, że nie ma ich na stanie, chociaż stoją obok mojego nosa?

            Co do klientów i tak dalej, wiem, statystycznie pewnie więcej jest chamskich klientów niż miłych klientów.

            Sprzedawcom brakuje przeszkolenia, bo uwierz, odpowiednio przeszkolony personel poradzi sobie nawet z bezczelnym klientem (dla mnie niedoścignionym ideałem są panie z Parfois - czapki z głów, dziewczyny przeszkolone idealnie, czysta rozkosz, uwielbiam, drugie w kolejności kobiety z pewnego sklepu prowadzącego Leo Lazzi). Nie dziwne, że jak osoba "z ulicy" ma sobie radzić z trudnymi klientami, to wymięka. No i potrafi wyczuć tego miłego, który całkiem prosto da się podporządkować.

            Masz 100% racji pisząc o złych warunkach pracy. Mimo wszystko to ze sprzedawcą mam kontakt i jakieś minimum rzetelności (ech uczepiłam się tych ciastek) sprzedawcę obowiązuje. Serio, nie chodziło mi o głaski i uśmiech czy porady, tylko o proste sprzedanie ciastek, to chyba jest naprawdę minimum. Ja też może chciałabym zarabiać więcej i w lepszych warunkach pracować, ale nie kieruję złości na klientów, bo nie o to chodzi.
            • mia.12 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:20
              > Sprzedawcom brakuje przeszkolenia, bo uwierz, odpowiednio przeszkolony personel
              > poradzi sobie nawet z bezczelnym klientem

              Dokladnie tak.Niestety rzadko,ktore sklepy prowadza szkolenia a szkoda bo wyszloby to na dobre i klientom i pracownikom.


              > Wytłuszczam, bo to jest właściwie ten jedyny istotny fragment smile reszta to taki
              > e tam przymarudzanie. Serio, na ile minut przed zamknięciem mogę oczekiwać, że
              > na prośbę o ciasteczka pani odważy mi tyle a tyle kruchych ciastek, zamiast ści
              > emniać, że nie ma ich na stanie, chociaż stoją obok mojego nosa?

              No pan od ciastek w sumie tez nie rozumiem,zwlaszcza ze to taki zakup z cyklu,,wchodze,mowie co chce,place i wychodze'' zajmuje klika chwil,pewnie trafilas na jakies wredne klempywink
              • hellulah Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 23:24
                Pani od ciastek pewnie miała zły dzień i był zmęczona, może nawet chora, pewnie już czuła, że dzień zamknięty a tu nagle z ciemności wyłania się tadam! klientka i włazi do sklepu. W sumie nic odkrywczego i nie mam do niej pretensji, tylko jednak głupio się poczułam. Mimo wszystko gdy zachowuję się poprawnie albo ultrapoprawnie (no nie wlazłam na tę podłogę, nie zwiedzałam sklepu itd.) oczekuję w miarę neutralnie grzecznej obsługi.
          • k1k2 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 18:15
            wspolczuje nie tyle klientow z fochami co szefa. jesli kiedys otworze sklep, to dam paniom sprzedajacym potrojna prowizje za rzeczy sprzedane w ciagu ostatniej 1/2 godziny przed zamknieciem. i problem sie "sam" rozwiaze.
      • to_ja_tola Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:25
        mia.12 napisał(a):
        c czasu na zakupy
        > a poza tym zadna z nas nie miala ochoty zostawac dluzej i to za friko c)dostaw
        > alysmy 750zl na reke przy czym firma radzila sobie bardzo dobrze-dzienny utarg
        > ze 30tys ale to my mialysmy odpowiedzialnosc materialna i gdy cos skradziono to
        > potracano nam z tych 750zl... d) caly dzien bylysmy na nogach(nie wolno bylo s
        > iedziec nawet przez chwile) wiec mowiac krotko padalysmy na pysk c)wiekszosc dz
        > iewczyn dojezdzala wiec jak uciekl jej autobus to dodatkowo czekala 40 minut


        otóż to...Moja znajoma ma podobnie ...Mają być od 8.30 już w sklepie i wychodzą po 18.30....za tę godzinę nikt im nie zapłaci.Ematka już by sobie policzyła ile w m-cu jest do tyłu.
        >
        > A teraz sama sobie odpowiedz czy ty z usmiechem na ustach obslugiwalabys klient
        > a,ktory wchodzi na zamkniecie sklepu.
    • exactly_like_me Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:17
      ooo na panie w orsayu też sie kiedyś nacięłam. Z tym ,że gdyby to było za 10 przed zamknięciem to bym pewnie nawet nie weszła, ale to było ok wpół do...
      pani była tak zajęta odkurzaniem, że totalnie mnie olała. Olała też moje pytanie o bluzkę...
      Olałam i ja i wyszłam.
      wymieniony w tytule watek to który to?
      • hellulah Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 15:55
        To było to:
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,140524406,140524406,gapiostwo_czy_zlosliwosc_.html
        (a my o nic nie pytałyśmy, córka błyskawicznie przymierzyła spódnicę, przyłożyła do twarzy - żeby ocenić kolor - bluzki i tyle)
        • exactly_like_me Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:36
          dzieki za link.
          Przeczytałam cały watek ( troche to trwało wink )
          Przyznam ,że mam mieszane uczucia co do powiązania Twojego wątku z wątkiem zalinkowanym. Ty napisałaś, że weszłaś kupić i sprzedawczyni obsłużyła Cię z fochem, a tam było zupełnie odwrotnie. Kobieta weszła bez zamiaru kupna ( doczytałam ,że nawet nie zareagowała na przywitanie sprzedawczyni) a autorka wątku była dla tej pani zwyczajnie uprzejma. W każdym razie nie dała po sobie poznać ,że ktoś depcze te pieczołowicie wyszorowaną podłogę wink
          Tak zrozumiałam.

          Wracając do Orsaya to ja próbowałam zapytać o inne warianty kolorystyczne wybranego modelu bluzki a pani mnie olała. Czy to znaczy , ze za 10 przed zamknięciem już nie wolno pytać o nic? big_grin
          • hellulah Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 23:26
            No, to raczej o tę podłogę jako taką szło, wcześniej też starałam się nie zadeptywać, ale teraz to już jestem megauwrażliwiona smile
    • ma_dre Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 16:07
      jak zacznie sie ludziom placic premie od ilosci sprzedanego towaru to i zaczna sie usmiechac, a tak, to jest jak jest uncertain czego sie tu spodziewac?
      • thegimel Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:43
        Dokładnie. Koleżanka w sieciówce z butami - takiej lepszej kiedyś pracowała - dwa tygodnie wytrzymała. Zmiany po 10-12 godzin trzy dni z rzędu. Do sklepu trzeba było przyjść oczywiście o 8 (otwarte od 8.30 i od tej godziny płacili). Płacone miała do 21, a wychodziła często 20-3o minut później. Pensja minimalna + niewielka premia za sprzedaż, którą wcale nie było łatwo dostać (dopiero jak sprzedaż była na jakimś tam poziomie- w słabszych miesiącach nie dało się jej wyrobić i w lepszych bywało trudno). No sorry, ale nie ma się co potem dziwić pracownikom, że mają wszystko w d... ie, a późny klient jest traktowany jak dopust boży.
        • nenia1 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:50
          No cóż, mnie w bogatej Szwajcarii podczas miesięcznego pobytu trzykrotnie zwrócono uwagę w różnych sklepach, że mam się pośpieszyć, bo zamykają za 15 minut.
          Ludzie pracują do konkretnych godzin, chcą iść do domu po pracy i ja się im nie dziwię.
          • gazeta_mi_placi Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 18:28
            No niemożliwe, za ichnią cudowną granicą, w krainie miodem i zegarkami płynącej?
          • robitussin Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 09:21
            nenia1 napisała:

            > No cóż, mnie w bogatej Szwajcarii podczas miesięcznego pobytu trzykrotnie zwróc
            > ono uwagę w różnych sklepach, że mam się pośpieszyć, bo zamykają za 15 minut.
            > Ludzie pracują do konkretnych godzin, chcą iść do domu po pracy i ja się im nie
            > dziwię.

            Ale o czym Wy piszecie? Wątek jest o tym, że w godzinach otwarcia sklepu, a nie PO godzinach, sprzedawczynia miała już focha z nie wiedzieć jakiego powodu. Co to ma wspólnego z tym, że personel grzecznie przypomina, że za ileś tam minut sklep jest zamykany (notabene w Polsce też tak jest w większych sklepach)?
            • thegimel Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 16:15
              Wspomniane były dwie sytuacje, jedna z cukierni - tu pełna zgoda- sprzedawczyni zachowała się zdecydowanie nieładnie. Druga sytuacja była o Orsayu - tu sprzedające - nie zachowały się najpiękniej, ale po wiedząc jak pracuje się w sieciówkach, wiem skąd takie zachowania się biorą.
      • madzioreck Kooowno prawda 12.12.12, 19:38
        > jak zacznie sie ludziom placic premie od ilosci sprzedanego towaru to i zaczna
        > sie usmiechac, a tak, to jest jak jest uncertain czego sie tu spodziewac?

        Myślisz, że za kasę można wszystko i wszystkich kupić? W ten sposób sprzedawca mógłby z roboty nie wychodzić. Sprzedawcy też mają domy i rodziny, do których chcą wracać po zakończeniu pracy. Szkoda, że ludzie nie rozumieją, co znaczy, że sklep pracuje do godziny 18, 20, czy 21. A nie do 21:15, 21:20, czy 21:35.

        A ponadto system prowizyjny ma też swoje minusy, dla klienta właśnie.
        • suazi1 Re: Kooowno prawda 14.12.12, 10:16
          Jeżeli "sklep pracuje" do tej 18 czy 20, to nie rozumiem dlaczego te 10, 15 minut przed czasem zaczyna się sprzątnie. Jeżeli jest otwarte do 18, to znaczy, że do 18 klient ma prawo wejść i oczekiwać pełnej obsługi. Niestety wiele osób pracujących w handlu ciągle uważa, że godzina zamknięcia sklepu równa się godzinie wyjścia personelu do domu. A to duży błąd.
      • robitussin Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 09:18
        ma_dre napisała:

        > jak zacznie sie ludziom placic premie od ilosci sprzedanego towaru to i zaczna
        > sie usmiechac, a tak, to jest jak jest uncertain czego sie tu spodziewac?

        Acha, bo teraz to mają wynagrodzenie płacone od "stania w sklepie", tak? suspicious
    • redheadfreaq Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:19
      Kiedy pracowałam w sklepie, zawsze czekałam do ostatniego momentu - dopóki nie wydrukowałam raportu z kasy fiskalnej, zakupów można było dokonać. Nie ukrywam jednak, że po 12 godzinach zmiany miałam serdecznie dość, a klient wpadający o 21:55 z zamiarem kupna aparatu oznaczał ni mniej ni więcej, że sklep zamknę z półgodzinnym opóźnieniem, odprowadzana współczującym wzrokiem ochrony. Starałam się jednak nie dawać tego po sobie poznać, ba, czasem zależało mi na tyle, że na pewnego spóźnialskiego, który przez telefon zaklinał mnie, bym poczekała, bo on MUSI KUPIĆ DZIŚ, czekałam kwadrans po zamknięciu salonu.

      Do sklepów, gdzie obsługa robi mi łaskę (jak dziś, w pewnym sklepie z oświetleniem, gdzie pani zaszczyciła mnie półsekundowym kpiąco-wzgardliwym spojrzeniem i krótkim NIE, gdy zapytałam o bardzo konkretną świetlówkę) po prostu nie wracam i nie polecam.
    • to_ja_tola Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:22
      słyszę te "ematkowe""...może bym weszła drugi raz,z tego one zyją" itp to mi się nóż w kieszeni otwiera...
      Znalazły się te co z biura wychodzą 30 min po czasie i się wcale do domu nie śpieszą....
      Nieee,nie ematki przeca...
      Ku..wa?! tak ciężko zrozumieć,że wszyscy mają domy,rodziny,obowiązki?i że życie nie polega na pracy tylko?
      że tu pani zostanie 5 min dłużej,tam jej tramwaj/autobus ucieknie i kolejna 20min ma w doopie,a może dziecko do odebrania od niani bądź z przedszkola?
      Wystarczy czasami ruszyć główką i pomyślec o innych a nie tylko o swoim czubku nosa.
      • bloopsar Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:49
        > że tu pani zostanie 5 min dłużej

        Ale jakie 5 minut dłużej?? Dłużej nic co? Godzina zamknięcia sklepu jest wyraźnie oznaczona i do tego czasu pani jest w pracy, a więc nie zostaje dłużej niż zakładała i nie spóźnia się niespodziewanie na ten mityczny autobus. No chyba, że z definicji musi wyjść 5 wcześniej żeby na ten autobus zdążyć, ale skąd klient ma to wiedzieć? Może w takim razie sklep powinien być otwarty do np. 20:55 a nie do 21?

        Już wyżej padło pytanie ile minut PRZED oficjalnym zamknięciem nadchodzi ten magiczny moment, że NIE WYPADA kłopotać sprzedawców, bo przecież autobus, dzieci do odebrania itp. 5? 10? 30? Ktoś pisał o fochu pół godziny przed zamknięciem. Z kolei tuż po otwarciu też nie można wymagać np. wydawania reszty, bo niby skąd. I też nie wiadomo przez ile czasu, mowa była chyba o 2 godzinach?

        Czyli tak: trzeba celować w sam środek działalności sklepu (samemu zwolnić się z pracy), zaopatrzyć w odpowiednią ilość drobniaków (zależnie od listy planowanych produktów do kupienia), wymyć starannie buty (i zaopatrzyć się w podręczną szmatkę do przetarcia jeszcze tuż przed wejściem), doczytać dokładnie o produkcie, który chce się nabyć (żeby nie zadawać głupich pytań) i wtedy dopiero ruszać na zakupy. Strach się bać big_grin
        • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 19:44
          > Ale jakie 5 minut dłużej?? Dłużej nic co? Godzina zamknięcia sklepu jest wyraźn
          > ie oznaczona i do tego czasu pani jest w pracy, a więc nie zostaje dłużej niż z
          > akładała i nie spóźnia się niespodziewanie na ten mityczny autobus

          Naprawdę nie kumasz/ Na przykład, jeśli kończy pracę punktualnie tak, jak powinna o 21 (po zamknięciu robi się jeszcze różne rzeczy, raporty, liczenie gotówki itd.), to zdąża na autobus/tramwaj o danej godzinie, np. 21:30. A jak jej ktoś przyjdzie i marudzi do 21:05, to już nie zdąża. Takie trudne do ogarnięcia?
          • bloopsar Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:32
            > jak jej ktoś przyjdzie i marudzi do 21:05, to już nie zdąża

            Ale autorka wątku nie 'marudziła' do 5 minut po zamknięciu, tylko 10 minut przed zamknięciem chciała kupić konkretny produkt i napotkała fochowy opór. Co więcej mimo oporu zakupu dokonała i wyszła jeszcze spokojnie przed zamknięciem, a jednak najwyraźniej skrzywdziła panią sprzedawczynię, bo ta widać już o te kilka minut na ten autobus się spóźniła. Stąd pytanie ile minut należy doliczyć żeby takich sytuacji unikać. Wydawało mi się, że jeśli zdąży się PRZED godziną '0', to jest ok, ale wygląda na to, że nie.

            > Takie trudne do ogarnięcia?

            No właśnie, trudne?
            • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 21:39
              > Ale autorka wątku nie 'marudziła' do 5 minut po zamknięciu,

              Ale ja się odnosiłam do Twojej wypowiedzi, a nie autorki wątku. I wyżej też była mowa o tym chyba, że ktoś nie zdąża na autobus, bo musi obsługiwać dłużej, niż sklep jest czynny.
              • bloopsar Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 00:52
                > Ale ja się odnosiłam do Twojej wypowiedzi

                To zechcesz, proszę, zacytować w mojej wypowiedzi ten fragment, gdzie piszę, że sprzedawczyni powinna zostawać w sklepie (obsługując klientów) po godzinie jego zamknięcia?
                • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 01:21
                  Oczywiście, że nie napisałaś, że powinna. Ale w praktyce to takie sklepy najbardziej lubimy, nie? Gdzie pani/pan choćby się i za minutę fajrant weszło uśmiechnie się i powie, że oczywiście, nie ma problemu, a my się ucieszymy, jak tu profesjonalnie podchodzą do klienta, co tam, że sklep jest czynny do określonej godziny, a nie do ostatniego klienta.. I w praktyce pani często zostaje, bo się komuś 10 minut przed zamknięciem przypomina, że portek nie ma. I jeden to załatwia w 5 minut, a drugi w pół godziny. Stąd poniekąd rozumiem sprzedawców, którzy nigdy nie wiedzą, czy będą mogli dziś punktualnie skończyć pracę, bo sama nie raz i nie dwa siedziałam pół godziny albo godzinę dłużej w pracy, a mąż, który po mnie przyjechał, klincował w aucie.
        • exactly_like_me Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:49
          hej wydaje mi się ,że przesadzasz trochę. Niby rozumiesz to ,że sklepy są otwarte w pewnych godzinach a jednak nie do końca. Zawsze można znaleźć kompromis. Skoro uważasz, że masz pełne prawo wejść do sklepu choćby za dwie minuty przed końcem to wyrób się z zakupami do godziny zamknięcia. Bądź sprawiedliwa bo skoro Ty masz prawo wejść i kupić tak sprzedawca ma prawo zamknąć sklep o wyznaczonej godzinie i pójść do domu. Zwyczajna przyzwoitość nakazuje tak zaplanować zakupy by wszędzie zdążyć. Jak wiesz ,że zakupy zajmą Ci pół godziny a do zamknięcia sklepu jest pięć minut to mimo to się na nie decydujesz? Szczerze przyznam ,że ja nie i nie winię za to sprzedawców.
          Mój mąż rok temu wrócił w walentynki wściekły do domu, bez prezentu dla mnie. Jak spytałam czemu sie tak piekli to powiedział ,że "głupia sprzedawczyni" juz go nie obsłużyła mimo iż prosił , tłumaczył. Wyznał ,że było 5 minut po zamknięciu sklepu " ale kobieta była jeszcze w środku. Stwierdziłam krótko ,że słusznie zrobiła, było juz po czasie. Obraził się na mnie w same walentynki big_grin
          Sprzedawca też człowiek. Szkoda ,że niektórzy o tym zapominają
        • to_ja_tola Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 21:46
          bloopsar napisała:


          >
          a to wiedzieć? Może w takim razie sklep powinien być otwarty do np. 20:55 a
          > nie do 21?
          >
          > Już wyżej padło pytanie ile minut PRZED oficjalnym zamknięciem nadchodzi ten ma
          > giczny moment, że NIE WYPADA kłopotać sprzedawców, bo przecież autobus, dzieci
          > do odebrania itp. 5? 10? 30? Ktoś pisał o fochu pół godziny przed zamknięciem.


          Alez nie rzucaj się aż tak bardzo....Nie..sklep jest otwarty "od-do" i wystarczy odrobina zrozumienia,żeby skumać,że inni też mają swoje zycie,a nie tylko pracę....
          Ty se wejdź o tej 20.59 nawet,ale po co?na złośc?
        • kamelia04.08.2007 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 01:34
          bloopsar napisała:

          > > że tu pani zostanie 5 min dłużej
          >
          > Ale jakie 5 minut dłużej?? Dłużej nic co? Godzina zamknięcia sklepu jest wyraźn
          > ie oznaczona i do tego czasu pani jest w pracy, a więc nie zostaje dłużej niż z
          > akładała i nie spóźnia się niespodziewanie na ten mityczny autobus. No chyba, ż
          > e z definicji musi wyjść 5 wcześniej żeby na ten autobus zdążyć, ale skąd klien
          > t ma to wiedzieć? Może w takim razie sklep powinien być otwarty do np. 20:55 a
          > nie do 21?
          >
          > Już wyżej padło pytanie ile minut PRZED oficjalnym zamknięciem nadchodzi ten ma
          > giczny moment, że NIE WYPADA kłopotać sprzedawców,


          ja mam rodzine i sprzedawczyni moze tez miec rodzine, a jak nie ma rodziny, to ma czas wolny.
          Ja osobiscie wychodze z takiego założenia: jesli sklep jest czynny do 19.00, to znaczy, że to jest dla mnie, jako klientki, do 19.00. mam parwo wejśc do sklepu o 18.55, wybrac towar, zapłacic i wyjśc - w taki sposób, zeby wyrobic sie do 19.00. Jak już jest 19.02, to popełniam nietakt, bo pani siedzi przeze mnie w pracy.

          Wiele sklepów radzi sobie z tym doskonale, np. sklepy miesne zaczynaja zbierac wszystko, mys maszyny półtorej godziny przed zamknieciem. Sklepy jubilesrkie czyszcza gabloty godzine przed zamknieciem. W hipermarkcecie nie kupisz szynki na dziale, bo krajalnice pomyte, wszytsko pochowane.
          Troche mnie to wkurza, ale to nie wina pracownika, tylko sklep xle organizuje czas pracy albo nie płaci nadgodzin za prace przed i po otwarciu sklepu. Z choinki sie nie urwałam i wiem, ze obsługa sklepu na robote przed i po otwarciu.
      • thegimel Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 17:58
        O to, to! Opłacać się to może właścicielowi, szara pracownica, która ma ewentualnie jakiś promil od sprzedaży raczej będzie chciała po prostu iść do domu.
        • emilka_x Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 18:25
          Ja jestem w pracy pól godziny przed czasem i wychodzę 15 minut po czasie, jak dobrze pójdzie, nikt mi za to nie płaci, nie pracuję w handlu więc i premii od sprzedaży nie mam.Nie wiem czy są miejsca pracy gdzie przychodzi się równo o czasie i wychodzi wraz z wybiciem zegarka godziny wyjścia z pracy. Też ma dziecko w przedszkolu, rodzinę, obowiązki i czasem padam ze zmęczenia, ale albo praca i minus z niej wynikające, plusy też bo jest wynagrodzenie, albo siedzenie na garnuszku MOPS-u, wolny wybór.
          Mieszkam w małym mieście, i wiem że są sklepy gdzie Pani by mnie najchętniej mopem przegoniła bo przyszłam 15 minut przed zamknięciem i takie gdzie obsługa jest miła że aż chce się wejść, jedni i drudzy zapewne zarabiają tyle samo, szkoda tylko że swoje frustracje wyładowują na klientach jak by on był czemuś winien.
          • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 19:49
            ale albo praca i
            > minus z niej wynikające, plusy też bo jest wynagrodzenie,

            Nie, wynagrodzenie to coś, co Ci się za pracę należy, natomiast Twojemu pracodawcy nie należy się od Ciebie czas pracy, za który Ci nie płaci. Pracy, a nie ubieranie się w płaszcz po wstaniu od biurka czy porannego robienia sobie kawy, bo rozumiem, że nie to masz na myśli mówiąc o wychodzeniu 15 po.

            > Mieszkam w małym mieście, i wiem że są sklepy gdzie Pani by mnie najchętniej mo
            > pem przegoniła bo przyszłam 15 minut przed zamknięciem i takie gdzie obsługa je
            > st miła że aż chce się wejść, jedni i drudzy zapewne zarabiają tyle samo, szkod
            > a tylko że swoje frustracje wyładowują na klientach jak by on był czemuś winien

            Przeganianie, głupie miny i wzdychanie nie są OK, ale jednak ludzie też mogliby pomyśleć. I nie chodzi o wskoczenie po bułkę czy ciastko na 15 minut przed zamknięciem, ale o przychodzenie tuż przed zamknięciem np. po usługę czy wybór produktu, kiedy dobrze wiemy, że zajmie jak w czapkę z pół godziny albo dłużej. Trudno wymagać, żeby się człowiek cieszył, że dłużej siedzi w pracy, a jego dziecko przebiera nogami w przedszkolu, bo przedszkolanka sama już w płaszczu, a mamy ni ma... albo że właśnie przepada mu umówiona wizyta u lekarza, bo zamiast wyjść z pracy o 18:10, wyszedł o 18:40.
            • bloopsar Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:35
              > nie chodzi o wskoczenie po bułkę czy ciastko na 15 minut przed zamknięciem

              Dokładnie o to właśnie chodzi w tym wątku. Może przeczytasz dokładnie choć pierwszy post zanim zaczniesz walczyć z niesprawiedliwością i okrutnymi bezmyślnymi klientami?
              • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 21:42
                > Dokładnie o to właśnie chodzi w tym wątku. Może przeczytasz dokładnie choć pier
                > wszy post

                Czy Ty ogarniasz strukturę drzewka, czy nie za bardzo? Zeszło na sytuacje, kiedy wchodzący pod koniec dnia klient przedłuża komuś pracę, i do tego offtopu się odniosłam. Patrz, na co odpowiadasz.
            • angazetka Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:42
              Tyle że kupujący też ma jakieś wizyty u lekarzy i jakieś dzieci w przedszkolu i z reguły dlatego przychodzi do sklepu o określonej porze - naprawdę nikły procent czyni to z chęci dokopania ekspedientkom.
              • exactly_like_me Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:51
                no , ale skoro decyduje się na późne zakupy to wypadałoby wyjść przed zamknięciem sklepu prawda?
    • klubgogo Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:24
      Zwykle nie chodzę po sklepach późno, ale zdarzyło mi się odwiedzic niedawno małą galerię handlową - 20 sklepów, 10 minut do zamknięcia, rolety pospuszczane do połowy, podłogi wytarte, nawet światła pogaszone lub gaszone, gdy wchodziłam. Zdarzyło mi się robic zakupy w sobotę o 15.55 w malutkiej Piccola Italia, z półek produkty zabrałam, ale z wędlin mnie pogonili, bo przecież lodówkę mieli już zamknięta (???). A w młodości zdarzało mi się byc mopem goniona w knajpkach, gdy siedzieliśmy do 2-3 w nocy, ale wtedy to było zabawne.
    • caroninka Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 20:44
      U nas widze coraz czesciej, ze sklepy sa sprzatane dopiero rano. Mozna chlapac do samego zamkniecia smile , a rano nikt nie czuje sie wypychany mopem.
    • yenna_m Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 21:40
      miałąm to samo wczoraj, na stacji benzynowej
    • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 12.12.12, 21:59
      No w tej konkretnej sytuacji to ekspedientka burak uncertain Ja pewnie bym po prostu wyszła i olała tę cukiernię.
      Akurat w sklepach rzadko mi się trafiają takie sytuacje, inna sprawa, że nie zdarza mi się wpadać kilka minut przed zamknięciem, tym bardziej do sklepów, gdzie wiadomo, się ogląda, się przymierza i czas leci.
      Za to do służby zdrowia wybitnie nie mam szczęścia i często trafiam na buraczane rejestratorki albo na lekarza, który pół godziny przed końcem pracy jest już ubrany i zdziwiony, że ktoś jeszcze śmiał przyjść.
    • kamelia04.08.2007 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 01:12
      no to ja ci zaserwuje hit. Bedzie sie z czego smiac.

      jest sobie wieeelkie centrum handlowe w okolicach najpiekniejszego miasta na swiecie.
      Patrzysz w internecie na godziny otwarcia: do 21.00, przyjezdzasz do tegoz centrum ok. 19.30, panie w jednym sklepie dzieciecym mówia, że zamykaja o 20.30. Dobra, załatwiasz sprawe, dziekujesz, zegnasz sie i zyczesz miłego wieczoru (ot, tuteszy zwyczaj).

      Idziesz do sklepu c&a, tam tez, że zamykaja o 20.30.
      Git, na pewno załatwisz szybko sprawe do tej pory, a robi sie 19.45-19.50. Pare minut zajmuje ci wyszukanie odpowiedniego rozmiaru spodni dla chłopa, robi sie pare minut przed 20.00, chcesz wejśc do przymierzalni z 5 parami spodni do zmierzenia. A tu zonk: przymierzalnia zastawiona, wejśc nie mozna do zadnej z kabin, bo panie beda sprzatac tam.
      No, ale ja chce te spodnie przymierzyc i jak mam kupic bez przymierzenia!!! Baba ma szczescie, ze jest murzynka, a nie biała. Na biała bym wybuchła, na murzynke sie powstrzymuje (zeby nie było, ze biała na czarna ryja drze, rasistka jedna) Chłopa ogarnia pasja, ma ochote trzepnac tymi spodniami i wyjśc. Cudem go powstrzymuje, bo wiem, ze cięzko cos dla niego znaleźc. Mierzymy w sklepie, miedzy wieszakami, na szczescie klientów niezwielu. Za chwile przychodzi pan z ochrony, bo dlaczego tu jest przebieranie. Mąz odpowiada zjadliwie panu, ze przecież przymierzlanie zamkneli, a on bez mierzenia nie kupi, pan ochroniarz może sobie kupowac, jesli tak lubi.

      Jeszcze pan ochroniarz zwrócił uwage, ze dzieciarnia ze słodka bułka lata po sklepie (bułka nie brudzaca i nie lepiąca się) i zeby nie ubrudziła.


      Od 3 m-cy nie bylismy w tym sklepei i chyba sie nie zanosi
      • kanna Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 17:44
        Odnośnie bułki to ochroniarz akurat miał rację - nie wnosi się jedzenia do sklepu.
        • gazeta_mi_placi Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 20:50
          Zwłaszcza, że skąd miał wiedzieć czy bułka nie ma w środku brudzącego nadzienia np. czekolady.
    • robitussin Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 09:15
      Parę lat temu weszłam jakieś pięć minut przed zamknięciem do Vision Express po płyn do soczewek i zostałam arogancko wyproszona, bo sklep już był rzekomo zamykany. Na moje stwierdzenie, że zostało jeszcze 5 minut (inne sklepy w galerii nadal były otwarte) panie złośliwie orzekły, że mam sobie zegarek przestawić, bo mi najwyraźniej źle chodzi. I zaczęły mi zasuwać kratę przed nosem. Takiej chamówy wcześniej nigdy nie widziałam.
      • patunki Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 12:37
        Kiedy pracowałam jako dostawca w pizzerii nierzadko zdarzały się telefony z zamówieniem 10- 15 minut przed zamknięciem. Trzeba było poczekać aż pizzer zrobi placki, upieką się, potem dojechać. Często dymać na czwarte piętro bez windy. Potem do lokalu, zrobić zamknięcie,dostawca musiał zamieść i zamopować zaplecze, kuchnię, lokal, wyczyścić pojemniki, wstawić reklamy i skutery ,schować sosy, poskładać i wynieść kartony. Często zajmowało to nawet dwie godziny. A stawka za godzinę - 2,50zł. Lokal czynny teoretycznie do pólnocy, do domu docierałam przed trzecią, a następnego dnia na siódmą do drugiej roboty. Nic więc dziwnego, że nie lubiliśmy zbytnio ostatnich klientów....
        • robitussin Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 12:39
          patunki napisała:

          > Kiedy pracowałam jako dostawca w pizzerii nierzadko zdarzały się telefony z zam
          > ówieniem 10- 15 minut przed zamknięciem. Trzeba było poczekać aż pizzer zrobi p
          > lacki, upieką się, potem dojechać. Często dymać na czwarte piętro bez windy. Po
          > tem do lokalu, zrobić zamknięcie,dostawca musiał zamieść i zamopować zaplecze,
          > kuchnię, lokal, wyczyścić pojemniki, wstawić reklamy i skutery ,schować sosy, p
          > oskładać i wynieść kartony. Często zajmowało to nawet dwie godziny. A stawka za
          > godzinę - 2,50zł. Lokal czynny teoretycznie do pólnocy, do domu docierałam prz
          > ed trzecią, a następnego dnia na siódmą do drugiej roboty. Nic więc dziwnego,
          > że nie lubiliśmy zbytnio ostatnich klientów....

          W takich wypadkach nie pozostaje nic innego, jak skrócić godziny "urzędowania" pizzerii o te dwie godziny.
        • gazeta_mi_placi Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 12:53
          Ale to nie wina klientów tylko właściciela (menedżera) pizzerii.
          Wystarczyło aby np. nie przyjmować zamówień telefonicznych na 45 minut przed zamknięciem pizzerii i np. na ulotce wydrukować, że zamówienia telefoniczne są przyjmowane do takiej a takiej godziny. Szczerze mówiąc ja nawet dokładnie nie wiem do której czynna jest pizzeria w której najczęściej zamawiam pizzę na telefon, zakładam, że skoro ktoś odbiera telefon i przyjmuje zamówienie to znaczy, że są nadal czynni i tyle, gdyby odpowiedzieli że niestety o tej porze nie mogę już złożyć zamówienia pewnie byłabym wściekła (na siebie, że jednak nie sprawdziłam do której można składać zamówienia) i głodna i tyle.
          Co do owej niskiej stawki, oczywiście jest karygodna, z drugiej strony klienci na ogół zostawiają od 2 do 5 zł napiwku. A ostatni klienci często więcej (np. 10 zł) bo o późniejszej porze większość jest na mniejszej lub większej bani.
          • pulcino3 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 13:42
            Ja raz robiłam zakupy w lidlu, godzinę przed zamknięciem, żeby nie było i był tam facet który jeździł właśnie tym wielkim urządzeniem do mycia podłóg, ala kosiarka i robił to tak ostentacyjnie i szybko pruł przed siebie, że normalnie jak samemu nie ustąpiłaś, prawie odskoczyłaś, to by cię chyba tym walcem rozjechał. Byłam z małą to ją tak kurczowo za rękę trzymałam, żeby mi jej nie wciągnął.Podchodzę pod lady chłodnicze, a ten sruuu przy samych ladach, ok przechodzę w inną alejkę a ten zaś z naprzeciwka leci z tym mega mopem. Kurcze czułam się jak w tetriksie i nie mogłam skupić na zakupach suspicious. Po co ja tam w ogóle przyszłam , a no i żadnego tam przepraszam czy coś z tych rzeczy tylko zzziummsuspicious
            • gazeta_mi_placi Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 15:54
              O matko! Jak w jakimś horrorze!
            • thegimel Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 16:24
              Oni tak czasami jeżdżą niezależnie od godziny. We mnie taki idiota w Kauflandzie wjechał. Jeszcze się zaczął pluć, że stałam, no kurde, ćwikły szukałam, latać nie umiem. Poszłam do kierownika wtedy.
          • thegimel Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 16:21
            Oczywiście, że nie wina klientów, ale właścicielowi złości okazać się nie da, więc klienci obrywają niestety.
        • kamelia04.08.2007 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 16:04
          no, ale to wina kierownictwa tej pizzeri.
          Prxyjmowanie zamówien telefonicznych powinno sie konczyc godzine wczesniej.
    • wuika Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 20:07
      Zdarzało się mi. Rozumiem, że im się spieszy, ale w czterech literach mam to, że one by chciały wyjść minutę po zamknięciu sklepu. Jeśli potrzebuję coś wybrać - wybieram, jeśli muszę potuptać, potuptam. A jeśli będę potrzebowała pomocy sprzedawcy, to ją wyegzekwuję, bo sprzedawca jest dla mnie, a nie na odwrót. Przy czym od razu zaznaczę, że rzadko robię zakupy, sytuacje, kiedy musiałam kupić coś 5 minut przed zamknięciem mogę policzyć na palcach jednej ręki w przeciągu roku, czy czym ostatnio spotkałam sfochowaną panią, która w piekarni z inną spożywką była wybitnie oburzona, że ktoś wchodzi do sklepu, skoro widać, że chleba nie ma. Akurat szłam po śmietanę.
      • madzioreck Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 13.12.12, 21:58
        A jeśli będę potrzebowała pomocy s
        > przedawcy, to ją wyegzekwuję, bo sprzedawca jest dla mnie,

        Wyegzekwować możesz co najwyżej obsługę, dostaniesz wariant minimum. Na pomoc w sensie szczerej porady bym nie liczyła w związku z postawą "egzekwującą". Inna sprawa, że jeśli jestem gdzieś olewana, to po prostu wychodzę, nie bawię się w żadne egzekwowania. Jeśli ktoś niechętnie mnie obsługuje, to dziękuję uprzejmie za "pomoc" takiej osoby wink

        ostatnio spotkałam sfochowaną panią, która w piekarni z inną sp
        > ożywką była wybitnie oburzona, że ktoś wchodzi do sklepu, skoro widać, że chleb
        > a nie ma. Akurat szłam po śmietanę.

        W spożywczaku na moim osiedlu, takim większym, jest jedna ekspedientka, która ma focha niezależnie od tego czy człowiek wejdzie uśmiechnięty czy nie, na moje "dzień dobry" albo coś odburknie z łaską, albo i nie. Foch jest niezależnie od tego, o jakiej porze się wejdzie, no po prostu ma focha, bo musi pracować. A już szczególnie ostentacyjnie okazuje mi niechęć, odkąd nabiła mi na kasę nie te fajki, o które prosiłam, i zanim zdążyłam miauknąć, zakończyła paragon. Poprosiłam o wymianę (grzecznie, naprawdę, ja nie z tych, co ludziom za pomyłkę robią awanturę), był foch, że teraz to muszę poczekać aż ona obsłuży następnego klienta. Teraz, jak widzę tę pindę na kasie, to po prostu wychodzę, sklepów jak mrówków.
        • suazi1 Re: a propos wątku o podłodze w kwiaciarni... 14.12.12, 10:18
          Może nie lubi palaczy wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja