e-milia1
12.12.12, 20:42
ja sie dzis ocknelam i doszlam do wniosku, ze chyba o zbyt wielu rzeczach rozmawiamy przy naszej 6-cio latce. niedawno byla taka mala i niczego nie rozumiala wiec mowilo sie przy niej o wszystkim, teraz raczej kojarzy i duzo rozumie. dzis zaczelam cos mezowi wyrzucac, czepiac sie go, wypominac. przy rozmowie byla corka. po moim monologu corka rzucila komantarz typu " a widzisz, trzeba bylo tego i tamtego nie robic". glupio mi sie zrobilo. do niedawna nawet przy niej sie klocilismy. nie chce by byla tego swiadkiem, ale czasem nie da sie inaczej bo na ona zawsze jest gdzies w poblizu a nie umiem poczekac do wieczora by to z siebie wyrzucic. ja pamietam, ze bolalo mnie gdy rodzice sie przy mnie klocili. maz z kolei mowi, ze dla niego nienaturalnym bylo, ze rodzice zamykali sie w sypialni i tam sie klocili a przy dzieciach udawali, ze wszystko jes tok. wiem, ze dzieci powinny widziec, ze mozna sie klocic lub posprzeczac a potem pogodzic, ale pewnie gdzies jest granica. znam pary, ktore przy dzieciach strasznie sie szarpia i kloca a potem mowia dzieciom, ze nie wolno im mowic co w domu sie dzieje. na ile wy pozwalacie sobie?