limberta
15.12.12, 12:00
Witajcie moi Mili!
Jako żywo nigdy nie zabierałam głosu na forum ale ostatnio jestem w takiej desperacji, że po prostu MUSZĘ się wypisać, zasięgnąć rady, posłuchać co robię nie tak.
W skrócie o mnie: kobieta, lat 33, 164 cm, waga 59 (dziś rano!) dwójka małych dzieci, 9 kg na plusie po ciąży i totalny dół.
Dwa tygodnie temu zaczęłam przebieżki, chcąc nie tylko schudnąć ale poprawić swoją kondycję i zrobić coś dla siebie. Oczywiście "biegam" to za duże słowo, na razie truchtam, na przemian z marszem - ok. 25 min co drugi dzień (czyli w sumie jak do tej pory sześć razy). Wczoraj wieczorem przetruchtałam 6 min bez zatrzymywania, co uważam za swój wielki sukces, bo pierwszym razem to ledwie dałam radę 2 min, taka zadyszka mnie wzięła. Sukcesywnie chce wydłużać czas truchtania by dojść do ok. 45 min bez zatrzymywania.
Ku mojej rozpaczy, przez te dwa tygodnie nie tylko nie schudłam (waga wyjściowa była 57,5) ale przytyłam do 59 kg czyli półtora kg.
Wiem, że mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, wiem też że na początku się tyje ale ja chcę zejść z wagi do upragnionych 50 kg, czyli wagi w której dobrze się czuje sama ze sobą. Teraz, mimo biegania czuję się fatalnie, za grubo, za tłusto. Nie chcę rezygnować z tych przebieżek, bo wieczorem cudnie się truchta, kiedy jest biało i cicho, a poza tym to dobrze robi na umysł.
No ale czy ja kiedyś zejdę z tej wagi? Czy tylko tłuszcz zamieni mi się w mięśnie a z wagi nie spadnę? Co zrobić? Może w te dni, w które nie biegam włączyć sobie jakieś ćwieczenia?
Doradźcie proszę, bo jestem naprawdę w ciężkiej rozpaczy ;-(
Przepraszam że powatrzam temat ale zamieściłam ten post jeszcze na innym forum licząc na wypowiedzi które potrząsną mną, postawią do pionu, przywrócą wiarę i uśmiech bo na razie - nie jest dobrze!
Serdecznie i światecznie wszystkich pozdrawiam,
Lilka