katalinka16
18.12.12, 10:20
jestem meżatką i mam 5 letnia coreczke. kilka miesiecy temu poznalam pewnego mezczyzne w ktorym sie zakochałam. odeszlam od meza z dzieckiem. od kiedy zamieszkalam z nowym partnerem zauwazylam ze on zaczął źle traktowac moje dziecko. nie bil ale ciagle ja uspokajał, krzyczał i stawiał do konta. ona sie buntowala pyskowala. chodzila za mna jak cien. bała sie go. a ilekroc mu to mówiłam to sie klóciliśmy i mówił zebym sobie ja w ramke oprawila. dzaiecko codziennie dawalam do przedszkola gdzie ciagle plakala i nic nie jadla. i tak było wkółko. ja poszlam do pracy a on zajmowal sie dzieckiem. mowil ze przy nim jest grzeczna i go słucha a kiedy ja wracam to wstepuje w nia diabel. ze ma go za nic wtedy i ja jestem najwazniejsza. ze jest rozpieszczona a ja na wszytsko jej pozwalam. zaczelo sie miedzy nami psuc. nie mam zalu do mojego dziecka bo bardzo ja kocham i ciagle bronila, i zastanawialam sie co to dziecko mu przeszkadza??? jest o nia zazdrosny? zawadza mu? bo ciagle jest przy mnie a jego sie pewnie boi i dlatego tak za mna chodzi. jednym słowiem dziecko nie czuło sie przy nim bezpiecznie a wrecz przeciwnie chyba zastraszane. prosilam moja córeczke choc nie wiem czy dobrze robilam zeby siedziała cichutko i z nim nie rozmawiala. zajela sie rysowaniem. ale to chyba zle ze chciałam zeby dziecko bylo cicho bo ono musi sie wyszumiec. ona duzo mówi a on ciagle ja uspokajał ze nawet nie moze po pracy spokojnie obejżec telewizje. dziecko zaczeło sie zalic do swojego taty czyli mojego meza i on powiedział ze mi ja zabierze. ze od stycznia po swietach zabiera dziecko dla jej dobra za granice a zebym sobie zyla szczesliwie. ze nikt nie bedzie jego dzieckiem poniewieral i ze sama powinnam sobie zdac sprawe ze dziecko nie bylo szczesliwe i nie czulo sie bezpiecznie, ja to wiem tylko jest jeszze jeden powaznijeszy problem. jestem z kochankiem w ciazy a on twierdzi ze mnie kocha ponad zycie. chcialabym miec dziecko przy sobie. zmienic jej przedszkole wyprowadzic sie. znaleźć jakies kolezanki które maja dzieci. bo wczesniej nie mialam nikogo i siedzielismyw domu. jesli dojdzie do psrawy sadowej to napewno psychologowie beda badac dziecko. ona powie ze go nienawidzi. ze ja stawial do konta straszyl biciem. tylko dlaczego on mnie nie słuchał???? teraz ilekroc rozmawiamy na ten temat on twierdzi ze krzywda sie dziecku nie działa. ze jej "nam " nie zabiora i ze bedziemy o nia walczyc a jej ojciec nie moze jej zabrac bez mojej zgody za granice. teraqz jest pytanie czy po przebadaniu dziecka sad mi ja odda? czy raczej mam małe szanse na odzyskanie jej? szczerze prosze i do bolu. najgorsze jest to ze nie wiem co mam robic. dziecko jest dla mnie bardzo wazne. jestem zła na partnera ze tak ja traktowal bo z nia walczył i mówił ciagle ze nie da sie piecioletniemu dziecko ze dziecko nie bedzie nim rządzilo. a to dziecko chyba potzrebowalo uwagi zabawy a nie ciagle spychania prawda? teraz dziecko jest u meża który juz mi nie chce jej oddac. a mój nowy partner twierdzi wrecz ze ja odzyskamy. ja sie boje ze ja strace. duzo winy jest po mojej stronie. wczoraj zadzwonilam do mojego meza i poprosilam zeby zapytał nasze dziecko czy kocha mamusie to dziecko odpowiedziało ze nie! zalamalam sie. wiem ze rozdzielilam rodzine ale nie kocham meza. i nie wiem co teraz bedzie? jestem w ciazy i musze wybrac miedzy nowym partnerem a dzieckiem moim. wiem ze powinnam isc za dzieckiem. a Wy jak myślicie? prosze o rade i jak to od strony prawnej wyglada czy mam szanse odzyskac dziecko?