e-milia1
19.12.12, 21:35
powiedzial. nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac no i wyszla z tego klotnia. maz pracuje oczywiscie, przychodzi z roboty zjada obiad, robi se kawe i laduje z nia na kanapie, dzieci obsluguje z tej kanapy. oficjalnie po pracy on zajmuje sie nimi, ja mam wtedy czas dla siebie (tak to nazywa maz a w rzeczywistosci cos tam robie, prasuje, itp). wkurza mnie to bo ja przez pol dnia zabawiam nasze niemowle, potem z corka odrabiam lekcje, bawie sie z nia. a ten na tej kanapie bo sie kuzwa narobil. mowie mu, ze ja przez pol dnia dzieci zabawiam (i inne rzeczy robie), zeby nie jeczel a on nawet tych 2 godzin nie moze z dziecmi efektywnie spedzic. czesto zamiast zabawiac mlodego, nosi go w nosidle choc ten juz raczkuje.. no i sie dzis dowiedzialam, on chodzi do roboty a moja robota sa dzieci wiec moge je spokojnie zabawiac i pol dnia na kolanach po domu biegac bo to moja robota... pieknie, co?