stynka2
13.07.04, 15:25
Dziewczyny, gdyby mi ktoś powiedział miesiąc temu, że będę się komuś żaliła
na opiekunkę swojej ponad 2 letniej córeczki - nie uwierzyłabym. Jest z nami
od ponad roku i sądziliśmy z mężem, że udało nam się znaleźć nianię prawie
doskonałą. Jest ona osobą w wieku przedemerytalnym, żywą, bardzo pogodną,
ładnie się wysławiającą, mówi dużo i poprawnie (m.in. dzięki niej moja córka
mówi ładną i dość już poprawną polszczyzną), jest też bardzo pomocna, jak
trzeba – zrobi jakieś zakupy, jest praktycznie na każde zawołanie. Córka ją
uwielbiała. No i wydawała się uczciwa aż do bólu. Do niedawna.
Niania jest osobą zadbaną, ładnie się ubiera, zawsze jest umalowana. Podobnie
jak ja lubi kosmetyki. Używam kosmetyków dobrych, markowych i nie mam
zwyczaju chowania ich po kątach, zawsze kładę je w łazience. Jakiś czas temu
zauważyłam, że niania używa mojego pudru. Poznałam to po odwracanej
notorycznie gąbeczce, ja kładłam ją zawsze napisem do dołu, niania –
odwrotnie. Nie zwróciłam jej uwagi, bo w obliczu jej zalet wydało mi się to
drobnostką. Ale 4 tygodnie temu puder nagle zniknął. Przeszukałam cały dom,
zganiłam córkę, męża, siebie, sądziłam, że gdzieś go schowałam, a tu nic. Po
kilku godzinach zadzwoniła niania i powiedziała, że przeprasza, ale niechcący
jak się malowała SWOIMI kosmetykami strąciła mój puder i zabrała go, żeby
odkupić. Powiedziała, że rozbił się w proch (był dodatkowo w opakowaniu
tekturowym). Nie wierzę w przypadek, leżał daleko od lustra gdzie się zawsze
malujemy, musiała go wziąć jak zawsze do ręki i wtedy jej wypadł. Innej
możliwości nie widzę. Niania w rozmowie telefonicznej wydała mi się bardzo
zdenerwowana tym wydarzeniem, więc starałam się ją uspokoić mówiąc, że nic
się nie stało, chciałam żeby mi przyniosła te resztki, że na pewno da się ich
jeszcze używać, powiedziałam również, że nie musi mi go odkupywać, bo mam
inne pudry, że był drogi (134 zł) i żeby sobie głowy nie zawracała (o ja
naiwna i głupia). Ale niania uparła się, że mi go odkupi, pytała gdzie jest,
itp. szczegóły. Następnego dnia stwierdziła, że go jeszcze nie odkupiła, ja
na to – ok. nie ma pośpiechu. Od tego faktu minęły 4 tygodnie i tylko raz 3
dni temu napomknęła mi, że nie odkupiła go jeszcze, bo zabrakło go w Sephorze
obok której mieszka. Ja na to –w porządku. Ale sprawdziłam to, zadzwoniłam do
Sephory i dowiedziałam się, że jest i zawsze był. Jestem teraz wściekła,
głównie na siebie, żałuję że tak zbagatelizowałam sprawę na początku,
powiedziałam przecież że nie musi mi go odkupywać, ale ona sama zaparła się
że to zrobi i wypytywała o szczegóły. Więc uznałam, że na pewno go odkupi
szybko, bo zawsze była bardzo uczciwa. A tu nic i zaczęło mnie to męczyć. I
to jej kłamstwo, że go NIE MA. Przecież wiem, że jest. Tylko, czy mam jej to
powiedzieć? I jak? Jakoś nie potrafię wprost.
Zwłaszcza, że niania – czasami kupuje nam moje ulubione bułki maślane obok
swojego domu i nie chce nigdy pieniędzy, chociaż jej wciskam. Kupuje mojej
córce lody, bułki, zawsze pamięta o jej urodzinach i daje jej jakieś
drobiazgi. Interesuje się naszym zdrowiem, zwłaszcza, że mąż często wyjeżdża
i zazwyczaj jesteśmy same. Do niedawna radziła sobie z córeczką doskonale.
Mała ją uwielbiała. Teraz jest gorzej, mam wrażenie, że nie nadąża za jej
rozwojem i zachowuje się tak samo wobec niej, gdy miała roczek, ciągle te
same gadki, słowotok, zauważyłam również, że jest tak zajęta swoją paplaniną,
że nie słucha córki i dziwi się kiedy ta wrzeszczy (a mała przeżywa teraz
okres buntu i niania nie ma zupełnie na nią sposobu, mała nie da się jej
teraz przewinąć, ubrać i wszystko muszę robić ja). Jesteśmy czasami obie w
domu, bo za jakieś 3 tygodnie urodzę drugie dziecko i fakt ten trochę wiąże
mi ręce. Ja jej czasami jednak potrzebuję. Nie wiem co robić, odpuścić sobie
na razie, powiedzieć jej od razu, że wiem o jej kłamstwie (już jej nie ufam,
a wcześniej – bezgranicznie). Od tego wydarzenia zaczęłam dostrzegać jej
wady. A miesiąc temu dałabym się za nią pokroić na kawałki. To ona radziła
sobie z małą najlepiej, a teraz wszystko się odwróciło. Co robić? Nie chcę
zaogniać sprawy przed porodem, bo potrzebujemy jej jak się wszystko zacznie,
a rodzina daleko. Zmieniać nianię? Teraz nie pora na to, niedługo zostanę
sama na kilka tygodni z 2 dzieci, mąż jest tłumaczem więc często wyjeżdża.
Jak znaleźć salomonowe wyjście?