Matką być...a to znaczy mniej więcej...

    • suazi1 Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 15.01.13, 18:14
      Odpieluchowe zapalenie mózgu tańczy i śpiewa, jak widzę?
      • kjut Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 15.01.13, 19:06
        Tak sobie przejrzałam ten wątek i postanowiłam się odezwać. Mimo iż sama jeszcze dzieci nie mam. Ale obserwuję i widzę. Myślę, ze lipcowej nie chodziło o matki, których maluchy mają problemy zdrowotne - nic dziwnego, że są zmęczone i zmartwione. Ale myślę, że chodziło o te, które mają wszystko, a i tak ciągle są niezadowolone, niejako "z urzędu". To rzeczywiście kwestia "różnych ludzi", ale ja też się dziwię, że są ludzie, którzy się tak na siłę umartwiają. Dwa przykłady:

        1) koleżanka I. Ma bliźniaki, wspaniałego męża, dobrze zarabiają, oboje z fachem w ręku, mieszkanie własnościowe, bardzo duże. Na zdjęciach uśmiechnięci, roześmiani, chłopaki radosne, zdrowe. Koleżanka? Jak usłyszała, że chciałabym mieć dzieci, to się zaczęło: nie śpiesz się, to jakaś masakra jest, nie wiem czy zdecydowałabym się znowu, nie dosypiasz, cycki bolą, figura nie ta, kasy kupa na nie idzie... i dalej w ten deseń.

        2. koleżanka II. Dwóch chłopców (7 i 2 latka). Oboje z różnych związków, średnio jej się z tymi facetami układało. Jeden ją zdradzał, drugi się okazał ostatecznie średnio dojrzały. Mieszka w maleńkim mieszkanku, pracuje w budżetówce, ma na koncie kredyt. Mówi, że czasem nawet do rodziców nie ma jak pojechać, bo pod koniec miesiąca jej na bilet autobusowy nie stać. Jak jej powiedziałam, że chciałabym mieć dzieci, to usłyszałam, że mam się w ogóle nie zastanawiać. Bo to najcudowniejsze przeżycie jakie może człowieka spotkać. Bo choć jest ciężko, to patrzenie na maluchów wynagradza wszystkie trudy.

        Ja myślę, że o takich różnicach w poglądach mówiła na początku lipcowa. I ja się z nią zgadzam - czasami na prawdę warto się zastanowić czy warto narzekać. I czy nie lepiej przymknąć oko na trudności a pokochać to co dostaliśmy od życia.

        Pozdrawiam!
    • amy.28 Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 15.01.13, 19:00
      > Czy jest na sali chociaż jedna matka od początku do końca zadowolona z macierzy
      > ństwa?


      ja jestem od początku zadowolona czy na końcu będę to się okaże, jak będę robić pod siebie a mi żaden z synów nie przyniesie tena lejdi na starość... wtedy pewnie wejdę na ematkę albo ebabcię i napiszę posta że nie jestem smile

      a tak poza tym to wydaje mi się że najbardziej ryją beret pierwsze ciąże. Ja miałąm w pierwszej nieco zryty, wydawało mi się że opiekuję się dzieckiem 24 na dobę - wyglądąłam strasznie, czułam się źle i byłam wykończona, przemęczona, zarobiona i na nic kompletnie nie miałąm czasu i dziecko wypełniało go w 100%. Nie wiem, może wprawa, może macierzyństwa się trzeba nauczyć po prostu jak matematyki- ale teraz mam dwulatka i noworodka w domu i mam czas na make up, książkę, film, w domu czysto, obiad ugotowany a ja jestem wypoczęta i szczęśliwa i spokojnie ogarniam sama tą moją dwójkę bez niczyjej pomocy i żadnego problemu.
    • edytanoculak Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 18.01.13, 21:18
      Ja byłam zadowolona bo nie byłam matką lecz byliśmy RODZICAMI!.Dobrze mieć przy sobie podczas całego badania i zabiegów osobę bliską.Ja miałam mieć usuwaną macice i jajniki z powodu mięśniaka 7 cm i endometrium 2 cm.byliśmy z mężem u ginekologa bo zawsze jest przy mnie nie za parawanem był też przy porodach lepsze jest podejście lekarza a mamy prawo do obecności nawet podczas zabiegów w szpitalach.Mąż właśnie spytał o nie operacyjne leczenie bo ja byłam w szoku po diagnozie dlatego powinno mieć sie osobę bliską przy całym badaniu,bo jak można się wstydzić męża.Polecił leczeni O.Bonifratrzy i to było wspaniale po dwóch latach mam mniejszego mięśniaka i skończyły się krwotoczne okresy nie będzie operacji.Nie powinno się za często chodzić do ginekologa raz na dwa lata i do gabinetu prywatnego z partnerem i gdzie nie ma przepływu wielkiego pacjentek mniejsze ryzyko złapania brodawczaka,bakterii i innych wirusów zaraz przy badaniu pobiera cytologię.Wiem że ginekolodzy to skrytykują bo osoba bliska to niewygodny świadek i chodzić każą częściej bo to kasa dla nich!!!!
    • lavinka Obecna! 03.02.13, 16:13
      Obecna!
      Aczkolwiek powiem Ci, że zadowolenie przyszło z czasem. Początek był kiepski z powodu niedospania, jazdy z kp, odkąd mała skończyła trzy miesiące to może nie sielanka, ale na pewno dużo przyjemności. Brakuje mi przedciążowej aktywności, ale też zdawałam sobie sprawę, że będę mieć rok wyrwany z życiorysu. I tak jest lepiej niż myślałam, bo mam wyjątkowo grzeczne dziecko. Myślę, że nie ma jedynej słusznej recepty na szczęśliwe macierzyństwo, ale warto słuchać wewnętrznego głosu, zamiast kierować się w swych decyzjach modą czy wyborami koleżanek.
      Mam wrażenie, że sporo kobiet nie do końca sobie zdaje sprawę co je czeka po porodzie, a nawet jeśli wie, to i tak żyje w przekonaniu, że ich macierzyństwo będzie super, a dziecko wyjątkowe, kochane, bla, bla, bla. A potem okazuje się, że wcale nie. Mąż miał pomagać, a wraca z imprez po północy. Dziecko zamiast spać, ryczy pół dnia. Kp - zamiast dawać satysfakcję, tylko zwiększa poczucie winy (co robię nie tak).
      Narzekanie na macierzyństwo to moim zdaniem próba ujścia złych emocji, które się w człowieku gromadzą. Chyba lepiej tak, niż to w sobie tłumić. Ale zauważam tez reakcje odwrotne, polegające na afirmacji cierpienia. Tzn. "wypruwam sobie flaki dla mojego dziecka i jestem dlatego najszczęśliwsza na świecie, a te matki, które tego nie robią, wyręczając się innymi, to złe kobiety są". To znaczy kobieta cały dzień żyje jak niewolnica, jej potrzeby są lekceważone, a na każdym kroku podkreśla, jak kocha swoje dziecko i do jak wielu kolejnych poświęceń jest dlań gotowa oraz jak jest z tego powodu szczęśliwa.

      Myślę, że obie postawy, i ta narzekająca i ta afirmacyjna, są nieco przekłamane. Wolę czytać blogi matek szczerych. Tzn. takich, które nie popadają w skrajności, nie krytykują innych matek za inne wybory. Takich, które patrzą na swoje życie z dystansem i nie sprowadzają swojego życia wyłącznie do bycia matkami. Frustracja nikomu nie robi dobrze, niezależnie od tego czy się o niej pisze, czy się ją ukrywa.
    • megie.7 Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 03.02.13, 16:51
      gratuluje..to bardzo fajnie ze sie cieszysz z macierzynstwa..
      ja tez bardzo bym chciala zby wiecej bylo tych dni kiedy sie ciesze a duzo mniej kiedy jest mi ciezko..
      wszyscy jestesmy inni..
      przez 18 lat mojego zycia mieszkalam w domu z ojcem alkoholikiem i matka wspoluzalezniona..sama jestem dzieckiem wewnetrznie bo rodzice moich potrzeb od malego niezaspokojali..
      kocham swoje dzieci i staram sie jak moge kazdego dnia, ale widmo zlego samopoczucia moze byc we mnie do konca zycia! mimo tego ze ciagle uczestnicze w terapii i probuje sie uporac z tym wszystkim co przezylam w dziecinstwie..
      kazdy z nas jest inny, jeden mniej drugi bardziej wrazliwy..kazdy z nas pochodzi z innych domow i ma inne doswiadczenia
      nie wszyscy sa tacy jak Ty..ale akurat tej radosci z macierzynstwa bardzo Ci zazdroszcze..
    • m_incubo Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 03.02.13, 19:37
      >Czy może ja jestem za prosta

      Sama sobie już odpowiedziałaś na pytanie.
      Tak, jesteś za prosta, żeby skumać równie prostą rzecz, a mianowicie: nie wszystkie dzieci są takie jak twoje, nie wszystkie baby są takie jak ty i nie wszystko jest takie jak ty uważasz.
    • tatrofanka Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 03.02.13, 23:05
      W twoje gadanie jak zawsze nie wierzę. Kłamiesz zawodowo. Przeczysz sama sobie 5 razy na dobę. Potem asekuracyjnie pitolisz, ze zmieniłaś zdanie, aż do następnego watku.

      No to baj.
    • lila1974 Gratuluję! 06.02.13, 09:41
      Miałam tak długą przerwę forumową, że nie wiedziałam ... wszystkiego najlepszego dla Ciebie i dziewczynek smile
    • mariolka55 Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 06.02.13, 09:49
      jasmile

      tez kiedyś nie przepadałam za dziecmi i nie spieszyłam sie do swoich
      wszystko sie zmieniło od pierwszego testu własnie smile
      kocham swoje dzieci ,żyję ich zyciem i chociaz czasami mam ochote ich przez okno wywalic ;P to macierzyństwo to chyba najlepsza rzecz w zyciu kobiety
    • moni.ka32 Re: Matką być...a to znaczy mniej więcej... 06.02.13, 21:35
      18lipcowa3 obiema rekami i nogami podpisuję się pod tym,tyle w temaciewink a moje dzieci tez przez pierwsze 3 mc spaływink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja