ida771
13.01.13, 23:02
Bylismy dzisiaj na nartach. Moje 2 początkujące córki jeździły sobie dzisiaj z dużym entuzjazmem. Starsza 8 letnia odłączyła się od nas, pojechała w dół sama. Kiedy do niej dojechałam, siedziała na śniegu i płakała. Mówi że wjechał w nią mężczyzna, jej wypięły się narty, przekoziołkowała. On nie zatrzymał się, nie zapytał czy wszystko w porządku, nie przeprosił. Ona nie pamieta jak on wygląda, była w szoku. Zjechałyśmy do dolnej stacji, chciałam dotrzec do nagrania z monitoringu żeby gościa dorwac... Osoba z obsługi twierdzi ze nie ma kamery w tamtym miejscu.
Kiedys podobną sytuację miał mój maż. Został zepchnięty a następnie rozjechany przez innego gościa i było to działanie celowe- tak odczuł. Przekoziołkowałał kilkanaście metrów (mówił że gdyby nie był tak sprawny fizycznie jak jest mógłby tego nie przeżyc). Sprawca nawet się nie obejrzał.
I taka refleksja mnie naszła. Cóż to za sport właściwie który polega tylko i wyłącznie na wykorzystaniu siły grawitacji. Gdzie im bardziej delikwent rozlazły, objedzony albo pijany tym mu się szybciej jedzie i po prostu kosi wszystko co ma po drodze? Dziś okazuje się jeszcze ze jest bezkarny. Może zabijac innych uzytkowników stoku i nie zostanie zlapany.
I żeby nie było. Jeźdże na nartach 30 lat. Mam 35. Dziś był mój ostatni raz.