mocmuszki
17.01.13, 23:47
Zaznaczam,ze nie jestem zadnym trollem,zdarzenie autentyczne,z zycia wziete.
Pracuje w lecznicy dla zwierzat,zarabiam 7zł/h(nadgodziny tyle samo)mam umowe na pol etatu,zapierdzielam codziennie po 10godzin lub dluzej,jestem recepcjonistką/asystentem lek.wet/sprzedawca w sklepie zoologicznym/zamawiam towar/wpisuje faktury/sprzatam/asystuje popdczas zabiegow-autentycznie to wszystko robie (musze byc dobrze zorganizowana).Ile wypracuje godzin taka mam wyplate,biore wolne-odejmuja mi dniowke.
Mamy stazystke do pomocy.Dziewczyna mloda,mezatka.Jest 2 miesiace u nas.Nigdy nie pracowala w tym zawodzie.Ostatnio trafila sie sytuacja,ze jedna z naszych klientek chciala aby ktoras z nas zajela sie jej pupilem-przyszla na wizyte domowa.Oczywiscie za dodatkowa wyplata.Na to nasza stazystka powiedziala,ze ona pojdzie.Wkurzylam sie niemilosiernie bo nie dosc,ze zapierniczam caly dzien,to taka fucha bylaby dla mnie(mieszkam sama,sama sie utrzymuje).Zwrozilam jej uwage dlaczego to ona ma chodzic na wizyty domowe jak nie ma ani doswiadczenia ani wiedzy.I kto ma racje?Myslicie,ze dobrze zrobilam,ze zawalczylam o swoje.czy ona pierwsza sie zglosila,to jej pierwszej sie nalezy?