Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody rodzi

24.01.13, 11:59
Chciałam się Was spytać czy nauczyciel ma prawo zaprowadzić dziecko (4-ta klasa podstawówki) bez wiedzy i zgody rodziców do psychologa szkolnego?
Nawet mnie o tym nie poinformował.
O fakcie dowiedziałam się od własnego dziecka dopiero po 2 dniach.
Bardzo to przeżył, wstydził..

    • lady-z-gaga Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:04
      Zmartwię Cię: nauczyciel ma prawo zaprowadzić ucznia dowolnej klasy np do dyrektora.
      Tez bez zgody rodzicow. Wstyd jeszcze większy tongue_out
      A Ty może z tej frakcji, co psychologa od psychiatry nie odróżniają?
      • red_hot_czyli Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:11
        Nie Kochana, z zupełnie innej !
        Temat psychologów a nawet psychiatrów nie jest dla mnie niczym wstydliwym.
        Dziecko jeszcze do tego nie rozumie ...
        Nie to jest tematem tego wątku.
        Chodzi o to, że ja nie mam nic przeciwko, ale uważam, że chociaż nauczycielka powinna mnie poinformować o fakcie, tudzież psycholog swoją opinię ...
        Chciałam się dowiedzieć czy są na to jakieś regulacje, ponieważ idę dziś na rozmowę z wychowawcą i chciałam poruszyć ten temat.




        • melancho_lia Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:13
          U nas na początku roku szkolnego podpisywało się (lub nie, obowiązku nie było) zgodę na obserwację psychologiczną/ logopedyczną i ewentualne objęcie dziecka opieką takową. A czemu Twoje dziecko zostało zaprowadzone do psychologa?
          • red_hot_czyli Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:23
            Temat / historia jest bardzo długa ...
            Generalnie nauczycielce chodzi o to, by mieć 'podkładkę' na kilka spraw.
            W wielkim skrócie:
            W naszej klasie jest dziewczynka z patologicznej rodziny, jest bardzo biedna - uwierzcie.
            Ponieważ nauczycielki nic nie robiły, by przestawała przychodzić do szkoły brudna, niewyspana, pobita - wręcz przeciwnie traktowały temat 'plotkowo - drwiąco' ja się wk... i zgłosiłam sprawę do fundacji, która pomaga takim dzieciom.
            Nauczycielki dostały straszną burę od dyrektora i od tamtej pory uwzięły się (delikatnie mówiąc) na mojego syna.
            Wczoraj dostał np. uwagę za to, że rzucał się lekcjach śnieżkami .....
            Takich przykładów są jeszcze dziesiątki/setki ...

            To w WIELKIM skrócie.
            • lady-z-gaga Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:34
              Jesli nauczycielka uważa, że dziecko sprawia kłopoty, to owszem, powinna Cię poinformować.
              Rozmowa z psychologiem szkolnym nie ma nic do tego, to mogla byc sprawa doraźna, jakiś incydent, ktorego nauczycielka nie musiała chcieć i umiec roztrząsac w klasie.
            • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:50
              > Wczoraj dostał np. uwagę za to, że rzucał się lekcjach śnieżkami .....
              A rzucał?
              • maggorlo Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 13:20
                kk345 napisała:

                > > Wczoraj dostał np. uwagę za to, że rzucał się lekcjach śnieżkami .....
                > A rzucał?

                A miało być na lekcjach czy może po lekcjach...?
                • red_hot_czyli Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 14:20
                  Rzucał, ale oczywiście po lekcjach....
                  Nie zamierzam dziecku zabraniać rzucać się śnieżkami, wręcz przeciwnie sama to chętnie z nim robię smile
                  Nie będę z dzieckiem rozmawiać na temat tej uwagi, bo nie miałabym mu noc do powiedzenia...
                  I ponieważ to była już nie wiem która z rzędu tego typu uwaga .... Nie wytrzymałam...
                  Napisałam pismo do niej i wiadomości dyrekcji z prośbą o wyjaśnienie kilku spraw, m.in. tego właśnie psychologa, tej uwagi i kilku innych spraw...
                  • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 14:38
                    Bardzo rzadko jest tak, i piszę to z perspektywy wielu, wielu lat, że nauczyciele są wredni a dziecko bez zarzutu. W szkole bywa róznie, dziecko inaczej zachowuje się w domu, inaczej wśród kolegów- czasem prowokowane, czasem wstępuje w nie diabeł, czasem ot tak bez powodu, albo z bezmyślności albo z racji wieku.
                    Nauczyciel jako człowiek dorosły i w szkole odpowiedzialny za zdrowie, życie, bezpieczeństwo Twojego dziecka i jego kolegów musi reagować na bieżąco. I to co wydawać się może z odległości domu za bezzasadne jest jednak uzasadnione.
                    Mój syn był naprawdę mało problemowym dzieckiem, ale zdarzały mu się uwagi. I co robiłam? Pisałam, że przyjęłam do wiadomości i reagowałam albo nie. Jeżeli uwaga była "chciałem wejść do klasy, ale dzieci nie chciały mnie wpuścić"- olewałam. Jeśli pani pisała, że syn zachowuje się podejrzanie - pytałam o co chodzi i razem się śmialiśmy, ale bywało, że musiałam wyjaśnić niewłaściwość takiego czy innego zachowania.
                    Dyrektor nie jest od łagodzenia konfliktów w trójkącie rodzic- wychowawca-uczeń.
                    Szkoła nie jest tworem patologicznym ( a jesli jest to trzeba z niej uciekać bo raczej szkoły się nie zreformuje), nauczyciel musi mieć instrumenty, którymi posługuje się w pracy dydaktyczno-wychowawczej.
                    • nangaparbat3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 11:14
                      I uważasz, ze prowadzenie dziecka do szkolnego psychologa traktowane jako instrument nacisku na dziecko, jest w porządku?
                      Poza tym - pracuję w szkolnictwie od 1987 roku, więc moje doświadczenie jest pewnie niewiele mniejsze od Twego. I owszem, uważam, że każdy uczeń trafi - na kazdym kolejnym etapie edukacji - na co najmniej jednego wrednego nauczyciela. Uważam też, że jedną z najważniejszych rol dyrektora szkoly jest mediacja-rozstrzyganie-lagodzenia konfliktow rodzic-nauczyciel-uczeń. Oczywiście tych powazniejszych, z ktorymi sami sobie nie poradzą.
                      • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 12:03
                        Czy rozmowa z psychologiem jest instrumentem nacisku? Według mnie nie.
                        Przejrzałam w myśli nauczycieli ( w polskich szkołach, bo był w róznych, zmieniał szkoły,m kraj, język) syna i....w podstawówce była niezbyt mądra pani nauczania początkowego, ale nie nazwałabym jej wredną, w gimnazjum też nie wredny, a raczej głupi pan od techniki, w liceum 2 panie dość kontrowersyjne- polonistka i anglistka, ale nie nazwałabym ich wrednymi i historyk o specyficznym poczuciu humoru.
                        I naprawdę sporo niewychowanych dzieci, rodziców o wstrętnym, agresywnym usposobieniu, wyładowujących frustracje i niepowodzenia życiowe ( albo napięcie) na otoczeniu ( szkole, nauczycielach, ....własnych dzieciach). A dyrektor latał z zebrania na zebranie, miał stosy papierów, własne lekcje i wizyty rodziców, bo nauczyciel krzywo spojrzał na Zuzię a Filip pobił się z Mateuszem.
                        Jeżeli dyrektor ma
                        • anorektycznazdzira Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 18:42
                          > Czy rozmowa z psychologiem jest instrumentem nacisku?

                          Niestety, jeśli weźmiemy pod uwagę tło przedstawione przez autorkę- zdecydowanie JEST.

                          Można oczywiście autorce nie uwierzyć, podejrzewać, ze koloryzuje lub nadinterpretuje etc, albo zwyczajnie nie zrozumiała intencji nauczycielki, która jest 100% w porządku i chce tylko dobrze. No można i trudno będzie rozstrzygnąć jednoznacznie tu na forum kto ma racje. I właśnie od tego jest dyrekcja szkoły, żeby w życiu takie wątpliwości rozstrzygać sprawiedliwie i właściwie. Jest oczywiste, że jest konflikt na linii rodzic-nauczyciel. Wiemy nawet dlaczego. Są podejrzenia, że odbija się to na dziecku. Cóż więcej musiałby się stać, żeby uzasadnić zaangażowanie dyrekcji w rozwiązanie problemu???
                          • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 20:48
                            Odpowiem pytaniem- czy dzieci/młodzież AD 2013 jest inna niż przed laty? Czy szkoła kiedyś była normalna a teraz wstapił w nią szatan?
                            Chodziłam do zwykłej polskiej szkoły. W klasie było co najmniej 30 dzieci. W szkole nie było psychologa, psychoterapeuty, nauczyciela wspomagającego. Od I klasy dostawaliśmy 2 ( pał nie było) za np. brak zeszytu. Mowy nie było o orzeczeniach, dysgrafii, dysleksji. Nauczyciel potrafił wrzasnąć, miał autorytet.
                            NIE przypominam sobie, żeby rodzice któregokolwiek kolegi latali do dyrektora. Jeśli były problemy ( a było ich mało) rozwiązywała je wychowawczyni. I to najczęsciej bez udziału rodziców.
                            Nikt nie trząsł się nad naszą psychiką. I ciekawostka: z 30 osobowej klasy co najmniej połowa ukończyła studia, przy czym matura 1976 nie była przepustką na studia i wyższe wykształcenie więcej znaczyło. Wielu kolegów , którzy poszli do techników ma dobrze prosperujące firmy. 2 niestety już nie żyje.
                            Dlaczego nie było konfliktów rodzic-nauczyciel?
                            Dlaczego rodzice nie latali bez przerwy do szkoły?
                            Dlaczego ufali nauczycielom- często gorzej wykształconym pod względem pedagogicznym?
                            Dlaczego dyrekcja nie była angażowana w utarczki słowne?
                            • anorektycznazdzira Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 23:33
                              Byłaś ostatnio w jakiejś szkole? Zdecydowanie wstąpił w nią szatan.
                              • przystanek_tramwajowy Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 13:05
                                anorektycznazdzira napisała:

                                > Byłaś ostatnio w jakiejś szkole? Zdecydowanie wstąpił w nią szatan.


                                I przybrał postać szkolnego psychologa smile ? Ja bywam w szkole prawie codziennie. I śmiem twierdzić, że szatan wstąpił w co niektórych rodziców i odebrał im nie duszę, ale rozum.
                                • anorektycznazdzira Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 17:34
                                  no to mam dokładnie na myśli!!!
                              • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 15:30
                                Byłam. Bywam w szkołach dość często i zgadzam się z moją przedmówczynią- jeśli szatan wstapił to w niektórych rodziców odbierając im rozum, umiejętność logicznego myslenia i wyciągania wniosków a zaślepił źle rozumianą miłością do dziecka. Bo kochać też trzeba umieć- mądrze.
                                • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 10:38
                                  hanna_sty napisała:

                                  > Byłam. Bywam w szkołach dość często i zgadzam się z moją przedmówczynią- jeśli
                                  > szatan wstapił to w niektórych rodziców odbierając im rozum, umiejętność logicz
                                  > nego myslenia i wyciągania wniosków a zaślepił źle rozumianą miłością do dzieck
                                  > a. Bo kochać też trzeba umieć- mądrze.

                                  Chyba idealizujesz tę szkołę sprzed lat. Ja chodziłam do podstawówki w latach 70/80 tych i nie był tak różowo. Moja mama - nauczycielka w liceum - wielokrotnie musiała interweniować w mojej sprawie/obronie w kuratorium, bo nie dało się dogadać z nauczycielami/dyrekcja mojej wiejskiej szkoły. Zdarzała się jeszcze wtedy przemoc fizyczna w stosunku do uczniów czyli bardzo popularne szarpanie za uszy i podkręcanie ich. Dyrektor do pracy przychodził pijany a nauczyciele nieprzygotowani robili co chcieli. Oczywiście "zwykli" rodzice nie wykłócali się z nauczycielami, ale moja mama sama będąc nauczycielem doskonale wiedziała czego im robić nie wolno, więc całą moją podstawówkę walczyła jak lwica. I nie chodziło o stopnie ani zachowanie, bo ja zawsze miałam 5.0 ze wszystkiego i wzorowe zachowanie.
                                  Teraz rodzice już tak nie dygoczą przed nauczycielami jak kiedyś i nauczycielom już nie wolno się wydzierać i bić uczniów. Więc jest trudniej i trzeba zbudować autorytet na czymś innym niż tylko strach. A to jest prawie niewykonalne jak ktoś jest kiepskim pedagogiem.
                                  • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 10:50
                                    Ja chodziłam w latach 65-77 do szkoły ( podstawówka i liceum) w Warszawie. Podstawówka wielka, rejonowa liceum niezłe. Nie miałam takich doświadczeń. jciec jednego z kolegów nie dygotał przed nauczycielem ( był wysokim urzędnikiem ówczesnej nomenklatury), ale zachowywał się grzecznie i powiedział, że gdyby jego syn rozrabiał ma być surowo potraktowany . I był.
                                    Moi rodzice także nie bali się szkoły. Bywali na wywiadówkach. O pijanym nauczycielu nie słyszałam. Był natomiast pijany ojciec na wywiadówce, który odgrażał się, że zabije swojego źle uczącego się syna ( tu interweniował przy pomocy milicji ów "czynownik").
                                    • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:01
                                      hanna_sty napisała:

                                      > Ja chodziłam w latach 65-77 do szkoły ( podstawówka i liceum) w Warszawie. Pods
                                      > tawówka wielka, rejonowa liceum niezłe. Nie miałam takich doświadczeń. jciec je
                                      > dnego z kolegów nie dygotał przed nauczycielem ( był wysokim urzędnikiem ówcze
                                      > snej nomenklatury), ale zachowywał się grzecznie i powiedział, że gdyby jego sy
                                      > n rozrabiał ma być surowo potraktowany . I był.
                                      > Moi rodzice także nie bali się szkoły. Bywali na wywiadówkach. O pijanym nauczy
                                      > cielu nie słyszałam. Był natomiast pijany ojciec na wywiadówce, który odgrażał
                                      > się, że zabije swojego źle uczącego się syna ( tu interweniował przy pomocy mil
                                      > icji ów "czynownik").

                                      Sama widzisz, że nasze doświadczenia są różne i dlatego nie można pisać, że kiedyś szkoła to była kraina szczęśliwości ze sprawiedliwymi nauczycielami i grzecznymi dziećmi. To spore uogólnienie. Większość rodziców nie wtrącała się, bo mieli ważniejsze sprawy na głowie np. co do garnka włożyć (czasy kartkowe) i z pewnością spora grupa obawiała się zemsty na dziecku. Bo takowe zdarzały się nagminnie. Pamiętaj też, że w małych wiejskich szkołach nauczyciele czuli się bardziej bezkarni i dlatego zdarzało się więcej patologicznych zachowań. Było też więcej rodziców zaledwie po podstawówce, którzy nauczycielowi po studiach bali się podskoczyć.
                                      Teraz w mojej rodzinnej wsi jest nowa szkoła z nowymi nauczycielami i to jest o niebo lepsze miejsce dla dzieci niż ja pamiętam ze swoich czasów. A szkoła jest jedną z lepszych wśród okolicznych gmin.
                                      Czyli moim skromnym zdaniem idzie ku dobremu...
                                      • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:13
                                        Chyba prawda leży gdzieś po środku. Wspomnę moją podstawówkę. Moi rodzice raczej nie bali się nauczycieli, z dość prozaicznych powodów. Trudno, żeby drżał przed nimi wysoki dygnitarz ówczesnej nomenklatury, którego syn był razem ze mną w klasie. Nie trząsł portkami adwokat, farmaceutka, znany dziennikarz itd. Co więcej - nie obawiała się pani ze sklepu czy sekretarka.
                                        I nikt z tych ludzi nie wysiadywał w szkole! Syn "czynownika" jak tylko podskoczył był wytargany za ucho i nie wylądował u psychoterapeuty. Dziś jest pracownikiem jednej ze szwajcarskich firm.
                                        • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:18
                                          hanna_sty napisała:


                                          > I nikt z tych ludzi nie wysiadywał w szkole!

                                          A teraz wysiaduje? Przecież rodzice są tak zabiegani, że nawet czasu na wywiadówki nie mają.

                                          Syn "czynownika" jak tylko podskoc
                                          > zył był wytargany za ucho i nie wylądował u psychoterapeuty. Dziś jest pracowni
                                          > kiem jednej ze szwajcarskich firm.

                                          I to wytarganie za ucho właśnie mi się nie podoba. Bo za często musiałam to oglądać w szkole w realu. Nie popieram, bo to przemoc fizyczna a nie tędy droga.
                                          • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 14:41
                                            Oj wysiadują, wysiadują........
                                            Jestem członkiem pewnej fundacji szkoły z tradycjami i bywam w innej z nieco mniejszymi tradycjami. Obserwuję rodziców.
                                            Tak mi się w życiu ułożyło, że od lat nie pracuję zawodowo. Obserwuję mamy również nie pracujące ( powody inne). Najczęściej są to panie, których mężowie mają nieźle prosperujące firmy ( szacun!), i które między dość miłymi zajęciami wysiadują w szkołach.
                                            • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 17:01
                                              hanna_sty napisała:

                                              > Oj wysiadują, wysiadują........

                                              może macie fajne miejsce do wysiadywania. Nie rozumiem dlaczego tak cię to denerwuje. Jakaś zazdrość? Wyrzuty sumienia?

                                              > Obserwuję rodziców.

                                              To poobserwuj nauczycieli. Tez można sporo zobaczyć. Mnie inni rodzice nie interesują jeśli nie mają styczności z moim dzieckiem.

                                              > Tak mi się w życiu ułożyło, że od lat nie pracuję zawodowo. Obserwuję mamy równ
                                              > ież nie pracujące ( powody inne). Najczęściej są to panie, których mężowie mają
                                              > nieźle prosperujące firmy ( szacun!), i które między dość miłymi zajęciami wys
                                              > iadują w szkołach.

                                              No patrz pani. Ja nie pracuję zawodowo. Mąż nieźle prosperuje. A w szkole nie wysiaduję. Może powinnam zacząć surprised
                                              • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 17:37
                                                Akurat ja mam dość fajne życie więc raczej nie mam czego zazdrościć. Wyrzuty sumienia- z jakiego powodu???
                                                Fajne miejsce do wysiadywania? Nie sądzę.
                                                Obserwuję rodziców będąc w fundacji- takie skrzywienie.
                                                Nie bój się nauczycieli tez obserwuję. Równiez takie skrzywienie.
                                                To co robisz czy co robić powinnaś to Twój interes. Ja widzę co robia inni rodzice.
                                                • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 19:12
                                                  hanna_sty napisała:

                                                  > Akurat ja mam dość fajne życie więc raczej nie mam czego zazdrościć. Wyrzuty su
                                                  > mienia- z jakiego powodu???

                                                  Ty mi powiedz, bo ja nie rozumiem twojego zachowania. Jeśli masz fajne życie to skąd tyle w tobie niechęci do ludzi.


                                                  > Obserwuję rodziców będąc w fundacji- takie skrzywienie.

                                                  I to jest chyba odpowiedź na moje pytanie.

                                                  > Nie bój się nauczycieli tez obserwuję. Równiez takie skrzywienie.
                                                  > To co robisz czy co robić powinnaś to Twój interes. Ja widzę co robia inni rodz
                                                  > ice.

                                                  Ja też widzę co robią inni rodzice i nie widzę nagminnego wysiadywania w szkole ani nagabywania nauczycieli.
            • jowita771 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 13:36
              Nauczycielki z bożej łaski.
    • morekac Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:08
      A co, gdyby dziecko poszło samo bez twojej wiedzy czy zgody?
    • kocianna Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:10
      Psycholog nie ma prawa bez Twojej zgody prowadzić badań, testów i innych takich z udziałem dziecka, a także żadnej terapii. Ale ma prawo przyjąć delikwenta na "wyciszenie", jeśli deliwent np. rozwala lekcję i należy go odseparować od klasy, a jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo. U nas prowadzono do tego dorosłego, który akurat nie był zajęty pracą z dużą grupą: psycholog, pedagog, pielęgniarka, bibliotekarka, w ostateczności - dyrektor.
      • joanna.pio Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 14:06
        Tak myśli wiele nauczycielek. Że psycholog w szkole jest od wyciszenia dziecka. Że można zaprowadzić dziecko w dowolnej chwili, interwencyjnie. Otóż nie:
        - psycholog ma (znaczy się powinien mieć) zaplanowana działania, prowadzi terapię, warsztaty, spotkania, konsultacje itp.
        - traktowanie psychologa w szkole jako osoby "interwencyjnej" prowadzi do tego, że zaczyna być spostrzegany jako straszak, rodzaj kary ("bo pójdziesz do psychologa!")

        A co do dylematu autorki - tak, nauczyciel ma prawo zaprowadzić dziecko do psychologa nie prosząc rodzica o pisemną zgodę. Ale chodzi np. o jednorazową rozmowę raczej. na regularne spotkania czy jakąkolwiek formę terapii, musi już tę zgodę uzyskać, najlepiej w bezpośredniej rozmowie z rodzicem.
        • nangaparbat3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 11:25
          joanna.pio napisała:

          > - traktowanie psychologa w szkole jako osoby "interwencyjnej" prowadzi do tego,
          > że zaczyna być spostrzegany jako straszak, rodzaj kary ("bo pójdziesz do psych
          > ologa!")
          Wiele zależy od tego, jak w czasie takiej "interwencji" postąpi psycholog/pedagog.Czy wejdzie miekko w rolę straszaka, czy niekoniecznie. Niestety wiele przemawia za tym, że niejeden w to wchodzi, i z tego punktu widzenia niewątpliwie masz rację.
          Uważam ze owszem, praca szkolnego psychologa/pedagoga jest w wielkiej częsci interwencyjna, stoi z boku, ma dystans,ma umiejetności (no, powinien) i moze mnostwo konfliktów pomoc rozwiazać zanim sie zapetlą. Moze też pomoc wyciszyc sie dziecku, które rozwala lekcję i zostaje przyprowadzone przez nauczycielkę, i zrobic to w taki sposób, by wyszlo spokojne i nieupokorzone.
    • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:24
      Zrobiłabym dym w szkole straszny. Zawsze składam pismo, ze bez mojej zgody i obecności psycholog ani pedagog nie ma prawa rozmawiać z moim dzieckiem. I jest to respektowane. Dyrektor to co innego - mimo wszystko nie "dłubie" w psychice mojego dziecka. Jest po prostu władzą nadrzędną po nauczycielu.

      Dziwi mnie Wasze bezkrytyczne podejście i zaufanie do psychologów.
      • lady-z-gaga Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:31
        A do nauczycieli masz zaufanie? czy tez zabroniłas im się odzywac do Twojego dziecka? wink
        • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:35
          Przeczytaj dokładnie. Pisałam o psychologu, pedagogu szkolnym itp. Nauczyciel nie jest w takim stopniu grzebać w psychice dziecka i nie odbywa z nim sesji sam na sam. Gratuluję bezkrytycznego podejścia.
          • morgen_stern Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:43
            Zlitujcie się, przecież to nie terapia farmakologiczna, szkolny psycholog tylko z dzieckiem rozmawia... Nikt mu nie "grzebie w mózgu", normalnie strach się będzie zaniedługo do dziecka odezwać.
            • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:26
              morgen_stern napisała:

              > Zlitujcie się, przecież to nie terapia farmakologiczna, szkolny psycholog tylko z dzieckiem
              > rozmawia...

              Akurat. Psycholog nigdy z człowiekiem ot tak tylko nie rozmawia. Psycholog ma zawsze zboczenie zawodowe i zawsze będzie próbować stosować na bezbronnym dziecku te swoje sztuczki.
              • joanna.pio Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:43
                Ale Ty tak poważnie? Czy to ironia?
                • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:56
                  joanna.pio napisała:

                  > Ale Ty tak poważnie? Czy to ironia?

                  Poważnie.
                  • joanna.pio Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:06
                    Myślałam, że pogląd, że psycholog to cudotwórca, który działa bez woli, wiedzy czy też zgody pacjenta to przeszłość... big_grin
                    • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 12:10
                      joanna.pio napisała:

                      > Myślałam, że pogląd, że psycholog to cudotwórca, który działa bez woli, wiedzy
                      > czy też zgody pacjenta to przeszłość...

                      O jakiej woli czy wiedzy mowa w przypadku 10-letniego dziecka?
              • demonii.larua Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 17:01
                Scher Ty to masz autentyczną psycholgofobię big_grin
                • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 09:07
                  demonii.larua napisała:

                  > Scher Ty to masz autentyczną psycholgofobię big_grin

                  Nie mam fobii; najpierw chcę poznać człowieka osobiście i zdecydować, czy chcę powierzyć mu swoje dziecko.
          • kocianna Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:47
            Masz absolutną rację, ale trzeba odróżnić wysłanie do psychologa w celu "dyscyplinującym" (kiedy dziecko siedzi na krześle i rysuje albo gapi się w sufit albo pije herbatę, a psycholog zajmuje się swoimi sprawami) - od rzeczywistych zajęć psychologicznych. Nie wiemy, jak było w tym przypadku.
            Swoją drogą zastanawiam się, jak postępować w przypadkach nauczycieli, którzy się "uwzięli". Czy da się coś zmienić? Czy da się zmienić ich podejście w jakikolwiek spokojny i godny sposób, czy zawsze zostaje tylko zmiana szkoły i ewentualnie narobienie nauczycielce nieprzyjemności?
            • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 12:53
              odróżnić wysłanie do psychologa w celu "dyscyplinującym" (kiedy dziecko siedzi na krześle i rysuje albo gapi się w sufit albo pije herbatę, a psycholog zajmuje się swoimi sprawami) - od rzeczywistych zajęć psychologicznych.

              To może zostać wysłane do dyrektora. Nie musi do psychologa.
              • iwles Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 14:39

                a dyrektor to akurat nie ma co robić w szkole, tylko siedzi w gabinecie i czeka na "niegrzeczne" dzieci.
                Dyscyplina na lekcji to sprawa nauczyciela, jesli nie radzi sobie - interwencja wychowawcy. jeśłi i ten nie daje rady - szkolny pedagog /psycholog. W międzyczasie, w zalezności od rangi problemu - informacja do rodzica.
          • lady-z-gaga Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 13:00
            O jakiej sesji mówisz? na etatach psychologow szkolnych nie siedzą psychoterapeuci smile tacy głupi oni nie są, żeby za kiepskie pieniądze pracowacsmile
            Napisałam o nauczycielach, bo - inaczej niż Ty - uwazam, ze mogą jak najbardziej narobić szkód psychicznych. Mają na to większe szanse, niz psycholog podczas 15minutowej rozmowy.

      • mariolka55 [...] 28.01.13, 09:30
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • woman_in_love wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szwecji) 24.01.13, 12:43
      a jak się psychologowi coś nie spodoba, to powinien mieć obowiązek zgłoszenia do opieki społecznej, a opieka społeczna powinna natychmiast przenieść dziecko do rodziny zastępczej - do czasu wyjaśnienia przez innych psychologów twoich relacji z dzieckiem. Jak w Szwecji albo Norwegii.
      • graue_zone Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 24.01.13, 12:52
        Genialne. To jak dziecko będzie smutne, bo babcia umarła to buch, do rodziny zastępczej? Aleś sobie wzór znalazła, Szwecja i Norwegia, nie ma co....
        • woman_in_love Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 24.01.13, 12:53
          dziecko, tylko nabijam się z tego jak tam jest
          • graue_zone Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 24.01.13, 12:54
            A, to w porządku. Nie załapałam... Tylko, proszę, nie dziecko, za stara na to jestem. smile
        • soczek_bez_gazu Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 24.01.13, 13:33
          graue_zone napisała:

          > Genialne. To jak dziecko będzie smutne, bo babcia umarła to buch, do rodziny za
          > stępczej? Aleś sobie wzór znalazła, Szwecja i Norwegia, nie ma co....

          Oraz będzie smutne bo rodzice non stop urządzają awantury, matka nie ma siły odprowadzić ją do szkoły ani pomóc w lekcjach, do mamy przychodzi podejrzany przyjaciel, który robi jej prezenty, a z matką piją alkohol, a ojciec wyrzuca matkę z domu, żeby spała w samochodzie.

          Na całe szczęscie są już w Polsce, gdzie nikt się nie będzie wtrącał w jakich warunkach rodzice trzymają swój "inwentarz".


        • aniaurszula Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 25.01.13, 08:52
          to moej dziecko juz awno by trafilo z tego powodu do rodziny zastepczej, bardzo przezywala chorobe a potem smierc dziedka a nie minelo 2 lata jak i drugi dziadek zmarl. tylko ze ja jestem matka sadystka i dzieci znaja temat smierci i maja prawo byc smutne
        • mariolka55 [...] 28.01.13, 09:33
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • scher Re: wręcz uważam że ma mieć obowiązek (jak w Szw 24.01.13, 20:29
        woman_in_love napisała:

        > a jak się psychologowi coś nie spodoba, to powinien mieć obowiązek zgłoszenia do opieki
        > społecznej, a opieka społeczna powinna natychmiast przenieść dziecko do rodziny zastępczej
        > - do czasu wyjaśnienia przez innych psychologów twoich relacji z dzieckiem. Jak w Szwecji albo
        > Norwegii.

        Idziemy niestety w kierunku tego koszmaru.
    • malila Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 13:14
      Przede wszystkim zainteresowałabym się, czym się w tej szkole zajmuje psycholog szkolny, jakie są jego kompetencje, jakie są podstawy do konsultacji z psychologiem szkolnym.
      Jeśli w ramach prowadzonych przez psychologa zajęć znajdują się indywidualne konsultacje na konkretny temat, to chciałabym się dowiedzieć, na jaki temat i w jakim zakresie.
      Jeśli do psychologa kierowane są dzieci na podstawie zaleceń nauczyciela, to oczekiwałabym przede wszystkim informowania mnie o tym, ponieważ jeśli istnieje powód, aby dziecko do psychologa skierować, to tym bardziej istnieje powód, aby poinformować o tym rodzica. Wobec czego interweniowałabym na pewno w tej sprawie.
      Jeśli do psychologa kierowane są dzieci w sporadycznych i skrajnych przypadkach - to zdecydowanie w Waszej sytuacji miałabym dużo przeciwko takiemu traktowaniu mojego dziecka i oczekiwała pisemnych wyjaśnień. Podejrzewam też, że trudno byłoby mi się oprzeć chęci uprzykrzenia życia przy wykorzystaniu zgodnych z prawem środków nauczycielowi, który okazałby się szują gnojącą moje dziecko, jeśli by się nią okazał.
    • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 13:43
      Czy Ty przypadkiem nie demonizujesz? Jeszcze chwilka i pojawią się głosy, że szkole NICZEGO nie wolno bez pisemnej zgody obojga rodziców. Nauczyciel będzie musiał się 10 razy zastanowić czy wolno mu zwrócić uwagę, bo tata się zgodził a mama nie, bo dziecko bardzo przeżywa takie akcje........ale wracając do meritum sprawy. Nikt nie manipulował w psychice dziecka, nikt tego w szkole nie robi. Szkoła jako instytucja powinna miec wszelkie prawa związane z konsultacjami dziecka u psychologa, pedagoga, pediatry, okulisty itd.
      Bardzo dużo dzieci ma np. nadciśnienie, które wykrywa się w czasie badań przesiewowych organizowanych przez szkołe. I zaraz przeczytamy, że wredna szkoła, bo ktoś zmierzył dziecku ciśnienie albo dopuścił się zbrodi- zbadał wzrok na tablicach i wykrył krótkowzroczność albo chorobę wielce wstydliwą taką jak nierozróżnianie barw! Dziecko się załamie a w szkole zrobi się taki dym, że pozostaną zgliszcza.
      • echtom Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:23
        > Jeszcze chwilka i pojawią się głosy, że szkole NICZEGO nie wolno bez pisemnej zgody obojga rodziców.

        Dlatego byłam przezorna i zawczasu wymiksowałam się z pracy w oświacie.
    • atteilow Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 14:37
      I jak przebiegalo to spotkanie ze szkolnym psychologiem? Czego dziecko się wstydzi, tego, ze dostało reprymendę za złe zachowanie ? Po jednorazowym incydencie, typu rzucanie sniezkami nie zaprowadza się dzieciaka do psychologa, tutaj zapewne sa jakieś głebsze, dlugofalowe problemy w zachowaniu? Rozmowa z psychologiem szkolnym nie jest za karę, tylko w celu wyjścia z trudnej sytuacji, pomocy dziecku, ktore z roznych powodow źle sie zachowuje. Co ma do tego ta rzekomo biedna i zaniedbana dziewczynka, że niby teraz po Twojej interwencji w jej sprawie nauczycielka mści się na Twoim synu? Cos tu jest nie tak, nie piszesz wszystkiego. Celowo, żeby wybrane fakty przemawiały na korzyść.

      Byc moze jest tez tak, ze jeśli zrobilaś dym w sprawie tamtej dziewczynki, szkodząc w ten sposób komuś, to teraz w odwecie nauczycielki udowodnia Ci, ze Twoja rodzina również nie jest kryształowo czysta. Wniosek: lepiej sie nie wtrącać w sprawy, ktore nas bezpośrednio nie dotyczą.
    • aniaurszula Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:45
      nie wiem jakie ma prawo nauczyciel ale powiem ci jedno to jak zakonczy sie ta sprawa zalezy od ciebie, powinnas przede wszystkim wytlumaczyc dziecku ze czasem trzeba porozmawiac z pania psycholog aby rozwiazac pewne problemy, ze nie jest gorsz od innych, ze to dla jego dobra itp. corka 8 lat tez musiala zaliczyc psychologa wytlumaczylam jej. w obecnej sytuacji jesli nauczyciel nie mial takiego prawa powinnas z nim porozmawiac ale nie przy dziecku.dziecko powinno wiedziec ze psycholog to nic zlego
      • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:53
        przede wszystkim wytlumaczyc dziecku ze czasem trzeba porozmawiac z pania psycholog aby rozwiazac pewne problemy, ze nie jest gorsz od innych, ze to dla jego dobra itp. corka 8 lat tez musiala zaliczyc psychologa wytlumaczylam jej.

        Ja przede wszystkim nie chcę tłumaczyć, bo nie życzę sobie spotkań z psychologiem.
        • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 20:55
          graue_zone napisała:

          > przede wszystkim wytlumaczyc dziecku ze czasem trzeba porozmawiac z pania ps
          > ycholog aby rozwiazac pewne problemy, ze nie jest gorsz od innych, ze to dla je
          > go dobra itp. corka 8 lat tez musiala zaliczyc psychologa wytlumaczylam jej.

          > Ja przede wszystkim nie chcę tłumaczyć, bo nie życzę sobie spotkań z psychologiem.

          Popieram.
          • aniaurszula Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 08:49
            wopisanym przypadku wizyta sie odbyla i dziecko tego z matka nie akceptuje wg mnie matka powinna mimo wszystko dziecku przedstawic psychologa jako czlowieka a nie lekarza od czubkow osadniej nie bede pisac
        • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:17
          > Ja przede wszystkim nie chcę tłumaczyć, bo nie życzę sobie spotkań z psychologi
          > em.
          Dlaczego?
          • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:29
            Bo nie. Bo uważam, że człowiek powinien starać się rozwiązywać swoje problemy sam, ew. z rodziną i przyjaciółmi. Że oczekiwanie, ze obcy niezainteresowany nami człowiek pomoże nam jest z gruntu skazane na niepowodzenie. Psychologa / psychoterapeutę zostawiam jako ostatnią deskę ratunku dla przypadków skrajnych.
            • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:59
              Jak dotąd Twoje stosunkowo male dziecko wie, ze wychowawczyni nie jest autorytetem. Wie też, ze autorytetem nie jest pedagog/psycholog. Pytanie brzmi, czy ktoś poza Toba nim jest?
              • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:33
                A gdzie ja napisałam, że wychowawczyni nie jest autorytetem?

                A psycholog, masz rację, nie jest.

                I poza mną jeszcze parę autorytetów znalazłoby się i dla mnie i dla moich dzieci.
                • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:51
                  > A gdzie ja napisałam, że wychowawczyni nie jest autorytetem?
                  Nie wyrazasz się o niej zbyt przyjaźnie, wiec 10-latek na pewno wie, co o niej myslisz.
                  • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:52
                    Ja??? O wychowawczyni? Gdzie???? I nie mam 10latka.
                    • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:03
                      A nie, fakt, to red_hot_czyli.
              • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:36
                kk345 napisała:

                > Jak dotąd Twoje stosunkowo male dziecko wie, ze wychowawczyni nie jest autoryte
                > tem. Wie też, ze autorytetem nie jest pedagog/psycholog. Pytanie brzmi, czy kto
                > ś poza Toba nim jest?

                A musi być ktoś inny, niż rodzice?
                • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:49
                  > A musi być ktoś inny, niż rodzice?
                  Nie, jesli masz zamiar do końca zycia być dla dziecka całym swiatem i chronić go wlasną piersią przed prawdziwym i wyimaginowanym zlem. W innym przypadku dla jego dobra warto, by znalo respekt przed kims jeszcze poza mamą.
                  • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:54
                    Przed Bogiem i przed własnym DOBRZE ukształtowanym sumieniem. Zapewniam Cię, że to wystarczy, żeby żyć nie krzywdząc innych.
                    • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:03
                      Brakuje jeszcze Honoru i Ojczyzny.
                      • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:10
                        Nie potrzeba. To, co napisałam, wystarczy.
                  • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:56
                    > Nie, jesli masz zamiar do końca zycia być dla dziecka całym swiatem i chronić g
                    > o wlasną piersią przed prawdziwym i wyimaginowanym zlem. W innym przypadku dla
                    > jego dobra warto, by znalo respekt przed kims jeszcze poza mamą.

                    Dlaczego warto? Naprawdę uważasz, że dorosłemu człowiekowi niezbędne są do życia autorytety? A już tym bardziej w postaci nauczycielki czy psychologa szkolnego??
                    • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:04
                      > Dlaczego warto? Naprawdę uważasz, że dorosłemu człowiekowi niezbędne są
                      > do życia autorytety?
                      Nie- autorytety sa potrzebne, ŻEBY stac sie dojrzałym człowiekiem.
                      • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:08
                        > Nie- autorytety sa potrzebne, ŻEBY stac sie dojrzałym człowiekiem.

                        I do tego spokojnie wystarczy autorytet matki i ojca.
                        • kk345 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:22
                          I z tego własnie przekonania wyroslo cale pokolenie dzieci, najpierw walących per "ty" do nauczycielki i udowadniających później szefowi, co moze sobie zrobic ze swoimi poleceniami. Asertywnośc to się teraz nazywa i jest bardzo modne.
                          • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:28
                            kk345 napisała:

                            > I z tego własnie przekonania wyroslo cale pokolenie dzieci, najpierw walących p
                            > er "ty" do nauczycielki i udowadniających później szefowi, co moze sobie zrobic
                            > ze swoimi poleceniami.

                            Szczerze mówiąc nie wiem skąd Ci się wzięła taka korelacja.
                            Żeby wyrosnąć na dojrzałego, sensownego i nie wyrządzającego nikomu krzywdy człowieka naprawdę nie trzeba mieć w dzieciństwie żadnego innego wzorca poza dobrym wzorcem matki i ojca.

                            > Asertywnośc to się teraz nazywa i jest bardzo modne.

                            Asertywność to bardzo przydatna cecha.
                            Bardzo często acz niesłusznie mylona z chamstwem.
                            • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 18:15
                              Asertywność to dobra cecha, chamstwo - niekoniecznie. Z moich obserwacji wynika, że chamstwo jest mylone z asertywnością i .....jest jeszcze coś takiego jak hierarchia, podległość, zależność, szacunek, dobre wychowanie.
                              Tykanie dorosłych przez dzieci jest absolutnie niedopuszczalne acz coraz bardziej powszechne.
                              Nauczyciel musi mieć instrumenty dyscyplinowania ucznia i nie może mieć nad głową miecza w postaci konieczności tłumaczenia się z każdego podniesionego głosu.
                              Uczeń powinien mieć prawa i obowiązki nie większe niż nauczyciel. W przypadku skandalicznego zachowania ucznia potrzebne są uregulowania broniące nauczyciela- choćby uproszczone procedury przed sądem rodzinnym.
                              Tzw. bezstresowe wychowanie spowodowało mnóstwo nieszczęść zarówno tych, którzy byli tak wychowywani jak i tych, którzy mieli wątpliwą przyjemność z nimi obcować.
                              Dziś w dobie wielu zagrożeń od agresji poczynając na narkomanii kończąc, rodzicach, którzy albo są zapracowani, albo nie radzą sobie nie tylko z dziećmi ale i własnymi problemami ( a najczęściej wszystkim po trochu) potrzebni są ludzie, którzy naprowadzą, pomogą, wychowają.
                              Co mogą zrobić matki, które rozmawiają z dziećmi pół godziny w ciągu dnia , ba nie rozmawiają wymieniają polecenia ( tak WY_MIE_NIA_JĄ) między serialem a kolacją, zakupami a rozmową z ważnym klientem.
                          • graue_zone Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 00:59
                            A nie, nie. Grzeczność i kindersztuba to zupełnie co innego. "Pani na kasie" czy sprzątaczka nie są dla mnie autorytetem, co nie zwalnia mnie z grzeczności wobec nich, nie obrażania i generalnie przyzwoitego zachowania. A na słowo "asertywność" mam alergię. Jednak nie każdy szef i nie każdy nauczyciel jest dla mnie autorytetem, co nie oznacza, że zachowuję się wobec nich niekulturalnie.
            • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 23:35
              graue_zone napisała:

              > Bo nie. Bo uważam, że człowiek powinien starać się rozwiązywać swoje problemy s
              > am, ew. z rodziną i przyjaciółmi. Że oczekiwanie, ze obcy niezainteresowany nam
              > i człowiek pomoże nam jest z gruntu skazane na niepowodzenie. Psychologa / psyc
              > hoterapeutę zostawiam jako ostatnią deskę ratunku dla przypadków skrajnych.

              W pełni się zgadzam.
          • aga_sama Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 24.01.13, 22:34
            Sprawdź statut szkoły. Tam powinny być opisane zadania każdego ze specjalistów zatrudnionych w szkole.
            Nie wiem, jak została określona przez nauczycielkę ta wizyta. Jako co? Jako konsultacja? Jaki był powód?

            Prawnie: nie można udzielać pomocy psychologiczno-pedagogicznej uczniowi bez zgody rodziców.
            • pulcino3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 13:37
              Ja pierdzielę..
              gdyby moja powiedzmy 6 letnia córka została siarczyście obrzucana śnieżkami przez jakiegoś 10-12 latka po lekcjach, wściekłabym się gdyby nic z tym nie zrobiono, powiedzmy docelowo nie zaprowadzono do psychologa/pedagoga szkolnego bo mamusia sprawcy nie wyraziła zgody ....
              no ludzie do czego to zmierza?
              • pulcino3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 13:40
                A potem jest bulwers że ktoś umiera , bo inny ktoś gaciami zatrząsł na słowo procedury.
              • scher Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 15:43
                pulcino3 napisała:

                > gdyby moja powiedzmy 6 letnia córka została siarczyście obrzucana śnieżkami przez jakiegoś
                > 10-12 latka po lekcjach, wściekłabym się gdyby nic z tym nie zrobi ono, powiedzmy docelowo
                > nie zaprowadzono do psychologa/pedagoga szkolnego

                Dziecko do psychologa, bo rzuciło śnieżką? Nie znasz innych metod wychowawczych?
                • pulcino3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 17:50
                  heloł ?
                  była to jednorazowa wizyta z tego co zrozumiałam a nie jakaś terapia.

                  Może było to na zasadzie jeżyka karnego za złe zachowanie, nie wierze w działania z premedytacją na szkodę dziecka.
                  • pulcino3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 25.01.13, 18:04
                    z resztą czuję że babka pedagoga z psychologiem pomyliła

                    a jej pościk :

                    że nauczyciele się uwzięli na jej dziecko, za jej wielkoduszność...hmm
                    ba! nie jest to pierwsza tego typu uwaga ( ta ze śnieżkami)
                    "takich spraw było wiele/setki"

                    no to klops- krystaliczny wizerunek dziecia upadł. Teraz foch i szukanie HAKA a słowem wytrychem jest magiczne słowo "procedury".
                    shame on you
                  • aguila_negra Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 09:56
                    pulcino3 napisała:

                    > heloł ?
                    > była to jednorazowa wizyta z tego co zrozumiałam a nie jakaś terapia.

                    A jakie to ma znaczenie czy jednorazowa czy nie? Od wychowania dziecka przede wszystkim jest rodzic i to jemu w pierwszej kolejności należy zgłosić zastrzeżenia co do zachowania dziecka. Dopiero jeśli to nie pomoże, można kombinować dalej.

                    > Może było to na zasadzie jeżyka karnego za złe zachowanie,

                    Wizyta u psychologa jako karny jeżyk??

                    > nie wierze w działania z premedytacją na szkodę dziecka.

                    Jeśli to nie premedytacja, to zapewne brak pomyślunku. Nie wiadomo, co gorsze.
          • kannama Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 13:59
            tez bym sobie nie życzyła...podobnie jak zaprowadzania mojego dziecka do szkolnego dentysty (o ile jeszcze sa)...jak będzie potrzeba sama znajdę dziecku zaufanego psychologa, mam zaufanego dentyste...mam prawo wiedzieć kto grzebie memu dziecku w głowie lub zębach smile
        • nangaparbat3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 13:49
          A czego się obawiasz?
    • lady-z-gaga Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 10:23
      Po przeczytaniu wątku kopara mi opadła i pozostaje mi życzyć wszystkim "właścicielkom absolutnym" swoich dzieci, aby razem z Waszym potomstwem do klasy trafiło jak najwięcej dzieciaków, ktorych rodzice wyznają podobne poglądy.
      Np jedno z marginesu, dwójka arogantów wychowanych przez jakiegoś nowobogackiego chama, dwojka agresywnych ADHDowców a wszyscy z głęboko wpojonym przekonaniem, że nie ma autorytetow innych, niż rodzice.
      • kara_mia Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 11:43
        twoja kopara leży obok moich oczu, które wypadły na podłogę i leżą tam cicho...

        jak byłam nastolatką na wsi u rodziny mojej koleżanki, była starsza pani, nie umiała czytać, nie umiała pisać, spała w jednej izbie z kuchnia kurami i kotem.
        Opowiadała pięknie o dawnych czasach. Była dobra i miłą.
        To jest mój autorytetów.
        Jestem patologią.
        • anorektycznazdzira Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 18:54
          Muszę przyznać, że obok Waszych wymienionych części ciała leżą i moje.
          Z tych samych powodów.
          Ja pitolę, zaraz będzie tak, że jak jakiś młodociany "niezbyt karny" egzemplarz będzie mi w szkole terroryzował dziecko, to do zwrócenia mu uwagi będzie nauczycielom najpierw trzeba wywalczyć nakaz sądowytongue_out
    • zona_mi wklejone przez mod. Autor: przystanek_tramwajowy 26.01.13, 18:59
      26.01.13, 18:52

      Czytam wątek o wizycie u szkolnego psychologa i włos mi się jeży. Przez większość wypowiadających się psycholog jest traktowany jako osoba, która namiesza naszemu dziecku w głowie, stosując "te swoje sztuczki". Słowem samo zło, czarownik, który rzuci na naszego dziubdziusia urok. Czy tylko mnie to zalatuje totalnym ciemnogrodem? I co dziwniejsze w wydaniu wykształconych e-matek, które same nie stronią od terapii, wizyt u psychoterapeutów i psychiatrów. Co gorsza - takie podejście obserwuję również w realu. Osobiście znam ojca, który rzuca się do gardła każdemu, kto wspomni, że jego dziecko chodzi do psychologa.
      • lady-z-gaga Re: wklejone przez mod. Autor: przystanek_tramwaj 26.01.13, 19:22
        Widocznie wykształcone, idealne ematki i ich idealne ematkowe rodziny mają jakies nieidealne tajemnice i chorobliwie boją się, że dziecko może niechcący coś u psychologa chlapnąć big_grin
    • demonii.larua Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 19:40
      A kimże jest psycholog w szkole Twojego dziecka, że ten się wstydził wizyty u niego?
      To rodzaj karnego jeżyka czy co? Co jest wstydliwego w wizycie u psychologa szkolnego?
      Odpowiadając na Twoje pytanie, tak nauczyciel ma prawo zaprowadzić dziecko do psychologa szkolnego bez Twojej zgody.
      • przystanek_tramwajowy Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 26.01.13, 19:54
        demonii.larua napisała:

        > A kimże jest psycholog w szkole Twojego dziecka, że ten się wstydził wizyty u n
        > iego?

        No według niektórych to diabeł, który chce porwać duszyczkę ich dzieciątka do piekła. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi np. scher: Psycholog nigdy z człowiekiem ot tak tylko nie rozmawia. Psycholog ma zawsze zboczenie zawodowe i zawsze będzie próbować stosować na bezbronnym dziecku te swoje sztuczki.
        • kannama Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 27.01.13, 14:10
          aja wam odpowiem z punktu widzenia osoby która przeszła wiele rozmów z psychologami...miałam dość specyficzną sytuację rodzinna, więc byłam ciekawym tematem do badan "ankietowych"...w latach gdy chodziłam do szkoły nikt tam sie nie przejmował czy dziecko może iśc do psychologa czy nie. Po prostu- przychodzili i gadali ze mną (oczywiści nie tylko ze mną...), pisałam jakieś testy...Czułam się jak królik doświadczalny...Wiele z tych osób nie miało podejścia do dziecka...Źle wspominam te spotkania i nie chciałabym, żeby moje dziecko miało takie wspomnienia...
          • melancho_lia Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 07:57
            Psycholog psychologowi nierówny. ja mam nieco doswiadczeń i z psychologami dziecięcymi i "dorosłymi". I tak jak w każdym zawodzie zdarzają się osoby nie nadające się do tejj pracy, z marną wiedza i umiejętnościami i są osoby, które potrafią wyciągac prawidlowe wnioski i obserwacje.
            Gdybym bazowała tylko na jednej opinii byłabym przeświadczona, ze mam zaburzone dzieci. Na szczęście mam inne opinie, które pokrywają się z rzeczywistością a nie wynikają w wyciągniętych od czapki wniosków...
            Także wierzę, że mogą się zdarzyć ludzie, którzy "namącą" w głowie zarówno rodzicowi jak i dziecku. Dlatego wolałabym sama decydować czy i do jakiego psychologa pójdę.
    • mariolka55 [...] 28.01.13, 09:28
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 10:19
        Przegięcie. Jeżeli rodzice nie mają zaufania do szkoły/przedszkola to niech zmienią na inne. A co będzie jeśli 2 z 3 problematycznych dzieci się nie zgodzą? Nie będzie zajęć czy dzieci zostaną wyprowadzone?
        Do wszystkiego można się przyczepić- nawet do wuefisty, który złapie za rękę ucznia skaczącego przez skrzynię, żeby sobie nie zrobił krzywdy ( molestowanie seksualne), a jak pani z I klasy przytuli płaczącą dziewczynkę to też mocno podejrzane ( lesbijka i to ze skrzywieniem na dzieci ani chybi).
        Mozna zrobić aferę, że pielęgniarka wyjmowała drzazgę z palca dziecka ( naruszenie ciągłości tkanki ), a już rozbojem na psychice dziecka jest podniesienie głosu ( cóż za stres), krytyka ( nie można denerwować milusińskich) a krytyka to przecież poniżenie więc pędem do dyrektora albo kuratorium.
        Osobiście uważam, że im więcej rodziców w placówkach oświatowych tym gorzej dla....dzieci.
        Nauczyciele nie są psychopatycznymi sadystami tylko ludźmi- mają wykształcenie pedagogiczne i nie przychodzą do szkoły, żeby się wyżyć. Oczywiście, że do białej gorączki mogą zostać doprowadzeni przez dzieci, którym od urodzenia wkłąda się do głowy, że świat do nich nalezy. Tylko problem zaczyna się, gdy spotyka się takich kilku- czyj jest świat Albercika czy Robercika a może Waldusia? Każdy z nich wychowany bezstresowo, przeświadczony, że on jest pępkiem świata uważa, że do NIEGO. A jesli jest inaczej w szkole stawia się mama z awanturą. I psycholog to szatan robiący spustoszenia w psychice za pomocą diabelskich testów. Dentysta to także demon ........Tylko niewychowanych dzieci i z potężnymi problemami coraz więcej, uzebienie dalekie od doskonałego a powodów do awantur coraz więcej. Bo chłop zywemu nie przepuści a moje jest mojsze.
        • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 10:54
          hanna_sty napisała:

          > Nauczyciele nie są psychopatycznymi sadystami tylko ludźmi- mają wykształcenie
          > pedagogiczne i nie przychodzą do szkoły, żeby się wyżyć.

          I tu się nie zgodzę, bo niestety wielu własnie na dzieciach się wyżywa coby zredukować osobistą frustrację.
          Mój syn to spokojne dziecko i bardzo grzeczne, a mimo to spotkało go w zeszłym roku parę takim momentów niefajnego zachowania ze strony nauczycielki polskiego. Interweniowałam dosyć szybko i od września syn został przyjety do innej grupy i uczy go inny nauczyciel bez kompleksów i z entuzjazmem. Syn rozkwitł, uwielbia polski i jest jednym z najlepszych. A niefajna pani nauczycielka idąc korytarzem łypie na mnie strasznym wzrokiem surprised

          • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:06
            Miałam do czynienia z różnymi nauczycielami. Zwykle fajni, niesfrustrowani, ale bywali też głupi.
            Gdy sięgnę do swojej edukacji za skórę mi zaszła łacinniczka, która bardzo, bardzo dużo wymagała, ale o frustracji mowy nie było. Ja nie należałam do fanek łaciny więc sktrzypiało na linii. Miewałam 2, ale rodzice nie latali w tej sprawie do szkoły.
            Była też w podstawówce matematyczka, bardzo starsza pani, która uczyła wspaniale matematyki ( i wielkie Jej dzięki), ale usposobienie miała skrzywione , bo przeżyła koszmar na Pawiaku. Traktowała nas ostro, ale też nikt nie interweniował.
            Pani od nauczania początkowego mojego syna nie była za mądra. Przyjęłam to do wiadomości. Co mogłam to pomagałam - w domu. Wiedziałam, że oleju w głowie jej nie przybędzie.
            Polonistka mojego syna ( liceum) była zwyczajnie zła nauczycielką. I tyle. Wiedziałam, że syn humanistą nie jest. Dziś mogę żałować, że obrzydziła co najmniej połowie klasy mitologię, ale cóż......ideałow nie ma na swiecie. W szkole bywałam rzadko, synowi na złe to nie wyszło.
            P.S. Teraz w jego liceum bywam, z innych powodów, znacznie częściej.
            • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:15
              hanna_sty napisała:

              ..ideałow nie ma na swiecie. W szkole bywa
              > łam rzadko, synowi na złe to nie wyszło.

              Ja jestem codziennie, bo muszę go odebrać ze szkoły.

              Mnie nie chodzi o latanie z "pierdołami" do nauczycieli tylko o interwencje w przypadku znęcania się psychicznego, fizycznego, poniżania etc.

              Mnie kiepska nauczycielka polskiego też by nie przeszkadzała, gdyby nie była niepotrzebnie złośliwa i gburowata w stosunku do dzieci (wtedy I klasa). Nie znoszę chamstwa i po szkole jaką ja przeszłam nie pozwolę na chamstwo w stosunku do syna, bo to jest dla dziecka straszna męka. I na szczęście inne czasy z mnóstwem dobrych szkół.

              • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 14:55
                W młodszych klasach rzeczywiście odbierałam, potem byliśmy w innym kraju, gdzie tego nie robiłam, bo miałam inne obowiązki a syn był odbierany przez inną osobę, póxniej wracał do domu sam, potem znów za granicą ( inny kraj) również poruszał się sam ( ba nawet wstydził by się gdyby był odbierany), a na końcu w Polsce był już pod koniec liceum więc sprawa oczywista.
                Nie przypominam sobie , żeby kiedykolwiek syn był poniżany, żeby jakikolwiek nauczyciel znęcał się w jakikolwiek sposób nad nim........
                Raz był idiotyczny incydent bijący raczej we mnie niż w syna. Mieszkaliśmy wtedy jakieś 2-3 km od miejsca, w którym dzieci z I klasy wyjechały na wycieczkę ( szkoła mieściła się jakieś 20 km od naszego domu). W związku z tym poprosiłam nauczycielkę, zebym mogła zadzwonić do niej i odebrać dziecko ( oszczędziłabym sobie jazdy 40 km- 2x20). Pani się zgodziła. O umówionej godzinie a właściwie jakieś 10 minut wcześniej byłam w umówionym miejscu i zobaczyłam jak odjezdża autokar z dziećmi. Zatelefonowałam z prośbą o poczekanie 2 minut, pani odmówiła- nie wiem już jak to motywując, pewnie dość idiotycznie, bo racjonalnych powodów nie było żadnych. Zaklęłam w duchu i pojechałam za autokarem po to, aby być równo z nim pod szkoła i przesadzić syna z autokaru do samochodu i wróćić tą samą drogą. Bezmyslność? Złośliwość? Nie wiem, ja pojeździłam samochodem po Warszawie, ale do głowy mi nie przyszło, żeby robić zadymę, zwłaszcza, że siedzieliśmy na walizkach.
                CZy polonistka była chamowata? Nie, była nijaka, dość leniwa, niedouczona i bardzo nerwowa.
                • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 16:58
                  hanna_sty napisała:

                  > W młodszych klasach rzeczywiście odbierałam, potem byliśmy w innym kraju, gdzie
                  > tego nie robiłam, bo miałam inne obowiązki a syn był odbierany przez inną osob
                  > ę, póxniej wracał do domu sam, potem znów za granicą ( inny kraj) również porus
                  > zał się sam ( ba nawet wstydził by się gdyby był odbierany), a na końcu w Polsc
                  > e był już pod koniec liceum więc sprawa oczywista.

                  To znaczy, że jednak w szkole bywałaś.

                  > Nie przypominam sobie , żeby kiedykolwiek syn był poniżany, żeby jakikolwiek na
                  > uczyciel znęcał się w jakikolwiek sposób nad nim........

                  I super. Ale może tego nie zauważyłaś, bo jak sama piszesz są rodzice, którzy nie dostrzegają oczywistych faktów.

                  Zaklęłam w duchu i pojechałam za autokarem po to, aby być rów
                  > no z nim pod szkoła i przesadzić syna z autokaru do samochodu i wróćić tą samą
                  > drogą. Bezmyslność? Złośliwość? Nie wiem, ja pojeździłam samochodem po Warszawi
                  > e, ale do głowy mi nie przyszło, żeby robić zadymę, zwłaszcza, że siedzieliśmy
                  > na walizkach.

                  Oczywista złośliwość. Zadymy robić nie musiałaś. Wystarczyło dać do zrozumienia nauczycielce, że potraktowała cię lekceważąco. Ale w związku z wyjazdem nie chciało ci się po prostu.

                  > CZy polonistka była chamowata? Nie, była nijaka, dość leniwa, niedouczona i bar
                  > dzo nerwowa.

                  Moim zdaniem była chamowata. Ale widocznie jesteś bardziej na chamstwo uodporniona.
                  • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 17:44
                    Bywałam moment w szatni czy okolicach, nie nagabywałam nauczycieli nie zadawałam im codziennie 100 pytań.
                    Wiesz jestem osobą dość spostrzegawczą i widzę gdy coś złego się dzieje. gdy ktoś jest zmartwiony, smutny, zły, miał niedobry dzień. Ponadto u nas w domu się rozmawia, więc raczej wiedziałabym gdyby działo się cokolwiek złego.
                    I co by mi dało gdybym dała jej do zrozumienia, że potraktowała mnie lekceważąco? Nie wychowam dorosłego człowieka jeżeli rodzice tego nie zrobili gdy była mała. Awantury robic nie zamierzałam. A co pomyślałam to moje.
                    Nie wiem czy jestem uodporniona na chamstwo, wiem, że ludzie są rózni i wiem, że ich nie zmienię. Olałam ją. Szkoda mitologii i tyle.
                    • malila Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 18:51
                      hanna_sty napisała:

                      > I co by mi dało gdybym dała jej do zrozumienia, że potraktowała mnie lekceważąc
                      > o? Nie wychowam dorosłego człowieka jeżeli rodzice tego nie zrobili gdy była ma
                      > ła.

                      Nie zwrócisz uwagi nauczycielce, bo jest dorosłym człowiekiem i nie jesteś jej rodzicem, żeby ja wychowywać. Konsekwentnie zapewne nie zamierzasz wychowywać innych dorosłych - rodziców, których zachowanie Ci się nie podoba. W jaki więc sposób chcesz wpływać na tych innych, aby zmienić ich zachowanie? Czy może nie zamierzasz na nikogo wpływać, a jedynie dzielisz się smutną refleksją, jak bardzo świat schodzi na psy, jak mocno egocentryczni są rodzice, którzy podejmują decyzję o interwencji u nauczyciela, dyrekcji czy lekarza i jak fatalnie wpływa na dziecięcą psychikę brak obojętności rodziców wobec tego, kto i w jaki sposób będzie uczył, wychowywał, leczył i udzielał pomocy psychologicznej ich dzieciom?
                      • hanna_sty Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 19:02
                        Pani nie miała obowiązku robic mi grzeczności że się umówiła. Dzieci odbiera się ze szkoły a nie z lasu. Zachowała się bezmyślnie, złośliwie, być może zazdrościła mi tego co za chwilę stanie się w moim życiu ( a było czego zazdrościć, choć wtedy sama o tym nie wiedziałam więc tym bardziej nie wiedziała pani), więc co miałam robić? Pouczać? Awanturować się? Iść do dyrektora na skargę? Ja olałam i to ją najbardziej zabolało, bo byc może liczyła na awanturę. Nawet na nią nie spojrzałam, zabrałam dziecko, wsiedliśmy do samochodu i tyle mnie widziała.
                        • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 19:09
                          hanna_sty napisała:

                          > Pani nie miała obowiązku robic mi grzeczności że się umówiła.


                          Skoro się umówiła i nie dotrzymała słowa, to znaczy, że otwarcie cię zlekceważyła.


                          być może zazdro
                          > ściła mi tego co za chwilę stanie się w moim życiu ( a było czego zazdrościć, c
                          > hoć wtedy sama o tym nie wiedziałam więc tym bardziej nie wiedziała pani)

                          Jeśli nie otrzymałaś nagrody Nobla, to nie sądzę, żeby było ci czego zazdrościć. Dziwne rzeczy piszesz.

                          , więc
                          > co miałam robić? Pouczać? Awanturować się? Iść do dyrektora na skargę?

                          Nie musiałaś robić awantury, żeby dać jej do zrozumienia, że źle się zachowała.

                          Ja olał
                          > am i to ją najbardziej zabolało, bo byc może liczyła na awanturę. Nawet na nią
                          > nie spojrzałam, zabrałam dziecko, wsiedliśmy do samochodu i tyle mnie widziała.

                          Czyli uciekłaś, bo bałaś się konfrontacji.
                    • fogito Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 19:04
                      hanna_sty napisała:

                      > Bywałam moment w szatni czy okolicach, nie nagabywałam nauczycieli nie zadawała
                      > m im codziennie 100 pytań.

                      Wiesz ja nawet do szatni wchodzę rzadko, bo odbieram dziecko w bramie. I nie widzę tłumów nagabujących nauczycieli, bo wszyscy przed tą bramą stoją nawet na mrozie.

                      > Wiesz jestem osobą dość spostrzegawczą i widzę gdy coś złego się dzieje. gdy kt
                      > oś jest zmartwiony, smutny, zły, miał niedobry dzień.

                      Ja widzę odbierając dziecko, że sporo jest takich uczniów, którzy się albo złoszczą, albo smucą albo śmieją. Przy 500 dzieciakach to przekrój zachowań jest spory.

                      Ponadto u nas w domu się
                      > rozmawia,

                      Tak to napisałaś, jakby to było coś wyjątkowego. U nas w domu też się rozmawia i dlatego od razu wiem, kiedy syn miał gorszy dzień.

                      więc raczej wiedziałabym gdyby działo się cokolwiek złego.

                      no mam nadzieję.

                      > I co by mi dało gdybym dała jej do zrozumienia, że potraktowała mnie lekceważąc
                      > o? Nie wychowam dorosłego człowieka jeżeli rodzice tego nie zrobili gdy była ma
                      > ła. Awantury robic nie zamierzałam. A co pomyślałam to moje.

                      Może następnym razem zastanowiłaby się, ze to buractwo na granicy chamstwa. Nie chodzi o wychowanie tylko o wymaganie zachowań na odpowiednim poziomie. Ja nie zostawiam takich akcji bez echa, bo wtedy ludziom się wydaje, że to norma. Dla mnie nie norma.

                      > Nie wiem czy jestem uodporniona na chamstwo, wiem, że ludzie są rózni i wiem, ż
                      > e ich nie zmienię. Olałam ją. Szkoda mitologii i tyle.

                      Ja nie olewam.Coby dzieciak nauczył się, że chamstwa nie należy tolerować.
      • nangaparbat3 Re: Wizyta u psychol. szkolnego bez wiedzy/zgody 28.01.13, 11:10
        mariolka55 napisała:

        > u nas z zerówce jest 3 dzieci "kłopotliwych" i pani chce zrobić lekcję pokazową
        > w której ma uczestniczyć psycholog .wszyscy rodzice zostali poinformowani i mu
        > sieli podpisac zgodę (jesli sie zgadzali)
        Paranoja do sześcianu. Raz że się typuje "dzieci klopotliwe", opowiada o nich innym rodzicom, ot, trzy koziołki.
        Po drugie - co to znaczy "lekcja pokazowa" dla psychologa? Jesli psycholog rzeczywiscie chce zorientować się, jak funkcjonują nauczyciel-dzieci- konkretne dziecko ( i właśnie w takiej kolejkności), powinien obserwować wiele roznych lekcji i sytuacji pozalekcyjnych (wyjscie poza szkołę, przerwa, szatnia).
        Po trzecie od tego wlasnie jest psycholog/pedagog szkolny, zeby obserwować lekcję, jesli trzeba. I żeby ja czasem prowadzić - nie ma lepszego sposobu poznania uczniow i zespolów.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja