Brak pelnej rodziny, poczucie kleski

28.01.13, 01:47
Mam 36 lat, 7 letnia corke, za kilka tygodni bede roziwedziona. Nie mieszkam z mezem od 2 lat, ponieważ jego uczucie sie wypalilo. Ja chcialam walczyc o nas, on nie.

Przez poltora roku chodzilam na terapie, w sumie bylo tego chyba z 40 spotkan, przez ponad rok bralam antydepresanty. Przeszlam wszystkie modelowe fazy zaloby po zwiazku wiec powinno byc juz OK. Stosowałam wszystkie techniki zalecane przez terapeutów, bylo już prawie dobrze, wierzyłam, że czas uleczy rany.

Wierzyłam, że w końcu nadjedzie ten moment w którym zajmę się własnym zyciem i rusze do przoduz. Niestety nie dzieje sie tak.

Czuje sie zagubiona, rozczarowana i samotna. Czuje zal do exa, do siebie i do calego swiata ze moje malzenstwo i rodzina sie rozpadly. Nie potrafie sie odciac od przeszlosci na tyle by zyc pelnia zycia, prawdziwie cieszyc sie czymkolwiek.

Na codzien funkcjonuje z pozoru normalnie, dobrze. Jestem niezależna, ze wszystkim sobie radzę, mam dobrze zorganizowaną codzenność. Pracuje, spotykam sie czasem ze znajomymi, rodzina, wyjezdzam na wakacje. Ale wszystko robie bez wiekszego przekonania, w bez wiekszej radosci.

Czuje pustke i czuje sie gorsza, wybrakowana. Nie dlatego, że nie mam faceta, tylko dlatego, że nie mam rodziny a moja córka nie ma rodzeństwa o którym marzy - i nie potrafię być ponad to, chociaż minęły już 2 lata.

Mam ogromne poczucie winy wobec córki, ze przez to jaka jestem nadal nie ma pełnego domu.

Nie potrafie sie otworzyc na nowe znajomosci. Bylam zalogowana na portalu randkowym, kilka razy bylam na kawach czy drinkach z roznymi facetami i nigdy nic z tego nie wyszlo.
Zaden facet mnei nie zauroczyl, nie bylo zadnej chemii, nic, po prostu dretwo. Owszem, kulturalnie, milo, propozycje kolejnych spotkan ale w koncu i tak sprawy umieraly.

Tkwie w jakims paradoksie. Z jednej strony o niczym innym nie marze tak bardzo jak o pelnej szczesliwej i kochajacej sie rodzinie, o tym by miec kogos kto bedzie dla mnie wazny i dla kogo ja bede wazna. Z drugiej strony nie chce wpuscic nikogo do swojego zycia, zwlaszcza ze wzgledu na corke. Mam czarne wizje, ze zaden facet nie jest w stanie jej pokochac na tyle by byc godnym roli jej ojczyma, boje sie ze trafie na hjakiegos psychola, nawet mialam obawu typu spotkanie jakiegos zakamuflowanego pedofila(!) ktory mi zmarnuje dziecko. Corka bardzo kocha swojego tate, maja swietny i czesty kontakt.

Corka marzy o rodzenstwie, ja tez chcialabym miec kolejne dziecko ale jak.... znowu lek, ze tata nowego dziecka by je faworyzowal, problem z podwojnymi swietami, wakacjami, 2 tatusiami. wizja patchworkowej rodziny mnie przeraza.

No i jeszcze ex. Nie potrafie powiedziec co do niego czuje. Dlugo zylam nadzieja ze do nas wroci, nie stalo sie tak. Teraz juz sie nie ludze ale nadal ma zal, ze po prostu przestal mnie kochac, po wielu szczesliwych latach bycia razem, mimo tego ze bylismy razem z tzw. wielkiej milosci. Żal, że mielismy wszystko i ze to minelo.... ze nawet nie bylo jakiegos wielkiego dramatu, problemu, ze wszystko po prostu w nim powoli umierało a on był bierny, nie rozmawiał, wycofywał się. I kiedy wszystko do mnie dotarło, jak chciałam ratować małżeństwo to on już nie chciał.
Ex jest sam, nie jest szczesliwy, skupia sie na pracy i corce. Widze go kilka razy w tygodniu, przelotem i nie potrafie nadal okreslic co dio niego czuje. Odseparowac sie od niego nie moge bo nie mam serca ograniczac kontaktów córki z ojcem.

Pytanie.... jak w końcu zaczać żyć, odzyskać jakiś sens, co zrobić by przestać czuć się smutną zrezygnowaną i skopaną przez los samotną kobietą.
    • mamaemmy Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 07:22
      Hej.
      Powiem pewnie same banały,ale tak jest,że musisz jakby popatrzec na zycie z innej strony, z innej perspektywy.
      Mam 33 lata i 8 letnią córkę,od pól roku jestem zamęzna po raz drugi (dziś mija 6 m od slubu).
      Rozwiodłam się jakies 2,5 lata temu,ale wczesniej juz długo nie byłam z ojcem biologicznym mojej córki. Akurat mojego obecnego męża poznałam miesiąc po ostatecznym klapnięciu rozwodu.Ale do czego zmierzam.
      Te lata kiedy mieszkałysmy z Emką same-uwazam za jedne z najllepszych w moim zyciu..
      Powiedziałam sobie -trudno,widac tak mialo być ! I cieszyłam sie tym,że jestem z nią sama,że nikt nie mowi mi jak mam wydawać pieniądze,kiedy i gdzie mamy wyjsc,nie muszę patrzec na wiecznie niezadowoloną twarz ex.Odżyłam.
      Zaczełam być szczesliwa,autentycznie !
      Poczytaj blog Matki sanepid-to mama która została z 2 córkami,nagle sama,mąz od niej odszedł,musiała wrócic do rodziców swoich i mieszkać w jednym pokoju z dziewczynkami.. To takie inne spojrzenie-własnie z tej drugiej perspektywy ! Jesli juz narzekanie to z pełna ironią i sarkazmem.
      Kurcze,nie jestem psychologiem,ale przeszlam w zyciu gorsze rzeczy niz rozwod i wiem,że po wszystkim można nauczyc sie szczescia.
      A Twoja córka -jaka jest?

    • nabakier Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 07:37
      Bywa, że głównym problemem osób po rozwodzie jest nie radzenie sobie z tym, że się zostało opuszczonym. W takim sensie, że bycie opuszczonym/porzuconym jest czymś naznaczającym. Konkretnie chodzi o bycie stroną, która nie decydowała.
      Potem projektują ten żal na "brak rodziny" itd. że niby ten brak pełnej rodziny jest ich głównym problemem, podczas gdy chodzi o poniżającą (dla nich) pozycję osoby, którą opuszczono.
      Chodzi mi o to, że gdyby to one były strona aktywną w odejściu, to ten żal za niepełną rodziną by się nie pojawiał, a przynajmniej nie byłby aż tak akcentowany.
      Dlatego warto pomyśleć o tym, co naprawdę leży u genezy tego poczucia klęski. Czy aby nie samo "nie ja decydowałam"...
      Nie mówię, że tak jest, tylko podpowiadam trop.
    • olamka1 Chodziłaś rok na terapię... 28.01.13, 07:52
      NIE wierz, że tutaj ktoś nagle poda Ci receptę na szczęście - jeśli terapia i antydepresanty nie pomogły. Taka jest smutna prawda. Moja jedyna rada to NAUCZ SIĘ NIE analizować tak swoich uczuć, postępków, wahnięć nastroju. Zdaj się trochę na żywioł - nie wnikaj na imprezie czy się dobrze bawisz a może nie do końca itp. Żyj!!! Większość ludzi nigdy nie jest w pełni zadowolona ale nie warto tak wszystko analizować. Zdaj się na spontaniczność. Według mnie najprawdziwsze jest twierdzenie, że lepiej żałować czegoś co się zrobiło niż tego co się mogło zrobić - a nie zrobiło. Za 20 lat będziesz stukać się w głowę DLACZEGO będąc młoda analizowałaś wiecznie przyczyny jaka to jesteś nieszczęśliwa ZAMIAST po prostu żyć... .
      • redheadfreaq Re: Chodziłaś rok na terapię... 28.01.13, 08:10
        Dla mnie to guzik warta była ta terapia, skoro po roku jesteś właściwie w punkcie wyjścia.

        Nie ma tabletek na szczęście, żaden terapeuta też nie wykona za Ciebie pracy, jeżeli nie będziesz chciała zmienić swojego życia. Na jakiej podstawie zakończyłaś terapię?

        Jeżeli jesteś z Warszawy, mogę Ci dać namiary na naprawdę dobry ośrodek (sprawdzony przeze mnie i inną osobę).

        Olamka - takie pie...tki, to przepraszam, przy takim poczuciu braku samostanowienia i ciągłym zapatrzeniu w eksa, jak ma autorka wątku, to można sobie w buty wsadzić.
    • asia_i_p Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 08:18
      Myślę, że ci się trochę nałożyło z kryzysem wieku średniego - strasznie to brzmi, wiem. Jesteśmy prawie rówieśniczkami (będę miała w sierpniu 37 lat) i ja też strasznie czuję upływ czasu, zamykanie się pewnych możliwości (zwłaszcza możliwości urodzenia drugiego dziecka). Też mam 7-letnią córkę marzącą o rodzeństwie.

      Jesteście z córką rodziną, pamiętaj o tym, do tego starcza dwójka kochających się ludzi. Wychodzi na to, że przeżyłaś żałobę po związku, ale nie przeżyłaś żałoby po rodzinie i w ciężkim przedrozwodowym okresie dodatkowo dokucza ci zegar biologiczny. Fajnie, że nie przeszkadzasz dziecku w kontaktach z ojcem - im ona będzie starsza, tym mniej twoich kontaków z nim to będzie powodowało, bo ona będzie coraz bardziej samodzielna.

      Jeżeli kotakty z 'randkowiczami' nie zaskakiwały, to znaczy, że jeszcze nie czas. Nie przyspieszaj tego na siłę ze względu na możliwość posiadania drugiego dziecka. Jeszcze masz trochę czasu, a zresztą dziecko niekoniecznie trzeba urodzić, choć wiem, że adopcja i rodzina zastępcza to nie opcja dla każdego.

      Bierzesz jeszcze te antydepresanty? Bo może teraz, kiedy koniec zimy/ początek przedwiośnia zeszły ci się ze stresem, warto by było. Zwłaszcza, że dodatkowo masz prawo być zmęczona i zastroskana sprawami finansowymi.

      Jeżeli potrafisz, porozpieszczaj się trochę - zakupy wyprzedażowe, nawet drobiazgi, czas na hobby, ulubiona sałatka lub ciasto. Poza tym weź pod uwagę - wiem że brzmię jak każdy świeżo nawrócony - kota. Mnie kot nie tyle pozwolił zatkać dziurę po drugim dziecku (w sumie w zasadzie przed dzieckiem), ile właśnie poczuć się regularną matką pierwszego i panią domu, a nie wieczną praktykantką. Pojęcia nie mam dlaczego.

      Świta mi także wizja grupy wsparcia - pewnie u was nie ma, bo przeważnie nigdzie nie ma, ale może mogłabyś sama zastartować przy miejscowym domu kultury? czy przy parafii, jeśli to twoje klimaty? To załatwiłoby jeszcze jedną sprawę - mówią, że w naszym wieku człowiek zaczyna się otwierać na innych i najgłębszą satysfakcję i poczucie sensu czerpie z pomagania, z wżywania się w kontakty społeczne. To nie musi być w końcu grupa wsparcia, ale na przykład odnowienie jakiejś studenckiej czy licealnej przyjaźni.

      Życzę powodzenia, wierzę, że któregoś ranka obudzisz się znowu zaciekawiona i radośnie podekscytowana tym, co czeka za następnym zakrętem. I wierzę, że tam coś fajnego czeka.
    • guderianka Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 08:26
      Nie wiem jak..to kwestia psychiki, cech charakteru. Ja te wszystkie fazy-łącznie z wyrzutami że zawiodłam, że nie utrzymałam rodziny, że nawaliłam-przeszłam w miesiąc...Nie wiem co Ci doradzić, skoro nawet pomoc fachowca niewiele daje..
    • princy-mincy Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 08:36
      nawet jesli opuscil Cie maz, to nadal masz rodzine- Twoja corke.
      ta rodzina sie zmienila, zmniejszyla, ale nadal jest!

      pozwol temu żalowi odejść, powiedz sama do siebie- żalu, pozwalam Ci odejść
      po Twoim poscie widac, ze wciaz nie zamknelas rodzialu malzenstwa, wciaz mentalnie tam tkwisz. moze po oficjalnym rozwodzie zrozumiesz, ze to juz koniec i latwiej sie z tym pogodisz?
    • vesper_lynd_1 Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 08:46

      Wydaje mi się, że osobom, które zostały opuszczone trudniej pogodzić się z nową sytuacją. Zwłaszcza takim, jak Ty- które chciały ratować związek, wykazały chęć, próbowały...a druga strona to olała...bezsilność i odrzucenie- wiem, co to znaczy...

      Ale powiem Ci jedno- mogło być gorzej.
      Mogliście zacząć ratować związek...a on- niby to decydując się na bycie z Tobą- mógł odejść po miesiącu czy dwóch...tych ratowań, bo jednak nie, bo jednak się rozmyślił....

      Ja właśnie ratuję związek- pardon- ratujemy...
      I czasem własnie, w nocy dopadają mnie myśli, że to moja inicjatywa była, że on się zdecydował po moich namowach...czasem widzę jedynie moje starania...i wtedy dopada mnie olbrzymi strach- przed decyzją, że jednak to koniec. Decyzją podjętą na trzeźwo....bo to, że chciałam ratować małżeństwo stało się pod kierunkiem silnych emocji...bo nadal kocham. Ale teraz musiałabym myśleć racjonalnie- ile razy można dać się zmanipulować, oszukać?I boję się tego...

      Daj więc sobie czas- to, że jeden zaskoczy w miesiąc a drugi potrzebuje lat to chyba nic nadzwyczajnie dziwnego...ja też chodzę na terapię i terapeutka zaproponowała ostatnio udział w terapii grupowej dla kobiet w podobnej, jak moja sytuacji...nie wiem, może spróbujęsmile

      Trzymaj się...
    • echtom Re: Brak pelnej rodziny, poczucie kleski 28.01.13, 10:17
      > Mam ogromne poczucie winy wobec córki, ze przez to jaka jestem nadal nie ma pełnego domu.

      To trochę bez sensu - jaka w tym Twoja wina, że czyjeś uczucie się wypaliło? Zdarza się. A z dalszego ciągu ewidentnie wynika, że wcale nie masz ochoty na nowy związek, tylko poczucie obowiązku (?) wobec córki sprawia, że chciałabyś się z tym wyrobić przed czterdziestką, żeby zdążyć urodzić jej rodzeństwo. Nie wiem, czy to dobra motywacja.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja