arista80
30.01.13, 17:00
Właśnie natknęłam się na ogłoszenie iż szukają asystentki prezesa zarządu fundacji. Kandydatka ma znać dobrze j. angielski, wspierać fundację w działaniach promocyjnych, przygotowywać reporty ze szkoleń, prowadzić konferencje, pozyskiwać granty itd... natomiast oferuje się jej...umowe o wolontariat i referencje hmm. Po roku takiego wolontariatu jest niby możliwość zatrudnienia, ale wątpie że w praktyce doszłoby do tego. No i przez ten rok z czego taka dziewczyna miałaby żyć? Z satysfakcji, ż e robi coś pożytecznego? Co Wy o tym myślicie?