Oceny a możliwości dziecka.

30.01.13, 21:25
Nie wiem czy nie przesadzam. Moja córka chodzi do szóstej klasy. Jest zdolna. Do czwartej klasy właściwie się nie uczyła a na koniec czwartej miała świadectwo z paskiem. Wczeniej bardzo chwalona przez wychowawczynię jako jedna z najlepszych w klasie. W piątej uczyła się, jednak niezbyt dużo. Na koniec zabrakło jej jednej piątki do świadectwa z paskiem. W szóstej na początku złapała parę trój i zaczęła uczyć się jak się za nią wzięłam i zaczęłam odpytywać. Niestety pomimo piątek ze sprawdzianów itp. nie udało się nadrobić i ma na półrocze 5 piątek i 5 czwórek. Chciałam aby poszła do dobrego prywatnego gimnazjum, w którym jest wysoki poziom i bardzo dobre opinie. Chcę też aby tam poszła ponieważ miejskie gimnazjum w naszym mieście ma bardzo zła opinię w przeciwieństwie do tego prywatnego. W tym gimnazjum należy przedłożyć świadectwo z piątej klasy i pierwszego półrocza szóstej oraz osiągnięcia z konkrsów. I tu znowu problem, bo ona nie chce brać udziału w konkursach. Bardzo dobrze umie matematykę ale na konkursy - nie. W tym roku z moją namową zgłosiła się jednak do konkursu i weźmie udział Jestem zła na córkę za brak chęci do nauki. Całymi dniami siedziałaby w internecie a lekcje odwalała jak najszybciej. Wychowawca także stwierdził, że gdyby chciała miałaby same piątki tylko za mało się uczy. Zabroniłam jej jutrzejszego wyjścia z koleżankami i powiedziałam, że ma się uczyć. A może powinnam się cieszyć, że nie ma problemów z nauką i np. samych trój? Jedna ze znajomych tak uważa, ponieważ jej córka nie daje rady osiągnąć średniej 4.
    • marzeka1 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:30
      " Całymi dniami siedziałaby w internecie "- a dlaczego pozwalasz na to?
      • sarah_black38 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:44
        Moja córka w złym miejskim gimnazjum miałam na koniec osiem szóstek (reszta ocen - piątki smile , świetnie zdała egzamin po gimnazjum, uczyła się w renomowanym ogólniaku, maturę zdała super. Teraz jest na trzecim roku państwowej uczelni, ma wysoką średnią . Dziecko jeżeli chce się uczyć to będzie uczyło się wszędzie dobrze, czy to w Pcimiu Dolnym, czy w super szkole ą, ę .
        Popracuj nad motywacją dziecka. I mniej netu big_grin
        • lilka69 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:46
          zastanawia mnie czym wykazuje sie dziecko aby dostac na koniec roku szkolnego 8 szostek. rozumiem,ze jej wiedza wykraczala daleko poza program szkolny., czy tak?
          • sarah_black38 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:50
            Owszem, dodatkowo brała udział ( z sukcesami) w konkursach szkolnych, międzyszkolnych i wojewódzkich smile. Miała dodatkowe zajęcia z przedmiotów szkolnych, recytacji, tańca i takie tam.

            lilka69 napisała:

            > zastanawia mnie czym wykazuje sie dziecko aby dostac na koniec roku szkolnego 8
            > szostek. rozumiem,ze jej wiedza wykraczala daleko poza program szkolny., czy t
            > ak?
            • lilka69 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:58
              mozesz byc dumna mama ze swojego dziecka smile
          • pinkdot Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 11:25
            Mnie ostatnio osoba, ktory znam - dyrektor szkoly oswiecila ostatnio, ze szostka jest za opanowanie programu, nie trzeba wykraczac poza. Szkoda.
            • imasumak To nie prawda. Szóstka jest za dodatkowe 01.02.13, 19:06
              osiągnięcia. Tak przynajmniej powinno być.
              • edytka2001 Re: To nie prawda. Szóstka jest za dodatkowe 01.02.13, 19:12
                Alimasumak napisała:

                > osiągnięcia. Tak przynajmniej powinno być.
                Ale nie jest, każda praca w szkole, sprawdziany, kartkówki, udział w lekcji, zadania domowe, jest oceniana w skali sześciostopniowej, a szóstki zwykle mieszczą się w przedziale 96-100%.
                • imasumak Re: To nie prawda. Szóstka jest za dodatkowe 01.02.13, 21:46
                  To ciekawe co piszesz - w żadnej szkole do których uczęszczają/uczęszczały moje córki nie ma takiego systemu oceniania. Szóstka jest wyłącznie za dodatkowe osiągnięcia. 100% wiedzy z wymaganego programu szkolnego, to po prostu mocne bdb.
      • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:43
        To, że nie będzie siedziała w necie, nie oznacza, że będzie się uczyła. wink
    • makurokurosek Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:50
      Patrzę na klasę córki i większość rodziców ma podobne podejście do ciebie, dla nich wszystko jest za mało, za mało bo nie pierwsze miejsce, za mało bo nie byłeś najlepszy, za mało bo mogłeś więcej. Efekt, klasa ma bardzo wysokie noty w nauce i gigantyczne problemy społeczne. Patrząc na klasę z boku mam wrażenie, że widzę dwulatki, różnica taka że zamiast rzucić się na glebę z powodu zabawki niewiele im brakuje do by to zrobić z powodu tego że kolega zdobył ze sprawdzianu 100 %, a oni tylko 99.
      • lilka69 Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 21:59
        i to jest straszne co pisze makuro...
      • to_ja_tola Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:45
        makurokurosek napisała:

        > Patrzę na klasę córki i większość rodziców ma podobne podejście do ciebie, dla
        > nich wszystko jest za mało, za mało bo nie pierwsze miejsce, za mało bo nie był
        > eś najlepszy, za mało bo mogłeś więcej. Efekt, klasa ma bardzo wysokie noty w n
        > auce i gigantyczne problemy społeczne. Patrząc na klasę z boku mam wrażenie, że
        > widzę dwulatki, różnica taka że zamiast rzucić się na glebę z powodu zabawki n
        > iewiele im brakuje do by to zrobić z powodu tego że kolega zdobył ze sprawdzian
        > u 100 %, a oni tylko 99.


        dokładnie tak jest...Bp rodzic wpaja dziecku,że jak nie będziesz pierwszy,to będziesz gorszy...Niemieckie,angielski,hiszpański juz w przedszkolu,potem jakies inne dodatkowe zajęcia.Kuśwa te dzieci w wieku 20lat będa wypalone...
    • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:38
      Hm, to nie będą jej chcieli ze srednią 4,5 w tej lepszej szkole? Bo do większości prywatnych to wystarcza raczej spokojnie.
    • to_ja_tola Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:42
      rób tak dalej..".gratuluję"

      mamusine marzenia chcesz spełniac kosztem córki?
      WOW
    • deszcz.ryb Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:45
      >Niestety pomim
      > o piątek ze sprawdzianów itp. nie udało się nadrobić i ma na półrocze 5 piątek
      > i 5 czwórek.

      O rety, to straszne, na pewno przez te czwórki córka ci zejdzie na złą drogę i marnie skończy. -_- Czy ty nie przesadzasz czasami? Twoje dziecko świetnie się uczy. Jeżeli nie chce brać udziału w konkursach, to ma do tego prawo, ty możesz namawiać, ale nie naciskać.

      Nie zabraniaj jej wyjść z koleżankami, raczej ogranicz jej internet [np. do godziny-dwóch dziennie].
      • verdana Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:54
        Jeśli do jakiegoś gimnazjum takie oceny nie wystarczają, to trzeba sie od niego trzymać jak najdalej.
        Moja córka miała w podstawówce czwórki i trójki. W gimnazjum piątki, ale do dobrego liceum się nie dostała, to poszła do marnego. Po marnym liceum dostała sie na UW, wygrała indeks prywatnej uczelni, skończyła dwa kierunki - i miała przewagę nad kolegami. Wspominała lata liceum jako bardzo fajne, a oni - zazwyczaj jako trzy lata udręki.
        Zdolne dziecko da sobie radę wszędzie. Ganione, ze ma piątki i czwórki, a nie same piatki - szybko sie zniechęci, bo nigdy i tak dobre nie będzie.
        • asia_i_p Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 11:41
          Jeśli do jakiegoś gimnazjum takie oceny nie wystarczają, to trzeba sie od niego
          > trzymać jak najdalej.
          Niekoniecznie. Do gimnazjum w moim zespole szkół mogłyby nie starczyć, przynajmniej nie nam mieszkającym w Trzebnicy. Gimnazjum jest powiatowe i dzieci z gminy mają limit miejsc, więc muszą mieć o jakieś 10 więcej punktów rekrutacyjnych żeby się dostać niż dzieci z reszty powiatu. Rzeczywiście, średnia 4,5 może starczyć, ale nie musi, jest na granicy.

          Co nie zmienia faktu, że bardzo warto się do tego gimnazjum dostać. Raz dla niego samego - jest bezpiecznie, nie mamy problemów typu narkotyki i latanie z nożem, więc więcej czasu na skupienie się na mniej jaskrawych przejawach agresji. Dzieci mają warunki do rozwijania zainteresowań, daje się im okazje do udziału w dodatkowych zajęciach. Nauki sporo, ale nie morederczo, zresztą miałam tam parę razy zastępstwo i te dzieciaki chcą się uczyć - zero protestów, że zastępstwo, a robię normalną lekcję, niesamowita energia w wykonywaniu każdego zadania.

          Po drugie, trzeba rozważyć, jak nie to gimnazjum, to co. U nas oznacza poważny logistyczny problem, bo dziecko będzie musiało być dowożone do Ujeźdźca (rejonówka, mają sporo słabszych uczniów ale potrafią się nimi zająć) bo do naszego miejskiego jej nie poślę. Nie po tym, czego się nasłuchałam od jego absolwentów, moich uczniów - wyskakiwanie oknami i przewracanie ławek na lekcjach, regularne prześladowanie dzieciaków choć trochę odbiegających od normy. Dość powiedzieć, że dyrektorka kiedyś do naszego gimnazjum, między tych wszystkich bystrzachów, przyjęła z pełną świadomością dzieciaka na pograniczu niepełnosprawności umysłowej - bo po odrzuceniu zostawało mu gimnazjum rejonowe, a tam nie miał szansy przetrwać. Woleliśmy stworzyć fikcję kształcenia go u nas niż narażać na trzyletnią gehennę w rejonówce.

          Nie od każdej wymagającej szkoły warto uciekać, niektóre są wymagające na wejściu, bo cisną się takie tłumy, że muszą przyjąć jakieś kryteria, a potem po prostu wykorzystują potencjał dzieci, które przyjmą i mają świetne wyniki, bez niezdrowej ambicji i rywalizacji.
          • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 15:53
            Ale to jest gimnazjum prywatne, ktore nie ma limitu miejsc dla dzieci spoza rejonu. Jeśli więc do szkoły, która siłą rzeczy nie pójdą wszyscy najlepsi uczniowie (ze względów finansowych chociażby) - nie dostanie się dziecko ze średnią 4,5 - to może rzeczywiście lepiej trzymać się z daleka.
    • q_fla Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 22:52
      Mamy typowy przykład toksycznego rodzica, ktorego szczęście i zadowolenie uzależnione jest li tylko od wysokiej średniej i świadectwa z paskiem.

      Niestety pomim
      > o piątek ze sprawdzianów itp. nie udało się nadrobić i ma na półrocze 5 piątek
      > i 5 czwórek.

      No dramat po prostu...uncertain
      • thegimel Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 08:56
        Koleżanka też miała takich rodziców. Ryczała jak czwórkę dostała sad Potem rodzice mieli zapędy, żeby jej chłopaka wybierać i inne takie. Zwiała z domu rodzinnego jak najszybciej. Mieszka teraz na drugim końcu Polski. Jej brat po maturze u kardiologa wylądował, bo zdawał ją z jakimiś wspomagaczami - przecież musiał ją zdać na siódemki, bo inaczej wstyd. Też uciekł daleko od domu rodzinnego. A przyczyna - mama się kiedyś na medycynę nie dostała i leczyła własne kompleksy osiągnięciami dzieci. Przykre to było bardzo.
    • girl.anachronism Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 23:20
      logi.nek napisał(a):

      > W tym gimnazjum należy przedłożyć świadectwo z piątej klasy i pierwszeg
      > o półrocza szóstej oraz osiągnięcia z konkrsów. I tu znowu problem, bo ona nie
      > chce brać udziału w konkursach. Bardzo dobrze umie matematykę ale na konkursy -
      > nie. W tym roku z moją namową zgłosiła się jednak do konkursu i weźmie udział
      Nie zdziwiłabym się, jakby na złość tobie lub ze strachu przed karą za porażkę na tymże konkursie zapomniała wszystkiego, co umie. Jak ci zależy na konkursach to się zgłoś do jakiegoś, jej widocznie nie aż tak bardzo.

      > Jestem zła na córkę za brak chęci do nauki.
      Ale jak ona ma mieć chęć do nauki, skoro kojarzy jej się ona z rozczarowaną, rozedrganą matką, dla której pięć czwórek na świadectwie to tragedia?

      > Zabroniłam jej jutrzejszego w
      > yjścia z koleżankami i powiedziałam, że ma się uczyć.
      Brawo, na pewno ze śpiewem na ustach zasiądzie do książek. Terroryzuj ją dalej, to będziesz miała pewność, że nawet jak się do tego super ekstra gimnazjum dostanie to wyleci z niego zanim się obejrzysz. Nie dziwię się, że dziewczyna ma już powoli w dupie naukę, skoro nigdy nie jesteś zadowolona.

      Kobieto, weź się opanuj. Dziecko się dobrze uczy, jest zdolne, naprawdę czwórka to taka zła ocena według ciebie? Co ty byś biedna zrobiła jakby przyniosła jedynkę? Pewnie nawet byś się o tym nie dowiedziała, bo skoro masz takie podejście... Nie rób z niej na siłę Einsteina, to że być może ma możliwości mieć szóstkę, a ma piątkę nie znaczy, że masz prawo psuć jej życie z tego powodu. Po tym co piszesz jestem niemal pewna że stoisz nad biedną dziewczyną i mędzisz: ucz się, idź do książek, a czemu tylko czwórka, a zobaczysz jak pójdę do twojej pani, bla bla bla... Tymczasem świadectwo z paskiem geniusza nie czyni wyobraź sobie.

      Rozumiem, że chcesz dla córki jak najlepiej i że zależy ci na tym, żeby poszła do dobrej szkoły, ale jesteś na najlepszej drodze do tego żeby mała znienawidziła i ciebie, i szkołę. Dziecko potrzebuje też luzu, twoja córka bardzo dobrze się uczy, dajże jej kobieto odetchnąć i nie mędź non stop o ocenach, paskach, szóstkach, przyszłości i tak dalej. Bez paska na świadectwie da się żyć, serio. Za 10 lat twoja córka będzie mogła sobie swoim świadectwem z paskiem, za przeproszeniem, tyłek podetrzeć.

      Co ty biedna zrobisz jak ci kiedyś córka powie, że chce być fryzjerką a nie lekarzem...
      • girl.anachronism Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 23:26
        A, jeszcze taka historia mi się przypomniała. Moja ciocia opowiadała, jak parę lat temu miała okazję rozmawiać z rodzicami 13-letniej dziewczynki przebywającej od kilku miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Rodzice powiedzieli, że założyła sobie, iż dostanie się do takiego właśnie super gimnazjum, ale nie udało jej się. Wpadła w czarną rozpacz i doszła do wniosku, że nie ma już po co żyć i że w takim razie zagłodzi się na śmierć. Do szpitala trafiła już skrajnie wychudzona i w głęboookiej depresji. Nie wiem ile tam spędziła, ale strasznie to było smutne i mam nadzieję, że doszła już do siebie. Wielkie ambicje to piękna rzecz, ale w większości przypadków nie prowadzą do niczego dobrego.
        • echtom Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 23:47
          Ktoś kojarzy może taką sprawę sprzed kilkunastu (?) lat? Chłopak z renomowanego warszawskiego liceum nie zdał do 3. klasy i zamiast wrócić do domu, popełnił samobójstwo, skacząc z mostu.
          • girl.anachronism Re: Oceny a możliwości dziecka. 30.01.13, 23:57
            O sprawie nie słyszałam, ale takie sytuacje powinny być maksymalnie nagłaśniane według mnie. Straszne...
            • roodolff Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 08:35
              W szkole podstawowej miałam z reguły 4, 3 też się zdarzały, 5 z przedmiotów, które lubiłam. W liceum (gimnazjum nie było) już rozdźwięk był większy: 5-6 z przedmiotów lubianych, nawet 2 z nielubianych. Świadectw z paskiem nie miałam nigdy. Poszłam na studia (które mnie ciekawiły, a nie "dobrze rokujące na przyszłość", państwowe, dostałam się za 1. razem), miałam stypendium naukowe, zostałam stypendium zagraniczne. Skończyłam dodatkowo różne szkolenia i 2 kierunki studiów podyplomowych. Pracę mam taką, której pewnie wiele osób by mi zazdrościło, gdybym się przechwalała wink (mimo że na część etatu jak pisałam w innym wątku).
              Nie uważam aby wyniki w nauce w szkole podstawowej przekładały się w jakikolwiek sposób na sukces w późniejszym życiu.

              Ale jak moja córka dorośnie do "wieku internetowego" z pewnością będę ją pod tym względem kontrolować. Nie ma przebacz. Abstrahując już nawet od tego, że ślęczenie godzinami przed monitorem to zwykła strata czasu, mnie bardziej włos się jeży na głowie, kiedy czytam historie nastolatków, którzy popełniają samobójstwa przez cyberprzemoc, a rodzice budzą się po fakcie. Straszne to jest.
    • beatulek Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 08:48
      Poślij ją na korepetycje z wszystkich przedmiotów z których ma "4", zaniedbujesz ją. Ona sobie wyraźnie nie radzi a Ty zamiast ją pilnować to na forum siedzisz.

      Swoją drogą może poszukaj własnego świadectwa z 6 klasy i porównaj z jej ocenami. Może się okaże, że powinnaś jej pogratulować a nie ją ganić.
    • katiko Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 09:52
      Brak motywacji to sprawa bardzo osobista. I teraz mozesz ja tylko sprobowac nakierowac. Poza tym, dobrze by bylo wiedziec jak jej koledzy sie do niej odnosza gdy ma bardzo dobre oceny, a jak gdy ma srednie.
      Mnie do nauki - po paru latach bardzo kiepskiej, w tym zagrozenia- zmotywowal brak pieniedzy. Mojej mamy nie bylo stac na kieszonkowe. I kiedys ktos mi powiedzial, wiesz jakbys miala dobre oceny to moglabys dawac korepetycje... a potem na dobre studia sie dostac.
      I rzeczywiscie, po czerwonym pasku mialam kolejke chetnych uczniow i jedna z najwyzszych stawek w miescie.

      Mnie zmotywowaly pieniadze i wyroznienie w konkursie. Innych zmotywuje cos innego. W liceum oprocz dodatkowego dochodu motywowala mnie grupa uczniow, w ktorej ze soba konkurowalismy z dwoch przedmiotow, czasem jakies slowo nauczyciela.

      Pomysl co mogloby zmotywowac ja do wiekszej pracy, ale ciesz sie z jej sukcesow. Jesli chodzi o net to bym ograniczyla do 1h dziennie. W koncu jest w wieku gdzie powinna uciesniac przyjaznie, chodzic na jakies kolka zaintersowan, itd.
    • beverly1985 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 11:19
      Nie bardzo sobie wyobrażam, jak powiedzieć 12-latce, ze "ma siedzieć i się uczyć". Ma siedzieć i czytać nadprogramowe podręczniki, czy jak? Niech odrabia pracę domową, przed sprawdzianami przeczyta notatki i powtarza i wystarczy. Ma super oceny, bardzo dobrze zna matematykę, trochę za dużo wymagasz.

      Może znajdź przykladowe zadania do tego konkursu z matematyki i poproś, by próbowała robić 1-2 dziennie.
    • asia_i_p Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 11:27
      Pogadaj z córką, ale nie czepiaj się ocen jako takich, tylko pogadajcie o waszym celu. Że zależy ci na tym konkretnym gimnazjum, bo to, to i to. Ustal, czy ona na pewno nie ma nic przeciwko temu twojemu wybranemu gimazjum.
      A potem jej uświadom, że do dostania się do tego gimnazjum potrzebne są takie i takie oceny.
      Lepiej, żeby się starała o piątkę, bo jest jej potrzebna do konkretnego celu niż po to, żeby tę piątkę mieć.
      • hippo55 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 12:00
        Współczuję córce. Może lepiej rozmawiać,motywować... Samym przysłowiowym kijem niewiele się zwojuje...
        • logi.nek Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 13:56
          Naprawdę dziękuję Wam za te wszystkie odpowiedzi. Dlatego tu pisałam, ponieważ sama zastanawiałam się nad tym, czy nie przesadzam. I jednak tak jest. Myśl o tym gimnazjum przyszła tak naprawdę stąd, że boję się gimnazjum miejskiego, o którym słyszałam wiele złego i boję się. To co słyszałam to o narkotykach, bójkach wśród dziewcząt itd. Z drugiej strony jak ktoś pisał czy córka ma jakieś naprogramowe książki czytać czy co? To właśnie sęk w tym, że bez mojego "marudzenia" nawet podstaw by nie przeczytała i z tego powodu dostała te tróje na początku roku. Z internetem też macie rację. Ma co prawda zajęcia pozaszkolne, które sama sobie wybrała, ale jak tylko jest w domu zaraz siada do komputera. Gdyby nie te zajęcia to chyba całe popołudnia po szkole by tak spędzała. Muszę więc to ograniczyć. Czasem dobrze jednak spojżeć na sytuację z boku, z punktu widzenia innych.
          • marzeka1 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 14:00
            Mam 2 nastolatków w domu i jasne zasady, których nie odpuszczam: w czasie tygodnia szkolnego góra godzina w necie- w weekend więcej, nie czepiam się, ale nie wtedy, gdy siedzą w szkole.
    • nabakier Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 14:14
      1. Przesadzasz.
      2. Nie dałabym dziecka do prywatnej szkoły. Moj starszy syn i kl. LO spędził w prywatnej szkole- male klasy itd.. Nigdy więcej, koszmarne doświadczenie.
      • roodolff nabakier 31.01.13, 14:52
        nabakier napisała:

        > 2. Nie dałabym dziecka do prywatnej szkoły. Moj starszy syn i kl. LO spędził w
        > prywatnej szkole- male klasy itd.. Nigdy więcej, koszmarne doświadczenie.

        Dlaczego? Przyznam, że rozumiem obawy autorki wątku. Z podobnych przyczyn planuję szkołę prywatną. Tzn. rozważam, ale wiele przemawia za.
        • nabakier Re: nabakier 31.01.13, 17:21
          Małe klasy nie implikowały lepszej opieki ani dydaktyki, przeciwnie-panowało rozluźnienie. Młodzież się nie zgrała, i co ciekawe w żadnej z klas. Za mała wymiana doświadczeń, energii czy czego tam jeszcze. Nauczyciele się nie starali, uczniowie też.
          Rodzicie płacili, i w zasadzie dyktowali warunki, poziom był niski, wszyscy zaliczali na dobre oceny, starano się w ten sposób zatrzymać uczniów. syn mnie błagał, by pzrejść do normalnego państwowego liceum. Nigdy więcej.
          • damajah Re: nabakier 31.01.13, 17:37
            małe klasy to dla mnie zdecydowanie +
            Nie wiem jak jest w szkole prywatnej, jedyna jaką poznałam była słaba, lądowały tam dzieciaki które nie radziły sobie w innych lepszych szkołach a rodzice mieli na tyle kasy żeby zapłacić. Ale są pewnie szkoły którym zależy na poziomie nie tylko nauki ale też zachowania uczniów i warunków uczenia się.

            Moje dziecko chodzi do SM - klasy małe, szkoła w zasadzie nieco elitarna i ja się cholernie cieszę że ma takie zdolności. Bo w tej szkole dzieci nie klną do nauczycieli, nie tłuką siebie nawzajem, nie chodzą z pępkami na wierzchu z makijażem itp. Wiem że młoda jest tam bezpieczna i prowadzona dobrze. Małe klasy skutkują tym że każdy uczeń jest dopilnowany. Moja córka, która w tym roku złapała lenia kompletnego jest pod specjalnym nadzorem wszystkich a ja mam pełne sprawozdania od wychowawcy i pedagoga. Przy 35 osobach w klasie byłaby tylko numerkiem w dzienniku i nikt nie miałby czasu żeby jej poświęcać uwagę. Przy 15 osobach jest na to czas i są możliwości.
            • roodolff damajah 31.01.13, 18:33
              Co to jest SM? I o jakim mieście piszesz? Bo jak rozumiem jesteś zadowolona. (zawsze lepiej wybierać sprawdzone placówki, wiadomo)
              • damajah Re: damajah 31.01.13, 19:48
                Szkoła Muzyczna. Myślę że miasto nieważne - wszędzie są to szkoły o dosyć wysokim poziomie kultury i dosyć sporych wymaganiach wobec zachowania się ucznia. Bo są to szkoły artystyczne i kadra kładzie nacisk na zachowanie (własne i dzieci) spory. To nie są szkoły idealne oczywiście ale jednak jest spora różnica.
                • anick5791 Re: damajah 31.01.13, 20:51
                  Dzięki.
      • edytka2001 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 13:30
        nabakier napisała:

        > 1. Przesadzasz.
        > 2. Nie dałabym dziecka do prywatnej szkoły. Moj starszy syn i kl. LO spędził w
        > prywatnej szkole- male klasy itd.. Nigdy więcej, koszmarne doświadczenie.
        Autorce chodzi o gimnazjum, nie liceum. Naprawdę nie widzisz różnicy między dzieckiem 13-15-letnm a 16-18-letnim? Wyniki w gimnazjum w tej chwilii są ważniejsze niż licealne. Do matury łatwiej nauczyć się samemu niż do egzaminów gimnazjalnych, biorąc pod uwagę wiek zdających oraz zakres przedmiotów. Egzamin opiera się na wiedzy z wszystkich ważniejszych przedmiotów, a na maturze tak naprawdę wystaczy zdać jeden przedmiot rozszerzony i trzy podstawowe, a oceny na świadectwie nikogo nie obchodzą przy rekrutacji na studia. Natomiast wyniki egzaminu gimnazjalnego i oceny na świadectwie są kluczowe do dostania się do dobrego, wybranego liceum, a w znacznym stopniu zależą od motywacji dziecka i środowiska, w którym się uczy. Znacznie częściej można trafić na bardzo dobrą szkołę prywatna niż na złą. Myślę, że autorka najlepiej zna specyfikę szkłó w swojej okolicy i dobrze wybrała.
        • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 18:42
          Natomiast wyniki egzaminu g
          > imnazjalnego i oceny na świadectwie są kluczowe
          Przesadzasz.Kluczowe są 4 oceny na świadectwie, średnia ma marginalne znaczenie - lepiej skupić się na ocenach z 4 przedmiotów, niż na średniej,
          • edytka2001 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 18:55
            W rekrutacji do bardzo dobrych liceów różnica dwóch punktów potrafi przesądzić o dostaniu się bądź nie, a nie wszędzie punktowane są tylko cztery przedmioty. Do egzaminu trzeba porządnie umieć matematykę, polski, historię, geografię, biologię, chemię, fizykę, wos nie zaszkodzi i język. Większość przedmiotów.
            • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 20:39
              a nie wszędzie punktowane są tylko cztery przedmioty.
              We wszystkich publicznych - jest punktowany polski + 3 obowiązkowe zajęcia edukacyjne + konkursy + osiągnięcia różnego typu + egzamin + ewentualny egzamin uzdolnień kierunkowych. Tako rzecze rozporządzenie ministra od edukacji i żadna publiczna szkoła w Polsce nie może stosować kryteriów typu 5 przedmiotów i ładne oczy kandydata.
              Oczywiście - szkoły niepubliczne mogą sobie robić co chcą, ale nawet one nie mogą mieć wymagań z sufitu i życzyć sobie wyłącznie uczniów ze średnią 6,0 w jakiejś malej miejscowości, bo mogą nie zapełnić klasy.
              • kkokos Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 22:19
                > Oczywiście - szkoły niepubliczne mogą sobie robić co chcą, ale nawet one nie mo
                > gą mieć wymagań z sufitu i życzyć sobie wyłącznie uczniów ze średnią 6,0 w jak
                > iejś malej miejscowości, bo mogą nie zapełnić klasy.

                ależ szkoła in spe autorki wątku jak najbardziej robi co chce i ma wymagania z sufitu, bo jej z tym bardzo wygodnie - i tu wcale nie chodzi o jawne ustawienie poprzeczki na 6.0, bo wtedy rzeczywiście miałaby kłopot z zapełnieniem rocznika. ale skoro życzą sobie świadectw/ocen na ileś semestrów do tyłu, zaświadczeń o fefnastu konkursach (punktowanych w samorządowych szkołach lub nawet nie punktowanych), to po prostu wybierają sobie na uczniów małpki najlepiej wytresowane przez rodziców, przyuczone codzienną tresurą do ciężkiej samodzielnej pracy.
                czysta przyjemność pracować z takimi dziećmi - zero wysiłku, zero problemów, zero konieczności motywowania uczniów, bo odwalą to za szkołę rodzice, szkoła może wyłącznie wymagać i jeszcze za to wszystko spotyka ją sama gloria i chwała, opinia najlepszej szkoły w okolicy, elitarnej (skoro tak trudno się dostać). taniutki koszt, wysiłek przerzucony na rodziców, żadna zasługa - ale świetna opinia jest, a rodzice, jak autorka wątku, nawet tego, że dają się wkręcić, nie zauważają.

                oczywiście nie musi tak być. ale może. dopóki będą tacy rodzice jak autorka wątku, będzie działać.
                • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 02.02.13, 08:39
                  , bo jej z tym bardzo wygodnie - i tu wcale nie chodzi o jawne ustawienie poprzeczki na 6.0, bo wtedy rzeczywiście miałaby kłopot z zapełnieniem rocznika. ale skoro życzą sobie świadectw/ocen na ileś semestrów do tyłu, zaświadczeń o fefnastu konkursach (punktowanych w samorządowych szkołach lub nawet nie punktowanych)
                  Ależ takich rzeczy mogą sobie życzyć - co nie oznacza, że aby być przyjętym do takiej szkoły trzeba mieć średnią 5,0 przez 5 lat wstecz i fefnaście konkursów. W Warszawie szkoły, które nie robią egzaminu, życzą sobie właśnie często świadectwa po V klasie i po półroczu szóstej. Po czym i tak przyjmują uczniów ze średnią 4 czy 4.5 i bez konkursów.
                  Zatem należałoby oszacować prawdopodobieństwo, że dziecko nie dostanie się do tej szkoły, a dopiero potem robić awantury/wpadać w panikę. Bo może być tak, że dzieci ze średnią 4.5 spokojnie się do tej szkoły dostają, bez względu na to, jakich dokumentów szkoła sobie życzy.
    • pelissa81 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 15:59
      też taka byłam - same piątki i ledwie kilka czwórek (szóstek nie byłowink i tak do konca 8 klasy. Potem dostałam się do jednego z najlepszych liceów w Wwie i dostałam na dzień dobry BARDZO mocno w tyłek (oceny dużo niższe, a nawet miałam zagrożeniem z fizyki) z prostego powodu: byłam przekonana, że jestem super i uczyć się systematycznie nie muszę. Lubiłam to, ale brakowało mi motywacji do mrówczej, codziennej pracy. Nad tym popracuj, bo nawet jak dostamie się do tego super gimnazjum, zderzy się z innymi takimi jak ona.
    • guderianka Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 17:00
      Moja córka miała na koniec roku w V klasie średnia 4,4 -ogromną pracą, wysiłkiem z jej i naszej strony -ale nie zakazami. Na półrocze zawsze wypada słabo-teraz bodajże 3,7. Wyszła własnie z koleżanką. Wcześniej była w kinie, jutro jedzie na basen.
      Ale
      Nie mam ambicji by miała same 5 i 6. To nie typ dziecka, które ma czerwony pasek. Jest bystra, inteligentna , chwalona przez nauczycieli ale leniwa , zdekoncentrowana, z-n-u-d-z-o--n-a. Pisze wiersze, wymyśla opowiadania, zamiast odrabiać lekcje rysuje,kopiuje i inne cuda wianki. Szkoła jej nie fascynuje-bo nie ma czym. Na lekcjach brakuje pomocy naukowych, dodatkowy wkład pracy nie jest punktowany (z niektórych przedmiotów) nauczyciele stawiają jedynki nie wiedząc za co tongue_out A gdy sobie przypominają i dzieciak poprawia to okazuje się, że było zadane coś innego tongue_out
      Córka to niezłe ziółko, swoje za uszami mi ale nie BĘDĘ karała ją za oceny. NIGDY nie nakrzyczałam na nią za 1 (a potrafi mieć kilkanaście z jednego przedmiotu) Drę się na nią z bezsilności i mówię że powinna dostać w..........l, gdy jedynki z jednego dnia poprawia na czwórki-piątki-szóstki na dzień drugi. Gimnazjum wybiera ona-z naszą sugestią, nie przyszloby mi do glowy zmuszac ją by poszła tam gdzie ja chcę. Ale ja równiez nie zmuszam jej do ubierania sie tak jak ja chcę, jedzenia jak ja chcę itp...
    • damajah Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 17:28
      A ja nie rozumiem tego oburzenia większości. Jeśli dziecko jest zdolne i może mieć bez wielkiego wysiłku lepsze oceny a nie ma bo jej się nie chce uczyć i woli siedzieć w necie ciągle - to co, po gówce ją popgłaskać? Tak kochanie, nie musisz się starać, idź sobie po najmniejszej linii oporu?

      Ja mam takie dziecko. To dziecko z palcem w nosie prawie się nie ucząc ma czwórki i piątki (np. z polskiego czy historii ma piątki bez prawie żadnego nakładu pracy, ponieważ ma rewelacyjną pamięć i naprawdę łapie w mig - i ma zdolności literackie) Jest uzdolniona muzycznie - jej zdolności są spore. Ale jest leniem. Po prostu leniem. I co z tego że ma same 4 i 5 skoro widzę że nie poświęca czasu i starań? Skoro wiem że gdyby zrobiła coś więcej niż minimum (nie piszę o kuciu godzinami, w jej przypadku chodzi o systematyczną codzienną normalną naukę, o niezostawianiu na ostatnią chwilę, o nauczenie się przed sprawdzianem itp) miałaby naprawdę większość piątek. I nie o oceny mi tak naprawdę biega bo mnie nie podnieca pasek na świadectwie. Mnie chodzi o to że ona wybiera łatwiejszą drogę zawsze, że idzie tak żeby się nie namęczyć. Że na czwórkę nie powie - oj, szkoda że nie 5 tylko - no co, mogło być 3. I to na czwórkę z przedmiotu z którego cholera bez większego wysiłku stać ją na to 5.

      U nas lenistwo, niechlujstwo i nieróbstwo zaczęło się w tym roku, w piątej klasie. Na dzień dzisiejszy dostępu do kompa nie ma w ogóle - bo nawet przy dostępie 1h dziennie świrowała i już o niczym innym nie myślała tylko o grach, blogach itp. Niestety - za rok 6 klasa, dla niej to ważna klasa bo poświęciła już 4,5 roku nauki w SMi nie warto tego zaprzepaścić. Ona prawdopodobnie gimnazjum jeszcze zrobi bo chce mieć kolejny dyplom (bo to możliwość dawania płatnych korepetycji)
      Nie mam zamiaru jej głaskać po łebku jak widzę że lenistwo kwitnie - tylko dla tego że ma 4 i 5. Dla jednych to osiągnięcie związane z dużą pracą i chwała im za to, dla innych to coś co przychodzi ze sporą łatwością i to że oceny nie są wyższe to kwestia niczego innego ale lenistwa.

      Żeby nie było - z przedmiotów do których zdolności i zamiłowań większych nie ma typu matematyka czy przyroda. Ale tam gdzie jest naprawdę zdolna, czyli przedmioty muzyczne - tam mnie ocena dobry nie zadowala. Tak MNIE - bo to ja ją póki co pilnuję i motywuję bo ona weszła niestety w durny wiek pt:"a co mnie to" i "nie chce mi się" I jeśli jej teraz pozwolę opaść i przestać się uczyć to za dwa lata będzie jechać na 3 i zaprzepaści swoje możliwości. Bo czasu jej nikt nie odda.

      Jestem w stałym kontakcie z wychowawcą, pedagogiem i nauczycielami, dodatkowo sama mam wykształcenie muz. więc oceniam jej możliwości naprawdę realnie i rozsądnie.
      • damajah Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 17:31
        przepraszam za literówki ale mam beznadziejną maleńką klawiaturę i ciężko się pisze
        • fogito Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 18:22
          Ja uważam, że jak dzieciak zdolny to należy go zagonić do nauki zwłaszcza jeśli wybiera się do lepszego gimnazjum. Po przeczytaniu artykułu o tym jak to wszystkie dzieciaki w gimnazjum coś biorą, wciągają albo piją to jestem delikatnie mówiąc przerażona.
          • lily-evans01 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 18:43
            Z tym gonieniem do nauki, to i macie rację, i nie macie.
            Przykład - na początku podstawówki byłam świetną uczennicą bez jakiegokolwiek wysiłku, czytałam płynnie już w przedszkolu, pisałam kaligraficznie itp. Klasa IV, V - coś tam się przejrzało, coś odrobiło niemal na kolanie, a oceny nadal bardzo dobre. VI byłą etapem lenistwa, znajomości szkolne i życie "społeczne" były ważniejsze od nauki, do której trzeba było coraz bardziej się przykładać. Pamiętam, że zwagarowałyśmy z koleżanką kilka razy, dostałam jakieś dwójki ze sprawdzianów itp.
            Po połowie VII klasy wiedziałam mniej więcej, do jakiego LO chcę iść, rozumiałam, że trzeba mieć wysoką średnią i zaczęłam przykładać się do nauki. Dojrzałam, nie tylko ja - chyba cała klasa.
            Pierwszy poważny egzamin zdawaliśmy jako prawie 15-latkowie, zupełnie inaczej odbierając argumenty rodziców o uczeniu się niż te dwa lata wcześniej.
            Reforma gimnazjalna jest błędem, a zwłaszcza egzamin jest błędem. Jeśli już, to robić test-diagnozę po przyjęciu danego ucznia do gimnazjum, co zresztą się robi. Czyli tak naprawdę dzieci egzaminowane są dwukrotnie.
            A jak motywować? Pamiętam, że gdy byłam w V-VI klasie, brakowało mi w lekcjach czegoś ciekawego, atrakcyjnego. Teraz chyba jest o wiele więcej filmów, programów popularnonaukowych kierowanych pod młodzież, platform multimedialnych.
            Internet ograniczyć na pewno.
            • yaroszka Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 19:18
              szybkiego szczurka hodujesz, ale szybki to nie znaczy szczęśliwy, prędzej sfrustrowany i z depresją
              • lily-evans01 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 20:45
                Ale chyba nie ja?
                Ja właśnie rozważam przeniesienie mojego malutkiego szczurka do normalnej podstawówki, z takiej dla wyselekcjonowanych wink.
          • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 20:22
            Dramatyzujesz. Autor musiał wierszówkę wyrobić, a wiadomo, że artykuł nt.
            - narkotyki w gimnazjum
            - przemoc wgimnazjum
            - seks gimnazjalistów
            zawsze się sprzeda.
            Niemniej tez uważam, że lepsze są szkoły mniejsze i mniej liczne klasy - zwłaszcza dla dzieciaków w tym wieku. Mnie się robi słabo, jak czytam że szkoła ma 8 czy 10 klas w roczniku...

            Ja uważam, że jak dzieciak zdolny to należy go zagonić do nauki zwłaszcza jeśli
            > wybiera się do lepszego gimnazjum.
            Twierdzę, że dziewczyna załapie się do tej lepszej szkoły z tą swoją średnią rzędu 4,5 i nie ma co zawczasu histeryzować, że nie.
            • lily-evans01 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 20:49
              morekac, jedna z najlepszych i mających najciekawszy program podstawówek publicznych w moim mieście ma klasy do "H"... Jest to szkoła na 1000 uczniów, a wszyscy mówią o niej w samych superlatywach, nie tylko ze względu na wyniki nauczania, ale na elementy dodatkowe, czyli zajęcia pozalekcyjne, integrację klas, atmosferę itp.
              Co do artykułu o gimnazjach, ktoś chyba szukał sensacji za wszelką cenę.
              Opisywane tam zjawiska mają miejsce w różnych typach szkół, i tych w patologicznych dzielnicach, i tych bardzo drogich i "elitarnych". Różni się może rozmach finansowy młodzieńczej fantazji wink. No i jest to pewne ekstremum.
              • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 20:55
                Szkoła na 1000 gimnazjalistów jest z założenia miejscem strasznym, zdania nie zmienię... wink
                Jednak cenię sobie mniejsze placówki - gdzie wszyscy się znają i gdzie gimnazjaliści nie są anonimowi z definicji...
    • solejrolia Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 21:19
      Nie rozumiem tej nagonki na autorkę wątku.
      Jest rodzicem, zależy jej na swoim dziecku, a niestety w szkole starania dziecka przekładają się na stopnie ( a w życiu dorosłym, zawodowym na pieniądze, na premie, awans czy co tam- tu też odpuszczać???). Kobieta ma ambicje, i chce, żeby dziecko również je miało, i wyszło poza minimum, które osiąga bez trudu , bo jak się choć troszkę przyłoży, to oceny z automatu poprawią się. Tylko tyle, aż tyle.

      Ja akurat rozumiem autorkę, i mam bardzo podobnie jak to opisała damajah, którą mogłabym tu zacytować co do słówka.
      u mnie różnica jest tylko taka, że moja córka ma obniżone oceny z wszystkich przedmiotów:
      za brak odrobionych zadań, albo lekcje są odrobione "na kolanie" co widać, zeszyty to tragedia, np. na marginesie porysowała sobie swastyki "bo...tak...." , bądź brak przygotowania do lekcji - to nie ma bloku rysunkowego na plastyce, to nie ma stroju na basen i dlatego nie uczestniczy w lekcji itp
      (a z muzyki to w ogóle ma trójkę na semestr- z trzech jedynek i dwóch piątek ciężko postawić cokolwiek innego, na ocenę semestralną w końcu pracowała przez cały semestr)
      i co z tego, że dziecko zdolne, skoro leniwe "byle jak- byle było" i z uczennicy piątkowej w tym semestrze jest taka sobie średnia uczennica. o pasku nawet nie ma co marzyć na koniec roku.
      i co nadrobi odpowiedzią, poprawi klasówkę, to znów poprzez swój stosunek do szkoły obniża swoje stopnie.

      I dlatego rozumiem autorkę wątku (i damajah również !) i uważam, że nie ma co rozdzierać szat o jedną czy dwie czwórki, ale jak dziecko się leni po całości, to rodzic musi zadziałać.
      I tak, rodzic powinien nakazać wziąć się wreszcie do uczciwej i systematycznej pracy, nie powinien odpuszczać dziecku i głaskać po główce, gdy dziecko zdolne, choć rozleniwione i bez motywacji.
      • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 22:07
        Dziecko ma średnią 4,5. To nie jest zła średnia i nie wygląda na to, żeby się zupełnie leniła. A że nie starcza na pasek? Zdolne, leniące się dziecko, z rzadka zaglądające do książek i notorycznie nieodrabiające lekcji osiąga średnią 3.5 - ma głównie jedynki i piątki... Na 4,5 to trzeba się jednak bardziej postarać.
        Natomiast mogę dać ci nieco nadziei - młodsza panna w klasach 5-6 też zaliczyła jakiś totalny spadek formy, poszła do gimnazjum - i nagle zaczęła mieć lepsze stopnie, zaczęła odrabiać lekcje i zaczęła się nieco więcej uczyć. Jest chyba jedyną osobą w klasie, która uczy się lepiej niż w podstawówce.
        A tak ogólnie to starsza miała całe życie tróje z muzyki. Albo i dwóje. A z plastyki była nawet zagrożona poprawką... Na szczęście - z punktu widzenia wyboru szkoły ponadgimnazjalnej ocena z muzyki czy plastyki ma marginalne znaczenie.
        • solejrolia Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 22:53
          dziękuję za danie mi nadzieismile może u nas faktycznie to taki etap, przez który trzeba przejść, a za chwilę moje dziewczę przysiądzie solidnie do nauki, a przede wszystkim zmieni nastawienie do szkoły. ja generalnie postanowiłam przeczekać, ale co się w duchu naklnę i nawkurzam to mojebig_grin

          a w każdym razie rozumiem autorkę wątku. za to nie rozumiem nagonki na nią.
          i nie rozumiem dlaczego ciągle promuje się byle jakość, brak ambicji, i pozwalanie na odpuszczanie (sobie, dziecku, w ogóle). czy jako rodzic mam się zgadzać na minimalizm?! dlaczego tak mało było głosów (bo były, tylko w mniejszości) zachęcaj, mobilizuj, porozmawiaj o celu ... przecież na tym polega wychowywanie dzieci, by pokazać im coś dalej, że można lepiej, więcej, że warto mieć plany i marzenia, że żeby coś osiągnąć tzreba włożyć w to pracę, bo samo z nieba nie spadnie.
          kurcze, inaczej wyrośnie nam pokolenie roszczniowe, idące po najmniejszej linii oporu, bez ambicji,
          gdyby dziecko było z tych mniej zdolnych, i było porównywane do Zosi, Gosi, bo one mają i ty też masz mieć super cenzurkę, to rozumiem ten argument i porównanie do wyścigu szczurów. ale tak?
          • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 23:28
            Trzeba pilnować, żeby się ogarniało i nie robiło sobie nieodrabialnych zaległości. Co do nagonki: nie wiem, dlaczego tamta mama panikuje i czy ma podstawy.
            Nie chce mi się wierzyć, żeby do prywatnej, płatnej szkoły były aż takie stada chętnych, żeby dziewczyna z 4 i 5 się nie dostała. Ile osób tam startujących będzie od niej lepszych - tzn. będzie miało średnią powyżej 4,5 i osiągnięcia w konkursie (i będzie startowało do tej szkoły)?
            • lily-evans01 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 23:50
              W klasie mojej córki w tej chwili jest już 1 dziecko ponad warunki umowy.
              Preselekcja też była, a i owszem.
              Jeśli szkoła jest w dobrej lokalizacji, a jedyna najbliższa alternatywa to cienkie gim. rejonowe, to myślę, że te kilkanaście osób na dany poziom się znajdzie.
              Chociaż absolutnie nie uważam, że gimnazjum śrubujące oceny i głównie oceny to taki świetny pomysł. Chyba wolałabym dojeżdżać do szkoły "luźniejszej", ale też na poziomie, a są i takie.
              Pytanie, czy dziecko będzie chciało iść do akurat tego gimnazjum, które mama upatrzyła...
            • edytka2001 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 13:55
              morekac napisała:

              > Trzeba pilnować, żeby się ogarniało i nie robiło sobie nieodrabialnych zaległoś
              > ci. Co do nagonki: nie wiem, dlaczego tamta mama panikuje i czy ma podstawy.
              > Nie chce mi się wierzyć, żeby do prywatnej, płatnej szkoły były aż takie stada
              > chętnych, żeby dziewczyna z 4 i 5 się nie dostała. Ile osób tam startujących bę
              > dzie od niej lepszych - tzn. będzie miało średnią powyżej 4,5 i osiągnięcia w k
              > onkursie (i będzie startowało do tej szkoły)?
              Może źle zrozumiałam, ale wydaje mi się, że autorka mieszka w małym mieście, gdzie nie ma za dużego wyboru szkół. W takich warunkach każda prywatna szkoła może sobie dyktować niestworzone warunki, a chętnych jest więcej niż miejsc ze względu na brak konkurencji. Szkoły prywatne mają zwykle mocne ograniczenia lokalowe i nie utworzą dodatkowej klasy, nawet jeśli zgłosi się dosyć chętnych oraz ograniczenia liczby osób w klasch zapisane w statucie, np. w szkole córki może być maksymalnie 12 osób w klasie i miejsce jest tylko na dwie klasy w każdym roczniku. Wybierane są dzieci najzdolniejsze spośród tych, które się zgłoszą.
              • logi.nek Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 18:33
                edytka2001 napisała:

                > Może źle zrozumiałam, ale wydaje mi się, że autorka mieszka w małym mieście, gd
                > zie nie ma za dużego wyboru szkół. W takich warunkach każda prywatna szkoła moż
                > e sobie dyktować niestworzone warunki, a chętnych jest więcej niż miejsc ze wzg
                > lędu na brak konkurencji. Szkoły prywatne mają zwykle mocne ograniczenia lokalo
                > we i nie utworzą dodatkowej klasy, nawet jeśli zgłosi się dosyć chętnych oraz o
                > graniczenia liczby osób w klasch zapisane w statucie, np. w szkole córki może b
                > yć maksymalnie 12 osób w klasie i miejsce jest tylko na dwie klasy w każdym roc
                > zniku. Wybierane są dzieci najzdolniejsze spośród tych, które się zgłoszą.

                Dokładnie tak jest u nas a sporo jest osób np. w klasie córki, które mają średnią powyżej 5. Nie wiem, czy wybierają się do tego gimnazjum ale w każdym roczniku w tej szkole jest tylko jedna klasa 20-osobowa.
              • morekac Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 18:38
                W takich warunkach każda prywatna szkoła moż
                > e sobie dyktować niestworzone warunki, a chętnych jest więcej niż miejsc ze wzg
                > lędu na brak konkurencji.
                Nie może sobie dyktować niestworzonych warunków, bo nie będzie miała uczniów, a mam nieodparte wrażenie, że szkoły prywatne żyją z nich właśnie. Dlatego dobrze jest wiedzieć, od jakiej średniej/liczby punktów na sprawdzianie/innych kryteriów przyjmowali w zeszłym roku/kilka lat wcześniej, zamiast wpadać w panikę. I to przyjmowali w realu, a nie w pięknych słowach na stronie www.
                Jeśli szkoła ma np 2 klasy po 20 osób, potencjalnych gimnazjalistów jest 240, to nie wierzę, że do tego płatnego będą aplikowali wszyscy najlepsi z tych 240, bo to nie jest realne.
                Ilu jest uczniów z lepszymi wynikami niż córka autorki w każdej klasie czy chociażby w jej klasie? Ilu z tych lepszych chce chodzić do tej szkoły i ile osób stać na płacenie czesnego? Podejrzewam, że jak zbierzesz te wszystkie warunki , to nie będzie to aż tak wiele osób, jak się wydaje.
                Laureatów konkursów też nie ma na pęczki.
                • edytka2001 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 19:06
                  morekac napisała:

                  > W takich warunkach każda prywatna szkoła moż
                  > > e sobie dyktować niestworzone warunki, a chętnych jest więcej niż miejsc
                  > ze wzg
                  > > lędu na brak konkurencji.
                  > Nie może sobie dyktować niestworzonych warunków, bo nie będzie miała uczniów, a
                  > mam nieodparte wrażenie, że szkoły prywatne żyją z nich właśnie. Dlatego dobrz
                  > e jest wiedzieć, od jakiej średniej/liczby punktów na sprawdzianie/innych kryte
                  > riów przyjmowali w zeszłym roku/kilka lat wcześniej, zamiast wpadać w panikę. I
                  > to przyjmowali w realu, a nie w pięknych słowach na stronie www.
                  > Jeśli szkoła ma np 2 klasy po 20 osób, potencjalnych gimnazjalistów jest 240, t
                  > o nie wierzę, że do tego płatnego będą aplikowali wszyscy najlepsi z tych 240,
                  > bo to nie jest realne.
                  > Ilu jest uczniów z lepszymi wynikami niż córka autorki w każdej klasie czy cho
                  > ciażby w jej klasie? Ilu z tych lepszych chce chodzić do tej szkoły i ile osób
                  > stać na płacenie czesnego? Podejrzewam, że jak zbierzesz te wszystkie warunki ,
                  > to nie będzie to aż tak wiele osób, jak się wydaje.
                  > Laureatów konkursów też nie ma na pęczki.
                  Tak naprawdę każdy rok jest inny. W jednym zgłosi się 30 dzieci na 20 miejsc, w innym 50. Dzieci mają różne średnie, uzależnione od wyamagań konkretnych nauczycieli, od ich dobrej woli czasami. Luareatów i finalistów każdego roku jest różna ilość z różnych konkursów, trudno się w tym orientować. Wyniki egzaminów są różne w każdym roku. O wyborze szkoły decydują rodzice, szczególnie jeśli jest to wybór między jednym słabym gimnazjum i jednym dobrym. Co do możliwości finansowych, czesne w mniejszych miastach nie są aż tak wygórowane, a rodzice potrafią bardzo wiele zrobić, żeby dziecko w tym newralgicznym czasie uczyło się w dobrej szkole.
          • lily-evans01 Re: Oceny a możliwości dziecka. 31.01.13, 23:46
            Ale trzeba motywować, a nie zmuszać.
            W szkole mojej córki jest ten "wyścig szczurów" właśnie, a właściwie to malutkich szczurków, bo już od I klasy trzeba co rusz startować w jakichś konkursach, pisać ogólnopolskie testy (cała klasa) itp. Poprzeczka postawiona jest wysoko.
            Córka umie coraz więcej, w tej chwili poza umiejętnością płynnego czytania osiągnęła poziom takiego ciut lepszego 7-8 latka, a jest o rok młodsza. Ale... szkoły za bardzo nie lubi, nauki nie lubi, kojarzy jej się to z przymusem. Może jest niedojrzała do szkoły (6-letnia I-klasistka), a może tych wymagań jest za dużo, a rozbudzania naturalnej ciekawości świata za mało.
            Mojej matki nie było stać na taką szkołę jak ta, do której moje dziecko chodzi obecnie. Ale miałam w domu mnóstwo książek, prasy, przeczytałam sporo lektur na dwa, trzy lata do przodu - w sposób niewymuszony byłam zawsze super z polskiego, bo to była część mojego otoczenia.
            I tak sobie myślę, że jeśli rodzic nie towarzyszy w tym odkrywaniu wiedzy, nie inspiruje do uczenia się, do poszerzania horyzontów - to dzieciom nauka kojarzy się tylko z przymusem i otrzymywaniem kolejnych stopni.
          • bri Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 17:28
            rozumiem dlaczego ciągle promuje się byle jakość, brak ambicji, i pozwala
            > nie na odpuszczanie (sobie, dziecku, w ogóle).

            To nie tak. Po prostu ludzie wolą tą wysoką jakość utrzymać w innych rejonach życia niż Ty, mają inne ambicje niż Ty i pozwalają dzieciom na ich własne wybory, zamiast zmuszać je do realizowanie swoich ambicji.

            Ja mam ambicję, żeby szkoła nie była dla mojej córki stresem, żeby chodziła tam z przyjemnością, żeby czuła, że ją kocham i rozumiem, żeby była szczęśliwa, żeby rozumiała, że nauka to jest jej odpowiedzialność i ona głównie poniesie konsekwencje z nią związane. Jeśli ma do wyboru przeczytać nudną książkę z listy lektur nadobwiązkowych tylko po to, żeby dostać szóstkę albo książkę, którą sama wybrała i która jest zgodna z jej zainteresowaniami to wolę, żeby zrobiła to drugie (ale wybór oczywiście należy do niej). Widziałam na swojej szkolnej drodze wystarczająco dużo dzieciaków od których rodzice wymagali znakomitych ocen, żeby wiedzieć jak niewielki te znakomite wyniki w nauce miały wpływ na ich dalsze losy.

            przecież na tym polega wychowywanie
            > dzieci, by pokazać im coś dalej, że można lepiej, więcej, że warto mieć plany i
            > marzenia, że żeby coś osiągnąć tzreba włożyć w to pracę, bo samo z nieba nie s
            > padnie.

            Ale ja też chcę to pokazać swojej córce, tylko w przeciwieństwie do Ciebie moim zdaniem ona ma prawo mieć własne plany i sama wybrać w co włoży pracę.

        • verdana Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 12:21
          Nie, autorce watku nie zalezy na dzieku, tylko na ocenach dziecka. Zasadnicza różnica.
    • ewa_mama_jasia Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 10:39
      Problem jest w tym, że dziecko jest za małe, żeby mieć świadomość wartości dobrej szkoły. To wiesz Ty, a nie córka. A dopóki tej świadomości nie będzie miała, nic nie wskórasz. Możesz gadac, pilnować żeby wzięła książkę do ręki albo usiadła nad stosem podręczników. Ale nie masz wpływu na to, czego się nauczy.
      • makurokurosek Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 16:05
        '> Problem jest w tym, że dziecko jest za małe, żeby mieć świadomość wartości dobr
        > ej szkoły. To wiesz Ty, a nie córka."

        Przepraszam cię bardzo ale mówimy o dwunastoletniej pannicy a nie o sześciolatku. Przy dobrych wiatrach za dwa lata panna może mieć dziecko, a ty ją traktujesz jak mała niunię którą za rączkę trzeba prowadzić.
    • chipsi Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 12:10
      Biedna dziewczyna...
      Nie znam nikogo, kto by zaszedł daleko dlatego, że rodzice byli wiecznie niezadowoleni z jego ocen. Nikogo. Z mojej klasy np. na studia poszły przeciętniaki i nieco lepsi uczniowie. Ci najlepsi, dla których 4 to był dramat albo nie poszli albo zrezygnowali po pierwszym roku. Najlepsza uczennica w technikum nie przystąpiła do matury - powiedziała że za bardzo boi się rozczarowania. Strasznie żal było mi kumpli, którzy bali się wrócić do domu bo ze sprawdzianu dostali TYLKO 4. Nauka ma sprawiać przyjemność a nie być tylko przykrym obowiązkiem ze sporą dawką stresu spowodowanego byciem dzieckiem chorego rodzica.
      • verdana Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 12:28
        Własnie tak. Jedną z podstaw życiowego sukcesu - nie tylko w pracy! - jest zadowolenie z siebie i tego, co się osiągnęło. Rodzice, niezadowolenie z czwórek i piątek ucza dziecko, że jedyne wazne, to być doskonałym, lepszym od innych, ze podstawą życia jest rywalizacja i doskonałość.
        Tego sie w dorosłym życiu nigdy nie osiagnie, tacy ludzie najczęściej sa albo sfrustrowanymi pracoholikami, albo sfrustrowanymi nieudacznikami. Tak czy inaczej, nawet na tym forum wiele dziewczynm wspomina, jakie to było okropne, gdy rodzice widzac czwórkę pytali "dlaczego nie piątka", a piątkę "dlaczego nie szóstka"?
        Nie widziałam jeszcze rodzica, który by nie uwazał, ze jak dziecko zrezygnuje z rozrywek i bedzie się więcej uczyło - to będzie miało lepsze stopnnie. Tymczasem wcale tak nie jest. Niektóre dzieci nie są w stanie, mimo wyobrazeń rodziców, mieć samych piątek, ile by się nie uczyły. Inne dostają gorsze oceny, bo presja domu jest taka, ze stres nie pozwala napisać czy odpowiadać dobrze.
        Poza tym dziecko jest dzieckiem tylko raz. Poświecanie dzieciństwa przede wszystkim nauce i ocenom, zycie tylko przyszłością ( w podstawówce - aby sie dostać do gimnazjum, w gimnazjum - do liceum, w liceum - na studia), kosztem zycia tu i teraz jest fatalne. Ciekawe ile z matek żyje tylko wizją życia na emeryturze, odmawiając sobie większośći przyjemności, aby więcej na nią zaoszczędzić, podejmując życiowe decyzje z punktu widzenia bycia emerytem - a to praktycznie to samo.
        • ilonka001988 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 13:49
          Ja w szkole nigdy nie byłam "wzorowa", dopóki czerwone paski na świadectwach mi przychodziły bez większych problemów to je miałam. Potem już nie.
          Liceum to był czas skrajności - i szalonych imprez do rana, i pilnej nauki też do rana. Nie żałuję ani imprez ani zdobytej wiedzy. W klasie miałam kilka osób które w klasie ścisłej wkuwały historię tylko po to żeby mieć same piątki na świadectwie. Wyniki matury były szokiem dla wielu osób. Był jeden chłopak który inteligencję i "pojemność głowy smile " łączył z wielką pracowitością więc naprawdę był wzorowy. Dziewczyna która miała podobne oceny jak on maturę zawaliła. Dowód na to, że niektóre osoby choćby nie wiadomo co robiły - nie przeskoczą własnych możliwości.
          • gryzelda71 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 16:20
            Wyniki matury były szokiem dla wielu osób. Był jeden chłopak który i
            > nteligencję i "pojemność głowy smile " łączył z wielką pracowitością więc naprawdę
            > był wzorowy. Dziewczyna która miała podobne oceny jak on maturę zawaliła

            Jakim cudem?Nerwy puściły?
            • ilonka001988 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 16:35
              Pamiętam ją z lekcji matmy - zawsze niby wszystko umiała, ale sprawiała wrażenie, że jakby jej w zadaniu coś bardziej przestawić to nie miałaby zielonego pojęcia co robi. No i mieliśmy durną nauczycielkę która ją głaskała po główce, może jej wytworzyła mylne wrażenie że wszystko umie i dziewczyna nie sięgała po inne zbiory/za mało zadań robiła. Mnie za to doprowadzała do rozpaczy, męczyła mnie przy tablicy, stawiała złe oceny i straszyła że nie dopuści do matury. Więc zbierałam zjebki a nocami rozwiązywałam zadania bo bałam się okropnie tongue_out
          • menodo Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 16:57
            Dziewczyna która miała podobne oceny jak on maturę zawaliła. Dowó
            > d na to, że niektóre osoby choćby nie wiadomo co robiły - nie przeskoczą własny
            > ch możliwości. "

            Wyniki matury nie są miarą osiągnięć/możliwości intelektualnych maturzysty!
            Zazwyczaj są wypadkową - liczby godzin spędzonych na rozwiązywaniu testów, szczęścia do egzaminatora ( jego widzimisię ma duże przełożenie na punktację - nie tylko w maturach humanistycznych) i odporności na stres młodego człowieka.

            W klasie mojej córki - w bardzo dobrym warszawskim liceum - chłopiec, który dostał się na Cambridge miał mniej punktów z kierunkowego przedmiotu niż uczniowie przeciętni, wspomagani przez wynajętych przez rodziców specjalistów od rozwiązywania testów.
            • ilonka001988 Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 17:05
              Każdy egzamin, również ten na Cambridge smile to w jakimś sensie kwestia szczęścia czy odporności na stres. Jednak wiedza jest mierzalna w jakimś tam stopniu, a maturę zdaje dorosły człowiek który wie co go czeka. Naprawdę.
              Skoro ktoś przez stres zawala maturę to co ze studiami?
              • menodo Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 17:19
                Akurat kolega od Cambridge ze stresem nie ma problemów. Gorzej - z głupotą testów maturalnychsmile
                Egzaminy w czasie studiów tym różnia się od maturalnych, że nie ma kursów, które do nich przygotowują smile
              • makurokurosek Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 21:57
                Zdawałam starą maturę, więc nie wiem jak wygada nowa z przedmiotów humanistycznych widzę jednak w jaki sposób rozwiązuje się testy na czytanie ze zrozumieniem, które nic kompletnie nie mają wspólnego z czytaniem ze zrozumieniem tylko z umiejętnością rozwiązywania testów ( czytamy pytanie i wyłapujemy w tekście konkretne wyrazy).
        • logi.nek Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 18:47
          verdana napisała:


          > Nie widziałam jeszcze rodzica, który by nie uwazał, ze jak dziecko zrezygnuje z
          > rozrywek i bedzie się więcej uczyło - to będzie miało lepsze stopnnie. Tymczas
          > em wcale tak nie jest. Niektóre dzieci nie są w stanie, mimo wyobrazeń rodziców
          > , mieć samych piątek, ile by się nie uczyły. Inne dostają gorsze oceny, bo pres
          > ja domu jest taka, ze stres nie pozwala napisać czy odpowiadać dobrze.
          > Poza tym dziecko jest dzieckiem tylko raz. Poświecanie dzieciństwa przede wszys
          > tkim nauce i ocenom, zycie tylko przyszłością ( w podstawówce - aby sie dostać
          > do gimnazjum, w gimnazjum - do liceum, w liceum - na studia), kosztem zycia tu
          > i teraz jest fatalne. Ciekawe ile z matek żyje tylko wizją życia na emeryturze,
          > odmawiając sobie większośći przyjemności, aby więcej na nią zaoszczędzić, pod
          > ejmując życiowe decyzje z punktu widzenia bycia emerytem - a to praktycznie to
          > samo.

          Te słowa akurat nie dotyczą sytuacji mojej i mojej córki. Ona gdy we wrześniu nie uczyła się nawet jednej minuty dostała tróję a gdy uczyła się mniej niż godzinę a potem ją odpytałam i douczyłam tego czego nie zapamiętała dostała piątkę. Więc nie tylko jest w stanie mieć piątki ale jest w stanie je mięć małym wysiłkiem, wręcz minimalnym. Tylko, ze jest leniwa. No i przyjemności ma: dodatkowe zajęcia tylko takie, które wybrała i chętnie na nie chodzi, nie związane z nauką (no może tylko angielski), no i ten nieszczęsny internet, spotyka się też z koleżankami.
      • franczii Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 21:39
        Nauka ma sprawiać przyjemność a nie być tylko przykrym obowiązkiem ze spo
        > rą dawką stresu spowodowanego byciem dzieckiem chorego rodzica.

        No nie wiem.
        Mnie nauka (niektorych przedmiotow) zaczela sprawiac przyjemnosc dopiero gdzies w 3 klasie Lo. Wtedy mniej wiecej wykrystalizowal mi sie pomysl do czego ta nauka moze mi sluzyc.
        Jestem wdzieczna rodzicom za to, ze do tegom czasu wytrwale mnie gonili do nauki. Gdyby nie to pewnie bym skonczyla w zawodowce.
        Podobnie mialo moje rodzenstwo. Nie wszyscy maja motywacje do nauki od samego poczatku.
    • ismenamalena Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 14:21
      Też mam córkę w 6-tej klasie, mieszkam w miasteczku niespełna 20 tys., jest jedno gimnazjum publiczne z ośmioma klasami w roczniku i jedno prywatne z dwoma małymi klasami. Gim publiczne ma słabą opinię, wiele lepszych dzieci jeździ do pobliskich miast do lepszych szkół, byle tylko tu nie chodziły. Ci, których stać, posyłają do naszego prywatnego z dobrymi wynikami, większą kontrolą, lepszymi nauczycielami. Mnie niestety nie stać na szkołę prywatną, pracuję na miejscu, a nie chciałabym, żeby córka sama jeździła pks-ami do innego miasta. Córka o tym wie, motywuję ją do jak najlepszego uczenia, żeby dostała się do klasy matematycznej lub angielskiej w naszym gim, bo te mają selekcję uczniów i rośnie szansa
      na dostanie się do jednego z bardzo dobrych liceów w pobliskim mieście. Wie, że tylko tą drogą może wyrwać się do większego miasta, mieć szansę na lepszą pracę i inny poziom życia. Nie będzie nas stać na prywatne studia, musi tak się uczyć, żeby dostać się na państwowe, nie stać nas też na korepetycje, więc musi jej wystarczyć korzystanie z tego, co daje szkoła. Wiadomo, czasami córka się leni, ale rozumie, że tylko pilna nauka jest dla niej szansą.
    • nandadevir Re: Oceny a możliwości dziecka. 01.02.13, 21:45
      Zabroniłam jej jutrzejszego wyjścia z koleżankami i powiedziałam, że ma się uczyć."
      to nie najlepszy pomysl.
      Jesli ma kompa w pokoju to się nie dziei, ze siedzi całe dnie w necie, kompa wynieśc do salonu.
      Ja muszę mocno motywować gimnazjalistów do udzialu w konkursach i do nauki, nawet bardzo dobrych i dobrze robisz. Nie chodzi o niezadowolenie z ocen jak dziewczyny pisaly ale dobre szkoły wymagają tego udziału w konkursach np.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja