jeszcze o niejadkach

31.01.13, 11:08
Jestem swiezo po rodzinnym spotkaniu i mialam okazje poobserwowac piecioletniego "niejadka" przy posilku.

W pewnym momencie rodzicow ugryzlo cos w tylek i stwierdzili, ze dziecko musi natychmiast przyjsc do stolu i zjesc. W tym celu wyrwali je z samego srodka szampanskiej zabawy i tonem nieznoszacym sprzeciwu zarzadzili posilek. Dziecko nie bylo zachwycone, ale przyszlo i zaczelo meczyc kotleta i surowke. Niestety rodzicow nie zadowolilo tempo jedzenia i najpierw zaczeli straszyc mala, ze jak nie bedzie jadla szybciej, to doloza jej jeszcze drugiego kotleta i wybiora takiego najwiekszego. Potem mama zirytowala sie, ze surowka za wolno znika z talerza, wziela lyzke i zaczela karmic corke i dyrygowac, kiedy ma otworzyc paszcze i przelknac nastepny kes. Przy okazji cale towarzystwo zostalo poinformowane, ze dziewczynka nie umie gryzc. Na koniec dziecko zostalo na sile nakarmione deserem (!!!) - w tej roli wystapilo jakies badziewne przeslodzone ciasto z kiepskiej cukierni. Dowiedzielismy sie teZ, ZE W PRZEDSZKOLU TEZ JEST PROBLEM Z jedzeniem, ale rodzice rozwiazali go w ten sposob, ze ustalili z wychowawczynia, ze dziecko nie moze odejsc od stolu, dopoki obiad nie zniknie z talerza.

A my jako rodzice malego biesiadnika, ktory na posilki przybiega wolajac radosnie "mniam mniam" i geba mu sie smieje na widok obiadu, mamy po prostu szczescie i mozemy sobie pozwolic na luksus niezmuszania go do jedzenia.

Qrcze, naprawde przykro bylo na to patrzec. Tez bym nie chciala jesc w takiej atmosferze.
    • koza_w_rajtuzach Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 11:15
      Biedne dziecko sad((.
      Moje dzieciaki to też niestety niejadki. Do jedzenie nie zmuszam, staram się gotować pod nich, tzn. osobno dla nich, a osobno dla nas, bo zwariowalibyśmy z mężem, jakbyśmy musieli jeść w kółko to samo..
    • beverly1985 Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 11:36
      Ech, też widzialam takie sceny na rodzinnych weselu. Dziewczynka 3 lata, zjadla rosół i chce iść bawic sie balonikami. Ale co chwila wołają ja do stołu- no bo jak to nie zje drugiego dania? Pomidorka, mięska, a moze szyneczka? Ciasteczko, bananek? Po dwoch godzinach nieustannej bieganiny z jedzeniem za dzieckiem karmiacy są wykończeni i narzekają, jaki to niejadek i jaki to koszmar ja nakarmić. Wszystko dlatego, ze dziewczynka ma brata- bliźniaka, który jeśc lubi- jest najwiekszym dzieckiem w przedszkolu w swojej grupie i pomidorka nie odmawia. Wedlug dziadków powinien jeśc jeszcze więcej, bo jest za mały (!!)

      Gdy chlopczyk je posiłek nigdy nie jest tak, ze mu się nalozy, on zje i gotowe, ma spokój. Jeśli zje to ma dokladkę, ciasteczko, bułkę, pomidor czy cokolwiek jest w lodówce (a pzed posiłkiem jeszcze ze 2 danonki)- az ucieknie, wyrwie się i krzyczy, ze wiecej nie da rady. Wtedy rodzina jest zadowolona- muszą zostac resztki. Jak resztki nie zostają tzn. dziecko głodne.
    • dorotakatarzyna Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 11:46
      Też widuję takie kwiatki... Dziecko półtoraroczne - matka trzyma z całej siły, jedną ręką przyciska do siebie, drugą za głowę - a babka futruje łyżką na siłę, mimo że dzieciak nie chce. Okropność, zwłaszcza że obie ważą ponad 120 kilo, a cała rodzina jest mocno otyła. Dzieci nie były, ale już zaczynają być...
    • barbibarbi Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 11:53
      Biedne dziecko.
      Niektórzy rodzice, czy dziadkowie mają "naorane" delikatnie mówiąc. Moja teściowa miala takie zapędy, dziecko po trzech dniach u niej nagle zaczynało domagać się karmienia łyżką. W domu sama używała sztućców, a tu nagle NIE, ona nie umie! Teściowa biegała za nią z łychą po całym mieszkaniu, a czasami nawet na podwórku "zjedz, bo ty taka głodna". Dziecko nie miało szansy poczuć co to jest zgłodnieć, co to jest poczuć przyjemność z jedzenia, była tuczona jak gęś na siłę.

      Ja od zawsze miałam zasadę, nie chcesz - nie jedz. A czasami nawet każę dziecku poczekać na jedzenie, głodna jesteś ale godzinka postu ci nie zaszkodzi, nie biegnę na każde zawołanie do kuchni. Dziecko troszkę sobie poczeka, a potem jak smakuje, zje nawet to czego normalnie nie jada! Z jedzeniem nigdy nie było problemów. Ale wystarczyło kilka dni pod pod toksyczną opieką i już widać było zmiany.
    • aneta-skarpeta Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 11:59
      ja zawsze jestem załamana jak widzę np babcie z pełnym talerzem gestej zupy, kaszki i 2-4 latka

      dziecko zjadło 1/3- ja sama bym z ledwościa zjadła cały talerz takiej zupy- i babcia zmartwiona- on nic nie zjadł, nawet połowy

      i łazi za nim z tym talerzem i wmusza " bo nic nie je"
    • to_ja_tola Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 12:07
      współczuję dziecku....rodzicom tez niestety,że tak się zachowują i jeszcze publiczniesad
    • ania357 Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 13:20
      Moj syn, ktory jesc lubi, je znacznie mniej bedac pod opieka babci. Babcia sie po prostu bardzo martwi o jego jedzenie, obserwuje kazdy kes, analizuje ilosci i wprowadza duzo niepotrzebnego niepokoju przy posilkach. Poza tym jesli syn nie ma apetytu przy sniadaniu, babcia zamiast spokojnie poczekac do obiadu, robi mu w miedzyczasie jeszcze ze dwa inna dania. Efekt jest taki, ze maly skubnie wszystkiego po trochu, potem odmawia obiadu, a babcia martwi sie coraz bardziej (bo przeciez on nic nie zjadl) i cykl sie powtarza.

      Mam wrazenie, ze z kazdego dziecka da sie zrobic niejadka nadmiernie koncentrujac sie na jego jedzeniu, ale sceny, ktorych swiadkiem bylam ostatnio, wydaly mi sie wyjatkowo drastyczne i przykre. To dziecko nie ma szansy poczuc sie glodne, stwierdzic, ze ma na cos ochote, poczuc, jaka porcja wystarczy do zaspokojenia glodu. Cala wladze nad ta sfera zycia sprawuje mama. A niezbyt madre za to bardzo zatroskane babcie opowiadaja wszystkim wokol, jaki to ogromny problem z tym niejadkiem.
      • iwoniaw Zgadzam się z Tobą w zupełności 31.01.13, 13:53
        i od razu przypomniał mi się jakiś dawny wątek, gdzie matka skarżyła się, że ma niejadka, który "potrafi przez cały dzień nie jeść nic", po czym w trakcie szczegółowej dyskusji okazało się, że niespełna dwuletnie dziecko zjada dziennie pól kilo bananów, czteropak słodkich danonków, dwie bułki drożdżowe, a do tego przez sen (!) pojone jest prawie litrem treściwej kaszy na mleku - i matka się dziwiła, że jak to możliwe, że inne dzieci jedzą śniadanie (którego jej dziecko nie je, bo jeszcze świtem dostało kaszę), obiad (którego jej dziecko nie je, no bo po niezjedzeniu śniadania zostało nafaszerowane danonkami z drożdżówką) i kolację (przed którą jej dziecku wmuszono banany i resztę słodkości, no i kaszę w czasie drzemki), tylko jej niejadek nie...
    • antyideal Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 13:58
      Rowniez na rodzinnych spotkaniach mam okazje obserwowac
      jak rodzice zmuszaja prosbą i grozba dzieciaka do zjedzenia calego obiadu,
      w nagrode dostaje pake chipsów - a dziecko naprawde juz grubasne .uncertain
    • tully.makker Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 14:02
      W pewnym momencie rodzicow ugryzlo cos w tylek i stwierdzili, ze dziecko musi n
      > atychmiast przyjsc do stolu i zjesc. W tym celu wyrwali je z samego srodka szam
      > panskiej zabawy i tonem nieznoszacym sprzeciwu zarzadzili posilek.

      Nie no wiadomo, posilek powinno sie podawac calej rodzinie wtedy, kiedy dziekco ma akurat przerwe w zabawie, albo 14 razy odgrzewac, az dzieciak, o przeppraszam, pan i wladca, zechce w swej laskawosci podejsc do stolu.

      Teraz juz wiadomo, skad bezstresowo wychowywane bachory bez manier.
      • ania357 Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 14:18
        Pewnie, lepiej oderwac rozbawione dziecko od zabawy z dawno niewidzianymi kuzynami i pod grozba dokladki wcisnac na sile obiad i dopchac deserem, a potem skarzyc sie towarzystwu na swoj ciezki los matki niejadka.

        Dziecko zapewne mialo w d... jedzenie i wcale nie oczekiwalo, ze ktos mu je potem 14 razy odgrzeje. Byloby najszczesliwsze, gdyby po prostu dano mu swiety spokoj i pozwolono sie bawic.

        • aneta-skarpeta Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 14:35
          u nas, na rodzinnych obiadach jest tak, ze wszyscy sa wołani do stołu- dzieci, chlopy, co kopcą na ganku, kuzynki, ktore plotkują w przedpokoju etc
          wszyscy są zaganiani, bo jest pora posiłku
          nikt nie kwekąze zabawa mu ucieka, bo kazdy siedzi przy stole

          i teraz dzieci jedza roznie- bez zbednego znecania się nad dziecmi- kazde je byle szybciej, aby isc sie bawic- dziecko oporne je dluzej i zabawa mu ucieka

          nie widzę sytuacji, ze rodzice jedza, dzieci się bawią i tylko jedno jest zaganiane do jedzenia

          jest obiad- wszyscy do stołu

          zjedzone- dowidzenia
          • ania357 Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 15:01
            > i teraz dzieci jedza roznie- bez zbednego znecania się nad dziecmi- kazde je by
            > le szybciej, aby isc sie bawic- dziecko oporne je dluzej i zabawa mu ucieka
            >

            A jest przewidziana taka opcja, ze dziecko nie jest glodne i nie tknie obiadu?

            Ja mam dwuletniego syna i jesli nie chce jesc, nie wymagam, zeby siedzial przy stole, bo w przypadku tak malego dziecka wydaje mi sie to niehumanitarne (zreszta musialabym go chyba przywiazac wink). Jak troche podrosnie, pewnie bedzie siadal z nami przy stole na czas posilku, ale pozostawie jego decyzji, czy cokolwiek zje.

            A co do ostatniej imprezy rodzinnej, to na stole byl szeroki wybor dan cieplych i zimnych i nie bylo zadnego problemu, zeby w dowolnym momencie imprezy poczestowac czyms dziecko, ktore zglodnialo.

      • alienka20 Re: jeszcze o niejadkach 31.01.13, 14:49
        Tylko, że taka postawa, że dziecko ma jeść na komendę często robi dużą szkodę. Nie chce jeść, niech nie je, posiedzi głodny do kolacji i wtedy zje prędzej i z apetytem. Za mną mama po podwórku z ciasteczkiem nie biegała. Było wiadomo, że obiad o 15 i o tej porze mam być w domu, inaczej zjem zimne. Jak chcę banana lub jabłko, to też mam sobie wziąć sama.
        Po drugie, dzieci mają prawo zjeść mniej niż dorośli - moja babcia to rozumiała i siostra miała podawany obiad na małych talerzykach. Za to mój ojciec - też niejadek w dzieciństwie - uważał, że najlepiej wie. kiedy ja się najadam - prawie dorosła już wtedy byłam a musiałam - mimo próśb o mniejsze porcje - zmęczyć cały talerz zupy z ziemniakami. No ale jak to, mniej? Przecież głodna będziesz.Albo teksty, że on z anoreksji mnie wyciągał nie będzie. Gdy zaczął się leczyć na cukrzycę, to już w ogóle mu odbiło i wszyscy mieli jeść jak na komendę wtedy, co on (zakładając, że są w domu w tym czasie), najlepiej to samo co on, choćby im nie smakowało, a nawet robiło się niedobrze na sam widok jakiegoś dania (tobie moje jedzenie nie zaszkodzi, a twoje mnie tak i pozamiatane).
        Serio, w takiej atmosferze, jaką autorka wątku przedstawiła, nie da się jeść i żołądek się kurczy na samą myśl. Też bym stawiała opory, a nigdy nie byłam niejadkiem - co najwyżej nieliczne potrawy mi nie smakowały (potem nawet się dowiedziałam, że w sumie nie powinnam ich jeść, więc organizm sam się bronił).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja