ania357
31.01.13, 11:08
Jestem swiezo po rodzinnym spotkaniu i mialam okazje poobserwowac piecioletniego "niejadka" przy posilku.
W pewnym momencie rodzicow ugryzlo cos w tylek i stwierdzili, ze dziecko musi natychmiast przyjsc do stolu i zjesc. W tym celu wyrwali je z samego srodka szampanskiej zabawy i tonem nieznoszacym sprzeciwu zarzadzili posilek. Dziecko nie bylo zachwycone, ale przyszlo i zaczelo meczyc kotleta i surowke. Niestety rodzicow nie zadowolilo tempo jedzenia i najpierw zaczeli straszyc mala, ze jak nie bedzie jadla szybciej, to doloza jej jeszcze drugiego kotleta i wybiora takiego najwiekszego. Potem mama zirytowala sie, ze surowka za wolno znika z talerza, wziela lyzke i zaczela karmic corke i dyrygowac, kiedy ma otworzyc paszcze i przelknac nastepny kes. Przy okazji cale towarzystwo zostalo poinformowane, ze dziewczynka nie umie gryzc. Na koniec dziecko zostalo na sile nakarmione deserem (!!!) - w tej roli wystapilo jakies badziewne przeslodzone ciasto z kiepskiej cukierni. Dowiedzielismy sie teZ, ZE W PRZEDSZKOLU TEZ JEST PROBLEM Z jedzeniem, ale rodzice rozwiazali go w ten sposob, ze ustalili z wychowawczynia, ze dziecko nie moze odejsc od stolu, dopoki obiad nie zniknie z talerza.
A my jako rodzice malego biesiadnika, ktory na posilki przybiega wolajac radosnie "mniam mniam" i geba mu sie smieje na widok obiadu, mamy po prostu szczescie i mozemy sobie pozwolic na luksus niezmuszania go do jedzenia.
Qrcze, naprawde przykro bylo na to patrzec. Tez bym nie chciala jesc w takiej atmosferze.