Praca miara wartosci czlowieka

31.01.13, 13:12
Tak sobie czytam w roznych watkach takie kwiatki:

"Nieraz mi się wydaje, że zrezygnowałabym [z pracy], ale gdy byłam przez rok w domu ( urlop zdrowotny) to myslałam, że wpadnę w depresję. Chyba żle bym się czuła, taka mniej warta"

"Niedługo minie rok... a ja nadal bez pracy. Czuje się taka bezwartościowa i nieprzydatna"

"oferta może jest kiepska [praca stojąca, na 2 zmiany, płaca najniższa krajowa, musiałaby o 4 rano wyjechać z domu] ale miałaby pracę i wynagrodzenie (a ja od siebie dodam, ze także składki emerytalne i linijkę w cv a także ten cholerny szacunek w społeczeństwie).

I sie zastanawiam, czy serio uzalezniacie wartosc innych ludzi od tego czy maja prace? I czy w okreslaniu tej wartosci liczy sie wysokosc wynagrodzenia czy ilosc wysiedzianych dupogodzin?

Zadanie:
Uszereguj panie od najmniej do najwiecej wartej:
a) Mariola - siedzi w domu, pieniadze ma z wynajmu nieruchomosci
b) Sylwia - pracuje na kasie za najnizsza krajowa
c) Stefa - siedzi w domu z dwojka malych dzieci (1 i 3 lata)
d) Beata - niepelnosprawna, siedzi w domu
c) Magda - pracuje 12 godzin dziennie na kierowniczym stanowisku, zarabia kokosy
    • lauren6 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:18
      Super zadanie, już lecę rozwiązywać.

      Nie lepiej, żebyśmy się przechwalały, która więcej wyciąga z MOPSu i naciąga innych podatników na zasiłki na siebie, gdy wysiaduje dupogodziny przed Polsatem.
    • kikimora78 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:18
      To nie chodzi o to czy inni cię tak oceniają - to chodzi o to, jak oceniasz sama siebie.

      Nie wiem do końca jak to działa. Kiedyś miałam chałową pracę, z chałową pensją, ale traktowani byliśmy przez przełożonych jak niewolnicy (sami tak o nas mówili i się z tym nie kryli nawet). Mąż wtedy zarabiał już bardzo dobrze i stać na było na różne rozrywki (żagle, konie i inne takie), ale ja cały czas miałam poczucie, że na te rozrywki nie zasługuję (dosłownie), bo mam kiepską pracę i jestem jakaś taka kiepska przez to.

      I nie miało znaczenia jak inni mnie oceniają - miało znaczenie jak ja siebie oceniam.
    • agaja5b Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:20
      Nie, ja już zdecydowanie nie uzależniam swojego poczucia wartości od pracy, jest to zasadniczy błąd w myśleniu. Kiedyś tak, zdarzało mi się mysleć że jak ktos nie pracuje na etacie, zawodowo to jest mniej wart ale rzeczywistość (polska przede wszystkim) sprowadziła mnie szybko do pionu. Oczywiście praca jest wartością, ale człowiek sam w sobie również a raczej przede wszystkim. Praca zawodowa jest ważna ale nie ważniejsza niż np dobro rodziny, niż moje własne dobro i mój własny rozwój, czas.
      • agaja5b Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:23
        Dla jasnosci dodam że nie pochwalam swoimi słowami totalnego lenistwa, tylko za błąd uważam uzależniania oceny samego siebie od pracy w sensie etatu, wysokości zarobków itp.
    • jajko54 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:22
      nie wartości człowieka, ale wartości człowieka jako pracownika. płaca miarą jest.
    • marzeka1 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:23
      Większość ludzi dzięki pracy utrzymuje się; niewiele jest osób , które na niepracowanie mogą sobie pozwolić- gdybym była rentierką, umiałabym sobie czas zorganizować,niekoniecznie pracując.
      Przytoczona Sylwia nie siedzi za tej kasie za najniższą krajową, bo to takie wzbogacające i fajne- to mus, życiowy mus.
      • maligna567 błąd 31.01.13, 15:32
        Większość ludzi nie utrzymuje się dzięki pracy, tylko dzięki etatowi. Jest mnóstwo ciężkiej i niewdzięcznej pracy, która jest wykonywana, typu opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem czy niedomagającym dziadkiem, która nie jest opłacana. Jest też mnóstwo świetnie opłacanych etatów, typu poseł na sejm czy agent tomek, gdzie zatrudnieni robią sobie oczywiste jaja, zamiast rzetelnie pracować na rzecz tych, którzy płacą im pensje, czyli podatników.
    • cherry.coke Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:27
      Nie uzalezniam wartosci innych od pracy, ale od tego czy w ogole cos robia owszem. To moze byc praca, wychowywanie ilustam dzieci, wolontariat, opieka nad chorymi krewnymi, sztuka.

      Jak ktos siedzi na tylku zajmujac sie niczym albo swoim zyciem wewnetrznym to raczej trudno go podziwiac...
      • agaja5b Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:48
        cherry.coke napisała:

        > Nie uzalezniam wartosci innych od pracy, ale od tego czy w ogole cos robia owsz
        > em. To moze byc praca, wychowywanie ilustam dzieci, wolontariat, opieka nad cho
        > rymi krewnymi, sztuka.
        >
        > Jak ktos siedzi na tylku zajmujac sie niczym albo swoim zyciem wewnetrznym to r
        > aczej trudno go podziwiac...
        A ja się tu nie zgodzę, bo zajmowanie się swoim życiem wewnętrznym tak jak ja to zrozumiałam to nie jest nic nie robienie. Przykład: taka bezrobotna osoba aby znaleźć pracę często korzysta z porad psychologa, doradcy zawodowego. Żeby skorzystać z rad często musi przedefiniowac siebie, zmienić swoje myslenie, postrzeganie świata, zmienić swój stosunek do siebie, może swoją postawę wobec szukania pracy, czy wzięcia spraw w swoje ręce. To się nie dzieje hop-siup, to jest proces i to jest ogromna praca, właśnie wewnętrzna.
        • cherry.coke Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:43
          agaja5b napisała:

          > A ja się tu nie zgodzę, bo zajmowanie się swoim życiem wewnętrznym tak jak ja t
          > o zrozumiałam to nie jest nic nie robienie. Przykład: taka bezrobotna osoba aby
          > znaleźć pracę często korzysta z porad psychologa, doradcy zawodowego. Żeby sko
          > rzystać z rad często musi przedefiniowac siebie, zmienić swoje myslenie, postrz
          > eganie świata, zmienić swój stosunek do siebie, może swoją postawę wobec szuka
          > nia pracy, czy wzięcia spraw w swoje ręce. To się nie dzieje hop-siup, to jest
          > proces i to jest ogromna praca, właśnie wewnętrzna.

          Nie no jasne, tylko niech to do czegos prowadzi. Czy do pracy, czy chocby do decyzji o pizgnieciu idei pracy i ruszeniu do glebokiej Azji pomagac w sierocincach. Bo jak tak ktos bedzie do konca zycia sie rozwijal wewnetrznie, to co z tego...
      • echtom Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:33
        > Nie uzalezniam wartosci innych od pracy, ale od tego czy w ogole cos robia owszem. To moze byc praca, wychowywanie ilustam dzieci, wolontariat, opieka nad chorymi krewnymi, sztuka.

        Podpisuję się.
    • vocativa Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:32
      Nie pracuję zawodowo, zajmuję się domem i nie mam kompleksu. Na samym początku, jak podjęliśmy z mężem taką decyzję miałam obawy "co inni powiedzą". Dopiero później dotarło do mnie z całą wyrazistością, że decyzja należy do mnie i męża, to my czerpiemy z tego wyboru korzyści i ponosimy/poniesiemy ewentualne negatywne konsekwencje i nic nikomu do tegosmile I nie czuję się bezwartościowa i nieprzydatna oraz staram się nie uzależniać mojego szacunku do innych ludzi ze względu na ich zawodowe wybory, wykształcenie, iloraz inteligencji,kolor skóry, orientację seksualną itd.wink
      • test_it Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 14:56
        Odpowiadając na Twojego posta: owszem, decyzja należy, ale do Ciebie, a nie męża, bo konsekwencje, kiedy mąz nie daj Boże opuści Cię/rozchoruje sie i przestanie pracować/umrze (niepotrzebne skreslić), poniesiesz wyłącznie Ty.
        zawsze w takich wypadkach jestem ciekawa, czy gdyby to mąz miał zostac w domu, to:
        - byłaby to wspólna decyzja czy może tylko meża,
        - mąż by sie zgodził,
        - mąz byłby zadowolony, a żona wymagałaby wyprasowan6ych do pracy koszul, ugotowanego obadu i ogarniętych rzeczy....
        Takie ćwiczenie to jest, bo przecież niezależne od płaci..wink
        • vocativa Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 15:20
          Masz racje,że głównie ja poniosę konsekwencje(właśnie nie daj Boże śmierć męża miałam na myśli pisząc o ewentualnych negatywnych konsekwencjach). Dlatego decyzja należy bardziej do mnie.
          Jednak są też negatywne konsekwencje dla nas obojga teraz mam na myśli niższe dochody, konieczność płacenia składki ubezpieczeniowej na męża( w razie jego choroby, czy narodzin dziecka dostaniemy grosze, natomiast w razie jego śmierci dostanę kwotę która da mi jakiś czas na spokojne pozbieranie się i założenie skromnej działalności gospodarczej).Dlatego jestem zdania,że mąż powinien mieć też coś do powiedzenia w tej kwestiiwinkCo oczywiście działa w dwie strony(jakby on chciał rzucić pracę i siedzieć w domu to by to ze mną uzgodniłwink
          W naszym konkretnym przypadku kiedy mąż ma czas to sprząta, pierze gotuje a ostatnio nawet piecze, więc myślę,że gdyby z jakiś przyczyn role miałyby się odwrócić to dałby radę-no może nie wiem jak z prasowaniemwink
          Natomiast w przypadku naszej konkretnej pary, ja sobie słabo wyobrażam męża siedzącego cały czas w domu-on by się chyba zwyczajnie nudził. A ja jestem mega szczęśliwa i wyluzowana nie musząc pracować i siedząc w domu więc bardzo odpowiada mi ten układsmile
    • pruszynkaaa Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:37
      "Niedługo minie rok... a ja nadal bez pracy. Czuje się taka bezwartościowa i nieprzydatna"
      Ponieważ zacytowałaś tu mnie, więc się wypowiem smile

      Wiesz... po roku siedzenia w domu, człowiekowi różne rzeczy do głowy przychodzą. Na początku - no dobra, nie zadzwonili po rozmowie - ja byłam dobra, ale widocznie znalazł się ktoś lepszy - lajf. I tak do ok. 4-5 rozmów.
      Później człowiek modyfikuje swoje CV, zaczyna aplikować na niższe stanowiska i nadal nic...
      I znowu nic, i znowu nic... i kolejny raz tez nic nie wynikło...
      Człowiekowi zdaje się, że nic nie potrafi, zaczyna pamiętać tylko o swoich porażkach zawodowych. Czuje się gorsza od swoich koleżanek pracujących bo zwyczajnie zaczyna brakować nam wspólnych tematów do rozmów. One opowiadają o swoich pracach, co dziś robiły, kogo spotkały, jakie zadania maja do wykonania, o szkoleniach, ponarzekają na współpracowników... a ja? Ewentualnie mogę pogadać o zupie pomidorowej... i siedze jak ta sierotka Marysia w głowie mając refren piosenki "co ja robię tu..."

      Nawet jak kogoś poznaje nowego, to jednym z pierwszych pytań to "a gdzie pracujesz?". Odpowiadam, że wychowuję dziecko... i następuje krępująca cisza... jakbym była kimś niewartym dalszej rozmowy... a uważam, że mam do powiedzenia wiele na rożnych tematów - ale tego już nikt nie chce słuchać. To społeczeństwo zweryfikowało moje "ja"

      Teraz odżyłam trochę, bo sprawdziłam to sama, że to, że otworzą akurat maila z moja aplikacją to przypadek. Pomagałam mamie rekrutować kogoś do sklepu na kase (mama ma własne przedsiębiorstwo). Dostałam dokładnie 167 maili z CV. Nie, nie przeglądałam wszystkich.
      Tli się we mnie ta nadzieja, że może ktoś dostrzeże we mnie jakiś potencjał i materiał na dobrego pracownika.
      • maxivision Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:49
        A ja wykonam zadanie, proszę uprzejmie:
        -Beata, niepełnosprawna
        -Stefa z dwójką dzieci
        -Sylwia, kasjerka za najniższą krajową
        -Mariola - wprawdzie siedzi w domu, ale ma na pewno więcej kasy od Sylwi
        -Magda -gwiazda, dobra praca i mnóstwo kasy
        Mniej więcej tak widzi to społeczeństwo - ja osobiście mam inne zdanie.
      • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:18
        Powiem szczerze, że rozumiem, bo ja swój niedługi w sumie bo trzymiesięczny okres poszukiwania pracy prawie przypłaciłam depresją, jakby to dłużej trwało to nie wiem jakbym to zniosła. Strasznie to dobijające. Wychodzić mi się z domu nie chciało. Aż sama byłam zdziwiona, że tak mnie to dobiło.
        A miałam przy tym całkowite wsparcie męża i nie miałam jakiegoś noża
        finansowego na gardle. Spokojnie mogłabym szukać dłużej, ale psychicznie to chyba bym tego nie zniosła dobrze.
      • sel.avi Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 17:29
        potwierdzam, że największym problemem przy "niepracowaniu" są życzliwi znajomi, którzy na kazdym kroku wypytują, a kiedy wracasz do pracy, a wrócisz do pracy? a szukasz pracy? a masz pracę? itp. itd.

        tak, jakby nic innego w zyciu sie nie liczyło, tylko praca.

        jedna z moich znajomych już kiedy byłam w ciązy chciała koniecznie wiedzieć, jak długo nie będę pracowała po urodzeniu i z czego będę wtedy żyła.

        dodam, ze na etapie rozmów rekrutacyjnych najbardziej wku wiające jest pytanie: "i co? jak myślisz? jak ci poszło?" albo "i co? jak było na rozmowie?"

        no ludzie! a jak mogło być na rozmowie? i skąd moge wiedzieć jak mi poszło?
      • whitney85 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 19:33
        pruszynkaaa czuję dokładnie to samo, nic dodać nic ująć.
    • aneta-skarpeta Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:47
      najlepsza jest ta od nieruchomości- nie narobi się, a zarobiwink
    • pszczolaasia Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:49
      nie uzalezniamy. ludzie maja ciekawsze "wartosci" niz to ze pracuja.
      • saszanasza Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:07
        Pracowałam w korporacji, zredukowali mnie po wychowawczym, pewnie sama zrezygnowałabym bo za 1300 netto pensji trudno zatrudnić opiekunkę do dziecka, pokryć koszty dojazdu, ubrać się i zająć się dwojgiem dzieci po powrocie o 19.00. po prostu się nie opłaca. Hobbistycznie fotografuję, dostałam kilka propozycji sesji dziecięcych ale odmówiłam...z jednej strony wiem, że robię dobre zdjęcia, z drugiej za mało wiary w swoje umiejętności powoduje że nie jestem w stanie wziąć za to pieniędzy...z szukaniem pracy mam podobnie, kompletny brak pewności siebiesad
        Przechodząc do meritum....zdaję sobie sprawę że posiadanie pracy scricte nie czyni człowieka lepszym, czy bardziej wartościowym, natomiast brak pracy często godzi w poczucie własnej wartości a im dłużej taki stan trwa, tym niekorzystniej oddziałuje na psychikę.
        • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:36
          Sama się tej pracy pozbawiłaś.

          Dziewczyny! Czemu Wy macie takie zewnątrzsterowne poczucie własnej wartości???
          Czemu przeglądacie się w cudzych oczach a nie własnych?

          Wykonywana praca jest miarą wartości pracownika, nie człowieka.
          • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:56
            pade, zderzenie z naszym rynkiem pracy może być naprawdę bolesne, miałaś kiedyś takie doświadczenie??
            łatwo jest oczywiście mówić, że to nie powinno mieć wpływu na nasze samopoczucie, ale jakoś w praktyce wychodzi inaczej.
            Ja szukałam 3 miesiące czyli naprawdę nie tak długo i sama byłam w szoku jak mi to po poczuciu własnej wartości pojechało. Wiesz, że nie jesteś głupia, że powinnaś spokojnie znaleźc jakąs sensowną pracę a tu nic.
            Cięzkie doświadczenie po prostu.
            Inna sprawa, że każde takie doświaczenie czegoś nas uczy.
            Ale pisze tak teraz bo jednak fajną pracę znalazłam a jak bym pisała jakbym szukała dalej to nie wiem.
            • vocativa Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:13
              Ja myślę, że w tej naszej dyskusji trzeba wyraźnie rozdzielić nie pracowanie (wynikające z decyzji) od problemów ze znalezieniem pracy. Bo ja się czuję super szczęśliwa nie pracując z wyboru,ale gdyby mnie sytuacja zmusi do znalezienia pracy, to na pewno nie byłoby łatwo i po dłuższym czasie czułabym się pewnie bardzo sfrustrowana. W obu sytuacjach byłabym osobą nie pracującą a samopoczucie miałabym pewnie bardzo różne w zależności od sytuacji,
              • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:18
                o to mi chodzi, znam sporo osób, które nie pracują i absolutnie nie mają z tym problemów bo robią inne rzeczy (głownie wychowują dzieci), Ci którzy tej pracy szukają i znaleźć nie mogą już tacy szczęsliwi nie są.
            • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:21
              Ale ja własnie piszę z perspektywy własnego doświadczenia. Żałuję, że tak się kiedyś przejmowałam brakiem pracy, że czułam się gorsza, gdy ktos mówił: jeszcze w domu siedzisz??? z trzyletnim dzieckiem...itd. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że to, co robię w domu tez jest coś warte, właściwie nie do przecenienia. Ja jestem coś warta. A praca sama przyjdzie. I natychmiast po zmianie myślenia praca przyszłasmile
              Teraz gdyby mi ktoś próbował wmówić, że mało znaczę bo za malo zarabiam, albo coś w ten deseń, byłby potraktowany asertywnie.
              Dlatego radzę nie przejmowac się tym, co mówia o nas inni, bo nie wiemy jakie im przyświecają intencje. Warto się rozwijać, pracować nad sobą, życ w dobrych kontaktach z innymi, ale przede wszystkim szanować się. I czuć się wartościowym za to, jakim się jest.
              • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:30
                Moja droga po fakcie to każdy jest mądry. Nawet ja big_grin
                ja się całkowicie zgadzam, tylko w praktyce to jest po prostu trudne.
                Ja na takie teksty jak twoje w wykonaniu mojego małżonka, który tak mnie chciał pocieszyć, żebym się tą nieszczęsną pracą nie przejmowała reagowałam agresją i chęcią mordu.
                No niestety. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
                • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:46
                  Nie zrozumiałaś mnie. Sposób myślenia zmieniłam nie mając jeszcze pracy.
                  Chciałam tylko wyjaśnić, że był w moim zyciu moment, kiedy o moim poczuciu wartości decydowali inni ludzie czy brak czegoś, więc po ludzku: znam ten ból.
                  Tylko, ze mnie było z tym moim bólem niewygodnie, więc usunęłam go.
                  • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 16:02
                    Zrozumiałam jak najbadziej, przecież napisałaś wyrażnie. ja pisałam o sobie, nie o tobie.
                    Z tym, że jednak u większości osób ten proces poradzenia sobie z tym problemem jest dośc trudny, ty napisałaś, że go usunęłaś, nie każdy potrafi tak sobie emocje wytrzeć gumką i je usunąć tak po prostu. mam wrażenie, że to jednak jest znacznie bardziej skomplikowane. Nie chcę, żeby to zabrzmiało, że sugeruję Ci, że jesteś prosta jak budowa cepa wink bo ja cały czas piszę w odniesnieniu do siebie i swoich emocji.
                    Akurat mój problem nie polegał na tym co inni pomyślą.
                    Myślisz pade, że jakbyś nie mogła tej pracy znaleźc jeszcze 3 lata to byś dalej tak spokojnie do tego podchodziła?? Ja nie mówię, że tak by nie było, jeśli tak to szczerze podziwiam, bo to jednak sztuka.
                    I powiedz jak tak po ludzki można usunąć "niewygodny ból"?? Bo ja mam wrażenie, że tak od ręki tego nie da się zrobić, powiedzieć sobie, od dziś sie tym i tym nie przejmuje bo te emocje nawet jak sie je gdzieś głeboko schowa, jednak potrafią wyjść. Wydaje Ci się, że przeracowane a tu jednak nie. Jakoś tak mi się wydaje, że wszelkie procesy które dotyczą naszego ja, naszej psychiki, emocji są bardzo trudne.
                    Do takiej postawy pewnie trzeba dojrzeć a nie dojrzejesz na zawołanie, bo ktoś Ci powie, że tak będzie lepiej. Ja wiedziałam, że to co mówił mi mąż jest całkiem rozsądne i sensowne, że ma rację i co z tego jak rozum swoje a emocje swoje. Mi się zmieniło bo zmieniła się sytuacja zewnętrzna.
                    • agaja5b Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 17:48
                      Tez uważam że jest to, o czym piszesz jest bardzo trudne, jeśli nie najtrudniejsze. To proces i to bolesny, zderzenie z własną niemocą, wadami, z popełnionymi wcześniej błędami, z uwikłaniem w konkretne warunki zewnętrzne. Ważna jest wtedy umiejętność bycia dobrym dla siebie, czasem pomóc sobie można właśnie odpuszczając, bo kiedy ciągłe boksowanie się nie przynosi efektu znaczy, że nie w tym problem.
                    • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 23:12
                      Dobrze wyłapałaś Ius, napisałam bzduręsmile
                      Uzyłam potocznego zwrotu: znam ten ból, a potem powieliłam to słowo, przez zaniedbanie.
                      Mogę się tylko wytłumaczyć tym, że w realu jestem gadatliwą osobą, a w piśmie na odwrót, krótko, węzłowatosmile No i czasami nie wyrażam tego, co myślę, bo musiałabym za długo pisaćsmile
                      Nie da się zlikwidować bólu, czy jakiejkolwiek emocji, mozna stłumić, ale one i tak później wychodzą na wierzch, w rózny sposób. Tu się zgadzamy.
                      U mnie wygladało to m/w tak: komentarze osób postronnych działały na mnie bardzo demotywująco i dołująco. Źle się z tym czułam. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, dlaczego to na mnie wpływa. I doszłam do wniosku, że bardziej dobija mnie to, że nie potrafię wyznaczyć granic, nie jestem asertywna, czyli sama z siebie robię ofiarę, a nie dobijają mnie komentarze, bo nikomu nic do tego jak żyję i z czego. Po tej analizie nauczyłam się odpowiednio reagować i problem zniknął. Czyli de facto nie był to problem braku pracy, tylko reakcji otoczenia na moje bezrobocie i mojej reakcji na tę reakcjębig_grin
                      Mój komentarz o zewnątrzsterownym poczuciu własnej wartości odnosił się do postów wyżej, nie do każdej forumki z ematki. Po prostu, z własnego doświadczenia wiem, że są ludzie, których dowartościowują opinie innych i są tacy, którzy sami nadają sobie wartość. To tyle gwoli wyjaśnieniasmile
          • echtom Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:44
            > Czemu Wy macie takie zewnątrzsterowne poczucie własnej wartości???

            Człowiek po prostu potrzebuje pozytywnego feedbacku. Kiedy byłam na planowanym bezrobociu, miałam sporo czasu, by poszturmować po długiej przerwie rynek tłumaczeń literackich. I po kilku odrzuconych próbkach naprawdę chciało mi się ryczeć, że jestem do niczego jako tłumacz, choć wcześniej parę osób oceniło moje przekłady pozytywnie. Potem znalazłam stałą pracę, odpuściłam, ale zgłosiłam się bez przekonania na jeszcze jedną przypadkiem namierzoną ofertę. Wysłałam próbkę, następnego dnia odpisali, że bardzo im się podoba i chcą ze mną współpracować. Poczułam, jak rosną mi skrzydła.
            • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:50
              Tylko dalej nie rozumiem, jak to się ma do poczucia wartości jako człowieka, nie pracownika, nie tłumacza.
              Pracownik, to jedna z ról jaką wykonujemy w życiu. Jedna Z. A nie jedyna.
              • echtom Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:52
                Praca bywa pasją, naprawdę. Przy braku uznania wpada się w syndrom sfrustrowanego artysty wink
                • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 16:00
                  Ale w wątku nie chodzi o tylko pracę-pasjębig_grin O zwykłą pracę też.
                  Ja doskonale rozumiem, że mogłaś się źle czuć. Ale mnie chodziło o coś innego z tym poczuciem własnej wartości. O przeglądanie sie w oczach innych, o "żywienie się" społecznym uznaniem, o uzaleznianie swojego samopoczucia od tego, co myśla o nas inni, albo jak nasze zachowanie zostanie odebrane. To szkodliwe jest, po prostu. A z doświadczenia wiem, że takie myślenie jest powszechne.
                  • echtom Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 19:27
                    >O przeglądanie sie w oczach innych, o "żywienie się" społecznym uznaniem, o uzaleznianie swojego samopoczucia od tego, co myśla o nas inni,

                    Na tzw. ludzkie gadanie jestem odporna, ale jeśli w jakiejś dziedzinie życia, niekoniecznie pracy, dostaję ciągle informację zwrotną, że się nie nadaję, to w końcu zaczynam myśleć, że może coś w tym jest, a to samopoczucia nie poprawia.
                    • pade Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 23:34
                      Echtom, ale ta informacja zwrotna jest po coś. Np. po to by cos poprawić w sobie, w relacjach z innymi, itd, to tylko lekcja, kolejna lekcja życia, a nie powód by uważać, że się do czegos nie nadaje.
                      • maligna567 Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 02:55
                        pade napisała:

                        > Echtom, ale ta informacja zwrotna jest po coś. Np. po to by cos poprawić w sobi
                        > e, w relacjach z innymi, itd, to tylko lekcja,

                        często ta "informacja zwrotna" jest po to, żeby informujący sobie poprawił samopoczucie kosztem informowanego.
              • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 16:40
                wetnę wam się za pozwoleniem, bo wiem co ma jedno do drugiego. Psychika (przynajmniej moja, ale podejrzewam, że nie tylko moja) nie działa jak szafa z osobnymi szufladkami, ale jak system naczyń połączonych. Problemy w jednej dziedzinie wpływają na całokształt. Ról jest wiele, ale człowiek jeden.
              • maugorzata2008 Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 16:49
                > Pracownik, to jedna z ról jaką wykonujemy w życiu. Jedna Z. A nie jedyna.
                A mało to ludzi próbuje wpędzić innych w kompleksy, bo nie są "perfekcyjną panią domu"? albo mają 5kg nadwagi? albo głupie dzieci? albo nie mogą znaleźć męża? Jak wypadasz słabo w jednej roli życiowej, to często masz z tego powodu kompleksy i obniżone poczucie własnej wartości i to nawet nie musi być obiektywnie słabo, wystarczy, że sama uwierzysz, że jest słabo.
                Ja już prędzej rozumiem, jak babka się zadręcza niemożliwością znalezienia pracy, niz jak facet się zdręcza małym kutasem.
    • nabakier Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:54
      Oczywiście, że nie. 90% społeczeństwa nie wykonuje pracy według ich możliwości, zainteresowań, sprawiedliwości, czeto-tam-jeszcze. Większość z nich jest ściągana przez pracę w dół: praca ich nie rozwija, bywa że mają poczucie bezsensu ich pracy. Ale pracują -dla pieniędzy.
    • chipsi Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 13:56
      Zadania nie wykonam gdyż każda sytuacja nie daje pełnego obrazu. Może Stefa ma tylko przerwę w pracy, może Magda zarabia kokosy "po znajomości" a Mariola swoje przepija?
      A co do samooceny - niestety, dziś jeśli nie pracujesz ludzie nie traktują cię poważnie, jeśli do tego nie robisz nic, nie rozwijasz się itd - tracą do ciebie szacunek. Oczywiście tak jak już napisałam - nie można określić człowieka wyłącznie poprzez to czy teraz pracuje i za ile.
    • kamelia04.08.2007 baby sa jakies durne, 31.01.13, 14:22
      zwłaszcza niektóre ematkowe.

      Tutaj jednej z drugą imponuje Magda, bo zapieprza 12 godz. w korporacji, chodzi na "lancz", a do komórki mówi "jes, jes". dzieci widzi co najwyżej godzine dziennie, ale jest z niej pani. Ot, społeczeństwo aspirujące.
      W rzeczywistości kobiet na wysokim stanowisku, z odpowiedzialna i jednoczesnie kształtująca praca jest niewiele na ematce. One nie maja czasu i ochoty na takie pierdoły.
      Zdecydowana wiekszośc, to reszta.

      Zazdrośc budzi Stefa, bo nie dosc, że "nic nie robi", to jeszcza kasa sama przychodzi. To tez raczej nie ematka.

      Sylwia jest mniej wiecej obrazem ematki. Nie chodzi o kase i najnizsza krajowa, ale o to, ze jest to sa trybiki wiekszych układów. To sa szare urzedniczki, pracownice administracji, panie dziekanatowe, panie sprzedajace ubezpieczenia. Pracuja - z konieczności - na utrzymanie siebie i rodziny, na spłacenie kredytu i opłacenie szkoły dziecku. Nie ma jej w domu od rana do wieczora. Sylwii imponuje ta Magda z korporacji, a gardzi Beata i Stefą.

      Stefa - wróg nr 1 , bo to wg. ematki "garkotłuk, drób domowy, ptactwo domowe, nieudacznica, która do niczego sie nie nadaje, szukała pracy i poniosła kleske, bo za głupia" (rózne cytaty z ematki). A Stefa wyjdzie z dziecmi na spacer, na plac zabaw, zaprowadzi na sport, spotka sie z innymi matkami, pojdzie na swoj sport, pojedzie z dzieciakami na wystawe....

      Beata - biedna i chora, wykluczona ze społeczeństwa. Niewidzialna dla e-matki.


      >
      > I sie zastanawiam, czy serio uzalezniacie wartosc innych ludzi od tego czy maja
      > prace?


      tak, tu na tym forum tak. Ja jestem tą Stefą, ile sie wyzwisk i poniżenia nasłuchałam, że zona przy męzu, że sama nic nie umiem, itd., itp....
      • anias29 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 14:48
        > Stefa - wróg nr 1 , bo to wg. ematki "garkotłuk, drób domowy, ptactwo domowe, n
        > ieudacznica, która do niczego sie nie nadaje, szukała pracy i poniosła kleske,
        > bo za głupia" (rózne cytaty z ematki). A Stefa wyjdzie z dziecmi na spacer, na
        > plac zabaw, zaprowadzi na sport, spotka sie z innymi matkami, pojdzie na swoj s
        > port, pojedzie z dzieciakami na wystawe....


        pracując zawodowo również wykonuję te wszystkie czynności plus kilka innych, do tego mam czas jeszcze studiować zaocznie... nie wiem, skąd to przekonanie, że matki "pracujące" nie mają czasu dla siebie i dla rodziny heh
        • kamelia04.08.2007 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 14:57
          anias29 napisała:

          > A Stefa wyjdzie z dziecmi na sp
          > acer, na
          > > plac zabaw, zaprowadzi na sport, spotka sie z innymi matkami, pojdzie na
          > swoj s
          > > port, pojedzie z dzieciakami na wystawe....

          >
          > pracując zawodowo również wykonuję te wszystkie czynności plus kilka innych, do
          > tego mam czas jeszcze studiować zaocznie... nie wiem, skąd to przekonanie, że
          > matki "pracujące" nie mają czasu dla siebie i dla rodziny heh



          a ty jak pan bóg: jedna, ale w trzech osobach?

          jaaasne, wychodzisz o 7-8 do pracy, wracasz do 17-18 najwczesniej, i jeszcze wyjdziesz z dziecmi na spacer, zaprowadzisz na sport, potem sama pójdziesz na własny sport.
          Wieczorem zasiadziesz z rodzina do kolacji, potem położysz dzieci spac i bedziesz sie uczyc, bo w końcu studiujesz, wiec uczyc się trzeba od czasu do czasu, a nie tylko zaplacic i raz na semestr pojechac po wpis zaliczający.

          taki bajki to naiwynym. tongue_out

          I ty jestes sama we wszytskich miejscach na raz, ze wszystkim zdarzysz, bo ty jestes tak dobrze zorganizowana, hehe
          • anias29 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:17
            > jaaasne, wychodzisz o 7-8 do pracy, wracasz do 17-18 najwczesniej,

            pracę kończę o 15, wracam 15.10 tongue_out
            zaprowadzam dziecko na zajęcia dodatkowe, sama w tym czasie idę na fitnesstongue_out
            wracamy o 17 i jeszcze mamy mnóstwo czasu dla siebietongue_out
            w środy chodzę z dzieckiem do kinatongue_out
            studiuję co drugi weekendtongue_out
            uczę się w nocytongue_out
            kolacji nie jadamtongue_out

            > taki bajki to naiwynym. tongue_out

            tak na marginesie, to są na tym forum osoby, które znają mnie "w realu" i doskonale wiedzą, że to nie bajkitongue_out
            • kamelia04.08.2007 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:29
              kotek, my nie mówimy o półetatu, czy cwierc etatu, tylko o pracy w pełnym wymiarze godzin.

              zajecia w tym samym miejscu i o tej samej porze. Cóz, za błyskotliwe zorganizowanie.
              I jeszcze w nocy studiuje i jestem taka genialna, ach, och....
              Uczelnie tez masz na miejscu? Dojechanie z miejsca na miejsce ciebie nie dotyczy....
              • iuscogens Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:32
                Mało osób ma teraz pracę tuż przy domu, to raczej domena PRL-u. Mieszkam w Wawie i naprawdę nie znam osób, które nie dojeżdząją do pracy. Jedni krócej, jedni dłużej ale to jest jednak norma.
                • anias29 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:54
                  > Mało osób ma teraz pracę tuż przy domu, to raczej domena PRL-u.

                  Mieszkam w Sopocie.
                  Praca - 10 minut od domusmile
                  Uczelnia - 15 minut od domusmile
                  Fitness - 3 minuty od domusmile
                  Szkoła dziecka - pół minuty od domusmile
                  Zajęcia dodatkowe dziecka - 5/10 minut od domusmile
                  Kino, teatr - 15 minut od domusmile
                  I tak dalejbig_grin
              • anias29 Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:57
                kamelia04.08.2007 napisała:

                > kotek, my nie mówimy o półetatu, czy cwierc etatu, tylko o pracy w pełnym wymia
                > rze godzin.

                kotek, pracuję łącznie na cały etat, z czego 3/4 etatu poza domemtongue_out

                > Uczelnie tez masz na miejscu?

                Tak, uczelnię mam w odleglości 1,5kmbig_grin Uniwersytet znaczy siętongue_out

                > Dojechanie z miejsca na miejsce ciebie nie dotyczy....

                Nie dotyczy, w obrębie mojego małego miasta wszędzie dostaję się piechotą.
              • test_it Re: baby sa jakies durne, 01.02.13, 15:08
                Kamelia - do zawiść/zazdrośc/niechęć? Bo nie potrafię rozpoznać?
                To, że TY zajmujesz się tylko domem i dziećmi, nie oznacza, że cała pupulacja kobiet, które chodza do pracy, mają czas tylko na pracę. Jak widac po przykładzie autorki tej wypowiedzi, ma sprzyjającą pracę (w godzinach pewnie 7-15) i pewnie mąż dzieli z nia obowiązki, ale tak, możliwe sa takie cudawink
                • kamelia04.08.2007 Re: baby sa jakies durne, 01.02.13, 18:38
                  wiesz co tutaj każda taka Zosia samosia, co to i studiuje, i pracuje, i dziecmi się zajmuj, i na spacer chodzi, i do kina, i do teatru, i na basen.

                  A potem sie okazuje, że wszystko jest na półgwizdka i raz na ruski rok.

                  Takie cuda to mozna w internecie opisywac do woli. Zreszta ona sama przyznała, że nie pracuje na cały etat.
      • kon_tro_janski Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 15:11
        tak, tu na tym forum tak. Ja jestem tą Stefą, ile sie wyzwisk i poniżenia nasłu
        > chałam, że zona przy męzu, że sama nic nie umiem, itd., itp....


        prawda. sama widzialam te ataki.
        jeszcze jedna forumke tu wyzywano, niejaka gabi.
        tej tez sie oberwalo i to tylko dlatego, poniewaz "siedzi" w domu z czworka dzieci.
        rzeczywiscie z czworka dzieci mozna sie "nasiedziec".
      • nabakier Re: baby sa jakies durne, 31.01.13, 17:35
        Kamelia, nigdy ode mnie. Ja też nie pracowałam wychowując małe dzieci i wysoko cenię kobiety, które to robią. I też mnie oburza jazda po nich.
    • 0ldjoanna Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:52

      zacytuję tu swoje słowa innego wątku:
      Jak wąskie trzeba mieć horyzonty, by posiadanie "własnego świata" uzależniać tylko od chodzenia do pracy zawodowej, nawet najpodlejszej ...
      Dla mnie to jakiś kosmos, niepojęte uncertain
      • naomi19 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:59
        Taka mądra, że aż siebie cytuje big_grin
        • 0ldjoanna Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:46
          naomi19 napisała:

          > Taka mądra, że aż siebie cytuje big_grin

          żebyś wiedziała, wielbicielko nikiszowca big_grin
          • naomi19 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 23:29
            Fakt, uwielbiam zabytkowe dzielnice.
      • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:00
        To jest też inna sprawa, jedni się nudzą sami ze sobą i potrzebują pracy, żeby im zorganizowała dzień, bo inaczej czas im będzie przciekał przez palce. Inni spokojnie sobie wykorzystają ten czas na coś fajnego.
        Tylko, że mam wrażenie, że to inna kwestia niż np. taki dół z powodu tego, że nie mozna znaleźć pracy.
        Czym innym jest niepracowanie z własnej woli, czym innym jest niepracowanie bo nie możesz tej pracy znaleźć, prawda??
        • cherry.coke Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:06
          iuscogens napisał:

          > To jest też inna sprawa, jedni się nudzą sami ze sobą i potrzebują pracy, żeby
          > im zorganizowała dzień, bo inaczej czas im będzie przciekał przez palce. Inni s
          > pokojnie sobie wykorzystają ten czas na coś fajnego.
          > Tylko, że mam wrażenie, że to inna kwestia niż np. taki dół z powodu tego, że n
          > ie mozna znaleźć pracy.
          > Czym innym jest niepracowanie z własnej woli, czym innym jest niepracowanie bo
          > nie możesz tej pracy znaleźć, prawda??

          To chyba chodzi nie tyle o prace jako taka, tylko o to, ze czlowiek ogolnie raczej chce byc uzyteczny. Jesli siedzi na bezrobociu, to uzyteczny nie jest, wiec zle sie czuje. Jesli ma plany inne niz praca (chowa stadko dzieci, dziala spolecznie itp), to sie czuje uzytecznie i bez pracy.
          • maligna567 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:45
            Gazet nie czytasz? Wystarczy, że jesteś hetero i już jesteś użyteczna. Nieużyteczni to są geje, niezależnie od tego, czy pracują czy nie.
      • roodolff Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:12
        Pracuję, ale przyznam, że dziwią mnie wypowiedzi, że nie mając pracy, nie ma o czym rozmawiać (z mężem, koleżankami...) Ani z mężem, ani ze znajomymi nie rozmawiam o pracy. Czasem, jak muszę się wyżalić, ale niezbyt często. Mąż pracuje w tak wąskiej specjalizacji, że tłumaczenie nowym znajomym, czym się zajmuje trwa z pół godziny - jak miałby gadać na ten temat z kimś kto nawet nie wie, że istnieje taki zawód jak jego (dopóki go nie pozna wink ). Mnie w pewnym stopniu obowiązuje tajemnica zawodowa.
        Gadamy o tym, co się dzieje na świecie, filmach, książkach, nauce, religii, czasem dzieciach, związkach... Ok, czasami plotkujemy smile ale też nie o pracy. Czy ktoś może mi wyjaśnić związek między pracą zawodową a brakiem tematów do rozmów? tongue_out
        • iuscogens Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:16
          Bo jak ktoś normalnie nie ma tematów do rozmowy to może przyjamniej gadać o pracy smile
    • naomi19 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 14:58
      > Uszereguj panie od najmniej do najwiecej wartej:
      Najmniej wartościowa jest dla mnie osoba niepełnosprawna, bo nie robi nic. Z racji zawodu znam wiele osób niepełnosprawnych, które pracują, trenują, ogólnie są aktywne. Oczywiście wykluczam tu osoby na rencie, lub które do jakiejkolwiek pracy są po prostu niezdolne.

      Magda i Sylwia są najbardziej wartościowe, pracują legalnie, odprowadzają podatki, szafa gra.

      Ta co siedzi z dwójką dzieci- no nie wiem, dziecko 3-letnie to już chyba powinno być w przedszkolu? Ja na jej miejscu już bym kombinowała z pracą, a przynajmniej szukała na spokojnie.

      Mariola musi się bardzo nudzić w życiu, ale może lubi? Jej sprawa. Rozumiem, że mąż pracuje, a nie biorą z MOPSU.

      > a) Mariola - siedzi w domu, pieniadze ma z wynajmu nieruchomosci
      > b) Sylwia - pracuje na kasie za najnizsza krajowa
      > c) Stefa - siedzi w domu z dwojka malych dzieci (1 i 3 lata)
      > d) Beata - niepelnosprawna, siedzi w domu
      > c) Magda - pracuje 12 godzin dziennie na kierowniczym stanowisku, zarabia kokos
      > y

      A ode nie mądry tekst, który wyjaśnia coś w tej kwestii.
      dezyderata.ovh.org/
      • kon_tro_janski Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:08
        > Ta co siedzi z dwójką dzieci- no nie wiem, dziecko 3-letnie to już chyba powinn
        > o być w przedszkolu?


        pani naomi zapomniala , ze jest jeszcze roczne dziecko.


        kolezanka ma trojke dzieci, gdzie najstarsze ma 9 lat, najmlodsze 2 lata.
        nikt nie chce jej zatrudnic, poniewaz ma dzieci i nieistotne jest to, ze najmlodsze chce oddac do zlobka, maz pracuje 8 godzin, wiec z opieka nad dziecmi nie byloby problemu.
        na haslo " dzieci" potencjalni pracodawcy milkna i nie kwapia sie do jej zatrudnienia.

        wczesniej pracowala zaraz pomacierzynskim wracala do pracy.
        czy ona jest kims, kto nie przedstawia soba zadnej wartosci? czy jest nikim?

        zanim zaczniesz oceniac kobiete, ktora "siedzi" w domu z dwojka dzieci, pomysl chwile, zanim zaczniesz wypisywac glupoty.

        • naomi19 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 23:32
          oj, Yennusia zmieniła nick? big_grin
          jesli tak, to nie dziwię się, że zabolało big_grin big_grin big_grin
          • kon_tro_janski Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 08:16
            naomi19 napisała:

            > oj, Yennusia zmieniła nick? big_grin
            > jesli tak, to nie dziwię się, że zabolało big_grin big_grin big_grin


            no prosze, czego to sie czlowiek z ematki moze dowiedziecsmile
      • kamelia04.08.2007 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:11
        naomi19 napisała:

        > > Uszereguj panie od najmniej do najwiecej wartej:
        > Najmniej wartościowa jest dla mnie osoba niepełnosprawna, bo nie robi nic. Z ra
        > cji zawodu znam wiele osób niepełnosprawnych, które pracują, trenują, ogólnie s
        > ą aktywne. Oczywiście wykluczam tu osoby na rencie, lub które do jakiejkolwiek
        > pracy są po prostu niezdolne.

        a ty myslisz, że na niepełnosprawych to tak czekaja z otwartymi rekami w tej pracy?
        ulgi-srulgi, ale niepełnosprawni nie maja lekko.



        > Ta co siedzi z dwójką dzieci- no nie wiem, dziecko 3-letnie to już chyba powinn
        > o być w przedszkolu? Ja na jej miejscu już bym kombinowała z pracą, a przynajmn
        > iej szukała na spokojnie.


        a tu dziecko przedprzedszkolne, to schowa do zamrażarki, czy do szafy, jak pójdzie szukac tej pracy?
    • zielonelato Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 15:20
      Ludzie czesto dowartościowują się kosztem innych. Niejedna ematka chodzi do nielubianej pracy i stresujacej , bo musi. Musi hoiazby płacić miniratkę bankowi, gdy mąz samodzielnie nie jest w stanie utrzymać rodziny. O tych co pracę zwyzajnie lubia i zarabiają dodatkowo kokosy nie piszę, bo to temat na inny rozdział. Ale taka ematka bedzie gardzić i szydzić na forum z tej , która nie pracuje, jest wg niej nic nie znaczącym w społeczeństwie garkotłukiem. A sama bedzie miec biegunkę co rano ze stresu co też znów ją czeka "miłego" w pracy. Dlatego łatwiej bedzie się jej "wyżyć" na takiej Stefie. To nic , że taka Stefa moze miec męza , który utrzyma rodzinę na znośnym poziomie, to nic, ze Stefa dostanie w spadku , jako zabezpieczenie na starośc mieszkanie ponp. roidzicach, to nic, ze Stefa ma może kawałek działki, którą moze sprzedac i lepsze to zabezpieczenie niż obiecane "kokosy" z zusu. Ważne, ze Stefa to garkotłuk i głupia pipa.

      Kazdy przypadek jest indywidualny, ktos może nie praować, a miec spokojne zycie z róznych powodów. Ot chociażby nasza obecna pani przezydentowa nie pracowała, a jakoś ostracyzm społeczny jej nie dotyczy. Mąż był w stanie utrzymać ja i 5 dzieci i nikt głodny nie chodził.
      Ja nie dzielę ludzi na pracujacych i niepracujących, szacunek nie zalezy od tego, ile kto zarabia, jak duzo wysiedział dupogodzin i jak bardzo jest majetny. Człowieka oceniam na podstawie JAKI jest a nie KIM jest i co robi.
    • josef_to_ja W przypadku faceta praca jest bardzo ważna. 31.01.13, 17:16
      Dla większości kobiet facet fajny to facet zawodowo zaradny. Wrażliwy i uczciwy hipis idealista niebieski ptak, zamiatacz ulic, urzędnik z niską pensją nie będą dla kobiety dobrymi partiami, bo nawet sami by się w pojedynkę nie potrafili utrzymać.
    • whitney85 Re: Praca miara wartosci czlowieka 31.01.13, 19:26
      Ja staram się nie oceniać ludzi na podstawie tego, co robią. Znam osoby na prawdę głupie z dobrą pracą i zarobkami oraz mądre i miłe bez pracy. Niestety czasem i tak łapię się na tym, że z większym szacunkiem spoglądam na osoby, kiedy dowiaduję się, że wykonują pewne zawody.
    • panirogalik Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 09:38
      Zauważyłam takie myślenie wśród ludzi o stosunkowo niewielkich lub średnich dochodach w rodzinie. Znam trochę rodzin naprawdę dobrze sytuowanych i tam kobiety, żony zupełnie bez kompleksów nie pracują.
    • maligna567 Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 15:28
      mnb0 napisała:

      > Tak sobie czytam w roznych watkach takie kwiatki:
      >
      > "Nieraz mi się wydaje, że zrezygnowałabym [z pracy], ale gdy byłam przez rok w
      > domu ( urlop zdrowotny) to myslałam, że wpadnę w depresję. Chyba żle bym się cz
      > uła, taka mniej warta"
      >
      > "Niedługo minie rok... a ja nadal bez pracy. Czuje się taka bezwartościowa i
      > nieprzydatna
      "
      >
      > "oferta może jest kiepska [praca stojąca, na 2 zmiany, płaca najniższa krajowa,
      > musiałaby o 4 rano wyjechać z domu] ale miałaby pracę i wynagrodzenie (a ja od
      > siebie dodam, ze także składki emerytalne i linijkę w cv a także ten cholerny
      > szacunek w społeczeństwie).

      bo wiadomo, że więcej wart powinien się czuć człowiek, któremu dzień upływa tak:

      Nie mam już siły siedzieć w pracuni. Usnę zaraz... Pracunię mam taką, że muszę być. Tzn. jak mam co robić to robię, a jak nie mam, to sobie siedzę i czekam, bo może będzie co robić. A to mejlik wpadnie jakiś, a to ktoś przyjdzie o coś zapyta, papierek jakiś przyniesie...

      No i ostatnio posucha na maksa...

      Wiem, mogę się dokształcać w temacie albo poza tematem, czytać ebooki i takie tam, ale tak się rozleniwiłam na maksa. Skaczę tylko z emamy na facebooka i z facebooka na pudla i z pudla na emame. Szału można dostać.

      Jeszcze tylko godzinka. O 15:30 mamy copiątkową loterie, gdzie można wygrać butelkę wina, i zaraz po losowaniu lecę do domku.

      Tak wam to chciałam tylko napisać, zupełnie bez związku z niczym...


      Prawda, że w porównaniu z taką odpowiedzialnością, niewątpliwą kwalifikacją i w ogóle, to kobieta prowadząca dom i wychowująca dzieci jest niczym niewartym szacunku? (do autorki powyższych wynurzeń nic nie mam, nie jej wina, że pracodawca potrzebuje kogoś, kto będzie siedział na pudlu i losował wino).
    • falka_85 Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 17:34
      Ja mam do pracy takie trochę "pozytywistyczne" podejście i uważam, że każdy człowiek powinien pracować i jest to (z pewnością nie jedyna) miara wartości człowieka. Przy czym pracować nie znaczy koniecznie "zarabiać pieniądze", praca to również zajmowanie się małym dzieckiem, działalność społeczna, charytatywna, każdy wysiłek podejmowany, nie wyłącznie dla przyjemności, ale po to by coś zdziałać, osiągnąć. Jakoś nie wydaje mi się, żeby leżenie do góry brzuchem i snucie się z kąta w kąt, conocne bar-tour itd. było ideałem, do którego ludzie jako społeczeństwo powinni dążyć.
    • edelstein Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 19:27
      Interesujace.Na moim przykladzie,nie pracowalam,bo utrzymywal mnie byly,moim zajeciem bylo dziecko.Od forumek uslyszalam garkotluk,nierob,utrzymanka.Dziecko poszlo do przedszkola,ka do pracy,choc nie musze.I z kolei uslyszalam,ze zaniedbuje dziecko,dziecko ktore jest w tyn czasie w przedszkolu.Zak wiec czy bym pracowala czy nie ktos sie tu oburzy.
    • czujny.czajnik Re: Praca miara wartosci czlowieka 01.02.13, 22:20
      Moim zdaniem praca jako wartość jest trochę przeceniania, uważam, że są bardziej wartościowe lub wzbogacające człowieka rzeczy, np.wychowywanie dzieci, spędzanie czasu z rodziną, albo chociaż bieganie boso po łące. Natomiast brak pracy, zwłaszcza, jak się tej pracy szuka i znaleźć nie może, a jest to stan przedłużający się, znacząco wpływa na samoocenę. I na tę samoocenę mają wpływ zarówno źródła zewnętrzne, jak :rodzina/znajomi, którzy ciągle wypytują "szukasz pracy? jak idzie?" lub "kiedy zamierzasz iść do pracy", albo niedoszli pracodawcy, którzy najpierw zapraszają na rozmowę, a później nawet nie raczą poinformować, że cię nie przyjmą, w końcu przez takie małe rzeczy człowiek zaczyna czuć się traktowany nieco instrumentalnie. Do tego dochodzi jeszcze nadawanie znaczenia otaczającej rzeczywistości przez bezrobotnego, np. w przychodni proszą o dowód ubezpieczenia, podajesz świstek z up i wydaje ci się, że recepcjonistka myśli sobie "co za patologia", poza tym, jak sobie pomyślisz, że na studiach kułaś całe dnie i noce i całe lata, a teraz odrzucają cię ze stanowiska ds. parzenia kawy i pisania w wordzie, to jest ci po prostu przykro.
      Ale jak się nie szuka pracy to brak tejże nie musi wpływać na samoocenę w najmniejszym stopniu.

      A czy inni uzależniają wartość człowieka od tego, czy pracuje? Ludzie różnie mają, ja np. raczej nie, ale zależy, czym się ktoś zajmuje - jak siedzi na tyłku i pije piwo, w żaden sposób nie wspomagając społeczeństwa, to rzeczywiście jego wartość w moich oczach spada.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja