kikimora78
04.02.13, 09:21
No właśnie. Zdębiałam wczoraj i w końcu nic nie zrobiłam, ale do rzeczy:
Odwiedzili nas znajomi z półtorarocznym synkiem, moja Wandeczka jest o 4 mce młodsza. Dzieci bawiły się każde w swoim kącie, ale co jakiś czas chciały tą samą zabawkę i była awantura. Synek znajomych jest sporo większy, więc w wyrywaniu Wanda nie miała szans. No i oczywiście płacz.
No i nie wiedziałam co zrobić, znajomi zresztą też nie - wszystkich jakoś wcięło. Czy zabrać gościowi i oddać właścicielowi, czy odwrotnie, czy pozwolić na próbę sił? Ale wtedy Wanda zawsze jest przegrana.
Wytłumaczyć zasad "dzielenia się" na razie się nie da - moim zdaniem dzieci są jeszcze za małe. Tzn. można tłumaczyć, owsze, ale nie zmieni to faktu, że będzie płacz i przykro i poczucie poszkodowania.
A potem mój mąż powiedział, że powinniśmy zawsze stawać po stronie Wandy i opowiedział historię, jak miał może ze 4 lata i nowe organki. Do jego rodziców przyszli sąsiedzi z dzieckiem, mały sąsiad bawił się organkami i było ok., a przy wyjściu awantura, że on chce te organki zabrać. I męża ojciec dał mu te organki, a jak mój mąż zaprotestował, że to jego, to jeszcze dostał w dupę. Historia jakich wiele, ale mąż do tej pory to pamięta i jak mu było przykro, bo to były JEGO organki.
No i wg. mojego męża, zawsze pownniśmy stać po stronie Wandy, i po prostu odebrać Wandy zabawkę innemu dziecku i oddać Wandzie, jeśli ona chce. No ale moim zdaniem wtedy trochę głupio względem znajomych, że zabieram ich dziecku zabawkę i zostawiam we łzach. Ale z trzeciej strony, co mam robić - patrzeć jak moje dziecko płacze za swoją zabawką.
Oczywiście w grę wchodzi odwracanie uwagi i takie tam, i to się oczywiście stosuje czasami i czasami nawet działa, ale tu chodzi mi konkretnie: po czyjej stronie stanąć i jak to zrobić dyplomatycznie