hakeldama
06.02.13, 15:45
Kiedyś już tu o niej pisałam. W tym miesiącu kończy 29 lat i od 10 lat studiuje. Obecnie jest na 4 roku (kierunek związany z medycyną). W całym życiu pracą zawodowa się nie skalała. Utrzymują ją rodzice, wynajmują jej kawalerkę - żeby miała dobre warunki do nauki, a moja matka nadal (!) robi jej pranie. W kawalerce jest pralka, a jakże. Tylko ona taka biedna, że nie ma czasu se prania zrobić. A że studiuje 150 km od rodzinnego domu, to przysyła te brudy w paczkach pocztą.

Serio, serio. Przebywam aktualnie z wizytą w rodzinnym domu, matka właśnie na pocztę pognała z paczką czystych, coby jej odesłać. Ręce mi opadły. Mama nie jest nudzącą się emerytką i zapytana, dlaczego nie huknie i nie pogoni córuni, żeby sama uprała, mówi - a wiesz, ja już wolę uprać, bo jak ona się za to zabierze sama, to te ciuchy będą leżały w tej pralce aż zgniją i będą do niczego i będziemy musieli kupić jej nowe. Tata nie widzi w tym nic dziwnego, w końcu trzeba dopingować pociechę, żeby skończyła te studia, bo znowu nie zda egzaminów, bo musiała sobie pranie wstawić (tak się tłumaczyła ostatnio, że nie ogarniała jednocześnie nauki i obowiązków typu umyj się, ubierz, przygotuj ciuchy, zrób sobie coś do jedzenia.) Czarno przyszłość widzę i wygadać się chciałam.