atoness
13.02.13, 15:46
Podpowiedzcie, bo ja wyjścia nie widzę. Mam bardzo bliską koleżankę z obsesją na punkcie jedzenia. Wie o tym, ale leczyć się absolutnie nie pójdzie, bo akurat ten pogląd na odżywianie, który wyznaje obecnie, jest jedynym słusznym i teraz już będzie dobrze. Tak samo jak siebie żywi dziecko, lat osiem. I o to dziecko głównie mi chodzi. Często u nas bywa, więc mam trochę obserwacji. Niewiele wolno jej jeść. Daję jej coś do jedzenia, a ona ma łzy w oczach, dziękuje wylewnie, mówi, że jestem najlepszą ciocią na świecie, chce być moją córką, a mojego syna, z którym się przyjaźnią od zawsze, siostrą. Bo mama na nic nie pozwala, a ja pozwalam. Biję się z myślami, czy koleżance o tym powiedzieć. Bo właściwie jestem pewna, że nic się nie zmieni. Jest jeszcze tata, i z nim byłoby łatwiej o tym rozmawiać, ale takie próby już podejmowałam. Nic to nie dało, bo owszem, trzeba coś zrobić, ale jak przyszło do konkretów, to się wycofał. Wygląda to na klasyczne współuzależnienie. Niedawno pogadałam sobie z naszą wspólną koleżanką, której córka chodzi z córką tamtej do szkoły. I oto czego się dowiedziałam: mała próbuje zamieniać się z dziećmi na drugie śniadanie, prosi je o jedzenie, prosi o kubki po serkach i wylizuje je (żadnego nabiału absolutnie jeść nie wolno), jest gotowa zrobić wszystko dla kogoś, kto kupi jej w sklepiku cukierka. Dupsko mi ścierpło. Próbuję sobie wyobrazić taką rozmowę i efekty. Widzę jeden: dziewczynka zostanie poinformowana, że Bóg widzi, że oszukuje rodziców, i to się dla niej źle skończy. Nasłucha się o kalaniu duszy. Moim zdaniem zaburzenia odżywiania są nieuniknione. U małej. Miała już łaknienie spaczone, co dobrze nie wróży. Może ktoś ma jakiś pomysł? Jakieś doświadczenia? ktoś mnie oświeci genialną myślą?