asia_i_p
16.02.13, 21:45
Generalnie jesteśmy szkołą, w której nie ma poważnych problemów z zachowaniem uczniów. Zdarzają się klasy bardziej rozgadane, z lekka unikające edukacji, z nadmiernym poczuciem humoru - ale raczej trzymają się w szeroko pojętej normie.
Z wyjątkiem jednej klasy. Nie uczę jej, ale ponieważ mają lekcje w moim gabinecie, kiedy ja mam okienko i coś sprawdzam albo przygotowuję w czytelni obok, to słyszę, co robią na niemieckim. I trzymam się rozmaitych mebli, żeby nie wpaść i nie rozgonić towarzystwa, bo wiem, że dla germanistki to byłoby bardzo nieprzyjemne.
Powiedzcie mi, jak ja to mogę poprowadzić, żeby tych, za przeproszeniem, chamów, usadzić, a jej nie upokorzyć i nie narobić jej kłopotów. Oni do niej w zasadzie nic specjalnie chamskiego nie mówią, ale odzywają się do niej skandalicznym tonem, a między sobą wymieniają chamskie uwagi (ostatnio o temperaturze swoich, cytuję, "fiutów") nie przejmując się ani jej obecnością, ani obecnością swoich koleżanek.
Jeżeli zacznę jakieś oficjalne skargi na nich do dyrekcji czy nawet do wychowawcy, wszystko sprowadzi się do tego, co sama pamiętam z początków swojej kariery szkolnej "że inni się nie skarżą" i zrobi się z tego sąd nad umiejętnościami pedagogicznymi germanistki, a tego ja nie chcę. Uważam, że ocenianie kobiety po tym, jak sobie radzi z chamami, którzy sobie do niej pozwalają, bo im niewiele może zrobić (przedmiot niematuralny), jest nie w porządku. Uważam, że dopóki jedno z naszego grona ma z nimi problem, to wszyscy mamy z nimi problem - zwłaszcza, że kibluję w czytelni, kiedy ta sama germanistka ma lekcję z innymi klasami i inne klasy po niej tak nie jeżdżą. To nie wygląda na jakąś jej szczególną nieporadność, tylko na problem z tym jednym zespołem klasowym.
Powiedzcie mi, co ja z tym mogę zrobić, bo mi żal i germanistki i dziewczyn z tej klasy, spokojnych, kulturalnych, niezbyt lotnych, które mają dodatkowo naukę utrudnioną przez swoich kolegów. No i mam wrażenie, że zwyczajnie jestem niereagującym świadkiem autentycznej przemocy.