Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka?

21.02.13, 09:26
Moja córka zachorowała i nie była kilka dni w szkole. No i okazało się że nie tak łatwo pożyczyć zeszyty by mogła uzupełnić zaległości. Poprosiłam sąsiadkę, odparła że podrzuci (chciałam sama wpaść). Nie doczekałam się. Moja mama poszła po zeszyty dla mojego brata (kilka lat temu). Znajoma odparła w drzwiach że jak się komuś nie chce uczyć to jego problem i zamknęła jej drzwi przed nosem. Kuzynce matka koleżanki rzuciła coś o Rumunach żebrzących po domach a bratanicy nikt nie pożyczył książki bo była droga i się może zniszczyć.
Pożyczacie książki koleżankom Waszych pociech czy tez nie i potraficie to logicznie uzasadnić?
    • amoreska Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:30
      Poproś rodzica dziecka, by ci zeskanował potrzebne strony z zeszytu i przesłał mejlem.
      • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:39
        ? Szczesliwie nie mam takich problemow smile Dzieci wszystko maja w szkole a do domu tylko zadanie domowe, ktore jest w osobnej ksiazce, na ogol jest raz w tygodniu lub dwa razy ale jesli sie go nie zrobi z powodu choroby to nie problem, mozna oddac pozniej smile Choroba trwaja catydzien to dlugo, jednak nawet taka absencja raczen nie spowoduje problemu.
    • hot_mama30 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:33
      Jak można nie pozyczyc zeszytu choremu dziecku? jacys nie uzyci Ci rodzice , zadzwoniłabym do pani jakie tematy przerabiali i niech sie uczy z książki i tyle. Reszta niech pocałuje cię w tyłek.
    • gryzelda71 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:37
      Dziecko wraca po chorobie do szkoły z pisemną prośba do nauczycielki,żeby zaznaczyła zaległości.Odrabia i po kłopocie.
      Nigdy nie spotkały nas opisane przez ciebie akcje.
    • joanna_poz Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:37
      w ciagu 3 lat edukacji syn chory był tylko raz.

      mamy na szczęscie w sąsiedztwie dwoje dzieci, od ktorych bez problemu mozemy pozyczyć zeszyt czy ksiązkę.
      poza tym nasza nauczycielka mailem przesyła karty pracy do uzupełnienia, czy info co ma zrobić i co jest ważne - bez przepisywania wszystkiego, jak leci.
      • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 09:41
        Jesli dziecko jest chore i nie moze uczestniczyc w zajeciach szkole to jak ma uczyc sie domu?
        • zoskaonly Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:01
          > Jesli dziecko jest chore i nie moze uczestniczyc w zajeciach szkole to jak ma
          > uczyc sie domu?

          Normalnie. Nie wiem jak Twoje dzieci ale mój syn nie bywał chory aż tak obłożnie, aby nie mógł (a przynajmniej pod koniec chorowania) usiąść do biurka i odrobić lekcji.

          U nas Pani wymaga aby dziecko po powrocie z choroby miało uzupełnione zaległości. Nie ma absolutnie żadnego problemu, aby od któregoś z kolegów/koleżanke z klasy pożyczyć na godzinkę książki/zeszyty (jeśli to jest cały tydzień trwajaca choroba to zazwyczaj pożyczamy w połowie tygodnia i potem drugi raz w weekend) i przepisać co trzeba zrobić i za godzinkę/dwie oddać.
          Jeszcze nie spotkałam się z reakcją, żeby ktoś nie chciał pożyczyć. Może co najwyżej być trudno logistycznie się zgrać, ale mamy na szczęście w pobliżu kilkoro dzieci z klasy więc zawsze od któregoś da się pożyczyć. Ostatecznie dzwonię do któregoś zaprzyjaźnionego rodzica i przez telefon mi mówi co robili.
          • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:39
            zoskaonly napisała:

            > > Jesli dziecko jest chore i nie moze uczestniczyc w zajeciach szkole to ja
            > k ma
            > > uczyc sie domu?
            >
            > Normalnie. Nie wiem jak Twoje dzieci ale mój syn nie bywał chory aż tak obłożni
            > e, aby nie mógł (a przynajmniej pod koniec chorowania) usiąść do biurka i odrob
            > ić lekcji.

            Jesli dziecko nie jest obloznie chore i moze sie uczyc w domu, cos tam przepisywac itd. to znaczy ze powinno byc w szkole. Moje dzieci zostaja w domu tylko gdy maja goraczke, sa nie do zycia, wtedy nie maja sily sie bawic, ogladac tv, grac w gry komp itp. wiec nie moge tez byc w szkole, to max 1-2 dni. Inna sprawa, ze nikt do domu zadnych zaszytow nie przynosi wiec i pozyczac niczego nie trzeba i przepisywac.
            • zoskaonly Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:47
              > Jesli dziecko nie jest obloznie chore i moze sie uczyc w domu, cos tam przepisy
              > wac itd. to znaczy ze powinno byc w szkole.

              O to ciekawe. Jak ma ospę, zapalenie oskrzeli (bezgorączkowe) czy jakąkolwiek inną chorobę (no może poza grypą która zwala z nóg) to może chodzić do szkoły?
              My tego nie praktykujemy.
              I żeby nie było - nie zostawiam w domu dziecka z katarem tylko. Ale choroby są różne, dziecko może czuć się w miarę dobrze, a bardzo zaraża i wtedy jak najbardziej powinno być w domu.
              • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:11
                zoskaonly napisała:


                > O to ciekawe. Jak ma ospę, zapalenie oskrzeli (bezgorączkowe) czy jakąkolwiek i
                > nną chorobę (no może poza grypą która zwala z nóg) to może chodzić do szkoły?

                Ospa jest choroba zakazna i inne postepowanie. Chorby zakazne nie zdarzaja sie czesto. U nas ospa byla u corki i syna w tym samym czasie, do szkoly wrocili po tygodniu. Nie wiem co to jest ezgoraczkowe zapalenie oskrzeli ale tzw. zapalenie oskrzeli moze sie zdarzyc przy infekcji drog oddechowych, o ile nie ma gkraczki a dziecko czuje sie ok. to idzie do szkoly. Generalnie do szkoly ni chodzi sie gdy nie mozna z lozka wstac i tego uczy sie dzieci, w szkolach jak najbardziej. Inne podjscie. A leki przepisane przez lelarzy sa podawane w szkolach i przedszkolach, wiec jesli dzieci moze to idzie.

                > I żeby nie było - nie zostawiam w domu dziecka z katarem tylko. Ale choroby są
                > różne, dziecko może czuć się w miarę dobrze, a bardzo zaraża i wtedy jak najbar
                > dziej powinno być w domu.

                A co to znaczy bardzo zaraza i czym? W przypadku ospy czy innych chorob zakaznycb tak, izolacja wskazana ale w przypadku kataru to juz przesada.
                • zoskaonly Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:42
                  >W przypadku ospy czy innych chorob zakazny
                  > cb tak, izolacja wskazana ale w przypadku kataru to juz przesada.

                  No ale właśnie napisałam, że NIE ZOSTAWIAM w domu dziecka z katarem tylko.
                  Ale zostawiam gdy: ma stan podgorączkowy, gdy ma bardzo duży kaszel, gdy ma biegunkę/wymioty i inne podobne. I o ile faktycznie przy wymiotach raczej trudno coś pisać, o tyle gdy dziecko ma małą gorączkę i czuje się ogólnie w miarę ok - to do szkoły nie idzie, ale popisać coś przy biurku przez pół godziny jest w stanie.

                  • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:55
                    zoskaonly napisała:


                    > No ale właśnie napisałam, że NIE ZOSTAWIAM w domu dziecka z katarem tylko.
                    > Ale zostawiam gdy: ma stan podgorączkowy, gdy ma bardzo duży kaszel, gdy ma bie
                    > gunkę/wymioty i inne podobne. I o ile faktycznie przy wymiotach raczej trudno c
                    > oś pisać, o tyle gdy dziecko ma małą gorączkę i czuje się ogólnie w miarę ok -
                    > to do szkoły nie idzie, ale popisać coś przy biurku przez pół godziny jest w st
                    > anie.

                    No wlasnie tu sie roznimy, bo dla mnie dziecko z kaszlem idzie i takie ktore ogolnie czuje sie ok i mala goraczke tez idzie. Z biegunka i wymiotami zostaje w domu, wraca do szkoly 24h po ustapieniu objawow.
                    >
                    • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:37

                      a ja nie posyłam, ale za to syn ma fajnych kolegów i kolezanki, którzy mają też w porządku rodziców, i nikt nie robi żadnego problemu przy uzupelnianiu materiału z lekcji. A moja wiedza i inteligencja pozwalają mi na osobiste wyjaśnianie dziecku materialu, gdy był nieobecny w szkole (przynajmniej na razie, nie wiem, jak będzie, gdy będa to lekcje z fizyki kwantowej).
                      • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:56
                        iwles napisała:

                        >
                        > a ja nie posyłam, ale za to syn ma fajnych kolegów i kolezanki, którzy mają też
                        > w porządku rodziców, i nikt nie robi żadnego problemu przy uzupelnianiu materi
                        > ału z lekcji. A moja wiedza i inteligencja pozwalają mi na osobiste wyjaśniani
                        > e dziecku materialu, gdy był nieobecny w szkole (przynajmniej na razie, nie wie
                        > m, jak będzie, gdy będa to lekcje z fizyki kwantowej).

                        Moje dzieci tez fajnych kolegow i kolezanki, a moja wiedza i inteligencja pozwala mi na prace jako asystentka nauczyciela, jednak nie ma zadnej potrzeby wyjasniania materialu w domu, uzupelniania lekcji w domu itp. bo to odbywa sie na lekcjach. Do domu nie trafiaja zadne ksiazki ani zeszyty, jedynie praca domowa, ale to raz w tygodniu i raczej nic obszernego i pracochlonnego. Dzieci bardzo chore zostaja w domu, a gdy sie czuja lepiej wracaja do szkoly, absencje chorobowe nie sa czeste i sa krotkie. Dwa tygodnie to juz cos bardzo powaznego musialoby byc.
                        >
                        >
                        >
                        • jowita771 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 18:30
                          Moja córka ostatnio po leczeniu antybiotykiem została jeszcze tydzień w domu, bo takie było zalecenie lekarza. Wiesz, to jednak lekarz, o zdrowiu i leczeniu wie na pewno więcej niż asystent asystenta czy nawet asystent nauczyciela.
                          • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 12:28
                            jowita771 napisał:

                            > Moja córka ostatnio po leczeniu antybiotykiem została jeszcze tydzień w domu, b
                            > o takie było zalecenie lekarza. Wiesz, to jednak lekarz, o zdrowiu i leczeniu w
                            > ie na pewno więcej niż asystent asystenta czy nawet asystent nauczyciela.

                            Nie interesuja mnie zalecenia twojego lekarza, zalecenia lekarzy tu gdzie mieszkam owszem maja dla mnie znaczenie i sa inne niz u ciebie smile
                    • ala1262 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 14:24
                      No wlasnie tu sie roznimy, bo dla mnie dziecko z kaszlem idzie i takie ktore og
                      > olnie czuje sie ok i mala goraczke tez idzie

                      z goraczka, nawet mala (ile znaczy? 37,5-38?) i kaszlem wysylasz do szkoly?
                      winszuje.
                      moze wrzuc sobie w gogle zapalenie mesnia sercowego a przeziebienia
            • mama-osama Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:01
              Mój syn miał ostatnio szkarlatyne. Bardzo źle czuł przez 4dni a zwolnienie z zajęć (od lekarza) miał na 2 tygodnie. Telefonicznie dowiadywałam się do której strony uzupełnić ćwiczenie i książkę i robił na bierząco. W ostatni weekend sam pożyczył zeszyty. Wszystko bez problemu.
              -
              Pozdrawiam smile Lidka, mama Patryka ,Maryjki, Pawła i Natalki
              • zoskaonly Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:45
                >Bardzo źle czuł przez 4dni a zwolnienie z za
                > jęć (od lekarza) miał na 2 tygodnie.

                No dokładnie o to mi chodzi. Nie zawsze i nie przez cały okres chorowania dziecko czuje się bardzo źle.
                • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:05
                  zoskaonly napisała:

                  > >Bardzo źle czuł przez 4dni a zwolnienie z za
                  > > jęć (od lekarza) miał na 2 tygodnie.

                  A czym lekarz uzasadnil dwutygdniowa izolacje od zajec w szkole skoro dziecko czulo sie zle 4 dni?

                  > No dokładnie o to mi chodzi. Nie zawsze i nie przez cały okres chorowania dziec
                  > ko czuje się bardzo źle.

                  No ale jesli ni czuje sie bardzo zle i nie pooduje zarazania choroba zakazna to czemu jest w domu a nie w szkole? Np. w naszym przypadku gdy mialy ospe, pierwsze objawy zaczely sie w piatek, przez 3-4 dni gorqczkowaly, potem poczuly sie lepiej ale prze kolejne 2 dni wychodzily im nowe mrosty, potem przestaly i czyli w piatek-sobote po 6 dniacb juz nic nowego nie wyskoczylo a to co bylo sie zasuszalo, do szkoly wrocili w poniedzialek, choc zanim krosty zniknely calkowicie minely kolejne 3-4 tygodnie.

                  • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:14

                    jeżeli moje dziecko ma anginę, to do szkoły nie chodzi przez cały okres brania antybiotyku (czyli tydzień), a lepiej już się czuje po 2 dniach, więc spokojnie wtedy może uzupełniać ćwiczenia i zeszyty.
                    • najma78 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:24
                      iwles napisała:

                      >
                      > jeżeli moje dziecko ma anginę, to do szkoły nie chodzi przez cały okres brania
                      > antybiotyku (czyli tydzień), a lepiej już się czuje po 2 dniach, więc spokojnie
                      > wtedy może uzupełniać ćwiczenia i zeszyty.
                      >
                      A moje wraca do szkoly po dwoch dniach i tam dostaje dawke antybiotyku, spokojnie korzysta z lekcji smile corka miala kiedys infekcje ucha, dostala antybiotyk, lekarz powiedzial ze jesli bolu rano nie bedzie i goraczki moze isc do szkoly, tak sie tez stalo, miala antubiotyk 7 dni a w szkole byla codziennie, tzn. polowe pierwszego dnia nie byla, bo bardzo zle sie czula i zabralam ja do domu a potem miala wizyte u lekarza.
          • imasumak Pani nie ma prawa czegoś takiego wymagać 25.02.13, 13:48
            "U nas Pani wymaga aby dziecko po powrocie z choroby miało uzupełnione zaległości."

            Każde dziecko ma na to tydzień. W skrajnych przypadkach, gdy sobie nie radzi za zaległościami, jest kierowane na zajęcia wyrównawcze.
    • przystanek_tramwajowy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:08
      Moje dziecko w II klasie.
      Wariant 1 - Idę po lekcjach do pani i proszę o informację, co przerobili, co zadane.
      Wariant 2 - Idę świetlicę, gdzie siedzą dzieci z jego klasy - dzieciaki rozgarnięte, życzliwe i chyba mnie lubią, bo zawsze bez problemu wyciągają książki, zeszyty.
      Wariant 3 - Idę do szkoły przed lekcjami i albo od dzieci, albo od pani dowiaduję się, co zadane.
      Wariant 4 - Dzwonię do jakiejś mamy.
      Wariant 5 - Mailuję j.w
    • morgen_stern Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:17
      A wiecie, że jak sięgam pamięcią, to żadna matka koleżanki po zeszyty nie przychodziła... Po prostu się do tej chorej koleżanki szło z zeszytami i tyle. Czasem tylko nauczycielka, jeśli wiedziała o dłuższym zwolnieniu pytała w klasie, czy u XY juz ktoś był.
      • arwena_11 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:20
        U nas albo rodzice skanują lubrobią zdjecia zeszytów i wysyłają mailem, albo ja wpadam do szkoły na przerwie i kseruję w sekretariacie.
        • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:26
          Taa, jak zapytała koleżankę czy mogła by mi wysyłać mailem skany lub fotki z zeszytów córki, gdybyśmy wyjechali na 2 tygodnie (była taka opcja, nie wyszło) to zareagowała jakby ją poprosiła o przywożenie obiadów na drugi koniec europy na koszt własny smile
          Gdzie ja kurde mieszkam? big_grin
          • arwena_11 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:35
            No właśnie nie wiemsmile Dla mnie to nie byłby żaden problem
            Mogę Ci wysłać skany zeszytów moich dzieciwink Do wyboru klasa IV i VI,
          • przystanek_tramwajowy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:35
            Sorki, ale zareagowałabym tak samo jak twoja koleżanka. Kobieto, czy ty sobie zdajesz sprawę, ile tego będzie do skanowania, fotografowania i wysyłania po 2 tygodniach?!
            • arwena_11 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:40
              A nie można codziennie? Jaki problem?
              Wiesz teraz u syna w klasie jest chłopiec, który cały grudzień, styczeń nie był w szkole z przyczyn zdrowotnych. W lutym znowu nie chodzi od kilku dni. I żaden problem. Zawsze ktoś mu skseruje, zeskanuje itd. Co 2 di dostaje lekcje, nauczyciele też mu wysyłają. ŻADEN problem
              • aquarianna Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:04
                arwena_11 napisała:

                > A nie można codziennie? Jaki problem?

                Nie każdy ma skaner.
                Ale niezależnie od tego problem córki Chipsi mnie przeraża. Jesienią mój syn miał podobny.
                forum.gazeta.pl/forum/w,46,139378562,139378562,Nieobecnosc_w_szkole_a_pomoc_kolegow.html
            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:41
              Nie PO dwóch tygodniach a PRZEZ dwa tygodnie. W większości wystarczyłby sms z numerem strony w książce.
            • joanna_poz Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:42
              no to akurat fakt.
              kolezankę wypadaloby poprosić o pozyczenie na 2-3 godziny - ale juz poskanować, pokserować samemu.
              • arwena_11 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:51
                qrcze ale w dobie pisania wszystkiego w książkach i podręcznikach jaki problem napisać maila
                Kasiu dzisiaj z polskiego robiliśmy od 15-20 strony w ćwiczeniach, z książki przeczytaj str 22-25
                z matematyki od 15-30 strony z geometrii, a z angielskiego cały unit 5. No to chyba nie wymaga skończenia uniwersytetu?
                • joanna_poz Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:36
                  no to nawet można podac przez telefon, nie wychodząc z domusmile
          • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:53
            chipsi napisała:
            gdybyśmy wyjechali na 2 tygodnie (była taka opcja, nie wyszło) to
            > zareagowała jakby ją poprosiła o przywożenie obiadów na drugi koniec europy na
            > koszt własny smile
            > Gdzie ja kurde mieszkam? big_grin

            Tez by byla taka moja reakcja bo co to za durny pomysl wyjezdzania sobie w czasie roku szkolnego na 2 tygodnie surprised? No chyba ze to zwiazane z jakas choroba, leczeniem a nie wczasami bo taniej.
            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:02
              Nie, nie wczasami a pracą. Chociaż gdyby nawet, to co za różnica? Nie pomoże z zawiści? Bo ja jadę a ona nie?
              • przystanek_tramwajowy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:06
                To nie zawiść, ale asertywność. Ja na przykład gonię od rana z wywieszonym językiem, nie mam czasu na relaks, poczytanie, długą kąpiel. Nie widzę powodu, aby poświęcać ci 15 minut mojego cennego czasu, bo akurat sobie wyjechałaś. Co innego, gdyby twoje dziecko było chore.
                • gryzelda71 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:12
                  Ale z ciebie zakała.
                • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:17
                  To nie asertywność tylko brak dobrej woli. Gdyby Twoje/jej dziecko nie mogło przyjść do szkoły bo musiało wyjechać z rodzicami przez ich pracę/remont w domu/pogrzeb w rodzinie, rozumiem że spokojnie samo nadrobiło by zaległości po powrocie?
                  15 minut cennego czasu... proszę, dłużej na kiblu siedzisz.
                  • przystanek_tramwajowy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:19
                    No właśnie... Wolałabym posiedzieć na kiblu.
                    • przystanek_tramwajowy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:23
                      Bardziej na miejscu byłoby, gdybyś zaproponowała, że będziesz dzwonić co 2-3 dni (w dogodnej dla koleżanki porze) i ktoś (dziecko, matka) poda numery stron tobie albo twojemu dziecku. Koleżanka może ci je podać nawet siedząc na kiblu.
                      • gryzelda71 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:25
                        No jakby na ciebie trafiło to szczerze wątpiębig_grin
                      • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:28
                        Z tą koleżanką akurat codziennie rozmawiam na gg, dlatego też akurat ją poprosiłam o pomoc (jak już wspominałam podanie stron w większości by wystarczyło).
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:50
                    chipsi napisała:

                    > To nie asertywność tylko brak dobrej woli.

                    Twoj brak dobrej wli w posylaniu dziecka do szkoly chyba. Wytlumaczenie tylko i wylacznie choroba i to powazna a nie jakies 2 tyg z katarem

                    Gdyby Twoje/jej dziecko nie mogło pr
                    > zyjść do szkoły bo musiało wyjechać z rodzicami przez ich pracę/remont w domu/p
                    > ogrzeb w rodzinie, rozumiem że spokojnie samo nadrobiło by zaległości po powroc
                    > ie?

                    2 tygodnie na pogzeb? surprised? To pieszo przez Kaukaz zamierzasz przechodzic by do nieboszczyka dotrzec? Reszta usprawiedliwien niemniej durna. Ze wzgledu na remont 2 tygodnie dzieciak sobie bimba szkole? Ktos to usprawiedliwia? Praca rodzicow tez nie jest usprawiedliwieniem ze dzieciak nie chodzi do szkoly.

                    > 15 minut cennego czasu... proszę, dłużej na kiblu siedzisz.

                    Ale to moje 15 minut. Skoro ty nie masz dobrej woli posylania dzieciaka do szkoly to czemu ktos inny ma 15 minut poswiecac dla ciebie?
                    • pade Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:59
                      jesuu, następnasad

                    • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:08
                      To były przykłady, nie twierdze że pogrzeb trwa 2 tygodnie przecież. Przytoczony remont może być spowodowany pożarem czy zawaleniem stropu i bywa że niema się możliwości zamieszkania na ten czas w pobliżu szkoły. Pomijając jednak takie ekstrema to naprawdę uważasz że praca nie jest usprawiedliwieniem? Rzuciłabyś pracę żeby dziecko nie opuściło kilku dni w szkole? Śmiem wątpić.
                      • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:20
                        chipsi napisała:

                        > Przytoczon
                        > y remont może być spowodowany pożarem czy zawaleniem stropu i bywa że niema się
                        > możliwości zamieszkania na ten czas w pobliżu szkoły.

                        No podaj ze przyklad jeszcze powodzie, spadki eteorytow i trzesiania ziemi. No straszne nieszczescia na ciebie spadaja. Jak to niektorzy maja przerabane big_grin

                        Pomijając jednak takie e
                        > kstrema to naprawdę uważasz że praca nie jest usprawiedliwieniem? Rzuciłabyś pr
                        > acę żeby dziecko nie opuściło kilku dni w szkole? Śmiem wątpić.

                        A dziecko nie ma drugiego rodzica? Poza tym jak ktos ma taka prace to chyba wie z czym sie to wiaze i rozwiazuje to jakos inaczej. Nie ty jedna masz prace delegacyjna, wyjazdowa, tabunow niechodzacych dzieci z tego powodu nie ma.
                        Sklaniam sie do tego ze ludzie chyba nie chca ci pozyczac bo maja cie dosc
                        Poza tym w moich czasach szkolnych to dziecko samo znajdywalo sobie kogos od kogo moze pozyczyc zeszyty i ksiazki. Czyzby towje dziecie nikogo takiego nie mialo? Moze jak wyzej maja was obojga wszyscy dosc i stad problem
                        • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:29
                          > Poza tym w moich czasach szkolnych to dziecko samo znajdywalo sobie kogos od ko
                          > go moze pozyczyc zeszyty i ksiazki

                          Ty Ty chodziłaś do szkoły? Bo widzę poważne problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu i pewnych pojęć. Chore 6-latki popierniczały przez wieś po zeszyty... no tak, stąd te braki w edukacji...

                          Napisz proszę co to za planeta gdzie nie występują katastrofy, nie ma wypadków, i wszystko w pracy można przewidzieć i zaplanować?
                    • franczii Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 06:41
                      Hanalui zagranica mieszkasz. Gdyby umarl albo ciezko zachorowal ktos z najblizszej rodziny to rozumiem, ze pojechalabys tylko na 2 dni.
                      • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 11:22
                        franczii napisała:

                        > Hanalui zagranica mieszkasz. Gdyby umarl albo ciezko zachorowal ktos z najbliz
                        > szej rodziny to rozumiem, ze pojechalabys tylko na 2 dni.

                        Na szczescie juz nie mam rodziny najblizszej w PL, ale ty rozumiem ochoczo jedziesz do Pcimia na tygodnie by zajmowac sie chora ciotunia a do pracy dostarczasz co: lewe zwolnienie??? bierzesz bezplatny urlop???, no nie wiem co jeszcze???
                        Mam tez normalna rodzine i nikt nie oczekwial od mojej ciotki, a siostry mojej mamy ktora mieszkala za granica wraz rodzina ze porzuci prace, dzieci porzuca szkole a ona przyjedzie i miesiacami bedzie sie zamowac moja mama, jak tez nikt nie mial pretensji ze na pogrzeb przyjechala tam i z powrotem. Dzieci nie zabierala.
                        Jak ktos byl chory w mojej rodzinie to zwyklo sie zabierac chora osobe do siebie, tak bylo z babcia kiedy zlamala noge, i jakos mojej mamie nie wpadlo do glowy zeby przestac pracowac i z dziecmi wyjechac w pizdu, by dogladac chorego. W wiekszosci mi znanych rodzinach tez tak jest, nie slyszalam o wypadkach tygodniowych opuszczan przez dzieci szkol bo rodzice wyjezdzaja do chore babuni.

                        Ale ematka zawsze ma jakos inaczej niz u szarych zwyklych ludzi
                        • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 11:34
                          Ludzie są różni i sytuacje bywają różne. Gdyby chodziło o Twoje dziecko czy matkę - nie pojechałabyś pomóc, nie wzięłabyś urlopu bo ty mieszkasz w wielkim mieście w wielkim świecie a córka czy matką w Pcimiu?
                          Inna sytuacja (jak np. moja) - dostajesz polecenie wyjazdu, albo razem z mężem dostajecie zlecenie wiążące się z 2-tygodniowym wyjazdem. Nie macie możliwości zostawienia dziecka. Rzucasz pracę? Rezygnujesz z dochodu?
                          Nie mówimy o miesiącach tylko o nieobecności w szkole przez 10 dni.
                          • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 11:51
                            chipsi napisała:

                            > Inna sytuacja (jak np. moja) - dostajesz polecenie wyjazdu, albo razem z mężem
                            > dostajecie zlecenie wiążące się z 2-tygodniowym wyjazdem. Nie macie możliwości
                            > zostawienia dziecka. Rzucasz pracę? Rezygnujesz z dochodu?
                            > Nie mówimy o miesiącach tylko o nieobecności w szkole przez 10 dni.

                            Odkad mam dzieci, biore pod uwage ze je mam i mamy takie prace ze albo jedno albo drugie moze z dziecmi zostac. Nie musimy na tygodnie wyjezdzac. Wiekszosc mi znanych rodzin rowniez, jesli maja rozjazdowa prace to i maja opieke nad dziecmi zapewniona na miejscu, dzieci nigdzie nie ciagnal.
                            Co to za praca ze jedziecie do pracy i jednoczesnie mozecie ciagnac dzieci ze sobie? To pracujecie czy zajmujecie sie dziecmi? Chyba juz zadalam to pytanie i nie odpowiedzialas?
                            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 08:45
                              > Odkad mam dzieci, biore pod uwage ze je mam i mamy takie prace

                              No to gratuluje, jesteś jedyna taka zorganizowana, a ja i inne matki jesteśmy zaskoczone faktem posiadania dzieci a i prace sama niewiem jaką mam smile
                              Szkoda że prędzej nie pomyślałam, dałabym se normalnie jajniki podwiązać to wtedy nigdy nic by mnie nie zaskoczyło. Tutaj też oboje pracujemy z mężem a dziecko w tym czasie biega po lesie samopas, to może i na wyjeździe by mogło, jak myślisz, poradź coś o wyrocznio!

                              Rany jaka z Ciebie paskudna ignorantka.
                              • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 09:56
                                chipsi napisała:
                                > No to gratuluje, jesteś jedyna taka zorganizowana, a ja i inne matki jesteśmy z
                                > askoczone faktem posiadania dzieci a i prace sama niewiem jaką mam smile

                                No widzisz jestem...
                                I nie mow za inne matki tylko za siebie. Znam takie co maja wyjazdowe prace i jakos nie ciagaja dzieci ze sobie.
                                I zdradz jaka to praca gdzie sie pracuje i jednoczesnie zajmuje dziecmi, bo mnie ceikawosc zzera.
                                Tak, tak...Wiem...nie odpowiedsz...ta praca to byly wczasy, a nie praca
                                • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 12:03
                                  > Tak, tak...Wiem...nie odpowiedsz...ta praca to byly wczasy, a nie praca

                                  Żadna tajemnica gdzie pracuję, skoro ci tak zależało wystarczyło pogrzebać. Nie pisałam bo tak naprawdę co za różnica, powaga, czy to praca czy wczasy czy 2-tygodniowa leberka? Az tak by cie zabolało gdybym potrzebowała zeszyt bo pojechałam na Majorkę a Ty do Brennej czy jak?
                                  Pisałam o pracy o o prace chodziło, jestem budowlańcem a nie tylko za płotem się buduje. Pracę mam stacjonarną a to miał być jednorazowy epizod - stąd element zaskoczenia i konieczność zabrania dziecka ze sobą. Pewnie się nie domyślisz więc dodam że mąż mój własny także by się załapał.
                                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 13:16
                                    chipsi napisała:

                                    Nie
                                    > pisałam bo tak naprawdę co za różnica, powaga, czy to praca czy wczasy czy 2-t
                                    > ygodniowa leberka? Az tak by cie zabolało gdybym potrzebowała zeszyt bo pojecha
                                    > łam na Majorkę a Ty do Brennej czy jak?

                                    No skoro dla ciebie zadna roznica to dlaczego nie przyjmujesz ze zadna roznica czy ci pani poda ze jest leniwa, nie ma czasu czy ze ma niemowlaka? Czemu oczekujesz wyjasnien, tlumaczen, powodow jednoczesnie sama uwazajac ze ty powodow podawac nie musisz?
                                    Dla mnie zasadnicza roznica, bo co innego dziecko chore w szpitalu, a co innego Majorka w ciagu roku szkolnego - klauzula sumienie, bumelantom rodzicom nie pomagam, a juz chorym tak. Pasuje czy nie?


                                    > Pisałam o pracy o o prace chodziło, jestem budowlańcem a nie tylko za płotem si
                                    > ę buduje. Pracę mam stacjonarną a to miał być jednorazowy epizod - stąd elemen
                                    > t zaskoczenia i konieczność zabrania dziecka ze sobą. Pewnie się nie domyślisz
                                    > więc dodam że mąż mój własny także by się załapał.

                                    I co? Dzieci bys luzem sobie puscila by pobiegaly sobie po budowie, bo rozumiem ze mialas na budowie czegos dogladac gdzie obecnosc niezbedna osobista?
                                    Jesli natomias prace mozesz wykonywac z dziecmi to i mozesz ja wykonywac w tym miejscu w ktory jestes, w dobie internetu, faxow, scanow, conference call serio nie trzeba jezdzic po swiecie by dograc szczegoly.
                                    Akurat ta branza jest mi znana i nie slyszalam zeby ktos prace budowlane wymagajace obecnosci wykonywal z dziecmi krecacymi sie pod nogami.
                                    Ale jak znam zycie to jestes nietypowa ematka - w kasku, gumiokach, z niemowlakiem rzy piersi w chuscie oraz 2 latkiem u boku po rusztowaniach zapylalas i gonty sprawdzalas big_grin
                                    • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 13:51
                                      Ależ ja powód mojego wyjazdu podałam, zarówno koleżance jak i tutaj na forum. To że nie możesz tego przełknąć to Twój problem. Czego ty właściwie oczekujesz, ze podam ci szczegółowy plan zajęć na dany dzień roboczy? Nie jestem superemamą ale córka ze mną na budowie była, w biurze też. Szef jeździł z roczniakiem. Mam też znajomych, którzy wyjeżdżając do pracy sezonowej zabierali dzieciaki ze sobą i nawet ich za często do grzejnika nie przypinali.
                                      • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 14:56
                                        chipsi napisała:

                                        > Ależ ja powód mojego wyjazdu podałam, zarówno koleżance jak i tutaj na forum. T
                                        > o że nie możesz tego przełknąć to Twój problem.

                                        Nie kochaniutka, moge go przelknac i wedlug moich standardow, mojego sumienia ten powod jest nieakceptowalny jako wytlumaczenie do opuszczanie przez dziecko szkoly. A co ty z tym fantem zrobisz to juz twoja sprawa. Mozesz mi prykleic 50 latek z epitetami

                                        > Nie jestem superemamą
                                        > ale córka ze mną na budowie była, w biurze też.

                                        Na jakiejs budowce maciupkiej bo na duzych budowach (pewnie moze jeszcze nie w PL) bez przepustki, odpowiednich butow, kasku, okularow i odblaskowej kamizelki to nie masz szansy wejsc, o ciaganiu dzieci tam w ogole nie wspomne.
                                        Mea culpa - zapomnialam ze w PL dzieci sie do pracy ciaga jak za komuny

                                        > Szef jeździł z roczniakiem.

                                        Jezdzil ...dobrze to okreslilas zamierzenie czy nie big_grin

                                        Ma
                                        > m też znajomych, którzy wyjeżdżając do pracy sezonowej zabierali dzieciaki ze s
                                        > obą i nawet ich za często do grzejnika nie przypinali.

                                        Szczesciem nie mam takich znajomych i takich doswiadczen, nie musialam nawet na studiach do prac sezonowych sie najmowac. big_grin
                                        • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 15:16
                                          Wybacz ale osoba, której się w d.pie poprzewracało bo jej ktoś pod nos dawał (skoro nie musiałaś pracować), nie będzie mi tłumaczyła co, kto i na jakiej budowie może robić. Ekspert z ciebie jak z koziej d.py rajzentasza big_grin

                                          Tak na marginesie: nie wiem dziecko ile masz lat ale za komuny nikt dzieci do pracy nie taszczył.
                                          • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 15:39
                                            chipsi napisała:

                                            > Wybacz ale osoba, której się w d.pie poprzewracało bo jej ktoś pod nos dawał (s
                                            > koro nie musiałaś pracować),

                                            Specjalistka!!!: - slowo klucz: prace sezonowe - najmowac, bo widze ze ci wscieklosc oczy zalala i nie kumasz co czytasz.

                                            > nie będzie mi tłumaczyła co, kto i na jakiej budow
                                            > ie może robić.

                                            Nie musze tlumaczyc. Kazda normalna osoba wie ze budowa to niespecjalnie przyjazne miejsce dla dziecka. Ale kumam ze przepisy BHP sobie a koniecznosc ciagniecia dzieciaka w takie miejsca to sobie. I serio - nie przekonasz mnie ze przepisy na to zezwalaja, to ze ludziska sobie przymykaja oczy na wiele rzeczy i mamy po wypadkach drogowych, w wypadkach budowlanych wysokie lokaty w UE to wlanie zasluga miedzy innymi podobnych tobie

                                            > Tak na marginesie: nie wiem dziecko ile masz lat ale za komuny nikt dzieci do p
                                            > racy nie taszczył.
                                            Niesamowite, co ty nie powiesz...a byl tu ostatnio watek o tym i okazuje sie ze sporo ematek bylo ciaganych tongue_out, poszukac ci czy sama sobie poradzisz z wyszukiwarka?
                                            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 10:04
                                              Dobra słonko, kończmy tę jałową dyskusję bo odeszłyśmy od tematu i niepotrzebnie się ośmieszasz "znajomością" branży budowlanej. Pozdrawiam.
                                              • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 11:28
                                                chipsi napisała:
                                                > i niepotrzebni
                                                > e się ośmieszasz "znajomością" branży budowlanej.

                                                Masz racje..takiej branzy budowlanej nie znam i znac nie zamierzam.
                                                Od razu bylabys skreslona z listy osoby z ktora mozna robic jakiekolwiek biznesy, wspolpracowac
                                                Osoby lamiace przepisy nawet na wlasne ryzyko i w stosunku do wlasnych dzieci nie wzbudzaja mojego zaufania. Lamiesz tu, to i pewnie lamiesz gdzie indziej, a ja partactwu i osobom takim mowie nie.
                                                No a potem powstaja jakies koszmarki architektoniczne, gdzie wies tanczy i spiewa, sypiace sie nim zostana oddane do uzytku, z ofiarami ciezkiech wypadkow lub nawet wypadkow smiertelnych po drodze, bo tacy pseudo budowlancy jak ty i tobie podobni zamiast koncentrowac sie na pracy koncentruja sie np na przychowku biegajcym po pracy.
                                                Jak wyglada w wiekszosci zabudowa wsi i miast w PL kazdy widzi i wie ze straszy. Teraz wiem nawet wiecej dlaczego.

                                                I tak masz racje...jalowa dyskusja...nie dziwie sie teraz ze nie chca ci pozyczyc tego zeszytu smile
                                                • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 11:36
                                                  Dobre smile
                                                  Chyba na to nie wpadłaś więc uświadamiam - budownictwo nie ogranicza się do placów budowy. I co ma bezguście architekta wspólnego z wizytą dziecka w pracy?
                                                  A z zeszytami problemów nie miałyśmy jako że większość ludzi jest normalna.
                                                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 12:15
                                                    chipsi napisała:

                                                    > Dobre smile
                                                    > Chyba na to nie wpadłaś więc uświadamiam - budownictwo nie ogranicza się do pla
                                                    > ców budowy. I co ma bezguście architekta wspólnego z wizytą dziecka w pracy?

                                                    No patrz...wpadlam. Dlatego twierdzilam ze skoro mozesz prace wykonywac z dziecmi u boku (bo z nimi chcesz wyjezdzac do pracy przeciez) to i mozesz ja robic z kazdego innego miejsca i nie musisz nigdzie wyjezdzac na 2 tygodnie tongue_out bo stracisz prace, jak to dramatycznie probowalas nakreslic tongue_out
                                                    Serio nijak mnie nie przekonasz ze w dobie skanow, ploterow, faxow, maili oraz DHL architekt, projektant musi az na 2 tygodnie w brygadzie rodzinnej wyjezdzac.
                                                    Znam takich co projektuja dla drugiej czesci globu po kilka lat bez opuszczania wlasnego krzesla, wiec zle trafilas ze swoja historyjka
                                                  • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 12:42

                                                    > Serio nijak mnie nie przekonasz ze w dobie skanow, ploterow, faxow, maili

                                                    faktycznie, aż trudno uwierzyć, że żyjąc w takich czasach, problemem dla kogos jest podanie lekcji koledze swojego dziecka, prawda hanalui? po prostu trudno uwierzyć, serio nijak mnie nie przekonasz.
                                                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 13:28
                                                    iwles napisała:

                                                    > faktycznie, aż trudno uwierzyć, że żyjąc w takich czasach, problemem dla kogos
                                                    > jest podanie lekcji koledze swojego dziecka, prawda hanalui? po prostu trudno u
                                                    > wierzyć, serio nijak mnie nie przekonasz.


                                                    No popatrz...ja znam tylko nielicznych co maja skanery, plotery i faxy w domu. Ale rozumiem w PL to pod kazda strzecha.
                                                    Poza tym rozmawiamy o pracy czy o pomocy? Chyba widzisz roznice miedzy praca a pomoca? Pomoc nie jest obowiazkowa, i jak ktos nie chce to nie musi jej swiadczyc, bo nap jest zajety praca tongue_out
                                                  • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 13:04
                                                    Masz mnie, wymyśliłam sobie całą tę historyjkę, całe może życie, wieloletnią pracę itd żeby wymusić zeskanowanie kilku lekcji dla córki big_grin A nie, córkę tez wymyśliłam, tobie na złość.
                          • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 12:10
                            chipsi napisała:

                            > Ludzie są różni i sytuacje bywają różne. Gdyby chodziło o Twoje dziecko czy mat
                            > kę - nie pojechałabyś pomóc, nie wzięłabyś urlopu bo ty mieszkasz w wielkim mie
                            > ście w wielkim świecie a córka czy matką w Pcimiu?

                            Juz ci wytlumaczylam ale widac nie dociera...ZABIERAM MATKE DO WIELKIEGO SWIATA, na Pcimiu sie swiat nie konczy big_grin
                            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 08:53
                              > Juz ci wytlumaczylam ale widac nie dociera...ZABIERAM MATKE DO WIELKIEGO SWIATA
                              > , na Pcimiu sie swiat nie konczy big_grin

                              A to przepraszam, ja, wiejska kobieta, nie będę dyskutować z tak światową kobietą. Dobrze że zabrałaś ze sobą do miasta wszystkich krewnych, możne nikt się nie domyśli ze wsiora jesteś.
                • pade Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:58
                  Przystanek, Ty tak na poważnie???
                • baz12 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:04
                  A co powiesz na to jak ktoś nie może wziąść urlopu w wakacje, bo pracuje w takiej branży, ze nie da rady ? Ja zawsze jeżdżę w ciągu roku szkolnego ( wrzesien, pazdziernik), nie mam możliwości wyjazdu lipiec, sierpień. Co za zawiść przez niektórych przemawia.
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:14
                    baz12 napisała:

                    > A co powiesz na to jak ktoś nie może wziąść urlopu w wakacje, bo pracuje w taki
                    > ej branży, ze nie da rady ? Ja zawsze jeżdżę w ciągu roku szkolnego ( wrzesien,
                    > pazdziernik), nie mam możliwości wyjazdu lipiec, sierpień.

                    I jak to usprawiedliwiasz? U mnie dzieci duzo opuszczajace (15 czy 17 chyba dni w roku szkolnym) oraz ich rodziny dostaja opieke kuratora, graza im kary pieniezne i wiezienie wlacznie. Nie po to panstwo placi za edukacje by sobie rodzice bimbali...

                    Co za zawiść przez
                    > niektórych przemawia.

                    Tia...bo nic innego nie mam do roboty niz zawisc wakacji jakiej mi nieznanej forumki z sieci. Ogarni sie dziewczyno.
                    Poza tym czego ta zawisc mialaby dotyczyc? Ze mozesz jechac we wrzesniu? Czy ze taniej?
                    I podaj jaki to specjalistyczny zawod i wykonujesz i jaka to branza ze latem tygodnia urlopu nie dostaniesz....- sprzedawca lodow na plazy? surprised?
                    • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:24
                      Państwo płaci? A pieniądze sobie drukuje na tę okazję czy tez to może z moich podatków dzięki mojej pracy przez którą to, mogło się zdarzyć, że dziecko opuściło by 10 dni nauki w szkole? Z tych samych podatków sama szkołę ukończyłam, czytać potrafię i własnemu dziecku potrafię pomóc nadrobić zaległości o ile wiem w jakim zakresie. I do tego właśnie są mi potrzebne informacje n/t co inne dzieci w tym czasie w szkole robiły. Nie wiem na jakiej planecie mieszkasz, gdzie osieraca się dzieci za to ze kilka dni w szkole nie były nawet jeśli bezproblemowo nadrabiają. A no tak, jeśli tam wszyscy mają takie podejście jak Ty to nie dziwota ze z nadrabianiem zaległości są problemy.
                      • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:33
                        chipsi napisała:
                        mogło się zdarzyć, że dziecko opuści
                        > ło by 10 dni nauki w szkole?

                        Moglo...gdy jes chore, a nie sobie bimba bo i rodzice bimbaja

                        Z tych samych podatków sama szkołę ukończyłam, czy
                        > tać potrafię i własnemu dziecku potrafię pomóc nadrobić zaległości o ile wiem
                        > w jakim zakresie.

                        No to udajesz sie do nauczycielki i sie dowiadujesz. Trudne toto takie czy jak? Cos slabo cie wyuczyli widac lub za duzo opuszczalas tongue_out

                        I do tego właśnie są mi potrzebne informacje n/t co inne dzie
                        > ci w tym czasie w szkole robiły.

                        Koniec jezyka za przewodnika. Jak wyzej. Dowiadujesz sie u nauczyciela lub dziecko samo dopytuje sie od kolegow

                        >A no tak, jeśli tam wszyscy mają takie podejście jak Ty to nie d
                        > ziwota ze z nadrabianiem zaległości są problemy.

                        Nie...to ty masz problem bo nikt ci dziwnym trafem nie chce pomoc. Pytanie czy ludzie tacyokropni czy raczej ty i maja cie dosc.
                        • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:42
                          Tak, wszyscy mają mnie dość, idę się powiesić big_grin

                          Skoro praca to bimbanie to co nim nie jest? Jesteś w stanie przyswoić taki fakt że będąc na wyjeździe nie można podskoczyć do nauczyciela? Że skoro dziecka niema w szkole to telepatycznie też się nie dowie co ma do zrobienia?

                          To musi być jakaś mała planeta big_grin
          • lauren6 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:10
            Mi też by się nie chciało skanować zeszytów z kilku przedmiotów z informacjami z 2 tygodni. Co za durna prośba! Myślisz, że ludzie nie mają co z wolnym czasem robić tylko ci zeszyty będą skanować. Trzeba było poprosić o pożyczenie zeszytu na 2h, kiedy skoczysz do xera lub skanera i sama to zrobisz. Zrzucanie pracy na kogoś innego to bezczelność.

            Co do sytuacji opisanej w 1 poście - nie wiem. Jeśli dzieciak ma opinię zapominającego oddać cudzą własność lub takiego, co ją niszczy to nie, nie pożyczyłabym. Poza tym są ludzie, którzy przesadnie dbają o podręczniki, bo zamierzają je potem odsprzedać za dobrą cene. Bieda w kraju, co się dziwić.
            • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 11:25
              No tak, zawsze mogę wsiąść w samolot, przelecieć się na moją wieś, pokserować i tak codziennie przez 2 tygodnie. No ale wtedy też mogłabym je zniszczyć i nici z odsprzedania książek (które są jednocześnie ćwiczeniami, więc pewnie każdy chciałby odkupić taką, już nie musiało by dziecko samo w szkole pisać).

              >Co za durna prośba! Myślisz, że ludzie nie mają co z wolnym czasem
              > robić tylko ci zeszyty będą skanować.

              Myślę że ludzie po to żyją w stadzie żeby sobie wzajemnie pomagać.
              • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:55
                chipsi napisała:

                > Myślę że ludzie po to żyją w stadzie żeby sobie wzajemnie pomagać.

                Ale ty akurat chcesz wykorzystac i szukasz jeleni tongue_out. Nie dosc ze bimbasz sobie szkole wlasnego dziecka to jeszcze masz pretensje ze ktos twoich zachcianek nie spelnia bo sie paniusi 4 liter nie chce ruszyc i roboty zrobic, tylko kawa na lawe chce paniusia miec podane.
                Srodkowy palec takim smile
                • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:15
                  Yyyy że jakich zachcianek i czego mi się nie chce? Czy ja poprosiłam o umycie okien gdy pójdę na plażę?
                  Niech zgadnę, sama siedzisz na d.pie w domu bo ci się robić nie chce i stąd ta nienawiść do matek pracujących? Jeszcze powiedz że za to często do kościoła chodzisz to będę miała pełen obraz smile
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:25
                    chipsi napisała:

                    > Niech zgadnę, sama siedzisz na d.pie w domu bo ci się robić nie chce i stąd ta
                    > nienawiść do matek pracujących? Jeszcze powiedz że za to często do kościoła cho
                    > dzisz to będę miała pełen obraz smile

                    Pudlo robaczku tongue_out...olbrzymie pudlo.
                    • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:30
                      No to pozostaje teoria że jednak jesteś z innej planety big_grin
                      • olena.s Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:08
                        Chipsi, ale czy nie mogłaś po prostu pójść do szkoły i zapytać, co w związku z nieodzowną nieobecnością dziecko ma zrobić? Ostatecznie podręczniki współczesne nie służą samodzielnej nauce tylko uzupełniają to, co robi się w szkole, i ustnie i pisemnie.
                        • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:34
                          olena.s napisała:

                          > Chipsi, ale czy nie mogłaś po prostu pójść do szkoły i zapytać, co w związku z
                          > nieodzowną nieobecnością dziecko ma zrobić? Ostatecznie podręczniki współczesne
                          > nie służą samodzielnej nauce tylko uzupełniają to, co robi się w szkole, i ust
                          > nie i pisemnie.


                          No wlasnie tez mnie dziwi czemu to niby zawraca glowe rodzicom a nie nauczycielom, przeciez oni wlasnie od tego sa, a nie rodzice dzieci
                          • olena.s Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:50
                            Mi nie chodzi o oszczędzanie rodziców kolegów dziecka, tylko zwyczajnie sensowniejsze wydaje mi się ustalenie z góry z fachowcem, co dziecko ma zrealizować w czasie nieobecności. Bo może być i tak, że skoro wiadomo, że dziecka nie będzie, to powinno robić inne rzeczy, niż dzieci, które w szkole były.
                            • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:55

                              nie rozumiem, dlaczego inne rzeczy ?
                              U nas wychowawczyni na pierwszym zebraniu poprosiła, żeby zeszyty z czasu nieobecności w szkole, były uzupelniane. A kto ma mieć ten zeszyt uzupełniony? no chyba inny uczeń z tej klasy, nauczycielka zeszytu nie prowadzi, więc co miałaby ewentualnie podyktować choremu dziecku ?
                              • olena.s Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:20
                                No wyobraź sobie, że np. dzieci zaczynają tabliczkę mnożenia. Wyobrażam sobie, że duża część zajęć związana jest z wyjasnieniemi i próbami ustnymi. Potem idą prace pisemne. W zeszycie są tylko te drugie. Albo jest lekcja historii. W zeszycie i ćwiczeniach masz tylko np. bóstwa greckie, bo dajmy na to o królu Midasie była mowa na lekcji. I tak dalej.
                                Odnosiłam się zresztą do planowanej nieobecności - kiedy wiadomo z góry, że dziecka nie będzie przez tydziień czy dwa. Oczywiście, jeżeli nieobecność jest nieplanowana, a zwłaszcza połączona z chorobą, to tak się nie da.
                              • nanuk24 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 23:20
                                Hmm, ale nauczyciel sie chyba przygotowuje do lekcji? Skoro on prowadzil lekcje, to chyba wie, czego w danym dniu uczyl(chyba ma wlasne notatki, prawda? w dzienniku temat lekcji wpisany, prawda?), wtedy sie pisze emaila do rodzica nieobecnego dziecka i tlumaczy, z jakim materialem musi sie dziecko zapoznac i jakie cwiczenia zrobic - podajee numery stron w ksiazkach i cwiczeniach. Gdzie tu jest problem?
                                • olena.s Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 22.02.13, 07:39
                                  No dla mnie to jest oczywiste!
                                  Tak jest lepiej dla dziecka, które straciło jakieś lekcje/ma je stracić.
                                  Tylko zauważ, że pewnie relatywnie mało matek ma kontakt mailowy do nauczyciela, to raz. Podejście do nieobecności postrzegają (wydaje mi się) bardziej w kontekście uzupełnienia luk w zeszycie niż faktycznego zassania wiedzy wykładanej podczas nieobecności w szkole - to dwa.
                                  I może rzeczywiście widzą poprzez te zeszyty jakąś zmianę mentalną - przesunięcie z solidarności grupowej (klasa) na zyski indywidualne - i to krytykują, a zeszyty są tylko pretekstem.
                                • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 12:13

                                  jeżeli mówimy o klasach 1-3, to większość notatek, szczególnie z polskiego, jest tworzonych "na żywo". Są to np. wspólnie przez dzieci na lekcji wymyślone zdania, albo jakieś prace tworzone w grupach. Pani może ogolnie powiedzieć rodzicowi: pisaliśmy dziś opowiadanie o bałwanku, ale tekst tego opowiadania to już niekoniecznie musi mieć gdzies zapisany. O, o takie notatki mi chodziło.
                            • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:58
                              olena.s napisała:

                              > Mi nie chodzi o oszczędzanie rodziców kolegów dziecka, tylko zwyczajnie sensown
                              > iejsze wydaje mi się ustalenie z góry z fachowcem, co dziecko ma zrealizować w
                              > czasie nieobecności. Bo może być i tak, że skoro wiadomo, że dziecka nie będzie
                              > , to powinno robić inne rzeczy, niż dzieci, które w szkole były.


                              Alez mnie tez wydaje sie to sensowniejsze zarowno w przypadku kilkudniowej choroby, a juz na zwlaszcza jesli to jakies nadzwyczajne wydarzenia (2 tygodniowy pogrzeb, zawalenie sie domu czy konieczny wyjazd bo rodzice straca prace wink)
                  • graue_zone Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 08:52
                    Nie pojmuję. Dla mnie norną byłoby spełnienie takiej prośby, zresztą nie raz skanuję i wysyłam lekcje dzieciom z klasy mojego dziecka. I dwa tygodnie i dłużej. I odwrotnie. Kurcze, co za ludzie są teraz. Napchać pod tyłek i drugiemu nie dać.
                • kotobala Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 00:33
                  hanalui napisała:
                  >Nie dosc ze bimbasz sobie
                  > szkole wlasnego dziecka to jeszcze(??? jakaś nowomowa chyba...)

                  Dobra, ok spytam w prost(autentycznej odpowiedzi nie oczekuję, więc można pytanie potraktować jako pytanie retoryczne)
                  > to jeszcze masz pretensje ze ktos twoich zachcianek ni
                  > e spelnia bo sie paniusi 4 liter nie chce ruszyc i roboty zrobic

                  Ja roboty nie robię. Nie wiem jak Ty... Ja pracuję na swoją pensję.

                  > Srodkowy palec takim smile

                  A to już Cię(choć miałam napisać z małej litery, bo na to zasługujesz) skreśla z listy moich rozmówczyń.
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 11:25
                    kotobala napisał(a):

                    > A to już Cię(choć miałam napisać z małej litery, bo na to zasługujesz) skreśla
                    > z listy moich rozmówczyń.

                    Niestety nie zrozumialam nic z twojego belkotu procz tego powyzszego i nie zaluje ze mnie wykreslasz, plakac nie zamierzam, z belkotem technicznie trudno polemizowac
              • echtom Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 14:38
                > Myślę że ludzie po to żyją w stadzie żeby sobie wzajemnie pomagać.

                To się wyklucza z wyścigiem szczurów.
      • lelija05 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 10:37
        O właśnie, problemu nie było, i jeszcze była to okazja, by sobie pogadać.
        A teraz takie możliwości, skanowanie, kserowanie, mejle, a ludzie tacy nieżyczliwi.
        • pina_colada88 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:00
          Czytam i nie wierzę.
          Naprawdę tak trudno pożyczyć komuś zeszyt albo zeskanować?
          Dla mnie to niewyobrażalne, jako najbliższa koleżanka nawet nie trzeba mówić, samemu powinno się pamiętać, że X nie ma więc może podrzucę zeszyty.
          Nie ważne z jakiego powodu nieobecność.
          Zazdrość bierze, że w trakcie roku szkolnego ktoś wyjechal?
          • echtom Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 14:36
            Ja też jestem w szoku, jaka nieuczynność z ludzi w tym wątku wychodzi.
      • kannama Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 13:37
        no u nas tez tak było...ewentualnie dyktowało sie przez telefon...połączenia były taniutkie...
      • nanuk24 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 23:28
        morgen_stern napisała:

        > A wiecie, że jak sięgam pamięcią, to żadna matka koleżanki po zeszyty nie przyc
        > hodziła... Po prostu się do tej chorej koleżanki szło z zeszytami i tyle. Czase
        > m tylko nauczycielka, jeśli wiedziała o dłuższym zwolnieniu pytała w klasie, cz
        > y u XY juz ktoś był.


        U mnie tez tak bylo.

        >
    • iwoniaw Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 21.02.13, 12:04
      na ematce.
      Oczywiście, że dziecko w razie potrzeby pożycza zeszyty od kolegów i kolegom. Jeśli przepisywania jest dużo albo nieobecność dłuższa, na bieżąco wysyłają sobie mailem strony do uzupełnienia w ćwiczeniach i fotki notatek w zeszytach.
      Nie do pomyślenia jest dla mnie, by ktoś mi odmówił w takiej sytuacji albo ja komuś bym odmówiła...
      • przystanek_tramwajowy Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 21.02.13, 12:08
        Nie chodzi o odmówienie pomocy. Jak koleżanka chipsi zadzwoni, to każdy jej pewnie poda te numery stron. Chodzi o to, że ona usiłowała całą robotę zwalić na drugą osobę, która miała skanować strony z książek, fotografować i wysyłać jej. A ja nie lubię takich zaradnych inaczej.
        • iwoniaw No ale w czym problem z tym zdjęciem? 21.02.13, 12:11
          Nawet cennego zeszytu nie musisz z rąk wypuszczać big_grin
          Naprawdę to dla ciebie takie wielkie poświęcenie i przysługa z górnej półki, żeby dwa razy klawisz na telefonie wcisnąć?
          • lauren6 Re: No ale w czym problem z tym zdjęciem? 21.02.13, 14:32
            Ty sobie jaja robisz z tym wciśnięciem 2 razy przycisku. Mówimy o zeszytach w liczbie mnogiej i 2 tygodniach. Co najważniejsze, nie ma obowiązku posiadania telefonu z dobrym aparatem foto, a tym bardziej skanera podłączonego do komputera. A robienie zdjęć aparatem cyfrowym i ich przegrywanie na kompa, wysyłanie pocztą - to wszystko zżera kupę czasu. Czasu, który mogę poświęcić mojej rodzinie. Jakby chipsi za taką pracę komuś płaciła, to inna historia. Ale tu mówimy o skrajnej postawie roszczeniowej: wykonuj dla mnie pracę przez 2 tygodnie za darmo.
            • chipsi Re: No ale w czym problem z tym zdjęciem? 25.02.13, 09:24
              Kurcze Lauren, a już zaczynałam Cie lubić. Naprawdę nie możesz założyć że jestem chociaż na tyle myślącą istotą że prosząc koleżankę o cokolwiek najpierw upewniłam się że ma możliwość by pomóc? (czyt. ma odpowiedni sprzęt i dostęp do internetu). Nasze córki chodzą do 1-szej klasy, nie wyrabiają więc elaboratów, więc jak już pisałam wystarczyłoby podanie stron w ćwiczeniach. Naprawdę za każdą pomoc oczekujesz zapłaty? Az by się chciało napisać "wpółczuje twoim dzieciom". Jakoś ja w radzie rodziców organizuję wszystko w czynie społecznym, córce tejże koleżanki także pomagałam nawet nie myśląc o korzyściach majątkowych a teraz czytam że wykazuję skrajną postawę roszczeniową. Rozczarowałaś mnie.
            • graue_zone Re: No ale w czym problem z tym zdjęciem? 26.02.13, 09:10
              Zapewniam Cię, że nie raz skanowałam i robiłam zdjęcia nawet dłużej dla innych dzieci. Rączki mi nie odpadły, czasu nie zabrakło. Podstawowa uczynność względem innego dziecka. Ale teraz już wiem, gdy czytam takie wypowiedzi jak Twoje, skąd się biorą sobkowaci, nieużyci dorośli ludzie. Wyrastają, patrząc na takich rodziców jak Ty.
            • falka_85 Re: No ale w czym problem z tym zdjęciem? 26.02.13, 09:25
              lauren6 napisała:
              > A robienie zdjęć aparatem cyfrowym i ich przegrywanie na kompa, wysyłanie poc
              > ztą - to wszystko zżera kupę czasu. Czasu, który mogę poświęcić mojej rodzinie.
              > Jakby chipsi za taką pracę komuś płaciła, to inna historia.
              Jak już będziesz komuś wyceniać taką "przysługę" to nie zapomnij uwzględnić zużycia baterii w aparacie, samego aparatu, komputera oraz zużytej energii elektrycznej...
        • chipsi Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 21.02.13, 12:19
          Za to Ty Przystanku jesteś rozumiejący inaczej. Gdy córka była chora to dzwoniłam, pisałam, rozmawiałam z koleżanką na gg - sama stwierdziła że podrzuci książki po drodze ale się nie doczekałam (tel. zamilkł) więc poprosiłam o pomoc wychowawczynię. O skanowanie pytałam ją teoretycznie, gdybym wyjechała - więc wtedy siłą rzeczy nie byłabym w stanie sama tych książek na bieżąco skanować, prawda? No prościej już nie potrafię napisać.
          • jowita771 Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 25.02.13, 18:43
            Ja w ogóle nie rozumiem prośby ze skanowaniem, dlaczego nie mogłabyś wziąć książek ze sobą i ona tez by podawała strony, a Twoje dziecko robiłoby samo? Chodziło o to, żeby mogło zżynać od kolegi, a nie robić zadań samodzielnie? Ja na skanowanie tez bym się nie zgodziła.
            • chipsi Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 26.02.13, 09:27
              <ściana>
              Ok, no to jeszcze raz od początku wszystko:
              Jeśli bym jechała to przecież oczywiste że córka zabrałaby książki - bo i po co chciałabym żeby mi koleżanka podawała strony, które w danym dniu przerabiali? No. Więc bierzemy książki i, uwaga, zeszyty. Zeszyt nie służy do przepisywania książek (no chyba że nauczyciel jest sprawny inaczej) więc tutaj potrzebowałabym jednak skan. Jako że niepotrzebnie zakładasz że moje dziecko jest upośledzone, zadania w zeszycie też wykonywało by samo (tak jak dotąd gdy była chora) ale kurde musi wiedzieć jakie zadanie, dlatego skan. Nie musisz nikomu pomagać, tylko pamiętaj że to wszystko do Ciebie kiedyś wróci, czy w to wierzysz czy nie.
              • hanalui Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 26.02.13, 11:34
                chipsi napisała:

                > Nie musisz nikomu pomagać, tyl
                > ko pamiętaj że to wszystko do Ciebie kiedyś wróci, czy w to wierzysz czy nie.

                No patrz...a klika postow nizej ktos napisala ze wszystkim dzieciom tam pozycza/pozyczalo a jak sam chce pozyczyc to nikt nei chce, a nauczycielka stwierdzila ze pozyczac nie musi.... to co wrocilo?
              • hanalui Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 26.02.13, 11:41
                chipsi napisała:
                >Nie musisz nikomu pomagać, tyl
                > ko pamiętaj że to wszystko do Ciebie kiedyś wróci, czy w to wierzysz czy nie.

                Tia...wrocilo.
                W podstawowce kolezance wpadl moj zeszyt do windy, w taka szpare, pewnie lezy tam do dzis, nigdy go nie odzyskalam.
                Na studiach wiecznie musialam sie bujac kto ma moje notatki bo byly tak dobre ze wszyscy ich potrzebowali, a jedna swina nawet zrobila sobie z tego biznes, skanowala, pomniejszala, robila sciagi i sprzedawala, bez mojej wiedzy oczywiscie, bo nawet tego goscia nie znalam.
                Nawet wdziecznosciowa czekolada do mnei nie wrocila wiec sorry nie rozsmieszaj z tymi gornolotnymi myslami tongue_out
                • chipsi Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 27.02.13, 08:47
                  To Cię jeszcze rozmieszę: własne dzieci będą ci jeszcze do kryki kopać. Proszę, nie ma za co big_grin
      • iwoniaw I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to taki 21.02.13, 12:09
        wielki wysiłek cyknąć fotkę telefonem i wysłać mailem - nawet jeśli dzieciaki zapisują (przyjmijmy, bo jeszcze takich rzeczy nie widziałam) po 15 stron dziennie, to mnie nijak wykonanie 15 zdjęć i kliknięcie "wyślij jako załączniki" nie zajmuje specjalnie dużo czasu. Aż strach pomyśleć, jakim wysiłkiem dla niektórych musi być pisanie na forum big_grin
        • joanna_poz Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 12:32
          ja np. mam kiepski aparat w telefonie, wiec ani telefonem nie pstryknę, ani z telefonu nie wyślęsmile wiec nie u wszystkich to takie hop siup jak u Ciebie

          • iwoniaw Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 12:41
            Ale jakiś aparat cyfrowy z kabelkiem do kompa w domu masz?
            Bo ja nawet wyjęcie sprzętu z szuflady i poświęcenie kwadransa nadal traktuję jako _drobną_ przysługę, a nie naciąganie mnie na utratę całego popołudnia dla pomocy w czyichś sprawach.

            (BTW, mój telefon jest już dość leciwy i aparat nie najwyższej klasy, ale jak zrobię zdjęcie, to widać, co na nim jest, zwłaszcza jeśli wyświetlone na ekranie komputera.)
            • przystanek_tramwajowy Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 12:45
              Nie, nie mam aparatu z kabelkiem do Internetu (naprawdę). Nagrywam na kartę i przegrywam do kompa. Zdjęcia z mojej komórki są takie, że niewiele na nich widać. Aparat służy mi do dzwonienia i tę funkcję spełnia idealnie.
              • arwena_11 Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:06
                No ale jaki problem przegrać z karty?
            • joanna_poz Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:02
              aparat mam.
              mam nawet skaner i kopiarkęsmile jako ze na użytek domowy to dośc wolny.

              zeby nie było, ja nie mam z tym problemu, zeby zeszyt pozyczyc, albo sąsiadom cos tam skopiowac (sama nwet mogę podwieźć)smile
              ale czasu to trochę zajmie, o ile mowimy o ilości większej niz kilka stron.

              • pade Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:06
                No i co z tego, że Ci to zajmie trochę czasu. Raz Ty poświęcisz czas komuś, raz ktoś Tobie.
                Naprawdę jesteś pewna na 200%, że Twoje dziecko nigdy nie będzie potrzebowało czyjejś pomocy?
                • joanna_poz Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:15
                  ja z tym nie mam problemu.
                  natomiast chodzi mi o zasade, że jak kogos proszę o przysługę, to staram się poprosic tak, zeby to uczynic, jak najmniej pracochlonne i upierdliwe dla tej osoby, do ktorej mam prosbę.

                  a więc proszę - "pozycz mi zeszyty, a ja sobie skseruję/zeskanuję i oddam". tak jest chyba grzeczniej niż "czy możesz mi zeskanowac/ wyslac"

                  • chipsi Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:34
                    Ależ w każdym opisanym przeze mnie przypadku osoba zainteresowana sama organizowała sobie notatki, za wyjątkiem przykładu gdy to ja zapytałam kolezankę o możliwość przesyłania notatek na bieżąco gdybym musiała wyjechać (a więc i nie mogłabym sama tego zrobić).
                • wuika Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:24
                  Wiesz co? Ja potrafię zrozumieć, że człowiek czasem jest w takim miejscu życia i wszystkiego dookoła, że znalezienie 15 minut na coś tam dodatkowego jeszcze to może już być za dużo. Ale to są momenty, dla pojedynczego człowieka. Nie wierzę, że normalnie, od czasu do czasu jeden człowiek nie jest w stanie drugiemu poświęcić 15 minut smile
                  • dorcia1234 I ja też naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, 21.02.13, 13:45
                    że problemem jest napisanie maila czy wysłanie zdjęć, biorąc pod uwagę ile ceenego czasu poświęcono w tej chwili autorce wątku, na udowadnianie jej, że jest naciągaczką i leniuchem.
                    • iwoniaw No, aż dziw, że forum sa w stanie ogarnąć 21.02.13, 14:50
                      w tym szalonym, zabieganym życiu, gdzie każda sekunda na wagę złota i dla cudzych notatek nie ma jej co marnować big_grin
                    • nanuk24 Re: I ja też naprawdę nie mogę wyjść ze zdumieni 21.02.13, 23:31
                      Dobre! hehe
                    • estragonka Re: I ja też naprawdę nie mogę wyjść ze zdumieni 25.02.13, 18:10
                      dorcia1234 napisała:

                      > że problemem jest napisanie maila czy wysłanie zdjęć, biorąc pod uwagę ile ceen
                      > ego czasu poświęcono w tej chwili autorce wątku, na udowadnianie jej, że jest n
                      > aciągaczką i leniuchem.

                      jestem zszokowana tym watkiem, mocno ...

                      ostatnio tato kolezanki corki do mnie dzwonil, ze przyjedzie pozyczyc ksiazke od mojej córy bo u jego młodej brakuje jakiejs strony. powiedzialam, zeby sie nie wyglupial - snieg, zawieja na dworze, to mu puszcze skan na maila...

                      a jak corka chipsi jest w 1 klasie to w 2 tyg naprawde niewiele zapisze.. pare zdjec i tyle, nawet jesli ktos nie ma skanera to aparat albo telefon..

                      to u nas jednak rodzice nie sa dziwni, bo zeszyty i ksiazki pozyczaja i nawet skanuja tongue_out

                      a zwyczajnie zaleglosci corka od 1 klasy sama bierze od kolegow, najczesciej dzwoni i pyta ktore zadania i strony robili w ksiazkach. nawet 7-latek jest w stanie podac to przez tel ... zeszyt czasem nadrabiala po powrocie do szkoly (kwestia jednego dnia, bo duzo tego w zeszytach nie bylo..)
            • aquarianna Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:14
              > (BTW, mój telefon jest już dość leciwy i aparat nie najwyższej klasy, ale jak z
              > robię zdjęcie, to widać, co na nim jest

              I widać dokładnie to, co ktoś zapisał w zeszycie? Naprawdę trudno uwierzyć, że jesteś w stanie robić zdjęcia w opcji makro "leciwym telefonem z aparatem nie najwyższej klasy" wink
              • joanna_poz Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 13:19
                ja nie mam leciwego, zrobilam w ramach testu zdjecie dokuemntu, ktory mam na biurku i widac kiepskowink
                • lauren6 Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 14:36
                  Dla mnie to też jakaś abstrakcja fotografowanie notatek. Chyba, że takiej matce nie przeszkadza, że z powodu oszczędności na xero popsuje dziecku wzrok.
                  • falka_85 Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 09:01
                    No już może bez przesady. Nie tak dawno robiłam foto dokumentu telefonem (wcale niewypasionym) i wszystko widać bardzo dobrze, do swobodnego czytania nawet na ekranie telefonu. W czasie studiów też fotografowaliśmy (zwykłym aparatem, bo wtedy taki w budowany w telefon rzeczywiście nie wystarczał) notatki z wykładów, rozwiązania zadań itd. i też problemu nie było. Naprawdę problem wymyślony na siłę...
          • przystanek_tramwajowy Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 12:42
            joanna_poz napisała:

            > ja np. mam kiepski aparat w telefonie, wiec ani telefonem nie pstryknę, ani z t
            > elefonu nie wyślęsmile wiec nie u wszystkich to takie hop siup jak u Ciebie
            >

            Ja dokładnie tak samo. Skanera nie mam, kopiarki też nie. Aparatem cyfrowym mogę zrobić, ale potem trzeba to przecież wgrać do kompa, wysłać. Zawracanie głowy, na które mogę nie mieć czasu i ochoty, szczególnie codziennie przez 2 tygodnie. No, chyba że ktoś się nudzi w pracy i może sobie takie rzeczy robić.
            • iwoniaw Myślałby kto, że zrzut zdjęcia do kompa i wysłanie 21.02.13, 12:44
              mailem to operacja logistyczna na miarę startu wahadłowca. Oczywiście, nie musisz nikomu niczego ułatwiać, ale nie dorabiaj ideologii do kompletnego braku życzliwości dla innych.
            • ilonka001988 Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 14:24
              Padłam i nie wstanę. Choremu dziecku nie pomóc, bo żal cennego czasu, bo nie mam kopiarki, bo nie mam aparatu... a jakim cudem dałaś radę coś na forum napisać? Rejestracja, logowanie, ogarnianie układu forum. Normalnie pomyślałby kto że obowiązki amerykańskiego prezydenta masz. Aczkolwiek obserwując tę parę to od nich chyba szybciej by sie o to doprosił.
              • aquarianna Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 21.02.13, 23:33
                > bo nie mam kopiarki, bo nie mam aparatu... a jakim cudem dałaś radę coś na forum napisać
                > ?

                Chcesz powiedzieć, że do pisania na forum niezbędne jest posiadanie kopiarki czy aparatu?

                > Rejestracja, logowanie, ogarnianie układu forum.

                I jak wyżej - co ma do tego posiadanie ww sprzętu?
        • mama_kotula Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 09:56
          Cytat
          wielki wysiłek cyknąć fotkę telefonem i wysłać mailem - nawet jeśli dzieciaki zapisują (przyjmijmy, bo jeszcze takich rzeczy nie widziałam) po 15 stron dziennie, to mnie nijak wykonanie 15 zdjęć i kliknięcie "wyślij jako załączniki" nie zajmuje specjalnie dużo czasu.


          Iwonia, ja myślę, że nie chodzi tyle o czas, co o logistykę.
          W tej chwili jestem w stanie napisać post na forum, bo moje dziecko zajęło się próbami wkładania butów, ale w każdej chwili mogę to przerwać, zaraz wychodzimy na spacer.
          Robienie zdjęć - ok, jak młode śpi, albo jest daleko. Inaczej jest to wyrywanie aparatu i wiszenie na nodze.
          Do czego zmierzam: nie chcę się deklarować z czymś, czego być może nie będę w stanie na czas dostarczyć, bo nie wygrzebię tych kilku minut przed północą. I dlatego też z prośbą o skany czy coś podobnego nie zwracam sie do mamy Zuzi, która ma oprócz Zuzi na stanie roczne bliźniaki i jest z nimi wszystkimi przez 11h sama w domu, tylko raczej zwrócę sie do mamy Karola, która Karola ma jednego i nie pracuje, bo myślę, że jej będzie łatwiej te strony zeskanować. Z kolei nie widzę problemu, aby rzeczoną Zuzię odprowadzić do szkoły na drugą zmianę, bo wyjście do szkoły przypada na czas, kiedy wychodzę z młodą na spacer. I tak dalej.

          Rozumiesz, o co może chodzić? O to, że dodatkowa czynność - nawet kilkuminutowa - potrafi być dość skomplikowana logistycznie. Po prostu. A nie o to, że ktoś jest nieużytym pasożytem i nie chce pomóc choremu dziecku uncertain
          • echtom Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 10:03
            > O to, że dodatkowa czynność - nawet kilkuminutowa - potrafi być dość skomplikowana logistycznie.

            Ale w wątku powalające jest to, że sporo osób odmówiłoby takiej pomocy dla zasady.
            I jeszcze rodzice wraz z nauczycielami uczą dzieci od małego, by nikomu nie pomagały uncertain
            • mama_kotula Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 10:09
              echtom napisała:

              > > O to, że dodatkowa czynność - nawet kilkuminutowa - potrafi być dość skom
              > plikowana logistycznie.
              >
              > Ale w wątku powalające jest to, że sporo osób odmówiłoby takiej pomocy dla z
              > asady.

              > I jeszcze rodzice wraz z nauczycielami uczą dzieci od małego, by nikomu nie pom
              > agały uncertain

              Ja generalnie tez odmawiam dla zasady. Opisałam niżej, kiedy odmówiłam pomocy w lekcjach. Oraz przy skomplikowanej logistyce i permanentnym deficycie czasu, priorytety są jednak nieco inne, czyli w pierwszej kolejności rodzina i czas dla rodziny, potem znajomi.
              I tak, uczę córkę, że się pomaga, ale nie za wszelką cenę (patrz mój post niżej, o panience, która przychodziła 3 razy w tygodniu do mojej córki, bo jej mamuni nie chciało sie dziecku pomóc w lekcjach, zresztą po co ma pomagać i czas tracić, skoro parę klatek dalej jest koleżanka, która nie umie odmówić uncertain).
              • echtom Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 10:14
                Nie rozumiemy się. "Dla zasady" znaczy, że bez konkretnego powodu ("teraz nie mam czasu", "już dość pomogłam, czuje się wykorzystywana"), lecz dlatego, że uważamy, iż każdy powinien radzić sobie sam i nie zawracać innym głowy - nawet jeśli mogą pomóc bez specjalnego wysiłku.
                • mama_kotula Re: I naprawdę nie mogę wyjść ze zdumienia, że to 26.02.13, 10:19
                  echtom napisała:

                  > Nie rozumiemy się. "Dla zasady" znaczy, że bez konkretnego powodu ("teraz nie m
                  > am czasu", "już dość pomogłam, czuje się wykorzystywana"), lecz dlatego, że uwa
                  > żamy, iż każdy powinien radzić sobie sam i nie zawracać innym głowy - nawet jeś
                  > li mogą pomóc bez specjalnego wysiłku.

                  Aha, rozumiem teraz. W takim razie się zgadzam.
                  Z drugiej strony, wydaje mi sie, że to nie jest takie czarno-białe, jakby z tego wynikało, więc nadal się waham z wydaniem osądu.
          • iwoniaw Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 09:19
            i co więcej zgadzam się; szukanie pomocy w odpowiedni sposób to klucz do jej otrzymania wink
            Niemniej odnosiłam się do wypowiedzi o:
            - obiecywaniu podrzucenia zeszytów (przy jednoczesnej odmowie, by to chpsi przyszła - ok, rozumiem, że ktoś nie ma ochoty/warunków, by wpuszczać kogokolwiek do chałupy choćby na 5 min. z powodów dowolnych) i nie zrobieniu tego, za to nieodbieraniu telefonów
            - podkreślaniu, że to posłanie fotki/skanu to rzecz straszliwie skomplikowana i niemożliwa dla znacznego procenta populacji w skończonym czasie (możnaby pomyśleć, że ematki generalnie nie słyszały już nie mówię o smartfonach, ale nawet o prostych komórkach z aparatem, w ogóle netu nie mają, tylko porozumiewają się tam-tamem i wystukanie tych 435678 stron, jakie zapisuje dziennie przeciętny uczeń na etapie wczesnoszkolnym jest faktycznie Gigantycznym Poświęceniem)
            - a już szczęka mi opadała coraz niżej przy tekstach o braku zapłaty, żebraniu, Rumunach nachodzących ludzi w domach

            Jeśli ktoś by napisał tak jak Ty, podając jako powód niechęci do skanowania/mailowania/fotografowania, że generalnie nie ma często czasu się podrapać i nie zawsze taka prośba jest w porę, ale generalnie jeśli może, to pomaga (a jeśli nie pomaga, to nie "dla zasady", tylko konkretnej osobie z konkretnych powodów), to słowa bym nie powiedziała. Ale powody jak powyżej są dla mnie co najwyżej świadectwem, że niektórym naprawdę frustracja podchodzi powyżej gardła i nawet taka - zdawałoby się - niewinna sytuacja, jak prośba chorej koleżanki dziecka o podanie numerów stron w ćwiczeniach jest okazja do wyżycia się na innych.
            • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:05
              iwoniaw napisała:

              > Jeśli ktoś by napisał tak jak Ty, podając jako powód niechęci do skanowania/mai
              > lowania/fotografowania, że generalnie nie ma często czasu się podrapać i nie za
              > wsze taka prośba jest w porę, ale generalnie jeśli może, to pomaga (a jeśli nie
              > pomaga, to nie "dla zasady", tylko konkretnej osobie z konkretnych powodów), t
              > o słowa bym nie powiedziała. A

              Sorry ale nie musze sie nikomu tlumaczyc jakie sa tego powody bo to niczyja sprawa.
              Ktos mowi nie i ja rozumiem, nie wnikam, nie potrzebuje zadnych tlumaczen. Pomaganie nie jest obowiazkiem, jest dobra wola. Ktos chce to to robi, ktos nie ma ochoty to nie robi. Guzik mnie obchodzi czy robi to dla zasady, czy dlatego ze ma umierajaca osobe pod opieka, czy placzace niemwle przy piersi, czy pilna delegacje, czy ze leniwy czy z innego powodu.
              Nie wydaje mi sie zeby taka chipsi przyjela jakiekolwiek tlumaczenia. Nawet po tym watku widac, bo przeciez co to szkodzi, bo to, bo tamto, bo sramto. Ludzie...nie to nie i kropka
              • iwoniaw Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:12
                "Taka chipsi" póki co, wg tego co napisała, nie domagała się tłumaczeń od ludzi w realu, tylko przyjęła odmowę na klatę i zapytała na forum, jakie mogłyby być powody takiego zachowania, bo jej nie przychodzą do głowy. A na forum wśród przyznających, że niekoniecznie by skanowali/pożyczali, jedynie mama_kotula napisała cokolwiek z sensem, zaś reszta ochoczo wyciąga argumenty od czapy ze sztandarowym i dla ciebie "nie muszę mieć dobrej woli i niech się wszyscy pocałują w dupę, skoro mnie nie są aktualnie potrzebni" na czele.
                • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:44
                  iwoniaw napisała:

                  > "Taka chipsi" póki co, wg tego co napisała, nie domagała się tłumaczeń od ludzi
                  > w realu, tylko przyjęła odmowę na klatę i zapytała na forum, jakie mogłyby być
                  > powody takiego zachowania, bo jej nie przychodzą do głowy.

                  No to dziwne pojmowanie przyjmowania na klate. Gdyby przyjela to by przeszla do porzadku dziennego i zrozumiala ze nie to nie. Sredno rozgarnieta osoba by sie domyslila ze skoro ktos odmawia to ma jakis powod i tu dowolnie sobie moze wrzucic tysiace powodow lub nie ma zadnego powodu i tyle. Kropka. Temat skonczony
                  • chipsi Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:53
                    No widzisz jaka głupia jestem, wchodzę na forum i bezczelnie poruszam interesujący mnie temat smile
                • chipsi Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:46
                  Ano dokładnie tak. Koleżanka nie pałała entuzjazmem, więc nie drążyłam ani nie prosiłam dalej, mimo że jednoznacznie nie odmówiła. Przyjęłam do wiadomości i nikogo nie zamierzam zmuszać. Rozmawiam o tym na forum bo od tego też ono jest. Z argumentami innych mogę się zgadzać albo i nie. Nie rozumiem natomiast że kogoś dziwi dyskusja na forum smile
              • iwles Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:21

                no własnie ja braku tej dobrej woli nie rozumiem. Dziś potrzebuje ktoś, innym razem będzie potrzebowało moje dziecko. I jakoś to się kręci.
                • martialis Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:34
                  ... Dziś potrzebuje ktoś, innym razem będzie potrzebowało moje dziecko. I jakoś to się kręci.

                  Być może właśnie tutaj jest pies pogrzebany?
                • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:47
                  iwles napisała:

                  >
                  > no własnie ja braku tej dobrej woli nie rozumiem.

                  Nie musisz rozumiec. Przyjmujesz jak dogmat. Ludzie maja lub nie maja dobrej woli, chca pomagac lub nie. Tyle
                  • aguila_negra Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 10:57
                    > Nie musisz rozumiec. Przyjmujesz jak dogmat. Ludzie maja lub nie maja dobrej wo
                    > li, chca pomagac lub nie. Tyle

                    A Ty sama nigdy nie potrzebujesz pomocy?
                    • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:06
                      aguila_negra napisała:

                      > A Ty sama nigdy nie potrzebujesz pomocy?

                      A co to ma do rzeczy?
                      Chyba napisalam jasno. Jesli ktos odmawia to rozumiem i nie wnikam, zakladam ze ma jakies powody i tyle. Nawet jesli podowdem jest brak powodu to nie moja sprawa, serio.
                      Podkreslam: pomaganie to nie obwiazek, to dobra wola.
                      Obrazanie i strojenie fochow, bo ktos nie podal powodow, bo .. bo... jest dziecinne i smieszne
                      • iwles Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:29

                        bardzo duzo ma do rzeczy, a co złego jest w wyjaśnieniu, dlaczego się nie chce pomóc? Ubędzie ci strun głosowych, jeśli dodasz: słuchaj, bardzo chętnie bym pomogła, ale nie dam rady, nie wyrobię się czasowo, mam taki nawał własnych spraw.
                        • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:45
                          iwles napisała:

                          > bardzo duzo ma do rzeczy, a co złego jest w wyjaśnieniu, dlaczego się nie chce
                          > pomóc? Ubędzie ci strun głosowych, jeśli dodasz: słuchaj, bardzo chętnie bym po
                          > mogła, ale nie dam rady, nie wyrobię się czasowo, mam taki nawał własnych spraw

                          Bo nie trzeba sie tlumaczyc obcym ludziom jesli sie nie chce. Serio tak trudno ci to zrozumiec? Serio z ochota sie tlumaczysz?

                          Nie no co ty pood nie mam czasu i nawal wlasnych prac nie jest powodem wg tego watku. tongue_out Przeciez cykanie fotek wysylki duzo czasu nie zajmuja big_grin.
                          Powodem ze np mam wlasnie raka i zygam jak kot po pierwszej chemii niekoniecznie ludzie sie chca dzielic.
                        • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:52
                          iwles napisała:

                          > a co złego jest w wyjaśnieniu, dlaczego się nie chce
                          > pomóc? Ubędzie ci strun głosowych,

                          A co zlego jest w niepodawaniu powodu? Ubedzie ci jak nie bedziesz znala faktycznego powodu? Tylko swoje niezdrowa ciekawosc chcesz zaspokajac nawet w tak durnej sprawie ze ktos nie chce wykonac twojej prosby?
                          • jagienka75 Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:59
                            > A co zlego jest w niepodawaniu powodu? Ubedzie ci jak nie bedziesz znala faktyc
                            > znego powodu? Tylko swoje niezdrowa ciekawosc chcesz zaspokajac nawet w tak dur
                            > nej sprawie ze ktos nie chce wykonac twojej prosby?


                            Chyba to jednak głupio tak powiedzieć komuś w twarz NIE POMOGĘ BO NIE albo BO MI SIĘ NIE CHCE. Nieprawdaż?
                            Może rzeczywiście lepiej nie podawać "powodu", jeśli się ma takie podejście, jak ty.
                      • iwoniaw Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:32
                        Tyle że to nie jest rozmowa o konieczności podawania powodów, tylko rozważania, jakie powody są zrozumiałe i istotne, a jakie patologiczne. To, że tobie się zdaje, że to nic nie szkodzi, jeśli ktoś jest socjopatą, to inna rzecz.
                      • aguila_negra Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 11:57
                        > A co to ma do rzeczy?

                        Po prostu pytam. Czy są sytuacje, że potrzebujesz pomocy, bo sama sobie nie poradzisz?

                        > Chyba napisalam jasno. Jesli ktos odmawia to rozumiem i nie wnikam, zakladam ze
                        > ma jakies powody i tyle. Nawet jesli podowdem jest brak powodu to nie moja spr
                        > awa, serio.

                        Trudno uwierzyć. Może jeszcze po prostu nie miałaś do czynienia z sytuacją, gdy odmowa pomocy stawiała Cię w czarnej dupie.

                        > Podkreslam: pomaganie to nie obwiazek, to dobra wola.

                        Wiem. Co nie zmienia faktu, że są takiej sytuacje, w których odmowa pomocy "bo nie i już", to z moralnego punktu widzenia zwykłe buractwo.

                        > Obrazanie i strojenie fochow, bo ktos nie podal powodow, bo .. bo... jest dziec
                        > inne i smieszne

                        Nie chodzi o podawanie powodów. Chodzi o sytuacje, gdy odmowa pomocy jest takim samym żałosnym występkiem, jak obojętne przejście obok staruszki, która się właśnie przewróciła na chodniku i nie może się sama podnieść. Teoretycznie też można powiedzieć, że się nie ma ochoty, czasu albo ma pomalowane paznokcie. Albo po prostu "nie, bo nie".
                        • jagienka75 Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:00
                          > Wiem. Co nie zmienia faktu, że są takiej sytuacje, w których odmowa pomocy "bo
                          > nie i już", to z moralnego punktu widzenia zwykłe buractwo.


                          Dokładnie.
                        • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:50
                          aguila_negra napisała:

                          > Trudno uwierzyć. Może jeszcze po prostu nie miałaś do czynienia z sytuacją, gdy
                          > odmowa pomocy stawiała Cię w czarnej dupie.

                          W co ci trudno uwierzyc? Ze powody mnie nie interesuja? No taka jestem malo ciekawska.
                          Myslisz ze bedziesz mniej w czarnej dupie, jak to okreslilas, jak ci ktos odpowie ze pilna delegacje albo mi sie nie mam dla ciebie czasu?
                          Co to zmieni technicznie ze bedziesz znala powod? Przeciez nada przyslugi nie uzyskasz a przeciez o to chodzi, nie? Serio pytam, co zmieni ze bedziesz znala powod procz tego ze se bedziesz mogla sklasyfikowac, o swinia, nie swinia?

                          > Wiem. Co nie zmienia faktu, że są takiej sytuacje, w których odmowa pomocy "bo
                          > nie i już", to z moralnego punktu widzenia zwykłe buractwo.

                          Ale czyja moralnosc zamierzasz brac pod uwage? Bo wg mojej moralnosci i zgodnie z moim sumieniem popieranie wyjazdow wakacyjnych w ciagu roku jest nie teges, i nie zamierzam przykladac i pomagac w takich kwestiach. Wg twojej moralnosci moge byc wrednym zazdrosnikiem, burakiem.
                          Puntk widzienia zmienia sie od punktu siedzenia. Mama kotula ma zdrowa doze egoizmu, dba o wlasne rodziny i wlasne interesy i dlatego sasiadka przestala jej mowic dzien dobry. T

                          > Nie chodzi o podawanie powodów.

                          Wlasnei chyba jednak chodiz. Trzeba miec dobry powod i go podac bo inaczej jest sie burak.
                          Ty go musisz znac, a ja zwyczajnie zakladam ze ktos taki powod ma. Ot tak....MA POWOD i odmawia. Tyle

                          Chodzi o sytuacje, gdy odmowa pomocy jest takim
                          > samym żałosnym występkiem, jak obojętne przejście obok staruszki, która się wł
                          > aśnie przewróciła na chodniku i nie może się sama podnieść.
                          Teoretycznie też mo
                          > żna powiedzieć, że się nie ma ochoty, czasu albo ma pomalowane paznokcie. Albo
                          > po prostu "nie, bo nie".


                          No i...jak ktos poda ze ma wymalowane paznokcie, nie, bo nie, czy dysk mu wypada to zmieni to cos w sytuacji staruszki?
                          Bycie dobrym samarytaniniem nie jest obowiazkowe czego wiekszosc pan tu widac nie rozumie i doklada ze burak, ze to ze smo. Od razu potrzeba przypiecia latki, sklasyfikowania. Ma dobry powod czy nie, burak czy nie burak. Tylko ze latka nic nie zmienia, burak pozostaje burakiem, poszukujacy pomocy musi szukac dalej, nieprawdaz?
              • chipsi Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:49
                hanalui napisała:
                > Sorry ale nie musze sie nikomu tlumaczyc jakie sa tego powody bo to niczyja spr
                > awa.

                Nie, nie musisz, masz tylko prawo wymagać tego od innych (dlaczego wyjeżdżam, dlaczego nie oddałam w tym czasie dziecka na części itd). big_grin
                • lelija05 Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 12:51
                  Chipsi, dobra kobieto, z nią nie warto dyskutować, szkoda klawiatury.
                  • chipsi Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 13:01
                    Lelijo, nudzi mi się w robocie ostatnio tongue_out
                    • lelija05 Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 13:05
                      To musisz się pieruńsko nudzić, skoro zabijasz nudę dyskutując z taką aspołeczną jędzą big_grin
                      • chipsi Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 13:10
                        Wychodzi na to że mam jeszcze skłonności masochistyczne wink
                        • lelija05 Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 13:11
                          Dobrze, że nie sadystyczne smile
                      • hanalui Re: Ależ oczywiście, że rozumiem, o czym piszesz 27.02.13, 13:19
                        lelija05 napisała:
                        zabijasz nudę dyskutując z taką aspołeczn
                        > ą jędzą big_grin

                        Ulzylo ci jak przypielas latke?
      • pade Re: Chyba pierwszy raz się zaszokowałam na serio 21.02.13, 13:02
        ja też jestem zszokowana
        w życiu bym nie przypuszczała, że poświęcenie komuś 15 minut może być taką katorgą

    • marghe_72 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:05
      Córka pożycza bez problemu
      Córce pożyczają bez problemu

      Poza tym w dobie internetu naprawdę nietrudno sobie przekazać co było robione, co jest zadane itp.
    • paskudek1 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:43
      jedynym problemem w kwestii uzyskania informacji co było przerobione u syna (klasa 3) jest sytuacja kiedy dziecko nie wszystkie książki ma w domu. Zdarza się że zostawiają w szkole coś z czego w domu nie będą korzystali i jeżeli mój był chory albo któres dziecko i dzwonimy do siebie wzajemnie (rodzice) to moze się zdarzyć że np. nie ma podręcznika, kart pracy albo czegoś tam.I wtedy jest problem. Aha i problem jest z angielskim bo podręcznik jest durnowaty i nigdy nie wiem co zrealizowali czego nie, skaczą po nim jak koniki polne. Ale NIGDY się nie zdarzyło żeby ktokolwiek odmówił udzielenie info. W ostateczności dzwoni się do wychowawcy ale ja zawsze wolę do którejś matki. Tym bardziej że wychowawca mi poda tylko jej zakres a angielskiego i religii już nie.
    • guderianka Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:47
      Ja nie pożyczam
      Ale córka owszem-pożycza komuś gdy jest w potrzebie i jej też pozyczają
    • owianka Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 12:55
      Czasem jak czytam o kolegach, matkach koleżanek, sąsiadach i współpasażerach ematek, to mam wrażenie, że mieszkam na jakiejś innej planecie.
    • ilonka001988 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 14:16
      Jak umiesz liczyć, to licz na siebie - najlepszy bezpośredni kontakt z nauczycielką. Ja pomagałam wszystkim, moje zeszyty krążyły po całej klasie, bo byłam dobrą uczennicą i miałam wszystko zawsze dobze wypełnione, w ogóle nie opuszczałam zajęć. Pamiętam jak w szostej klasie jednak złozyła mnie paskudna angina - trzy tygodnie zwolnienia.
      Nikt nie chciał mi dać zeszytu na weekend, nagle każdy się uczy, ma do mnie za daleko, - powód? Niech jej się wreszcie noga powinie i dostanie jakąś jedynkę.
      Zeszyt dało mi dziecko z patologicznej zaniedbanej rodziny, mnóstwo błędów, widocznie niedomagania widac było jak na dłoni, no ale tematy miał przynajmniej zapisane.

      Serio serio... może dziecko autorki za dobrze się uczy, za dobrze wygląda i tak dalej...
      • ezmd99 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 16:42
        Serio serio... może dziecko autorki za dobrze się uczy, za dobrze wygląda i tak
        > dalej...

        Moja córka miała tak samo, najgorzej było po zawodach sportowych, nikt nie chciał pożyczyć. Ale zawsze można samemu wyliczyć, co powinno być zrobione. A zawiść i zazdrość ludzka nie zna granic. A dzieci uczą się od swoich rodziców norm i zasad postępowania. Gdy mój mąż poszedł do wychowaczyni w sprawie tych zeszytów i powiedział, że córka zawsze i wszystkim daje lekcje, gdy ją o to poproszą. Usłyszał, a przecież nie musi nikomu dawać, po co daje. No ręce opadają. Wyścig szczurów.
        • echtom Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 16:53
          > Usłyszał, a przecież nie musi nikomu dawać, po co daje.

          Czego jeszcze się dowiem w tym wątku? Biedna moja szczęka.
    • asia_i_p Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:40
      Nikt nigdy nie prosił, nie widzę problemu, żeby pożyczyć, z drugiej strony pewnie pierwsze, co bym proponowała, to fotografia lub skan i wysłanie na maila.
    • messa-lina Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 15:48
      Moja córka ma sąsiedztwie kolegę z klasy, wystarczy telefon do ojca chłopca i po upływie pół godziny, lub więcej (zależy od sytuacji) można iść po przygotowany komplet książek i zeszytów. Pożyczamy na godzinkę dwie i oddajemy. Oczywiście w drugą stronę też to działa. smile Czasami zwracają się do nas prośbą o pożyczenie zeszytów rodzice innych dzieci. Nigdy nie odmawiamy.
      • wioskowy_glupek Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 21.02.13, 21:50
        Jestem przerażona tym wątkiem, chociaż nie wiem czy nie bardziej tym -
        forum.gazeta.pl/forum/w,46,139378562,,Nieobecnosc_w_szkole_a_pomoc_kolegow.html?v=2
        Jak zwykle z niezwykle empatycznych jematek wylazło prawdziwe uczucie skrywanej zawiści i egoizmu wink żenada.

        Za moich czasów nie było komórek, gg, skype, aparatów a każde dziecko mogło liczyć na to że ktoś mu zeszyt przyniesie. No ale w tedy ematek szpecjalistek nie było wink Którym szkoda było cennego czasu na kiblu.
    • podkocem Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 22.02.13, 02:26
      Ja pikolę ale jaja.
      Pamiętam że kiedy byłam chora, kolezanki mi przynosiły zeszyty do domu, siedziały, mama obiadkiem częstowała, ja przepisywałam, a kiedy ktoras byla chora, ja przychodzilam do nich. I tak całą podstawówkę. W liceum było troszkę inaczej bo odległości większe, ale ludzie sobie pomagali zawsze.
    • eliszka25 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 22.02.13, 02:58
      moj syn dopiero w pierwszej klasie, wiec jakichs wielkich ksiazek nie ma. byl raz dluzej chory, ale problemu z lekcjami nie bylo, bo po szkole codziennie pukala do nas coreczka sasiadki z bloku, ktora chodzi z moim synem do klasy i podrzucala karteczke od pani, co trzeba zrobic oraz wszystkie potrzebne materialy. u nas jest troche inny system niz w polsce, bo ksiazki/zeszyty dzieci maja na stale w szkole (ja nawet nie wiem dokladnie, ile tego jest, bo wszystko ze szkoly dostal), wiec jak robili cos w ktorejs ksiazce, to mala sasiadka przynosila ze szkoly dana ksiazke z zaznaczeniem, co na jakiej stronie trzeba zrobic itp. wielkich notatek pierwszoklasisci w pierwszym polroczu nie robia, wiec pozyczania zeszytow nie bylo.

      gdyby sytuacja byla analogiczna, jak u ciebie, to nie mialabym problemu z pozyczeniem ksiazki/zeszytu kolezance czy koledze syna. sama ze swoich czasow szkolnych pamietam takie wymienianie sie zeszytami/ksiazkami w razie potrzeby i dla mnie jest to normalne.
    • jagienka75 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 22.02.13, 07:22
      Po przeczytaniu tego wątku jestem w szoku!
      Jak można odmówić pomocy choremu dziecku???????????
      Za moich czasów nie było problemu z pożyczaniem zeszytów a jeśli danego dziecka nie było przez dłuższy czas w szkole, nauczyciele wysyłali do niego "delegację" składającą się z dwójki dzieciaków, żęby to chore mogło na bieżąco nadrabiać zaległości.
      Jeśli kiedyś taka sytuacja spotka moje dzieci, poruszę ten temat na wywiadówce a wcześniej utnę sobię pogawędkę w wychowawcą.
      Jak tak można??????????????????????????????????????????????????????
    • imasumak Wygląda na to, że mamy szczęście. 25.02.13, 13:52
      Najdalej w drugim dniu nieobecności przychodzi albo dzwoni jakaś koleżanka i mówi co trzeba uzupełnić. Teraz to trzecia klasa, ale gdy córka była młodsza ja sama dzwoniłam do mamy jakiejś koleżanki lub wychowawczyni i prosiłam o podanie zakresu materiału do uzupełnienia.
    • ziarenko-piasku Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 16:03
      Ło Matko...dziwne;/
      Mój syn chodzi dopiero do 4 klasy ale zdażałsie pożyczyć zeszysty koledze który był chory.
      A raz nawet pozyczaliśmy książkę-lekturę Lessi wróć, bo okazało się,ze mamy dwie na staniewink
    • jowita771 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 18:24
      Pożyczyłabym. To chyba przez ten wyścig szczurom tak ludziom odbiło, myslą, że jak podłożą drugiemu nogę, to sami przeskoczą naprzód.
      A może chodzić do nauczycielki? Ja ostatnio dreptałam co parę dni, jak córka chorowała i robiłysmy na bieżąco.
    • jowita771 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 18:25
      O rany, Chipsi, to Ty, nie spojrzałam wcześniej. Ta bratanica, co jej nie chce nikt pozyczyć to ta sama, co Cię okradła parę razy? To bym się nie dziwiła tak bardzo, że nie chcą pożyczać.
      • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 09:47
        To nie ta bratanica, to młodsza, chociaż tu akurat mogłabym zrozumieć tyle że sytuacja wyglądała tak, że to ja się zaoferowałam że wezmę książkę i skseruje ale bratanica usłyszała że JA ją zniszczę. Wyszła niezła zadyma bo kobieta skomentowała moje umiejętności (nie znając mnie osobiście), ja jej inteligencję (a raczej brak) no i poszło... smile
    • dorek3 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 25.02.13, 23:37
      Moje dzieci właśnie na chorobowym. Jeden 2 tygodnie. Codziennie przychodzi mail od nauczycielki z wyszczególnionym zakresem tego co robili. Książki przywlokłam ze szkoły do domu. Był kłopot tylko z angielskim ale jeden z rodziców zrobił fotki komórka i przysłał.
    • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 00:18
      Cytat
      Pożyczacie książki koleżankom Waszych pociech czy tez nie i potraficie to logicznie uzasadnić?


      Książkę, zeszyt - bez problemu moje dziecko pożyczy.
      Natomiast moje dziecko bywało również nieasertywnym gamoniem i pozwalało sobie zawracać tyłek, kiedy mieliśmy - całą rodziną - ewidentnie inne plany. Przychodziła panna, dzwoniła domofonem i mówiła "ja do Ani przyszłam po lekcje", po czym zasiadała przy biurku i oczekiwała, że Ania wytłumaczy jej matematykę, i durna Ania matematykę tłumaczyła, a potem mi jęczała, że mieliśmy iść na lodowisko ale przyszła Weronika i ona MUSIAŁA jej wytłumaczyć.
      No więc nie, nie musiała. Po kilku wizytach "znienacka" - porozmawiałam sobie z mamą Weroniki i poprosiłam, aby jednak telefonicznie o wizytach uprzedzała, zanim wyśle córkę do nas, aby moja jej tłumaczyła zadanie domowe, bo często koliduje to nam z naszymi planami.
      Po tym Weronika przestała przychodzić w ogóle. A mama Weroniki przestała odpowiadać na "dzień dobry". Wyszło na to, że jestem nieużytą biczą i odmawiam pomocy dziecku tongue_out

      I tak sobie myślę, że czasem mam taki zapieprz w domu, że dodatkowe zeskanowanie i wysłanie kilku stron z książki dla kogoś ma u mnie bardzo niski priorytet. Niższy niż np. poczytanie moim dzieciom książki, niż pójście z nimi na górkę na sanki, niż zmienienie zasranej pieluchy, niż pogranie z mężem w planszówkę. I tak, to jest niby tylko 10 minut, ale muszę się bardzo postarać, aby wykroić dla siebie i rodziny takie 10-minutówki. Ale, jak już pisałam, jestem nieużytą biczą i odmawiam pomocy dzieciom.
      • aquarianna Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 06:23
        > Ale, jak już pisałam, jestem nieużytą biczą i odmawiam pomocy dzieciom.

        I w tym wszystkim pozostaje Ci tylko mieć nadzieję, że Twoje dzieci nigdy nie będą w przypadku dłuższej nieobecności w szkole potrzebowały pomocy kolegów.
        • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 26.02.13, 08:03
          aquarianna napisała:

          > > Ale, jak już pisałam, jestem nieużytą biczą i odmawiam pomocy dzieciom.
          >
          > I w tym wszystkim pozostaje Ci tylko mieć nadzieję, że Twoje dzieci nigdy nie b
          > ędą w przypadku dłuższej nieobecności w szkole potrzebowały pomocy kolegów.

          W tym wszystkim przyszła ironia i kopnęła cię w dupę.

          Jeśli 3-4 razy w tygodniu przychodzi do twojego dziecka lasia, która żąda - nie prosi, żąda, stawia dziecko twoje przed faktem dokonanym "przyszłam, żebyś mi wytłumaczyła zadanie domowe" - bo jego mamusi się nie chce (nie, że nie umie, to jest 2 klasa podstawówki, na litość boską), to również po jakimś czasie miałabyś dość, jakby to notorycznie rozwalało twojej rodzinie plan dnia.

          Oraz naprawdę, o ile jestem w stanie podać numery stron smsem, czy sfotografować i wysłać JEDNĄ albo DWIE strony z książki, o tyle nie dałabym się wrobić w skanowanie materiału z 2 tygodni, tudzież pamiętanie o codziennym przesyłaniu skanu tego, co zostało przerobione. Wiem, że komuś się to może wydać dziwne, ale rodzina ma u mnie większy priorytet niż znajomi, nie mówiąc o tym, że mam dwoje autystyków, którzy na tyle absorbują, że w pewnych dniach nie mam czasu iść sie wysr..., a co dopiero skanować ksiażki dla ich szkolnych kolegów.

          Niemniej i tak w naszej szkole dziecko nie ma obowiązku nadrobienia materiału w czasie choroby, po przyjściu do szkoły dostaje od nauczyciela zakres materiału do uzupełnienia i tyle.
          • kobieta_z_polnocy Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 09:05
            Doskonale cie rozumiem. Natomiast mam wrazenie, ze ludzie bardzo roznie definiuja pojecie "pomocy". Zeszyty i materialy pozyczalo sie od zawsze, od podstawowki do studiow, ale wygladalo to tak, ze osoby albo przepisywaly recznie to czego im brakowalo (zamierzchle czasy) albo same kserowaly materialy. Oczywiscie w wyjatkowych przypadkach zrobilabym te zdjecia czy skany i wyslala poczta, ale na boga, nie dzien w dzien przez dwa tygodnie ze wszystkich przedmiotow. W takich sytuacjach trzeba sie moze umowic z kilkoma rodzinami, tak zeby nie obciazac tylko jednego dziecka, bo troche czasu i logistyki to jednak wymaga.

            Podobnie ma sie sprawa z darmowymi korepetycjami jak w poscie powyzej. Wszystko ma swoje granice. Pomyslmy tez o tej drugiej stronie, kiedy mowimy, ze "to tylko kilka fotek" albo "ze co Kasi szkodzi wytlumaczyc, skoro sama siedzi teraz nad zeszytami".
            • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 10:41
              kobieta_z_polnocy napisała:
              > Podobnie ma sie sprawa z darmowymi korepetycjami jak w poscie powyzej. Wszystko
              > ma swoje granice. Pomyslmy tez o tej drugiej stronie, kiedy mowimy, ze "to tyl
              > ko kilka fotek" albo "ze co Kasi szkodzi wytlumaczyc, skoro sama siedzi teraz n
              > ad zeszytami".

              To jest w ogóle zupełnie inna sprawa. Wszystko rozbija się o wyczucie, albo jego brak. I to się przenosi potem w życie dorosłe, zauważyłyście? Przychodzi do mnie koleżanka i pyta, czy mogę jej poprawić szablon wordpressa, bo "co to dla ciebie, przecież machniesz to w godzinkę, a ja bym robiła to ze 3 dni", inna koleżanka przychodzi i pyta, czy mogę jej rozliczyć PIT, bo co to dla ciebie, pracowałaś w skarbówce, nie? i ok, w miarę możliwości można pomóc, ale często osoby nadużywają uprzejmości i uznają, ze skoro umiem robić strony www i idzie mi to szybko, to co to dla mnie, mogę machnąć w tzw. międzyczasie.
              Problem pojawia się, kiedy próśb o charytatywę jest 20 jednocześnie, a człowiek ma pilny deadline i ząbkujące niemowlę.
              • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 10:54
                mama_kotula napisała:
                Wszystko rozbija się o wyczucie, albo jeg
                > o brak. I to się przenosi potem w życie dorosłe, zauważyłyście? Przychodzi do m
                > nie koleżanka i pyta, czy mogę jej poprawić szablon wordpressa, bo "co to dla c
                > iebie, przecież machniesz to w godzinkę, a ja bym robiła to ze 3 dni",
                > Problem pojawia się, kiedy próśb o charytatywę jest 20 jednocześnie, a człowiek
                > ma pilny deadline i ząbkujące niemowlę.

                Mama kotula nie ma sensu tlumaczyc. Ematka jak zwykle odwrotnie. W lyzce wody do spolu utopilaby tesciowa, bratowo i szwagierke z dziecimi; w kolejce do kasy czy o miejsce w autobusie oczy by wydrapala, ale ochoczo po nocach bedzie nawet siedziec przez 2 tygodnie by jakiejs obcej babie ktora zna ledwie z widzenia przyslugi robic, bo jej sie w roku szkolnym wakcjowac zamarzylo. big_grin
                • iwoniaw Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 11:35
                  No tak, "chore dziecko" w tytule wątku wręcz implikuje wniosek o leniwych babach wylegujących się na Hawajach w środku roku szkolnego big_grin
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 11:40
                    iwoniaw napisała:

                    > No tak, "chore dziecko" w tytule wątku wręcz implikuje wniosek o leniwych babac
                    > h wylegujących się na Hawajach w środku roku szkolnego big_grin

                    A w srodku watku zamiar wyjechania na dwa tygodnie i prosba o skanowanie smile
                    • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 12:57
                      A to miejsce zamieszkania można opuszczać tylko celem wywczasowania? Aaa to sorki, nie wiedziałam.
                • aguila_negra Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 12:00
                  > akiejs obcej babie ktora zna ledwie z widzenia
                  > przyslugi robic, bo jej sie w roku szkolnym wakcjowac zamarzylo. big_grin

                  Trzeba było od razu napisać, ze zazdrość Cię zżera. To też jest jakieś wytłumaczenie, dlaczego nie ma się ochoty komuś pomóc.
                • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 13:16
                  Cytat
                  Mama kotula nie ma sensu tlumaczyc. Ematka jak zwykle odwrotnie. W lyzce wody do spolu utopilaby tesciowa, bratowo i szwagierke z dziecimi; w kolejce do kasy czy o miejsce w autobusie oczy by wydrapala, ale ochoczo po nocach bedzie nawet siedziec przez 2 tygodnie by jakiejs obcej babie ktora zna ledwie z widzenia przyslugi robic, bo jej sie w roku szkolnym wakcjowac zamarzylo. big_grin


                  Nie lubię, jak ktoś się tak nakręca, Hanalui. Że ematka to a ematka tamto.

                  Powiem krótko: tak, nie ma obowiązku pomagania - bo nie ma. Nie ma obowiązku usprawiedliwiania się, dlaczego się nie pomogło - oczywiście, że nie ma. I tu się z tobą zgadzam, nikt nic nie musi.

                  I to się ładnie nazywa asertywnością. Aby umieć odmówić bez poczucia winy.
                  Niemniej, z asertywnością wiąże się postrzeganie człowieka "asertywnego". Postrzeganie jako niechętnego do pomocy, nieżyczliwego itp. - i tak, ludzie mają do tego prawo, tak samo jak ma się prawo do niepomagania nikomu. I myślę, że to o to chodzi, o postrzeganie i - przyjęcie na klatę: zaakceptowanie tego, jakim cię ludzie postrzegają.

                  Staram się nie oceniać, ale to jest bardzo trudne. Nie wierzę, prawdę mówiąc, w niepomaganie ot tak dla zasady, sądzę, że zawsze za brakiem pomocy jest jakiś powód, niekoniecznie uświadomiony. Niemniej trudno jest pokonać dysonans, który powstaje, kiedy wydaje się, że ktoś nie ma problemu, aby pomóc - a nie pomaga. I człowiek oczekuje racjonalnego wyjaśnienia, dlaczego. Choć w sumie nie powinien oczekiwać, ale człowiek jest istotą, która lubi wiedzieć, dlaczego. Więc jednak oczekuje.

                  A ja tak sobie myślę, abstrahując od całej tej asertywności i postrzegania - że czasem warto komuś pomóc. Ot, po prostu. Bez dorabiania ideologii, bez spodziewania się wdzięczności. Zwyczajnie komuś pomóc, jeśli nie jest to kwestia dużej logistyki i jesli nie czujemy się wykorzystywani po raz pięćsetny.
                  • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 14:43
                    mama_kotula napisała:
                    > Nie wierzę, prawdę mówiąc, w
                    > niepomaganie ot tak dla zasady, sądzę, że zawsze za brakiem pomocy jest jakiś
                    > powód, niekoniecznie uświadomiony.

                    No ja tez tak uwazam i nawet jesli mi sie to nie podoba, to coz...przezyje, to nie koniec swiata. Serio nie roztrzasam czy ktos mial wazny czy niewazny powod, czy burak czy nie

                    > że
                    > czasem warto komuś pomóc. Ot, po prostu. Bez dorabiania ideologii, bez spodzie
                    > wania się wdzięczności. Zwyczajnie komuś pomóc,

                    Ale ja tego nie neguje, nigdzie nie pisze zeby nie pomagac, nie ustepowac miejsca, przepuszczac w kolejce
                    Natomiast wydaje mi sie ze wiekszosc tu "pomagierek" robi to bo przeciez byc moze one tez beda potrzebowaly pomocy, ktos bedzie musial sie im odwdzieczyc, bo przeciez ich dziecko pozycza, one tak robia, zeby nie wyjsc na buraka itd. Pomoc, przysluge traktuja jak towar wymienny, bo skoro ja tobie to przeciez ty mi tez musisz i potem zdziwko ze ktos nie pomaga z jakis tam powodow podanych czy nie podanych, nie robi tego co sie oczekuje.
                    • iwles Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 14:52

                      aleś sobie teorię wymyśliła big_grin
                      • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 14:57
                        A tam. Ludzie wierzą w karmę i że potem wraca wszystko, co zrobisz. Ja nie wierzyłam. Ale złapałam się na tym, że jak parę razy dostałam coś miłego, to jakoś chętniej innym też robię miłe rzeczy. Ot, cała teoria i filozofia. Im więcej pomocy w powietrzu lata, tym więcej wychodzi od ludzi.
                        • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 15:07
                          mama_kotula napisała:

                          > A tam. Ludzie wierzą w karmę i że potem wraca wszystko, co zrobisz.

                          Swietnie...pewnie dlatego potem roztrzasaja i wlos na 4 rozbieraja czemu ta Ziutka spod 5 nie chciala pozyczyc ksiazki i zeszytu, matmy jej dziecko wytlumaczyc i czemu nie chciala zeby karma do niej i jej rodziny wrocila big_grin. No czemu z niej taki burak ze dobrej karmy nie chce? No tak...to by wszystko wyjasnialo
                          • aquarianna Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 13:11
                            > Swietnie...pewnie dlatego potem roztrzasaja i wlos na 4 rozbieraja czemu ta Ziu
                            > tka spod 5 nie chciala pozyczyc ksiazki i zeszytu, matmy jej dziecko wytlumaczy
                            > c i czemu nie chciala zeby karma do niej i jej rodziny wrocila big_grin. No czemu z n
                            > iej taki burak ze dobrej karmy nie chce? No tak...to by wszystko wyjasnialo

                            Nie, po pierwszym zdziwieniu i zaskoczeniu przychodzi jedynie smutna refleksja, a zaraz potem konluzja, że egoistycznej i samolubnej Ziutce też nie warto pomagać. I się jej po prostu nie pomaga. Tak też działa karma suspicious
          • aquarianna Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 13:05
            > W tym wszystkim przyszła ironia i kopnęła cię w dupę.

            A co w tym, co napisałaś było ironią??
            Odniosłam się właściwie do fragmentu:
            zeskanowanie i wysłanie kilku stron z książki dla kogoś ma u mnie bardzo niski priorytet. Niższy niż np. poczytanie moim dzieciom książki, niż pójście z nimi na górkę na sanki, niż zmienienie zasranej pieluchy, niż pogranie z mężem w planszówkę>
            Niby jest to zrozumiałe. Teoretycznie. W praktyce informacja, że się nie pomoże koledze własnego dziecka w nadrobieniu zaległości, bo woli się pograć z mężem w planszówkę jest dla mnie wyrazem pewnego rodzaju egoizmu i znieczulicy. Oczywiście, każdy ma prawo być egoistą, ktoś wyżej napisał, że pomaganie to dobra wola, a nie egoizm, ale właśnie dlatego napisałam, że "I w tym wszystkim pozostaje Ci tylko mieć nadzieję, że Twoje dzieci nigdy
            nie będą w przypadku dłuższej nieobecności w szkole potrzebowały pomocy kolegów".

            > Wiem, że komuś się to może wydać dziwne, ale
            > rodzina ma u mnie większy priorytet niż znajomi, nie mówiąc o tym, że mam dwoje
            > autystyków, którzy na tyle absorbują, że w pewnych dniach nie mam czasu iść si
            > e wysr..., a co dopiero skanować ksiażki dla ich szkolnych kolegów.

            Nie no ok, zastanawia mnie tylko co Ty byś zrobiła, gdyby Twoje absorbujące dzieci któregoś dnia również zniknęły ze szkoły na 2 tygodnie.

            > Niemniej i tak w naszej szkole dziecko nie ma obowiązku nadrobienia materiału w
            > czasie choroby, po przyjściu do szkoły dostaje od nauczyciela zakres materiału
            > do uzupełnienia i tyle.

            Mimo tego siłą rzeczy zeszyty czy ćwiczenia też trzeba wówczas pożyczyć od kolegów. Gdyby nadrobienie zaległości przez samo dziecko było takie proste bez pomocy z zewnątrz, bo po kija je w ogóle posyłać do szkoły.
            • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 13:50
              Cytat
              Teoretycznie. W praktyce informacja, że się nie pomoże koledze własnego dziecka w nadrobieniu zaległości, bo woli się pograć z mężem w planszówkę jest dla mnie wyrazem pewnego rodzaju egoizmu i znieczulicy.


              W praktyce mam dla męża ok. 1h wolnego czasu dziennie. Dlaczego wg ciebie _egoizmem_ jest poświęcenie czasu najbliższej osobie, a nie osobie obcej?

              Nie mówię, zauważ, o zupełnym niepomaganiu. Mówię o sytuacji, kiedy mam po całym dniu wreszcie czas na chwilę odpoczynku w towarzystwie męża i nagle mam z tego czasu dodatkowo wykroić 15 minut na skanowanie i przesyłanie zadań dla kolegi córki. Zobacz, co pisałam wyżej w odpowiedzi na post Iwoniaw - logistyka. Oraz pomoc w miarę możliwości. Oraz szukanie pomocy tam, gdzie pomagającemu sprawi to najmniej kłopotów. Powtórzę: nie poproszę o skanowanie mamy Zuzi, która jest przez 11h dziennie sama z Zuzią i jej dwójką rocznych braci, tylko poproszę mamę Karola, która nie pracuje i przedpołudnia spędza na forum albo z mężem, który pracuje zdalnie z domu. Naprawdę, wszystko zależy od sytuacji potencjalnego pomagającego - nie mi ani tobie oceniać, czy to egoizm, znieczulica czy cokolwiek innego.

              Popatrz na to ze strony męża, który cały dzień czekał, aby spędzić ze mną godzinę na tym, co lubimy robić razem, bez dzieci, może w ten sposób zaczaisz, że nie chodzi tutaj o egoizm, znieczulicę czy inny uj, tylko o priorytety.
              • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:01
                Zeszłyśmy jednak trochę z tematu. Bo tak jak potrafię zrozumieć że ktoś nie zechce poświecić mi swojego czasu tak nie rozumiem tak wielkiej niechęci do pomocy, która nas nic nie kosztuje - vide pożyczenie książki czy zeszytu. A już podejście "nie pomogę bo ja sama nie potrzebuję i nigdy potrzebować nie będę" jest zwyczajnie głupie.
                • lelija05 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:05
                  Chipsi, zauważ że takie podejście - nie i uj - mają w sumie tylko dwie osoby, mamakotula wyjaśniła sensownie, dlaczego nie może/nie chce pomóc, w jej przypadku, faktycznie byłoby nietaktem zawracać jej yyy głowę.
                  Z tego co przeczytałam, to większość była zdziwiona i nie odmówiłaby pomocy.
                  Wiec chyba nie jest tak źle smile
                  • chipsi Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:50
                    Ano nie jest Lelijo. W końcu zawsze te zeszyty dostajemy smile
                    • lelija05 Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:52
                      To najważniejsze smile
              • aquarianna Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:27
                > W praktyce mam dla męża ok. 1h wolnego czasu dziennie. Dlaczego wg ciebie _egoi
                > zmem_ jest poświęcenie czasu najbliższej osobie, a nie osobie obcej?

                Kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie - kto bardziej ucierpi - Ty i mąż, ponieważ z tej godziny w ciągu 2 tygodni będziesz okrajać 15 minut dla obcej osoby czy obca osoba, bo zostanie kompletnie bez żadnej pomocy? Nie mówimy przecież o sytuacji permenentnej tylko o czasowej. Zakładając oczywiście, że męża masz dla siebie przez cały rok, a nie akurat pechowo w te 2 tygodnie, bo wówczas to w ogóle nie ma o czym mówić.

                > Nie mówię, zauważ, o zupełnym niepomaganiu.

                To przepraszam, źle Cię zrozumiałam albo zmiksowały mi się razem wypowiedzi innych osób.

                > Mówię o sytuacji, kiedy mam po cały
                > m dniu wreszcie czas na chwilę odpoczynku w towarzystwie męża i nagle mam z teg
                > o czasu dodatkowo wykroić 15 minut na skanowanie i przesyłanie zadań dla kolegi
                > córki.

                Ale na tej zasadzie to nigdy nikomu nie będziesz w stanie pomóc, bo zawsze będziesz miała tylko tę chwilę na odpoczynek i dla męża wink Co więcej - wychodzi na to, że nie daj Boże Tobie samej pojawi się jakieś nagłe, dodatkowe, obciążające czasowo zajęcie w ciągu dnia, a rozłożysz się całkowicie na łopatki, bo nie będziesz w stanie rozciągnąć doby o parę godzin dłużej.

                > Popatrz na to ze strony męża, który cały dzień czekał, aby spędzić ze mną godzi
                > nę na tym, co lubimy robić razem, bez dzieci, może w ten sposób zaczaisz, że ni
                > e chodzi tutaj o egoizm, znieczulicę czy inny uj, tylko o priorytety.

                Ale właśnie o to też mi chodzi. Rozumiem, że rodzina, że priorytety i z pewnością sama odmówiłabym pomocy, która miałaby trwać w nieskończoność (choć to też zależy). Natomiast poświęcenie się tylko przez jakiś czas to zupełnie inna sprawa. Znając mojego męża, byłby w stanie to zrozumieć i odłożyć wspólne przyjemności na za 2 tygodnie. Świat się od tego nie skończy, jak sądzę.
                • hanalui Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:39
                  aquarianna napisała:
                  Znając mojego męża, byłby w stanie to zrozumieć i odłożyć wspólne przyjemnoś
                  > ci na za 2 tygodnie. Świat się od tego nie skończy, jak sądzę.

                  I tym oto uroczym zdaniem, czy chcesz, czy nie chcesz, czy mozesz czy nie mozesz pomagac musisz bo to przeciez...bla, bla, bla... a jak nie tos burak albo bitch big_grin
                • echtom Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 14:43
                  W sumie najprościej byłoby te zeszyty pożyczyć na weekend, żeby sobie chory dzieciak materiał nadrobił.
                • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 15:41
                  Cytat
                  Kwestia odpowiedzenia sobie na pytanie - kto bardziej ucierpi - Ty i mąż, ponieważ z tej godziny w ciągu 2 tygodni będziesz okrajać 15 minut dla obcej osoby czy obca osoba, bo zostanie kompletnie bez żadnej pomocy?


                  Aquarianno, w klasie jest oprócz mojego jakieś 25 osób. I tak, zaraz się pewnie dowiem, że każdy będzie zajęty, i każdy będzie miał ważniejsze zajęcia i tak dalej i osoba zostanie bez pomocy goła i wesoła, na mrozie i śniegu i w ogóle.

                  Kto ucierpi bardziej? to zależy, jak już ci mówiłam, od sytuacji. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy bardziej ucierpi dziecko, które dostanie jedynkę, czy ucierpi moja rodzina, bo ja będę zła, że znowu pędzę z wywieszonym jęzorem (niby w słusznej sprawie, nie?) i nie mogę spędzić czasu z najbliższymi, więc jestem ogólnie wściekła, przez co mnie zaczyna świat irytować i odbija się to na mojej rodzinie.

                  I być może są to 2 tygodnie, a potem się okaże, że w następnych dwóch tygodniach potrzeba czegoś innego, i jak to, nie pomożesz? egoistko ty. A potem się okaże, że starsza sąsiadka złamała nogę i trzeba jej przynosić codziennie zakupy i gotować obiad (no przecież mąż i planszówki mogą poczekać, a dzieci mogą sobie wieczorem poczytać same, leć do sąsiadki, egoistko ty, ona jest zupełnie bez pomocy), a potem się jeszcze okaże, że mama Kasi z gromady zuchowej jest w zagrożonej ciąży i trzeba Kasię wozić na zbiórki, biwaki itp.. I odkładamy to granie w planszówkę na za tydzień. I na za miesiąc. I na za rok. Aby Kasia, sąsiadka, Zosia i pani spod czwórki nie ucierpiały.

                  I potem się okazuje, że właściwie to nie mamy już w co grać, bo się do siebie za bardzo nie odzywamy, i tak, wiem, to jest drastyczny i celowo przerysowany przykład. A do czego zmierzam: zmierzam do tego, żeby nie wpaść w wir pomocy innym (aby taka Aquarianna i inne koleżanki nie posądziły o znieczulicę) zaniedbując własną rodzinę i bliskich, zaniedbując siebie i swój wolny czas i odpoczynek. Po prostu.
            • morekac Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 28.02.13, 22:06
              W praktyce informacja, że się nie pomoże
              > koledze własnego dziecka w nadrobieniu zaległości, bo woli się pograć z mężem
              > w planszówkę jest dla mnie wyrazem pewnego rodzaju egoizmu i znieczulicy.
              Mojej córce leżącej kiedyś ze złamaniem przez 6 tygodni przynosił zeszyty kolega z sąsiedztwa.
              A sprawę można też załawić tak: przeskanuję/przedyktuję - ale nie teraz, tylko za 3 godziny, jak wrócimy z basenu itp.
              • mama_kotula Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 01.03.13, 00:28
                Cytat
                Mojej córce leżącej kiedyś ze złamaniem przez 6 tygodni przynosił zeszyty kolega z sąsiedztwa.


                Jak najbardziej jestem za tym, aby dziecko zanosiło zeszyty choremu koledze. Co więcej, sama bym to dziecku zleciła i dopilnowała wykonania. Dziecku wiele nie ubędzie, jak pół godziny ze swojego wolnego czasu (którego ma kilka godzin dziennie) poświęci na zrobienie czegoś dobrego - wręcz przeciwnie.
                Nie jestem zaś za tym, aby dodatkowo upieprzyć w codziennym skanowaniu rodzica, który ma na głowie trójkę dzieci, pracę zawodową i inne obowiązki.
                Zasada wąskiego gardła tu ma zastosowanie, tak myślę.

                Cytat
                A sprawę można też załawić tak: przeskanuję/przedyktuję - ale nie teraz, tylko
                > za 3 godziny, jak wrócimy z basenu itp.


                Morekac, nie zawsze da się. Naprawdę.
                Dlatego o ile jest to sprawa jednorazowa, to ok, jak najbardziej ok, ale w dłuższe akcje pomocowe nie chcę się angażować, bo nie zawsze jestem w stanie zdążyć na czas z pomocą.

                Zresztą, patrząc na ten wątek, skutek i tak ten sam - bo jak nie pomogę, to egoistka, a jak się zadeklaruję, ze pomogę i nie pomogę, to jeszcze gorzej niż egoistka tongue_out
    • iin-ess Re: Jak pożyczyć zeszyt dla chorego dziecka? 27.02.13, 09:06
      chipsi napisała:

      > Moja córka zachorowała i nie była kilka dni w szkole. No i okazało się że nie t
      > ak łatwo pożyczyć zeszyty by mogła uzupełnić zaległości. Poprosiłam sąsiadkę, o
      > dparła że podrzuci (chciałam sama wpaść). Nie doczekałam się. Moja mama poszła
      > po zeszyty dla mojego brata (kilka lat temu). Znajoma odparła w drzwiach że ja
      > k się komuś nie chce uczyć to jego problem i zamknęła jej drzwi przed nosem. Ku
      > zynce matka koleżanki rzuciła coś o Rumunach żebrzących po domach a bratanicy n
      > ikt nie pożyczył książki bo była droga i się może zniszczyć.

      Ludzie skąd wy takie problemy bierzecie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja