Komunikacja bez przemocy

23.02.13, 20:29
Byłam dzisiaj na szkoleniu - warsztatach o komunikowaniu bez przemocy w kontekscie wychowywania dzieci zwłaszcza.
Ciekawa jestem, czy znacie tą "szkołę" i co o niej sądzicie.
Ja nauczyłam się sporo, ale gdybym miała tak ścisle się do tego stosować, to chyba bym zwariowała ważąc każde słowo w zyciu codziennych (przykład: "nie wolno nikogo bić" - źle, "ja nie chcę żebys bił" - dobrze, "ale jesteś dzielny" - źle, "podoba mi się jak wyjąłes tego klocka z dzuiry" - dobrze). Poza tym nie zgadzam się z podejsciem, że rezygnujemy z pojęcia "posłuszeństwo" na rzecz pojęcia "współdziałanie".
    • moofka Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 20:35
      bralam udzial w cyklu takich szkolen
      nie powiem, pouczajace to bylo
      chociaz jak sie wnerwie to mowie jezykiem szakala
      albo sycze jezykiem zmiji big_grin
      ale pomaga mi to
      zwlaszcza kiedy musze sie konfrontowac z kims przekazujac cos niezbyt przyjemnego
      z rodzicami np to rozmawiam wg tych schematow
      bez oceniania a zachecajac do wspoldzialania
      z efektami bywa roznie, ale rozmowy sa mile tongue_out
      przy czym sa osoby ktore mowia mi wowczas za delikatna jestes zyebac trzeba big_grin
      • anika772 Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:00
        Ja bardzo podobnie do Moofkismile
        Czytuję sobie Liv Larsson, dla odświeżania. Jak mam PMS, to żadne tam "non-violent", tylko syk żmii i zęby jadowe.
    • kawka74 Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 20:40
      Znamy.
      Co prawda pierwsze zetknięcie z NVC nastąpiło poprzez blog 'W świecie żyrafy', który na długo mnie zniechęcił do zagłębienia się w temat, ale sama idea porozumienia i współpracy jest dla mnie OK.
    • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:03
      Bardzo szanuję ten styl komunikacji. Mąż miał z tego sporo szkoleń, ja tylko czytałam i próbowałam stosować w trudnych sytuacjach z moimi uczniami.
      I tak naprawdę słowa nie są ważne. W momencie, kiedy zaakceptujesz, że twoje uczucia są ważne i że odpowiadasz za to, żeby to co mówisz, było zrozumiałe, że w każdej sytuacji możesz się doszukać swojego zakresu odpowiedzialności i przejmować tylko nim - to słowa płyną już same.

      Mnie to dawało ogromne poczucie siły. Kiedy nie szukałam niepodważalnych argumentów, dlaczego moje dziecko MUSI coś zrobić, tylko z przekonaniem mówiłam, że CHCĘ, żeby to zrobiła. Kiedy w reakcji na moje zachowanie przestałam się dopatrywać uprzedzeń, a zaczęłam szukać, co ludzie mogą czuć i jaką ja mam z tego informację.

      Pamiętam pierwszy moment, kiedy to poczułam: kiedy po ciężkiej pracy nad jakąś prezentacją o sukcesach szkoły, dwie koleżanki powiedziały mi, że to było nudne, a uczennica prezentująca źle czytała. Najpierw poczułam tylko urazę, ale potem zaczęłam się właśnie zastanawiać - nad ich uczuciami i nad tym, co w związku z tym ja mogę zrobić. I doszłam do wniosku, że gdyby rzeczywiście czuły znudzenie, to jako uprzejme osoby by to ukryły. Więc tym znudzeniem kryją inne uczucie, mniej nadające się do ujawnienia. Postawiłam na urazę i złość i rzeczywiście okazało się, że w prezentacji pokazały się osiągnięcia ich klas, a nie było zaznaczone, że one nad tym sprawowały opiekę. Odnotowałam, że trzeba zawsze skonsultować taką prezentację przed upublicznieniem z wszystkimi nauczycielami i mogłam zamknąć sprawę. Gdybym skupiła się na tym, co one powinny, co nie powinny, jak tak mogły, a jak nie mogły, to bym się gryzła tą sprawą przez miesiąc, tak mogłam ją odłożyć emocjonalnie na półkę po kilku godzinach. Przyjęcie mojej części odpowiedzialności dało mi poczucie wolności i kontroli nad sytuacją.

      A co do kwestii posłuszeństwa i współdziałania, to jest tylko stwierdzenie faktu. Posłuszeństwo nie istnieje. Jeżeli kogoś słuchasz, to znaczy, że z jakiegoś powodu się zgadzasz i z nim współpracujesz, bo przecież nie jesteś zahipnotyzowana. Więc nie ma co udawać, że mamy magiczną siłę, a potem łamać ręce, że ją straciliśmy, lepiej się już na starcie pogodzić z faktem, że jej nie mamy.
      • moofka Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:12
        A co do kwestii posłuszeństwa i współdziałania, to jest tylko stwierdzenie faktu. Posłuszeństwo nie istnieje. Jeżeli kogoś słuchasz, to znaczy, że z jakiegoś powodu się zgadzasz i z nim współpracujesz, bo przecież nie jesteś zahipnotyzowana. Więc nie ma co udawać, że mamy magiczną siłę, a potem łamać ręce, że ją straciliśmy, lepiej się już na starcie pogodzić z faktem, że jej nie mamy.

        mysle tak samo chyba
        i nawet przy malych dzieciach nie oczekuje posluszenstwa dla zasady tylko zawsze po cos
        jezeli chce zeby dziecko sie zameldowalo o konkretnej godzinie to nie bo tak
        tylko dlatego ze on wie, ze bede sie martwic
        jak ma odbierac telefon ZAWSZE to nie dlatego ze jest poddany ale z tego samego powodu
        i skoro nie czuje sie zniewolony a wie, jaka jest moja motywacja - troska glownie, to zawsze dotrzymuje umowionych terminow i meldunkow
        mlodszy chociaz jeszcze nie ma 5 lat jest egzemplarzem baaaardzo trudnym i tu zadne posluszenstwo dla zasady nie wchodzi w gre
        co najwyzej zatnie sie albo dostanie histerii i wscieku jak probuje cos na nim wymoc prawem kaduka
        wiec i tu przydaje sie negocjowanie i empatia zyrafy tongue_out
        • szyszunia11 Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:25
          moofka napisała:


          > mysle tak samo chyba
          > i nawet przy malych dzieciach nie oczekuje posluszenstwa dla zasady tylko zawsz
          > e po cos

          Ja tez nie twierdzę, że posłuszeństwo jest celem samym w sobie. Ale nie zawsze dziecko przyjmie argumenty i tłumaczenie, oj nie zawsze. I jednak (przynajmniej u nas) przychodzi ten moment, kiedy muszę coś przeprowadzić wbrew jego woli lub nie spełnić nagłej absurdalnej zachcianki. Owszem, to jest "po coś" nie dla sportu, ale jednak w takiej sytuacji odwołuję się do swojej władzy rodzicielskiej i mimo protestów w formie histerii na przykład przeprowadzam swoją wolę.
          • klinkierzg Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 18:14
            No tak, są rzeczy, które niejako "musimy" zrobić czyli coś, co bardzo chcemy, a dziecko ma inny plan na życie w danym momencie. Np. chcesz już spać, bo padasz na pysk, a dziecko jeszcze chce siedzieć w wannie. No to nie zostawisz dziecka samego i nie pójdziesz spać, tylko wyjmiesz dziecko z wanny, mimo jego protestów, ale dajesz mu przy tym empatię.
            --
            porozumienie bez przemocy
      • szyszunia11 Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:16
        asia_i_p napisała:

        > A co do kwestii posłuszeństwa i współdziałania, to jest tylko stwierdzenie fakt
        > u. Posłuszeństwo nie istnieje. Jeżeli kogoś słuchasz, to znaczy, że z jakiegoś
        > powodu się zgadzasz i z nim współpracujesz, bo przecież nie jesteś zahipnotyzow
        > ana.

        kwestia nazewnictwa, ale moim zdaniem posłuszeństwo - czy to w pracy, czy to w klasztorze, czy to na styku - rodzic - dziecko jest wtedy, kiedy robisz coś POMIMO, że się nie zgadzasz. Prędzej zgadzasz się na układ podległości, ale daną czynność wykonujesz nie z własnej woli a własnie w wyniku tej podległości. Uznajesz nad sobą czyjś autorytet, władzę. Przykład: dziecko biegnie, mama krzyczy - stój! - dziecko niechętnie, ale zatrzymuje się... taki odruch posłuszeństwa.

        Więc nie ma co udawać, że mamy magiczną siłę, a potem łamać ręce, że ją st
        > raciliśmy, lepiej się już na starcie pogodzić z faktem, że jej nie mamy.

        pewnie, że nie mamy magicznej siły, ale moim osobistym zdaniem - powinniśmy mieć jako rodzice ostatnie słowo. Mówię tu o kwestiach takich jak: uderzyłeś - przeproś, rzuciłeś - podnieć itd. Na dzisiajeszym szkoleniu usłyszałam, że to dziecko samo powinno o wszystkim decydować poza sprawami zagrażającymi życiu. Nie zgadzam się.
        • pade Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:26
          Ja się zgadzam, ale tak się nie da. To znaczy ja nie potrafięsmile
          Próbowałam, ale naprawdę musiałabym wywalić z domu zegarki, poinformować szkołę, i wziąć urlop bezpłatny, żeby bez stresu wcielać w życie język zyrafy.
          Natomiast idea jest słuszna, jak najbardziej. I ta kwestia odpowiedzialności, o ktorej wspomniała Asia, przy dużej świadomości, zmienia optykę, ułatwia zycie.
          Ja ze swej strony gorąco polecam książkę Dojrzeć do szczęścia Thomasa d'Asnemborough.
    • szyszunia11 Re: Komunikacja bez przemocy 23.02.13, 21:32
      jeszcze gwoli ścisłości dodam, ze wiele rzeczy było trafnych i z wieloma się zgadzam jak najbardziej np. nasza nie do końca świadoma manipulacja dzieckiem.
      Ale dla mnie sprawa została doprowadzona do absurdu. Dlaczego niby nie powinnam powiedzieć dziecku "nie wolno nikogo bić"? tylko "ja nie chcę żebyś bił"? a może własnie czasem chciałabym, żebyś temu denerwującemu Stasiowi przysolił, ale nie wolno bić, więc się powstrzymam?wink Powiem Wam, że mi pomagało jak czasem synkowi powiedziałam: wiesz co, mam ochotę ci teraz przylać, ale tego nie zrobię, bo nie wolno nikogo bić. Od razu było mi lżej i tez wiem, ze on się też czegoś nauczył ode mniewink
      • myga Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 09:23
        Dlaczego niby nie powinnam
        > powiedzieć dziecku "nie wolno nikogo bić"? tylko "ja nie chcę żebyś bił"?
        --------
        Uwazam dokladnie jak ty. Mowiac, ze nie chce, abys bil stasia, dopuszczam mozliwosc bicia janka.
        Albo przyklad niezbyt udany, albo blad w rozumowaniu. Mowiac wlasnie "nie wolno nikogo bic" dajesz jasny komunikat, ze przemoc jest naganna.
        • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 09:46
          Oczywiście, ze są tu niektóre słuszne założenia, ale z całością absolutnie sie nie zgadzam. To paraliżuje normalną, spontaniczną komunikację z dzieckiem. Dziecko przestaje znać mnie, a zna moje ulepszone wydanie, gdzie nie mówię, tego co chcę, tylko mówię do dziecka wyłacznie w celu dydaktyczno-wychowawczym. To zaburza naturalną komunikację i nie jest dobre.
          Poza tym mówienie "ja nie chcę" jest IMO manipulacją i błędem wychowawczym, ponieważ uczy dziecko, ze to , czego chce mama ma być dla niego w pewien sposób wiążące.
          • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 13:38
            Verdana, w porozumieniu bez przemocy nie chodzi o to, jak mówić i co mówić, tylko o zmianę całej optyki. O wsłuchanie się przede wszystkim w swoje uczucia, potem w swoje potrzeby, które ujawniają te uczucia, o powiedzenie innym, czego potrzebujesz, o posłuchanie, co oni czują i o posłuchanie, czego oni potrzebują. Język jest całkowicie drugorzędny.

            W porządnych warsztatach przez pierwsze kilka-kilkanaście spotkań nie dochodzi w ogóle do języka, tylko skupia się na kontakcie ze swoimi emocjami, tak, żeby człowiek wiedział, kiedy jest zły, kiedy przestraszony, kiedy smutny, kiedy sfrustrowany, itd. Żebym wiedziała np. że w danym momencie nie jestem zatroskana o dziecko, tylko zwyczajnie na nie wściekła. Potem, żeby wiedział dlaczego tak jest i co mu jest potrzebne do zmiany nastroju. Potem dopiero uczy się, jak to powiedzieć, żeby do innych dotarło dokładnie to - jak się czuje, a nie oskarżenie, co oni robią źle. I na tym etapie dalej nieważne są słowa, chyba, że ktoś nagminnie ma zwyczaj oskarżania innych i wzbudzania w nich poczucia winy, wtedy się musi tego oduczyć.

            Potem uczy się słuchać innych i jeśli to konieczne nazywać te uczucia za nich - i nie chodzi tu o standardową formułkę "widzę, że jesteś zły", tylko o rzeczywiste zobaczenie tego, co czuje inna osoba. O dostrzeżenie, że na przykład dziecko wrzeszczy, że chce zieloną gumkę a nie czerwoną, a tak naprawdę chce, żeby tata jutro nie wyjeżdżał w delegację, bo boi się, że on już nie wróci.

            A to "nie chcę" nie ma być manipulacją. Tu bardziej chodzi nie o sytuację bicia Stasia, choć przyznaję, że jak człowiek po latach manipulacji jak przekazać ludziom swoje chęci nauczy się wreszcie tego "chcę", to ma odruch, żeby go nadużywać, jak świeżo kupionego tostera. Tu chodzi tylko i wyłącznie o prawdę. Bo w przypadku Stasia rzeczywiście można powiedzieć, że nie wolno bić, bo Stasia boli - tu dochodzimy do granicy, kiedy stawiam się mojemu dziecku ostro, bo w grę wchodzą prawa innych. Ale jest cała masa rzeczy, których chcemy od dziecka, a które nie są jednoznaczną kwestią moralną. Ja chcę, żebyś włożyła czapkę, bo się boję, że się przeziębisz, a wtedy nie pójdę znów do pracy przez kilka dni i będę do tyłu z materiałem w III A. Nie walczę z tobą dla twojego dobra, ty niewdzięczny bachorze tylko walczę z tobą o swój interes. I jak walczę o swój interes, to tak jakoś delikatniej walczę niż kiedy to robiłam w imię dobra abstrakcyjnego lub dobrze pojętych interesów dziecka, agresja mi jakoś spada. Bo też wiem, że nie walczę o życie, być albo nie być, bycie dobrą matką, tylko o te trzy lekcje z III A, a to zupełnie inna stawka.

            Tu nie chodzi o kolejną sztuczkę jak przekonać dziecko do swoich najsłuszniejszych racji tylko o zobaczenie, czego ja naprawdę chcę i przyjęcie odpowiedzialności, że tak, to ja tego chcę, a nie przeznaczenie, społeczeństwo czy Bóg. To zwiększa, a nie zmniejsza szczerość.
            • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 13:50
              Ależ po co???? Ja mogę potrzebować różnych rzeczy i tego świadomie nie ujawniać, wiedząc, zę moje potrzeby są sprzeczne z potrzebami innych. Nie da sie normalnie żyć tam, gdzie każdy czuje się w obowiązku stale komunikować, jakie ma potrzeby i uznawać, zę domownicy mają sie z tym liczyć. To może dotyczyć tylko potrzeb zasadniczych. Inaczej stale ktoś czuje, ze kogoś krzywdzi.
              To, zeby znać swoje uczucia jest b. dobre. Tyko część z nich potem można zatrzymać dla siebie. I to, ze informacja jak sie czuję ma dotrzeć, a nie oskarżać działa na kursach i w podreczniku - nie w rzeczywistości. Jest to rodzaj manipulacji, albo demonstrowania, jak człowiekowi ciężko sie żyje z innymi... Mówienie, jak sie czuję JEST oskarżaniem, nie ma siły.
              Jesli chodzi o prawdę, to mam prawo powiedzieć "chcę, abys zbił Stasia"?
              Z czapką jest OK, tylko pod warunkiem, że sa to rzeczy sporadyczne i dziecko także może je wykorzystywać. "Chcę, abyś nie wychodziła, bo się wtedy boję " - jest OK, tylko co z tego wynika? Mamy nie wychodzić? A jesli tak, do dlaczego dziecko ma założyć czapkę, bo my tego chcemy?
              Mnie się jednak wydaje, ze tu chodzi o kolejną sztuczkę i to co gorsza, trudniej rozpoznawalną przez dziecko i bardziej manipulacyjną. Ma coś zrobić nie dla swojego dobra, ale dlatego, zę mamusia sie zmartwi i będzie miała problem. Czasem mozna, na stałe - nigdy.
              • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 14:08
                Po pierwsze, nie chodzi o to, żeby to robić przez cały czas, tylko wtedy, kiedy grozi konflikt. Wtedy, kiedy w normalnych warunkach już byś wrzeszczała, płakała, itd.

                Po drugie, da się powiedzieć, jak się czujesz, nie oskarżając. Owszem, jeśli zaczynam w ogóle mówić w ten sposób, to znaczy, że proszę o zmianę. Ale jeśli podkreślam, że to chodzi o to, co ja czuję w danej sytuacji, a nie o to, co jest ogólnie złe albo dobre, to jestem w stanie to powiedzieć tak, jakby chodziło o moje gusta, o szczególny zbieg okoliczności, że ty to akurat robisz, a ja tego akurat nie lubię, a nie że w ogóle robienie tego jest złe albo mnie nie kochasz, itd., itp..

                Tylko to jest o wiele dłuższe szukanie, niż zmiana komunikatu "Bo ty zawsze" na "Kiedy ty..., to ja...". I ilekroć mi to wychodzi, albo kiedy wychodzi to mężowi, wychodzi to kompletnie nieprzepisowo, słowa są kompletnie inne niż w poradnikach. Kluczowe jest w zasadzie to, że się staram. Staram się tak to powiedzieć, żeby cię jak najmniej zabolało.

                Przykładowo. Mój mąż fatalnie reaguje na to, kiedy ja popadam w czarną depresję i zaczynam określonym tonem narzekać - prawdopodobnie przypomina mu to czarny okres mojej depresji poporodowej. Ja z kolei w tym nastroju fatalnie reaguję, kiedy ktoś blokuje moje narzekania. To był zawsze punkt zapalny. Któregoś dnia spróbowaliśmy pogadać o tym językiem porozumienia bez przemocy. W ciągu pięciu minut ja się dowiedziałam, że kiedy ja narzekam, on czuje, że powinien coś zrobić z tym, na co ja narzekam, a nie wie jak, że czuje, że ja od niego oczekuję, żeby to wszystko naprawił i jest całkowicie bezradny. On się dowiedział, że ja potrzebuję móc spontanicznie wyrazić złość, nie troszcząc się o dobór słów i naprawdę nic od niego nie chcę, chcę tylko gadać. Ustaliliśmy, że mogę gadać, co chcę, tylko niech na początku dam znać, że teraz chcę się wyzłościć, a nic poza tym nie chcę. Teraz dopiero, pisząc to, po kilkunastu miesiącach od tej rozmowy odkryłam przyczynę. W depresji manipulowałam złością, okazywałam złość, żeby on coś zrobił. Potem przestałam, ale w nim nawyk został.

                I jeszcze raz podkreślam, że to nie jest manipulacja, ponieważ kiedy rezygnuję z innych metod komunikacji na rzecz tej metody, wtedy świadomie narażam się na to, że moje prośby nie będą spełniane. Dlatego lepiej tego nie stosować przy Stasiu, kiedy i tak wiem, że dziecko złapię i zabiorę, ale raczej przy rzeczach, przy których jestem skłonna się pogodzić, że moja prośba spełniona nie będzie.
                • ahnesa.m Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 15:01
                  no to chyba, że chodzi o żeby w ten sposób się porozumiewać w konkretnych wypadkach, jak inaczej nie da rady.
                  ale nie wystarczyłoby powiedzieć "naucz się rozpoznawać własne uczucia i je wyrażać, jeśli chcesz" i "nie oceniaj innych, bo to na nich źle działa, a Ty się możesz mylić" i koniec zasad?
                  bo całość mi się kojarzy bardziej z tym, że na "kiedy bijesz mnie po głowie, to mnie boli" mogę usłyszeć "aha", a co gorsze na "nie powinieneś bić Jasia" można usłyszeć "ale nie wypowiadaj się za innych, tylko mów o własnych uczuciach".
                  to jest chyba oczywista sprawa, że żeby dogadać się z mężem w zapalnej kwestii muszę mówić o swoich odczuciach na jego zachowanie, a nie o jego zachowaniu, przecież inaczej się nie da, nie?
                  • gadkaszmadka Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:35
                    > to jest chyba oczywista sprawa, że żeby dogadać się z mężem w zapalnej kwestii
                    > muszę mówić o swoich odczuciach na jego zachowanie,

                    Nie, o tym, co wywołało te odczucia.
                    Jeśli Ty chcesz upic sie z przyjaciółką, podczas, gdy chłop popilnowałby Waszych dzieci, a tu nagle chłop mówi, że umówił się w tym samym terminie z kolega na polowanie, zakładając, że Ty popilnujesz dzieci, to Ty bedziesz zła, że on się umówił bez konsultacji z Tobą, ale przecież nie dlatego, że on zrobił coś złego bo nic złego nie zrobił, tylko dlatego, że on rujnuje Twoje plany. Gdybyś nie planowała picia, nie zezłościłabys sie na jego polowanie, tylko najpewniej bys powiedziała "OK, a w następny weekend to ja sie umawiam". Zatem jego zachowanie jest przez Ciebie odebrane różnie w zależności od Twoich własnych celów i potrzeb.
          • kawka74 Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 15:14
            Dzie
            > cko przestaje znać mnie, a zna moje ulepszone wydanie, gdzie nie mówię, tego co
            > chcę, tylko mówię do dziecka wyłacznie w celu dydaktyczno-wychowawczym. To zab
            > urza naturalną komunikację i nie jest dobre.

            A to nie jest tak, że chodzi o to, żeby rodzic zaczął traktować taki sposób komunikowania jako naturalny? Żeby się bardziej kontrolował? Na początku, owszem, pewnie będzie to brzmiało sztucznie, zwłaszcza jeśli się jest przyzwyczajonym do innego języka komunikacji, ale w którymś momencie staje się to normalne, zwłaszcza jeśli rodzic jest przekonany do słuszności takiego, a nie innego sposobu komunikacji.
      • moofka Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 09:57
        szyszunia11 napisała:

        > jeszcze gwoli ścisłości dodam, ze wiele rzeczy było trafnych i z wieloma się zg
        > adzam jak najbardziej np. nasza nie do końca świadoma manipulacja dzieckiem.
        > Ale dla mnie sprawa została doprowadzona do absurdu. Dlaczego niby nie powinnam
        > powiedzieć dziecku "nie wolno nikogo bić"? tylko "ja nie chcę żebyś bił"? a mo
        > że własnie czasem chciałabym, żebyś temu denerwującemu Stasiowi przysolił, ale
        > nie wolno bić, więc się powstrzymam?wink


        ja tego tak nie odbieram
        i uwazam ze taki komunikat uniwersalny - nie wolno bic, bicie jest zabronione, sa jak najbardziej zgodne z NVC
        bo to nie tylko ja nie chce, zeby jasia bic, ale tez jas nie chce byc bity i norma spoleczna nie przyzwala na bicie
        Powiem Wam, że mi pomagało jak czasem sy
        > nkowi powiedziałam: wiesz co, mam ochotę ci teraz przylać, ale tego nie zrobię,
        > bo nie wolno nikogo bić. Od razu było mi lżej i tez wiem, ze on się też czegoś
        > nauczył ode mniewink
    • ala1262 Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 10:35
      Z tego krotkiego opisu, jaki przytoczylas, zalozenia i idea sa do d...y.

      -synku ja nie chce zebys bil tego chlopca
      -ale ja mamusiu go chce bic
      (mama myslic co zrobic. poniewaz w ramach tego modelu wychowania nie znajduje sie posluszenstwo (nie mozesz wymoc zaprzestania bicia innego chlopca) a wspoldzialanie wiec trzeba pojsc na jakis kompromis. Jaki? moze taki:
      -dobrze, to umowmy sie ze zbijesz go tylko 2 razy, dobrze synku?

      tak, przerysowane, ale tak to mniej wiecej postrzegam.

      podaj jakies inne przyklady z warsztatow smile
    • a.nancy Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 10:48
      > Ja nauczyłam się sporo, ale gdybym miała tak ścisle się do tego stosować, to ch
      > yba bym zwariowała ważąc każde słowo w zyciu codziennych

      kwestia przyzwyczajenia. dlaczego łatwiej Ci powiedzieć "nie wolno"? wyłącznie dlatego, że się przyzwyczaiłaś do używania takich sformułowań.

      idea ogólnie mi się podoba i to bardzo, ale jak każda idea, jest dla mnie raczej wyznaczeniem kierunku. staram się pamiętać o ogólnych zasadach, ale życie i konkretne sytuacje wymuszają różne modyfikacje.

      > Poza tym nie zgad
      > zam się z podejsciem, że rezygnujemy z pojęcia "posłuszeństwo" na rzecz pojęcia
      > "współdziałanie".

      ...i to jest najważniejsza z tych modyfikacji smile bardzo wierzyłam, że można zrezygnować z pojęcia "posłuszeństwo" - do niedawna. rozmawiałam, tłumaczyłam, zachęcałam. efekt: dziecko, które uważa, że wie wszystko lepiej wink i w dodatku potrafi mnie przegadać i kończą mi się argumenty smile - więc muszę sięgnąć do ostatniego argumentu, jaki mi pozostał: "bo ja ci każę" big_grin
      • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 11:04
        Ależ wielu rzeczy naprawdę "nie wolno". Nie dlatego, ze mama tak uwaza, tylko dlatego, ze takie jest prawo, zasady, regulamin. I co by nie mówić - prawu trzeba byc posłusznym, nawet w wypadku niecałkowitej aprobaty tego prawa (nie mówię o wypadkach skrajnych nieposłuszeństwa obywatelskiego).
        Współdzaiałanie jest OK, ale naprawde, nei zawsze i nie wszędzie.
    • sarling Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 11:03
      Idea jest słuszna, bo pokazuje, że MOŻNA komunikować się również w taki sposób i wiele sytuacji można załatwić właśnie tak, a nie od razu drąc się.
      Ale jestem przeciwna ideologizowaniu wychowania i twierdzenia, że jakaś koncepcja jest jedynie słuszna, bo pomija się różnice indywidualne dziecka, jego temperament itd.
      Na mojego starszego syna niektóre pomysły PBP kompletnie nie działają, jakby ich nie rozumiał, świetnie za to podziałał krótkotrwały (jakieś 2 tygodnie) system punktów.
      Młodszy za to reaguje nawet na miny typu zmarszczona brew.
      No i to narzucanie takiego sztywnego dyskursu, że jak powiem "jesteś wspaniały", to niechybnie osłabi to poczucie wartości dziecka, bo on nie wie dlaczego jest wspaniały, matko... Chwalenie dziecka opisowo kojarzy mi się z eksperymentami i może jeszcze mam podawać ilościowe wyniki? "ładnie pokolorowałeś ten rysunek używając tym razem 5 nie 4 kolorów".
      • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:51
        Moim zdaniem chwalenie opisowe ma na celu, żeby się na moment skupić na tym, co się chwali, a nie rzucać "pięknie, kochanie" na odczepnego. I nie ma nic złego we "Wspaniale" wykrzykniętym ze szczerym entuzjazmem, tyle, że jak się chwali tylko tak, to często może dojść do tego, że mówisz "wspaniale" nawet nie patrząc. Chwalenie opisowe zmusza do patrzenia i poświęcenia uwagi.
        • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:04
          Czasem trzeba rzucić coś na odczepnego, nie da się zawsze być zmobliizowanym i czujnym. Można na odczepnego powiedzieć "Ha, widzę jak sie starałeś, piękne kolory" nawet nie patrząc na obrazek - to sa dwie różne sprawy.
    • przeciwcialo Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 11:08
      Wiekszość to takie sztuczne i wydumane frazy które maja dac rodzicom poczucie że stosując je dobrze wychowują bo tak radza "specjaliści".
      taka komunikacja ma sens u dzieci z problemami gdzie faktycznie komunikat musi byc specjalnie skonstruowany bo inaczej dziecko nie zrozumie.
      • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 11:12
        Ma też senss, jesli rodzice kompletnie nie potrafią rozmawiać , tylko wrzeszczą. Ale dla mnie wprowadzanie jakiejkolwiek sztuczności w kontaktach rodziców z dzieckiem to proszenie sie o problemy.
        • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:57
          Masa ludzi ma koszmarnie złe nawyki komunikacyjne, nauczenie się nowych, nawet znacznie bardziej przystosowawczych trwa i na początku daje wrażenie sztuczności, ale jeśli za tym idzie szczera chęć lepszego porozumiewania się z dzieckiem to nie ma się czego obawiać.
          • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:59
            Obawiam się, że nie ci ludzie chodzą na kursy i nie ci się będą zmieniać.
            • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:31
              Cóż, ja wprawdzie na kursy nie chodziłam a raczej po prostu czytałam książki ale jeśli chodzi o sposób komunikowania się udało mi się dzięki takim właśnie łopatologicznym ćwiczeniom zrobić ogromny postęp. Nie wiem czy właśnie takie osoby miałaś na myśli, ale fatalny sposób komunikacji zdarza się z domu wynieść bardzo różnym ludziom. A sztuczny taki sposób komunikowania wydaje Ci się tylko do pierwszego razu, gdy się tak do kogoś odezwiesz i nagle w okaże się, że w magiczny sposób udaje się jakąś wydawałoby się trudną sprawę załatwić w miły i spokojny sposób.
    • ahnesa.m Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 12:05
      być może czegoś nie zrozumiałam dobrze, ale mnie zaczęło przeszkadzać to, że, jak rozumiem, zgodnie z tymi zasadami głównie wypowiadasz się za siebie i o tym co Ty czujesz. czyli nie mówi się "zachowujesz się jak dyktator", ale "kiedy robisz to, to ja czuję to". moim zdaniem to jest na dłuższą metę bez sensu, bo przychodzi moment, gdzie warto by było się wypowiedzieć też w imieniu innych, albo powiedzieć że ktoś coś robi źle w ramach nazywania rzeczy po imieniu i ewentualnej obrony słabszych. zamiast opowiadania o wyłącznie własnych uczuciach.
      te metody moim zdaniem sprawdzają się w codziennych sprawach i powinny pomagać traktować ludzi z szacunkiem, ale też nie są dobre w każdej sytuacji i zawsze.
      pytanie też, czy chodzi o to, żeby te zasady stosować do siebie, czy żeby wszystkim naokoło zwracać uwagę, żeby się do tego stosowali i wyłącznie w ten sposób wypowiadali, bo z tym drugim się spotkałam i wytrzymać się nie dało.
      • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 12:22
        Mnie tu najbardziej przeszkadza, ze mówiąc tak do dziecka mamy na myśli wcale nie to, co mówimy. Komunikat "przeszkadza mi, ze jesteś głośno", "nie lubię, jak hałasujesz" jest faktycznie komunikatem "masz byc cicho". I obawiam się, zę tego od dziecka oczekujemy i wymagamy - a to znaczy, ze zaczynamy wymagać, aby dziecko zachowywało się nie tak, jak jemu pasuje, tylko zgodnie z tym, co mamusia chce. Cholernie niebezpieczne wychowanie, bo uczy dziecko podporzadkowania sie nie obiektywnym wymaganiom, ale zachciankom innych osób.
        I co , jesli dziecko bedzie mówiło "Żle sie czuję, gdy chcesz, abym odrabiało lekcje", "Nie lubię, kiedy wychodzisz po południu" - co w tedy, oprócz odpowiedzi "to trudno?". Chodzi o to, ze tego typu relacja musi być rónorzędna - jeśli wymagamy od dziecka, aby liczyło sie z naszymi uczuciami, często bardzo subiektywnymi, to nie można nie liczyć sie z jego uczuciami - nie akceptować uczuć, bo to nie o to chodzi, tylko działać zgodnie z nimi.
        • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 13:51
          Pełny komunikat według porozumienia bez przemocy w tej sytuacji brzmi "Kiedy hałasujesz, wkurzam się/ Wkurza mnie hałas. Proszę, bądź cicho". I nie używasz go na starcie, tylko raczej kiedy zwykłe "Proszę, bądź cicho" nie działa.
          Tu naprawdę chodzi tylko o taki drobiazg, żeby w sytuacji, kiedy to mi jest potrzebne, żeby dziecko było cicho, nie wymyślać, że je gardło zaboli, że sąsiadka przyjdzie na skargę, tylko powiedzieć o co mi chodzi, powstrzymując się przy tym od obelg i uogólnień.

          Jeżeli dziecko prośby nie posłucha, widać ma powody i można zacząć negocjacje, podobnie jak w sytuacji odwrotnej, kiedy powie, że źle się czuje zapędzane do lekcji.

          No i akceptowanie uczuć nie oznacza działania zgodnie z uczuciami. Dziecko może czuć, że jego potrzeba wrzasku jest tak silna, że chociaż wie, że ja potrzebuję ciszy, bardzo chce wrzeszczeć. I nie ucichnie.. I możemy wtedy zacząć szukać sposobu - zamknięte drzwi? MP3 dla mnie do uszu? spacer, ja gazetka pod lipą, ono wrzeszczy 10 metrów dalej?

          Punktem docelowym w rozwoju moim i dziecka powinien być ten punkt, kiedy uczciwie rozważę, czy w danej sytuacji chcę zrezygnować z moich potrzeb dla czyichś innych potrzeb, czy tym razem nie. A jeżeli rezygnuję, to to jest moja decyzja. Zostaję w domu, bo mogę i ja tak wybieram, więc nie stroję min męczenniczki.

          Cały ten system najtrudniej jest sprzedać osobom z natury bezpośrednim, bo do nich nie dociera, że tak naprawdę chodzi o to, żeby zbliżyć komunikację do tego jak oni się komunikują.
          • z_lasu Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:26
            To wszystko, co piszesz brzmi absurdalnie.

            > Jeżeli dziecko prośby nie posłucha, widać ma powody i można zacząć negocjacje,

            Moje dziecko MUSI wyjść ze mną z domu o 8.00. MUSI i koniec. I nie ma znaczenia czy rozumie czy nie dlaczego mama nie może się spóźnić do pracy. To oczywiste, że tego nie zrozumie mając 2-3-4 lata. I nie ma czasu na negocjacje, ani w ogóle żadnych możliwości negocjacji. MUSIMY wyjść o 8.00 czy tego chcemy czy nie. W tym momencie ja też nie jestem wolnym człowiekiem.

            > Punktem docelowym w rozwoju moim i dziecka powinien być ten punkt, kiedy uczciwie
            > rozważę, czy w danej sytuacji chcę zrezygnować z moich potrzeb dla czyichś innych potrzeb,
            > czy tym razem nie.

            I dziecko bardzo szybko się uczy, że wszystko jest arbitralne, a arbitrem jest ono. Jeśli czegoś nie chce - nie musi robić (czyli nie musi rezygnować ze swoich potrzeb dla cudzych potrzeb). A w szczególności nie musi respektować cudzych granic, jeżeli nie chce. Osobiście popełniłam ten błąd wychowawczy. Wydawało mi się, że wszystko można dziecku wytłumaczyć i ono to wszystko zrozumie, a jak zrozumie, to się ze mną zgodzi. A jeśli się nie zgadzało to uważałam, że źle wytłumaczyłam. W efekcie dziecko uznało, że wszystko jest jego osobistą decyzją.
            • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:42
              Więc w tej sytuacji, w której musi, stosujesz przymus bezpośredni i już.

              Porozumienie bez przemocy stosujesz wtedy, kiedy cię stać na to, żeby twoja prośba nie była spełniona. Zamiast z przyzwyczajenia stosować i w tej sytuacji przymus.

              Porozumienie bez przemocy to nie jest styl wychowania dzieci. To jest technika komunikacyjna, wykorzystywana w biznesie, negocjacjach małżeńskich, polityce oraz w wychowaniu wtedy, kiedy się da i kiedy wybierasz, że ją stosujesz. Im dłużej stosujesz, tym szersze znajdujesz zastosowania, ale dalej zostają dziedziny, w których nie zastosujesz, bo się nie da, albo ty decydujesz, że tu chcesz załatwić sprawę inaczej.
              • z_lasu Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:48
                > Porozumienie bez przemocy stosujesz wtedy, kiedy cię stać na to, żeby twoja prośba nie
                > była spełniona. Zamiast z przyzwyczajenia stosować i w tej sytuacji przymus.

                No, to ja mam chyba odwrotny problem... Pewnie dlatego nie rozumiem.

                > Porozumienie bez przemocy to nie jest styl wychowania dzieci. To jest technika
                > komunikacyjna, wykorzystywana w biznesie, negocjacjach małżeńskich, polityce

                Takie też wrażenie odniosłam, że jest to technika, która się sprawdza tam, gdzie nie ma zależności. Ty chcesz w prawo, ja chcę w lewo - chwilę możemy ponegocjować, a jak się nie dogadamy, to każde idzie w swoją stronę. Z najbliższymi tak się niestety nie da, bo jesteśmy wzajemnie od siebie zależni.
                • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:22
                  Jesteście zależni w niektórych obszarach czy kwestiach, ale w niezliczonej liczbie sytuacji można tą technikę z powodzeniem zastosować. Rozmawiam w ten sposób ze swoją córką i współpraca znakomicie nam się układa. Ma to jeszcze tą zaletę, że ona też się uczy w ten sposób komunikować, co pozwala nam się dogadać łatwiej a nie trudniej. Nie występują sytuacje, kiedy słyszysz "nie bo nie" tylko dostajesz pełniejszą informację np. nie chcę zostać dziś u babci, bo się u niej nudzę. Wtedy zamiast próbować przełamać upór namowami możesz powiedzieć np. "a zostałabyś gdybym pożyczyła ci laptopa, żebyś mogła zagrać w Simsy?". To samo działa w drugą stronę. Kiedy tobie przeszkadza hałas, który generuje jakaś zabawa możesz powiedzieć "przestań" znosić potem focha dziecka, które musiało zrobić coś na co nie miało ochoty, albo "przestań, bo denerwuje mnie ten hałas" na co dziecko ma szansę zareagować "a mogę bawić się w swoim pokoju jak zamknę drzwi?". Taka pełniejsza informacja w bardzu wielu sytuacjach pozwala osiągnąć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony bez cienia konfliktu nawet. Jak się zacznie tak rozmawiać to bardzo szybko robi się to najnaturalniejszą rzeczą na świecie.
                  • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:30
                    Hm, taki sposób komunikacji po prostu jest naturalny. To sie nazywa rozmowa, a nie specjalna technika. Tak mi się przynajmniej dotychczas wydawało.
                    • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:37
                      Dla Ciebie jest to naturalne, ale nie dla wszystkich. W tym właśnie rzecz, że nie każdy jest w stanie nawet zdać sobie sprawę, że to hałas go denerwuje, a nie samo dziecko, albo nie dopuszcza możliwości prowadzenia z dzieckiem jakichkolwiek negocjacji. Nie interesują go dziecka motywy, albo je lekceważy itp.
        • gadkaszmadka Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:40
          > I co , jesli dziecko bedzie mówiło "Żle sie czuję, gdy chcesz, abym odrabiało l
          > ekcje", "Nie lubię, kiedy wychodzisz po południu" - co w tedy, oprócz odpowied
          > zi "to trudno?". Chodzi o to, ze tego typu relacja musi być rónorzędna

          oczywiście.
          Twoje przykłady to nadal przerzucanei odpowiedzialności za uczucia dziecka na rodzica.
          Zatem - "nie lubię, kiedy wychodzisz po poludniu, poniewaz chcialbym..."
      • gadkaszmadka Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:26
        ahnesa.m napisała:

        > być może czegoś nie zrozumiałam dobrze, ale mnie zaczęło przeszkadzać to, że, j
        > ak rozumiem, zgodnie z tymi zasadami głównie wypowiadasz się za siebie i o tym
        > co Ty czujesz. czyli nie mówi się "zachowujesz się jak dyktator", ale "kiedy ro
        > bisz to, to ja czuję to".

        zgadza się, nie zrozumiałaś smile
        czujesz to, co czujesz, ale chodzi o to, żeby sobie uświadomić, że nie dlatego, że ta osoba robi to i tamto (to jest przerzucanie na nią odpowiedzialności za swoje uczucia), tylko dlatego, że to, co ona robi, w jakis sposób koliduje z Twoimi potrzebami. Czyli raczej "czuje to, kiedy robisz tamto, ponieważ przez to nie moge zrobić czegoś lub coś, na czym mi zależy, zostaje uniemożliwione".

        I nie tyle chodzi o wypowiadanie tego wszystkiego, tylko zobaczenie w samym sobie, dlaczego to czujesz. Innymi słowy - gdyby nagle zaistniała okoliczność, która umożliwia Ci osiągnięcie tego, co chiałaś, MIMO tego, ze ta druga osoba swoim działaniem prawie to uniemozliwiła, co Cię zezłościło - czy nadal będziesz na nią zła?

        Chodzi o umiejętnośc przyjęcia tej perspektywy, zanim się otworzy paszczę smile
        • pade Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:32
          świetnie to ujęłaśsmile
        • ahnesa.m Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:41
          a co daje to przyjęcie perspektywy? bo rozumiem, że wypowiadanie się o własnych odczuciach, zamiast oceniania, zwiększa na przykład szansę porozumienia, ale co daje taka szczegółowa analiza przed otworzeniem paszczy?
          • pade Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:44
            większą świadomość siebie? swoich potrzeb i oczekiwań?
          • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:47
            Z mojego doświadczenia jakieś 50% wpienienia przechodzi. I staramy się rozwiązać problem.

            Mantra porozumienia bez przemocy, wkurzająca jak cholera, ale wspaniała, jeśli się ją zastosuje, to "Nie szukamy winnego, szukamy rozwiązania". U mojego męża w pracy starają się stosować to porozumienie bez przemocy i w efekcie teraz, kiedy ktoś robi błąd, od razu leci o tym powiedzieć i od razu się biorą za naprawianie. Nikt się nie kryje, bo wie, że nie będzie ochrzanu tylko o ileś tam więcej rąk do gaszenia pożaru.
          • gadkaszmadka Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:52
            to, że najprawdopodobniej kiedy paszczę otworzysz, wypłyną z niej inne słowa, których druga strona nie odbierze jako krytykę, atak czy kwestionowanie jej pozycji (zatem jest większa szansa na to, że zacznie współpracować, zamiast intuicyjnie bronić swojej pozycji). Przecież inaczej odbierzesz sformułowanie "jesteś za głośno" (coo? ja? a nawet, jeśli, to ch... ci do tego!), niż "potrzebuję ciszy, bo musze sie skupić". W pierwszym ptzypadku twoje zachowanie jest krytykowane, więc od razu tracisz chęć kooperacji.
            • ahnesa.m Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:01
              kurcze dalej nie rozumiem, w czym to co ja pisałam różni się od tego o czym Ty mówisz. czy chodzi o to, że tam gdzie ja mam na myśli mówienie o odczuciach, powinno być mówienie o potrzebach? czyli zamiast "kiedy jesteś głośno, pęka mi głowa" powinno być "potrzebuję ciszy", tak?
        • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:05
          Zobaczenie w samym sobie - tak, jak najbardziej, jestem 100% za.
          Wykorzystywanie w kontaktach z dzieckiem - nie.
          • ahnesa.m Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:14
            no właśnie podobnie myślę, zobaczenie - tak, koniecznie. wykorzystanie w rozmowie - to już zależy.
    • nutka07 Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 13:51
      A czego sie nauczylas?
      • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:46
        O ile bardzo mi się podoba to, aby nauczyć sie rozumić własne uczucia - ja np. w momecie, gdy się bałam o dzieci, robiłam sie wściekła, a to jednak istotne zrozumieć, ze nie byłam zła na nie, to druga część tego - czyli rozmawianie i negocjowanie z dzieckiem biorąc za podstawę własne uczucia, jest dla mnie trudna do przyjęcia.
        Ok, jak dziecko wrzeszczy, to mozna mu powiedzieć, ze jestem wsciekła, jak wrzeszczy - choć oczywiście to JEST oskarzanie dziecka, choćby semantycznie nie było. Problem w tym, ze jeśli jestem zdenerwowana i smutna, bo dziecko się nie uczy, to mówienie mu o tym nie tylko nie ma sensu, ale jest szkodliwe. Coś w rodzaju nowoczesnego "jak będziesz tak robił, to mamusię serduszko będzie bolało i zawału dostanie". Dziecko nie powinno być wychowywane w duchu "po co babcię denerwować". Obawiam się,z ę stosowanie takiej metody w praktyce jest dla dziecka gorsze, niż wrzaski, bo matka wrzeszcząca na dziecko może byc niesprawiedliwa, dziecko moze uznać, że się czepia, może się jej przeciwstawić. natomiast matka mówiąca "nie rób tego, bo to dla mnie kłopot, przykrość, bo tego nie lubię" stawia sprawę w sposób nie nadający się do dyskusji. Dziecko, które się nie podporzadkuje, przestaje być niegrzeczne, jest dla matki niedobre. A to źle.
        • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:05
          Rzecz chyba w tym, że jak zajrzysz tak głęboko w swoje uczucia, to przestajesz to widzieć w ten sposób, że jesteś zdenerwowana i smutna, bo dziecko się nie uczy. Zaczynasz widzieć, że denerwujesz się i smucisz, bo dziecko nie spełnia jakiejś tam twojej wizji, potem pytasz się, po co ci ta wizja, czego tak naprawdę się boisz. Może się okazać na koniec, że to niewiele ma wspólnego z dzieckiem, a dziecku obrywa się po drodze.

          Prawdę mówiąc, w sytuacji kiedy dziecko się nie uczy, to najprawdopodobniej ma taką blokadę, że to jest moment na skupienie się na uczuciach i potrzebach dziecka, nie matki. Jednym z założeń porozumienia bez przemocy jest, że kiedy twój rozmówca ma blokadę i nie możesz do niego dotrzeć ze swoimi racjami i potrzebami, to przestajesz gadać i zaczynasz słuchać. A jak jesteś tak wkurzona, że nie da rady, odpuszczasz do czasu, aż któreś z was będzie w stanie słuchać.

          A poza tym porozumienie bez przemocy to jest język konkretów. Nie: "jestem smutna, bo się nie uczysz", ale raczej "niepokoi mnie jedynka z matematyki, bo wolałabym, żebyś przeszedł do następnej klasy". No i nie mówisz, żeby sobie pogadać, tylko mówisz wtedy, kiedy chcesz o coś poprosić albo wspólnie poszukać rozwiązań.
          • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:12
            Nie, denerwuję sie i smucę, bo boję sie o przyszłość dziecka. Że ma już teraz przechlapane w szkole, ze ma stałe problemy, ze moze mieć problemy z kontynuacją edukacji i pracą. I skoro sobie to uświadamiam - a nie to, ze dziecko nie odpowiada mojemu wyobrazeniu - to co mi to da? W tym wypadku przyjmujesz, że zawsze czuje się coś po cżęści irracjonalnego i mozna to skorygować. Co sie dzieje, jeśli pewne uczucia nie są irracjonalne?
            Oczywiście, ze jak dziecko się nie uczy, to uczucia matki są nieistotne. Ale boję się, że ludzie nauczeni tej nowej metody komunikacji tego własnie nie zrozumieją - ze zadaniem rodziców jest czasem wyrażać swoje potrzeby, ale ukrywać całkowicie niektóre uczucia, na przykład rozczarowanie czy sporą część lęków.
            Nie podoba mi sie zadnie "wolałabym, abyś przeszedł do następnej klasy", bo znowu stawia w centrum uwagi MNIE i mój problem, podczas gdy problem ma dziecko. I o to mi chodzi - aby problemów drugiej osoby nie przekształcać w coś, co staje się problemem rodziców, które dziecko musi rozwiązać.
            • asia_i_p Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:36
              Myślę, że z ukrywaniem uczuć to jak z ukrywaniem zdrady. Są sytuacje, kiedy jest to odpowiedzialne i wskazane, ale to wcale nie znaczy, że właśnie wtedy jest to możliwe.

              Dziecko cię zna i widzi, że jesteś przejęta. I może być tak, że ukryjesz uczucia, żeby je chronić, a ono przypisze ci uczucia jeszcze bardziej trudne do uniesienia dla niego niż ty rzeczywiście czujesz. Ty będziesz się martwić, że mu będzie ciężko w życiu, a ono będzie myślało, że cię rozczarowało albo że się go wstydzisz, na przykład.
            • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 20:08
              > Nie, denerwuję sie i smucę, bo boję sie o przyszłość dziecka. Że ma już teraz p
              > rzechlapane w szkole, ze ma stałe problemy, ze moze mieć problemy z kontynuacją
              > edukacji i pracą.

              Twoje dziecko ma problemy w szkole teraz, dzisiaj, a Ty za najbardziej racjonalne w takiej sytuacji uznajesz martwienie się o przyszłość, czasem dość odległą zamiast o to, czemu dziecko w tej chwili ma takie trudności w szkole/lekceważy szkolne obowiązki/nie daje się sobie rady/chociażby mogło swoją sytuację poprawić nic w tym kierunku nie robi? Mi się to wcale nie wydaje racjonalne.


              Nie podoba mi sie zadnie "wolałabym, abyś przeszedł do następnej klasy", bo zno
              > wu stawia w centrum uwagi MNIE i mój problem, podczas gdy problem ma dziecko. I

              A dlaczego tak Ci zależy, żeby dziecko z sukcesami skończyło szkołę i bez problemu znalazło dobrą pracę? Uważasz, że nie można być szczęśliwym bez matury i pracy umysłowej? Boisz się, że będziesz miała syna na swojej głowie przez kolejne kilka lat, a chciałbyś, żeby jak najszybciej się usamodzielnił? Dziecko bez matury i dobrej pracy będzie dla Ciebie dowodem, że zawiodłaś jako matka? Wyobrażałaś sobie, że Twoje dziecko będzie nad innymi górować inteligencją i brylować w szkole i czujesz się rozczarowana? A może na granicy świadomości plącze Ci się myśl, że lekceważenie szkoły świadczy o jakimś bieżącym problemie Twojego syna, ale myślisz o przyszłości, bo nie masz odwagi zająć się tym, co dzieje się teraz?
    • z_lasu Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 17:43
      Ja mam wrażenie, że to jest totalne przeintelektualizowanie prostych rzeczy i ubieranie w kwieciste słowa prostych komunikatów niewerbalnych. Zamiast ""podoba mi się jak wyjąłes tego klocka z dzuiry" lepiej spojrzeć na dziecko z podziwem i powiedzieć "Super!". I dziecko na pewno zrozumie o co chodzi. I - co najważniejsze - będą w tym emocje, czyli prawdziwy podziw. W komunikacie "podoba mi się jak wyjąłes tego klocka z dzuiry" - ja podziwu nie słyszę.

      No a komunikat "ja nie chcę żebys bił" jest z gruntu fałszywy. Bić nie wolno nie dlatego, że ja tego nie chcę. To może sugerować, że w innej sytuacji może będę chciała i wtedy będzie wolno, albo że akurat Tobie nie wolno bić, ale Twój kolega już może (bo nie wiadomo, czy jego mama nie chce). Jaki jest przekaz? Dziecko ma czegoś nie robić, bo mama nie chce. I tak do kiedy? Do śmierci mamy? Nie? To jaki będzie drogowskaz później i kiedy nastąpi to "później"? Mam nie robić tego, czego ja nie chcę? Czyli jeśli chcę, to mogę? Jak dla mnie bardzo niebezpieczne wychowawczo.
      • verdana Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:01
        Dokładnie tak. To dla mnie robienie z rodziny instytucji, gdzie nie ma żadnej spontanicznosci, tylko "metody porozumiewania sie z dzieckiem". Przy czym traktuje się tu dziecko jak idiotę, który nie zrozumie, ze w komunikacie " czuję się źle, jak bałaganisz przy stole" zawiera sie krytyka dziecka, a nie tylko oznajmienie własnych uczuć. To tak w realu nie działa.
        I to jest własnie wychowanie dziecka na kogoś, kto dba, aby mamusia czuła sie dobrze i komfortowo. Po to ma robić różne rzeczy i sie starać, aby mama była szczęśliwa i zadowolona, aby mogła realizować swoje potrzeby. Dla mnie - nie do przyjęcia.
        • anutek78 Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:21
          Myślę podobnie, w ogóle ten aspekt mnie najbardziej zastanawia - niektóre zachowania, na przykład bicie innych, są po prostu obiektywnie złe, nieakceptowalne czy szkodliwe. A inne odpowiedzialne, odważne czy dobre. I teraz pytanie, kogo chcemy wychować - dziecko, dla którego punktem odniesienia będzie samopoczucie mamy, a celem działań zaspokojenie jej oczekiwań i potrzeb?
        • bri Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 20:16
          Komunikat "czuję się źle, jak bałaganisz przy stole" jest idiotyczny i nic nie mówiący. Nie wiem czy dokładnie coś takiego przewiduje metoda, o której mowa w poście założycielskim (bo jej dokładnie nie znam), ale jeśli tak, to jest w istocie mocno niepokojąca. Dobry komunikat to byłoby "czuję się źle, jak bałaganisz na stole, bo nie chce mi się tego potem sprzątać". To ma jakiś sens i pozwala dziecku zareagować w adekwatny sposób czyli np. powiedzieć "obiecuję, że posprzątam po sobie, dobrze mamusiu?"
    • rhaenyra Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 18:00
      myslalam ze bedzie o tym jak cos facetowi wytlumaczyc bez tluczenia na nim talerzy tongue_out

      a co to tych przykladow to jakies chore to
    • anorektycznazdzira Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 19:27
      Uważam, że komunikacja wychodzi nie wtedy, kiedy się ma wyryte, że ma nie być "brawo" tylko "bardzo doceniam twoje starania". Komunikacja jest dobra wtedy, kiedy jej większość idzie DO nas (rodziców), tzn. na prawdę poświęcamy dziecku czas i uwagę i reagujemy adekwatnie a nie książkowo. Moje dzieci nigdy nie miały problemu z "brawo", miały natomiast zawsze problem z "bardzo mi się podoba jak umyłeś ząbki" rzuconym znad monitora komputerowego lub jako przerywnik w rozmowie z kimś innym.
    • ardzuna Re: Komunikacja bez przemocy 24.02.13, 21:08
      szyszunia11 napisała:

      > Byłam dzisiaj na szkoleniu - warsztatach o komunikowaniu bez przemocy w konteks
      > cie wychowywania dzieci zwłaszcza.

      Jaką metodą? Mnie przekonuje www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/pedagogika/23889-wychowanie_bez_pora%C5%BCek_na_podstawie_ksi%C4%85%C5%BCki_t_gordona.html a inne metody nie trafiają do końca, sa przegadane.
      • klinkierzg Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 18:10
        Komunikacja bez przemocy nie jest metodą.
        --
        porozumienie bez przemocy
    • gazeta_mi_placi Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 18:24
      W przypadku dorosłych może to być użyteczne np. w pracy z trudniejszymi klientami.
      Ale dzieci? Dziecko ma się słuchać rodzica bez dyskusji i tyle. Dziwię się że aby wymóc na dziecku posłuszeństwo rodzice muszą mieć aż specjalistyczne warsztaty.
      Za moich czasów rodzice mówili zwykle "zrób to i to" - i koniec dyskusji.
      Co to za dziwaczna moda na traktowanie dziecka jak dorosłego?
    • araceli Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 18:35
      szyszunia11 napisała:
      > przykład: "nie wolno nikogo bić" - źle, "ja nie chcę żebys bił" - dobrze

      Czy można wymyślić większą bzdurę?
      • gazeta_mi_placi Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 18:42
        I jedno i drugie jest błędne bowiem świat nie jest idealny, bardzo pięknie widać to było po jednym wątku o problemowym agresywnym bijącym inne dzieci dzieciaku. Co druga Pańcia postulująca na innych wątkach bezklapsowe wychowanie mówiła, że ona by w takiej sytuacji (w tym wątku rozmowy z wychowawczynią, rodzicami nie dały efektów) kazała swojemu dziecku oddać, nawet do krwi big_grin
    • anorektycznazdzira Re: Komunikacja bez przemocy 06.11.14, 19:24
      Przegięcia w żadną stronę nie są zdrowe...
      wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja