e-milia1
27.02.13, 20:56
powiedzci mi matki czy to ja moze oszalalam. czy dzieci musza ciagle cos jesc? na placach zabaw dzieci zawsze maja kupe zarcia, jedza jakis syf. moja corka czasem dostanie jakies jablko lub drobnostke i nic wiecej, od swieta dostaje sloduchy (jak sie z wieksza grupka umowi na placu zabaw) dzis bylam ze znajoma i jej dziecmi na zewnatrz, czipsy, buleczki, paroweczki mama dzieciom wciskala. oczywsicie kupila tez dla mojej a ja nie pozwolilam jej tego jesc. kuzwa zla bylam. umowilysmy sie na godzine, jej dzieci byly po obiedzie, moja corka nie bo to bylo zaraz po lekcjach, w domu czekal gotowy obiad. i w ciagu tej godziny caly czas w siebie cos wciskaly. zal mi bylo corki bo jej poprostu nie pozwolilam. w zeszly weekend mloda obzerala sie z nimi i skonczylo sie na bolu zoladka i braku apetytu. tlumaczylam to kolezance, ale ona uwaza, ze ja jestem dziwna. mozecie mnie objechac z gory, ale ja nie rozumiem tej mody-idziemy na plac zabaw to trzeba miec konkretne zarcie bo dzieci zglodnieja, choc sa po obiedzie i czeka ich kolacja. ja juz sie boje z ta kolezanka gdziekolwiek chodzic bo chodzimy czesto gdzies lub sie odwiedzamy i wszedzie taszcza ze soba zarcie. kiedys przyszli do mnie do domu z tym zarciem bo u mnie czipsow nie ma. juz nie wiem co mam jej powiedziec, ale ja nie chce zeby moje dziecko ciagle na ci...ach jechalo.... kiedys ja prosilam zeby nie wytawiala tego wszystkiego jak my przchodzimy, ona dalej. ja nie jestem przeciniczka slodyczy, ale gdzies jest granica. ona sie pozniej dziwi, ze jej dzieci nie chca jej nic jesc (oprocz slodyczy). jej syn jest otyly i ma trzymac diete. ale ona twierdzi, ze jak biega to ma prawo na slodycze. kurcze juz nie wiem jak jej przegadac....