triss_merigold6
04.03.13, 21:22
Źle się dzieje z naszą klasą tj. mojego starszaka. Coś mi nie bangla i zastanawiam się jak to ugryźć i czy w ogóle. Problemy ogólnowychowawcze były od zerówki, miał być wdrażany jakich program naprawczy pod egidą dyrekcji i psychologa szkolnego, ale przycichło, a przynajmniej ja nic nie wiem. Do wychowawczyni zastrzeżeń dotąd nie miałam, materiał realizuje sprawnie, wyjść i wycieczek mają dużo, babka ma dobrą opinię (info od rodziców starszych dzieci), stara się.
Coś jest nie tak z atmosferą, z układami między dziećmi i to bardziej niż standardowo nie tak, bo właśnie drugie dziecko rodzice przenoszą do innej klasy. Dziecko nie sprawiające problemów, dodam.
U wychowawczyni byłam ostatnio, pierwszy raz resztą, chodziło o wyjaśnienie konkretnej akcji ze strony jednej z dziewczynek w stosunku do starszaka i uzyskanie informacji co się do cholery dzieje i czy w klasie są jakieś nagminne nękania, kozły ofiarne itp. Poza uspokajającymi zapewnieniami wiele się nie dowiedziałam.
Syn opowiada nierówno i skąpo, raz wraca ze szkoły zachwycony, raz mniej, amplituda w standardzie. Są dzieci, których nie lubi i takie, które lubi - czyli też w standardzie.
To co mi się nie podoba, to zdominowanie klasy przez kilkoro dzieci z różnymi deficytami, one zwyczajnie nagminnie przeszkadzają podczas lekcji, zaczepiają notorycznie i nie da się ukryć - zabierają nauczycielce czas kosztem innych.
Są też nierówno traktowane, za to samo zachowanie inne dziecko dostaje uwagę, a Jaś/Małgosia nie (bo pani musiałaby im wpisywać z 10 uwag dziennie). Dzieci to widzą i złoszczą się, że niesprawiedliwie, a nikt im jasno nie wytłumaczył, że Jaś/Małgosia mocno odbierają od normy i mają taryfę ulgową.
I nie wiem, ruszać na zebraniu temat czy nie ruszać i jak?