kosmopolis
08.03.13, 17:41
Bo ja uwielbiam.
Ciężko mi się czasami zabrać, ale jak już to zrobię, to największą radość czuję, jak już nogą ani ręką ruszyć nie mogę. Przy dziecku trudno mi regularnie chodzić na siłownię czy fitness. Robię to nieregularnie, ale jak pójdę, to potrafię spędzić 2 godziny na intensywnych ćwiczeniach, aż mi się niedobrze robi. I aż do domu nie mam siły dojść. Jak idę na basen, to największą radość odczuwam, gdy po wyjściu z niego nie mogę się utrzymać na nogach. Wiem - jestem pierwsza w kolejce do kardiologa
Nawet najdłuższy spacer z wózkiem nie daje mi nic. Tzn. wiadomo, ruch to ruch, ale dopóki nie czuję jak mnie mięśnie pieką, to postrzegam tego jako wysiłku fizycznego. Musiałabym z tym wózkiem po górach chodzić, wtedy może bym zmieniła zdanie.
I kocham bieżnię. Żałuję, że w domu nie mogę sobie wstawić zestawu typu bieżnia, rower i jakiś orbiter czy stepper.
Ktoś też tak ma?