mamanatali
20.07.04, 16:17
Nie byłam pewna,czy pisać na tym forum,czy nie lepiej zwierzyć się komuś
bliskiemu,ale nie mam do nikogo zaufania tak dużego,żeby mówić o tym co
boli.A boli tak wiele.
Mam męża,którego zaczynam nienawidzić.Najgorsze jest to,że niby jest wszystko
ok.Mąż jest usłużny,robi śniadania i kolacje,kiedy akurat ma czas,pomaga w
domu,zarówno naszym jak i u rodziców czy teściów,nie pije,nie ogląda się za
innymi,ciężko pracuje itd.Wydawałoby się,że jest idealny.A wcale tak nie
jest.Nie ma świadków naszych potwornych kłótni,bo jemu nic się nie podoba,bo
go wszystko denerwuje(wózek,który "zagraca"pokój,samochód teścia,który ma
słabe przyspieszenie,kupa w pieluszce córki,niewyprasowana koszula
itd),drobiazgi,które można przecież naprawić,potraktować lekko,na
luzie.Nie,od razu jest taka furia,że,wierzcie mi,podłoga drży.To zaciśnięte
zęby,zduszony albo podniesiony głos,żyły na wierzchu i zaciśnięte
pięści,które,a tego jestem pewna,kiedyś uderzą.Tylko nerwy,nerwy i
nerwy.Wczoraj wracaliśmy od teściów samochodem.Mąż pędził jak
szalony,niebezpiecznie wyprzedzał.Prosiłam go,żeby zwolnił,że jadę jeszcze ja
i córeczka,nic nie skutkowało.Wreszcie powiedział,że go wkur... moja
pierd....gadka i moje jęczenie,że on wie jak jeździć.Co miałam zrobić?Wysiąść
z małą 100 km od domu?I tak jest ze wszystkim.On wie najlepiej,on ma rację,ja
mam siedzieć w domu i zajmować się małą.Pieniądze ja trzymam,ale to on je
zarabia i jak chce,mam mu je dać.Nic nie mogę zaoszczędzić,bo po co?Cały czas
powtarza,że mnie kocha,ja też tak mówię,ale to nieprawda.Zaczynam go
nienawidzić,z całego serca.Za to,że jestem w jego obecności cały czas
spięta,za to że mnie tłamsi,niszczy moje marzenia,nie pozwala mi się
rozwijać,za to,że płaczę wieczorami w łazience,zamiast cieszyć się wspólnym
wieczorem,za to,że moja ukochana córeczka żyje w takiej chorej atmosferze,za
grę pozorów.Nienawidzę go,bo jestem przy nim nikim,a przecież jestem
człowiekiem.
Bardzo bym chciała mieć drugie dziecko,ale to dla niego problem,bo mamy tylko
2 pokojowe mieszkanie,no i będzie ciasno i w ogóle.A ja tak marzę o drugim
maluszku.
Nie jestem uległą,słabą kobietką.Skończyłam studia,pracowałam na dobrym
stanowisku,mieszkanie jest moje.Mam świetną córcię,marzenia,przyjaciół i
męża,który powoli mnie niszczy.Po cichu,w czterech ścianach.
Może to nie jest dla Was żadna tragedia,bo kto nie jest teraz nerwowy.Jednak
życie z człowiekiem,który reaguje nerwami na wszystko,który musi zawsze
postawić na swoim,który uważa,że cały świat jest przeciwko niemu,jest
najprawdziwszym koszmarem.
Napiszcie mi jakieś słowo pocieszenia,bo ja naprawdę już wysiadam.
Dzięki.