Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle...

20.07.04, 16:17
Nie byłam pewna,czy pisać na tym forum,czy nie lepiej zwierzyć się komuś
bliskiemu,ale nie mam do nikogo zaufania tak dużego,żeby mówić o tym co
boli.A boli tak wiele.
Mam męża,którego zaczynam nienawidzić.Najgorsze jest to,że niby jest wszystko
ok.Mąż jest usłużny,robi śniadania i kolacje,kiedy akurat ma czas,pomaga w
domu,zarówno naszym jak i u rodziców czy teściów,nie pije,nie ogląda się za
innymi,ciężko pracuje itd.Wydawałoby się,że jest idealny.A wcale tak nie
jest.Nie ma świadków naszych potwornych kłótni,bo jemu nic się nie podoba,bo
go wszystko denerwuje(wózek,który "zagraca"pokój,samochód teścia,który ma
słabe przyspieszenie,kupa w pieluszce córki,niewyprasowana koszula
itd),drobiazgi,które można przecież naprawić,potraktować lekko,na
luzie.Nie,od razu jest taka furia,że,wierzcie mi,podłoga drży.To zaciśnięte
zęby,zduszony albo podniesiony głos,żyły na wierzchu i zaciśnięte
pięści,które,a tego jestem pewna,kiedyś uderzą.Tylko nerwy,nerwy i
nerwy.Wczoraj wracaliśmy od teściów samochodem.Mąż pędził jak
szalony,niebezpiecznie wyprzedzał.Prosiłam go,żeby zwolnił,że jadę jeszcze ja
i córeczka,nic nie skutkowało.Wreszcie powiedział,że go wkur... moja
pierd....gadka i moje jęczenie,że on wie jak jeździć.Co miałam zrobić?Wysiąść
z małą 100 km od domu?I tak jest ze wszystkim.On wie najlepiej,on ma rację,ja
mam siedzieć w domu i zajmować się małą.Pieniądze ja trzymam,ale to on je
zarabia i jak chce,mam mu je dać.Nic nie mogę zaoszczędzić,bo po co?Cały czas
powtarza,że mnie kocha,ja też tak mówię,ale to nieprawda.Zaczynam go
nienawidzić,z całego serca.Za to,że jestem w jego obecności cały czas
spięta,za to że mnie tłamsi,niszczy moje marzenia,nie pozwala mi się
rozwijać,za to,że płaczę wieczorami w łazience,zamiast cieszyć się wspólnym
wieczorem,za to,że moja ukochana córeczka żyje w takiej chorej atmosferze,za
grę pozorów.Nienawidzę go,bo jestem przy nim nikim,a przecież jestem
człowiekiem.
Bardzo bym chciała mieć drugie dziecko,ale to dla niego problem,bo mamy tylko
2 pokojowe mieszkanie,no i będzie ciasno i w ogóle.A ja tak marzę o drugim
maluszku.
Nie jestem uległą,słabą kobietką.Skończyłam studia,pracowałam na dobrym
stanowisku,mieszkanie jest moje.Mam świetną córcię,marzenia,przyjaciół i
męża,który powoli mnie niszczy.Po cichu,w czterech ścianach.
Może to nie jest dla Was żadna tragedia,bo kto nie jest teraz nerwowy.Jednak
życie z człowiekiem,który reaguje nerwami na wszystko,który musi zawsze
postawić na swoim,który uważa,że cały świat jest przeciwko niemu,jest
najprawdziwszym koszmarem.
Napiszcie mi jakieś słowo pocieszenia,bo ja naprawdę już wysiadam.
Dzięki.
    • mamanatali Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 16:21
      Dodam tylko jeszcze,że wszyscy myślą,że między nami jest wręcz cudownie,tylko
      moja babcia,która mieszka na wsi i skończyła 4 klasy podstawówki,powiedziała mi
      ostatnio "Masz piękne oczy,tylko takie smutne.Ja widzę,że ty nie jesteś
      szczęśliwa,ale taki los sobie wybrałaś".
      • vialle Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 16:39
        taka sytuacja nie rozwiaze sie sama - to na pewno wiesz bez mojego postu. Czy
        Twoj maz byl taki zawsze? Czy to sie zaczelo w jakims momencie? Czy on jest pod
        jaks presja? Czytajac Twoj opis zastanawialam sie co doluje tego czlowieka tak
        bardzo ze odreagowuje w taki sposob na bliskiej osobie. Moze to falszywy trop,
        ale zastanawialas sie czy moze on ma jakies problemy, o ktorych nie mowi albo
        udaje ze sa niewazne? Moze postaraj sie z nim pogadac - na jakims neutralnym
        gruncie, bez pospiechu (poproscie kogos o opieke nad coreczka), moze uda Ci sie
        dowiedziec w czym rzecz? Bo te zachowania ktore opisujesz sa tylez przerazajace
        co zdumiewajace.
        Trzymam kciuki za wyjasnienie.
        • ania.silenter_exunruzanka Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 16:48
          Zgadzam się z vialle. Myślę, że musi być jakaś przyczyna nienormalnego
          zachowania Twojego męża. Stres w pracy? Kłopoty, o których nie wiesz? Musisz
          spróbować się dowiedzieć o co chodzi. Dlaczego znęca się (tego nie da się
          inaczej ująć) nad Tobą? Pogadaj z nim szczerze. Chciałam Ci poradzić zebyś może
          kogoś namówiła do tej rozmowy (jego przyjaciela?), ale lepiej będzie jeżeli
          sama z nim porozmawiasz. Powiedz mu jak bardzo Ciebie (i dziecko) krzywdzi -
          może on nie widzi problemu? Powiedz mu, że chcesz go kochać, a on sam sprawia,
          że zaczynasz go nienawidzieć. Najgorsza rzecz jaką możesz teraz zrobić to
          cierpieć w milczeniu.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki aby udało się Wam porozumieć.
      • agniesia33 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 16:42
        słuchaj, może po prostu pokaż mu ten list w chwili, gdy będzie miły i albo się
        znowu zdenerwuje albo przemyśli.bardzo mi przykro, staraj się nie straszyć
        dziecka, baw się z małą, bądź przy niej, staraj się w porę odejść zanim się
        zapiekli, tylko nie uciekaj, by córka nie wyczyła, a od niego odłącz się na
        razie (bo chyba nie masz wyjścia nie pracując?) umysłem, mów sobie, że ten
        człowiek nie może cię już zranić,zabierz małą na spacer, do koleżanek, w lato
        jest łatwiej nie przebywać z nim pod jednym dachem, unikaj go, a kiedy
        zapragnie twojego towarzystwa powiedz mu, że nie masz siły przebywać razem z
        nim, wytłumacz o co chodzi.
      • vase Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 15:19
        mamanatali napisała:

        > Dodam tylko jeszcze,że wszyscy myślą,że między nami jest wręcz cudownie,tylko
        > moja babcia,która mieszka na wsi i skończyła 4 klasy podstawówki,powiedziała
        mi
        >
        > ostatnio "Masz piękne oczy,tylko takie smutne.Ja widzę,że ty nie jesteś
        > szczęśliwa,ale taki los sobie wybrałaś".

        .. i tylko Ty mozesz go (los) zmienic
    • szyszunia75 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 17:15
      Chyba musi być przyczyna tej zmiany jego zachowania - nie wyszłabys za takiego
      człowieka, prawda? Zmienił się, na pewno. Może jakaś sytuacja narasta między
      Wami? Może coś po urodzeniu córeczki? Dziecko to największe szczęście, ale w
      związek wprawadza wiele zamieszania, a mężczyzni trochę inaczej do tego
      wszystkiego podchodzą. Mój mąż był chyba na prostej drodze,żeby za parę
      miesięcy przypominać zachowaniem Twojego. Wszystko go denerwowało. BYły kłopoty
      w pracy, problemy rodzinne, dodatkowo stres opeki nad maleńkim dzieckiem,
      zmęczenie. Mnie też było ciężko, ale starałam się zachować spokój i uśmiech, on
      robił piekło z byle powodu. Potem mu przechodziło i dziwił się, dlaczego ja
      płaczę, skąd ten smutek. Doszłam wtedy do wniosku, że człowiek w małżeństwie
      bywa bardziej samotny niż jak jest sam, bo "singiel" zawsze może się wyżalić na
      swój los, a żonie/mężowi lojalność i wstyd nie pozwalają przyznać przed
      bliskimi, jak bardzo jest ciężko.
      Pomogły rozmowy. NIe jedna - tych rozmów (długich w noc, kosztem snu,
      rozpaczliwych, trudnych) było kilkanaście. W końcu oboje coś zrozumieliśmy. On
      się czuł odsunięty i sam jeszcze bardziej ode mnie odsuwał, ja czułam się przez
      niego opuszczona. Doagadaliśmy się. Nadal bywa burzliwie, ale z miłością, a nie
      z tym mrożącym chłodem, wściekłością.
      Ja bym Ci nie radziła pokazywać mu tego postu. Będzie zły, że wyżaliłaś
      się "obcym", że tak go podsumowałaś (a poza tym zacznie śledzić twoje
      zwierzenia na forum i stracisz poczucie anonimowości). Zacznij z nim rozmawiać,
      najspokojniej jak potrafisz, ale zdecydowanie. Musisz wyznaczyć granice
      nieprzekraczalne (np. nie kłócicie się przy dziecku, gdy jedziecie razem
      samochodem nie wolno zaczynać awantury - rany Boskie to się może tragicznie
      skończyć). Jak nie będzie tego szanował, musi odczuć, że jesteś silna, że nie
      pozwolisz tak się traktować. Nawet jeśli mialoby ci być ciężko. Nawet jeśli
      musiałabyć się z nim na jakiś czas rozstać (może wtedy zrozumie, co może
      stracić, przeciez mówi, że cię kocha). Na drugi raz wysiądź z tego samochodu,
      nawet 100 km od domu - lepiej pojechać autobusem niż narażać dziecko. A gdybyś
      wysiadła, założę się, że za 20 km on sam by ochłonął i wrócił po Was, już w
      innym nastwieniu.
      I badź silna. Bardzo cię pozdrawiam!
    • melmire Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 17:58
      Glupie moze pytanie- ale moze on jst chory? Moj luby tak sie zachowuje kiedy
      bola go nerki (ma w nich kamienie). Teraz juz to wiem, kiedys nie wiedzialam bo
      ten moj kochany mlotek nigdy nie powiedzial ze zle sie czuje!
    • iwonaw2 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 22:21
      Witaj,

      a ja już myślałam, że tylko ja tak mam.
      Mój mąż też pomaga, też wydaje się być idealny, ale ma bardzo trudny charakter.
      Jest bardzo drobiazgowy, wręcz upierdliwy, obowiązkowy i baaardzo dokładny. Tej
      dokładności wymaga ode mnie, np.
      Ja niestety jestem inna i naprawdę nie pasujemy do siebie pod żadnym względem.
      Mój mąż mnie nie poniża wyzwiskami - on robi to psychologicznie. Swoim
      zachowaniem i tym, że nawet jak on jest czemuś winny to zachowuje sie tak, że
      zaczynam się zastanawiać czy to nie moja wina. To obłęd.
      Ja też skończyłam studia (a on nie), też nie byłam słaba i uległa, ale....Nerwy
      robią swoje. On i jego mamusia są pierwszymi ludźmi którzy spowodowali, że
      czuję się czasem nic nie warta.
      Ja też marzyłam o drugim dziecku, ale nie w takich warunkach, nie z tym
      człowiekiem i mam wyrzuty sumienia wobec mojej córki, że nie znalazłam
      jej "normalnego" ojca, że najprawdopodobniej nie będzie miała rodzeństwa i w
      rodzinie nie będzie takiej spontanicznej radości i normalności.

      Nie wiem co Ci mam powiedzieć, ale wiedz, że nie jestes sama.


      Pozdrawiam i powodzenia.

      Iwona
      • betty261 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 22:44
        ....pewnie jakieś napięcia, może stresy. Może nic tobie nie mowi ale coś go
        gryzie. Jak coś siedzi wczłowieku przez dłuższy czas, albo ma za dużo stresów
        to niestety to kiedyś wychodzi, staje się nerwowy, wścieka się o byle co. Może
        wyjedźcie, odpocznijcie i pogadajcie. Jak wyczujesz że to może być to, to jest
        szansa. jeżeli to nie to, to niestety musisz się zastanowić nad dalszym życiem
        razem. To nie jest łatwe, ale lepiej popłakać po rozstaniu w poduszkę przez
        miesiąc niż przez całe zycie w łazience. Każdy zasługuje na szczęście a nie ma
        nic gorszego od molestowania psychicznego. Niby wszystko jest cudownie a w domu
        piekło.
        Ale ja z doświadczenia wiem, że ludzie się tak zachowują gdy wezmą na siebie za
        dużo, gdy nie wiedzą jak poradzić sobie z wieloma sprawami, po prostu ze
        stresem. Ja sama się tak czesto zachowuję, mój mąż także. Zdajemy sobie z tego
        sprawę ale niestety sami nie wiemy jak sobie z tym poradzić. Tłumić w sobie?
        Niestety najłatwiej rozładować sie w domu, ale to jest właśnie najgorsze. Może
        po prostu potrzeba więcej czasu, cierpliwości, samodyscypliny żeby sobie z tym
        problemem poradzić. No i oczywiście zdawać sobie sprawę z jego istnienia.
    • martyna1 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 20.07.04, 22:40
      U mnie jest różnie ale też są takie napady, też ciezko mi z tym żyć.
      Jakiś czas temu już nie wytrzymałam i wszystko mu wygarnęłam. Powiedziałam Mu,
      że jestem z Nim nieszczęśliwa, że chce mi się wymiotować jak kolejny raz jest
      niemily, że nie wiem jaki sens ma życie przy nim, że nasze małżeństwo to jedna
      wielka masakra, że nmie chcę aby nasza Mała rosła w takiej idiotycznej
      atmosferze itd itd. Przeraził się, nie wiedział co powiedzieć, widziałam jaki
      jest zdziwiony, że potrafiłam coś takiego powiedzieć, ale chyba ta rozmowa
      przez łzy jak grochy, a raczej monolog pomogła. Może nie tak od razu, ale
      widzę, że coś Go ruszyło, jest trochę inny.
      Po tej rozmowie zrobiło mi się lepiej na sercu. Wyrzuciłam to z siebie.
      Może to jest jakiś sposób??
      Pozdrawiam Cię moja droga i życzę dużo siły.
      • ja275 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 00:00
        mchh moze to strasznie glupie bedzie co teraz napisze ale moze on Cie zdradzil i
        cala te zlosc i frustrajce proboje wyladowac na Tobie ....
    • makami1 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 09:34
      Witaj
      może być oczywiście tak jak piszą dziewczyny: że stres, że problemy itp itd.
      Może się jednak zdarzyć, że jesteś (pardon za może oklepany zwrot, ale tak
      myślę) w związku toksycznym. Naprawdę są ludzie, którzy potrafią innym
      skutecznie podciąć skrzydła, nawet mimo darzenia ich uczuciem. Wiem, bo sama
      przez to kiedyś przeszłam i jest to naprawdę okropne. Z dnia na dzień popadałam
      w coraz większą beznadzieję, choć z pozoru wszystko było ok. W końcu nie
      wytrzymałam i ...teraz mam kogoś fantastycznego, który zawsze we mnie wierzy i
      jest to naprawdę wspaniałe.
      Masz trudną sytuację: wspólny dom ,dziecko. Nie mogę Ci poradzić co masz zrobić
      (chociaż chciałabymsmile, ale zastanów się jak widzisz przyszłość? Jak sama
      napisałaś, jesteś silną, mądrą kobietą, nie dawaj się więc unieszczęśliwiać-
      dla siebie i dla córki.
      Już nie mówię o epitetach, które są niewybaczalne. Miłość jest b.ważna w
      związku, ale nie wiem czy szacunek nie ważniejszy...

      Życzę Ci mądrych decyzji
      pozdrawiam cieplutko
      M
    • zabcia_m Potrzebny przełom 21.07.04, 09:47

      Jakbym czytała o sobie kiedyś... tylko on mi nie mówił, że mnie kocha.
      Awantura była nawet o to, że za głośno zamknełam bagażnik samochodowy (co
      robiłam pierwszy raz w tym aucie), a juz żołądek podchodził mi do gardła gdy
      wracając z "imprez" prowadziłam samochód - wszytsko robiłam nie tak...
      Kiedyś wysiadłam w połowie drogi, powaznie i ruszyłam pieszo, on "w stanie
      wskazującym" siadł za kierownica i znalazł mnie w mieście wink
      Wierz mi, że gdyby własnie mieszkanie nie było moje spakowałabym manatki i
      wyprowadziła się (moje jeszcze przed ślubem, wiem że po ślubie co moje to
      nasze, dlatego nigdy mu tego w zadnej kłótni nie wypomniałam).
      Wytrzymywałam to jednak, bo wiedziałam, że on jest tzw. "wrzodowcem", a to
      nerwowi ludzie wink cięzko życ z chorym człowiekiem, ale przecież "na dobre i na
      złe". Przełom nastapił po jakichs 6 latach. Nie wiem co przelało kielich
      goryczy, juz nie pamietam, ale wtedy przemyślałam sobie wszystko przez 2 ciche
      dni i zaczęłam z nim spokojną (a środku cała dygotałam) rozmowę w stylu, że nie
      zyczę sobie takiego traktowania i bardzo proszę go, żeby sie wyprowadził.
      powiedziałam, że zrobiłabym to ja, ale to MOJE mieszkanie (pierwszy raz użyłam
      tego argumentu). Powiedziałam, że wcale nie żartuję i żeby zachowac resztki
      swojej godności nie dam sie dłużej tak traktować.
      To był juz późny wieczór, on zaczął się ostentacyjnie pakować wykrzykując
      oczywiście w nerwach jakieś bzdury, więc i ja nie wytrzymałam i powiedziałam
      juz sarkastycznie: "tylko lec do Biedronki po reklamówki, bo walizki też sa
      moje" wink Powiedział, że jutro juz go tu nie będzie.
      Noc była cicha i "osobno", a na drugi dzien oboje poszliśmy do pracy.
      Widziałam, ze sie miota. Nie wiem już kto zaczął rozmowe, ale powiedzielismy
      sobie kto do kogo i co ma, co spróbujemy zmienić itp. nie padły zadne wielkie
      słowa w stylu kocham Cię, tylko z Tobą itp. ale pasowały mi te obietnice.
      Później juz było coraz lepiej. Przyszła dobra "koniunktura" na drugie dziecko,
      a ja w drugiej ciąży dopiero zrozumiałam jak to jest codziennie sie źle czuć crying
      Pewnie, że czasem coś sie mu wyrwie, ale ja to jedym uchem wpuszczam, drugim
      wypuszczam - szkoda życia na urazy, albo obracam w żart i w koncu oboje się
      smiejemy. Zmieniliśmy sie powaznie, "dotarliśmy".
      I tak w grudniu minie 12 lat smile Wciąż nie mówi, że mnie kocha (ten typ tak ma
      suchotnik jeden), ale ja to wiem wink))

      Pozdrawiam i przełomu zycze smile
      Żabcia
      • zabcia_m Mój błąd 21.07.04, 10:01
        Acha... przypomniał mi się najwazniejszy jego zarzut w stosunku do mnie z
        którego w ogóle nie zdawałam sobie sprawy!!!
        On powiedział, ze jak mi zwraca uwagę, to ja nigdy nie przyznam sie do błędu
        tylko sie tłumaczę, że to nigdy nie moja wina... tak przemyślałam to i chyba
        miał rację (tym bardziej, że on tez przyznał sie że przesadza z tym zwracaniem
        uwagi). Ja wiem, że większość "nieprawidłowości" robi sie nichcacy, ale co mi
        tam, teraz tez się tłumaczę, ale zaczynam "przepraszam kochanie, ale... tak
        jakoś wyszło", albo cytatami z naszych polskich seriali "ale ze mnie głupia
        nimfomanka". W duszy swoje wiem, ale niech se chłop mysli, że jest
        madrzejszy wink Choc mówie to z taka miną i specjalnie przesadzając, że on wie,
        że jest to w stylu: pogadaj sobie, a ja i tak jestem głową tego związku wink

        Powodzenia smile
    • dorotax1 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 12:02
      Wydaje mi sie, że twój mąż potrzebuje pomocy psychologa i to dobrego. Sama
      sobie z tym nie poradzisz. Jego zachowanie jest typową przemocą psychiczną
      wobec ciebie i niczym nie należy tego usprawiedliwiać.
      • senczek Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 14:10
        Nie przesadzałabym z tą pomocą specjalistów (jestem psychologiem smile)!
        Można pomóc sobie samemu, wymaga to jednak przemyślenia startegii, ponieważ nie
        można działać tak jak kiedyś, bo skazujemy się na porażkę.
        1. Pomyśl jak dochodzi do danej sytuacji
        2. Pomyśl jak Ty zachowujesz się w danej systuacji, i wyobraż sobie jak Ty
        reagowałabyś na taką osobę, gdybyś była na miejscu męża.
        3. Wyobraź sobie dobrze jego stan emocjonalny, wkurzenie, złość, agresję -
        poczuj to.
        4. Pomyśl, co na Ciebie wpłynęłoby, gdybyś była na jego miejscu? Co Cię
        rozbroiłoby?
        4. Opracuj strategię na różne sytuacje.
        5. Działaj!
        Pozwodzenia, Anka
        • dorotax1 Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 14:33
          senczek napisała:

          > Nie przesadzałabym z tą pomocą specjalistów (jestem psychologiem smile)!
          > Można pomóc sobie samemu, wymaga to jednak przemyślenia startegii, ponieważ
          nie
          >
          > można działać tak jak kiedyś, bo skazujemy się na porażkę.
          > 1. Pomyśl jak dochodzi do danej sytuacji
          > 2. Pomyśl jak Ty zachowujesz się w danej systuacji, i wyobraż sobie jak Ty
          > reagowałabyś na taką osobę, gdybyś była na miejscu męża.
          > 3. Wyobraź sobie dobrze jego stan emocjonalny, wkurzenie, złość, agresję -
          > poczuj to.
          > 4. Pomyśl, co na Ciebie wpłynęłoby, gdybyś była na jego miejscu? Co Cię
          > rozbroiłoby?
          > 4. Opracuj strategię na różne sytuacje.
          > 5. Działaj!
          > Pozwodzenia, Anka
          Nie jestem psychologiem, natomiast dalej uważam, że potrzebna jest jej pomoc z
          zewnątrz a właściwie nie jej tylko jej mężowi. Dlaczego to ona ma opracowywać
          strategie działania i wczuwac się w jego uczucia? Przecież to nie jej wina.
          Jeżeli on wpada we wsciekłość z byle powodu to nie ma nawet sensu. Od takich
          niekontrolowanych zachowań bardzo krótka droga do rękoczynów a wtedy bedzie
          jeszcze trudniej.
      • sowa_hu_hu Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 14:50
        zgadzam sie z dorotax - ja mu zalezy to pójdzie do psychologa , porozmawia z
        tobą powaznie i szczerze... jeśli nie - to powiedziałabym mu - dowidzenia...
    • sowa_hu_hu Re: Pomóżcie, jest mi tak strasznie źle... 21.07.04, 14:47
      nie wiem co ci doradzić bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji...
      wydaje mi sie ze powinniście sie rozstać na jakiś czas... jeśli mieszkanie jest
      twoje spakuj go... zobaczysz jak sie będzie zachowywał - jeśli będzie próbował
      cie odzyskac w cywilizowany sposób to mozecie spróbowac , jeśli odpuści -
      będzie to świadczyło o jednym... natomiast jesli spróbujecie a wszytsko
      wrcóci "do normy" chyba będziesz musiałą od niego odejść na dobre - jesli nie -
      wykończysz sie... no twoja córecka która musi na to patrzeć sad
      łatwo sie mówi - ale teoretycznie tak to widze... jesli rozmowy z nim nie
      pomagają trzeba drastycznie... moze jak mu ciebie zabraknie coś w nim drgnie...

      pozdarwaim cie gorąco
      • mamanatali Dziewczyny,bardzo Wam dziękuję... 22.07.04, 11:24
        za odzew i za słowa pociechy,to mi było bardzo potrzebne.Nie wiem jak będzie
        dalej,chociaż z listu którejś z Was wynika,że to może kwestia "dotarcia" się,na
        co mam ogromną nadzieję.Tak sobie pomyślałam,czy czasem rzeczywiście mój mąż
        nie ma zawyżonych lekko ambicji,które go "zjadają" od środka.Przypomniałam
        sobie jak kiedys powiedział mi,że czuje się ode mnie gorszy,bo mam lepsze
        wykształcenie i zostałam inaczej wychowana niż on.Nie wiem,może próbuje to
        jakoś odreagować.Mąż nie chce,żebym wracała do pracy,tylko żebym zajęła się
        małą,ale u niego w domu rodziców było tak samo(teściowa siedzi w domu do tej
        pory,nigdy nie pracowała,rodzinę utrzymywał teść).O to też są wieczne
        kłótnie.Prosiłam go o to,żebyśmy razem wybrali się do psychologa,bo może
        przyczyna jego zachowania tkwi nie tylko w nim,ale i we mnie,ale mąż
        powiedział,że nie jest wariatem,żeby chodzić do psychologa i on nie widzi
        powodu,dla którego mamy sie tam wybierać,przeciez wszystko jest w
        porządku.Czyli tylko ja wynajduję jakieś dziwne problemy.
        Najgorsze jest to,że czasami jest naprawdę między nami dobrze,mąż zmienia się o
        180 stopni i jest naprawdę fajnym facetem a potem wszystko wraca do normy i
        znowu są nerwy,a ja po prostu nie wiem co się dzieje.
        Była juz kiedyś próba wyprowadzki,ale skończyło się na moim płaczu i jego
        rzucaniu wszystkim po mieszkaniu,łącznie ze szklankami.Po prostu horror.
        Jestem w rozsypce,żyję miłością do mojej córci i nie wiem skąd brać siłę do
        walki z tym chyba chorym człowiekiem.Nie chcę wplątywać w to rodziców,mają full
        własnych prolemów.Próbuję ocalic jakoś to małżeństwo dla małej,bo naprawdę
        kocham ją nad życie,a ona jest wpatrzona w tatę jak w obrazek.
        Nie wiem,jak to się wszystko skończy.Wpadłam na pomysł,żeby jutro zrobić super
        kolację w domu,przy świecach,dobrym winku i naprawdę na spokojnie z nim
        pogadać,może okoliczności sprawią,że nie będzie się denerwował.Spróbuję i dam
        Wam znać,jak poszło.
        Sedeczne pozdrówka.
        • wiggins Re: Dziewczyny,bardzo Wam dziękuję... 22.07.04, 11:53
          Moim zdaniem to jest choroba, pewnie jakas odmiana nerwicy (chociaz juz w
          nomenklaturze chyba taka nazwa nie istnieje).

          Trzeba sie skonsultowac z kims, kto sie na tym zna, ale sadzac z opisu nie
          sklonisz meza.
          Jedna trzecia Polakow ma jakas nerwice.

          • wiggins Re: Dziewczyny,bardzo Wam dziękuję... 22.07.04, 11:56
            ups, dopiero teraz doczytalem, ze nie odkrylem Ameryki i padla taka propozycja.

            powodzenia,

            PS. Nie zapominajcie Panie, ze w takich sytuacjach maz tez potrzebuje pomocy i
            to fachowej i moze nie trzeba sie nad nim rozczulac (absolutnie!), ale psow tez
            nie wieszajcie.
        • szyszunia75 Re: Dziewczyny,bardzo Wam dziękuję... 22.07.04, 12:17
          Trzymam kciuki, daj znać, jak poszło. Tylko dodam jeszcze jedno: skoro mała
          jest wpatrzona w tatę jak w obrazek, to trzeba z tym tatą coś zrobić, żeby
          zmienił swój stosunek do mamy. Inaczej córka nauczy się, że wspaniały ojciec i
          mąż może znęcać się nad swoją żoną i wszystko jest ok. A dla jej przyszłego
          życia i związków taka nauka jest straszna. Dzieciaki uczą się takich rzeczy
          prędzej, niż nam się wydaje...
          Trzymaj się!
Pełna wersja