janowa
20.07.04, 20:43
Musielismy leciec z Leonem w weekend samolotem (trzeci raz w jego zyciu) i
stwierdzam, ze jest coraz gorzej. Tym razem darl sie juz cala godzine jak
opetany, w koncu usnal i druga godzine mielismy spokojniejsza... No nie lubi
latac, i co ja zrobie?

Czasem trzeba. Zreszta w ten weekend tez lecimy i
juz mi skora cierpnie na sama mysl. Brrr...
Ale ja nie o tym. Chyba, ze macie jakies sposoby na uspokojenie
9-ciomiesieczniaka, kiedy nic mu sie nie podoba i nie wiadomo o co mu chodzi?
Chetnie skorzystam!
Chcialam tylko podzielic sie pewna refleksja. Przed malzenstwem, ciaza -
czyli na etapie randkowania i narzeczenstwa

latalam samolotem srednio dwa
razy na tydzien przez ponad rok. Oczywiscie nie raz i nie dwa zdarzalo mi sie
natknac na rodzinke/mame z wrzeszczacym bachorkiem. I co ja wtedy robilam?
Probowalam te biedna kobiete zabic wzrokiem!

"No niechze pani COS z tym
zrobi! Ile mozna wytrzymac!". Oczywiscie moje spojrzenia bazyliszkowe nic nie
wskoraly, a ja wysiadalam z samolotu wkurzona jak nie wiem. A teraz jak widze
takie same spojrzenia to tylko sie moge bezradnie usmiechnac, co tez czynie,
i co nie przynosi nikomu specjalnej ulgi. I wiem wtedy tylko jedno - ta osoba
nie ma dzieci... I zebym nie wiem jak sie starala - za chiny mnie nie
zrozumie!
Zastanawiam sie skad sie to w nas bierze? To znaczy to przekonanie
wczesniejsze, ze ktos powinien bardziej przejac sie nami i nasza wygoda niz
wlasnym dzieckiem? Przeciez wiadomo (to znaczy teraz wiem

), ze rodzice
tez glusi nie sa i jakby sie dalo to cos by zrobili... Ale to widocznie
trzeba przezyc.
Macie takie momenty, kiedy uswiadamiacie sobie, jak wiele rzeczy nie byliscie
w stanie zrozumiec zanim mieliscie wlasne dzieci? Czy to tylko ja tak mam?

)
Pozdrawiam upalnie,
Dorotka
---
Moj kochany
LEONEK
"Tylko niewielu ludzi, którzy cierpią na kaszel, idzie do lekarza. Większość
idzie do teatru."