Dodaj do ulubionych

Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła dzieck

21.03.13, 16:05
Dzieci mają niby osobne stoliki, ale złączone w rząd - 4 lub 5 razem.
Dziecko prawie najwyższe w klasie, siedzi w rzędzie przedostatnim, ma wyższy stolik.
Po ostatnich pomiarach wzrostu, siedzi z dziewczynką, która jej bez przerwy dokucza, krytykuje jej umiejętności, wyśmiewa, kopie plecak, nie chce wpuszczać do szatni itp. Są 2 takie agentki, które dają się we znaki klasie, a szczególnie tym słabszym psychicznie, w tym mojej córce.
Pani wie, jaka jest sytuacja, rozmawiała z nimi chyba już pierdylion razy, no i posadziła mi dziecko z jedną z tych żmijek akurat, i wtedy dopiero zaczęła się jazda. Na uwagi na ich temat pani stwierdza z uśmiechem, że to świetne dziewczyny, ale mają swoje za uszami i że porozmawia. Rozmawia tak co tydzień i jest coraz gorzej, a nie lepiej.
Córka chce ją poprosić, żeby mogła siedzieć gdzie indziej, ale jest kwestia wzrostu. Zresztą pani nabrała ostatnio dziwnej maniery zlewania wszystkiego, o co dzieci proszą, w ogóle nie angażuje się w klasę, w tej chwili mają łatkę najbardzoiej niegrzecznych i problemowych w szkole, jest pedagog na lekcjach itp. (I klasa).
Chciałabym, żeby dziecko nie siedziało z wredotą, bo cierpi ewidentnie - co chwilę słyszy, że coś źle zrobiła itp. Panna jest w dodatku taka, że zaczepia jakieś dziecko, uzyskuje czyjąś reakcję i leci skarżyć do pani, że ktoś tam jej wywalił język, opluł czy odepchnął, po czym pani każe przepraszać sprowokowanemu.
Obserwuj wątek
      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:25
        Anni, ta druga dziewczynka też jest jedną z najwyższych, siedzą obok siebie i mają najwyższe stoliki. Za nimi dwaj chłopcy ciut większego wzrostu, całej reszcie by zasłaniały. Jak się je rozsadzi, to trzeba będzie znowu tasować, a reszta będzie miała oczywiście pretensje do mojej córki, bo np. kogoś się rozsadzi (dziewczyny są w tej klasie okropne, za to chłopcy zżyci i bez fochów). Błąd został popełniony od razu, nauczycielka już wcześniej znała problem, po prostu nie wiem, czy to określić, jako złośliwość, czy jako bezmyślność.
        Pani ma 19 dzieci w klasie, nie ma nikogo z tzw. patologii, super bazę techniczną i dydaktyczną - a ciągle ma jakieś problemy... Ciekawe, co by powiedziała przy klasie 30-osobowej, gdzie np. są dzieci z ADHD, inne z pijącego i przemocowego domu itp. itd. Pani uczy już 25 lat... OJP, że tak brzydko zakończę.
      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:20
        Na razie chcę, żeby córka podjęła się próby załatwienia sprawy - jest cicha, nieśmiała i uważam, że umiejętność zgłoszenia problemu na coś jej się przyda. W drugiej kolejności będę rozmawiała z nauczycielką. W trzeciej... no właśnie, nie wiem? Chyba po prostu najlepiej byłoby pisemnie przedstawić zachowanie tych dziewcząt i zażądać rozwiązania problemu. To się ciągnie niemal od początku roku. Dziewczynka najbardziej niekoleżeńska, dominująca i agresywna w klasie dobrała sobie drugą tego rodzaju, nową, a tamta jej wtóruje, bo nie ma innych koleżanek. O ile pojedynek słowny czy kopanie plecaków 1 na 1 jeszcze można jakoś wygrać, o tyle 1 na 2 jest na straconej pozycji wink.
        Co najmniej kilka razy zgłaszałam konkretne sytuacje, miało to miejsce przed usadzeniem ich razem.Pani przyznawała mi rację, że jest podstawa do interweniowania i niby to robiła, bez skutku. Dziwię się, że nauczycielka zrobiła coś takiego, jak posadzenie razem osoby dokuczającej i jej ofiary. Ale to nie jest jedyna rzecz obecnie, w której pani jako pedagog daje ciała.
          • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:29
            He he, tak.
            Najlepsze jest to, że m.in. tu na forum ktoś mi zarzucał, że jestem czepialska.
            Po ostatnim zebraniu coraz więcej rodziców jest wkurzonych, uważają, że wychowawczyni jest nieudolna, a szkoła za nic kasuje kupę pieniędzy. Ostatnio sporo dzieci choruje, rodzice zabierają je przed basenem i nareszcie widzą np. to, o czym mówiłam od dawna - jest 20-minutowa przerwa obiadowa, dzieci schodzą po 10 minutach (bo wg nauczycieli mają kłopoty z ustawieniem się), są wpuszczane do stołówki po 2 osoby (ponoć się popychają itp.), no i przez te 10 minut klasa I przed basenem wrzuca w siebie obiad...
            To tylko jeden z wielu kwiatków.
            Czekam z utęsknieniem na ostatni piątek czerwca, do tego momentu chyba osiwieję.
            • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 07:56
              Przez lata trenowałam pływanie. I nie raz wychodziłam z basenu z niedosuszona głową, bywały katary i.....moja mama ( lekarka na marginesie) nie robiła z tego powodu afery. Miałam katar i przeszło. Po roku nie opuściłam żadnego treningu. Gdy miałam chyba 13 lat jeździłam na 6.00 na pływalnię a potem miałam godzinę na przebranie się wysuszenie i dojazd ( samodzielny) do szkoły.
              Tylko nade mną rodzice się nie trzęśli jak nad galareta. Wyluzuj.
              • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:46
                Fajnie.
                Cieszę się, że to wszystko poszło tobie na zdrowie.
                Ja mam dziecko z niedomykalnością zastawki mitralnej, więc nie dziw się, że trzęsę się np. nad zakażeniami bakteryjnymi - bo w konsekwencji będą oznaczać zniszczenie tej zastawki i wymianę.
                Ale kto ma zdrowe dzieci, ten nie zrozumie tych, którzy mają chore.
                Dla mnie EOT.
                • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 10:06
                  Z rodzicami chorych dzieci mam do czynienia na co dzień. I najlepiej sprawdza się traktowanie dzeci normalnie a nie jak filizankę z kruchej porcelany.
                  Owszem, przy niedomykalności zastawki mitralnej trzeba uważać na infekcje, leczyć je, zeby nie było nadkażeń bakteryjnych, ale na tym koniec. Dziecko może i ćwiczyć na w-f i bawic się z kolegami i nie oczuwać stałego leku rodziców, bo kardiologa zmienisz na psychiatrę.
                  • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 10:17
                    Ćwiczy na wfie, chodzi do szkoły tańca, w jesieni chodziłyśmy na rajdy ze szkoły, jak nie będzie śniegu, to znowu zaczniemy wink.
                    Nawet sama nie wie, że ma wadę zastawki i cokolwiek w związku z tym.
                    Natomiast - choruje też na zatoki, miała zapalenie ucha. Niestety znam dzieciaka, który z powodu infekcji ucha ma w tej chwili 40% utraty słuchu, chodzi do szkoły dla niesłyszących.
                    Nie czarujmy się, problemy zdrowotne wymagają nadzoru ze strony rodziców.
                    Zresztą wypowiadałam się tylko z powodu opóźnionych obiadów i pędzenia na basen.
                    Powiem wprost - nie po to płacę za beznadziejny zresztą obiad 13 zł, żeby dzieciak musiał go przełknąć w ok. 8 minut, a potem pływać. Coś tu jest bardzo nie halo.Jakoś szkoły radzą sobie ze sprowadzeniem paru klas po 30 dzieci z jednego rocznika, i te dzieci mają czas na spokojne jedzenie. A dodam, że płacę za obiady, bo nie mam innego wyjścia - lekcje codziennie do 15, dzieci na kanapkach są po prostu głodne.
        • dag_dag Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:26
          Też bym tak zrobiła, jako nauczyciel: posadziłabym je razem, bardzo często działa taka akcja na dzieci. Poza tym, czas najwyższy żeby Twoja córka ofiarą przestała być - na Waszą własną prośbę tak się dzieje, przestań latać do Pani "pierdylion razy" ze skargą na pierdoły, zamiast tego naucz córkę asertywności.
            • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:35
              No dobra, ale z innymi osobami ona nie ma takich problemów.
              Jest jaka jest, ale wykonała sama sporo pracy nad sobą i ma dobre relacje z resztą koleżanek, jakieś incydentalne konflikty i wyśmiewanki traktuje incydentalnie. Ogólnie lubi klasę, lubi wszystkie dziewczyny poza tymi dwiema. Dzieci w tym wieku często kłócą się i godzą, mówią sobie niefajne rzeczy, a potem znowu przyjaźnią. Ale tu mamy dwie na jedną. Rozumiem jednak, że wchodzimy już tu na ulubiony forumowy grunt - sprawca jest cacy, samodzielny i asertywny, a ofiara sama sobie winna. I choćby z tej przyczyny bullying w polskich szkołach ma i będzie miał się dobrze.
                  • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 17:05
                    Nauczycielka będzie ją zbywać, bo sama sobie nie radzi, albo ma w nosie to, jak zachowują się dzieci pod jej opieką, ma w nosie pracę.
                    Twoja córka, zachowując się asertwnie będzie ignorowana, bo wpędzi panią w zakłopotanie. Dzieko poczuje się wtedy zlekceważone, zmniejszy się jego poczucie wartości, a na dodatek wyciągnie błędny wniosek, że bycie asertywnym nie działa.
                    No Lily, przyznaj sama, którą technikę ma zastosować Twoja córka? Zdartej płyty?wink
                    • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 17:12
                      Coś w tym jest. Zaczynam rozumieć, o co Ci chodzi.
                      Córka bardzo się wyrobiła społecznie w ostatnich m-cach, widzę duży skok rozwojowy, psychiczny i o wiele większą dojrzałość.
                      Ale o ile jej nowe umiejętności działają na większość koleżanek, to na panią w wypadku problemów za bardzo nie działają.
                      Zresztą nie tylko córka ma uczucie, że jest zlewana. Lubię bardzo matkę dziewczynki, która to z kolei jest taką osóbką, że bardzo jasno wyraża, co jej nie pasuje. No i ta mama opowiada mi np. o sytuacjach, kiedy jej córka o coś wyraźnie i śmiało prosiła nauczycielkę i została kompletnie zbyta. Ile razy taki mały dzieciak ma chodzić za wychowawcą i przypominać o swoich sprawach. Jeśli pani uważa, że dziecko nie ma racji, to powinna mu chyba to wytłumaczyć, a nie udawać, że nikt nic nie mówił, c'nie?
                      I tu masz rację, że córka zdobywa się na odwagę, chce coś ustalać z nauczycielką, a ta w ogóle nie słucha - i cała nauka na nic.
                      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:55
                        No właśnie o dziwo ponoć została wysłuchana...
                        Fakt, że poczekałam i po prostu przedstawiłam pani całość sprawy, ale córka ma poczucie, że sama coś zgłosiła i uzyskała pewne obietnice.
                        Pani zamierza co miesiąc przesadzać dzieci, bo są niegrzeczne wink. Pierwsza przesiadka w poniedziałek. Może o jest to jakiś sposób.
                        • bri Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 12:31
                          No tak, zapomniałam, że wszystkie Twoje żale trzeba dzielić przez trzy - dopiero, co rodzice dzieci uczęszczających z Twoją córką do klasy byli wstretnymi nuworyszami wychowującymi potomstwo za pomocą prezentów i kosztownych imprez, których przymus Cię stresował, a w tym wątku już piszesz, że jakoś się z nimi sprzymierzasz; dzieci były bez wyjątku rozpuszczonymi bachorami, a tutaj już okazuje się, że Twoja córka problem ma tak naprawdę tylko z dwiema dziewczynkami; nauczycielka beznadziejna wszystko zlewała, ale jak się okazało wystarczyło, żeby córka o coś poprosiła, a nauczycielka postanowiła jej prośbę spełnić. Fajnie, że zaczynasz nieco realniej patrzeć na tą sytuację.
                          • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 13:04
                            Powiem tak - w tej chwili to już chyba nie ma osoby zadowolonej z poziomu świadczonych tam usług, a jednak jest to sporo płatne. Możesz mnie uznać za malkontentkę, ale dużo osób jest wkurzonych, że dzieci niemal nie mają przerw, że jest wrzask i hałas na lekcjach, a potem dużo do domu pozadawane.
                            Patrzę realnie na sytuację i uważam, że nam się to nie opłaca i tyle.
                            Natomiast, kiedy nauczycielka MNIE czy innego rodzica pyta, jak wychowywać te dzieci i co z nimi robić, to jest to dla mnie kuriozalne.
                            • bri Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 13:17
                              Jeśli chodzi o szkołę to myślę, że po pierwsze doskwiera Ci płacenie za nią i że decyzja o wyborze płatnej szkoły była nie do końca przemyślana, w każdym razie z jakiś względów ciężko Ci się samej przed sobą do tego przyznać (może ojcu dziecka chciałaś dokuczyć większymi alimentami i dlatego droga szkoła?) stąd kilkumiesięczny forumowy serial na temat problemów szkolnych Twojej córki uzasadniających zmianę placówki. Owszem szkoła może idealna nie jest, ale niestety nie ma gwarancji, że w kolejnej Twojej córce będzie lepiej. Natomiast zapewne Ty rzeczywiście zaoszczędzisz i zapewne faktycznie najlepiej było córkę od razu posłać do szkoły państwowej.
                              • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 14:24
                                Cóż, myślę, że nikt rozsądny nie będzie przepłacać za produkt, jak ma do dyspozycji inne podobnej jakości, a ich koszty są o wiele niższe...
                                Córka poszła do szkoły niepublicznej, bo z powodu tego zamieszania z rocznikiem 2006 musiała iść do szkolnej zerówki jako dziecko dopiero co 5-letnie. Wydawało się więc, że mało liczna klasa (wówczas 14 dzieci) i dobra infrastruktura są istotnymi czynnikami.
                                Zresztą w zerówce praca wychowawcza jakaś tam była, wdrażanie dzieci do obowiązków - i owszem, przestrzeganie przerw przez prowadzących zajęcia jak najbardziej.
                                Mam wrażenie, że organizacyjnie odpuszczono sobie, gdy prawie wszyscy rodzice podpisali umowę na 6 lat kształcenia w SP, na zasadzie, że klienci są już złapani. I nie jest to tylko moje wrażenie na dzień dzisiejszy, choć byłam chyba pierwszą, która miała odwagę to dostrzec.
                                Oczywiście, że nic nie jest idealne. Ale wolę coś nie idealnego bezpłatnie, niż przepłacać, człowiek jakoś tak dziwnie jest skonstruowany, że nie chce sam sobie strzelać w stopę i generować strat wink.
                                • bri Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 15:37
                                  Tak, nikt rozsądny nie będzie tego robił, dlatego możesz już przestać wynajdywać kolejne uchybienia szkoły, i rzeczy, z którymi Twoja córka sobie nie radzi z powodu złej organizacji czy opieki i skupić się na tym, że po prostu nie chcesz płacić za tą szkołę. Ta decyzja należy do rodziców i nie musisz się przed nikim z tego tłumaczyć, ani uzasadniać tego szczególnymi trudnościami czy deficytami swojej córki, bo to wcale nie jest dla niej dobre.
        • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:27
          Rany, Lily!!
          Sama nie masz wpływu na wychowawczynię, a oczekujesz od dziecka samodzielnego załatwienia sprawy?
          Idźżesz do kobiety i powiedz, że albo przesadzi córkę i zadba o jej dobre samopoczucie w klasie, albo idziesz z tym do dyrekcji.
          Od dawna piszesz, jaka nieudolna jest wychowawczyni Twojej córki, weź w końcu sprawę w swoje ręce, a nie lituj się tylko nad córką.
          Zdecydowanie masz problem z podejmowaniem decyzji. Ale tylko Ty możesz go przezwyciężyć, dla dobra swojego i swojej córki. Nikt inny nie ma na to wpływu.
          • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:41
            Tylko wiesz, istnieje coś takiego, jak szykanowanie ucznia przez nauczyciela i tego się boję.
            Pani już niejeden raz pokazała, że nie jest bezstronna i że traktuje informacje wybiórczo, nie tylko w naszym kontekście.
            Córka jest najmłodsza w klasie i niekoniecznie super zdolna i super biegła w czytaniu, pisaniu itp. Zapewniam Cię, że takiemu dziecku łatwo dowalić.
            Nie chcę, żeby ostatnie miesiące spędziła kompletnie zlewana przez nauczycielkę albo żeby pani jej pokazywała, jak jest kiepską uczennicą. Notabene, znalazłam 2 bardzo sympatyczne szkoły publiczne i szykujemy się na ostateczny wybór, więc chciałabym, żeby ostatnie 3 m-ce były spokojne.
            Nie wiem, po prostu nie wiem, jak to ugryźć, żeby dziecku nie zaszkodzić.
            • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 16:59
              Powiem Ci jak ja zrobiłam, a sytuacja była dużo powazniejsza.
              Poszłam do dyrektora, przedstawiłam zachowanie nauczycielki i powiedziałam jakiego skutku mojej interwencji się obawiam. Wyrazilam nadzieję, że są to tylko moje obawy, a takie skutki nie będą miały miejsca.
              Nie miały miejsca, a sytuacja polepszyła się znacząco.
              W mojej sytuacji interwencja u nauczycielki nie przyniosła żadnych rezultatów, druga też nie, korespondecja tak samo. Dałam sobie spokój i postąpiłam jak wyżej.
              • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 17:04
                W tej sytuacji jutro mówię nauczycielce, że ma zmienić miejsce córce.
                Jeśli zacznie wykręcać się, idę w pon. wyżej.
                Chociaż mamy wrażenie jako rodzice, tak od 2 m-cy, że oni wszyscy to jedna klika... Na zasadzie: płać i milcz. Aha, odpisałam Ci też wyżej, z malutką prośbą o interpretację wink.
                • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 17:13
                  Odpisałam.
                  A resztą się nie przejmuj, tylko domagaj się tego, za co płacisz, domagaj się respektowania praw swojej córki. To jest właściwie Twój obowiązek jako matki.
                  Nauczycielce powiedz wprost czego chcesz.
                  Przedstaw krótko jak wygląda sytuacja oczami córki, jak ona się czuje, jak Ty się czujesz i powiedz czego w związku z tym oczekujesz. Miłym, ale stanowczym glosem. I zapytaj jaka jest jej decyzja. Jesli odmówi, powiedz, że sytuacja jest na tyle poważna, że nie możesz jej tak zostawić i w związku z tym jestes zmuszona porozmawiać z dyrektorką.
            • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 16:12
              W szkolach publicznych są inne niebezpieczeństwa ( dla b. wrazliwych dzieci wrażliwych rodziców:
              - bywają kradzieże
              - są duże klasy a więc większa szansa dzieci z dysfunkcjami lub zwyczajnie niewychowanych
              - starsze dzieci mieszające się z młodszymi
              - zwyczajna patologia z osiedla ( także tata w więzieniu)
              - regularna przemoc ( bywa), chuligaństwo ( bywa), łamanie prawa ( bywa)
              - wymuszanie i narkotyki
        • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 07:52
          Zmarnujesz dziecko!!!! Wychowasz społeczną kalekę. Przy takim podejściu to chyba pozostaje Ci w tej trzeciej kolejności złożenie podania do stosownych instytucji o to, abys sama uczyła dziecko w domu. Wtedy żadna niekoleżeńska dziewczyna z druga taką samą Twojemu dziecku nie sprawią przykrości, Nikt jej nie będzie kopał plecaka, popychał, dokuczał, robił ofiary. Same plusy- do czasu.
    • inguszetia_2006 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 18:10
      Witam,
      Nie wiem, jak zmusić nauczycielkę, żeby przesadziła i nie wiem, jak zmusić ciebie, żebyś przestała pisać o swoim dziecku jak o ostatniej ofierze losu. To już jest niestrawne: najbardziej wrażliwa(skąd wiesz, masz wskaźniki?), niekumata specjalnie(inne słowa, ale sens ten), nie czyta, nie pisze dobrze etc. Jak piszesz o swoim dziecku w ten sposób, mam ochotę cię zdzielić pięścią miedzy oczy. Ty już ją naznaczyłaś tym kozłem ofiarnym na długie lata. Słabsza psychicznie? A od kogo ma czerpać siłę, skoro ty widzisz w niej tylko słabość, uległość i strachliwość. Na czerpanie siły z "wnętrza" jest za wcześnie trochę;-P Piękne słówka wsparcia nie wystarczą, ona na pewno widzi, albo raczej czuje, że ją obsadziłaś w roli ofiary i realizuje ten scenariusz. Odnalazła się w tej roli, w jakiś sposób, bo ma twoje wsparcie. Ciągle ją utwierdzasz w przekonaniu, że jest słaba, nadwrażliwa i nie może się bronić. Może się tylko przesiadać i uciekać. A może spróbuj ją przesterować. Najwyżej przyjdzie z podbitym okiem, ale honor będzie uratowany i samopoczucie się polepszy. Czasami trzeba komuś przylać,czy słownie, czy fizycznie, bo idzie o zasady. A teraz możesz mnie uderzyć;-P
      Pzdr.
      Ing
      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 18:33
        Przyjdzie z podbitym albo i bez oka...
        I co potem zrobisz jakiemuś gó...arzowi, który np. złamie dziewczynie nos?
        Może i honor będzie uratowany, ale szpetota na całe życie.
        Dodajmy jeszcze nauczycielkę, która wyciąga IDENTYCZNE sankcje wobec sprawcy i wobec tego, kto się po prostu bronił. Naprawdę baaaardzo to jest wychowawcze.
        • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 18:52
          Lily, ja się muszę zgodzić z Inguszetią. W kwestii tego jak przedstawiasz swoją córkę.

          Jesteś inteligentną, elokwentną osobą, ale brakuje Ci poczucia własnej wartości, pewności siebie. Jesteś pełna watpliwości, aż w nadmiarze. Ja rozumiem, ze to z troski o dziecko. Ale Twoje obawy jej się udzielają. Musisz zostawić przeszłość za sobą. Liczy się to, co jest teraz i to, co przekażesz swojej córce.

          Co do identycznych sankcji. Kiedy nie wiadomo, kto zawinil (a wychowawczyni nie może decydować: tej zaufam, a tej nie) karę otrzymuje ten, co sprowokował i ten, który dał się sprowokować, przy założeniu, że sprowokowany zareagował agresją słowną lub fizyczną.
          • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 19:29
            Dlatego też sprzeczam się wyłącznie z kwestią tzw. rękoczynów.
            Jakoś przez 8 lat podstawówki nie musiałam ani razu uciekać się do bicia z kimkolwiek, w ogóle dziewczyny nie biły się między sobą, nie było takich incydentów. A wcale nie byłam klasową gwiazdą, raczej spokojną uczennicą. Ale - bardzo dobrą.
            Co do córki, powiem tak, od początku są problemy, zdrowotne, neurologiczne, wszelkie. Pisząc o nadwrażliwości, wiem, że to może wyglądać na przesadę. Ale to jest dziecko, które np. miało 1,5 roku i potrafiło się rozryczeć, bo ktoś do niego zagadał, bo spojrzał, nawet całkowicie życzliwie. Dziecko unikające patrzenia w oczy, pytające mnie, po co ma mówić koleżankom cześć, a nauczycielom dzień dobry. Histerycznie reagujące na silniejsze dźwięki, migające światło itp. Dziecko mylące większość liter, podczas gdy połowa klasy płynnie czytała, a mnie nauczycielka rozliczała z tego, że dziecko nie nadąża za klasą. Dopiero terapia SI jako tako zaczęła jej pomagać, nareszcie dobrze zaczęła czuć się w świecie, że tak powiem. I niestety takie numery jak z tymi dokuczającymi pannami ją podkopują. A ja jestem nieludzko już tym wszystkim zmęczona.

            Teraz córka ma szansę dostać się do szkoły artystycznej, okazuje się, że ma bardzo dobry słuch, predyspozycje do instrumentu. Ale pan, który ją przesłuchiwał, szczerze mi powiedział, że dziecko mówiące cichutko i zacinające się przy śpiewie nie spodoba się komisji. Córka bardzo się na tę podstawówkę napaliła, ze swoją osobowością na pewno tam się nie dostanie i oczywiście będzie mi wylewać kolejne żale.

            Co do obdzielania równą winą sprawcy i zaczepianego - jak dla mnie bardzo niewychowawcze podejście. Wywołujące odczucie, że nie warto bronić siebie, bo się za to zbierze cięgi. Tym bardziej, że w szkole niemal wszędzie jest monitoring. Jako nauczyciel po prostu dałabym do zrozumienia dzieciom, że w każdej chwili z łatwością sprawdzę, kto zaczyna.
            • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 19:57
              Co do córki, powiem tak, od początku są problemy, zdrowotne, neurologiczne, wszelkie. Pisząc o nadwrażliwości, wiem, że to może wyglądać na przesadę. Ale to jest dziecko, które np. miało 1,5 roku i potrafiło się rozryczeć, bo ktoś do niego zagadał, bo spojrzał, nawet całkowicie życzliwie. Dziecko unikające patrzenia w oczy, pytające mnie, po co ma mówić koleżankom cześć, a nauczycielom dzień dobry. Histerycznie reagujące na silniejsze dźwięki, migające światło itp. Dziecko mylące większość liter, podczas gdy połowa klasy płynnie czytała, a mnie nauczycielka rozliczała z tego, że dziecko nie nadąża za klasą.

              Było, minęło, teraz jest lepiej.
              zacznij dostrzegać tylko pozytywy, wzmacniaj ją psychicznie, chwal z postępy.
              I odcinaj powolutku pępowinę, w obie strony.
              nie ochronisz córki przed całym złem tego świata

              a co do karania: życie nie jest sprawiedliwe, Ty juz dawno powinnaś o tym wiedzieć

              Szczerze mówiąc Lily, proponowałabym Ci terapię. Dobry psycholog mógłby Ci naprawdę pomóc, wzmocnić, rozproszyć lęki, mogłabyś sie po prostu wygadać, miałabyś wsparcie w trudnych chilach. Pomyśl o tym, warto.
            • guderianka Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 19:58
              Pisząc o nadwrażliwości, wiem, że to może wyglądać na przesadę. Ale to jest dziecko, które np. miało 1,5 roku i potrafiło się rozryczeć, bo ktoś do niego zagadał, bo spojrzał, nawet całkowicie życzliwie. Dziecko unikające patrzenia w oczy, pytające mnie, po co ma mówić koleżankom cześć, a nauczycielom dzień dobry. Histerycznie reagujące na silniejsze dźwięki, migające światło itp. Dziecko mylące większość liter, podczas gdy połowa klasy płynnie czytała, a mnie nauczycielka rozliczała z tego, że dziecko nie nadąża za klasą.

              Znam wiele dzieci, które mają takie zachowania wink
            • inguszetia_2006 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 20:28
              lily-evans01 napisała:
              Córka bardzo się na tę podstawówkę napaliła, ze swoją osobowością na pewno tam się nie dostanie
              Witam,
              No i jak ci nie przywalić, powiedz sama?;-P Zapomnij o słowie "na pewno", bo ci tylko przeszkadza. Po prostu wykreśl je na miesiąc. Za użycie "na pewno" - jakaś mała kara. Zero słodyczy i ematki;-D A dziecku wykup lekcje emisji głosu, albo wkręć się gdzieś za darmo, może jakiś dom kultury prowadzi takie zajęcia za free, albo za małą opłatą.
              Pzdr.
              Ing
              • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 07:42
                Bardzo chciałam, ba napaliłam się na jazdę figurową na lodzie. Delikatna, szczupła, filigranowa.... Bardzo chcialam, ale sluch muzyczny nie ten. Rodzice zdawali sobie sprawę, że szanse praktycznie równe zeru, ale spróbowałam i oczywiście klapa. Odpadłam jako jedna z pierwszych i pani od muzyki coś tam ( nie pamiętam co ) powiedziała. Rozpłakałam sie,, na to moja mama zabrała mnie na spacer do Łazienek i zapytała na jakie zajęcia i gdzie chciałabym chodzić, zaproponowała pływanie, znalazła super instruktora i super szkółke na drugim końcu miasta. Rodzice nieludzkim wysiłkiem przez rok mnie tak odwozili ( potem jeździłam sama). Mialam niemałe sukcesy na pływalni. Przestałam trenować dopiero na studiach ( brak czasu).
              • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:59
                Ing, wal śmiało, nie krępuj się wink.
                Na razie córka była na takich zajęciach 3 razy, indywidualnych, pan stwierdził, że trudno ją odblokować, a jest naprawdę mega życzliwy. Ma bardzo ładny i miły głos, potrafi powtórzyć takty ze słuchu, ale trudno z niej cokolwiek wydobyć. Spotkamy się jeszcze ze 2-3 razy, ile zdążymy. Plus kurs przygotowawczy dla zdających do szkół muzycznych.
            • an_ni Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 20:37
              bardzo polecam ci (twojej corce) szkole muzyczna/ artystyczna ! to bardzo takie niesmiale, aspoleczne dzieci otwiera i rozwija, a nawet jesli jeszcze nie regularna szkole to zajecia muzyczne, artystyczne, teatralne w grupie
              wiem po corce, jest w popoludniowej szkole muzycznej, uczy sie grac na pianinie, nauczyla sie tam glosno spiewac i wystepowac przed publicznoscia, co robi nawet w swojej szkole ogolnoksztalcacej wsrod starszych uczniow, podczas kiedy w przedszkolu w malej grupie ledwo otwierala usta na wystepach
              moje corka na rozmowie wstepnej do szkoly muzycznej tez ledwie wydobyla glos, ale jednak jakos ja wysluchali , wiec trzeba wybrac przyjazne srodowisko
              my na szczescie mamy fajna wychowawczynie w szkole podstawowej i zauwazyla od razu ze corka jest niesmiala, wycofana i super ja wzmacniala pochwalami i zachetami do prezentowania swoich talentow
            • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 07:36
              Coś Ci powiem o sobie- byłam najdrobniejsza w klasie, najmłodsza i tez kilka osób upatrzyło mnie sobie za ofiarę. Tylko zachowanie moich rodziców było diametralnie inne- oni wierzyli we mnie. Mama nie biegała do wychowawczyni, żebym miała jakiekolwiek specjalne prawa, zeby mnie przesadzili, pogłaskali, zebym miała dodatkowe konsultacje itd. Nawet po chorobie. Rodzice uczyli nas ( bo mam starszego brata i młodszą siostrę), że świat nie kręci się wokół nas, że czasem trzeba walczyć o swoje, ustapić, że bywa niesprawiedliwie.
              Nikt oka mi nie wybił, nikt go nawet chyba nie podbił, czasem przychodziłam posiniaczona, z czasem nauczyłam się walczyć o swoje.
              Z "oprawcami" się zaprzyjaźniłam i przestali nimi być. Nawet z jednym z tych chłopaków potem chodziłam. Z jednych przedmiotów bylam lepsza z innych gorsza. Skończyłam studia i to trudne, wymagające siedzenia na tyłku.
              Trochę wiary w siebie, bo tak naprawdę to nieświadomie strasznie krzywdzisz córkę. To ty generujesz jej największe problemy. Bo z kopania plecaka nic nie będzie, ale nadopiekuńcza mama może zostawić ślad na całe życie.
              Naprawdę dobrze Wam zyczę i jak widać nie tylko ja dostrzegam problem- a jest poważniejszy niz myslisz.
              Pozdrawiam.
          • xika_da_selva Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 21.03.13, 19:29
            oprocz wpychania corki w role kozla ofiarnego i wiecznej sieroty, autorka najpewniej nie daje tez dziecieciu dobrego przykladu- sama jest niepewna siebie, swoich decyzji i bojazliwa. Pewnie tym samym zaraza dziecko.
            krotka pilka- matka rozmawia z nauczycielka/ dyrekcja, w zolnierskich slowach, wymagajac a nie proponujac.
            dziecko- niech sie uczy asertywnosci, jesli nie na nauczycielce to na tych malych zmijach. matka w domu siedzi wspiera i sluzy dobra rada. wsjo.
    • madame_charmante pytanie... 21.03.13, 21:46
      a sprawdziłaś moja droga, czy ona ma gdzie to dziecko - tak po prostu, fizycznie - przesadzić? Córka jest wysoka, jej sąsiadki też. Reszta klasy jak rozumiem jest niższa. To gdzie do diabla ma ją przenieść? do swojego biurka? wtedy pewnie byś wyjęła kolejny problem z de i zaczęła jęczeć na forum, że zła wychowawczyni separuje dziecko od koleżanek...
      ogarnij się kobieto i spróbuj przymierzyć do rzeczywistości....
    • kamunyak Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 00:24
      jeśli wychowawczyni jest nieudolna to przenieś córke do innej klasy bo nawet jak ją przesadzi to wkrótce pojawią się nowe problemy. Zresztą już są rózne, z tego co piszesz.
      Nie ma sensu przepychac sie tak jeszcze 2 lata, szczególnie jeśli masz dziecko wrażliwe i raczej wycofane. Zorientowałabym się przez wakacje w możliwościach zmiany klasy.
      • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 07:49
        A może warto przez wakacje nie zajmować się zmianą szkoły tylko popracować z córka nad jej asertywnością? Czy jest pewność, że w innej szkole/klasie będzie lepiej? Problem tkwi w autorce i jej ucieczce od problemów a nie rozwiązywaniu. Cały świat jest przeciwko lily i jej córce czy może one obie są nie do końca przystosowane? Całe życie będą uciekały od zła? Zmieniały pracę, bo szef się skrzywił, polecił siedzieć po godzinach, dał premię komus kto nie zasłużył? Będą zmieniały mieszkanie bo znalazł się zlosliwy sąsiad? Męża, bo zamiast usuwać swojej księżniczce pyłek spod nóg poszedł na brydża/tensa czy nie daj Boże do swojej ( wrednej- bo jak może być) matki?
        Dla swojego i dziecka dobra warto sie zmienic i to ekspresowo!
        • kanga_roo Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:14
          lily, niefajnie, że tak oceniasz córkę. oceniasz, że jest gorsza, bo wycofana, nieśmiała, opóźniona (w Twoim przekonaniu).
          ja tak nie myślę o swoich dzieciach, do tego stopnia jest mi to obce, że na sugestię mojej mamy, że starszak jest chyba zaburzony, bo ma problemy z relacjami z rówieśnikami (obiektywnie patrząc, nie jest dusza towarzystwa i naczelnym rozrabiaką) wściekłam się i obraziłam. i przypomniało mi się, jak moi rodzice mnie "wspierali" i "ośmielali"... działali w dobrej wierze, ale ja idę inną drogą. moje dziecko jest takie, jak być powinno. nie trzeba go poprawiać i naprawiać. jeśli w jakiejś sytuacji się gubi, mogę mu pomóc, ale podstawowe założenie jest takie, że dziecko jest OK. że jest inne niż ja/mąż/kolega czy koleżanka. każdy jest inny. widzę, w czym jest dobry, a w czym słabszy, ale to moje prywatne spostrzeżenia, których dziecku nie udostępniam. jemu mówię to, co dostrzegam dobrego. szanuję też jego decyzje, nawet, jeśli zrobiłabym inaczej. non stop kopię pod stołem męża, który jest dość radykalny w swych poglądach, i czasem coś powie, zanim pomyśli. "zostaw go" warczę. niech będzie taki, jak chce. jak inaczej można osiągnąc pewność siebie jeśli nie będąc pewnym, że sie jest OK?

          ps. to samo dotyczy młodszej, o której tu nie piszę, bo to jeszcze smarkula. i kompletnie inny typ dzieciara smile
        • lily-evans01 ostatnia_wieczerza :) 22.03.13, 10:08
          Tu nie chodzi absolutnie o wredną dziewczynkę jako przyczynę zmiany szkoły.
          Nie chcę tego rozwijać w tym wątku, bo miał być o konkretnej sytuacji - ale w skrócie: córka poszła do szkoły prywatnej z dobrymi wynikami nauczania, z niby to mało licznymi klasami itp. O ile w zerówce było w miarę ok, o tyle teraz szkoła kładzie lachę na wszystko, mówiąc brzydko. Do klasy dołączono aż 5 dzieci, w tym 1 ponad umowę, a zniżki żadnej. Zaczęły się jakieś tarcia, problemy, dzieciaki niekoniecznie zaakceptowały nowych, a ci zdobywają pozycję niefajnymi zachowaniami.
          Klasa jest ponoć niegrzeczna, rozwrzeszczana, nie umie punktualnie zejść na obiad - kiepski i bardzo drogi (13 zł za zestaw dla pierwszaka to duża suma moim zdaniem). Skracane są przerwy, dużo zadawane do domu, bo nauczyciele nie mogą ponoć dokończyć materiału. Pani w każdej takiej sprawie twierdzi, że ona swoje możliwości już wykorzystała.
          Co do pracy nad asertywnością, masz oczywiście rację, córka w tej chwili wżyła się w układy z większością klasy, pracujemy nad różnymi rzeczami, żeby jej się łatwiej żyło.
          Wiem, że wszędzie dzieci będą RÓŻNE, nauczyciele będą RÓŻNI - ale nie może być tak, że się płaci za nic w sumie, a miało być super. Rozmowa z wychowawczynią czy pedagog przypomina mi walenie w gumową ścianę - ugina się, ale zaraz wraca na tę samą pozycję.
          Nie ma też sankcji wyraźnych dla dzieci źle się zachowujących, najwyżej umoralniająca pogawędka, która nie działa na co niektórych.
          Takie same relacje mogę mieć za darmo w rejonie plus pieniądze na różne hobby dziecka itp. Zresztą już nie tylko ja to spostrzegam w tej chwili.
          • ostatnia_wieczerza Re: ostatnia_wieczerza :) 22.03.13, 10:24
            Sama mam nie najlepsze doświadczenia z prywatną szkoła. Miało byc super okazało się, że właściciel ma problemy psychiczne. I to nie zaburzenia osobowości czy tzw trudny człowiek, ale coś znacznie powazniejszego. Też tak bywa.
            Dziś szkołe załozyć może szewc, krawiec a nawet człowiek, który umie się tylko podpisać- byle miał kasę i zastępcę z wykształceniem pedagogicznym.
            To jedno.
            Natomiast druga i to znacznie powazniejsza sprawa- i piszę o tym życzliwie- to to, że nikt nie zyje w świecie samych przyjaznych, zyczliwych, dobrych, mądrych ludzi. Sa tacy, ale są i przeciwności. W dzisiejszym świecie całkiem sporo. Córka z pewnością spotka się ( zyczę, oby jak najrzadziej) z jawna niesprawiedliwością, oszustami, ludźmi agresywnymi i co wtedy?? Musi sobie radzić, musi odpowiedzieć, huknąć, obronić się, ...lekacja asertywności musi się odbyć i im łagodniesza tym lepiej.
            Nie uchronisz choćbyś nie wiem jak chciała przed całym złem tego świata, bo nie zawsze będziesz pod ręką, nie zawsze będziesz mogła, nie o wszystkim będziesz wiedziała.
            Mam do czynienia z chorymi dziecmi i ich rodzicami. Bywaja tacy, którzy chore dzieci we wszystkim wyręczają, ale są tacy, którzy z tylnego siedzenia wspomagają, ale zmuszają do radzenia sobie z trudnościami. I to jest postawa godna naśladowania.
            Niedomyalność zastawki mitralnej jest częściej spotykana niż rozpoznawana. Dobrze, że o tym wiesz, musisz uważać, ale jest to TYLKO niedomykalność a nie poważna choroba serca. Wierz mi, że wiem o czym piszę.
            Jesli córka się przyzwyczai, że wszystko za nią zrobisz, załatwisz, będzie bierna. Jesli "sprzedasz" jej swój lek- nieszczęśliwa, a jesli wychowasz w poczuciu zagrożenia- zmarnujesz jej zycie. Nie mam żadnego interesu, żebyś się zmieniła, nie znam Cie i pewnie nigdy nie spotkam, ale pomysl, posłuchaj zyczliwej rady osoby z boku.
            Pozdrawiam.
        • kamunyak Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 13:01
          > A może warto przez wakacje nie zajmować się zmianą szkoły tylko popracować z có
          > rka nad jej asertywnością? Czy jest pewność, że w innej szkole/klasie będzie le
          > piej? Problem tkwi w autorce i jej ucieczce od problemów a nie rozwiązywaniu.

          Chociaz temat jakby się rozwiązał a sprawa, czy raczej szkoła, okazała się być nieco bardziej zagmatwana to odpowiem ci.
          Szkoła w pierwszych latach nauki, oraz nauczycieciele w niej, jest niezmiernie istotni dla ucznia i przyszłego dorosłego człowieka. To nie zawsze jest tak, że cały świat się sprzysiągł.
          Mój syn trafił w zerówce na taką małpę-wychowawczynię, u której dzieci sikały na lekcji ze strachu. Co prawda nie mój syn ale zdarzyło się to jakiejs dziewczynce. Ta małpa-wychowawczyni kazała dziecku zmywać i sprzątać chociaz wyobrażam sobie co dziewczynka musiała wtedy czuc i w jakim była stanie. Mój syn także jest dzieckiem wrażliwym i widziałam ogromne jego zdenerwowanie na każdych wspónych z rodzicami zajęciach, których jest sporo w zerówkach - jakies dni mamy, babci itp. Nie poznawałam swojego syna. On w takich sytuacjach wycofywał się, nie nauczyłam go przez te 6 lat bezczelnosci, tupetu i stawiania sie, pyskowania. Zawsze otoczony bezpieczeństwem nie potrafił odnaleźć się wobe znęcania psychicznego nad dziećmi tej idiotki. W wyniku wycofywania się syna ona nawet stwierdziła że on nie nadaje się do dalszej edukacji, sugerowała powtarzanie zerówki i psychloga, kretynka. Do dzis na samo wspomnienie mna trzącha. A syn skończył wszystkie szkoły z czerwonym paskiem, bez problemu zdał na ciężkie studia na Politechnice, i radzi tam sobie.
          Ale po zerówce natychmiast zmieniłam wychowczynię, po dłuższym "śledztwie" udało się wybrać panią miłą, ciepłą i oddana dzieciom, przy której syn "rozkwitł" - czyli poczuł się bezpiecznie p prostu.
          A wystarczyła tylko inna, czyt. normalna, z powołania, oddana dzieciom, nauczycielka.
          Dlatego uważam, że w takiej sytuacji nie ma się co szarpać z nauczycielem, walczyć ze szkołą tylko ją zmienić. Bo nawet jeśli ma się rację to i tak nikt nie zwróci dziecku straconych miesiecy czy lat oraz zdrowia, w szerokim sensie.
          14-, 16- czy 18-latek, nie mówiąc juz o osobie dorosłej, zupełnie inaczej reaguje na stres niz 7-latek. tak wiec nie ma co porównywać przyszłego pracodawcy z nauczycielem wychowania początkowego. Bo dziecko ma jeszcze dobrych naście czy 20 lat na to, zeby dojrzec i przygotowac sie emocjonalnie na ew. krzywienie się przyszłego pracodawcy kiedys tam.
          Ale trzeba dać dziecku szansę na dorośnięcie. A od tego są rodzice właśnie.
      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:49
        I tak zmieniam szkołę, choć nawet nie z powodu tych spraw z wychowawczynią.
        Po prostu bardzo podobne warunki oferują szkoły bezpłatne, a ja nie mam ochoty sporo płacić za bałagan, byle jakie obiady, ciasne klasy i brak współpracy nauczycieli z rodzicami.
        Córka pójdzie normalnie do szkoły publicznej i tyle.
    • myga Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 08:58
      Najpierw pomyslalam, ze faktycznie, moze lepiej droga oficjalna, napisac pismo itd, a pozniej jednak doszlam do wniosku, ze lepiej nauczyć corke radzic sobie z ta agresywna dziewczynka, taki trening sie przyda, w zyciu spotka roznych ludzi i nie moze zawsze im schodzic z drogi. Najpierw pomyslalam, ze faktycznie, moze lepiej droga oficjalna, napisac pismo itd, a pozniej jednak doszlam do wniosku, ze lepiej.
      • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 09:53
        Byłam u wychowawczyni i zgłosiłam jej dzisiaj parę spraw.
        Ze swojej strony córka powiedziała jej, że nie chce siedzieć z tą i z tą, i dlaczego (nie widziałam tego, ale wiem, że sama poszła, a rozmawiałam potem).
        Pani stwierdziła, że klasa jest ciężka, dzieci się ścierają albo znowu aż za dobrze dogadują i nie ma spokoju na lekcjach.
        W związku z tym będzie na początku m-ca przesadzać zawsze dzieci w obrębie podobnego wzrostu. Obiecała, że córka nie będzie siedziała z tą dziewczynką.
          • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 15:01
            Pomiędzy AGRESOREM a dzieckiem radzącym sobie w rozwiązywaniu szkolnych problemów- także z kolegami- jest ocean róznicy.
            Jeżeli za dziecko będzie się robiło absolutnie wszystko- kolega szturchnie, popchnie, kopnie plecak, powie coś niemiłego- mama do wychowawczyni, zeby zrobiła porządek z" chuliganem". Nie pochwalam przemocy ani jakiejkolwiek formy agresji, ale otaczając dziecko juz nie parasolem, ale murem ochronnym robi mu sie krzywdę.
            Do pewnych rzeczy nie zmusisz wychowawczyni ( ani innych dzieci ani ich rodziców). Dziecko, z którym nie sposób się bawić, bo za plecami stoi mama ( nie dosłownie a w przenośni, ale czasem również dosłownie), która odgania tych, którzy mogą szturchnąć będzie odtrącone. Czy powiesz wychowawczyni "proszę zmusić Basię, żeby siedziała z Kasią w jednej ławce, żeby stała z nią w parze"? Czy zmusisz kapitana siatkówki, zeby wybierał ja do swojej druzyny? Jaka presję wywrzesz na koleżankach, żeby spały z nia w jednym pokoju na wycieczce? Albo jakich środków uzyjesz wobec rodziców, żeby nielubiane dziecko było zapraszane na imieniny? I wtedy odtrącenie będzie o duzo bardziej odczuwalne niż kopnięty plecak.
            • an_ni Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 15:20
              nauczycielka zlewa nieodpowiednie zachowania w klasie, nie potrafi zgrac klasy i rozbic klik, nie radzi sobie z dziecmi a to niewielka klasa, nie slucha skarg i prosb dzieci a ty tu podajesz jakies skrajnosci, jakas postac matki stojacej wiecznie za plecami dziecka nakreslasz??!
              jakby to dziecko bylo 10-ty rok w szkole to rozumiem, smiech na sali, ale to pierwszak i to najmlodszy chyba w grupie
              "radzenie sobie w grupie" poprzez wysmiewanie kolezanki to nie jest agresja?? to co to jest ?
              moze przyklad obecnego dobrego wychowania?

              a przyklady z drugiej czesci wypowiedzi nie sa przykladami radzenia sobie z agresorami czy tez bycia asertywnym tylko socjalizacji w grupie
              • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 16:00
                Jestem ostatnią osoba, która NIE wychowuje dziecka. Ale wychowywać trzeba mądrze. Nie latać ze wszystkim do wychowawczyni. Oczywiscie nieco przejaskrawiłam, ale chyba nie za duzo. Co to znaczy "rozbić kliki". Czy nauczycielka ma powiedzieć Haniu masz się nie bawić z Małgosią tylko z Kasią? Masz siedzeć z Beatką i rozsadzam cię z Honoratką, bo mama Beatki /Honoratki tak sobie życzy?
                Ani autorka watku ani tym bardziej my do końca nie wiemy jak wygląda życie w klasie. Są dzieci niedotykalskie, płaczliwe, które robia aferę, że ktos je szturchnął albo cos im powiedział. I są to dzieci bardzo nielubiane i o tym jest dalsza, wbrew temu co piszesz ,logiczna część wypowiedzi.
                My rodzice jesteśmy po to, zeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo, ale bezpieczeństwo nie polega na tym, że lata się ze wszystkim do nauczyciela i żąda stałych zmian- a to ławki a to koleżanek a to stałego zajmowania sie dzieckiem. Nikt nie jest cyborgiem. Nie znam wychowawczyni, ale w klasie jest nie wiem 10-12-16 dzieci i KAŻDE ma takie same prawa. Nauczycielka nie dość, że musi uczyć, zajmować się dziećmi to jeszcze wysłuchiwać skarg mam.
                Byłam pierwszy rok w szkole, byłam najdrobniejsza, najmłodsza w grupie i nie doznalam uszczerpku na tym, że moi rodzice w szkole pokazywali sie na...wywiadówkach.
                • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 18:32
                  Z tego, co córka mi opowiedziała dzisiaj, te 2 panny tak się rozzuchwaliły, że zaczynają przepędzać inne z jakichś tam miejsc do zabawy, są z nimi kłótnie, w które wmieszana jest w tej chwili większa liczba osób.
                  Dziewczynki biorą sprawę we własne ręce, kłócą się o swoje, to np. te dwie zaczynają je szarpać, spychać z jakichś tam ławek, krzeseł na korytarzu, a potem pierwsze lecą do pani i skarżą, jak ktoś je szturchnie w obronie własnej, że tak powiem.
                  Córka potem mi mówi, że to niesprawiedliwe, bo np. bawią się we 3 i nie zaczynają, tamte im rozwalają zabawę, a jak uzyskają reakcję typu "jesteś głupia" czy wywalenie języka, czy odepchnięcie, to wciąż latają na skargę do pani.
                  A pani równo opie.prza i te, co zaczęły, i te, co się broniły. Naprawdę nie widzi, kto rozbija klasę? Nie wierzę, jest z nimi niemal cały czas... A ławek czy miejsc do zabawy na korytarzu nie brakuje.
                  No błagam, może zacznij patrzeć mniej jednowymiarowo. Tak, dzieci też tworzą swoje kliki.
                  Dzieci jest naprawdę mało i takie grupki bojowe nie powinny się tworzyć, nauczyciel musi nad tym pracować, to też jego praca w klasach I-III, a nie tylko zmuszanie do czytania na czas.
                  Co do nie lubienia - córka ma w tej chwili fajne relacje z większością klasy, natomiast naprawdę nie domagam się, żeby nauczycielka zmuszała kogoś tam z klasy do przyjaźnienia się z nią, no nie popadajmy w paranoję.
                  Ja ze swej strony powiedziałam córce, że ma nie ustępować i nie dać się przeganiać, a jak jej któraś z tych żmijek coś zrobi, to ma odpowiedzieć tym samym, tylko 2 x mocniej. I w d... mam, co mi mądra wychowawczyni powie. Nie może być tak, że ktoś wiecznie jątrzy, zaczyna, a potem ten, kto się bronił, ma czuć się winny. No też mi metody, OJP.
                  • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 21:46
                    Zapamiętaj to co napisałaś i przeczytaj za kilka lat. Jeżeli wywalenie języka czy powiedzenie jednej 7 latki do drugiej "jesteś głupia", szturchnięcie, poskarżenie wychowawczyni urasta do rangi problemu to jestesmy z innej planety.
                    Rozumiem,że dzieci moga iść na skargę z powaznym problemem "proszę pani ona się na mnie patrzy", ale dorosli???????
                    Życzę Ci tylko takich problemów w całej edukacji szkolnej Twojej córki, tylko takich kolegów, tylko takich nauczycieli.
                    A, że nie chcesz słuchać kilku osób, które życzliwie zwracają Ci uwagę na przesadne angażowanie sie w sprawy dzieci to juz Twój interes. A skutki takiego zachowania dadzą sie niebawem odczuć.
                  • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 22:58
                    Lily, weź się ogarnij, to nie są żadne problemy!!!!
                    Rozwalanie zabawy, pokazywanie języka i mówienie jesteś głupia to nie sa problemy!!!
                    Co ma zrobić wychowawczyni? Postawić winowajczynie w kącie? Zdaje się, że jej nie wolno. Powiedzieć rodzicom? Pewnie mówiła. Zwrócić uwagę? Pewnie zwracała 100 razy. Może ma wywalić ze szkoły???
                    Zawsze ktos będzie rozwalał klasę. Lepiej się przyzwyczaj.

                    Bardzo zręcznie omijasz wypowiedzi, które ukazują, że to TY masz problem a nie Twoja córka. W ogóle się do nich nie odnosisz. To też o czymś świadczy, nie sądzisz?
                    Może czas spojrzeć prawdzie w oczy?
                    • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 23:11
                      Córka widzi, że najlepiej jest być manipulującą kłamczuchą - zacząć rozróbę i zwalić wszystko na innych.
                      A pani z dwudziestoparoletnim doświadczeniem zawodowym przyklaskuje temu.
                      O ile uważam za słuszne i sensowne bronić się przed chamstwem i agresją wszelkimi sposobami (choćby podobnym natężeniem chamstwa wink - o tyle przekaz, jaki wychowawczyni daje dzieciakom w tej chwili jest totalnie niesprawiedliwy i fatalny.
                • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 22:44
                  Niestety, generalizujesz. Czasami, kiedy rodzic mimo wzmacniania dziecka, widzi, że ono sobie nie radzi, powinien zainterweniować.
                  Nie ma jednego słusznego rozwiązania: niech sobie radzi samo. Trzeba wyczuć jakie jest dziecko, jedno sobie poradzi, drugie zginie.
                  Z postów Lily wynikało, że jej córka zginie. Stąd też rady żeby interweniowała.
                  Poradziła sobie-super! Trzeba ja za to bardzo pochwalić.

                  Nic w zyciu nie jest czarno-białe.
                  • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 22.03.13, 23:17
                    Ależ oczywiście, że pochwaliłam.
                    A jak córka mi dziś wylała żale, że tamte dwie pannice zaczynają ze wszystkimi, po czym obrywa cała zamieszana w to grupa - powiedziałam jej bardzo niepedagogicznie, że nie musi naprawdę przejmować się wszystkim, co jej pani mówi. I że ma dbać o swoje samopoczucie, a nie pani czy kogokolwiek innego. W praktyce - jak nie zaczepi, a się ostro obroni, to ode mnie dostanie pochwałę, choćby pani ją ganiła.
                    Inna sprawa, że ciężko płacę m.in. za to, żeby nauczyciel umiał zapanować nad grupą i spokojnie zrealizować lekcję. I chyba to najbardziej mi podnosi w tej chwili ciśnienie. A zamieszanie jest ciągle. To już nie chodzi o to, kto komu jęzor wywalił. Ale o niemożność przeprowadzenia lekcji, krzyki, gadanie w czasie lekcji prawie całej klasy, ganianie maluchów po całej szkole, mieszanie się ciągle ze starszymi, no i te obiady w 5 minut...
        • czar_bajry Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 23.03.13, 00:24
          A i zlej uwagi typu "kogo ty wychowujesz" to tylko zakompleksione babole wypisują.
          Dzieci są różne, jedne bardziej a inne mniej przebojowe ale najważniejsze aby dziecko czuło się dobrze w szkole, w klasie a najważniejsze są właśnie pierwsze lata nauki w innym wypadku już przez całą edukację będzie miało "pod górkę" a szkoła będzie złem koniecznym- to raczej nie sprzyja nauce.
          • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 23.03.13, 07:13
            No właśnie już po trochu tak się dzieje...
            Ja do dziś bardzo miło wspominam początki szkoły podstawowej - co prawda wychowawczyni zmieniała się 2 razy, ale to były panie macierzyńskie i bardzo życzliwe dzieciom. Oprócz kwestii typowo związanych z nabywaniem umiejętności pamiętam również podnoszenie różnych kwestii wychowawczych z klasą, sankcje dla najbardziej nieznośnych i przeszkadzających na lekcji, ogólną dyscyplinę na lekcjach i wspaniałą swobodę na przerwach.
            Pani mojej córki jest osobą niezorganizowaną, która rozpuściła klasę, na jakiekolwiek uwagi rodziców odbija piłeczkę i zarzuca im, że źle dzieci wychowali. Przy tym niejeden raz omawiając z nią coś usłyszałam, że ona czegoś tam nie widziała, nie słyszała, bo dzieci hałasowały i robiły zamęt. Jest ich 19, korytarzyk maleńki, ciekawe, co by robiła z 30, która na przerwie rozbiegłaby się jej po wszystkich kondygnacjach mega osiedlowej tysiąclatki wink.
            Co do uwag, również je analizuję - ale pracujemy nad samodzielnością i asertywnością, także według wskazań wychowawczyni. Po prostu dzieci są różne i to jest akurat taki typ, a nie inny, na co się złożyły też i czynniki chorobowe, czy nawet neurologiczne, ale nie chcę tego tu akurat już rozwijać.
            • pade Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 23.03.13, 10:06
              Dlatego już dawno sugerowałam Ci zmianę szkoły. I interwencję w wyżej opisanym przypadku.
              Cała reszta dotyczy tego, jak postrzegasz swoje dziecko, albo jak je opisujesz. Poza tym bardzo dobrze pamiętam Twój watek o dzieciach z deficytami, stąd tez takie a nie inne moje spostrzeżenia.
              • ostatnia_wieczerza Re: o postrzeganiu dzieci z deficytami 23.03.13, 14:12
                Opiszę Wam historię sprzed wielu lat. Moja mama chodziła do jednej klasy z dziewczynką , która miała to nieszczęście, że była niepełnosprawna ruchowo. Przyczyna nieistotna, ale poruszała się o kulach. Szkoła nie mała prywatna a wielka od 7 latków po dorosłych uzupełniających wojenne braki edukacji i mała, chuda dziewczynka dla której pokonanie schodów było wyzwaniem.
                Rodzice koleżanki mojej mamy byli ludźmi niemłodymi, ale mądrymi- w domu wsparcie, ale w szkole musisz sobie radzić. Na wycieczki jeździsz bez matki z tyłu, do szkoły sama niesiesz sobie tornister, w domu normalne obowiązki z wyrzucaniem śmieci włacznie.
                Pewnie lekko jej nie było, ale zacisnęła zęby i funkcjonowała w życiu normalnie, w szkole była niezła uczennica.
                Potem wyjechała gdzieś do innego miasta, chodziły rózne plotki. Spotkała się z mama po latach- jest profesorem w znakomitej uczelni na południu Polski.
                Dysfunkcje utrudniaja, ale nie można z dzieci robic kalek- chociaż to bardzo kusi.
          • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 23.03.13, 09:41
            W klasie jest kilkanaścioro dzieci. W publicznej koło 30. Róznych. I trzeba sie dostosować- nie do chamstwa, bo tego nie pochwalam, ale do róznych zachowań, temperamentów, tego, że jeden wywali język a inny popchnie.
            W życiu nie interweniowałam w bzdurnych sprawach. Dziecko zawsze będzie ofiarą losu ( i innych) jeżeli nie poradzi sobie w kontaktach z rówieśnikami.
            Interweniować trzeba gdy coś dzieje się naprawdę złego- jawna przemoc, znęcanie się, kradzieże, ale nie to , że jedna dziewczynka kopie plecak drugiej albo wywala jęzor czy nie chce sie z nią bawić.
            Mój brat spuścił koledze plecak na sznurku z 1 piętra. I jakoś rodzice kolegi nie żadali umieszczenia go w domu poprawczym. Musiał zejść na boisko i przynieść plecak.
            Cała edukację "pod górę" to będzie miało dziecko, które nie potrafi radzić sobie ze stresem ( a w szkole są stresy), z kolegami, które jest odrzucane. Bo kto polubi mimozę? W I,II,może III klasie mamy moga ustalić, żeby dziewczynki siedziały razem, ale potem nikt nie zmusi koleżanki, żeby siadła z tą, której nie lubi, nie akceptuje. Dzieci boja się takich zachowań.
            • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 07:01
              Chodzenie za kimś cały dzień i wyśmiewanie, zaglądanie mu bez przerwy w zeszyty i wyśmiewanie, kopanie jego rzeczy - USTAWICZNE, bo to jest najważniejsze - to po prostu czysty bullying, nie ma odpowiednika tego słowa w jęz. polskim, bo i polska szkoła zlewa ten problem.
              Jak ci ktoś będzie na dzień dobry mówił w pracy "ty idiotko", to po wysłuchaniu tego po raz milionowy sama w końcu zaczniesz w to wierzyć. Jeśli to będzie incydent, to zapomnisz o nim tego samego dnia.
              To, co te 2 panny robią w klasie to już nie są incydenty, to się wciąż powtarza, więc widać, że jest to celowe - podporządkowywanie sobie "słabszych", rozwalanie zabaw, do których nie zostały zaproszone itp. Psują atmosferę w tak małej grupie, a nauczycielka nie umie sobie poradzić z tym, żeby ta grupa miała wobec siebie chociaż minimum życzliwości. Uważam, że to żałosne, to przecież są małe dzieciaki. I że pani nie sprawdza się jako pedagog, skoro nie potrafi choćby w miarę zgrać klasy. Córka ma problemy z tymi dziewczynami od dawna. Ale - od pewnego momentu ma z nimi problem i reszta klasy. Uważam, że negatywna sytuacja postępuje - w przyszłym roku zacznie się bicie, zastraszanie, niszczenie rzeczy i pani też będzie nadal bezradna.
              • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 13:49
                A jaką masz pewność, że w nowej szkole Twoja córka nie będzie ofiarą innych 2 panien? Czy znów będziesz biegała do wychowawczyni, dyrekcji, pisała do kuratorium, wysyłała skargi do MEN, bo z Twojej córki śmieje się koleżanka? albo zagląda jej do zeszytu.
                W sumie nie moja sprawa, Twoje dziecko, Twoje metody wychowawcze. Radzę wydrukować kilka tych postów i zajrzec po latach.
                • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 18:14
                  Po prostu uważam, że w tak małej grupie wychowawca ma większy wpływ na atmosferę w klasie... I że można domagać się więcej i lepiej niż od kogoś, kto zajmuje się 30 dzieci, z czego część ma np. deficyty typu ADHD, gdzie są dzieci ludzi karanych, kradnące itp. - czyli przekrój społeczeństwa, dzieci z dobrych, normalnych środowisk i tych wychowawczo patologicznych.
                  Jeśli klasa jest nieusłuchana, są tarcia, konflikty, jaskrawe odrzucanie uczniów, którzy doszli w tym roku - jest także pedagog szkolna, która mogłaby dzieciom wymyślić np. jakieś warsztaty, ćwiczenia. A ona ograniczyła się tylko do obecności na lekcji i w stołówce i nawrzucania rodzicom, że dzieci są wybredne i dlatego na czas nie zjadają obiadu szkolnego wink. I że są niegrzeczne - a np. angielski mają tylko "po angielsku", niewiele rozumieją, rozpraszają się.
                  Widzę, jak prowadzona jest aktualna zerówka - babka od początku czynnie integrowała dzieciaki plus co chwilę organizowała jakieś klasowe imprezy, także te z udziałem rodziców. W tej chwili ma grupę ustawioną jak szwajcarski zegarek, a ma i 5- i 6-latki. A nasza pani stosuje taki zimny wychów - albo sobie poradzisz, albo utoniesz, tyle z moich obserwacji.
                  • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 20:30
                    Nie dogadamy się. Za chwilę odezwą się rodzice, którym nie odpowiadają imprezy klasowe z ich udziałem, a potem tacy, którzy są przeciwni chuchaniu i dmuchaniu i robieniu z uczniów przedszkolaków. Nie rozumiem zarzutu, że "angielski jest po angielsku"- a jak ma być?????? Nawrzucania komukolwiek nie popieram, ale mogę sobie wyobrazić zachowanie w stołówce i dzieci, którym 90% dań nie smakuje, bo nie przywykły do ryb czy ogórkowej.
                    Jak wspomniałam wyżej - nie dogadamy się.
                    Pozdrawiam.
                    • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 21:12
                      Co do angielskiego...
                      Wiesz, tak się składa, że też jestem nauczycielką języka obcego - wałkowałam metodykę przez 3 lata, a potem sprawdzałam ją w praktyce, więc nie jestem jedynie jakąś tam korepetytorką z certyfikatem.
                      "Pełne zanurzenie" w języku czyli m.in. tłumaczenie w nim reguł gramatyki, tłumaczenie pojęć, wydawanie poleceń tylko i wyłącznie w tym języku nie jest akurat najszczęśliwszą metodą wobec małych dzieci, które mają z tym językiem pierwszy kontakt. Żeby było skuteczne, wymaga posiadania jakiejś choćby podstawowej bazy językowej, której te dzieci nie mają. Zresztą tu odsyłam do literatury, jeśli temat Cię interesuje.
                      Co do obiadów...
                      Są potwornie drogie, a przy tym fatalne. Jak ktoś dzień w dzień kasuje po 13 zł za małą porcję, to nie wyobrażam sobie, żeby 3 x w tygodniu były kluchy bez jakiejkolwiek surówki (typowe II dania - ryż z jabłkami, makaron z twarogiem, łazanki, spaghetti). Dzieci są po prostu głodne, a jedzenie jest bardzo monotonne.
                      Masz rację, każdemu coś może nie pasować, jednak dziwnym trafem od początku tego półrocza bardzo podobne rzeczy nie pasują w tej chwili już wielu rodzicom. I między innymi po to płaci się za tę szkołę, żeby dzieci miały dobre warunki do nauki, dobre posiłki, ciekawsze zajęcia pozalekcyjne (a to tymczasem przeciętny standard) oraz bardziej zindywidualizowane podejście i nauczanie.
                      Prawdopodobnie w rejonie przyjęłabym pewne kwestie z dobrodziejstwem inwentarza, ale tu płacę i boli mnie, że nie jest lepiej, a POWINNO BYĆ.
                      • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 25.03.13, 15:39
                        Jesli chodzi o obiady - masz rację. Też bym protestowała jesli tak jest. Ok 250 zł za kluchy to trochę za duzo. Czy zajęcia pozalekcyjne są wliczone w czesne? Róznie to bywa w szkołach.
                        Natomiast nie zgadzam się, że zanurzenie się w języku obcym przez małe dzieci jest czymś złym. Mój syn znając bardzo, bardzo słabo angielski mając 8 ( osiem) lat wyjechał na obóz do Anglii. Nie miał z kim mówić po polsku, bo byli tylko cudzoziemcy i nauczyciele- Anglicy. Radził sobie jak mógł- po angielsku, na migi, trochę po polsku, załapał cos tam węgierskiego ( bo z Węgrem dzielił pokój) i wrócił zachwycony. A płaciłam za to naprawdę bardzo duże pieniądze. Przykład setek dzieci przez dziesiątki lat w renomowanej angielskiej szkole jakoś nie zgadza się z metodyką.
                        • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 25.03.13, 17:34
                          Zapomniałam dodać - total immersion w obcojęzycznym otoczeniu to jak najbardziej naturalna sytuacja.
                          Prawdopodobnie te wszystkie dzieciaki z klasy mojej córki załapałyby całą zawartość leksykalną i gramatyczną swojego podręcznika w mig, gdyby np. spędziły bite 2 m-ce w jakimś Brighton czy innym zagłębiu letnich kursów wink.
                          Dlatego np. dzieci Polaków w UK błyskawicznie przyswoją język od kolegów w angielskim przedszkolu, ale taki sam proces nie zachodzi nawet, jeśli w Polsce mają codziennie po lekcji ang.
                          Zresztą może też chodzi o to, że pani krzyczy, złości się i frustruje, bo dzieci nie rozumieją poleceń i ich nie wykonują. Z poprzednią panią było jakoś inaczej, niestety wyjechała do pracy do UK.
        • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 07:05
          Naprawdę nie widzisz różnicy między tym, że ktoś się porozpycha, a tym, że dziecko musi siedzieć z kimś, kto cały czas mu dokucza? Wyśmiewa, zaczepia, przezywa non stop - bo siedzą razem? A lekcje są w godzinach 9-15.
          Ciekawe, jak czułabyś się po całym dniu pracy codziennie ze współpracownicą szykanującą wciąż twoją pracę, podkopującą cię wobec reszty zespołu? Po czym mówisz szefowi w czym rzecz, a on twierdzi, że nie ma problemu, bo on nic nie widział... Albo w końcu tobie każe przepraszać, bo w końcu nerwy cię poniosły i to ty nawrzucałaś babie za jej chamstwo i złośliwość?
          To jak to w końcu jest? Mają te dzieci bronić się, czy nie, skoro potem za tę obronę są ukarane w tym samym stopniu? To jest sprzeczny i absurdalny przekaz.
          • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 13:57
            Nie chce bronić tych dziewczyn, prawdopodobnie- zakładając, że Twoja relacja jest obiektywna- są one zwyczajnie źle wychowane. To w szkołach prywatnych, zwłaszcza, gdy rodzice mają troche więcej pieniędzy , jest powszechne. To jedna strona medalu, druga to taka, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jak dziewczynka krzyczy "nie dotykaj mnie", jest delikatna jak mimoza zimą, bez przerwy płacze, skarży, to dzieci tego nie trawią i próbują na co mogą sobie pozwolić.
            Jeżeli dziecko się odszczeknie, odpowie coś co ośmieszy tamte, czymś zaimponuje kolegom w klasie to agresorki sie uspokoją. Jesli powie wychowawczyni, że nie przeprosi, bo nie ma za co ( jesli nie ma) to nie powinno być problemu. Jesli ustawia się jako ofiara zycia/losu/koleżanek- ta biedna, ta mała, ta chora, ta gnębiona to tak będzie.
            Problemy trzeba rozwiązywać a nie przed nimi uciekać. Szkoła prywatna nie musi być lepsza, ale w tej publicznej tez Twoja córka, o ile sie nie zmieni, może stać się ofiarą.
            • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 18:06
              Tylko dziwnym trafem córka dogaduje się obecnie bardzo fajnie z całą resztą klasy...
              Choć to wymagało sporo pracy, sporo przykładów i omawiania razem różnych sytuacji.
              W tej chwili jest tak, że jak dzieje się coś na linii te 2 panny + córka i ktoś z grupy - to córka umie dość aktywnie przeciwstawiać (o ile czuje poparcie wink.
              Gdyby to wszystko tylko jej ciągle się przydarzało, to oczywiście, że konieczne byłyby jeszcze inne środki motywowania jej do działania. W tej chwili te relacje społeczne zaczynają samoistnie się rozwijać w dobrym kierunku.
              Córka niestety boi się nauczycielki, choć w sumie nie wiem, z czego to wynika. I jej się nie postawi. Z jednej strony pani nie krzyczy, nie ośmiesza dzieci przed klasą itp. Z drugiej - jest bardzo zasadnicza, od jakiegoś czasu robi wrażenie, że zapomina lub puszcza mimo uszu to, co jej mówią dzieci. W zerówce poświęcała więcej czasu pracy wychowawczej. Teraz tego nie robi i skutki niestety zaczynają być widoczne.
              • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 20:44
                Czy to, że nauczycielka jest zasadnicza to zarzut? Moim zdaniem to raczej atut. Ok, że nie krzyczy, bardzo dobrze, że nie ośmiesza- bo jej tego nie wolno, ale od przytulania i dopieszczania jest mama. Szkoła to nie jest przedszkole. Dzieci 6,7,8 letnie to nie maluchy, którym trzeba ocierać łzy, bo mama daleko.
                Tak jak wspomniałam poprzednio- NIE DOGADAMY SIĘ, Ty jesteś bliska opcji "Ratujmy maluchy",cały świat jest zły, a dziecko w okresie nauczania początkowego jest dzidziusiem delikatnym, bezbronnym, za którym musi stać nadopiekuńcza mama i pani organizująca szkolenia i warsztaty.
                Ja uważam, że dziecko trzeba kochać mądrze- niech czuje oparcie/wsparcie w najbliższych, ale w sprawach konfliktowych na poziomie klasy/podwórka/klubu sportowego trzeba dać trochę swobody. Ja nigdy nie ingerowałam w to z kim syn siedzi, czy jak w tytule nie przyszłoby mi do głowy ZMUSZAĆ wychowawczynię do przesadzania. Pilnie słuchałam co syn ma do powiedzenia o szkole, nauczycielach, kolegach ale nie radziłam mu co ma zrobić jak kolega pokaże mu język czy kopnie w plecak. Bywałam na wszystkich wywiadówkach, ale w nauczycielach widziałam współpracowników a nie wrogów.
                Unikałam jak ognia postawy "świat źle mnie traktuje", bo to ani dobre dla rodziców ani dla dziecka.
                Masz prawo odrzucać między innymi moje sugestie Twój wybór i Ty będziesz się zmierzała ze skutkami wychowywania pod kloszem.
                Pozdrawiam.
                • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 24.03.13, 21:22
                  Owszem, dla mnie oschłość, zasadniczość pani, brak indywidualnego podejścia to bardzo duży zarzut. Dzieci nie są takie same i nie powinno ich się traktować całkowicie tak samo. Może inaczej - powinny być traktowane sprawiedliwie i równo, ale w sposób zindywidualizowany. Są dzieci, którym to pasuje, a są też takie, które będą surowością nauczyciela bardzo onieśmielone.
                  Pani na wszystkie problemy dzieci ma te same recepty i schematy postępowania, które sprawdzą się np. u Kasi i Basi, ale już nie u Janka i Marcina.
                  Ja bardzo miło wspominam swoje nauczycielki nauczania początkowego, tak się złożyło, że było ich aż 3 przez 3 lata - były to osoby serdeczne, nawiązujące dobry kontakt z dziećmi, a jednocześnie umiejące uczyć i stawiać wymagania. A miałam klasę ponad 30-osobową.
                  Tymczasem pani ma świetne warunki do pracy z dziećmi, które sprawiają jedynie drobne problemy i nie pochodzą z tzw. patologii, co jednak ma znaczenie. I z całą mocą podkreślę - płacę za to między innymi, żeby dzieci były traktowane w sposób indywidualny, miały warunki do rozwoju i nauki dopasowane do swoich osobowości, bo taka jest ponoć misja tejże szkoły (tu już się odwołuję do elementów statutowych).
                  • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 25.03.13, 15:53
                    To jest źle napisany statut szkoły. Wymagasz rzeczy niemozliwych! Dziś jest, nad czym boleję, zupełnie inaczej niż 25 lat temu kiedy byłas na początku podstawówki. Z nauczycielami ktos się liczył, nauczyciel cos mógł- dziś jest odwrotnie. Wystarczy, że córka pani, która jest przewrazliwiona i ma nadmiar czasu złamie paznokieć i jest awantura. Na dzieci nie wolno podnieść głosu, bo się nie daj Boże zdenerwują, a zajęcia nalezy dostosować do każdego w klasie - i nieśmiałego i z ADHD, i zdolnego i sredniego, i opóźnionego, i pracowitego i leniowego. A jak - to juz ma wiedzieć nauczyciel. No bo my mielismy takich, którzy potrafili.
                    Moim zdaniem w szkołach dzieje się źle. W prywatnych jest zamiast lepiej zwykle gorzej. Wymagamy od nauczycieli więcej niż od siebie. Wielu rodziców nie chce/nie umie wychowywać. A wychowywać to poświęcać czas, rozmawiać, dawać przykład, umieć przyznać się do błędu, umieć przeprosić, pokazywać świat, chronić, ale pozwolic uczyć się na błędach, mieć świadomość, że dziecko ma prawo nie wiedzieć, nie umieć, błądzić. Nie nastawiać, że świat jest zły a ludzie okropni, uczyć jak cieszyć sie z sukcesów i jak znosić porazki. Nie porównywać, nie upokarzać, ale nie pozwolić aby dziecko upokarzało kogokolwiek.
                    Żeby prowadzić samochód trzeba zdobyć prawo jazdy ( a to nie łatwe), dziecko można ot tak urodzić bez szkoleń i kursów. I wiedza pedagogiczna wielu z nas jest mizerna lub żadna.
                    • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 25.03.13, 17:44
                      Po doświadczeniach ze szkołą niepubliczną sądzę, że statut jest nie tyle źle napisany, co celowo tak właśnie napisany, na zasadzie dużych obietnic. Czyli ma być lepiej, a i tak wychodzi jak zwykle wink. Tylko... za to "jak zwykle" można też nie płacić.
                      Co do reszty - zgadzam się, rodzice kiepsko współpracują z nauczycielami, ale obie strony dialogu powinny uważnie słuchać się nawzajem. Powiedziałam nauczycielce, nie w złej wierze, że prowadzone z tymi dziewczynkami rozmowy nic nie zmieniły, a wprost przeciwnie, a ponadto, że sytuacja zaczyna zataczać szersze kręgi, mimo że rozmowy są regularne. Chodziło mi tylko o to, że najwidoczniej do tak rozwydrzonych dzieci zwykła rozmowa z wychowawczynią nie trafia i może potrzeba silniejszego bodźca (nagany od pedagoga - a może jeszcze inaczej, wprost przeciwnie, zaspokoić ich ego i pozwolić wykazać się im na forum klasy, to będą miały poczucie, że są w czymś "lepsze", a przy okazji zrobią coś pożytecznego, choćby zbiorą karmę dla zwierząt w schronisku itp.).
                      Pani na to strzeliła focha, że kwestionuję jej metody wychowawcze (a ja tymczasem nie zgłosiłam jej nawet 1/4 tych obiekcji, o których tu wspominam). Po ostatnim zebraniu jest obrażona ciężko na rodziców. Mnie na tym zebraniu nie było, więc traktowała mnie w miarę normalnie, a od dzisiaj ledwo odpowiada na moje powitanie wink.
                      Starałam się to sprostować, ale cóż... Jak pani zaczęła mówić, to słuchała tylko siebie...
                      • ostatnia_wieczerza Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 26.03.13, 08:00
                        Lily- nie dogadamy się i dalsza wymiana postów jest bez sensu. Jako osoba z nieco dłuższym stażem "szkolnym" ( w tym również w szkole prywatnej)- jako rodzic, żeby nie było watpliwości i pediatra, który siła rzeczy współpracuje z rodzicami usiłuję ci życzliwie zwrócić uwagę na pewne rzeczy, których zdajesz sie nie przyjmować do wiadomości. Nie mam na to rady.
                        Z doświadczenia wiem, że jeśli posłucha się drugiej strony sprawa nie jest już taka jednoznaczna. Najczęściej "wina" leży po obu stronach konfliktu, braku umiejętności rozmowy, zacietrzewienia i przeogromnej chęci postawienia na swoim. Podejrzewam, że wychowawczyni nie jest ideałem, ale i nie jest potworem- po prostu jest z innej bajki, nadajecie na innych falach. No i porozumienie szwankuje. Ty za wszelką cenę chcesz bronić swojego dziecka nie przyjmując do wiadomości, że może trzeba to robic inaczej. Robisz to jednak jak lwica co działa jak płachta na byka na wychowawczynię, w której rodza się okreslone instynkty.
                        Płacisz i wymagasz- owszem. Tak robi większość rodziców placówek prywatnych-od przedszkola/żłobka do tzw "wyższych uczelni ". Z tym, że te wymagania są różne i nierzadko sprzeczne.
                        Jest coraz mniej dzieci i szkoły prywatne gonią w piętkę- a innymi słowy oferuja to co odpowiada większości klientów- i niekoniecznie jest to dobre.
                        Statuty sa napisane sprytnie - wiadomo są wabikiem- powód patrz wyżej....
                        Jak zmusić wychowawczynię.........tytuł znamienny. Za chwilę w ramach , moim zdaniem, źle pojetej miłości będziesz się zastanawiała jak ZMUSIĆ pediatrę,psychologa, pedagoga, rodziców innych uczniów, urzędnika, kierowcę wszystkich.
                        Przemyśl zyczliwe uwagi, bo , o czym już pisałam, nie znamy sie i nie spotkamy zapewne.
                        Pozdrawiam.
                        • lily-evans01 Re: Jak zmusić wychowawczynię, żeby przesadziła d 26.03.13, 09:08
                          Ależ oczywiście, że "przemyśliwam" wink. Uważam dyskusję z Tobą w tym wątku za inspirującą i godną uwagi, stąd też odpowiadam na kolejne posty.
                          Zauważ, że wdaję się w ewentualną polemikę tylko z pewnymi poruszanymi kwestiami - m.in. po to, aby je wyjaśnić i rozszerzyć, dlaczego dzieje się coś tak, a nie inaczej.
                          Myślę, że jako pediatra zetknęłaś się na pewno z niezaprzeczalną prawdą, że dzieci są niestety różne i różny ich jest rozwój. Na moją córkę akurat rzutują deficyty integracji sensorycznej, a jej zachowania nie wynikają z "rozpieszczenia" czy wyręczania przeze mnie, tylko z tego, w jaki sposób ona odbiera rzeczywistość - i jak błahe czasem bodźce wytrącają ją z równowagi. Po prostu na starcie dostał mi się egzemplarz, który nadmiernie reaguje na bodźce, o nierównomiernym rozwoju (opinia neurologa), kiedy pewne fazy nawet mogą wyprzedzać rówieśników, ale inne są daleko w tyle. Zaraz będzie, że piszę źle o własnym dziecku, ale niestety to ja mierzę się z tą rzeczywistością na codzień i nie mam wielkich złudzeń.
                          Dzięki terapii robi duże postępy, w tym roku zżyła się z większością klasy, występuje na przedstawieniach koła teatralnego i pokonuje swoje lęki przed światem wink. Wszystko jest na dobrej drodze.
                          Natomiast moje oburzenie wynika też z tego, że swego czasu uczyłam m.in. w gimnazjum, wiem, czym jest prześladowanie danego ucznia przez zorganizowaną grupę - na własne oczy obserwowałam, jakie szkody to wyrządza. Nie tylko tej "ofierze", ale i całej klasie. Nawet jeśli owa "ofiara" czymś tam na niekorzyść odstaje od reszty, to nie powinno to się dziać i warto zawczasu, żeby nauczyciel interweniował - ale w sposób przemyślany i długofalowy, ucząc dzieci tolerancji dla siebie nawzajem od podstaw, już od klasy "0".
                          Niestety trafiłam na szkołę, w której bardziej istotne są wyniki nauczania niż atmosfera, ale będę to odkręcać.
                          A co do "zmuszania" - niestety, kiedy jako rodzice proponujemy wychowawczyni różne drobne usprawnienia, wcale nie wymagające rewolucji z jej strony, to słyszymy milion wymówek. Jak chociażby z tym punktualnym schodzeniem na obiady, bo obiad wrzucany w siebie w 5 minut to kpina, a tym bardziej przedłużanie lekcji, bo się nie udało skończyć materiału (w I klasie na Boga!!!).
                          Tak więc w końcu człowiek zaczyna myśleć o relacjach z nauczycielem w kategorii wymuszenia czegokolwiek, a nie współpracy. Ale to już naprawdę nie moja wina, że nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem ma problem ze zorganizowaniem się, no i dopasowaniem środków dydaktyczno-wychowawczych do temperamentu klasy. Dzieciom pozwolono na pełen luz, samodzielne ganianie po całej szkole, bardzo głośne zachowania - a teraz zdziwienie i pretensje. Jak dla mnie to nawet zaczyna być komiczne.
                          Niemniej dziękuję za inspirującą dyskusję, która niejedno dała mi do myślenia smile.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka