hermenegilda_zenia
03.04.13, 14:35
Czytam właśnie, że z Kongresem pożegnały się Kwaśniewska i Krzywonos w okolicznościach wskazujących na istnienie coraz większych animozji i wzajemnych pretensji wewnątrz Kongresu. A ja, abstrahując od samej inicjatywy, jej słuszności i celów, zastanawiam się jak to jest, że faceci potrafią pomimo rozbieżnych poglądów na różne rzeczy jakoś współdziałać w imię tzw. "wyższego celu", a kobiety, pomimo głoszonej niby solidarności jajników najczęściej potrafią rozpirzyć nawet najfajniejszą sprawę, bo zawsze muszą się zacząć fochy, intrygi. Wygląda na to, że największymi wrogami kobiet, są one same. Acha, żeby wyjaśnić, jestem feministką, opowiadam się za parytetami i równym traktowaniem kobiet i mężczyzn w życiu społecznym , zawodowym i publicznym, ale kurczę patrząc na to, co te baby w Kongresie wyrabiają to trochę mnie osłabiło.