kocianna
05.04.13, 22:26
Przeczytałam gdzieś opinię, że o ile w przypadku buntujących się kilkulatków należy im delikatnie rozszerzać granice, to kiedy mamy milutkiego 8-9 latka należy te granice ścieśnić, żeby... w wieku burzy i naporu mieć łagodniejsze przejawy buntu. To znaczy: jeśli nastolatka musi nosić mundurek, nie wolno jej się malować, palić papierosów i wracać do domu po 22, to konieczny w tym wieku bunt będzie się wyrażał w czerwonym sweterku do szkoły, szmince, papierosem z drżeniem serca wypalonym w szkolnym kiblu i powrocie o 22.30. Jeśli zaś mamy pełną swobodę i zaufanie, to do szkoły pójdzie jak lafirynda (albo nie pójdzie wcale), a wróci nad ranem na haju i w objęciach wytatuowanego 40-latka, bynajmniej nie ojca koleżanki z klasy.
Coś w tym chyba jest?