Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego buntu

05.04.13, 22:26
Przeczytałam gdzieś opinię, że o ile w przypadku buntujących się kilkulatków należy im delikatnie rozszerzać granice, to kiedy mamy milutkiego 8-9 latka należy te granice ścieśnić, żeby... w wieku burzy i naporu mieć łagodniejsze przejawy buntu. To znaczy: jeśli nastolatka musi nosić mundurek, nie wolno jej się malować, palić papierosów i wracać do domu po 22, to konieczny w tym wieku bunt będzie się wyrażał w czerwonym sweterku do szkoły, szmince, papierosem z drżeniem serca wypalonym w szkolnym kiblu i powrocie o 22.30. Jeśli zaś mamy pełną swobodę i zaufanie, to do szkoły pójdzie jak lafirynda (albo nie pójdzie wcale), a wróci nad ranem na haju i w objęciach wytatuowanego 40-latka, bynajmniej nie ojca koleżanki z klasy.
Coś w tym chyba jest?
    • margotka28 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 05.04.13, 22:30
      "Jeśli zaś mamy pełną swob
      > odę i zaufanie, to do szkoły pójdzie jak lafirynda (albo nie pójdzie wcale), a
      > wróci nad ranem na haju i w objęciach wytatuowanego 40-latka, bynajmniej nie oj
      > ca koleżanki z klasy.
      > Coś w tym chyba jest?"

      skąd taki wniosek?
      • kocianna Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 05.04.13, 22:42
        Wg autora czytanego przeze mnie tekstu: nastolatek buntować się musi, bo się udusi. Należy więc zapewnić mu coś, przeciwko czemu może wyrażać swój protest. Czyli np. mundurek szkolny. Nie ma mundurka? To będzie wyrażać swoją tożsamość w sposób nieakceptowalny dla społeczeństwa (albo tylko dla rodziców), bo się musi jakoś wyróżnić. Skoro wolno zakładać krótkie spódnice, to założy taką, co ledwie wzgórek łonowy przykrywa, i poczeka na reakcję.

        Celowo upraszczam i wyolbrzymiam, ale teoria wydała mi się interesująca.
    • blond_suflerka Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 05.04.13, 22:34
      Pełna swoboda i bezgraniczne zaufanie to nieodpowiedzialność ze strony rodziców. Nastolatek a tym bardziej dziecko nie jest osobą dorosłą i nie można oczekiwać od niego, że sam będzie wiedział co może, czego nie i sam sobie wyznaczy granice.
      A poza wszystkim to stawiałabym na dobry kontakt z dzieckiem, dzięki któremu bunt ma inny wymiar, formę i natężenie niż u nastolatków, które mają realne powody do buntu, ucieczki od swojego życia i problemów. Sam bunt nie jest niczym złym, jest kolejnym i potrzebnym etapem rozwojowym.
    • joa66 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 05.04.13, 22:42
      To zależy co rozumiesz przez tę pełnię swobody smile

      Moje dziecko miało dużą swobodę, która wynikała z burzliwego okresu tzw buntu dwulatka oraz wrodzonej niezależności. Żeby nie zwariować koncentrowałam się tylko na kontrolowaniu rzeczy zasadniczych - bezpieczeństwo ( w tym zdrowie) i zwykły szacunek dla innych (dla mnie też wink ).

      Niedługo moje "dziecko" będzie pełnoletnie. I z pełną odpowiedzialnością mówię, że począwszy od buntu dwulatka , z każdym rokiem było i jest coraz lepiej. Powiem wręcz nieskromnie - jest bardzo w porządku.
    • aandzia43 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 01:30
      Coś w tym jest. Nawet adehadowca w napadzie szału radzą złapać w ramiona, spacyfikować i trzymać mocno, dopóki nie przestanie się trząść i wrzeszczeć. Sposobem na przejście przez okres burzy i naporu mogą być mundurki i szkoła z internatem, ale mogą to być sposoby subtelniejsze, acz równie mocno w ryzach trzymające. Nie mam złudzeń, że w ryzach da się potomka w 100% utrzymać (co więcej: mam nadzieję, że zdrowy i silny potomek będzie się w nich szarpał, wędzidło gryzł i częściowo oswobadzał), ale ryzy dla zdrowia psychicznego być muszą.
      • bi_scotti Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 01:52
        U nas byl zawsze zamordyzm i military style, ewentualnie demokracja bardzo niedemokratycznie sterowana przez rodzicow. Bunty byly nastepujace:
        Najstarsza - przeciwko komercjalizmowi na swiecie, bunt przejawiajacy sie w namietnosci do "No logo", kupowaniu rzeczy/ubran wylacznie w sklepach second hand, godziny spedzane jako volunteer zarowno w czasie roku szkolnego jak i wakacji. Duzo z tego wciaz jej zostalo.
        Sredni - przeciwko rutynie rehabilitacji, ktora mial ostro narzucona. Klamal, uciekal, kombinowal jak kon pod gore. W koncu dorosl. Nie dalo sie odpuscic, sruba byla przykrecana ostro ale dzis on sam przyznaje, ze gdyby byl wlasnym synem w tamtym czasie to przykrecal by pewnie jeszcze mocniej. Bo widzi rezultaty.
        Najmlodszy - olal szkole na pewien czas, bo szalal sportowo i gral w klubach swoje utwory. Byl naganiany do szkoly, pozbawiany forsy na sport i dreczony bezwzglednie glownie przez starsze rodzenstwo. Pod koniec 11 klasy odzyskal rozum i wydaje sie, ze wciaz go ma wink
        Ja wiem, ze nam bylo latwiej, bo Najstarsza byla sensowna i narzucala ton mlodszym braciom zawsze w nia zapatrzonym jak w Gwiazde Polarna - chlopcy sie mogli buntowac przeciwko nam, starym, ale nie osmieliliby sie tego robic w stosunku do siostry.
        • aandzia43 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 18:21
          U mnie zamordyzmu nie było poza kwestiami palącymi w danym momencie (rehabilitacja dysleksji i ogólnie uregulowany tryb życia niezbędny dla dziecka nadpobudliwego). A bunt pokoleniowy przejawiał się czasami w sposób uroczy i doprowadzający nas do łez śmiechu. Ponieważ w domu nie oglądało się w ogóle Big Brotherów, telenowel brazylijskich i jeszcze paru innych rzeczy, to gimnazjalna córcia ostentacyjnie chadzała do koleżanek, by owe cuda sobie obejrzeć. Chadzała to zbyt wiele powiedziane: poszła parę razy i... nie spodobało się jej to to, co zobaczyła, więc zaprzestała. Ale zetknąć się ze zjawiskiem w sposób pokazowy musiała, no musiała, nie byłaby sobą wink Potem zaczęła być glamour i zaczęła snuć plany zostania korporacyjno-wielkomiejskim zwierzęciem. Naoglądała się jakichś "Magda M." i tych anorektycznych prawniczek, nie pamiętam jak się nazywały. Ze śmiertelnie poważną miną potakiwałam głową i mówiłam: "Oczywiście córciu, będzie tak, jak zechcesz. To bardzo dobry pomysł", a w duszy śmiałam się do rozpuku, bo już wiedziałam, jak będzie naprawdę, bo trochę już ją zdążyłam poznać smile Ale niech tam sobie dziecko stanie w opozycji do stylu życia i bycia rodziców, dobrze mu zrobi konfrontacja ze światem, może zajdzie w nim coś, czego u rodziców nie znajdzie, a jemu to akurat podpasuje.
          Nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, że nie jesteśmy dla dzieci jednym jedynym godnym naśladowania wzorcem, a pod pewnymi względami jesteśmy wręcz antywzorcem, więc bunt pokoleniowy jest wręcz wskazany dla uformowania odrębnej i dobrej jakościowo jednostki. Moja córka wzięła z domu bardzo dużo i mam wrażenie, że wzięła to, co najlepsze. Z zewnątrz, od innych ludzi, z idei krążących w przestrzeni społecznej wzięła to, czego w domu nie stało. Jestem bardzo zadowolona z produktu końcowego - jest lepszy ode mnie smile
    • ola Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 07:25
      ja jestem przykładem dziecka z pełną swobodą i zaufaniem.
      Rodzice mnie nie kontrolowali i pozwalali na wiele.
      Mogłam łazić na całonocne imprezy juz na początku liceum, jeździć po całej Polsce ze znajomymi, lekcje odrabiałam sama (liczyło się tylko świadectwo, które mialo być dobre, w resztę nie wnikali), włóczyłam się po nocach po osiedlu.
      Nigdy jednak nie zrobiłam nic głupiego, ciężkich trunków i narkotyków konsekwentnie odmawiałam i podrywaczy trzymałam na dystans. Właśnie dlatego, że nie do pomyślenia dla mnie było, żebym naduzyła zaufania rodziców i np. wróciła pijana z imprezy na którą pozwolili mi pójść.
      Tyle, że to kazuistyka - może jestem wyjątkowa?
      • lacitadelle Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 07:56
        U mnie podobnie, od początku liceum (15 lat) mieszkałam w internacie, gdzie jedyną zasadą było wrócić do 22 (lub zawiadomić, że się wróci później). Pierwszy alkohol - 19 lat, pierwszy pocałunek 18, seks -21, papierosa nigdy w ręce nie miałam, narkotyków nie widziałam na oczy, na wagary poszłam raz, żeby zobaczyć, jak to jest.

        Nie ma uniwersalnych metod, zarówno skłonność do buntu (starszy syn, teraz 5 lat, nigdy nie miał żadnego buntu, normalnie mnie to niepokoi), jak i sposoby na radzenie sobie z nim, zależą od człowieka. Jeżeli "opresje" są naturalne, to pewnie w niektórych przypadkach zadziała, sztuczne - dziecko wyczuje.
      • nabakier Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 09:57
        Ja miałam tak samo. Byłam chowana bez dyscypliny i w pełny,m zaufaniu. Nie przechodziłam okresu buntu w ogóle, co mnie samą dziwi. Nie nadużyłam też nigdy zaufania. Co więcej, miałam skłonności raczej w kierunku odwrotnym, tj. nie piłam, nie paliłam, nie miałam tabunów chłopaków itd.
      • marianna72 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 15:24
        ola napisała:

        > ja jestem przykładem dziecka z pełną swobodą i zaufaniem.
        >Właśnie dlatego, że nie do p
        > omyślenia dla mnie było, żebym naduzyła zaufania rodziców i np. wróciła pijana
        > z imprezy na którą pozwolili mi pójść.
        > Tyle, że to kazuistyka - może jestem wyjątkowa?

        Ja tez taka bylam ,nawet pojechalam kiedys pod namiot z 11 chlopakani , ja jedna dziewczyna i spalam przez miesiac z jednym z nich w namiocie .Bylam zakochana na amen ale do niczego poza buziakami nie doszlo bo mialam wysoki poczucie odpowiedzialnosciwink)) (mialam 16 lat) Dlatego tez podobnie wychowywalam mojego starszego syna 20 lat na razie dziala
    • joa66 Bunt czy konstestacja 06.04.13, 09:44
      Nie wierzę, że naturalne jest i wręcz konieczne, aby nastolatek buntował się w formie nieakceptowalnej społecznie.

      Naturalnym etapem jest kontestacja wartości prezentowanych przez rodziców, szkołę. I na przykład dziecko rodziców pracoholików może odmówić udziału w wyścigu szczurów i spędzać godziny jako wolontariusz w schronisku dla psów. Ale czasami jest to zwykłe oddzielenie się mentalne od rodziców (nie mam na myśli zerwania więzi).

      do biscotii - mój syn, który miał prawie pełną swobodę (poza bezpieczentswem i szacunkiem dla innych) też jest bardzo "no logo". Do tego stopnia, że jak dostał od znajomych bluzę Ralpha Laurena to się skrzywił i powiedział, ze chyba na działce będzie ją nosiłbig_grin.
      • nabakier Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:00
        Kwestie wyboru "no logo" to dla mnei nie wyraz buntu, tylko normalnego wyboru światopoglądowego. Ot, wyraz rozwoju. Ale nie buntu. Konstestacja pewnych "wartości" to nie bunt nastolatka. Kontestować może osoba dorosła. Ja np. do dziś mam to nacechowanie- jestem silnie konstestacyjna wobec wielu rzeczy.
      • verdana Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:05
        Moje dzieci raczej miały swobodę, nie nieograniczoną, ale dużą. Nie zauważyłam cienia nastoletniego buntu. W ogóle nie zauważyłam żadnego buntu w żadnym okresie życia.
        Nie wiem, czy buntem jest abstynencja najmłodszego, ale wątpię.
        Jestem przekonana, ze bunt jest wynikiem nie tylko działań wychowawczych rodziny, ale w dużej mierze charakteru. Także rodziców, ale przede wszystkim nastolatka. Natomiast nie wierzę, ze terror w domu zapobiega buntowi w sposób akceptowalny. Być moze nastolatek, który boi się rodziców (boi , a nie boi się ich zmartwić, dwie różne rzecz( nie będzie się buntował - tylko będzie miał za to zwichniętą psychikę.
        Mam wrażenie , ze bunty typu "pomagam zwierzętom, no logo," kontestacja - są czasem po prostu kontynuacją idei rodziców, a nie buntemsmile
        • nabakier Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:11
          U moich tak samo. Nawet prosiłam starszego, by już wreszcie przeszedł tą fazę buntu, bo się kurde ciągle jej boję, a tu nic. I nie było. Ale ok. 19 silnie się wyemancypował na swoją wizję świata, i trwa w niej do dziś. Brałam to za bunt, ale to było po prostu torowanie swej drogi, którą bardzo zresztą cenię, i widzę, że taka z grubsza będzie, z czego jestem dumna. Jest niezawisły, niepodległy, niekonformistyczny.
          Młodszy (14) na razie nic. Ani razu nic.
          Też obaj chowani swobodnie.
          • verdana Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:24
            No, u mnie starsze rodzeństwo próbowało nawet postawić do pionu najmłodszego, tłumacząc mu, ze na polecenia matki nie odpowiada się "tak jest", a psa matki wyprowadza o świcie matka, a nie kto inny. Nie pomogło.
            Co nie oznacza, ze dzieci robią wszystko tak, jak ja chcę. Zastanawiam się też, czy po prostu my mamy inną definicję buntu i pewnych zachowań nie interpretujemy jako bunt, tylko jako normalne zachowanie kogoś, kto ma prawo do decyzji.
            • nabakier Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:32
              > czy po prostu my mamy inną definicję buntu i pewnych zachowań nie interpretuje
              > my jako bunt, tylko jako normalne zachowanie kogoś, kto ma prawo do decyzji.

              Możliwe, że tak jest.
              Moje dzieci też oczywiście nie robiły kompletnie wszystkiego. Zresztą, nie bardzo wiem, co mogłyby robić takiego...że raz na jakiś czas starszy poszedł na wagary, na imprezę nawet pijacką, czy sobie niuchnął- to dla mnie nie wyraz buntu, ile normalności. Że kontestuje konformizm- też. Że poszedł do szkoły z irokezem- też (sama mam irokeza).
              Może trafiły nam się spokojne dzieci.

              Ale widzę jednak zbieżność między nierygorystycznym rodzajem relacji z dziećmi a brakiem wyrazistego buntu. TAk było z moimi rodzicami i mną, i tak jest między moimi dziećmi a mną. Ojciec dzieci (a mój eks) stara si ę bardziej rygorystycznie i trafia na ścianę. Brak porozumienia, a permanentny konflikt.
              Może to nie reguła, ale u nas tak jest.
        • joa66 Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:18
          Być może źle się wyraziłam. smile

          Miałam na myśli to, że nie wierzę, że nieakceptowalny społecznie bunt jest nieodzownym elementem rozwoju. I poprzez sterowanie opresjami możemy zmniejszyć ryzyko litra wódki na tydzień do litra na rok.

          Bunt/kontestacja niezbędna dla rozwoju to poddanie wątpliwości, a potem może krytyce (ale niekoniecznie) wartości otaczających dorosłych. I wszystko jedno jak to nazwiemy, ale chodzi o etap "poddania wątpliwości". Jeżeli tego nie ma i dziecko przełyka wszystko co mówią rodzice bez własnej refleksji, to gdzies został popełniony błąd. Ale jeżeli dziecko po takiej refleksji dojdzie do wniosku, że w świecie dorosłych nie odpowiada mu A i B, to nie znaczy, że automatycznie poleci w krzaki uprawiac seks z przygodnymi partnerami. Swoją niezgodę może wyrazic na setki sposobów.

          Z drugiej strony nie każde zachowanie typu seks w krzakach i butelka wódki jest wyrazem rozwojowego "buntu".

          p.s. mój syn SWEGO CZASU "zbuntował" się przeciwko naszemu kanapowemu trybowi życia big_grin Nie powiem jak nas nazwał big_grin
          • verdana Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:27
            To chyba jednak zależy, bo wynikałoby z tego, ze dziecko bardzo liberalnych, tolerancyjnych i akceptujących różne wartości rodziców (czyli wstrętnych relatywistów), powinno stać sie zagorzałym fundamentalistą. Poza tym zakładasz, ze rodzicom "w świecie dorosłych" wszystko odpowiada.
            Bunt przeciw kanapowemu trybowi życia nie jest żadnym buntem, tylko wyborem innego sposobu życia.
            • joa66 Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:30
              Nie, nie wynikałoby. Napisałam,że niezbędnym etapem jest (moim zdaniem) wątpliwośc, refleksja. Nie znaczy, ze automatycznie wartości rodziców czy innych dorosłych odrzucamy. Nastolatek może je świadomie przyjąć za swoje.



              p.s. "Bunt" antykanapowy był żartem smile
              • verdana Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:36
                Hm... Wątpliwości i refleksje na temat życia dorosłych mają już chyba dzieci wczesnoszkolne? Ja pamiętam takie refleksje przedszkolaków....
                • joa66 Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:40
                  U nastolatków ten proces wyglada jednak trochę inaczej. Myślę, że przedszkolaki mają skłonnośc do tłumaczenia swoich watpliwości na korzyść rodziców, tylko z racji pozycji rodziców w ich emocjonalnej hierarchii.
              • nabakier Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:37
                Jak tak miałam z moimi rodzicami, głównie ojcem. Po prostu podobał mi się ich styl życia, ich wartości, pełen zachwyt. Nigdy tego nie kontestowałam, przeciwnie- kontestowałam świat, który nie podzielał tych wartości. Do dziś je podzielam, i żyję mw. tak samo, jak moi rodzice. Rozumiałam ich wybory, oni rozumieli/rozumieją moje.
                • verdana Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 10:48
                  No, własnie - ja mam podobnie. Może mniej kontestująco, ale też podobał mi się styl życia i wartości rodziców.
                  Poza tym trzeba też brać pod uwagę rodziny, gdzie wartości rodziców są różne, a dzieci zamiast się buntować , mogą wybierać. Tak jest np. z wiara w mojej rodzinie. Wobec tego moje dzieci mają pełen wybór, nikt im wiary/niewiary nie narzuca, nikt nie ocenia ich wyborów, gorzej, nikogo nawet wybory nie bulwersują.
                  No i moje dzieci potrafiły naprawdę znacznie wcześniej niz w nastoletnim wieku oceniać rodziców i patrzeć na nich dosyć krytycznie. Być może brak buntu, to częściowo brak piedestału, z którego spada rodzic.
                  • joa66 Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 11:07
                    Poza tym trzeba też brać pod uwagę rodziny, gdzie wartości rodziców są różne, a
                    > dzieci zamiast się buntować , mogą wybierać.


                    Wbrew pozorom tutaj jest wspólna nadrzędna wartośc - prawo wyboru.

                    Pewnie to zalezy od rodziny, ale krytyka rodziców przez przedszkolaków i nastolatki często wygląda inaczej. Po prostu na późniejszym etapie wybór swojej drogi (jeżeli jest inna niż rodziców) dotyczy spraw bardziej zasadniczych. Ale oczywiście ta refleksja nad wartościami (i ich realizacją )rodziców to nie jest coś co nagle spada jak grom z jasnego nieba (na ogół) , jest to proces, który swoje apogeum często ma własnie w wieku nastoletnim.
                    • bi_scotti Re: Bunt czy konstestacja 06.04.13, 15:05
                      Pewnie faktycznie jest to kwestia definicji "buntu" poczynajac zreszta od definicji "zamordyzmu" smile Troche mi sie nie chce wypisywac, co moje dzieci w ramach zamordyzmu musialy, a co im odpuszczalismy, bo to bylo dawno temu i szczesliwie nie musze sie juz tym przejmowac. Czytajac powyzsze wpisy moge przyznac uczciwie, ze np. wybory partnerow dokonywane przez moja corke sa pewnie jakims tam (moze nawet nieswiadomym) buntem przeciwko mamie i tacie: to byli/sa zawsze tacy "porzadni", biali (!!!) faceci z konserwatywnych rodzin, preppy boys, wrecz moze gdzies tam w glebi dusz "red necks" jak patrzec na korzenie rodzin. Kompletnie contra naszemu radosnemu zanurzeniu sie w multi-kulti wink Ale kto to dojdzie czy to jest przejaw buntu, czy autentyczny gust - ja nie wnikam, czasem mnie to troche smieszy ale przy niej nie komentuje, Wam tu zdradzam rodzinne tajemnice tongue_out
    • kara_mia Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 06.04.13, 15:53
      pozwolę sobie przytoczyć dialog z dzieckiem w okresie średnio-nastoletnim ( obecnie dorosłe, normalne, odpowiedzialne)
      -Dzieckoooooo! Obiad
      -O łosoś..dobre, ale obiad zjem w pokoju sam, bo się buntuję
      ( w domyśle nie na tarasie z reszta rodziny)
      -Dobrze dziecko , tylko będzie ci śmierdziało w pokoju rybą.
      -.... OK, zjem z wami, zbuntuje się później.

      To się nazywa ustawianie priorytetów i umiejętność odraczania gratyfikacji...

      • e-kasia27 Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 07.04.13, 02:46
        To ja też o buncie przytoczę rozmowę z moim nastoletnim synem.

        - Mamuś, ty nawet nie wiesz, jak ja się cieszę, że ty taka nienormalna jesteś, bo dzięki temu ja mam normalne życie.
        - A ty coś chcesz ode mnie, że się tak podlizujesz?
        - No, nieee...., ale z drugiej strony, to mogłabyś czasem być normalna i chociaż jakiś szlaban mi dać...
        - Ale po co??
        - No, bo bym się wtedy mógł zbuntować, i zrobić na złość coś bardzo głupiego, a tak to ku... nie mogę!



        • kara_mia Re: Opresja jako sposób łagodzenia młodzieńczego 07.04.13, 18:02
          zakładając, że to nie jesteś mną a twoje dziecko nie jest moim.. smile
          to na takie odzywki mojego dziecka odpowiadałam :
          "Trudno, jestem jaka jestem, najwyżej będziesz mówił, ze miałeś trudne dzieciństwo..."
          mój syn jeszcze czasem dodawał:
          "I wtedy jak nie ma przeciw czemu się buntować, to jak zrobi bzdurę to po prostu na idiotę, a nie na buntownika człowiek wychodzi ... i trzeba myśleć jak żyć mądrze. To trudne."
Inne wątki na temat:
Pełna wersja