kocianna
22.07.04, 22:14
Jakoś na początku wakacji marzyłam o wyjeździe nad morze. Mąż nie mógł wziąć
urlopu, więc pomarzyć mogłam

Teściowa z niepełnosprawną córką pojechały do
Ustki i gorąco zapraszały mnie do siebie w odwiedziny. Siostra mojego męża
mnie lubi, ale jest dość zaborcza i strasznie ją wkurza, że nie chcę z nią
słuchać jej ulubionych piosenek dla dzieci przez 24 h na dobę, albo że jestem
niedobra i nie kupuję jej lodów (ścisła dieta). Chętnie się nią zajmuję,
kiedy zajdzie taka potrzeba, ale zawsze potem jestem wykończona. Krótko
mówiąc, perspektywa wakacji w jej towarzystwie jest dla mnie straszna i
teściowa zdaje sobie z tego sprawę. Nie przyjęłam więc zaproszenia.
Teraz planowalismy swoje wakacje, teściowa znalazła "happy week" w jednym z
sanatoriów: bardzo przystępna cena, niedaleko. Ucieszyliśmy się, bo można by
przez tydzień być koncertowo obsługiwanym, dostawać pod nos trzy posiłki,
chodzić sobie na masaże i jacuzzi, pracować naukowo w parku zdrojowym (mąż
niestety urlopy przeznacza na doktorat), okolice zwiedziliśmy wcześniej, ja
wtedy będę w 17 tc, więc bez szaleństw... Zarezerwowaliśmy miejsca. Idę do
banku wpłacić zaliczkę, dzwoni telefon. "Cześć, kochani, pomyślałam sobie, że
też skorzystam z tej promocji, jakbyście chcieli, to mogę was tam zabrać, bo
samochodem jedziemy z córką"
Ja w tył zwrot, dzwonię do męża, odwołuję rezerwację, zamawiam nocleg na
Słowacji. No żeby takie kawały nam robić... Ale się uśmiałam.