gosia4u
16.04.13, 22:09
Rozsądźcie proszę, kto ma rację, bo w rodzinie powstał kwas, za który jestem obwiniana, a ja uważam, że zupełnie niesłusznie.
Sprawa ma się następująco:
Jakiś czas temu miałam w rodzinie wesele stryjecznej siostry. Kiedy byłyśmy dziećmi, bardzo się lubiłyśmy, spędzałyśmy razem dużo czasu. Ja z czasem wyniosłam się do innego miasta, więc od lat nie utrzymujemy już tak bliskich kontaktów, ale przy okazji świąt zawsze się spotykamy i jest sympatycznie (a raczej było do tej pory).
Siostra miała wesele w listopadzie ubiegłego roku. O tym, że szykuje się wesele dowiedziałam się od własnych rodziców. Sęk w tym, że ja zaproszenia osobiście nie dostałam, kuzynka z narzeczonym odwiedzili moich rodziców (mieszkają w tym samym mieście) i po prostu zostawili u nich zaproszenie dla mnie i mojego faceta. Nie oczekiwałam, że będzie fatygować się do mnie osobiscie (mieszkamy ponad 200 km od niej), ale przynajmniej zadzwoni (ma mój numer, rzecz jasna) i zaprosi mowiąc, że zaproszenie zostawia w moim rodzinnym domu.
Trochę poczułam się zignorowana i strzeliłam focha. Na wesele ostatecznie nie pojechaliśmy (uprzedziliśmy, że nas nie będzie), ale prezent ślubny przekazaliśmy przez moich rodziców. Wiedziałam, że kuzynce zależy bardziej na kasie niż na prezentach rzeczowych (wykańcza nowe mieszkanie), więc przygotowałam kopertę (1000 zł) i poprosiłam rodziców o jej wręczenie w naszym imieniu.
Nie tylko nie usłyszałam "dziękuję", ale przy okazji ostatnich świąt rodzina ojca "zasugerowała" nam, jak to nieładnie się zachowaliśmy, że zignorowaliśmy najbliższe nam osoby i to w tak ważnym dla kuzynki dniu!
Nie ukrywam, że mi gul skoczył i powiedziałam wprost, dlaczego tak naprawdę nas nie było na weselu. Zrobiła się z tego wielka afera. Usłyszałam, że jestem przewrażliwiona i robię z igły widły. Koniec końców atmosfera w święta zrobiła się gęsta, towarzystwo rozeszło się mówiąc, że ogólnie przesadzam i zareagowałam histerycznie.
Czy mają rację według Was?