ddd-sa
17.04.13, 19:56
Moje dziecko nie należy do grzecznych i potulnych, jest bardzo dynamiczne, ma osobowość dominująca.Jest bardzo sprytne i jak na swój wiek dobrze rozwinięte psychicznie(pod względem mowy, umiejętności manipulacji) i fizycznie(zwinna, silna). Od wrześnie 2012 chodzi do tzw. pkt przedszkolnego.Pierwsze miesiące były trudne, nie chciała słuchać poleceń nauczycielek, zdarzało jej się reagować agresywnie(wyrywanie przedmiotów, odpychanie innych dzieci i nasza zmora-gryzienie zarówno w akcie obrony jak i ataku, by coś np uzyskać). Od stycznia było już ok, znacznie się poprawiło. Niedawno nastąpił w nieznacznym stopniu regres agresywnych zachowań. Dzisiaj miałam bardzo niemiła sytuacje, córka ugryzła dosyć mocno( poleciała krew) swoją koleżankę. Rodzice dziewczynki zostali wezwani( dziecko płakało, było niespokojne, dodam że dziewczynka2 letnia taka bardzo spokojna, mało mówiąca, mało sprawna fizycznie czyli dla mojej córki potencjalna "ofiara"(córka w p-kolu "trzyma się" głównie ze starszymi chłopcami, maluchami rządzi). Ja informacje o zdarzeniu otrzymałam od ojca dziewczynki który zadzwonił do mnie bardzo zdenerwowany " z pretensjami", nr otrzymał od przedszkolanki(miała prawo bez mojej wiedzy podać ten nr?), powiedział że to nie pierwsza taka sytuacja(nauczycielka nic nie wspominała o aktach agresji wobec tej dziewczynki). Kiedy przyszłam po mała zastałam scenę matki tej dziewczynki rozmawiającej z moim dzieckiem( przedszkolanka była świadkiem, stała obok) w tonie: dlaczego to zrobiłaś, jeśli jeszcze raz tak zrobisz Ala Ci odda i to tak, że popamiętasz :wo: czy coś w tym stylu :roll:
Nauczycielka twierdziła, dziewczyny pokłóciły się o zabawkę, ale dokładnie nie wie jak to było, ponieważ była z innym dzieckiem w łazience(1 opiekunka na 14dzieci). Rodzice małej maja teraz pretensje do mnie. ja przyznam szczerze byłam trochę zaskoczona cała sytuacja, przeprosiłam matkę tego dziecka. Powierzałam nauczycielce, że tak być nie może, gdzie odpowiedziała mi, że ona sobie nie radzi z moją mała itp. jestem cała w emocjach jeszcze, pisze trochę nieskładnie, ale proszę was o jaka rade

co zrobić w takiej sytuacji. Uważam, że wina leży w dużej mierze po stronie nauczyciela( a raczej dyrekcji/kierownictwa tego miejsca). Mam racje?
Jak zachować się wobec dziecka w takiej sytuacji? jak z nim rozmawiać(poważnej rozmowy jeszcze nie było, córka zasnęła w drodze powrotnej i śpi do teraz)?
Doda, że dużo pracuje z młodą, staram się z mężem spędzać z nią dużo czasu, rozmawiać także na tematy problemowe( wie doskonale że nie można się tak zachowywać).
Mała wychowuje się w rodzinie pełnej,gdzie jest jedynym dzieckiem, dziadkowie też są często obecni w życiu dziecka, biorą udział w wychowaniu, nie ukrywam jest trochę rozpieszczona, poza przedszkolem ma sporadyczny kontakt z rówieśnikami( od czasu do czasu bawi się z dziećmi znajomych).
Kompletnie sie pogubiłam nie wiem już gdzie popełniamy z mężem błąd...a może robię z igły widły?