ewbal
23.07.04, 16:16
Zawsze przed południem wychądzę z moim synkiem na spacer albo na plac zabaw.
Mały uwielbia bawic sie w piaskownicy, która znajduje się pod oknami bloku, w
którym mieszkam i w którym mieszka moja sasiadka - mama Mikołaja i Patrycji.
Od pewnego czasu sasiadka zaczęła wykorzystywać fakt, że jestem z synkiem w
piaskownicy i wypuszcza Mikołaja (4 lata)samego, żeby pobawił się z moim
Kubusiem. Ok, niby takie dziecko potrafi bawić się samo i moze ona tak uważa,
ale ja nie potrafie sobie tak zupełnie odpuścic i nie zwracać na niego uwagi.
Jak wchodzi na murek, z którego może zlecieć z 1,5 m wysokości na betonowe
schody, to reaguję, jak ucieka za blok, poza zasięg mojego wzroku też, jest
wiele takich przykładów. Tak więc mam do pilnowania nie jednego (swojego), a
dwójkę dzieci i to wbrew sobie oczywiście. To nie zdarza się codziennie, ale
1-2 razy w tygodniu (tzn. na 5 dni, bo w sobotę i niedzielę nie ma nas na tym
placu).
Najbardziej zastanawia mnie fakt, jak można być taką tupeciarą. Rozumiem, są
sytuacje, kiedy musimy coś ważnego załatwić i wtedy możemy kogoś poprosic o
zajęcie się dzieckiem przez godzinę. Ale ona nie, nawet nie wychyli się z
okna i nie zapyta, bo po co? Przeciez wypszcza dziecko na plac dla dzieci. A
przecież ja mogę miec inne plany, często gęsto mojemu małemu nudzi się zabawa
w piaskownicy i wedrujemy na inny plac, albo na górkę za osiedlem. No a w
takiej sytuacji jestesmy zmuszeni zostać na miejscu. A ona w tym czasie obiad
ugotuje, posprząta, bo drugie dziecko ma mało absorbujące - wystarczy je
przed telewizorem posadzić. A ja głupia sprzątam i gotuję jak mały spi po
południu, bo mi sie chce z dzieciakiem na spacery codziennie chodzić.
Ale dzisiaj to był dopiero wyczyn. Miałam w planie posprzątać mieszkanie,
żeby miec całą sobotę i niedzielę wolną, pojechac gdzieś z mężem i dzieckiem
nad wodę, pójść gdzieś na obiad, na lody, żeby odpocząć od codzienności.
Synek rozłożył się na balkonie pod parasolem ze swoimi Lego i zobaczył go
Mikołaj. Za 5 minut dzwonek do drzwi, pszyszedł Mikołaj. Tak więc zamiast
sprzątać musiałam co chwilę latac do nich, reagowac na konflikty, odpowiadac
na 1000 pytań dotyczących rzeczy w naszym mieszkaniu i zabawek Kubusia. Poza
tym bałagan zrobił się jeszcze większy, bo Mikołaja wszystkie zabawki
interesowały, wszystkiego musiał dotknąć, wyciągnąć, wywlec do dużego pokoju.
Siedział 2 godziny, dopóki nie odesłałam go do domu, bo szłam z Kubusiem do
piaskownicy. No, ale sąsiadka ma na pewno porządek w domu.
Wychodzimy z domu, ledwo zamknęłam drzwi za sobą, a tu leci Mikołaj z góry i
krzyczy: "poczekajcie, idę z wami". Myślałam, że mnie krew zaleje. Za 15
minut przyszła sąsiadka z Patrycją, ani słowem nie odezwała się na ten temat.
Jak dyplomatycznie załatwić sprawę? Zazwyczaj nie mam problemu z
mówieniem "nie", ale w tym przypadku nie chciałabym być zbyt dosadna. Nie
zależy mi na super znajomości z sąsiadką, ale nie chcę też zgrzytów. Ona bywa
ze swoimi dziećmi po południu w piaskownicy, no i Kuba, jeżeli nie jedziemy
razem gdzieś dalej, tez tam jest ze mną albo z meżem i nie chciałabym,
żebyśmy krzywo na siebie patrzyli, tym bardziej że nasze dzieci bawią się ze
sobą. Ale nie chcę tez zajmować sie jej dzieckiem.
Jest jeszcze jedna sprawa, o której wcześniej nie wspomniałam, ale dosyc
istotna. Jestem w ciąży, to dopiero początek 4 m-ca i niewtajemniczeni nic
jeszce nie widzą, ale sąsiadka o tym wie, bo pytałam o dobrego gina. No i nie
czuję się najlepiej, mam kłopoty z żołądkiem, czuję się senna, zmęczona,
czasami nie mam siły zajmować się Kubusiem, a co dopiero duetem.
Pozdrawiam
Ewa, mama Jakuba (2 lata, 7 m-cy)