cubasugar
24.04.13, 11:40
Chciałabym podzielić się z Wami pewną obserwacją jaką poczyniłam w bliskim otoczeniu szczególnie w świetle ostatniej dyskusji o wymaganiu porządku wokół siebie od dziecka, nastolatka.
Abstrahując od porządku w dyskusji ścierały się dwie postawy – jedna wymagająca i wychowująca, druga stawiająca nacisk na wolność i dobre samopoczucie dziecka.
A teraz do rzeczy – mam znajomych z dwójką dzieci 8-letnim chłopcem i 6-letnią dzieczynką. Rodzice są zdecydownie zwolennikami opcji drugiej. Dzieci są /były rzadko strofowane i nie są im właściwie stawiane wymagania odnośnie zachowania. Mama i tata oczywiście coś tam tłumaczą, nie krzyczą , a dzieci i tak robią co chcą. Rodzice wychodzą z założenia, że należy dać dzieciom wolność, podążać za nimi, nadmierna surowość jest niewskazana bo dzieci są małe i niech się cieszą dzieciństwem.
Z mojego punktu widzenia osoby obcej, ale takiej u której te dzieci bywają (czasami bawią się z moimi dziećmi) owe dzieci są po prostu niewychowane. Bo nie znają zwrotów grzecznościowych, wchodzą do mojego domu jak do siebie, rzadko pytają się o zgodę i na przykład sięgają po coś z szafek itd. Chłopiec ponadto bywa bardzo energiczny i czasami zabawa wymyka mu się spod kontroli. Ja generalnie z tymi dziećmi problemu nie mam, strofuję, i wymagam zachowania na moim terenie według moich zasad. Nie darzę tych dzieci nadmierną sympatią, ale toleruję i staram się być w porządku.
Ostanio zdałam sobie sprawę, że moje dzieci ( trochę starsze ) i dzieci kolejnych znajomych nie chcą się bawić z owymi dziećmi właśnie z uwagi na to nieokiełznanie i nieprzestrzeganie zasad dobrego wychowania. Chłopiec właściwie jest już wykluczony ze wspólnych zabaw i ostatnio zauważyłam, że zaczyna zdawać sobie z tego sprawę i jest mu przykro. Wydaje się, że im dzieci będą starsze tym problem będzie narastał. Autentycznie po ostatnich wydarzeniach, podczas których chłopiec wprosił się do wspólnego przedsięwzięcia dzieci, byłam zdziwiona jak dzieci zareagowały oburzeniem na to wproszenie ( dzieci z trudem, ale zaakceptowały jego obecność ). Nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że dzieci są tak wyczulone na zachowanie zasad. I wygląda na to, że brak szacunku dla obowiązujących zasad skazał tego chłopca, a zaraz skarze jego siostrę na wykluczenie. Zal mi tego dziecka bo nie jest winne temu, że rodzice wyznają taką koncepcję wychowania dziecka, która de facto chyba go krzywdzi.