daisy
24.04.13, 12:14
Pierwszoklasista przyniósł do szkoły książkę o ciele człowieka. Typowy atlas przeznaczony dla dzieci, kupiony w księgarni w dziale dziecięcym, z ilustracjami kolorowymi, mało szczegółowymi i nieszokującymi. Na przerwie zaczął z kolegami oglądać dział z siusiakami i "pipkami", przy czym znalazła ich nauczycielka (ich własna, od nauczania zintegrowanego) i... zabroniła dziecku przynosić tę książkę do szkoły (ogólnie mogą przynosić, co chcą).
A miała taką piękną okazję pogadać z dzieciakami na "trudny" temat, powiedzieć coś o płci, o wzajemnym szacunku.
Jestem wkurzona i mam ochotę pójść do pani z prośbą o wyjaśnienia oraz delikatnie jej uświadomić, że w kształceniu i wychowaniu nie tędy droga. Jak uważacie, robić sprawę czy jednak zostawić?