sceptynianka
24.04.13, 18:28
Mam jedyną siostrę. Wspaniały z niej człowiek, z takich co to dla wszystkich chcieliby dobrze. Zawsze służąca pomocą, lojalna, nigdy nie słyszałam, by źle o kimkolwiek mówiła. Przy tym niezwykle pogodna, nigdy nie narzekająca, mimo wielu zmartwień i kłopotów. Widujemy się rzadko, mieszkam w innym mieście. No i właśnie wczoraj spotkałyśmy się po prawie dwuletniej przerwie. Powiem krótko: wygląda okropnie. Jest gruba, bardzo, powyżej setki sporo, byle jakie ciuchy, włosy w kucyk farbowane domowym sposobem. Widoczne braki w uzębieniu, jakieś kłopoty w związku z zębami ma, na protetykę jej nie stać. No serce się kraje. Rozmawiałam z nią o tym, z siostrą można porozmawiać na każdy temat nigdy się nie obraża, ale mówi, że już zrezygnowała z siebie (ma 40 lat) że teraz liczy się tylko synek, mąż a reszta nieważna. A kiedyś była piękną dziewczyną o wspaniałym uśmiechu i boskiej figurze. Niby się nie skarży, ja jednak widzę w jej oczach iskierkę rezygnacji, bólu, tęsknoty. Przez to, że jest taka gruba straciła pewność siebie - przytyła dużo i szybko. Tak bym chciała jej pomóc, wprawdzie jakaś megazamożna nie jestem, mogłabym jednak zafundować siostrze fryzjera, może dentystę, na pewno karnet na siłownię. Tylko jak ją do tego namówić???