wildenthal
08.05.13, 13:35
Mieszkam w domku szeregowym, sasiedzi przez sciane i przez plot. Raz juz sasiad przyszedl poskarzyc sie, ze nasze dzieci w nocy biegaja, tupia i u nich bardzo slychac i spac nie moga. A dzis przyszla sasiadka, ze jak jestesmy w ogrodku to dzieci krzycza (maja 4 i 2 lata). Byla mila, kwiatki przyniosla, ale mnie sieklo. Mowie jej, ze dzieci jak to dzieci, bawia sie. Ona, ze poprzedni lokatorzy mieli trojke i bylo cicho, czyli ze da sie. Ja jej na to, ze naprzeciw mamy szkole i widzi pani tam dzieci tez krzycza na przerwie, jak to dzieci. Ona, ze tak, jej tez to przeszkadza i okna musi zamykac (a wierzcie mi, halas z tej szkoly minimalny, prawie zaden). Do starszej corki podeszla i zaczela jej nawijac, ze ma nie krzyczec jak sie bawi w ogrodku.
No i co robic? Po ostatniej akcji chodze za dziecmi po domu jak kapo i ciagle upominam ciszej, nie tup tak, bo sasiedzi, nie krzycz. Teraz jeszcze w ogrodku mam za nimi chodzic i ciagle upominac? W to, ze poprzedni lokatorzy mieli niewidzialne dzieci to wierze, bo mieszkam we Francji i tutaj dzieci sa inaczej wychowywane, tresowane i musztrowane od malego, rzeczywiscie ich nie slychac, nawet w bloku kiedys mieszkalam i sasiadka miala czworke to sie nie moglam nadziwic, ze ich nie slychac w ogole.
A tak, musialam sie chyba wygadac, bo mi kobieta cisnienie podniosla, a nie wiem czy mozecie mi cos poradzic.