cersei8
09.05.13, 19:20
Mam do was prosbe o pomoc w rozwiazaniu takiej kwestii.
Od niedawna mamy dzialke z domem kilkadziesiat km od Warszawy w sam raz na weekendowe wyjazdy.
Problem pojawil sie kiedy okazalo sie, ze sasiedzi maja syna z zespolem Downa, tak ok. 12-letniego, chlopiec zdaje sie mocno garnie sie do innych dzieci, wiec na widok moich corek 3 i 4 lata, po prostu sie do nas wprosil (furtka byla uchylona). Pomyslalam ok, niech sie pobawia, to byl piatek, po kilku godzinach, dosyc pozno, odprowadzilam chlopca do jego furtki. W sobote rano wyjezdzalismy tak na ok. pol dnia, gdy wracalismy chlopiec juz byl, wszedl przez brame za samochodem, znow kilka godzin u nas. W niedziele po 7 rano!!! dzwonek do furtki, oczywiscie ten chlopiec, wylaczylam dzwonek i poszlam spac dalej, tym bardziej, ze malo spalismy bo mlodsza wymiotowala w nocy. Tego dnia wyjezdzalismy po poludniu, ale gdy tylko ktos z nas pojawial sie w ogrodzie, to chlopiec byl juz przy naszej furtce...
Mam pytanie jak delikatnie zakomunikowac rodzicom dziecka (naprawde nie chce nikogo urazic), ze nie chcemy zeby do nas przychodzil? Nie chce zebysmy musieli sie ukrywac w domu, ale tez nie chce udawac, ze go nie widze przy tej furtce.
Corki nie chca jego towarzystwa; problemem jest roznica wieku i to, ze jest raczej malo komunikatywny, malo mowi, ale jednoczesnie troche nerwowy, chce sie bawic po swojemu i zeby dziewczynki sie dostosowaly.
Zlosci sie, krzyczy gdy cos nie idzie po jego mysli. Dla mnie to tez problem bo musze caly czas byc tuz obok na wszelki wypadek...