Wychowanie dzieci a znajomi

21.05.13, 16:32
Zastanawiam się czy macie ze znajomymi podobne poglądy na wychowanie dzieci? Ja zauważam coraz częściej ze nie ze wszystkimi. Niektóre koleżanki zostaly mamami dość pozno - grubo po 30-tce i moim zdaniem wariują na punkcie tych dzieci, uwazaja je za pepek swiata i dochodzi na tym tle do kwasow. Jeden zakonczyl się zerwaniem znajomości pare lat temu, bo bedac u nas w gościach za granica moja kolezanka miała na uwadze tylko dobro, komfort i zachcianki swojej niespelna dwuletniej corki. W końcu po kolejnej akcji gdy musieliśmy się dopasować, bo kolezanka kazala nam wracac do domu ledwo dojechalismy do odległego centrum miasta bo "mala zaraz będzie zmeczona" to trafil mnie szlag i odmowilam. Skonczylo się klotnia, kolezanka za nic miała fakt mojej zaledwie trzymiesiecznej ciąży, samopoczucie i jej zagrozenie. Dlatego już jest tylko była kolezanka. Troche szkoda tej znajomości, kumplowalysmy się latami i dopóki nie mialysmy dzieci wszystko było super. Mialyscie konflikty ze znajomymi na tle dzieci?
    • tully.makker Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:35
      Musialas miec te ciaze okrutnie zagrozona, skoro swobodnie moglas odbywac podroze do odleglego centrum miasta i chodzic tam godzinami. Wydawaloby sie, ze to, co meczy male dziecko nie jest rowniez wskazane dla kobiety w zagorozonej ciazy.

      Ale moze to bylo zagrozenie polegajace na tym, ze lekarz kazal potakiwac?
      • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:49
        tully
        miałam zagrozona wcześniej ok. 8-9 tygodnia ale uwazalam na siebie i stres jaki mi zafundowala jest niewybaczalny - przez caly tygodniowy pobyt. A to było nasze obowiazkowe wyjście do miasta - na badanie usg, ona miała w tym czasie pospacerować po centrum a potem mielismy isc na obiad do knajpki. Cos ci nie pasuje?
        • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 10:54
          Trochę zabawnie brzmi wymaganie od kogoś, żeby lekceważył potrzeby swojego żywego dziecka, żeby oszczędzić stresu dorosłej kobiecie tylko dlatego, że jest w ciąży. Szczególnie, że ten straszny stres związany był tylko z ominięciem knajpki - samo badanie USG długo nie trwa i wziąwszy pod uwagę konieczność mogliście przecież koleżance po prostu odmówić rezygnacji z tego punktu wycieczki, i wrócić bezpośrednio po badaniu.

          Poza tym założę się, że zmęczone kilkuletnie dziecko po kilku godzinach łażenia po mieście zmuszone jeszcze do siedzenia w knajpce mogło Cię narazić na znacznie większy stres niż wcześniejszy powrót. Dbanie o komfort małych dzieci to równocześnie dbanie o komfort dorosłych zmuszonych do przebywania w ich towarzystwie wink
          • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:15
            Dlaczego piszesz, ze po kilku godzinach lazenia po miescie? Przeciez kolezanka miala pojsc na spacer tylko na czas USG - ktore jak wiadomo nie trwa dlugo, co zreszta sama wczesniej wspomnialas...
            Zreszta nie wiemy czy awantura byla przed czy po usg. Poza tym dziewczynka nie marudzila, tylko miala byc "zaraz zmeczona". Zreszta moze nowe wrazenia, obiad w knajpce tak by ja zainteresowaly ze bylaby grzeczna i zaciekawiona, a w drodze powrotnej po prostu by usnela.

            Nie sadze zeby dla bergamotki bylo w tamtym czasie cokolwiek wazniejszego niz bezpieczenstwo jej nienarodzonego dziecka i miala jak najbardziej prawo wymagac zeby oszczedzono jej stresu bez wzgledu na wszystko.
            Tym bardziej, ze kolezanki chyba nie zmuszala do towarzyszenia jej do centrum, prawda? Mogla zadbac o komfort swojego dziecka idac z nim na pobliski plac zabaw.
            Masz dziecko? Tu na szali bylo niejako zycie jednego dziecka albo zmeczenie innego.
            Podziwiam bergamotke, ze nie zostawila kolezanki wskazujac jej najblizszy postoj taxi i zadajac aby spakowala sie po powrocie.


            bri napisała:

            > Trochę zabawnie brzmi wymaganie od kogoś, żeby lekceważył potrzeby swojego żywe
            > go dziecka, żeby oszczędzić stresu dorosłej kobiecie tylko dlatego, że jest w c
            > iąży. Szczególnie, że ten straszny stres związany był tylko z ominięciem knajpk
            > i - samo badanie USG długo nie trwa i wziąwszy pod uwagę konieczność mogliście
            > przecież koleżance po prostu odmówić rezygnacji z tego punktu wycieczki, i wróc
            > ić bezpośrednio po badaniu.
            >
            > Poza tym założę się, że zmęczone kilkuletnie dziecko po kilku godzinach łażenia
            > po mieście zmuszone jeszcze do siedzenia w knajpce mogło Cię narazić na znaczn
            > ie większy stres niż wcześniejszy powrót. Dbanie o komfort małych dzieci to rów
            > nocześnie dbanie o komfort dorosłych zmuszonych do przebywania w ich towarzystw
            > ie wink
            • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:30
              >>Dlaczego piszesz, ze po kilku godzinach lazenia po miescie?

              Faktycznie, to było nieuprawnione. Po prostu nie chce mi się wierzyć, że można wejść na takie emocje (i mówię tu o obu stronach konflitku) na tle krótkiej wizyty w mieście.

              > Masz dziecko? Tu na szali bylo niejako zycie jednego dziecka albo zmeczenie inn
              > ego.

              Buagam Cię, ktoś Autorkę postu w brzuch kopał? wink Stres to jest coś, na co przede wszystkim narażamy się sami, a już stres typu sprzeczka z koleżanką raczej rzadko doprowadza do poronienia.

              > Masz dziecko?
              Mam. Dodam jeszcze, że miałam nawet zagrożoną ciąże, zakończoną przedwczesnym porodem, jeśli to bardziej uwiarygodni moje opinie w Twoich oczach wink
              • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:43
                bri

                Moja kolezanka z pracy poronila w 9 tygodniu wlasnie po mocnej klotni z inna kolezanka z pracy. Tak, wiem, ze to nie musial byc powod i moze ta ciaza i tak by sie nie utrzymala. Ale cien zalu pozostal. No i mimo wszystko z jakies powodu lepiej unikac stresow w ciazy, zwlaszcza zagrozonej.
                Widocznie mozna wejsc na takie emocje skoro kolezanka Autorki jest przyzwyczajona, ze potrzeby jej dziecka sa najwazniejsze.
                Mogla nie jechac z Autorka do centrum miasta znajac rytm dnia swojego dziecka...
                • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:59
                  Do kłótni potrzeba dwojga i doprawdy, jeśli ktoś obwinia koleżankę z pracy o utratę ciąży z powodu awantury, w której sam wziął udział (zamiast np. wyjść odetchnać świeżym powietrzem), to nie wiem co myśleć o inteligencji takiej osoby.

                  > Mogla nie jechac z Autorka do centrum miasta znajac rytm dnia swojego dziecka

                  Oczywiście, że mogła nie jechać, ale pojechała. Przychodzi mi do głowy milion sposobów na załatwienie takiej sprawy w spokojny, kulturalny sposób, nie generujący nikomu żadnych stresów. Potrzeba do tego odrobiny asertywności, a tego Bergamotce najwyraźniej brakuje skoro w ogóle zgodziła się na wizytę koleżanki, na którą kompletnie nie miała ochoty i nie bardzo nawet była w stanie gośćmi się zajmować.
                  • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:13
                    Do zalatwienia kazdej sprawy w spokojny, kulturalny sposob potrzeba raczej dobrej woli z obu stron. Asertywnie to mogla co najwyzej kolezanke skierowac do taksowki, zreszta ja tak bym zrobila na jej miejscu smile
                    A jesli chodzi o zajmowanie sie goscmi, to podczas dluzszego pobytu staja sie oni prawie domownikami i moga doskonale sami sie soba zajac.
                    Np. wspomniana kolezanka, ktorej corka wstaje o 5 rano, wymagala zeby godpodarze sie do niej dopasowali, natomiast okazanie dobrej woli i checi kompromisu wygladaloby raczej tak, ze ona wstaje razem z corka, daje jej sniadanie i idzie z nia na spacer, ewentualnie bawi sie z nia w domu i ogrodzie pilnujac zeby mala nie wydawala z siebie okrzykow godnych Indian podczas ataku.
                    Proste? I zapewniam Cie, ze wykonalne nawet gdy ma sie dwie corki.


                    bri napisała:

                    > > Mogla nie jechac z Autorka do centrum miasta znajac rytm dnia swojego dzi
                    > ecka
                    >
                    > Oczywiście, że mogła nie jechać, ale pojechała. Przychodzi mi do głowy milion s
                    > posobów na załatwienie takiej sprawy w spokojny, kulturalny sposób, nie generuj
                    > ący nikomu żadnych stresów. Potrzeba do tego odrobiny asertywności, a tego Berg
                    > amotce najwyraźniej brakuje skoro w ogóle zgodziła się na wizytę koleżanki, na
                    > którą kompletnie nie miała ochoty i nie bardzo nawet była w stanie gośćmi się z
                    > ajmować.
                    • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:37
                      > Do zalatwienia kazdej sprawy w spokojny, kulturalny sposob potrzeba raczej dobr
                      > ej woli z obu stron.

                      Zakładam, że taka była - myślisz, że szły już na noże? wink A w razie braku współpracy można przecież grzecznie zaproponować taksówkę - to bardzo dobre rozwiązanie.

                      W ogóle komunikacja to wspaniałe osiągnięcie ludzkości, które pomaga uniknąć wielu problemów. Można np. koleżance powiedzieć "Słuchaj, potrzebuję odpoczynku i chciałabym pospać do 10:00. Proszę zajmij się jutro rano swoim dzieckiem, żebym mogła się wyspać. Albo wręcz "Wiem, że cię zapraszałam, ale akurat jestem w ciąży, zagrożonej, i nie jest mi na rękę Twój przyjazd właśnie teraz. Muszę swoje zaproszenie odwołać."

                      Proste? Zapewniam Cię, że wykonalne, nawet jeśli jesteś w zagrożonej ciąży wink

                      • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:57
                        Bri masz racje, komunikacja to wspaniale osiagniecie dopoki nie trafisz na osobe, ktorej odpowiedzia na wszystko jest "ale ja chce inaczej" smile.
                        W pierwszym poscie jest napisane, ze awantura wybuchla poniewaz kolezanka tuz po przyjezdzie! po raz kolejny zazadala aby reszta towarzystwa dopasowala sie do niej...
                        Odwolanie przyjazdu to dobry pomysl, ale Autorka pewnie tesknila za znajomymi, kolezanke pamietala jako sympatyczna, komunikatywna osobe i nie spodziewala sie, ze ta bedzie byc moze oczekiwala pelnej obslugi...
                        Co do zajecia sie rano wlasnym dzieckiem; taka prosba tez najprawdopodobniej padla nie raz, skad wiesz jaka byla odpowiedz i sytuacja nastepnego ranka? smile


                        bri napisała:

                        > W ogóle komunikacja to wspaniałe osiągnięcie ludzkości, które pomaga uniknąć wi
                        > elu problemów. Można np. koleżance powiedzieć "Słuchaj, potrzebuję odpoczynku i
                        > chciałabym pospać do 10:00. Proszę zajmij się jutro rano swoim dzieckiem, żeby
                        > m mogła się wyspać. Albo wręcz "Wiem, że cię zapraszałam, ale akurat jestem w c
                        > iąży, zagrożonej, i nie jest mi na rękę Twój przyjazd właśnie teraz. Muszę swoj
                        > e zaproszenie odwołać."
                        >
                        > Proste? Zapewniam Cię, że wykonalne, nawet jeśli jesteś w zagrożonej ciąży wink
                        >
                        • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:17
                          OK, koleżanka Bergamotki jest bezwględną suką opętaną chorą obsesją na temat własnego potomstwa i na pewno celowo chciała pozbawić ją ciąży. Na takich ludzi we własnym domu nic nie można poradzić, pozostaje łykać łzy i usługiwać im od świtu do nocy wink
                          • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:30
                            bri

                            hehe cos w tym jest - była strasznie urazona ze jestem w drugiej ciąży (?!) Do dziś nie wiem dlaczego, może chciała ze mna poimprezować a dzieci w domu zostawić albo to dla niej była jakas rywalizacja? Na pewno widziala ze ja w roli matki swietnie się czuje, dobrze radze w obcym kraju i nawet teraz zdecydowałabym się nawet na trzecie dziecko gdyby nie pewne obiektywne przeszkody. Ona z jednym była strasznie zagubiona a zarazem zbyt dumna by to przyznać. A lubila być we wszystkim najlepsza i podziwiana.
                            • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:34
                              Koty czy psy sa nieprzewidywalne ale wierz mi - mam trzylatka w domu - dzieci bardziej!
                    • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:16
                      To może przybliżę temat bo sytuacja jest nie dość jasna choć cersei doskonale to rozumie jakby tam sama była i jej wypowiedzi sa jak najbardziej trafne.

                      Po pierwsze znajoma idealna na wypady towarzyskie w gronie dorosłych okazala się być przewrazliwiona, zestresowana, majaca pretensje o wszystko do nas gospodarzy, matka. Wczesniej nie spotykalysmy się z dziecmi, ja miałam kilkuletniego syna ale widywalysmy się zawsze same. Mialam wrazenie ze nie przepada zresztą za dziecmi, za to można z nia było konie kraść. Zaprosilam ja do siebie, zna tez dobrze mojego meza i mielismy pewnosc ze to bedzie fajny czas - co prawda dzieci w roznym wieku i plci odmiennej ale moje dziecko jest bardzo otwarte i latwo nawiazalo kontakt nawet z małymi Anglikami.

                      Przybyla kolezanka, ja w miedzyczasie odkryłam ciaze, miałam akcje z krwawieniem, w UK nic z tym nie robia, zalecili oszczedzajacy tryb zycia ale nie lezenie. Dla mnie to druga wymarzona wyczekana ciaza ale zylam normalnie, maz dbal zebym nie stresowala się zbytnio (moi rodzice tez raz jedyny w zyciu ukryli przede mna, był to okres najwieksza zagrozenia, info o śmierci kuzynki by mi oszczedzic bolu w tym momencie) rodzinna sielanka. Zjawia się kolezanka i od początku nami komendereuje - co mamy robic, co kupimy i wybiera najdrozsze zbyteczne produkty w sklepie dla siebie czy dziecka bo np. nie wziela zadnych kosmetykow nawet dla malej i kaze nam placic. To jeszcze przelknelismy ale jak zaczela krytykować wszystko dookola, np. szkole naszego synka, smiac się z jego roli w przedstawieniu gwiazdkowym, wydziwiać w fajnej grocie Mikolaja i wszystko robic według potrzeb swojego dziecka które wrzeszczalo z byle powodu, zawsze było zmeczone bo wstawalo bladym switem to szybko mielismy dość. Nie wpadla nigdy na pomoc przy robieniu obiadu bo caly czas biegala za coreczka i spelniala jej zachcianki bo mała "miala się dobrze bawic" - pierwszy raz za granica.

                      Wyjazd do centrum pobliskiego dużego miasta miał być fajnym wypadem na badanie, spacer i obiad swietujacy koniec mojego 3. mca i trochę ulgi bo najgorszy okres zagrozenia ciąży wlasnie mijal. Nie było to meczace, pol godziny autem ale kolezanka stwierdzila po dojechaniu na miejsce, ze jest taka pogoda ze mala będzie chciała się przespać i bedzie zaraz zmeczona i może maz je odwiezie a potem mnie odbierze po badaniu (!). Ja się wkurzylam bo bylam zdenerwowana badaniem czy wszystko ok i w doopie miałam sen malej terrorystki, poza tym bylam już starsznie glodna i czekalam na ten posiłek jak na zbawienie. Ona obrazona wrocila taksowka do domu, my poszlismy na badanie w trojke i potem na obiad. Wieczorem przy kolacji wrocilismy do tematu i skonczylo się gruba awantura - mój maz mowil ze w zyciu - a znamy się kilkanascie lat - nie widział mnie tak zdenerwowanej. Bo co zrobila moja eks kolezanka? Zadzwonila przy nas do swojego faceta ze ona chce wracac wczesniej bo ja tu zle traktują i ich dziecko i jaka ona jest biedna, niemal ryczała mu do słuchawki... Straszna manipulantka. Normalnie ciśnienie mi skoczylo i miałam ochote wywalić ja z domu ale szkoda było nam dziecka no i maz jakos zalagodzil temat. Przez ostatnie dwa dni pobytu omijalysmy się szerokim lukiem i w końcu wyjechala. Do dziś się nie spotykamy. Wiem ze urodzila niedawno drugie dziecko ale u nich glownie tata zajmowal się maluchami, ona skupiona na karierze pracowala wiele godzin, dziecka niemal nie widywala i chyba była w stresie bo kompletnie tego dziecka nie znala.
                      • lacitadelle Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:43
                        kiedyś miałam podobny temat na ematce zakładać smile

                        > Po pierwsze znajoma idealna na wypady towarzyskie w gronie dorosłych okazala si
                        > ę być przewrazliwiona, zestresowana, majaca pretensje o wszystko do nas gospoda
                        > rzy, matka. Wczesniej nie spotykalysmy się z dziecmi, ja miałam kilkuletniego s
                        > yna ale widywalysmy się zawsze same. Mialam wrazenie ze nie przepada zresztą za
                        > dziecmi, za to można z nia było konie kraść.

                        Prawie identyczna sytuacja, z tym, że u nas byli to znajomi, z którymi od lat wyjeżdżaliśmy wspólnie na wakacje, również z naszymi dziećmi. W końcu im urodziło się dziecko, wszyscy się cieszyli na wspólny wyjazd, na którym niestety wcale nie było tak fajnie. Przynajmniej dla mnie... Nasze dzieci były za głośno, biły ich dziecko (przepychanki jak u maluchów, ciężko rozstrzygnąć, kto kogo bił i nikomu nic się nie stało), mogły ich dziecko czymś zarazić, jadły rzeczy, które dla ich dziecka nie były wystarczająco dobre, więc ogólnie koleżanka starała się nas unikać, jak tylko to było możliwe. Ok, jej sprawa, aczkolwiek niektóre teksty dla mnie miłe nie były. Dowiedziałam się też, że źle traktuje swoje dzieci (nie spełniam wszystkich ich zachcianek), zrobiłam krzywdę starszemu dziecku dokładając mu rodzeństwo, truję dzieci jedzeniem w restauracji i niedobrymi obiadami itp... Fajnie nie było, czasu spędzaliśmy razem niewiele, ja kwitowałam jej komentarze najczęściej słowami "ja uważam inaczej" i nie wdawałam się w dyskusje. Po powrocie spotykałam się nadal z koleżanką, ale już bez dzieci.

                        Jakie było moje zdziwienie, kiedy w kolejnym roku usłyszałam - to gdzie jedziemy razem na wakacje? Przyznam, że mnie zamurowało i nie zabłysnęłam żadną ciętą ripostą godną e-matki, tylko jakoś mętnie się wykręciłam. Niby dobrze kobietę znam od podstawówki, a nie rozumiem ani jej zachowania w trakcie tego pobytu, ani tego, że miała ochotę na powtórkę z rozrywki.
                      • burina Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 01:03
                        > Wiem ze urodzila nie
                        > dawno drugie dziecko ale u nich glownie tata zajmowal się maluchami, ona skupio
                        > na na karierze pracowala wiele godzin, dziecka niemal nie widywala i chyba był
                        > a w stresie bo kompletnie tego dziecka nie znala.

                        I mówisz, że to ona ma jakieś względem Ciebie kompleksy?
                        • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 01:10
                          o co ci chodzi burina? Sprecyzuj bo nie nadazam za twoim tokiem myslenia wink
    • rosapulchra-0 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:39
      Kiedyś młoda i bezdzietna para pouczała mnie, jak powinnam wychowywać swoje dzieci, spuściłam ich na drzewo do czasu, gdy sami się dorobią swoich pociech i zaczną być równorzędnymi partnerami dla mnie w tej kwestii.
      No i jedna znajoma, stara i bezdzietna panna też miała anse do mojej najmłodszej córki (już wtedy nastolatki), co zakończyło naszą znajomość.
      Tak, zarówno podejście do dzieci i metod wychowawczych może poróżnić na tzw. "śmierć i życie".
      A ja sama unikam jak ognia oceniania cudzych metod wychowawczych, nie wtrącam się w konflikty rodziców z dziećmi, gdy jestem ich świadkiem, w ogóle staram się nie oceniać tej sfery rodzinnej, bo wychodzę z założenia, że to nie moje dzieci, nie ja jestem za nie odpowiedzialna.
      • guderianka Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:45
        Znajoma/prawie rodzina, której nie mogę spuścić na drzewo ale mogę rzadko widywać- poucza mnie jak mam postępować z moja niepełnosprawną córka-w kwestiach medycznych, emocjonalnych i wychowawczych. Przy czym to co mówi to są bzdury i krzywdzenie dziecka, nie zgadzam się z niczym, uważam że w tej kwestii ja mam większa niż ktokolwiek inny wiedzę, ba-nawet większą od lekarza, który zna się na specjalności a niepełnosprawność córki wynika z całego zespołu problemów.
        • ekaczmarczyk Re: Guderianko 21.05.13, 21:47
          Skad ja to znam. Tez sie nasluchalam od "zyczliwych wszystkowiedzacych" co i jak mam robic z synem (autystycznym) jak go wychowywac, jak z nim rozmawiac, jak go uczyc i ze NAPEWNO dlatego w,wieku 4 lat nie mowi bo to chlopczyk i w dodatku indywidualista. Bylismy jyz z postawiona diagnoza, potwierdzona przez psychologow i terapeutow. Ale znajomi niektorzy, sasiedzi a nawet rodzina wiedziala,lepiej. Teraz juz to po mnie scieka. Wczesniej nerwy mialam zszargane
          • guderianka Re: Guderianko 22.05.13, 09:04
            Po mnie nie ścieka -zwłaszcza że teksty są mówione do córki.(niepełnosprawność ruchowa) w stylu : nie możesz w przyszłości być lekarzem-bo nie dasz rady ze swoimi nogami itp
            • ekaczmarczyk Re: Guderianko 22.05.13, 09:37
              Widzisz u mnie znowu inaczej, Kubus ma lat 7 prawie i jezeli cos to do mnie juz ZYCZLIWI maja uwagi co do wychowania. Hmm... W sumie tez nie jestem pewna czy scieka czy nie, to tez zalezy od tego kto i w jaki sposob DORADZA.
              • guderianka Re: Guderianko 22.05.13, 09:44
                Masz rację
                akceptuję formę pytającą i życzliwą
                warczę i kamienieję na formę wszechwiedzącą i narzucającą
                • ekaczmarczyk Re: Guderianko 22.05.13, 13:16
                  I jeszcze pewnie nie raz sie dowiemy co dla naszych dzieci " dobre" smile Duzo cierpliwosci i wytrwalosci, Guderiankosmile
                  • guderianka Re: Guderianko 22.05.13, 14:18
                    Dziękuje. Tobie również smile
                    • ekaczmarczyk Re: Guderianko 22.05.13, 15:15
                      Dziekujesmile
            • majenkir Re: Guderianko 22.05.13, 15:36
              guderianka napisała:
              > zwłaszcza że teksty są mówione do córki.(niepełnosprawność ruchowa) w stylu : nie możesz w przyszłości być lekarzem-bo nie dasz rady ze swoimi nogami



              Ta sa ludzie, ktorzy nie maja grama przyzwoitosci, kultury, wyczucia ani rozumu.
              Ludzie bez nog w maratonach biegaja, dlaczego lekarzowi mialyby przeszkadzac nogi mniej sprawne? Jak w ogole mozna cos takiego komus powiedziec? Dziecku w szczegolnosci??
              Czy dolowanie innych i podcinanie skrzydel to taka narodowa dyscyplina?
              • guderianka Re: Guderianko 22.05.13, 16:30
                sad no co mam Ci powiedzieć ?
                Kontakt jest ograniczony do minimum, nie ma bycia sam na sam
                Corka uprawia sport -jeździ na Mistrzostwa Niepełnosprawnych-z sukcesami
                Jej aktywność jest uważana jednak za coś, co jej szkodzi

                A lekarzem nie może być bo nie da rady długo na nich stać i chodzić
                • majenkir Re: Guderianko 22.05.13, 16:51
                  guderianka napisała:
                  > A lekarzem nie może być bo nie da rady długo na nich stać i chodzić


                  Przeciez nikt nie kaze jej byc chirurgiem I wystawac godzinami przy stole.
                  Malo to jest lekarzy "siedzacych"? wink Kiedy bylam dzieckiem moja pediatra chodzila o kulach.
                  • guderianka Re: Guderianko 22.05.13, 16:56
                    ależ wiem o tym

                    co smieszne-opinie takie wyraża osoba będąca ...lekarzem!
                    • peggy_su Re: Guderianko 23.05.13, 13:40
                      Ludzie bredzą różne rzeczy. Miałam siostrę niepełnosprawną, w pełni sprawna umysłowo, inteligentna dziewczynka, jednak zupełnie niesprawna od pasa w dół. Wiele osób w ciągu jej życia biadoliło i jej bezpośrednio i całej rodzinie jaka to ona jest biedna, jaka pokrzywdzona przez los i jakie to ma beznadziejne życie. To nic, że siostra mimo niepełnosprawności była szczęśliwa, miała marzenia i wielu przyjaciół. Niektórym ludziom chyba przyjemność sprawia takie głupie gadanie, tak jak tej Twojej znajomej lekarce.
                      • guderianka Re: Guderianko 23.05.13, 13:58
                        wink
                        prawda -moja córka podobnie
                        wink
      • oqoq74 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:52
        Tak trochę obok tematu.
        Też wielokrotnie słyszałam uwagi na temat wychowania dzieci, a to, że zasłaniam się dzieckiem, gdy wychodziłam wcześniej z imprezy, a to, że w ogóle zajmuję się dzieckiem, a to że mam za zimno, za ciepło w mieszkaniu, a to że dziecko jest najważniejsze itd. Przodował w tym mój brat, kawaler. Śmiać mi się chce, kiedy teraz, sam będąc już ojcem, tłumaczy się w taki sam sposób.

        A odnośnie meritum, to nie zerwałam znajomości w wyniku różnic w wychowywaniu dzieci. Dostrzegam różnice, nie wszystko u innych mi się podoba. Jeśli dziecku nie dzieje się ewidentna krzywda, typu bicie, czy inne zagrożenie, to się nie wtrącam.
      • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:58
        rosapulchra
        ja tez miałam znajomego który strasznie się obruszal ze moje kilkuletnie dziecko to robi, tamto, za glosne jest i w ogole nie panujemy nad nim. Teraz sam ma coreczke i to takiego gagatka ze zarzeka się, ze nie chce mieć więcej dzieci, sam na nia narzeka bez przerwy. Fakt, ze jest potwornie meczaca, ale to nauczka za to ze pouczal i krytykowal innych rodzicow. Teraz trafil mu się taki egzemplarz ze przestal radzic innym, wręcz przeciwnie, widzi pewnie ze wszyscy się usmiechaja pod nosem i patrza na niego z triumfem "Widzisz jak to jest gdy się ma własne dziecko?"
    • ashraf Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 16:51
      Raczej nie, tzn. ja swoje opinie o cudzych metodach wychowawczych zostawiam dla siebie, a mnie jak dotąd nikt nie krytykował, choć przypuszczam, że niektórzy mają mnie za patologię, bo młody nie nosi czapki (chyba że wiatr łeb urywa), jeździ z nami do restauracji, do sklepów i do znajomych od urodzenia i nie jest pępkiem świata wink
      • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 17:10
        ashraf
        podpisuje się pod twoimi metodami wink Niektorzy znajomi praktycznie urwali spotkania towarzyskie bo trzeba by się wstrzelić w grafik snu ich dzieci i innych rytualow ktore mogą odbyc tylko w domu a nie sa to niemowleta i chodza spac o 19:00. My byliśmy bardziej na luziesmile Tez nie krytykuje innych ale jeśli ktoś mieszka ze mna, u mnie i krytykuje moje dziecko a swoje rozwydrzone, płaczliwe i humorzaste hołubi i caly swiat w tym my mamy tanczyc jak nam zagra kosztem mojego dziecka to sorry. Sa granice tolerancji, jeśli masz dzikie i rozpieszczone dziecko to nie zabieraj go za granice do znajomych bo nikt nie będzie się zrywal o 5 rano bo twoje dziecko "tak wstaje" i szuka towarzystwa i my tez powinnismy wstać o 7 najpóźniej. Tymczasem my w weekend wstajemy nawet o 10:00 zwłaszcza ze bylam ciagle spiaca i zmeczona jak to w pierwszym trymestrze bywa. I tak obslugiwalam kolezanke z rozpieszczona corka a sama potrzebowalam spokoju.
        • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 17:38
          bergamotka77

          Twoja kolezanka, brak mi slow, ale mnie generallnie irytuja ludzie ktorzy oczekuja ze inni beda sie do nich dopasowywac niezaleznie od wszystkiego.
          Tak btw kolezanke zaprosilas, czy tez sama sie zaprosila? smile
          A poza tym i tak jestes swieta bo ja w ciazy, zwlaszcza wczesniej zagrozonej, palcem bym kolo niej nie kiwnela. Obowiazuje samoobsluga i cisza nocna do 10. A jesli nie pasuje to istnieja hotele...

          Ja generalnie tez nie krytykuje ani nie wychowuje cudzych dzieci. Wyjatek stanowi traktowanie zwierzat, tu reaguje szybko i bezwzglednie.
          Nawet niedawno zakonczyla sie przez to znajomosc z dziewczyna poznana na jodze;
          wpadla do nas z trzyletnim synkiem. Maly najpierw poszedl sie bawic do pokoju moich corek (3 i 4 latka) ale te go szybko wyrzucily, bo maja (a zwlaszcza mlodsza) swoje zdanie na kazdy temat smile.
          Dalam mu wiec w salonie jakies klocki, wlaczylam bajke, a ten koniecznie chcial sie dostac do gabinetu - zamkniety na klucz ze wzgledu na nieprzykrecone polki z ksiazami i do sypialni.
          Kiedy mu grzecznie powiedzialam, ze tam nie wolno bo to moj pokoik to zaczal sie wydzierac, ze on chce...
          Tu ustapic nie moglam bo takie teksty dzialaja na mnie jak plachta na byka i w sypialni ukrywala sie nasza kicia - uratowana znajdka, ktora przez ludzie okrucienstwo ma tylko 3 lapki - wiec oszczedzam jej stresu zwiazanego z goscmi w naszym domu.
          Potem zaczal sie bawic z naszym drugim kotem - ruskiem - najlagodnieszym znanym mi siersciuchem, ale maly najwidoczniej byl tak brutalny, ze Stefek go drapnal i z wysokosci drapaka na niego prychal. Krzyknelam na chlopaka, ale matka zaczela sie na mnie wydzierac, ze wole "glupiego kota" od jej dziecka i ze powinnam go ukarac (kota) za drapanie.
          Ranka byla minimalna, a kociak przez piec miesiecy pobytu u nas nawet nie pokazal pazurkow wiec odpowiedzialam, ze dzieciak dostal to na co zasluzyl i ze niewlasciwe traktuje zwierzeta.
          Oczywiscie obraz na calej linii...
          • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 18:04
            cersei
            bliskim znajomym wspomnieliśmy ze sa mile widziani podczas gdy rezydujemy na obczyźnie i ona skorzystala z zaproszenia. Zreszta umowilismy się wcześniej niż ja wiedzialam o ciąży i głupio mi było odwolywac, poza tym czulam się już ok po tych przejściach ( zabrala mnie z krwawieniem karetka) i cieszyłam się na fajne towarzystwo z PL. Tylko ze wcześniej nie spotykałam się z jej corka bo była malutka i widziałam ja raz a potem wyjechalismy za granice. No i to dziecko było koszmarem, mama sobie z nia kompletnie nie radzila. Do dziś z mezem wspominamy w formie anegdoty ten pobyt.
            Dodam ze kolezanka byla obrazona ze jestem w ciąży ;D Moze liczyla na nasze babskie wypady na guinessa gdy mój synek lat 7 i jej corka będą spac pod okiem mojego meza? Do dzis zastanawiamy się o co chodzilo.

            A jeśli chosi zoz wiezraki ammatki sam srtosunek - zareaguje gdy zwizerze jets meczone czy zaczepiane przez dzieci. na szszceie gwronie znajomych zammy podobny styk zycia i wychowywania i zdieci znja się od małego ale nikt nie bizre dos iebie drobnych dziecięcych konfliktow - do pirwzsej krwi nie interweniujemy wink
            • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 18:18
              Chyba rzeczywiscie byla obrazona smile
              W sumie Ty tez moglas sie obrazic, ze jej corka rozwydrzona, albo ze nie urodzila synka bo by sie bawil z Twoim smile
              My tez mamy takich znajomych z dziecmi znanymi od malego, jest nocowanie, zapraszanie na saniadania na gofry. Konflikty raczej sa pomiedzy chlopcami, ja mam corki, wiec ewentalne interwencje podejmuja rodzice klocacych sie dzieci.
              Dzieci znajomych sa fajne; oczywiscie kazdemu zdarza sie dzien marudzenia smile, ale generalnie wszystkie je lubie.
              bergamotka77 napisała:

              > cersei
              > bliskim znajomym wspomnieliśmy ze sa mile widziani podczas gdy rezydujemy na ob
              > czyźnie i ona skorzystala z zaproszenia. Zreszta umowilismy się wcześniej niż j
              > a wiedzialam o ciąży i głupio mi było odwolywac, poza tym czulam się już ok po
              > tych przejściach ( zabrala mnie z krwawieniem karetka) i cieszyłam się na fajne
              > towarzystwo z PL. Tylko ze wcześniej nie spotykałam się z jej corka bo była ma
              > lutka i widziałam ja raz a potem wyjechalismy za granice. No i to dziecko było
              > koszmarem, mama sobie z nia kompletnie nie radzila. Do dziś z mezem wspominamy
              > w formie anegdoty ten pobyt.
              > Dodam ze kolezanka byla obrazona ze jestem w ciąży ;D Moze liczyla na nasze bab
              > skie wypady na guinessa gdy mój synek lat 7 i jej corka będą spac pod okiem moj
              > ego meza? Do dzis zastanawiamy się o co chodzilo.
              >
              > A jeśli chosi zoz wiezraki ammatki sam srtosunek - zareaguje gdy zwizerze jets
              > meczone czy zaczepiane przez dzieci. na szszceie gwronie znajomych zammy podob
              > ny styk zycia i wychowywania i zdieci znja się od małego ale nikt nie bizre do
              > s iebie drobnych dziecięcych konfliktow - do pirwzsej krwi nie interweniujemy ;
            • bergamotka77 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 18:34
              na szczęście grono bardzo bliskich znajomych ma podobny styl zycia i wychowywania i kwasow nie ma. Ale mamy wielu znajomych i sa rozne szkoły u nich podejścia do dzieci czy ich wychowywania. Dopóki nie jest zagrozone dobro mojej rodziny nie ingeruje, czasem na wspólne wakacje wyjezdzamy i jest fajnie. Ale lubimy tez jezdzic sami smile

              Sorry za ostatni akapit - nie zauwazylam tego i nie skorygowałam a pisałam z trzylatkiem na kolanie - jednym palcem wink Mam nadzieje ze jest i tak w miare czytelny wink
          • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 08:45

            Wymagasz od 3latka,ktory nie Ma Kota,by wiedzial Jak rozpoznawac gdy kot na dosc?paradne.Jako wlascicielka zwierzaka powinnas byla pilnowac Kota,by nie zrobil dziecku krzywdy,a skoro koty da nieprzywidywalne to tym bardziej.Gdybym byla twoja kolezanka to ten kot mialby leb o 180stopni przekrecona.
            • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 09:23
              Matka tez sie powinna zainteresowac 3latkiem kiedy ten sie bawi ze zwierzetami.
              • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:19
                Z tego co napisala autorka nikt sie nie interesowal i nawet nie wiedza czemu kot podrapal,ni als na pewno dziecko bylo winne,bo kotki to takie milusie sa.
            • seniorita_24 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 09:38
              Podejrzewam, że nie masz szansy na bycie koleżanka osoby, która ma zwierzę i nie traktuje go jak zabawkę. Od pilnowania dziecka są rodzice. Przy zwierzęciu, tym bardziej nieswoim trzeba mieć się na baczności zwłaszcza jeśli dziecko nie zna go i nie wie jak się zachowywać.
              Moi znajomi wiedzą jakie mam koty i są ostrzegani, że jedna kotka jest tylko oglądania i nie wolno jej dotykać, dzieci tym bardziej. Pozostałe koty jeśli chcą to chętnie uczestniczą w zabawach i pozwalają dużo ze sobą robić. Widać, że nie lubisz zwierząt i masz jakieś wynaturzone podejście do naturalnej reakcji obronnej kota. Kobieto opisany kot drapnął dziecko, wyjaśnię, że nie jest to samo co chlaśnięcie pazurami tygrysa lub odgryzienie ręki. Koty pacnięciem łapą ostrzegają, że nie podoba im się to co ktoś im robi.
              Gdyby ktoś próbował postąpić z moim zwierzęciem tak jak to opisałaś od razu spotkałoby go coś podobnego.
            • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 09:41
              edelstein
              Ten kot wychowuje sie z dziewczynkami 3 i 4 lata; pochodzi z hodowli, ktorej wlascicielka ma male dzieci. To oaza spokoju i lagodnosci - niebieski rusek zreszta smile.
              Ja jako wlascicielka pilnowalam wiec zeby dziecko nie zrobilo kotu krzywdy, bo z tej dwojki to na kocie mi bardziej zalezalo smile.
              Maly musial mu cos niespodziewanie zrobic bo kot pacnal go lapa i uciekl, a normalnie jak ma dosc to po prostu ucieka. Zadrapania pewnie nie bylo juz widac nastepnego dnia.
              A jesli chodzi o grozby pod adresem kota - to badz pewna, ze zrobilam kolezance, Tobie lub komukolwiek kto z premedytacja skrzywdzilby mojego zwierzaka DOKLADNIE to samo co on/ona zrobilaby kotu...

              edelstein napisała:

              > Wymagasz od 3latka,ktory nie Ma Kota,by wiedzial Jak rozpoznawac gdy kot na dos
              > c?paradne.Jako wlascicielka zwierzaka powinnas byla pilnowac Kota,by nie zrobil
              > dziecku krzywdy,a skoro koty da nieprzywidywalne to tym bardziej.Gdybym byla t
              > woja kolezanka to ten kot mialby leb o 180stopni przekrecona.
              • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:08
                "Ja jako wlascicielka pilnowalam wiec zeby dziecko nie zrobilo kotu krzywdy, bo z tej dwojki to na kocie mi bardziej zalezalo "

                i wszystko jasne, pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak zalosna jest taka wypowiedz ? sad
                • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:28
                  Nie, nie zdaje sobie sprawy.
                  Powtarzam, kot jest lagodny; gdyby nie byl siedzialby w sypailni razem z drugim.
                  Poza tym biorac do domu zwierze, biore za niego pelna odpowiedzialnosc, staje sie czlonkiem rodziny na te kilkanscie lat swojego zycia.
                  A tak juz jest, ze dla kazdego najwazniejsza jest wlasna rodzina.
                  Zwierzeta nie sa dla mnie wazniejsze od moich corek, ale tak, sa wazniejsze od innych dzieci.

                  A u osob takich jak Ty lub edelstein najwyrazniej wczesniej byla nasza pierwsza kicia, ktora trafila do lecznicy po takim laniu, ze musiala przejsc dwie operacje i stracila jedna lapke...

                  aurita napisała:

                  > "Ja jako wlascicielka pilnowalam wiec zeby dziecko nie zrobilo kotu krzywdy, bo
                  > z tej dwojki to na kocie mi bardziej zalezalo "
                  >
                  > i wszystko jasne, pewnie nie zdajesz sobie sprawy jak zalosna jest taka wypowie
                  > dz ? sad
                  • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:16
                    Nie masz co sie chwalic swoja glupota. To, ze uwazam, ze czlowiek ZAWSZE i bezwzglednie jest wazniejszy od zwierzaka (nawet jezeli jest to cudze dziecko) nie oznacza, ze sie znecam nad zwierzetami.
                    i nie chodzi tu o to, ze kot drapnal dzieciaka (koty sa nieobliczlne z natury i mowienie, ze sa lagodne jest druga glupota, ktora popelniasz) i, ze wzielas w obrone kota. Ale co ci bede tlumaczyc... niektorych brakow sie nie przeskoczy.

                    • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:31
                      Wiesz, zawsze wydaje mi sie urocze to, ze jak ktos kto nie zgadza sie z naszymi pogladami, nazywa je glupota...
                      Ale zna to kazdy kto choc odrobine interesuje sie sytuacja polityczna w naszym kraju, wiec na forum nie bede z Toba o tym dyskutowac.

                      Mam zwierzeta, w tym koty, cale moje 30paroletnie zycie, maja - jak ludzie - swoje charaktery, ale wlasciwie wychowane i prowadzone sa jak najbardziej obliczalne.
                      Wyjatek moze stanowic obrona wlasna, jak u kazdego zywego stworzenia lacznie z czlowiekiem.

                      A Ty wybitna kocia behawiorystko smile lepiej zajmij sie wlasnymi brakami...


                      aurita napisała:

                      > Nie masz co sie chwalic swoja glupota. To, ze uwazam, ze czlowiek ZAWSZE i bezw
                      > zglednie jest wazniejszy od zwierzaka (nawet jezeli jest to cudze dziecko) nie
                      > oznacza, ze sie znecam nad zwierzetami.
                      > i nie chodzi tu o to, ze kot drapnal dzieciaka (koty sa nieobliczlne z natury i
                      > mowienie, ze sa lagodne jest druga glupota, ktora popelniasz) i, ze wzielas w
                      > obrone kota. Ale co ci bede tlumaczyc... niektorych brakow sie nie przeskoczy.
                      >
                      • latarnia_umarlych Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 23:26
                        Hej, cersei, nie unoś się. Szkoda klawiatury na kogoś, kto nie lubi i nie rozumie zwierząt i obronę kota traktuje jako żałosną i głupią.
                        Swoją drogą, mam na ręku malutką bliznę po kocim ugryzieniu w dzieciństwie. Byliśmy w odwiedzinach u rodziny na wsi, a ja - jako 2 czy 3-latka - nie miałam wyczucia z obcym dzikawym kotem. Na szczęście moi rodzice nie rzucili się z pazurami na właścicieli burasa, tylko stwierdzili, że nic się takiego nie stało i że nauczę się, że zwierzę się szanuje. Nauczyłam się wink
                    • nenia1 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:56
                      aurita napisała:

                      > Nie masz co sie chwalic swoja glupota. To, ze uwazam, ze czlowiek ZAWSZE i bezw
                      > zglednie jest wazniejszy od zwierzaka (nawet jezeli jest to cudze dziecko) nie
                      > oznacza, ze sie znecam nad zwierzetami.

                      Dla wielu normalnych właścicieli zwierząt ich zwierzę jest ważniejsze od obcego dziecka, z bardzo prostej przyczyny. Ludzi z własnymi zwierzętami wiążą bardzo silne emocjonalne więzi, zwierzę bywa przyjacielem, ludzie swoje zwierzęta kochają, a obce dziecko...to obce dziecko, nie ma więzi, przywiązania, więc jak niby obcy człowiek miałby być ważniejszy od zwierzaka z którym mieszkach parę lat?
                    • black-cat Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:06
                      Tak, już wiemy, że nie masz kota.
                      Nieobliczalne to są trzylatki, nie koty. Trzylatek ma rodziców, którzy powinni go pilnować i uświadomić, że bawimy się z kotkiem, a nie kotkiem. Zabawa kotkiem zawsze może się skończyć zadrapaniem albo ugryzieniem.
                      • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 14:16
                        akurat, ja mam kota.... 3-ego w moim zyciu.... ale coz specjalistka forumowa wie lepiej (i inne zwierzatka tez hodowalam)

                        "kot jest obliczalny chyba, ze sie broni" -powiem krotko: trzeba byc kompletna idiotka, zeby cos tak niespojnego napisac

                        Kota kocham ale jest tylko kotem, zwierzeciem, nigdy nie bedzie wazniejszy niz czlowiek, nawet obcy.
                        • kiddy Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:41
                          Nie masz o kotach pojęcia. Koty nie są nieobliczalne. Dają jasne i zrozumiałe sygnały, że coś jest nie tak. Idiotą trzeba być, żeby się dziwić, że kot nie będzie się bronił w sytuacji zagrożenia. A trzylatek, kilka razy większy i silniejszy od kota, jest zagrożeniem. I właśnie tacy ludzie jak ty, którzy chcą "dyscyplinować " zwierzęta za ich naturalne odruchy, robią ze zwierzakami takie rzeczy, jak to, co stało się kotce autorki postu.
                        • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:55
                          Po raz kolejny Cie prosze, bez inwektyw, to forum - kazdy ma prawo wyrazic swoje zdanie i naprawde nie ma potrzeby nikogo obrazac.
                          Wiesz, ja kiedys uslyszalam od jakiejs pani, ze przed kotem trzeba zamykac drzwi sypialni na noc, bo moze we snie przegryzc gardlo - wiec moze Ty tez jestes z tego gatunku.

                          Kot jak kazda zywa istota odruchowo bedzie bronic sie jesli poczuje sie zagrozona, bedzie sie bronic przed bolem, bedzie bronic swego zycia. Chyba, ze Twoj ma zakaz smile

                          aurita napisała:

                          > akurat, ja mam kota.... 3-ego w moim zyciu.... ale coz specjalistka forumowa wi
                          > e lepiej (i inne zwierzatka tez hodowalam)
                          >
                          > "kot jest obliczalny chyba, ze sie broni" -powiem krotko: trzeba byc kompletna
                          > idiotka, zeby cos tak niespojnego napisac
                          >
                          > Kota kocham ale jest tylko kotem, zwierzeciem, nigdy nie bedzie wazniejszy niz
                          > czlowiek, nawet obcy.
                          • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 20:37
                            cersei8 napisał(a):

                            > Po raz kolejny Cie prosze, bez inwektyw, to forum - kazdy ma prawo wyrazic swoj
                            > e zdanie i naprawde nie ma potrzeby nikogo obrazac.
                            > Wiesz, ja kiedys uslyszalam od jakiejs pani, ze przed kotem trzeba zamykac drzw
                            > i sypialni na noc, bo moze we snie przegryzc gardlo - wiec moze Ty tez jestes z
                            > tego gatunku.


                            Widze, ze u Ciebie brak logicznego myslenia to glebszy problem?

                            > Kot jak kazda zywa istota odruchowo bedzie bronic sie jesli poczuje sie zagrozo
                            > na, bedzie sie bronic przed bolem, bedzie bronic swego zycia. Chyba, ze Twoj ma
                            > zakaz smile

                            alez o to chodzi ... tu opuszcze milosiernie kilka inwektyw. ...kot bedzie sie bronil jezeli poczuje sie zagrozony, a poczuc sie moze zagrozony w kazdym momencie, nie jestes w stanie okreslic w ktorym. I dlatego tez jest nieobliczalny. Nie jest to zbyt trudne do zrozumienia.

                            I nikt, nie zabrania kotu bycia kotem, co nie oznacza, ze kot jest wazniejszy od czlowieka. Nie czujesz roznicy prawda?
                            • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 21:25
                              Wiesz, ze mowimy o kocie? Cztery kilo zywej wagi w futerku? Nie o tygrysie, lwie ani owczarku kaukaskim?
                              W chwili "nieobliczalnosci" drapnie i ucieknie. Nie wyrzadzi krzywdy nawet dziecku...
                              Jakos przez 30pare lat nie zdrzylo mi sie pasc ofiara nieobliczalnego kota (ani psa - a troche ich bylo, nawet na pobyt czasowy), wiec albo zwierzeta nie sa tak krwiozerczo nieobliczalne albo potrafie jednak odczytywac ich intencje.

                              I jeszcze Cie oswiece, nie trzeba byc kotem zeby w chwili zagrozenia byc nieobliczalnym, ludziom tez to sie zdarza. I wtedy nie konczy sie na zadrapaniach...

                              Powtorze po raz kolejny, moje zwierzeta sa czlonkami mojej rodziny i tak sa dla mnie wazniejsze od innych ludzi.
                              Co wiecej znam wiele osob, ktore tak samo mysla o swoich zwierzakach.

                              PS swojego kota wyrzucasz w nocy na podworko przeciez moze stac sie niebliczalny czujac sie zagrozony Twoim chrapaniem i odgryzc Ci glowe smile
                              To chyba logiczne rozumowanie? :p


                              aurita napisała:

                              > alez o to chodzi ... tu opuszcze milosiernie kilka inwektyw. ...kot bedzie sie
                              > bronil jezeli poczuje sie zagrozony, a poczuc sie moze zagrozony w kazdym momen
                              > cie, nie jestes w stanie okreslic w ktorym. I dlatego tez jest nieobliczalny. N
                              > ie jest to zbyt trudne do zrozumienia.
                              >
                              > I nikt, nie zabrania kotu bycia kotem, co nie oznacza, ze kot jest wazniejszy o
                              > d czlowieka. Nie czujesz roznicy prawda?
                              • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 21:49
                                > Powtorze po raz kolejny, moje zwierzeta sa czlonkami mojej rodziny i tak sa dla
                                > mnie wazniejsze od innych ludzi.

                                To ladnie ze tak lubisz zwierzeta, rozumiem tez ze swoj zwierzak moze byc wazniejszy od obcych osob ale z twojego opisu tego calego zajscia wyglada, ze ludzi za bardzo nie lubisz, a przynajmniej tej matki z dzieckiem. Tylko mnie zastanawia jakibyl w takim razie sens zapraszania ich do domu. Zawsze mi sie wydawalo, ze kiedy sie zaprasza gosci to wypadaloby sie starac zeby dobrze sie czuli. Mnie np. byloby przykro gdyby dziecko znajomych spotkala u mnie jakas nieprzyjemna sytuacja niezaleznie czy zasluzenie czy nie, zwlaszcza ze w przypadku dziecka 3latka trudno mowic o zasluzeniu i wydawalo mi sie ze to naturalne.
                                • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 07:31
                                  franczii z ust mi to wyjelas: " Mnie np. byloby przykro gdyby dziecko znajomych spotkala u mnie jakas nieprzy
                                  > jemna sytuacja niezaleznie czy zasluzenie czy nie, zwlaszcza ze w przypadku dzi
                                  > ecka 3latka trudno mowic o zasluzeniu"


                                  cersei: wedlug twojego rozumowania powinnam teraz powiedzec, ze kochasz zwierzatka (swoje, zaznaczmy) bardziej niz ludzi, wiec zapewne jestes jak Hitler, przez ktorego miliony ludzi stracily zycie... ale widzisz nie kazdy bedzie sie znizal do twojego poziomu. Tak glupiej baby dawno nie widzialam
                                • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 09:19
                                  franczii
                                  Nigdzie nie napisalam, ze nie ludzi bo mamy wielu znajomych, glownie z dziecmi i b. czesto sie spotykamy w roznych konfiguracjach. Kolezanka byla poznana na jodze i jeszcze malo znana, a o tym ze przyjdzie z dzieckiem i ze w ogole ma dziecko dowiedzilam sie otwierajc jej drzwi smile. Dolozylam jednak wszelkich staran zeby czuli sie u mnie dobrze, zwlaszcza gdy chlopiec nie dogadal sie z moimi corkami i wrocil do salonu.
                                  Nie napisalam tez, ze nie bylo mi przykro ze spotkalo go cos niemilego w moim domu, a bardziej troszczylam sie o kota, bo kot nie jest w stanie powaznie zagrozic dziecku, a dziecko, nawet male, kotu tak. Kot przebywa z dziecmi czesto bo je lubi po prostu, gdy ma dosc ucieka na drapak, nie atakuje - to niebieski rusek - jesli ktos zna rase to wie o czym mowie.
                                  Jedynym, jak dotad, pogryzionym w moim domu byl chlopiec, ale przez rodzona siostre wiec nie idzie to na moje konto smile.

                                  aurita
                                  Teoria, ze Hitler byl milosnikiem zwierzat zostala dawno obalona. Owczarki niemieckie, z ktorymi czesto sie pokazywal byly wylacznie elementem jego wizerunku. On bal sie psow, nawet Blondi, a one brutalnie ukladane baly sie jego.
                                  Warto doczytac smile
                                  Jak tak czytam Twoje wypowiedzi to jakos mnie nie dziwi, ze Twojemu kotu odbija, a pies atakuje dziecko...
                                  PS jesli chodzi o glupia babe, to mylisz sie, spotkasz ja codziennie. W lustrze smile
                                  • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 11:49
                                    a cersei ma dobrze ulozone kotki...eeeee.... ktore drapia tylko gosci: moze zla karme od ciebie czuja?

                                    Owszem kotu odbija, mlodym kotom czesto odbija i gonia "duchy", poluja na wszystko co oddycha. Nie wiedzialas? mam przygarnietego kota a nie jakiegos wyselekcjonowanego dziwolaga (z calym szacunkiem do milosniczek rasowych)

                                    a tu zdjecie dziecka , ktorego mamusia tez nie wiedzialaq, ze koty sa nieobliczalne... Warto doczytac smile

                                    Trzylatek zagrozeniem dla kota...


                        • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 15:29
                          no to dla Ciebie. i finito. gdzieś jest napisane, ze każdy człowiek jest wazniejszy niz jakiekolwiek zwierzę? w jakiejś biblii wszechświata? oświeć mnie. bo moja religia np. mówi, że jesteśmy równi. ludzie i zwierzęta.
                    • gladys_g Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 20:39
                      Bosz. Mój kot nie raz skarcił mojego syna i uważam, że miał do tego pełne prawo, jest w końcu 10 lat starszy i jest członkiem rodziny.
                      • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 21:12
                        Po tym poscie widze, ze interpretujecie niewlasciwie to co pisze:
                        Nie napisalam , ze kot powinien zostac skarcony za to, ze drapnal mniej lub bardziej rozwydrzonego trzylatka. Nie napisalam, ze kot powinien byc za to ukarany. Kot to kot. Moje potomstwo bawi sie z kotem i czasami obrywa od kota slusznie (wtedy dostaje jescze bure ode mnie: dziecko dostaje bure, nie kot) lub nieslusznie (bo kotu odbija i zaczyna na dziecko polowac, wtedy doradzam dziecku zlapanie kota i oddanie mu poprzez ugryzienie w ogon-raczej niewykonalne). Czym innym jest respekt do zywego zwierzecia i jego charakteru a czym innym pisanie, ze komus bardziej zalezy na zwierzaku niz na dziecku (nawet jezeli tak pomyslala to mogla sie ugrysc w jezyk)


                        gladys_g napisała:

                        > Bosz. Mój kot nie raz skarcił mojego syna i uważam, że miał do tego pełne praw
                        > o, jest w końcu 10 lat starszy i jest członkiem rodziny.
                        • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 15:38
                          czemu miałaby się gryŹć w język? bo coś, co ona wyznaje nie pasuje do Twojego światopoglądu? ja np. zgadzam sie z cersei, a Twoje podejście jest dla mnie z kosmosu. i co? będziemy udowadniać, kto ma właściwsze? czemu nie dasz jej prawo mieć swojego stosunku do takich spraw bez obrażania jej, że jest "głupia, durna, żałosna"?
                    • gorajka Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:19
                      a co mozna powiedziec o czlowieku ktory slowo glupota odmienia przez wszystkie przypadki komentujac zachowanie drugiej osoby?
                    • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 15:25
                      no ale nie wszyscy tak uważają. uważasz, ze jak ktos ma inna hierarchię wartości niz Ty to jest "żałosny"?
              • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 16:16

                Tak pilnowalas,ze nie wiesz co sie stalo?dobre.Nic nie musial dzieciak zrobic,wystarczy,ze poruszyl sie nie tak Jak to kotu odpowiada.Stawianie zwierzat wyzej od ludzi nadaje sie do leczenia.Szczescie,ze zadrapana zostala reka nie oko.
                -
                “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
                Autorem powyzszego zdania jest Moofka.
                • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 16:48
                  Nie bede siedziala obok dziecka kolezanki przez cala ich wizyte. Wybacz.
                  To chlopiec chcial sie bawic z kotem, jego mama pozwolila bo podobno maja kota u jednej z babc. Pokazalam chlopcu jak sie bawic - tamten babciny kot nie aportuje - wydawalo sie ze jest ok. Wyjasniam po raz kolejny - chlopiec nie plakal, zadrapanie nie bylo powazne, male i nie do krwi.
                  Kot jest towarzyszem zabaw moich corek, urodzil sie w domu gdzie sa male dzieci - nie wykazuje agresji bo ktos sie nie tak poruszy.
                  Tak, moje zwierzeta sa dla mnie czescia rodziny i sa wazniejsze od obcych ludzi. Kot jest u siebie i ma prawo czuc sie bezpiecznie.
                  Tak, ogolnie stawiam zwierzeta wyzej od niektorych ludzi. Los maltretowanych zwierzat pokazuje, ze niektorzy na mino ludzi nie zasluzyli.

                  edelstein napisała:

                  >
                  > Tak pilnowalas,ze nie wiesz co sie stalo?dobre.Nic nie musial dzieciak zrobic,w
                  > ystarczy,ze poruszyl sie nie tak Jak to kotu odpowiada.Stawianie zwierzat wyzej
                  > od ludzi nadaje sie do leczenia.Szczescie,ze zadrapana zostala reka nie oko.
                  • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:23
                    Ten trzylatek tez nie zasluzyl,skoro kot na pierwszym miejscu.Moje dziecko nie ma zielonego pojecia Jak obchodzic sie z kotami.
            • auto.auto Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:09
              edelstein napisała:

              >
              > Wymagasz od 3latka,ktory nie Ma Kota,by wiedzial Jak rozpoznawac gdy kot na dos
              > c?paradne.Jako wlascicielka zwierzaka powinnas byla pilnowac Kota,by nie zrobil
              > dziecku krzywdy,a skoro koty da nieprzywidywalne to tym bardziej.Gdybym byla t
              > woja kolezanka to ten kot mialby leb o 180stopni przekrecona.


              Edelstein, wielokrotnie czytałam, jak wypowiadasz się w innych wątkach i spodziewałam się, że jesteś kobietą z klasą - cóż, pomyliłam się. I matka dziecka i właścicielka kota powinny mieć oko na to co się dzieje między kotem a dzieckiem, ale kot z ukręconą głową... Nie zostawiłabym Ci pod opiekę ani kota ani dziecka.
              • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 16:07

                Matka dziecka,nie musi znac zwyczajow kotow,a juz tym vardziej tego konkretnego.Skoro autorka pilnowqla to jakim cudem jrj kot zadrapal dziecko.Nie cierpie rowniez stawiania zwierzakow na miejscu przed ludzmi.Mialam i koty i psy i nigdy nie ugryzly i nie zadrpaly zadnego z mych gosci.Zwierze atakujace czlowieka nie powinno istniec.
                • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 16:14
                  Nie pilnowala tylko siedziala z kolezanka i zerkala co robia. Zabawa wygladala niewinnie. Ale z daleka i nawet jesli zabawa wyglada niewinnie niezreczne dziecko moglo przypadkowo kotu cos zrobic nadepnac na lape. To nie musiala byc niczyja wina ani dziecka ani kota.
                • black-cat Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 19:34
                  Autorka pilnowała kota, nie dziecka. Dziecko miało mamę.
                  • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:23

                    Cos slabo pilnowala.
                • auto.auto Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 19:49
                  edelstein napisała:

                  >
                  > Matka dziecka,nie musi znac zwyczajow kotow,a juz tym vardziej tego konkretnego
                  > .Skoro autorka pilnowqla to jakim cudem jrj kot zadrapal dziecko.Nie cierpie ro
                  > wniez stawiania zwierzakow na miejscu przed ludzmi.Mialam i koty i psy i nigdy
                  > nie ugryzly i nie zadrpaly zadnego z mych gosci.Zwierze atakujace czlowieka nie
                  > powinno istniec.



                  O ludzie... Wystarczyło, że zwierzak się wystraszył natręctwem dziecka i zadrapanie gotowe. Zwierzak to zwierzak a nie zaprogramowany robot. Za to Twoje ostatnie stwierdzenie wbiło mnie w fotel.. Mam nadzieję, że nie należysz do tych, co wyrywają kotom pazury żeby nie drapały, a psom podcinają struny głosowe, żeby nie szczekały (wersja amerykańska).
                  • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:26

                    Zwierzeta nie Maja zadnego prawa atakowac dzieci.Widac po ilosci nieszczesc z udzialem dzieciakow Jak wlasciciele przejmuja sie wychowaniem zwierzakow.
                • m_incubo Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 19:54
                  .Zwierze atakujace czlowieka nie
                  > powinno istniec.?

                  Głupi ludzie też nie powinni istnieć.
                • premeda Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 09:44
                  To tak z 1/3 ludzkości powinna nie powinna istnieć. A jeszcze jak dodać zabawy wieku dziecięcego...
                  • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 15:41
                    np. trochę ematek tez by wymiotło.
              • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 15:40
                maiałaś edelstein za kobietę z klasą? big_grinD ile czasu czytasz to forum?
            • beliska Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:11
              > Wymagasz od 3latka,ktory nie Ma Kota,by wiedzial Jak rozpoznawac gdy kot na dos
              > c?paradne.Jako wlascicielka zwierzaka powinnas byla pilnowac Kota,by nie zrobil
              > dziecku krzywdy,a skoro koty da nieprzywidywalne to tym bardziej.Gdybym byla t
              > woja kolezanka to ten kot mialby leb o 180stopni przekrecona.

              Od swojej córki wymagałam odpowiedniego podejścia do naszych czy nie naszych zwierząt.
              Od dzieci obcych wymagam, by zostawiły nasze zwierzęta w świętym spokoju/poza tymi, które mają do zwierząt stosunek taki jak nasza córka/ i mają to respektować zarówno dzieci jak i rodzice. Dlatego jak dziecko nie slucha obowiązkiem rodzica jest przypilnować dziecko. Nie chce, to ja wkraczam, oczywiście w obecności rodzica. W moim domu nie pilnuję zwierząt, bo to ich dom. Jesli zwierzę stawarzałoby zagrożenie to oczywiście izoluję, ale nie koty, które nie rzucają sie na ludzi, wręcz unikają bliskich kontaktów.
              Jakbyś była na miejscu tej koleżanki, zanim zdążyłabyś się na mojego kota zamachnąc, wyleciałabyś razem z drzwiami, skoro nie potrafisz respektować praw panujących w czyimś domu i widząc, ze twoje dziecko męczy zwierzę, nie reagujesz.
              • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:20
                > Od dzieci obcych wymagam, by zostawiły nasze zwierzęta w świętym spokoju/poza t
                > ymi, które mają do zwierząt stosunek taki jak nasza córka

                No i dobrze, czyli obcych dzieci nie dopuszczasz do swoich zwierzat. Ale jesli juz dopuscisz to powinnas przypilnowac a rodzice ze swojej strony powinni przypilnowac dzieci.
                • seniorita_24 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:46
                  Małe dziecko zawsze trzeba mieć na oku po to aby nie zrobiło sobie krzywdy. Kot może się oddalić, schować a dziecko za nim. Nie wyobrażam sobie żebym ja lub ktoś inny nie patrzył co robią maluchy. Przy obcych zwierzakach (tzn.nie moich a znajomych lub rodziny) jestem obok lub jest ich opiekun po to aby mówić dziecku jak się bawić i podchodzić do zwierzaka żeby nie żadne z nich nie ucierpiało w takiej zabawie.
                  U mnie w domu koty mogą zwiać w takie miejsca, że nie złapią ich żadne małe rączki i tak najczęściej robią kiedy chcą. To, że moje dziecko jest dla mnie priorytetem nie znaczy, że pozwolę mu na męczenie zwierząt. Od tego jestem żeby pokazywać mu jak postępować ze zwierzętami i chronić obie strony.
                  Rodzic jest dorosły i to on powinien zwrócić uwagę dziecku że kot może go podrapać, żeby nie robiło tak czy inaczej, a przede wszystkim może spytać opiekuna zwierzęcia jak może bawić się ze zwierzakiem.
                  Jeśli ktoś uważa, że zwierze to zabawka to oburza go, że to czująca istota, która reaguje i nie daje sobie wykręcać kończyn jak pluszowa zabawka. Tyle, że taki człowiek nie zasługuje w pełni na to miano.
                  • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:04
                    Jestem i matka i wlascicielka psa.
                    Jako matka pilnuje dzieci kiedy chca pobawic sie z obcym zwierzeciem, zeby mu nie zrobily krzywdy, zeby zapytaly wlasciciela o zgode itp.
                    Jako wlascicielka psa poczuwam sie do odpowiedzialnosci kiedy z moim psem bawia sie obce dzieci nawet jesli w poblizu jest rodzic dziecka bo to ja znam mojego psa najlepiej. Skoro wyrazam zgode na zabawe cudzych dzieci z moim zwierzeciem to biore na siebie obowiazek chocby zeby pokazac dziecku zeby do psa od tylu nie podchodzilo lub zeby nie glaskalo go od gory o czym rodzice przeciez nie musza wiedziec. Zeby ostatecznie zwrocic uwage dziecku jesli robi mu krzywde a rodzice nie zwracaja uwagi.
                    • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:18

                      No i to jest odpowiedzialne podejscie.
              • szamanta Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:04
                beliska
                > Od swojej córki wymagałam odpowiedniego podejścia do naszych czy nie naszych zw
                > ierząt.
                > Od dzieci obcych wymagam, by zostawiły nasze zwierzęta w świętym spokoju/poza t
                > ymi, które mają do zwierząt stosunek taki jak nasza córka/ i mają to respektowa
                > ć zarówno dzieci jak i rodzice. Dlatego jak dziecko nie slucha obowiązkiem rodz
                > ica jest przypilnować dziecko. Nie chce, to ja wkraczam, oczywiście w obecności
                > rodzica. W moim domu nie pilnuję zwierząt, bo to ich dom. Jesli zwierzę stawar
                > załoby zagrożenie to oczywiście izoluję, ale nie koty, które nie rzucają sie na
                > ludzi, wręcz unikają bliskich kontaktów. Jakbyś była na miejscu tej koleżanki, zanim zdążyłabyś się na mojego kota zamac
                > hnąc, wyleciałabyś razem z drzwiami, skoro nie potrafisz respektować praw panuj
                > ących w czyimś domu i widząc, ze twoje dziecko męczy zwierzę, nie reagujesz


                Całkowicie podpisuje sie pod calym wpisem beliska,co do joty, a zwłaszcza podkreslony tekst mnie wpelni satysfakcjonuje wink
                Niektore dzieciaki bywają wnerwiające do zwierząt,a ich rodzice nie raczą reagowac na dokuczanie,czy zameczanie siersciucha.Wkoncu małolat pazura od kota zarobi calkowicie zasłuzenie(staje w takich sytuacjach w obronie kota) i moze wtedy dziecię zapamieta jak sie konczy upierdliwosc i namolna dokuczliowsc kici.Konsekwencje naturalne są uzasadnione hihih tongue_out Pacniecie pazurem przez kicie, to nie jest reka w paszczy pitbula .Juz nie rozczulajmy sie tak nam malym zlosliwcem
                • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:33

                  Poujadalas sobie?autorka nie Ma pojecia ci sie stalo,bo Kota nie pilnowala i nie ma pojecia dlaczego kot zadrapal dziecko.No,ale oczywiscie musial Kota meczyc,no musial.Przypomina mu sie Jak mego syna zaatakowal obcy pies"bo nie lubi dzieci",ci mnie k...a obchodzi ci jakos kundel lubi lub nie.Ma byc na smyczy i w kagancu Jak wylazi z nim.Pies mial niebywale szczescie,ze zdazyl zwiac i nix synowi nie zrobil oprocz przestraszenia go.Tak,tak wiem,pewnie to moje okropne dziecko go sprowokowalo bedac 10metrow od niego i trzymajac moja reke.
                  Aha i pogrozek o wyleceniu z drzwiami sie nie boje,dosc sie natrenowalam w zyciu i chlop 1.80nie jest Mi straszny.
                  “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
                  Autorem powyzszego zdania jest Moofka.
                  • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 19:54
                    Uff, maz ma 1.98 to moze da rade smile

                    edelstein napisała:

                    > Aha i pogrozek o wyleceniu z drzwiami sie nie boje,dosc sie natrenowalam w zyci
                    > u i chlop 1.80nie jest Mi straszny.
                    > “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co
                    > ja mam na sobie“
                    > Autorem powyzszego zdania jest Moofka.
            • kiddy Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:37
              Paradna to ty jesteś. To matka powinna pilnować swojego dziecka. Koty są nieprzewidywalne? Jak są ciągnięte za ogon, tarmoszone, albo gonione z wrzaskiem, to się bronią. Gdyby gość tylko tknął któregoś z moich kotów, bo jego dzieciak coś zrobił zwierzęciu, a to się broniło, to nie ręczyłabym za siebie.
              • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:50
                Ale Cersei nie wie, co dziecko zrobilo kotu. Uslyszala tylko pisk kota i placz dziecka. Rownie dobrze dziecko a mowa tu o niezrecznym jeszcze i nieskoordynowanym 3latku moglo zrobic cos zupelnie niezlosliwie wiec nie trzeba sie na niego rzucac z krzykiem. W takiej sytuacji, poniewaz to dziecko wyszlo odrapane a kot bez szwanku zamiast krzyczec na dziecko, co ono zrobilo warto bylo sie zainteresowac jego "obrazeniami" i wtedy troche inaczej by to wygladalo.
                • aurita Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 07:38
                  Ale cersei nie obchodzi czy trzylatek jest "winny" czy nie.

                  Moj zazwyczaj lagodny pies raz wystartowal do dziecka, ktore tylko przechodzilo kolo jego legowiska. I owszem pies zostal wyproszony do drugiego pokoju. cersei by zapewne poczekala az pies pogryzie dziecko, bo zwierzatka (swoje!) sa kochane a dzieciaki (obce!) juz nie....
              • edelstein Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 13:37

                Czekam na cytat o gonieniu,ciagnieciu itd.koty potrafia podrapac Jak ktos zbyt gwaltownie sie poruszy,nie trzeba koteczkowi nic zrobic.Oczywista,oczywistoscia jest,ze to dziecko jest na pierwszym miejscu.Nie wyobrazam sobie,by mozna bylo Kota stawiac wyzej niz goscia i to maloletniego.
        • bri Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:12
          Nie jestem za tym, żeby dzieci rozpieszczać czy przesadnie się nad nimi trząść, ale to co piszesz brzmi naprawdę dziwnie. Zaprosiłaś do siebie w gości koleżankę z kilkuletnim dzieckiem, ale oczekiwałaś, że nie będzie ich widać ani słychać, a Ty będziesz mogła zażywać spokoju bez żadnych ograniczeń? To jest po prostu nie realne mając w domu dwoje gości, w tym małe dziecko. Siłą Ci się zwalili do domu i nie miałaś nic do powiedzenia?
    • szamanta Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 18:16
      Generalnie moje poglądy na temat wych. dzieci roznia sie od wiekszosci rodziców, ale mam w swoim otoczeniu kilka bliskich rodzin,ktorzy posilkuja sie takimi samymi met.wych.Lecz w wiekszości odstaje poglądowo.Osobiscie nie toleruje przesadnego ,ale to juz niebywale mdlacego rozczulania sie na dziecmi i robienie problemow z duupy wyjetych, niemal z igły widły.Jestem zwolennikiem hierarchi w zyciu domowym (ostatnie zdanie nalezy do mnie z racji posiadanego statusu rodzica tongue_out)to sie tyczy glownie malych dzieci.Dzieci nie są najwazniejsze(priorytety ma inne)a sporo osób bulwersuje taki pogląd.Starsze nastoletnie nie są pod lupą trzymane,do czasu ,kiedy nie nadwyręzą nasz kredyt zaufania mają dużo sfobody w podejmowaniu decyzji(choc jest brana pod weryfikacje)ogólnie daje sie sparzyc i nie ubolewm nad ich bolesnymi konsekwencjami jakie ponosżą za własną glupote.

      Utulic i pożalowac moge ,kiedy np kolano zdarlo podtykajac sie ,czy zaliczając wywrotke na rowerze,czy kiedy brzuszek boli,nie kiedy wręcz nałogowo wchodzi po stol wariując, czy wchodzi w pokrzywy mimo ostrzezenia,ze zaboli, i dalej brnie w cos przed czym sie ostrzegalo.Zaboli to zapamieta ,o co gderającym rodzicom chodzilo.Wtedy nie jest mi szkoda efektu dzieciecej przekornosci.
      To są wlasnie konsewkencje naturalne (nie pisze tu o wypadkach mrozących krew w zylach,tyko takich klasycznych mało urazowych na codzien)
      • szamanta Re: Wychowanie dzieci a znajomi 21.05.13, 18:21
        szamanta napisała:

        > mają dużo sfobody w podejmowaniu decyzji

        Popr. swobody*
      • kiddy Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:44
        O matko, myślałam, że jestem jedyna na świecie smile
    • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 05:56
      Konfliktow nie mialam. Wprawdzie sa jakies roznice w wychowaniu dzieci miedzy mna a zwlaszcza jedna para znajomych i czasami sa sytuacje, ze mnie draznia ale poza tym znajomi dosc fajni wiec jestesmy ponad to. Spotykamy sie czesto, razem imprezy, pomagamy sobie ale juz na wakacje z ta para bym nie pojechala (chociaz z innymi znajomymi jezdzimy) bo na bank doszloby w koncu do tego, ze bysmy sie pozarli. Lepiej unikac nadmiernej ekspozycji.
      Najbardziej drazni mnie jak probuje mnie pouczac bezdzietny. Ale to sie bardzo rzadko zdarza.
    • kocianna Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 07:42
      Mamy znajomych, którzy mają całkowicie inny sposób wychowywania. Bardzo rzadko o tym dyskutujemy, problem bywa tylko wtedy, kiedy np. spotykamy się razem w czyimś domu i moja może chodzić boso, a ich nie. Oni by chcieli, żeby nasze dziecko dostosowało się do ich dziecka, czyli też założyło ciepłe skarpetki i kapcie... ale potem dzieci znikają z pola widzenia, a my zapominamy o sprawie.
      • e-milia1 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 08:05
        ja widze, ze te inne sposoby wychowania moga byc bariera. mam np. znajomych, ktorzy od czasu do czasu klapsuja dzieci i nie umiem siedziec cicho widzac to. znajomy kiedys zaczal ustawiac dzieci bedac u nas w domu. np. bawily sie w szafie-mamy taka szafe, w ktorej corka moze sie chowac bo nic tam w niej nie ma no i on awanture u mnie w domu zrobil bo w szafie sie nie siedzi. ta szafa sluzy glownie do chowania sie. czesto sa to pierdoly ale moga popsuc stosunki kolezenskie. najbardziej nie lubie gdy ktos probuje mi wmowic, ze jego metody wychowawcze sa najlesze wink
    • kerri31 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 08:37
      Konflikty nie ale odmienne zdanie tak.
    • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 10:43
      Przyszla mi do glowy a propos uciazliwych sytuacji spowodowanych roznicami w wychowaniu dziecitongue_out
      Kiedys okolo 20.30 w ciagu tygodnia dzwoni kolezanka, w tle slysze zawodzenie dziecka. Zawodzi 6latek bo 12latka nie posadzam. Kolezanka blaga mnie, zeby mogli wpasc na kawe albo zebysmy do nich wpadli chociaz na pol godzinki bo ich 6latek sie pobawic z naszym synem (rowiesnicy, koledzy z klasy). Mnie zatkalo doslownie. Ale pomyslalam, ze musza byc zdesperowani skoro dzwonia w takiej sprawie a nazajutrz od rana praca, szkola. Ich mlody nie odpusci. Tak go nauczyli. A 6latek to juz nie 2latek i nie zmeczy sie nawet po godzinie wycia.
      • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 10:53
        O rany, wspolczuje im i troche sie dziwie.
        Bo to juz najwyzszy czas zaczac wychowywac a nie ustepowac.
        A na uciazliwe wycie mozna kupic zatyczki do uszu...


        franczii napisała:

        > Przyszla mi do glowy a propos uciazliwych sytuacji spowodowanych roznicami w w
        > ychowaniu dziecitongue_out
        > Kiedys okolo 20.30 w ciagu tygodnia dzwoni kolezanka, w tle slysze zawodzenie
        > dziecka. Zawodzi 6latek bo 12latka nie posadzam. Kolezanka blaga mnie, zeby
        > mogli wpasc na kawe albo zebysmy do nich wpadli chociaz na pol godzinki bo ich
        > 6latek sie pobawic z naszym synem (rowiesnicy, koledzy z klasy). Mnie zatkalo
        > doslownie. Ale pomyslalam, ze musza byc zdesperowani skoro dzwonia w takiej spr
        > awie a nazajutrz od rana praca, szkola. Ich mlody nie odpusci. Tak go nauczyli
        > . A 6latek to juz nie 2latek i nie zmeczy sie nawet po godzinie wycia.
    • chipsi Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 11:27
      Mam bardzo dobrą koleżankę, miałam ją za przyjaciółkę dopóki nie podrosły nasze córki. Dziewczynki są w tym samym wieku. Koleżanki córka chodzi do prywatnego przedszkola bo, jak tłumaczy koleżanka, nie chce by się zadawała z łobuzami, na plac zabaw nie chodzi by się nie bawiła z byle kim, unika patologii (słowa koleżanki). Teraz unika spotykania się nas z dziećmi (nie zna nawet mojej córki). Cóż, wzięłam to do siebie, koleżanka widać nie chce by jej księżniczka zadawała się moją wieśniarą.
      • woman_in_love piękne 22.05.13, 12:24

    • dziennik-niecodziennik Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 12:20
      generalnie sytuacji z zerwaną znajomoscią nie rozumiem. tzn Ty piszesz ze koleżanka miala za nic Twoją ciążę, ale jednoczesnie masz za nic jej córkę.
      dla mnie jest oczywiste że kazdy chorni swoje dziecko, bo to naturalne. i nie mam pretensji za to, bo ciezko miec (chyba ze dochodzi do sytuacji krzywdzacych innych). dlatego gdy jestesmy gdzies w jakiejs grupie to staram się żeby nie robić kłopotów innym, ale jednoczesnie żeby zaspokoic potrzeby mojego dziecka. nie bede z padajacym ze zmęczenia maluchem popierdzielac na zwiedzaniu za resztą grupy, ale tez nie każę wszystkim sie spakowac i wracac bo ja tak chcę. jesli jestesmy uzależnieni od siebie to planujemy wszystko tak, zeby bylo w miare OK dla wszystkich.
      generalnie nie wtrącam sie do wychowywania czyichs dzieci o ile nikomu nie dzieje się krzywda. nie poróżniło mnie to z nikim, bo tez nikt z moich znajomych nie ma do mnie pretensji że zwijam żagle bo trzeba bedzie dziecko kłaść/nei moge przyjsc bo dziecko chore/cokolwiek.
    • daisy Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 13:26
      Jakoś nieprzekonująco brzmią te historie strasznych koleżanek i ich strasznych dzieci, które z rozpieszczenia (??) budzą się o piątej albo "coś" robią kotu i zostają podrapane. Ciekawie byłoby posłuchać drugiej strony, pewnie historie zmieniłyby się nie do poznania.

      A koty są nieprzewidywalne całkowicie. Nasza kotka, oaza spokoju, ku naszemu ogromnemu zdumieniu potrafiła rzucić się na bogu ducha winną koleżankę, nie wiadomo dlaczego. Śmieszne jest to przekonanie właścicieli, że potrafią przewidzieć zachowanie zwierzęcia - a przy dzieciach i śmieszne, i przerażające.
      • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 14:06
        Daisy
        kot i dziecko kolezanki bawili sie jakies 3 metry ode mnie w aportowanie pileczki.
        Spogladalam na nich czesto, patrzac czy wszystko jest ok, po jakims czasie uslyczalam pisk kota, krzyk chlopca i kot uciekl na najwyzsza polke drapaka.
        Jak zmienic taka historie?

        Moje corki ucze, ze kazde zwierze czuje bol, zmeczenie, sennosc, glod - tak samo jak czlowiek.
        Kiedy czuje sie zagrozone moze odpowiedziec atakiem.
        Nasza Kicia Matylda u poprzednich wlascicieli byla katowana, ma blizny i nie ma jednej lapki - tlumaczylam i tlumacze dziewczynkom, ze tak nie mozna postepowac i nie mozna pozwolic innym na takie traktowanie zwierzat.
        Widze zreszta, ze zupelnie inaczej, delikatniej traktuja Mati niz drugiego kota - z nim sie bawia, szaleja - ale on tez to uwielbia. Widze tez, ze potrafia zwrocic uwage innemu dziecku na niewlasciwe traktowanie zwierzecia.
        Mnie przez ponad 30 lat zycia nie podrapal ani nie pogryzl kot ani pies (z wyjatkiem maluchow kocich i psich - ale tez wylacznie zabawie) wiec chyba nie jest z tymi zwierzakami tak zle.
        Zreszta mam dwa koty, nie tygrysy, nie psy trudnej rasy wazace wiecej ode mnie, jesli nawet drapna to ani ja ani maz ani nawet dzieci nie przyplaca tego zyciem ani wielka trauma.
        Ale zgadzam sie, gdyby kot zaatalowal bez powodu dostalby bure (slowna rzecz jasna)

        PS Twoja kolezanka mogla np. pachniec psem, innym kotem lub perfumami, ktore zle sie koci kojarza. Z jej strony tez jakis powod musial byc smile
        • daisy Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 14:26
          Więc tak naprawdę nie wiesz, co się stało, kot prychał, dziecko płakało i było podrapane, ale na wszelki wypadek postanowiłaś nakrzyczeć na dziecko?
          Właściwie ja też mogłam wtedy nakrzyczeć na koleżankę... Sytuacja na wyjściu wyglądała identycznie: kot uciekł i prychał, ona podrapana. Jak widać, początek może być różny.
          Trudno się dziwić ewentualnym pretensjom koleżanki, mamy dziecka.
          • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:10
            Kot prychal po wszystkim, wczesniej bylo ok.
            Dziecko nie plakalo to byl jednorazowy krzyk auuu, ale POPRZEDZONY piskiem kota.
            Zadrapanie nie do krwi, z gatunku tych, ktore nastepnego dnia znikaja bez sladu.
            Zalozylam, ze kot nie piszczalby z bolu bez powodu, czy tez moze posadzasz mojego Stefana o zdolnosci aktorskie? smile
            Krzyknelam cos w stylu, co sie stalo, co mu zrobiles.
            Kolezanka miala pretensje, ze nie ukaralam kota, nie wiem, moze chciala zebym go uderzyla. A ja nie widzialam ku temu ZADNEGO powodu i stad awantura
            • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 16:13
              Twój kot ma na imię Stefan??
              kurde, myślałam, ze tylko mój stary jest taki powalony wink
              • cersei8 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 19:43
                Tak, a kotka jest Matylda, lubie ludzkie imiona dla zwierzat odkad w liceum poznalam kolezanke - wlascicielke szczura Zygmunta smile

                claudel6 napisała:

                > Twój kot ma na imię Stefan??
                > kurde, myślałam, ze tylko mój stary jest taki powalony wink
          • black-cat Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 19:50
            Jak idę do koleżanki, która ma kota i tłumaczę dzieciakowi, że nie męczymy (nie zbliżamy się) do zwierzaka, bo może zadrapać, to jak zadrapie nie mam pretensji do koleżanki. Jeżeli nie chcę aby kot zadrapał mi dziecko, z daleka omijam mieszkania ludzi, którzy koty mają, w ogóle to jeżdżę tylko samochodem i opłotkami przemykam do domu bo przecież taki nieobliczalny, wściekły kot może nagle wyskoczyć zza krzaka i zjeść mi dziecko.
            Kiedy odwiedzają mnie goście z dziećmi ostrzegam: kot zwykle śpi, ale to tylko zwierz i nie wiem co siedzi w jego puchatym łbie. A zatem proponuję zwierza zostawić w spokoju, który to spokój bardzo sobie ceni. Kot jest mało towarzyski, jak słyszy dzieci, zaszywa się w najdalszym kącie, ale dzieci czasami lubią polować na kota. Wtedy zawsze ostrzegam. Dzieci są więc ostrzeżone, mają rodziców, ja staram się sytuację kontrolować. Jak dadzą kotu popalić i kot się wkurzy, będą leczyć rany. Następnym razem kot będzie miał spokój.
            • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 06:00
              tłumaczę dzieciakowi, że nie męczymy (nie
              > zbliżamy się) do zwierzaka, bo może zadrapać,

              Aha czyli samo zblizanie to juz meczenie?tongue_out
              Nauczylam wlasne dzieci, ze maja szanowac zwierzeta oraz ich wole tzn. ze to zwierze decyduje czy chce sie bawic czy nie. Czasami jedno czy drugie przylatywalo do mnie z rykiem, ze kotek kolezanki czy tam piesek babci nie chce sie bawic i warczy do tej pory zdarza im sie przylatywac z tego powodu. Ale to trwalo sporo czasu. A jak juz dojdzie do kontaktu to tylko glupi nie pilnuje zwlaszcza jesli dziecko male. Gdyby moj pies drasnal w obronie wlasnej 3latka kolezanki to byloby mi cholernie przykro i tez bym sie poczuwala do cesci winy za to, ze nie dopilnowalam.
              • black-cat Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 09:34
                Powinnam była napisać ALBO. Znam koty do których dzieci zdecydowanie zbliżać się nie powinny. Jeżeli taki kot chowa się pod łóżko i groźnie na dzieciaka pofukuje to lepiej dla dziecka, kiedy zostawi kota w spokoju.
                Mój kot bawić się nie lubi. Z nikim. Lubi spać i mieć wszystko w czterech literach. W jego przypadku głaskanie przez dziecko to już męki. Nie drapie, nie gryzie, po prostu chowa się przed dziećmi. Rozumiem, że mam pozwalać wyciągać kota spod łóżka za ogon (takich zawodników też już miałam w swoim domu) bo dziecko chce się pobawić kotkiem? I jeszcze mieć wyrzuty sumienia jak kot dzieciaka drapnie?
                Są koty towarzyskie, które bawić się lubią. Ale koty mają pazury i nawet podczas zabawy mogą zadrapać. Od pilnowania dzieci są rodzice, a nie właściciele kotów. Właściciele kotów są od pilnowania kotów, coby im rozbrykane trzylatki krzywdy nie zrobiły tongue_out
                • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 12:26
                  Rozumiem, że mam pozwalać wyciągać kota
                  > spod łóżka za ogon (takich zawodników też już miałam w swoim domu) bo dziecko c
                  > hce się pobawić kotkiem?

                  Przeciez nigdzie tego nie napisalam ani nawet nie zasugerowalam.
                  Jak piesek powarkuje ostrzegawczo a kotek fuczy to moje dzieci musza sie obejsc smakiem na zabawe czy im sie to podoba czy nie, wczesniej bywalo ze przychodzily "poskarzyc" ze sie zwierze nie chce bawic a one przeciez tylko cos tam. Ale dyskusji nie bylo i sie nauczyly.

                  Właściciele kotów są od pilnowania kotów, coby im rozbrykane trzylatki krzyw
                  > dy nie zrobiły tongue_out

                  No w sytuacji Cersei to zabraklo i jednego i drugiegotongue_out

                  Ja w kazdym razie mam zuppelnie inne zdanie na ten temat. Jak juz pozwalam dzieciom znajomych na zabawe z moim psem to sie poczuwam do pewnych obowiazkow. I nadzoruje dzieci po to zeby psu nie zrobily nic ale to sie bezposrednio przeklada na bezpieczenstwo dzieci bo znajomi psow nie maja i nie wiedza kiedy dziecko zupelnie niechcacy maluch moze sie "narazic". I dzieki temu w temacie zwiarzat nigdy nie dochodzilo do zadnych zgrzytow ze znajomymi.
                  A gdyby mimo wszystko juz doszlo do takiej sytuacji jak miala Cersei, ze zwierze by zareagowalo w odruchu obronnym to nie krzyczalabym na dziecko "co mu zrobiles" bo dziecko najprawdopodobniej zrobilo cos zupelnie niechcacy zwlaszcza ze to 3latek.
                  • nanuk24 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 16:20
                    Podzielam zdanie. Dla mnie, wlascicielki dwoch psow, kota i matki dwulatka jest nie do pomyslenia drzec sie na podrapanego przez mojego zwierzecia, trzyletniego goscia.
                    To ja bym sie predzej czula glupio i wspolwinna zdarzeniu.
        • franczii Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 15:11
          Dziecko moze zwierzeciu zadac bol zupelnie nieumyslnie i niezlosliwie. Zwlaszcza takie, ktore nie ma czesto do czynienia ze zwierzetami i nie maja okazji sie nauczyc.
          Wiem bo sama mam psa i 2 dzieci.
      • czar_bajry Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 14:10
        A ja doskonale rozumiem o czym bergamotka pisze.
        Sama mam taką koleżankę- liczą się tylko potrzeby jej dziecka i jej.
        Nie ma znaczenia nic innego niż dobro jej dziecka- resztę można wymordować.

        Sytuacja z wczoraj- dzwoni do mnie :
        ona- słuchaj Radek zejdzie zaraz po Tomka i pójdą razem do szkoły
        ja- jestem w drodze do pracy ale zadzwoń do Zbyszka ( mój m) i umów się z nim co i jak i koniecznie powiedz mu żeby zadzwonił do mnie- to ważne.
        o- ok.

        Mijają dwie godz. dzwoni do mnie mąż i ... słuchaj Elu zadzwoniła rano Ania na komórkę Tomka i kazała mu czekać na Radka to razem pójdą do szkoły, zadzwoniła za 5 min i mówi żeby młody poszedł do windy bo jej już zjeżdża- to było jej załatwienie sprawy, zapewniła swojemu synowi doprowadzenie do szkoły gdyż mój od 2 lat chodzi sam a jej nie.

        Spotkałam ją po południu i mówię iż nie życzę sobie aby dzwoniła do mojego dziecka i wydawała mu polecenia- miała zadzwonić do Zbyszka i z nim się dogadać co i jak ponadto prosiłam ją o przekazanie wiadomości- och zupełnie wyleciało jej z głowy.
        A ja powinnam wyluzować gdyż w jej mniemaniu wszystko jest ok, nic się nie stało.
        A co by było gdyby młody był już w drodze do szkoły, kazała by mu zawrócić?

        A dla szukających dziury w całym- nie mogłam zadzwonić sama gdyż z racji niezapłaconego rachunku operator zablokował mi połączenia wychodzące. Tak płacę rachunki hurtowo i często przekraczam terminy.
        A mąż był mi potrzebny do wysłania potwierdzenia wpłaty i odblokowania usługi.

        I tak jest ze wszystkim co dotyczy jej i jej syna.

        ps.imiona zostały zmienione- wszystkietongue_out
        • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 16:18
          wprowadzily tylko zamęt. napisz to jeszcze raz tylko wstaw: ja, koleżanka, mąż, syn, syn koleżanki, bratowa, szwagier wink
    • annajustyna Re: Wychowanie dzieci a znajomi 22.05.13, 18:08
      Ja ostanio mialam spiecie z kolezanka, bo - taktownie jak tylko moglam - zwrocilam uwage, ze skoro juz i tak musi odbyc pare wizyt lekarskich z dzieckiem, to moglaby jeszcze pojsc do neurologa (maly ma 3 lata, wlasciwie nie mowi i generalnie jest dosc otepialy). No to sie dowiedzialam, ze moje dziecko (mlodsze o rok!) tez jeszcze malo mowi (a nieprawda, bo buzia sie jej nie zamyka) - jak to podsumowal moj maz: trafilam w sedno i nie tyle ja zostalam zaatakowana, co pewna oczywista oczywistosc...
      • claudel6 Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 16:20
        ma 3 lata, nie mówi, jest dośc otępiały i koleżanka nie zaniepokoiła się do tej pory? serio?? a widziała inne trzylatki?
        • annajustyna Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 19:27
          Widziala, ale twierdzi, ze jest po prostu bardzo niesmialy. A nie byl taki kiedys, wiem, bo znam go od pierwszego roku zycia...
    • podkocem Re: Wychowanie dzieci a znajomi 23.05.13, 00:29
      Moja Młoda obrzygała raz moja koleżankę.
      Ta nie tylko się nie obraziła, ale jeszcze zaprosiła mnie do SPA (tylko już bez dziecka) big_grin
Inne wątki na temat:
Pełna wersja