puza_666
28.05.13, 20:20
Chodze dzisiaj z mloda niedaleko domu, jest laczka i sciezka. Nagle zza krzakow wybiega naprawde duzy pies, jakas mieszanka nierasowa, ale ogromny i bez kaganca, za nim idzie wlascicielka.
Mloda uwielbia zwierzaki wiec do niego leci i chce sie z nim bawic. Ja za nia krzycze "Ostroznie bo pies duzy i bez kaganca!". Po czym lapie dzieciaka. Sory nie znam psa i bede ryzykowac ze rzuci mi sie na dwuletnie, dwukrotnie mniejsze dziecko. Zwracalam sie do dziecka, a ta babka jak na mnie nie wyskoczy. Zebym jej nie pouczala i sobie ustawe poczytala, ktore psy maja byc w kagancach a ktore bez i zebym sobie dzieciaka zabierala na plac zabaw a nie tutaj. Krew sie we mnie zagotowala bo ja nawet nie do niej mowilam tylko corki. Skonczylo sie na tym ze zwyzywalam ja od "zapchlonych..@!#!@$32" i teraz mi troche wstyd, ale czasem jak strace panowanie to jestem nieobliczalna! To jest ok ze wilelkie potencjalnie niegroznie psy maja prawo sobie bez kagancow latac a ja mam zamykac dziecko na placu zabaw?????? Tylko psy z listy tych "niebezpiecznych" musza byc w kagancu a reszta hulaj dusza?