kocianna 31.05.13, 09:38 Jest tu na forum parę ekspatów zawodowych, zmieniających kraje co kilka lat i ciągnących rodzinę. Jakie są wasze doświadczenia? Jaki jest rachunek zysków i strat, zwłaszcza w przypadku dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:08 Też jestem ciekawa, dla mnie to włóczykijostwo i współczuję dzieciom, zwłaszcza jeśli trafił im się osobnik o naturze domatora i przywiązujący się do miejsca i ludzi. Nigdy nie rozumiałam włóczykijów (chyba że zachodzi wyższa konieczność np. ekonomiczna), kilka lat tu, kilka tam i te dzieciaki nieszczęsne przerzucane to tu, to tam jak worek kartofli Jak "Latarnik" Sienkiewicza, ale latarnik był chyba bezdzietny. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:23 Można wyjechać jak dzieci są małe. Potem dać im skończyć edukację podstawowa i średnią w jednym miejscu. Potem przychodzi praca i studia. Dzieciaki wtedy same mogą już chcieć wyjechać. Gdzie tu tragedia? To raczej normalne życie w naszych czasach, w Europie. Odpowiedz Link Zgłoś
kocianna Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:31 Średni ekspacki kontrakt to 2-4 lata. Nijak nie da się skończyć szkoły w jednym systemie, chyba że pracodawca opłaca szkoły międzynarodowe. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:33 To chyba nie znam rodziny w takiej sytuacji. Ja uważam (teoretyzując), ze wszystko zależy jakie jest dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 14:36 Kilkukrotna zmiana z systemu na system mnie by przerosła. Dwa lata po rosyjsku, trzy lata po francusku, dwa lata po angielsku? Niemożliwe. Plus jednak programy solidnie się różnią, z matmą włącznie. Na taki układ dla swojego dziecka bym nie poszła, mimo wszystkich zalet. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 15:02 Znowu doświadczenie przyjaciół. Ma związek nie tyle z systemem szkolnym, co językami. Dziewczynka wtedy dwujęzyczna, oprócz tego trzy inne języki często obecne w domu (jeden z rodziców lingwista i maniak językowy) . Posłano ja do szkoły z jeszcze innym językiem (o którym wiadomo było, że i tak będzie jej trzecim językiem). Grzeczna i przemiła dziewczynka (5 lat) piewrszego dnia wpadła w histerię i pogryzła inne dzieci (a do szkoly chciała iśc bardzo) . Przyczyna: o jeden język za dużo. Po dwóch tygodniach przeniesli ją do szkoly z jednym z jej ojczystych języków i wszytsko wróciło do normy, a dziecko szczęśliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
lily-evans01 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 21.06.13, 21:19 A ja zazdroszczę expatom. Mnie nudzi otoczenie max po 3 latach, mieszkanie, praca, kierunek rozwoju zawodowego . Bardzo chętnie bym się przeprowadzała co rusz do innego kraju. Co do dzieci - zadbałabym też, żeby skończyły polską szkołę. A za granicą - szkoły pracujące w systemie międzynarodowym, kompatybilne niezależnie od kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 21.06.13, 21:32 I nudzą Cię też faceci na stałe, wolisz żonatych. Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:32 Na tym forum nie ma żadnych ekspatów zawodowych, są tylko znudzone żony ekspatów, wymądrzające się z pozycji wygodnie umoszczonej kwoki na grzędzie. Nie spodziewaj się prawdziwych odpowiedzi, wszak wiadomo, że ich życie to cud, miód, malina. Jeśli chodzi o dzieci ekspatów, to są na temat badania. Część z nich (o dziwo bardzo mała), nie daje sobie rady z ciągłymi przenosinami i ćwiczy później w życiu różne schizy, ale zdecydowana większość przeistacza się w ludzi twardych emocjonalnie jak rzemień i odnoszących spore sukcesy w życiu. To taki zimny wychów cieląt a la angielska szkoła z internatem - kogo nie zabije, tego wzmocni. Znam wiele dorosłych dzieci ekspatów i niektórzy z nich to zimne sqrwysyny. Inni całkiem sensowni. Wszyscy na poziomie, z biegłą znajomością języków i różnych kultur. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:33 Jak są badania to się nimi pochwal. Odpowiedz Link Zgłoś
riki_i Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:42 No na pewno z leżaka przy basenie w Ayia Napa będę teraz szukał linków do badań! czytałem kiedyś takowe i tyle. spadaj na drzewo Ps. A tak w ogóle, to nie pamiętam abyś przy okazji wygłaszania swoich lewackich bredni podawała do nich kiedykolwiek inne podglebie niż własne widzimisię. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:44 No tak, nie zaskoczyłeś mnie tym postem... Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:36 >Na tym forum nie ma żadnych ekspatów zawodowych, są tylko znudzone żony ekspatów, wymądrzające się z pozycji wygodnie umoszczonej kwoki na grzędzie. Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:38 No to jest ból, co? Jakby ktoś w kostkę kopnął lub w coś innego panowie, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:36 Z doświadczenia znajomych i przyjaciół - ..różnie bywa. Znam trójkę dzieci, które mieszkały do czasu podjęcia studiów w 4 państwach. Moim zdaniem nie brakuje im specjalnie niczego ani emocjonalnie ani intelektualnie. Znam rodzinę gdzie jedynaczka w wieku 15 lat , przy 3 przeprowadzce , wymusiła na rodzicach powrót do "domu" i zamieszkała z ciotką, bo chciała stabilizacji w przyjaźniach. Znam też rodziny, które ze względu na dzieci tak zorganizowały swoje życie (np poprzez zmianę pracy), żeby zaktowiczyć się gdzieś na dłużej. Zaletą takiego trybu życia na pewno jest bezcenne doświadczenia i, w niektórych wypadkach, znajmość języków (akurat dzieci moich znajomych specjalnie na tym nie skorzystały bo cały czas obracały się w kręgu swoich języków). Wadą - brak stabilizcji w przyjaźniach. Odpowiedz Link Zgłoś
przystanek_tramwajowy Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 10:58 Myślę, że łatwiej gdy tak podróżuje rodzeństwo. Wtedy są w stanie nadrobić we własnym gronie relacje społeczne, których im brakuje. Natomiast nie ciągałabym tak na pewno dziecka niestabilnego emocjonalnie i z problemami, o których ciągle na tym forum pisze autorka wątku. Dla mnie to forma rodzicielskiego sadyzmu. Choć na pewno znajdzie się dla niego mnóstwo pięknych, wzniosłych uzasadnień. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 14:38 A jakie ma problemy? Z tego co czytałam to po prostu ponad miarę rozpuszczone pannisko. Odpowiedz Link Zgłoś
przystanek_tramwajowy Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 15:16 gazeta_mi_placi napisała: > A jakie ma problemy? Z tego co czytałam to po prostu ponad miarę rozpuszczone p > annisko. Ach! Dzisiaj dyżur ma PAN gazetka. No to sobie poczytamy: o rozwydrzonych bachorach, leniwych krowach (to o żonach będących na utrzymaniu mężów) i emigrantkach-wiecznych zmywakach. Przymierzam się do zrobienia katalogu wypowiedzi rozmaitych współpracowników agory występujących pod wspólnym pseudo: gazera_mi_płaci. Może wyjść fascynujące studium osobowości bardzo aż do przesady wręcz wielorakiej. Odpowiedz Link Zgłoś
volta2 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 11:03 moje doświadczenia są żadne w temacie w sensie - osobiste, natomiast te dzieci, które się z nami "zaprzyjaźniły" - to różnie z tego co widziałam - i ponoc potwierdzają to spece - najlepiej w sensie rodzinnym mieć dużo dzieci - tak, by socjalizacja i przyjaźnie zawiązały się najpierw w domu, a to co na zewnątrz może wtedy być przelotne. i takich rodzin, z 4 i więcej dzieci było wśród naszego środowiska sporo. oczywiście dzieci w konfiguracjach różnie, czyli co rok-dwa, piątka, szóstka albo dwójkami po dwoje np. 14-13 i potem 7-8 lat. fajne w sumie te rodziny. każda z tych rodzin miała jednak "stałą" bazę, gdzie wyjeżdżało się do swojego domu, do swoich ciotek itp. na każde wakacje i przerwy christmas. przy czym w wielu przypadkach wyglądało to tak, że kontrakt możliwie najdłużej(np. dla singla 2 lata a tam gdzie są dzieci nawet i 4) a potem "powrót do bazy" na rok, dwa i dopiero kolejny wyjazd gdzieś. mało kto jeździł tak non stop ale byli i tacy, też z dziećmi. rekordziści, nie byli w bazie 17 lat ale wyglądali na bezdzietnych lub dzieci już były na swoim. zyski - tak naprawdę dla dziecka raczej niewielkie(mityczne języki to tak naprawdę język domu i szkoły, niewiele ponadto) mityczne poznawanie kultur - dziecko zna dom i szkołę, resztę ogląda raczej jak przez szybę, szczególnie w przypadku krajów dzikich, gdzie przeciętna rodzina i tak na łikend śmiga na najbliższą plażę(do Dubaju, Tajlandii w naszym przypadku) a po kraju w którym pracuje boi się poruszać. poza tym- to poznanie kultur to jest ok dla dorosłego, który zdaje sobie sprawę z odmienności i egzotyki. jak wiadomo dzieci łykają większość historii bezrefleksyjnie, jako normę, i nie czują wyjątkowości spraw i zdarzeń. (trzeba sikać "na Małysza" w operze- to się sika i traktuje jako normę, trzeba matkę w szmaty przyodziać, to widać trzeba, ok) to co jest na plus - to wyrobienie nawyku przystosowania się do każdej sytuacji, bez większego stresu. ale -stracone przyjaźnie, ale chaos, wchodzenie do nowego środowiska, jest trudne i nie ma co się czarować, że nie. odpowiedzieć sobie można na pytanie czy ja bym tak chciała być poddawana takiej próbie? ale nie ja - jako dorosła, tylko jako wczesna nastolatka? i późniejsza... ja widzę u swojego syna, że "emigracja" w sensie wzmocnienia charakteru, czy nabycia obycia to nie dała mu wiele, jest taki sam jak był. jest tylko lepszy językowo od reszty i to widać, nic ponadto. ale oczywiście gorszy językowo w ojczystym języku i to też widać. więc wielkich plusów nie ma. ale - jak trafi się kolejny "kontrakt życia" to nie będziemy się zastanawiać dzieci nas przed nim nie powstrzymają. propozycje średnie - ze względu na dzieci jeszcze mąż odrzuca. ale jak kryzys dopadnie - to nie wiadomo czy odrzuci. rozważamy również w najgorszym z najgorszych wariancie, że dzieci zostaną w Polsce ze mną a mąż wyjedzie sam(no ale to już w sytuacji noża na gardle i braku sensownej pracy w kraju)- w imię nieszarpania dzieci emocjonalnie. inna sprawa, że w twoim przypadku rodzina i tak jest osobno - rozważałabym przekazanie dziecka ojcu, jeśli on jest zawodowo i rodzinnie bardziej stabilny. chyba że córka bardzo nie chce do ojca, lub jeśli bardzo chce w nowe miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 11:39 Dla mnie ogromnym zyskiem dla dziecka jest uświadomienie (i to na podkorowym poziomie) że świat jest nieprawdopodobnie zróżnicowany. Że gdzieś wchodząc do świątyni zdejmujesz kapelusz, gdzieś - zakładasz, a gdzieś - zdejmujesz buty. Że gdzieś człowiek elegancki je nożem i widelcem, gdzieś - tylko widelcem, a gdzieś - palcami. Że każdą nację spotykały rzeczy straszne i ma swoje karty mało chwalebne. Że pewne rzeczy są nieważne (kolor skóry) a pewne znaczą więcej (typ kultury). Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 14:47 To można nauczyć dziecko spokojnie w domu, czytając książki, oglądając programy dokumentalne bądź nawet raz w roku wyjeżdżając na wakacje w egzotyczne miejsca. Swoją drogą u nas w klasie była jedna taka dziewczynka (jedynaczka), której rodzice co pewien czas wyjeżdżali na kontrakty zagraniczne, to było jeszcze w czasach gdy zagraniczne wycieczki, nawet wakacyjne były mało dostępne dla tzw. ogółu. Powiem jedno, takiej ilości pogardy jaka ta dziewczynka miała w stosunku do innych ludzi, głównie tych uboższych albo naszego klasowego "kozła ofiarnego" albo dla mniej modnie ubranej dziewczynki bądź nawet ubogo wyglądającej przechodzącej dorosłej kobiety to naprawdę ze świecą szukać. Nawet niektórym dorosłym trudno było dorównać pogardzie wobec innych jaką miała ta dziewczynka w sobie. Co ciekawe jej rodzice na oko to byli skromni z zachowania, spokojni ludzie, nie zadzierający nosa (matka dziewczynki czasem umawiała się z moją). Odpowiedz Link Zgłoś
fanny Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 11:19 Jako jedna z tych kwok odpowiem Jesli chodzi o nasze doswiadczenia, ktore sa w sumie dosc ograniczone (wyjechalismy z wczesnymi nastolatkami i obydwoje nie mieszkaja juz z nami), to latwiej zaczac z mlodszym dzieckiem niz ze starszym. Szybciej akceptuje bycie third culture kid i czuje sie z tym ok, czyli normalnie. Zyski to wlasnie bycie TCK, co i starsze dziecko zaczelo doceniac, mimo zrobienia sobie przystanku w Polsce, gdzie obecnie studiuje (choc wybral studia po angielsku). Na master's wybiera sie w swiat. Nie wiem czy mozna uznac to za strate, bo oboje to zaakceptowali, choc straszemu bylo nieco trudniej, jest to, co my rodzinnie nazywamy "byciem baba z broda" kiedy pojawiaja sie w bardziej homogenicznych srodowiskach. Napewno zyskiem jest swietna edukacja, ktora odebraly (choc w Polsce tez chodzili do miedzynarodowej szkoly), szeroko pojete obycie, zobaczenie mnostwa miejsc i poznanie na swojej drodze ogromu fantastycznych ludzi, brak uprzedzen i takie poczucie, ze moga wszystko. To wydaje mi sie chyba najcenniejsze. f. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 11:26 Znam takie rodziny, ale nie na tyle blisko/długotrwale, by się wypowiedzieć. Jest parę książek o wychowywaniu tzw. nomadic kids, ale i tych nomadów jest wiele gatunków. Co innego ktoś, kto skacze co dwa lata, a co innego ktoś, kto przenosi się powiedzmy po sześciu. Co innego jedynak, co innego rodzina z czwórką dzieci w zbliżonym wieku, w dodatku lubiących się wzajemnie. Co innego ktoś, kto ma gdzieś jakąś kotwicę czy cel, a co innego ktoś pływający po fali. Ja wolałabym tego uniknąć, zwłaszcza w okresie burzy i naporu. Czyli np. cała średnia szkoła w jednym miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
heca7 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 11:49 Miałam taką koleżankę na studiach. Jej rodzice ciągle podróżowali. Pracowali w dyplomacji. Ona była jedynaczką. W wieku 16 lat postanowiła wrócić do Polski. Rodzice byli niezadowoleni. Wróciła do babci. Miała jakieś problemy w liceum i musiała powtarzać rok. Tymczasem rodzice jak już pogodzili się z faktem , że córka definitywnie nie będzie z nimi jeździć to już pół roku później oświadczyli jej przez telefon , że mama jest w ciąży I tak ma 17,5 roku młodszego brata. Odpowiedz Link Zgłoś
kocianna Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 12:01 Ooooooo, bardzo, bardzo dziękuję! Odpowiedz Link Zgłoś
valtho Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 12:47 Z obserwacji z boku - mam przyjciółkę, która od dziecka podróżowała z rodzicami dyplomatami - zmiana kraju co 2-4 lata. Problemu zasadniczo nie było pod warunkiem, że nie zmieniała systemu szkolnego. Najtrudniej było, gdy jako nastolatka trafiła do niebezpiecznego kraju, gdzie było duże zagrożenie porwaniem, wtedy jej życie toczyło się między domem, szkołą i klubem dla cudzoziemców, aczkolwiek specjalnie źle tego nie wspomina, może z powodu, że wszyscy jej znajomi mieli identyczne ograniczenia. Przyjaznie mozna utrzymac - znamy sie od 10 roku zycia i mimo ciaglych wyjazdow równiez teraz (pracuje w dyplomacji) i mamy stały kontakt. Ponadto na codzien obserwuje dzieci ekspatów w jednej zagranicznych szkól w Warszawie i mam wrazenie, że te dzieci więcej zyskują kultrowo/swiadomosciowo niz tracą przenosząc się z kraju do kraju. Natomiast nie wyobrazam sobie w takiej sytuacji zabierania dziecka z jednego systemu szkolnego do drugiego, większość znanych mi rodzin ekspackich wybiera szkoły angielskie, amerykanskie lub francuskie w związku, z tym, że można je znaleźć prawie w każdym kraju. Najbardziej idealni są pod tym względem Frncuzi, bo jako jedyni mają bardzo ujednolicony program szkolny. A kontakt z kulturą w "dzikim" kraju zależy głównie od nastawienia rodziców, chyba że w grę wchodzą kwestię bezpieczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
alyeska Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 13:06 Mase bylo napisane na ten temat. Z wlasnego podworka my jestesmy taka rodzina, po 1- 2- 3 lata w jednym kraju. Moj starszy synek 10 lat ma teraz, mieszkal juz w 4 krajach. Najgorszy jest okres tranzycji, miedzy jednym krajem a drugim, gdy sie pozegnalas z ludzmi a jeszcze nie poznalas nowych. Nie oswoilas nowych miejsc itp. Trwale przyjaznie to nie za bardzo w moim srodowisku sie ma bowiem wiekszosc kolegow dzieci maja z takich samych rotacyjnych srodowisk wiec albo my albo oni wyjezdzaja. Niektore znajomosci jednak utrzymujemy i udaje nam sie spotykac na wakacjach lub wzajemnie sie odwiedzac. Moje dzieci nie znaja innego zycia do tego stopnia, ze kiedys sie dziwili moim bratakom : " dlaczego oni wciaz na jednym miejscu?". Jak mozemy lagodzimy im z mezem ten okres przejsciowy, zawsze mamy wspaniale wakacje pomiedzy przenosinami. Dzieci skupiaja sie wiec na tym a mniej na wyprowadzce. Moje potomstwo na szczescie ( rodzenstwo wiec ma siebie ) a szczegolnie starszy syn jest niebywale towarzyski i inteligencje emocjonalna ma rozwinieta na najwyzszym poziomie, po jednym dniu w nowej szkole juz ma kolegow i adaptuje sie jak bakteria - wszedzie. Mlodszemu nie zalezy specjanie na kontaktach, woli byc sam ale tez jest bardzo lubiany i korzysta ze znajomosci brata. Obaj sa niebywale otwarci i dla nich nawet juz teraz " sky is the limit" . Miedzynarodowe szkoly sa rewelacyjne ( przynajmniej te do ktorych uczeszczali). Z moich wieloletnich obserwacji innych rodzin w takiej sytuacji wynika, ze jest wiecej plusow i niz minusow. Co wiecej te same dzieci, ktore mialy takie nomadowe dziecinstwo wybieraja taka sama sciezka kariery jak ich rodzice czyli funduja je swoim dzieciom. Znam tylko jedna rodzine expacka ( z kilkudziesieciu ), ktora miala problemy z nastolatka ale nie wiem czy nie byly one bardziej uwarunkowane klopotami w tej wlasnie rodzinie niz stylem zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
helufpi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 13:00 Ekspat to brzmi jakoś tak dumniej i nowocześniej niż mrożkowski emigrant Znam jednego gościa, który edukację odbył w szkołach przy ambasadach. Na pewno bardziej niż inni docenia wartość edukacji na świetnym poziomie (dzieci chodzą do doskonałej szkoły). Ale też bardziej chyba docenia stabilizację i zakorzenienie w społeczności lokalnej (dom, stała praca w administracji, ten sam program edukacyjny dla dzieci od przedszkola do liceum). Znam też bezdzietną parę naukowców, którzy robili doktoraty i postdoki w różnych krajach. Nie sprawiają wrażenia najbardziej zadowolonych z życia ludzi, ale może to taka polska poza malkontencka. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 13:02 Ekspat wyjeżdża czasowo i może skakać po krajach. Emigrant wyjeżdża w jedno konkretne miejsce, w którym ma zamiar zamieszkać na stałe. Na pewno są też przypadki płynne, ale jednak zasadniczo obie grupy są różne. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 14:50 A emigrant który dwa lata zmywa (to tylko przykład) garnki w Irlandii, potem trzy lata w Anglii, a kolejne cztery w Niemczech to ekspat czy nie? Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 15:32 Uzależniłabym to zdecydowanie od planów pomywacza. Czy chciał się osiedlić, czy zakładał przeskakiwanie z miejsca na miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 15:26 I to jest ten wąski, plynny wspolny margines. Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 17:07 Moge opowiedziec o obecnym boyfriend mojej corki. Syn dyplomatki, z ktora cala rodzina objechala wszystkie kontynenty. Chlopak (dzis dorosly facet), do skonczenia high school, najdluzej mieszkal i chodzil do szkoly 3 lata we Francji, najkrocej chyba 3 czy 4 miesiace w Laosie. Dopiero gdy poszedl na studia, mieszkal "ciegiem" w jednym miejscu 6 lat (bachelor + Master's na tym samym uni, co jest nietypowe ale w jego przypadku bylo swoistym odreagowaniem wczesniejszych przeprowadzek ). Facet jest wyksztalcony, obyty (bywaly na tzw. salonach, o ktorych jakos ostatnio sporo w watkach ), biegly w 4 jezykach i dogada sie w jeszcze 2 w miare OK (m.in. rosyjski), przezyl niesamowite przygody i ma fantastyczne wspomnienia z dziecinstwa "po swiecie" (zyrafa zagladajaca do klasy przez okno etc.), ma znajomych wlasciwie "wszedzie", gdy podrozuja z moja corka to nigdy nie musza sie zatrzymywac w hotelu - albo on, albo ona kogos gdzies zna (w zamian, my goscimy roznych ich znajomych u siebie) No i znalezienie zatrudnienia to nigdy nie byl dla niego problem - network powstal mimochodem. Chyba trudniej mial jego ojciec, ktory bywal na utrzymaniu zony, bo w niektorych krajach nie mogl pracowac ale to jest bardzo sensowny pan i rozbudowal bardzo imponujaco swoja dzialalnosc charytatywna. Boyfriend Irki ma tez dwie siostry blizniaczki, mlodsze od niego - im zawsze bylo latwiej, bo mialy siebie wzajemnie dokadkolwiek nie docierali wiec nie musialy, tak jak on, zaczynac od budowy relationships/friendships. Ale to ma i swoje dobre strony - on jest taki "tutejszy" wszedzie gdzie sie zjawi - rzucic go w srodek nieznanego miasta i za chwile bedzie wiedzial gdzie sklep z chlebem, gdzie przystanek autobusu, gdzie pub, gdzie skrzynka pocztowa i zaraz bedzie znal co najmniej 3 osoby chetne mu pomoc w czymkolwiek by nie potrzebowal Po odreagowaniu dziecinstwa w drodze i tych 6 latach w jednym miejscu, juz teraz sam jest tak zatrudniony, ze musi sie przemieszczac. Zarowno on jak i jego siostry uwazaja, ze mieli wspaniale dziecinstwo i sadzac po tym jakimi sa dzis doroslymi ludzmi to tak pewnie bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 17:50 gastarbeiter expaci to najaczesciej dyplomaci, wykwalifikowani specjalisci, dyplomaci, misjonarze albo zolnierze (za Pollock i Reken) Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 31.05.13, 17:41 Chetnie porozmawiam, ale na priva, a nie tu. Czytalas cos o TCK? Moje dzieci to klasyka gatunku. Jedyne, co je przeraza, to powrot na stale do Polski. Gdybym rzucila, ze zmieniamy kraj za 2 miesiace, to juz by sie pakowali. Mam troche doswiadczenia tez z repatriacja i ze zmiana kraju naturalnie. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 09:29 A swoją drogą, zdradziłabyś kierunek ewentualnej przeprowadzki? Odpowiedz Link Zgłoś
allatatevi1 Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 12:53 Wiesz co to naprawdę zależy gdzie - w takim Madrycie czy Barcelonie to takie dzieci nie mają szans czuć się źle, bo tam na 20 dzieci w klasie może czworo to są dzieci obojga rodziców z tego konkretnego miejsca. Większość dzieci pochodzi tam z rodzin wielonarodowych - ta ma ojca Anglika, ten mamę Polkę. Z tym mama rozmawia po katalońsku a ojciec po kastylijsku (Hiszpania to jeden kraj, a oficjalnych języków jest tam 4). Mnóstwo dzieci, które urodziły się w Nikaragui, Algierii i przyjechały z rodzicami do Hiszpanii. Ja nie jestem dobrym przykładem bo wyjechałam jako dorosła, 19-letnia kobieta, ale to ja na początku czułam się "dziwnie", bo jestem 100% Polką, urodzoną w Polsce tymczasem poznawałam ludzi i 50% z nich ma jakieś tło wielonarodowe: ten jest Włochem, ale jego mama jest z Syrii, ten tez Włochem ale ojciec z Urugwaju, ta jest Belgijką ale zna parę słów po polsku bo dziadkowie to Polacy. Ten ma rodziców Chorwatów, ale urodził się w Niemczech. Ta jest Niemką, ale jej babcia to Francuzka. Ta jest Francuzką, ale jej dziadkowie są z Algierii. Ten urodził się w Chile, ale jego rodzice są Węgrami. Myślę, że mnogość kultur to znak naszych czasów. A zmiana miejsca - nawet w moich czasach, w mojej 100% polskiej szkole były dzieci - co przeprowadzały się z rodzicami bardzo często - i z tego co pamiętam były często gwiazdami w naszej klasie, bo my w jednym sosie przez parę lat, a oni byli powiewem świeżości - przywozili do nas powiedzenia z innych części kraju, gry itp... Jedyną osobą ktora się potwornie litowała nad takimi "ciąganymi" dziećmi była pani od biologii - kobieta ktora się nie myła, śmierdziała potem a latem spod krótkich rękawów bluzki wystawały jej nieogolone "miotły" spod pach - ta to wiedziała co dla dzieci dobre i miała wyrobione zdanie na każdy temat. Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 17:00 no wlasnie wiele osob wspolczuje moim dzieciom, a one nie rozumieja, dlaczego Odpowiedz Link Zgłoś
azjaodkuchni Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 17:24 Ja znam dość blisko jedną taką polską rodzinę co kilka razy kraj zmieniała. Dzieciaki nawykłe do zmian wiedzą, że mieszkanie i szkoła są na jakiś czas i tyle. Zawsze za to wloką ze sobą meble, pościel i obrazki na ściany. Rodzina o tyle ciekawa, że z każdego miejsca wywożą przyjaźnie dorosłe i dziecięce i potem się goszczą odwiedzając stare miejsca lub lądując w zupełnie nowych, bo tam mieszka ktoś z kim się przyjaźnili 4lata wcześniej mieszkając w Szwajcarii. Mają dwoje dzieci 10 i 5 lat chłopaki w systemie Ib by łatwiej było zmieniać szkoły miedzy krajami . O tyle ważne, że w każdym prawie kraju znajdzie się szkoła z systemem IB. Moim prywatnym zdaniem dzieciaki są świetne. Mówią trzema językami, są otwarte i ciekawe świata. Oni planują tak żyć aż do emerytury w Polsce mają dom więc w razie podwinięcia nogi jest gdzie wrócić chociaż zakładają , że wtedy będą pchać dzieci w program IB mimo tego, że dzieciaki z polskim radzą sobie zupełnie nieźle ( jak na dzieci dla których polski to jezyk jedynie domu , bo młodszy się w świecie urodził) Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 18:20 W Polsce nie ma zrozumienia dla takich dzieci. Moje byly traktowane jak cudzoziemcy. Wlasciwie one nigdzie nie sa w 100% u siebie. Cos za cos, bo w zamian maja inny oglad swiata. Zamiast niedzielnego rosolu dostaja zupe rybna w roznych portach swiata. Myslalam, ze nam sie uda wrocic bezbolesnie do kraju, nie udalo sie. Kto raz poczul swieze powietrze i brak kotwicy, i ma gen Wloczykija, nie zadomowi sie juz nigdzie. Przerazajace to i piekne. Repatriacja byla koszmarem. Pakowalismy sie blyskiem na nowa przygode. A w srodowisku ekspackim jest wlasnie tak jak piszesz, jak sie trafia na swoich ludzi, to sie trafia i to sa b mocne wiezi. Co ciekawe, jedna z ulubionych opowiesci moich dzieci jest wlasnie ta o Wloczykiju. I nie rozumieja postawy Muminka wcale a wcale Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 19:13 Na czym polegał repatriacyjny problem? Po ilu latach i w jakim wieku były twoje dzieci, kiedy próbowaliście osiąść w Polsce? Odpowiedz Link Zgłoś
bi_scotti Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 20:10 Zeby nie bylo tak rozowo to dla rownowagi powiem cos o mojej bliskiej znajomej, ktora jako dziecko, dziewczynka i dziewczyna objechala z rodzicami cala Kanade, mieszkala po max 2 w najrozniejszych miejscach kraju, bo tata byl RCMP officer. I ona z tych czestych zmian adresu wyszla w sumie bez szwanku choc jedyne prawdziwe przyjaznie nawiazala dopiero na studiach. Natomiast jej brat zawsze mial klopoty z adaptacja, zawsze cierpial, nigdzie nie byl happy i jako dorosly facet ma problemy i w budowaniu relationships, i w utrzymaniu pracy, i w tzw. normalnym, codziennym zyciu. A to bylo "podrozowanie" tylko po jednym, wlasnym kraju i jedyny drugi jezyk, ktorego sie musieli nauczyc to francuski. Niemniej jemu to akurat nie posluzylo ... Kwestia personality? Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 21:36 Olena, takie szczegoly to juz na priva, a nie na publicznym forum. Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 01.06.13, 21:49 Na gazetowy, jeżeli masz czas i chęć się podzielić? Odpowiedz Link Zgłoś
olena.s Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 06.06.13, 08:54 Właśnie obejrzałam program Al Jazeery o TCK - mam nadzieję, że znajdziesz filmik tu. W sumie raczej pozytywnie o doświadczeniach dorosłych już dzieci - tzn. uważali raczej, że zyski przeważają straty. Odpowiedz Link Zgłoś
kocianna Re: Zawodowi ekspaci i dzieci 06.06.13, 09:04 Dziękuję dziękuję dziękuję. Właśnie czytam Pollocka i Van Reken i to będzie moja biblia, co chwila "acha, tak właśnie jest!" Odpowiedz Link Zgłoś