run_away83
31.05.13, 13:12
Podjeliśmy decyzję o przeprowadzce na Wyspy Brytyjskie, jedziemy całą rodziną, mąż od kilku lat pracuje dla tamtejszej firmy, dostał ofertę (finanse i warunki pracy) nie do odrzucenia i klamka zapadła. Przeprowadzka raczej nie na dniach tylko za 4-5 miesięcy. Ja jestem aktualnie w 25 tygodniu ciąży, urodzić chciałabym jeszcze w kraju. Na stanie oprócz tego dwóch synów (6,5 i 2 lata). Mąż zna angielski biegle, ja bardzo dobrze, starszy syn właśnie zaczął indywidualne lekcje z lektorką, które planujemy kontynuować do momentu wyjazdu, młodszy w ogóle niewiele mówi nawet po polsku
Co powinnam uwzględnić planując przeprowadzkę? Co warto zabrać, a co łatwiej i taniej kupić na miejscu? Lepiej wynająć dom czy mieszkanie (tutaj mieszkamy w kamienicy w dużym mieście w samym centrum, tam wylądujemy w małym miasteczku, ja jestem typem "wielkomiejskim" i domek z ogródkiem nigdy nie był szczytem moich marzeń)? Jak od strony formalnej szukać dla dziecka miejsca w szkole? To jest jakoś odgórnie ustalone (jak u nas rekrutacja do szkół publicznych) czy też szkoły kierują się wewnętrznymi zasadami? Jak zaplanować samą przeprowadzkę od strony logistycznej (firma pokrywa koszty, możemy np. wynająć auto do transportu dobytku, sami raczej planujemy się przemieścić samolotem ze względu na trójkę dzieci), jak to sensownie skoordynować w czasie? Czy można w UK kupić i zarejestrować auto nie mieszkając tam jeszcze na stałe? Czy jeżeli wyląduję w UK w październiku/listopadzie to mogę spodziewać się temperatury w podobnym zakresie jak u nas czy mam się przygotować na jakąś wyjątkowo paskudną pogodę? O czym jeszcze powinnam pomyśleć i zaplanować?
Generalnie głowa mi pęka i mam koszmary w nocy. Chcę tam mieszkać. Ale samą przeprowadzkę najchętniej bym przespała. Ostatnio przeprowadzaliśmy się dwa lata temu i miało być "na zawsze". Zainwestowaliśmy w mieszkanie, urządziliśmy się wygodnie, obrośliśmy w mnóstwo sprzętów bez których nie umiemy już się obyć, a wizja pakowania tego wszystkiego i rozpakowywania z dwójką dzieci plączących się pod nogami i noworodkiem przy piersi napawa mnie przerażeniem. Ratunku!