Taka oto sytuacja rodzinna...:(

01.06.13, 09:55
Witam,
proszę Was o obiektywne opinie dotyczące sytuacji w moim małżeństwie.
Jesteśmy małżeństwem od prawie 6 lat. Do czasu urodzenia dziecka było ok, natomiast po wszystko zaczęło się psuć - na pewno ja dużo czasu i miłości poświęciłam dziecku. W tej chwili sytuacja jest taka, że kłocimy się codziennie głownie o pierdoły, ale kłótnie te toczą się często przy dziecku, a mąż wyzywa mnie od najgorszych np. suka, dziwka, pojeb itp. Potrafi mnie popchnąć - również przy dziecku. sad(
ja najbardziej nie mogę znieść właśnie tego, że potrafi być taki przy dziecku sad(( Oczywiście ja wtedy płaczę, a dziecko patrzy sad
Nie jesteśmy patologią, a rodzina męża uważa nas za wzór małżeństwa i rodzinysad W tej chwili jest tak, że prawie każde zdanie z mojej strony mąż odbiera jako atak, ja nie mówię, że jestem bez winy, ale ze strony męża teraz stało się to wszystko przesadą. Jest jeszcze jedna sprawa - mąż to typ atlety - siłownia, odpowiednie odżywianie, aż do przesady baaaaardzo dbający o wygląd. Ja zawsze nigdy nie byłam bardzo szczupła, ale teraz po ciąży przytyłam i nie umiem kontrolować wagi. Wiem, że mężowi przestałam się podobać. Czy to może być jeden z powodów naszych problemów ? sad Dodam, że w kłotni słyszałam juz wyzwiska typu maciora, gruba dupa itp sad(( Jak tylko jemu nie spodoba się, coś od razu lecą epitety - np. rano przed wyjściem do pracy zostawiłam bałagan w kuchni i po przyjściu słyszę że jestem fleją i mendą np. Dodam również, że moja 4 letnia córka ma niezbyt poprawny sotosunek do ojca - ja staram się jej po kłotniach tłumaczyć, że tata żartował i ja też i że on jest dobry.... Ale ona i tak wie swoje. Wszystkim mówi, że nie kocha i nie lubi taty sad
wiem, że napisałam chaotycznie,musiałam to z siebie wyrzucić jak najszybciej.
Powiedzcie proszę, co o tym wszystkim myślicie

    • graue_zone Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:01
      mąż wyzywa mnie od najgorszych np. suka, dziwka, pojeb itp. Potrafi mnie popchnąć - również przy dziecku. sad(
      ja najbardziej nie mogę znieść właśnie tego, że potrafi być taki przy dziecku sad(( Oczywiście ja wtedy płaczę, a dziecko patrzy sad
      Nie jesteśmy patologią, a rodzina męża uważa nas za wzór małżeństwa i rodziny


      To co jest patologią?
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:04
        no pewnie niestety to sad
    • mindtriper Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:02
      A czy do odżywek białkowych mąż nie zarzuca jeszcze jakiegoś specyfiku?
      To po pierwsze - że może mieć zmiany zachowania pod wpływem jakiegoś środka dopingującego.
      A po drugie - może nie że od razu walizki i rozwód, ale jeśli masz możliwość - wyprowadź się na jakiś czas - przemoc nie jest dobra dla nikogo i w żaden sposób nie może być traktowana jak "przejściowe kłopoty".
      Tu trzeba radykalnych decyzji i radykalnych zmian.
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:05
        maż odżywek od dłuższego czasu nie stosuje, a szkoda bo przynajmniej byłoby na co zwalić sad
        siedzę i ryczę
        • nangaparbat3 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:15
          A sterydy? Nie bierze żadnych lekow, zastrzykow? Szybko mu przybywa tych mieśni?
          • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:17
            nie nie bierze nic na pewno. Nie jest jakoś super umięśniony\, raczej wysportowany
      • jowita771 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:19
        > A po drugie - może nie że od razu walizki i rozwód, ale jeśli masz możliwość -
        > wyprowadź się na jakiś czas

        Ja bym najpierw nagrała kilka występów pana. Dziewczyna pisze, że rodzina nie ma pojęcia o jego zachowaniu, więc jak on zechce, to zrobi z siebie ofiarę, a ona nie będzie mogła nawet liczyć na pomoc bliskich, bo będą myśleli, że jej się w głowie poprzewracało i dlatego odeszła. Poza tym, warto zabezpieczyć dowody w razie rozwodu.
    • bei Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:02
      Myślę, ze jeśli Ty zaczniesz myśleć, to zostawisz tego faceta i odejdziesz z dzieckiem.
      Nie można kochać kogoś, kogo nie szanujemy.
      On na Wasz szacunek nie zasluguje, ani Was nie szanuje.
    • marzeka1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:04
      Trudno aż w ten post uwierzyć- z jednego powodu: JAK możesz wmawiać córce, ze "tata żartował"- gdy on ciebie przy dziecku popycha, wulgarnie wyzywa??? No jak ? Serio uważasz swoje dziecko za tak głupie, ze można je okłamywać, że nie wyczuwa ono emocji?
      Masz męża przemocowca- na dodatek wmawiasz sobie ,że to "nie patologia", gdy to nie są normalne reakcje.
      Nie wiem, może ten gó...any facecik na tej siłowni łyka jakieś gó..., stąd jego problemu z agresją? - znałam kiedyś młodego chłopaka, któremu sterydy rozwaliły mózg, a przede wszystkim zaczął być bardzo agresywny.

      No i też na miejscu córki nie kochałabym i nie lubiła ojca, który tak matkę traktuje.
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:07
        na pewno nic nie łyka
        • nangaparbat3 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:16
          Skąd wiesz?
        • b.bujak Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 18:57
          nickjednorazowy1 napisał(a):

          > na pewno nic nie łyka

          nie wiem, skąd ta pewność...
          oczywiście ja nie mam pewności, że Twój mąż bierze sterydy, ale niestety miałam okazję odczuć na własnej skórze, jak facet się zachowuje na sterydach i Twój opis bardzo tu pasuje...
          • karro80 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 19:18
            Typowałabym jeszcze dopalacze ewentualnie- też "modne" ostatnio.
            Skoro wcześniej był normalny, a teraz nie jest to coś wybitnie nie halo jestsad
          • feliz_madre Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 10:33
            b.bujak napisała:
            > nie wiem, skąd ta pewność...

            Pewnie stąd że jest jego żoną i go zna. A Ty skąd masz pewność, że twój mąż nie bierze?
    • marcela16 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:05

      wspólczuje Ci, mnie mąz nigdy nie wyzywał ale rozumiem Cię.
      Jak jesteś gruba dupa, to jak bedzie chciał seks to mu powiedz ze z chuderlakiem nie chcesz seksu.Ja Ci powiem dbam o linię, ale oponka mi sie ostatnio trochę zrobiła, nie wyglądam grubo ale sie tak czuję w porównaniu do męża. On jest szczupły.Ale stanęłam w metrze koło zbudowanego faceta i poczułam się sexi chuda.I wcale kompleksów nie miałam.
      Wracając do tematuwiem ze sie nie da nie przy dziecku, bo my nawet jak chcemy o czymś porozmawiać, bez dziecka to sie nie da bo takie życie jest że zawsze jest dziecko.
      Nie wiem co doradzić, ja bym na pewno ukróciła seks za te odzywki, jak sie nie zmieni to nie pozwoliłabym na takie odzywki i odeszłabym
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:09
        no seks ukrócam, ale to nic daje. Nawet nie chodzi o to, ze ukrócam, ja po prostu nie mam ochoty na seks z kimś kto mnie wyyzywa w taki sposób, nie czuję nic poza tym, ze jestem wg niego gruba
    • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:05
      Nastepnym razem gdy Cie popchnie, uderzy, czy bedzie robil awanture
      wezwij policje i popros, żądaj zalozenia Niebieskiej Karty.
      Zglos sie do osrodka pomocy spolecznej i powiedz o przemocy w Twojej
      rodzinie, skierują Cię gdzie trzeba.
    • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:06
      Być może nie jesteście patologią, ale zachowania twojego męża są patologiczne.

      Też zrobiłam sporo błędów po urodzeniu dziecka i zachowanie twojego męża to NIE JEST typowe zachowanie męża kobiety, która zaniedbała siebie i męża ze względu na dziecko. Wielki wysportowany facet lżący i popychający matkę na oczach dziecka to nie jest norma - to nie tak, że każda rodzina z problemami tak ma, tylko tego na zewnątrz nie pokazuje. Normalny kryzys małżeński tak nie wygląda, to jest przemoc. Że uchodzicie w oczach innych za ideał to znaczy, że mąż dobrze się kryje - to w zasadzie tym gorzej. Ale daje ci narzędzie.

      Przestań usprawiedliwiać męża przed dzieckiem i przed sobą. Zaproponuj rozmowę, uznaj swoją część odpowiedzialności za kryzys, ale postaw twardo zasadę - żadnych wyzwisk, żadnej przemocy fizycznej. Po żadnej ze stron, czyli ty też nie łkasz "ty draniu" ani malowniczo nie walisz bezsilnymi piąstkami w szeroką klatę. Zero, null. Spokojna rozmowa, jak się zaczynacie wkurzać, przerywacie.

      Jeżeli on złamie zasadę - odchodzicie, informując równocześnie uprzejmie całą rodzinę o przyczynie odejścia, żeby nie było wątpliwości. Na pewno mu zależy na opinii rodziny, jeśli równie mocno zależy mu na was będzie się starał.

      Jeżeli uda się zaprowadzić taki sposób komunikacji, można pogadać o jego i twoich zaniedbanych potrzebach emocjonalnych, seksualnych i innych - ale do tego czasu trzeba popracować nad tym, co jest w stanie dramatycznym, czyli nad komunikacją.

      Życzę ci wielu sił, bo nie będzie ci łatwo, ale zasługujesz na szacunek, a dziecko na spokój.
      • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:12
        Aha, i nie dawałabym "drugich szans", z góry bym to jasno zaznaczyła. Na pierwszą rozmowę uzbrój się w metodę zdartej płyty - nie chcesz osiągnąć nic ponad zapewnienie, że kończycie z przemocą. Na wszelkie "Bo ty", możesz odpowiadać "Rozumiem, chętnie o tym pogadam, ale najpierw muszę mieć zapewnienie, że nie będziesz mnie wyzywał ani popychał". Do skutku, aż dotrze do niego, że poza to nie wyjdziecie, dopóki nie podejmie zobowiązania. Z drugiej strony długość trwania tej rozmowy pokaże ci, na ile on sobie daje prawo do tej przemocy, na ile ją sam przed sobą usprawiedliwia.

        I jeszcze jedno pytanie kluczowe - na ile mąż ma w ogóle skłonności przemocowe? Wszczynał bójki? Zwłaszcza bójki ze słabszymi? Bo jeżeli tak, jeżeli z przyjemnością rozbijał się po klubach i szukał okazji, żeby kogoś pobić w obronie twojego honoru, itp., to ja bym chyba i tej jednej szansy nie dawała.
        • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:16
          Kiedy był młody opowiadał mi o sytuacjach, w których wszczynał bójki w obronie siostry i jeszcze kogoś tam. Ale sama nie byłam świadkiem, choć czasem mówi mi, ze ktoś go zdenerwował i mąż zaproponował mu spotkanie po pracy.... tamten nie skorzystał...
          • majenkir Re: 01.06.13, 15:00
            nickjednorazowy1 napisał(a):
            > Kiedy był młody opowiadał mi o sytuacjach, w których wszczynał bójki w obronie
            > siostry i jeszcze kogoś tam. Ale sama nie byłam świadkiem, choć czasem mówi mi,
            > ze ktoś go zdenerwował i mąż zaproponował mu spotkanie po pracy.... tamten nie
            > skorzystał...


            I Ty za kogos takiego wyszlas za maz? Dobrze Ci radze, pakuj manatki I uciekaj, bo Ci kiedys tak przylozy, ze juz nie wstaniesz uncertain.
            • mildred.pierce Re: 14.07.18, 08:33
              Wyszła, bo - to moje przypuszczenia poparte wieloletnimi obserwacjami takich przypadków w rodzinie i wśród dalszych znajomych i niekoniecznie forumka tak miała, ale na to stawiam - wszystkie koleżanki i krewne wychodziły za mąż. Bo przecież musi być facet w domu, obojętnie jaki, a jak się wpadło, trzeba zmusić chłopa do ożenku.
              W dodatku często przy tym traktują z pogardą osoby, które jeszcze nie mają męża (facet może być bez żony i to im nie przeszkadza), bo ha! im się udało, mają go i dzięki temu mogą patrzeć z góry na niezamężne. Zadają głupie pytania typu: A kto ci naprawia coś tam? A kto ci wkręca xyz? A jak sobie poskładasz abc? Co najlepsze, ich mężowie też tego nie robią, a tak się składa, że ja tak😅, bo życie mnie do tego zmusiło, ale tu już schodzę z tematu.
              Takiej nie przemówisz do rozsądku, bo on się przecież zmieni (nie, nigdy się nie zmieni, ale do niektórych to nie dociera). Potem zaś nie może odejść, bo co ludzie powiedzą, a z czego będzie żyła, bo to mąż robił głównie na dom itd.
              Kiedyś chłopak mi przyłożył w twarz, oddałam mu i to był ostatni raz, kiedy się widzieliśmy, a już na pewno nie wychodziłabym za takiego za mąż. Jak widać, w wieku nastu lat miałam więcej rozumu niż autorka posta. Nie chodzi się z agresywnym facetem, a już tym bardziej nie bierze się ślubu z takim osobnikiem ani nie robi z nim dzieci. Sama dałaś się tak traktować.
              • mildred.pierce Re: 14.07.18, 08:34
                Pomijając fakt, że to stary post, ale ktoś go po coś odgrzebał.
          • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 20:49
            To ja bym zwiewała jednak. Zwłaszcza, że niżej pisałaś, że już rozmawiać próbowałaś i nie skutkowało.
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:13
        dziękuję za rady spróbuję porozmawiać, chociaż już nieraz próbowałam. Zamykaliśmy się sami i niejako zmuszałam go do obietnic i prób wspólnego porozumienia. Ustalaliśmy zasady - było dobrze tydzień, dwa...
    • kkalipso Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:08
      Jestem z mężem kupę lat, kłóciliśmy się nie raz ale żeby mnie wyzywał,nigdy.Ani ja jego.

      Co to za chłop co cię przy dziecku wyzywa, niech zamiast siłowni poczyta trochę i się kultury nauczy , nie cierpię takich ludzi.A ty też nie za mądrze postępujesz skoro córka w sumie już duża musi tego słuchać. Idźcie do pokoju obok się powyzywać i po popychać,skoro inaczej nie potraficie rozmawiać.
    • annajustyna Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:09
      Dziewczyno, bierz coreczke i uciekajcie jak najszybciej!!!
      • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:12
        Tak, do domu samotnej matki, a pan i wladca niech zostanie na włosciach...
        Dlaczego to ona z dzieckiem ma tułac sie a nie przemocowiec?
        • angazetka Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:14
          Bo tak jest w tym momencie szybciej i prościej, a chodzi o to, by od bydlaka odejść.
          • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:17
            Bydlaka trzeba przystopowac innymi srodkami, nie musi czuc sie bezkarny.
            • madzioreck Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:00
              Nie wiesz, o czym mówisz. Jakimi środkami? Pan bydlak jest u siebie i nie da się go tak w sekundzie usunąć. Jeśli kobieta nic dotąd nigdzie nie zgłaszała, to pan bydlak uchodzi za wzór męża i ojca. I zastanów się, czy chodzi o udowadnianie racji, czy o dobro matki i dziecka.
              Przerabiam właśnie podobną sytuację w najbliższej rodzinie i widzisz, najłatwiej gadać stojąc z boku, a w praktyce tak prosto nie jest.
              • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:19
                A widzisz, wlasnie przerobilam dokladnie to samo co ona na wlasnej skorze
                i skorze swojego dziecka...niestety.
                Lata ukrywania prawdy, bo to wstyd, bo to tylko u "patologii"takie rzeczy sie dzieja.
                A pan wzorowy partner i ojciec - w bialej koszuli, na kierowniczym stanowisku,
                kto w to uwierzy.
                Długa droge przeszłam i wiem, ze da sie z tego wyjsc, jest mnostwo instytucji
                i madrych ludzi, ktorzy pomagaja osobom w takiej sytuacji.
                Pan z watku jest typem glownie przemocowca psychicznego, nie widze potrzeby
                uciekania i tułania sie nie wiadomo gdzie z dzieckiem, mysle, ze wystarczy
                okazac troche sily i stanowczosci, by go utemperowac, dac mu do myslenia, pokazac,
                ze kazdy przemocowy wyskok spotka sie z reakcją - wizyta policji chociazby.
                A potem przyjdzie pora na kolejne dzialania.
        • mindtriper Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:19
          Bo jeśli nie jest możliwe idealne rozwiązanie to trzeba wybrać w miarę dobre.
          A może ma czekać aż się pan zmieni?
          Albo łaskawie wyprowadzi.
          Albo w końcu jej naprawdę porządnie przywali?
          • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:23
            Czyli ma uciec z podkulonym ogonem i pokazac panu,
            ze przemoc górą ?
            • angazetka Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:28
              Nie, lepiej dalej tkwić w patologii.
              Przecież o jakiś tam majątek można potem powalczyć, chodzi o odcięcie się od bydlaka.
              • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:39
                Nie chodzi o walkę o majątek, a o bezpieczne, stabilne miejsce dla siebie i dziecka jesli juz.
                Skad wiesz, ze kobieta ma dokad pójsc ?
                Poza tym uwazam, ze to nie jest dobre rozwiazanie.
                Powinna mu pokazac, ze jest silna, takim "bohaterom" zazwyczaj wystarczy pokazac,
                ze nie sa bezkarni, ze nie bedzie sie ukrywac przed swiatem ich prawdziwej twarzy - wezwac policję, zalozyc Niebieską Kartę - zeby szybko spuscili z tonu. To przewaznie tchórze, bo tylko tchórz i zakompleksiony gnojek wyżywa sie na slabszych.
            • annajustyna Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:50
              Uciec i najac dobrego adwokata, a wczesniej najlepiej ponagrywac pare pana i wladcy wystepow.
      • najma78 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:17
        Najbardziej przeszkadza ci to ze on to robi przy dziecku???? Wmawiasz jej ze to tylko zarty???? To sa patologiczne zachowania. Nie masz szacunku dla siebie wiec nie wymagaj jej od meza. Ta zasada jest prosta. Wiekszosc zwiazkow ma mniejsze wieksze problemy od czasu do czasu, nieporozumienia, klotnie ale to nie znaczy ze obrzucaja sie obelgami i stosuja przemoc wobec siebie. Skoncz to dla dobra dziecka i wlasnego, idz po pomoc bo nigdy sie z tego bagna nie wygrzebiesz.
    • mama303 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:13
      Dlaczego jestes z tym mężczyzną?
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:19
        szczerze ? w tej chwili nie wiem. Córka ? Która nie lub taty ...sad Dom, kredyt ?chyba to nas łąćzy sad(((
        • nangaparbat3 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:26
          Zacznij od znalezienia pomocy - wszedzie sa teraz instytucja i organizacje wspierające kobiety w podobnej sytuacji jak Twoja. Mozesz zacząć od ośrodka interwencji kryzysowej, ośr. pomocy społecznej czy nawet poradni pedagogiczno psychologicznej. Tam podpowiedzą Ci, jakie konkretnie kroki podjąć, doradzą, jak postępować, żebyś nie była bezdomną matka z dzieckiem, a on panem na włosciach. Dobrze też, żebyś chodzila na spotkania grupy wsparcia - kobiety w sytuacji podobnej do Twojej najlepiej Cie zrozmumieją, cos podpowiedzą. Cokolwiek zechcesz przedsiewziac, dobrze zebys miała zaplecze.
          A co na to wszystko Twoja mama? Rozmawiałaś z nią?
          • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:31
            nie, nie rozmawiałam, ale ona widzi, że między nami nie jest dobrze, ale nie zna szczegółów. Rodzina męża mieszka w innym mieście, widzimy się raz na jakiś czas a wtedy staramy się, żeby było "dobrze"
            • misiowamama-2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:47
              nickjednorazowy1 napisał(a):

              Rodzina męża mieszka w innym mieście, widzimy się raz na jakiś czas a wtedy staramy się, żeby było "dobrze"<

              Po co? Na pokaz?
              ale komu ma być "dobrze" ? Rodzinie Twojego męża?
              I czy to zmieni wasze relacje, poprawi coś?

              To nie pokazuj, że jest dobrze. Pokaż jak jest naprawdę. Oszukiwanie na pewno nie pomoże Ci utrzymać rodziny.
              Zamiast chronić siebie i córkę, w ten sposób chronisz męża. Po co? Żeby utwierdzał się w swoich przekonaniach, że to ty jesteś tą złą? Może ktoś inny z rodziny otworzy mu oczy...
              • myszykiszkaa Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.08.13, 09:34
                taaaaa
        • mama303 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:35
          nickjednorazowy1 napisał(a):

          > szczerze ? w tej chwili nie wiem. Córka ? Która nie lub taty ...sad Dom, kredyt
          > ?chyba to nas łąćzy sad(((

          Czy Ty masz swoja pracę, pieniądze, czy jestes całkowicie uzalezniona od męża?
          • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 13:24
            mam pracę, nie jestem uzależniona od męża. Myślicie, że nie ma innego sposobu rozwiązania tej sytuacji jak odejście ? Kiedyś nam się układało może jest szansa na poprawę ?
            • m_incubo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:35
              Słuchaj, nie wiem co i jak jeszcze chcesz ratować. Chyba że wystarczy, że mąż przestanie nazywać cię maciorą, grubą świnią, suką dziwką i pojebem. Wtedy wszystko wróci do normy i o wszystkim zapomnisz. Aaaa, no i koniecznie schudnij.
              Obudź się, kobieto.
              Skończ kryć tego gościa.
              Załóż niebieską kartę. Dzwoń na policję. Skończ robić wodę z mózgu dziecku i sobie, etap "szczerych rozmów" dawno już minął. Czyje jest mieszkanie?
            • mama303 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 18:21
              nickjednorazowy1 napisał(a):

              > mam pracę, nie jestem uzależniona od męża. Myślicie, że nie ma innego sposobu r
              > ozwiązania tej sytuacji jak odejście ? Kiedyś nam się układało może jest szansa
              > na poprawę ?

              Myśle że nie ma innego sposobu. Ale możesz spróbowac postawic ultimatum, albo się zmienia albo odchodzisz.
            • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 20:56
              Jeżeli jest jakakolwiek szansa, że wam się uda (a ona jest nikła), to uda wam się właśnie dzięki odejściu. Nie przyjmuj go z powrotem bez solidnej i udokumentowanej terapii radzenia sobie z emocjami.
              Chociaż rozumiem, czemu się upierasz, bo to jest cholernie trudne, odplątanie od siebie dwóch żyć. Łatwiej trwać w tym, co jest, i liczyć, że to co jest nie tak zniknie. Ale nie zniknie. Jeśli nie krępuje się przy córce, z czasem może się nie krępować przy jej koleżankach i kolegach. Albo zacznie atakować też córkę. Będzie wam źle. Nie pozwól na to.
    • angazetka Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:21
      Po pierwsze: nie rób dziecku wody z mózgu. czterolatka nie jest bezmyślnym zwierzątkiem, które łyknie to, że tata żartował. Ona nie wszystko rozumie, ale WIE, że tata nie żartował i że traktuje cię jak najgorzej. Nie wymagaj, by go kochała i lubiła - bo nie da się kochać i lubić człowieka, który cię poniża, popycha, obraża.
      Po drugie - co się jeszcze musi stać, żebyś od niego odeszła? Czekasz, aż cię pobije? Aż pobije dziecko? Młoda patrzy i się uczy, jak wyglądają relacje damsko-męskie. tego chcesz ją nauczyć? Że facet ma prawo bluzgać, nie szanować, używać przemocy? Że kobieta ma to pokornie znosić?
      Ratuj siebie i ratuj córkę, póki jeszcze jest mała.
      • spam_killer2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:32
        Straciłaś w jego oczach atrakcyjność fizyczną, a do tego nie był przygotowany na rewolucję, jaką w życiu czyni dziecko. Twoja osoba go drażni, ma dosyć Ciebie, dziecka i rodziny. Tak bywa czasami, rokowania raczej złe. Najlepiej zrobi czasowe oddzielne zamieszkanie, a w tym czasie spróbuj przynajmniej trochę schudnąć i jakoś się "wylaszczyć".
        • redheadfreaq Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:49
          Ty chyba jesteś nienormalna.
          • redheadfreaq Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:52
            Nawet, gdyby była turbo laską i nie miała dziecka - on znalazłby powód, by traktować autorkę wątku jak szmatę.

            Nie zwalaj na "zapuszczenie", nie szukaj winy w sobie. Nikt nie ma prawa Cię tak traktować, z żadnego powodu. ZWŁASZCZA przy dziecku.

            Szukaj pomocy na Niebieskiej Linii, gdy spróbuje Cię uderzyć, wezwij policję i żądaj założenia Niebieskiej Karty. Przemocowcy się nie zmieniają. On sobie znalazł "chłopca do bicia" i będzie z tego korzystał przy każdej okazji. Dobrze już wiesz, że żadne obietnice, rozmowy i błagania nie pomagają, lub pomagają na krótko.
            • misiowamama-2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:55
              redheadfreaq napisała:

              > Nie zwalaj na "zapuszczenie", nie szukaj winy w sobie. Nikt nie ma prawa Cię ta
              > k traktować, z żadnego powodu. ZWŁASZCZA przy dziecku. <

              dokładnie
              • antyideal Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:03
                Dodam, ze dziecko, ktore jest 'tylko" swiadkiem przemocy
                jest de facto jej ofiarą, nawet jesli ta przemoc nie uderza w nie bezposrednio,
                bo czuje strach, zaburzone ma poczucie bezpieczenstwa,
                ze wzgledu chocby na to trzeba wiec działac..
        • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 13:27
          Masz rację w dwóch pierwszych zdaniach. Z tym, że on nie ma dosyć dziecka, kocha córkę i próbuje się z nią porozumieć, ale ona nie chce. Wylaszczać się nie mam zamiaru z tego powodu
          • angazetka Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 15:18
            > Z tym, że on nie ma dosyć dziecka, koch
            > a córkę i próbuje się z nią porozumieć, ale ona nie chce.

            Ciekawe, doprawdy, dlaczego.
          • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 20:58
            Wylaszczać się nie ma
            > m zamiaru z tego powodu
            I bardzo słusznie.
      • wespuczi Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 19:07
        dokladnie angazetka - sluchaj jej bo dobrze pisze - dzieciaka szkoda bo sie nauczy ze relecje damsko meskie to wyzwiska pogarda, utrudnia to zycie bardzo - wiem co mowie, przerobilam na wlasnej skorze...
    • przeciwcialo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:33
      Przepraszam za dosadność ale rodzina w któej jest przemoc jest patologią. Szukaj pomocy dla siebie i dzieci.
    • misiowamama-2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:40
      Zachowanie męża jest patologią. Nie chcę "krakać" ale jeśli nie przeciwstawisz się takiemu zachowaniu, będzie gorzej.
      Przestań usprawiedliwiać męża przed dzieckiem i przed sobą.
      Zacznij od poważnej rozmowy: żadnych wyzwisk, żadnej przemocy fizycznej. Zarówno z jednej jak i drugiej strony. Rozmowa musi się odbyć, ale bez uniesień, płaczu i niepotrzebnych słów. Wiem, że ciężko, ale nie dopuść żeby emocje zagłuszyły rozsądek.
      Jasno i wyraźnie oświadcz mężowi, że kategorycznie nie zgadzasz się na takie traktowanie.
      Nikt nie dał mu prawa traktować Cię w ten sposób i znęcać się psychicznie również nad dzieckiem. Bo takie zachowanie w obecności dziecka jest znęcaniem się psychicznym.
      Poinformuj go, że zależy Ci na nim i na rodzinie, ale jeśli sytuacja się nie zmieni odejdziesz od niego.
      Bądź rzeczowa i zdecydowana. Może taka postawa da mu coś do myślenia?

      Rodzina męża uważa nas za wzór małżeństwa i rodziny?
      Nie wiem jakie są Wasze relacje z pozostałymi członkami rodziny, ale jeśli są ok to może warto przedstawić jak sytuacja wygląda. Jeśli mąż liczy się ze zdaniem rodziny to zastanowi się nad własnym postępowaniem. W razie rozstania nikt nie zarzuci, że wina stoi po twojej stronie.

      Pewnie zabrzmi to znajomo, ale… zadbaj o siebie. Nie dla męża, dla siebie. Jeśli będziesz czuć się atrakcyjniejsza, wzmocnisz swoje ego wink Łatwiej będzie ci przez to przebrnąć.
      Myślę, że zachowanie męża ze względu na Twój wygląd to tylko pretekst. Żaden mąż kochający, szanujący swoją żonę nie wyzywa ją od macior wiedząc, że może jej tym zrobić przykrość.

      Nie dziwię się, że córka ma zły stosunek do ojca. Czteroletnie dziecko rozumie więcej niż nam się wydaje. Ma to na co zasłużył. Jeśli nie zmieni się sytuacja, będzie jeszcze gorzej. Tyle, że po drodze relacje wasze zrobią duże spustoszenie w rozwoju emocjonalnym dziecka.
      Nie dopuść do tego.

      Co o tym sądzę?
      Sadzę, że zawsze warto walczyć o swoją rodzinę. Dotąd dokąd się da.
      Ale nie za wszelką cenę. Nie możesz dawać się poniżać i niszczyć zdrowie dziecka, w imię patologii, którą niektórzy mylnie nazywają rodziną.
      W ostateczności pozostaje rozwód. To jest duże przeżycie dla wszystkich, zwłaszcza dziecka. Ale wierz mi, nie ma nic gorszego, od sytuacji , gdzie dziecko jest świadkiem nienawiści wzajemnej rodziców, w której jest miejsce na bicie, wyzwiska. Nic tak nie pustoszeje psychiki dziecka jak widok bijącego i wyzywającego matkę ojca.
      Jeśli nie dla siebie, to zrób to dla córki.
      Wóz albo przewóz. Do Ciebie należy decyzja.
      Zyczę powodzenia  Trzymam kciuki
      • m_incubo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:41
        >Myślę, że zachowanie męża ze względu na Twój wygląd to tylko pretekst. Żaden mąż
        >kochający, szanujący swoją żonę nie wyzywa ją od macior wiedząc, że może jej tym zrobić
        >przykrość.

        Co za bełkot... Serio, kochający mąż tak nie robi, bo może jej tym sprawić przykrość?? Thank you, captain obvious!

        Znam trend sklejania za wszelką cenę tego co rozbite w drobny mak. Oczywiście polecasz rady do których sama byś się zastosowała? Po spokojnej, rzeczowej rozmowie (a jakże!) zapominasz, że mąż cię popychał i nazywał suką i zaczynacie nowe życie. Ja pier.olę... sad
        • misiowamama-2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 12:14
          m_incubo napisała:


          Ja pier.olę... sad

          to nie pie...
          • m_incubo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 15:34
            Złota rada, czemu się do niej sama nie zastosujesz?
    • edelstein Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:41

      Zbiore ciegi za to co napisze.
      Faceci sa tak skonstruowani Jak male dzieci.Nie poswiecisz im wystarczajacej ilosci uwagi i milosci robia sie zazdrosni i za wszelka cene chca przykuc uwage partnerki.Nie pochwalam zachowania twego faceta,obrzydliwy jest i nie ma prawa tak sie zachowywac,als zastanow sie czy nie odrzucilas go na boczny tor,bo dziecko.On sie stara,lazi na silownie,a ty sie zapuszczasz,co on mam zdaniem odbiera Jako"nie zalezy mi na tobie".
      Sprobuj poswiecac mu wiecej uwagi,zacznij choc troche cwiczyc,niech zobaczy,ze ty tez sie starasz i zobacz co z tego wyjdzie.Jesli szanowny sie nie zmieni to znaczy,ze czas sie rozstac.

      “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
      Autorem powyzszego zdania jest M.
      • ponis1990 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:41
        Powiem tak. Spoko, może czuć się troszkę oszukany ( z tymi ,,dzieciakami'' się zgodzę. Był nawet taki żart - żona liczy że po slubie on się zmieni, a on się nie zmienia; mąż liczy że po ślubie ona się nie zmieni - a ona się zmienia...smile, ale jak to się gada, miłość to miłość a szacunek to szacunek. Dobra, zrozumiałabym że może mu się mniej podobać teraz. Ale nazywanie swojej kobiety ,,poj*bem'' , popychanie przy dziecku? Własnym dziecku? To nie jest buractwo? To nie jest brak szacunku i patologia? No eee... Potem będzie tylko gorzej.
        • konsta-is-me Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 16:20
          Masz racje "przy dziecku" to niedopuszczalne.
          Moze niech popycha ja i wyzywa bez dziecka, wtedy to zupelnie co innego, prawda?
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 13:38
        Cwiczę, może nie tyle co kiedy, bo kiedyś uprawiałam sport można powiedzieć półzawodowo. Ale jak sobie pomyślę, że mam to robić dlatego, zeby on mnie lepiej traktował to mi się wszystkiego odechciewa. Wiem, że nie jestem w tym wszystkim bez winy - kiedy czuję już niemoc i walę z płaczem go na oślep pięściami - wtedy on się lekko przebudza na jakiś czas, widzi jak mnie to wszystko boli (tak mi się wydaje) ja go jednak raczej nie wyzywam, choć w ostateczności zdarza się. Nie mam już siły, ja widzę że ona patrzy na mnie z odrazą - zresztą to też słyszałam - że rzygać mu się chce jak na mnie patrzy sad
        • araceli Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 16:30
          nickjednorazowy1 napisał(a):
          > zawodowo. Ale jak sobie pomyślę, że mam to robić dlatego,
          > zeby on mnie lepiej traktował to mi się wszystkiego odechciewa.

          Nie - powinnaś to robić, żeby przypomnieć sobie, że po urodzeniu dziecka nie przestałaś być normalną kobietą, taką jak przedtem.

          > kiedy czuję już niemoc i walę z płaczem go na oślep pięściami

          Czyli przemoc jest obustronna? Nie pomyślałaś, że on też wyzywa i szarpie z 'niemocy'?
          • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 19:50
            nie, on tego nie robi z niemocy. Moja"przemoc" fizyczna i słowna to już ostateczność na prawdę - wtedy jak już żyć nie mam siły jako szmata
            • araceli Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 23:24
              nickjednorazowy1 napisał(a):
              > nie, on tego nie robi z niemocy. Moja"przemoc" fizyczna i słowna to już ostatec
              > zność na prawdę - wtedy jak już żyć nie mam siły jako szmata

              Czemu o swojej przemocy piszesz w cudzysłowie? Jak kobieta leje to dlatego, że dostała doprowadzona do 'ostateczności' a jak facet to dlatego, że przemocowiec?
              • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:(a przez 01.06.13, 23:51
                araceli autorka jest doprowadzona do ostateczności i dlatego zachowuje się w sposób przemocowy, ale jest to przemoc wywołana przez zachowania przemocowego meza, przemoc z bezsilnosci

                autorko przeczytaj ten wątek:
                forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
                • araceli Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:(a przez 02.06.13, 11:19
                  zuzi.1 napisała:
                  > araceli autorka jest doprowadzona do ostateczności i dlatego zachowuje się w sp
                  > osób przemocowy, ale jest to przemoc wywołana przez zachowania
                  > przemocowego meza, przemoc z bezsilnosci

                  A dlaczego zakładasz, że skoro facet to od razu przemocowiec? Bo facet? Może jego (karygodne podkreślę) zachowanie też jest spowodowane bezsilnością i brakiem możliwości wpłynięcia normalnymi sposobami na zachowanie żony?
                  • szamanta Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:(a przez 02.06.13, 12:12
                    araceli przestan zabawiac sie w jakies własne psychopierdy jak teraz to robisz..Ten facet jest przemocowcem i tego negowac nie można.
                    Poczytaj sobie jak dziecko autorki ma do ojca stosunek i jak go ocenia, to wszystko za siebie mowi.Dziecko nie jest glupie, nawet w tym wieku umie juz rozpoznac komu sie krzywda dzieje, a kto jest tej krzywdy oprawcą, w tej sytuacji ewedentnie ojciec jest w negatywnym odbiorze,i co istotne nie zmanipulowane, bo niestety ( z czym sie nie zgadzam) autorka wybiela przed dzieckiem zachowania i reakcje męza do siebie, wciskając córce kit ze to żart,,że tatus jest cacy,mimo ze dzieci swoje wie i swoje widzi, a takze swoje wnioski juz wysuneło widząc ojca zachowania,Stąd ta niechęc,dystans i pogarda dziecka do ojca-mimo ze autorka glupio stara sie obracac kota ogonem przed dzieckiem czyny swojego fagasa,co jest dla mnie niezrozumiale i szkodliwe
                    • sen.bon Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:(a przez 02.06.13, 12:37
                      Podwójne standardy. Jak facet bije kobietę to jest skończonym przemocowcem, wyeksmitować go, wsadzić do więzienia. Jak kobieta bije to ,,została doprowadzona do ostateczności", ,,nie wie jak dotrzeć do męża", ,,ma dosyć takiego życia". Może jeszcze kobieta nie zdradza tylko ,,przeżywa przygodę. To jakaś żenada, naprawdę. Aha, nie popieram przemocy.
                    • araceli Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:(a przez 02.06.13, 12:39
                      szamanta napisała:
                      > araceli przestan zabawiac sie w jakies własne psychopierdy jak teraz to robisz.
                      > .Ten facet jest przemocowcem i tego negowac nie można.

                      Nie można negować bo jest facetem? Bijący facet to z definicji przemocowiec a bijąca kobieta to osoba 'doprowadzona do ostateczności'?

                      Nie - w żaden sposób nie usprawiedliwiam takiego zachowania. Tak - dziecko widzi, że matce dzieje się krzywda. Problem polega na tym, że wszyscy szafują hasełkowym schematem a problem może być o wiele bardziej złożony. Seks z 14-latką nie czyni z człowieka pedofila a uderzenie nie czyni z człowieka przemocowca. Autorka wątku ma w dużej mierze problem sama z sobą - chyba zapomniała że oprócz bycia matką w dalszym ciągu jest człowiekiem, kobietą. W wyzwiskach kierowanych w jej stronę najbardziej boli ją, że są 'przy dziecku'? WTF? Dla własnego dobra powinna popracować nad sobą w pierwszej kolejności.
              • minor.revisions Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 14:49
                > Czemu o swojej przemocy piszesz w cudzysłowie? Jak kobieta leje to dlatego, że
                > dostała doprowadzona do 'ostateczności' a jak facet to dlatego, że przemocowiec
                > ?


                nie, płec nie ma tu nic do rzeczy. Ona reaguje AGRESJĄ na PRZEMOC (zapewne zabrakło jej właściwego słowa, stąd cudzysłów), wbrew pozorom te pojęcia nie są tożsame.
      • asia_i_p Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 21:00
        Faceci sa tak skonstruowani Jak male dzieci.Nie poswiecisz im wystarczajacej il
        > osci uwagi i milosci robia sie zazdrosni i za wszelka cene chca przykuc uwage p
        > artnerki.
        Prymitywni faceci są tak skonstruowani. Normalni faceci umieją rozmawiać.
    • ashraf Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 10:44
      Powiedz, że nie życzysz sobie takiego słownictwa w stosunku do ciebie. Zaproponuj terapię, jeżeli nie chce, to separacja (może szok go otrzeźwi) i rozwód.
      • aqua48 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:09
        Tylko terapia może jeszcze uratować Wasze małżeństwo i rodzinę. Mąż to typowy przemocowiec i nie ma raczej szans na to żeby zmienił się "sam z siebie" skoro miał już ileś tam szans i nie skorzystał, wytrzymując jedynie tydzień-dwa bez stosowania przemocy.
        Udawanie przed rodziną i znajomymi, że jest ok jest błędem, typowym i często popełnianym przez żony przemocowców. Tak samo jak "dawanie kolejnej szansy". Tu trzeba zdecydowanego postawienia sprawy na ostrzu noża. Bezkarność dodatkowo demoralizuje męża. A dziecka nie da się normalnie wychowywać w takiej atmosferze. Co będzie jak mąż przeniesie swe zachowania na dorastającą i buntującą się dziewczynę? Czy ma ona takie wzorce mężczyzny wynieść z domu?
        • olewka100procent Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:25
          nie zdziwiła mnie ta historia ani trochę , mam conajmniej dwie znajome mające takich psychopatów w domu. a zresztą, autorka napisała, że na zewnątrz ludzie postrzegają ich za wzór. to teraz pomyślcie ile kobiet może coś takiego przeżywać w domu . Oczywiście te znajome się żalą ale nic z tym nie robią, dlatego rady typu zostaw go są o kant stołu rozbić . one po prostu chcą się wygadać, a żyć dalej z gnojem będą
          • helka.z.porcelany Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 14:46
            Znałam kiedyś podobną parę, tylko wtedy jeszcze nie mieli dzieci. On ją popychał, szarpał, ona mu dawała w odwecie po pysku. Miesiąc cudownie, potem tydzień awantur z inwektywami i bluzgami. I tez POZORNIE cudowna para, wspólny biznes itd. Facet agresywny, zaborczy, zazdrosny - typowy prymityw z siłki, który swój stan umysłu usiłował ukryć za grubym portfelem. Ona- wykształcona, po medycynie, ale pracująca w firmie męża, kompletnie nie wierząca w siebie i swoje możliwości. Próby rozmowy, prośby, groźby - nic nie dawały i przez kilka dobrych lat tak sobie mąż przemocowiec używał do woli.

            Aż po którejś awanturze pani spakowała sobie walizki, znalazła prawnika, z jego pomocą uzyskała od męża przepisanie na siebie domu (bo wszystko było na męża)i znalazła młodszego kochanka. Mężowi powiedziała, że nie wie, czy chce wracać, ale przemyśli powrót - PO jego terapii i PO wspólnej terapii małżeńskiej.

            Chodzili na terapie ponad rok zanim spróbowali być razem. I powiem Wam, że te złote rady „idź na terapię” czasem nie idą w błoto. Z faceta- prymitywa zrobił się w tym wypadku naprawdę super gość, świadomy swoich ograniczeń, ceniący wykształcenie i inteligencje żony. I potrafiący okiełznać zazdrość. Czasem, z pomocą terapii się udaje.
    • araceli Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 11:43
      Z Twojego opisu aż bije standardowa historia jak po urodzeniu dziecka kobieta zamienia się w rozmemłaną mamuśkę a facet idzie w odstawkę ale sposób reakcji Twojego męża jest absolutnie KARYGODNY.
    • inguszetia_2006 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 12:18
      Witam,
      Zwróć się do jakiejś fundacji, zajmującej się pomocą ofiarom przemocy w rodzinie. Tam mają prawników i psychologów. Nie będziesz musiała za nic płacić. Nie jesteś pojebem, maciorą i cholera wie, czym tam jeszcze. Pozbądź się tej gadziny z domu, bo cię utopi mentalnie na długie lata. Nie licz na zmiany i cuda metamorfozy. Księciunio się nie zmieni, bo nie chce, dobrze mu tak, jak jest. Ma władzę absolutną. Obudziło się w nim coś ohydnego i to nie zniknie samo, będzie się napasać twoją słabością i płaczem.
      Pzdr.
      Ing
    • szamanta Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:08
      To co opisujesz to jest ewidentna patologia, w ktorej tkwisz z córką!!!
      Z biegiem czasu,zanim sie obejrzyz twojemu fagasowi nie bedziesz wystarczac do wyzycia sie i ublizen, a zacznie taką samą przemoc stosowac na dziecku,i nie ma co zaprzeczac, ze tak napewno nie bedzie, bo jestem niemal pewna ze dziecko tez dozna na wlasnej skorze "tatusia" reakcje .Jest świadkiem jak ciebie niszczy emocjonalnie,ponizając, ublizając,popychając,,i lada moment órka tego posmakuje-jak nie juz,tylko o tym nie napisalaś

      Co mnie zmrozilo, to ze ty tlumaczysz dziecku ,ze to są zarty, że to jest dobre postepowanie mowiąc że on jest dobry i żartował.Absurd,i oblęd co tydziecku wpajasz.Jak samo zacznie otrzymywac od tatuska "baty" ,i zacznie tak samo corke traktowac jak ciebie to dalej bedziesz przekonywac ,ze to sa zarty a tatus takii kochany? Dziecko nie jest glupie, juz sama widzi co sie dzieje, i dlatego stosunek do ojca ma zdystansowany,i pala do niego niechęcią.
      Nie dziwie się temu dziecku czemu taty nie lubi,ani nie kocha ,jak widzi jak on traktuje jej mamusie.Dziecko zyje w strachu,a ty sama nie jestes wstanie siebie obronic, a co dopiero mowiąc dziecko jak zaszlaby taka potrzeba.
      Nie rób wody z mózgu corce, bo moze to odbic sie w przyszlosci na jej relacjach partnerskich w doborze partnerów i ukladow w związku,jeśli bedziesz dalej fałszowac obraz przemocowca

      Nagraj z ukrycia dyktafonem,tel.komorkowym jak on do ciebie sie odzywa, jak sie zachowuje, co mowi, co robi, mozesz zaniesc te nagranie na policje.
    • czarnakrowawkropkibordoo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 14:14
      nickjednorazowy1 napisał(a):

      >Jest jeszcze jedna sprawa - mąż to typ atlety - siłownia, odp
      > owiednie odżywianie, aż do przesady baaaaardzo dbający o wygląd. Ja zawsze nigd
      > y nie byłam bardzo szczupła, ale teraz po ciąży przytyłam i nie umiem kontrolow
      > ać wagi.

      Ja swojemu powiedziałam, żeby przytył, bo nie pasujemy do siebie. Przeprosił i obiecał poprawę.

      > Powiedzcie proszę, co o tym wszystkim myślicie

      Jesteś tym samym trollem, który jakiś czas temu pisał o mężu alkoholiku?
      >
      • czarnakrowawkropkibordoo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 00:03
        Styl bardzo podobny:
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,142731685,142731685,Najgorszy_dzien_w_zyciu_i_nie_wiem_co_robic.html
      • nickjednorazowy1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 08:38
        nie, to nie ja. Jestem innym trollem ...
        no comments
        • czarnakrowawkropkibordoo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 11:33
          nickjednorazowy1 napisał(a):

          > nie, to nie ja. Jestem innym trollem ...

          To dobrze, bo tamten był wyjątkowo antypatyczny, nie chciałabym się na niego ponownie naciąć.
          forum.gazeta.pl/forum/s,567,144871314,144886298.html?rep=2
          Ale jeśli piszesz o autentycznych sytuacjach to tak: to są zachowania patologiczne, a im dłużej w nich będziesz tkwić, tym bardziej normalne będą się tobie wydawać. A wasza córka zbuduje sobie na tym pojęcie o związkach w ogóle. Przyłączam się do opinii, że nie ma już czego ratować.
    • premeda Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.06.13, 15:04
      Wy jesteście patologią, związki w których jedno z partnerów zwraca się do drugiego powyższymi epitetami są patologiczne. Ja mam rade jedną zwiewać jak najprędzej. A teraz idę czytać watek.
      • ponis1990 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 09:27
        ,,Będzie się napawać twoją słabością i płaczem'' - o, to, to! Byłam już z takim panem. nawet dziecko mamy. Ale już z nim nie jestem, mimo dzieckasmile Właśnie przez najpierw wyzwiska, potem szarpanie, na końcu uderzył mnie w twarz. Mimo iż było to trzy lata temu, dalej twierdzi że to nic takiego, bo uderzył mnie lekko i co ja robię awanturę o jakiegoś liścia ... (brak słów). Niech sobie trwa w tym zdziwieniusmile Moje łzy nigdy nie robiły na nim wrażenia, wręcz przeciwnie - powodowały jeszcze większą agresję i politowanie z jego strony.
    • minor.revisions Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.06.13, 14:54
      Dodam również, że moja 4 letnia córka ma niez
      > byt poprawny sotosunek do ojca - ja staram się jej po kłotniach tłumaczyć, że t
      > ata żartował i ja też i że on jest dobry.... Ale ona i tak wie swoje. Wszystkim
      > mówi, że nie kocha i nie lubi taty sad

      ty jesteś jakaś nienormalna? córka ma niezbyt poprawny stosunek do ojca? a jaki byłby poprawny w stosunku do takiego ojca, ma stanąć po jego stronie barykady i tłuc cię w duecie?
    • woman_in_love jesteście patologią a on przemocowcem domowym 02.06.13, 15:00
      a dziecko na to patrzy i powieli ten schemat i też ją potem będzie tłukł mąż, a może też samo cię zacznie tłuc jak dorośnie.
      Nic tu już nie pomoże. Co najwyżej proponuję nagrać jego zachowanie i puścić całej rodzinie a potem odejść i jeszcze wykorzystać je w sądzie. Koniec miłości da się uzasadnić, ale wyzywanie od najgorszych już nie. Jesteś już współuzależniona od tej patologii jak żona alkoholika, skoro szukasz winy w sobie, że on taki jest.
    • nickjednorazowy2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 09:47
      Witam, wczoraj dostałem od żony link do tematu. Z tego co widzę są tu same kobiety, więc z góry jestem na straconej pozycji. Niestety żona nie jest do końca z Wami szczera, napisała same złe słowa, ale tylko o mnie, dodając od siebie coś w rodzaju „ja też nie jestem bez winy”. Przede wszystkim nie jestem żaden napakowany, nie biorę żadnych odżywek ani sterydów, po prostu lubię bieganie i wysiłek. Nie dbam też przesadnie o siebie, nawet nie chce mi się kupić ubrań dla siebie, najlepiej jakby to żona zrobiła za mnie i zresztą często robi. Nie jestem żadnym wielkim chłopem, który bije swoją żonę. Jesteśmy oboje podobnego wzrostu a żona jest tęższa ode mnie – nie piszę tego złośliwie, tylko żeby co niektórym zobrazować sytuację. Oboje mamy ciężkie charaktery w sensie walczymy o swoje, ale i tak ¾ przypadków ja ustępuje bo inaczej się nie da. Moja żona jest taka, że jak coś powie musi być jej na wierzchu (nie ma mowy o kompromisie) bo inaczej groza – w takich sytuacjach właśnie w najgorszym przypadku odchodzi między nami do jakichś „przepychanek” (ale takie sytuacje są bardzo rzadko), ja jak nie mogę sobie z nią dać rady to chcąc jej zrobić na złość zaczynam ją wyzywać, choć później tego żałuje i wcale tak nie myślę, ale chcąc się wyładować w danej chwili ubliżam jej. Moja żona jest typem kobiety która nie potrafi przepraszać, nie potrafi się przyznać do błędu, ja robię to zdecydowanie częściej. Odkąd urodziła się nasza córeczka a było to parę lat temu zostałem odsunięty na bok. Byłem cierpliwy z racji tego, że żona karmiła bardzo długo piersią. Można powiedzieć, że od 5 lat nie wiem co to sex. Żona po ciąży wyglądała dla mnie super, była taka lekko przy kości i bardzo mi się podobała (wcześniej za bardzo szczupła). Niestety przestała kompletnie o siebie dbać, nie potrafi się nawet ładnie ubrać i uczesać. Ja jestem taki, że potrzebuje się przytulać, moja żona każde zbliżenie w jej stronę odbiera jako próbę z mojej strony… i od razu słyszę -nie bo ty będziesz chciał… nie bo ostatnio źle mnie potraktowałeś, itd. Nasza córeczka jak na swój wiek jest bardzo mocno rozwinięta i dużo rozumie, to jest nasz wielki błąd, że kłócimy się przy niej. Właśnie podczas kłótni, często staje w obronie mamy i mówi mi, że mnie nie lubi. Matka dla córki jest wzorem, wszystko chce robić tak jak ona, ja jestem daleko z tyłu. Tylko skoro jestem takim potworem to dlaczego żona zostawia ze mną córkę? Dopiero jak jesteśmy sami to czuje że ją mam dla siebie (przy mamie nie ma szans) córka sama mi mówi, że mnie kocha, albo jak odprowadzam ją do przedszkola, że będzie za mną tęskniła. Np. dziś ubierałem ją i zaczęliśmy się wygłupiać, ona naglę się odwróciła w moją stronę przytuliła mnie i powiedziała, że mnie kocha. Nawet połowy nie napisałem tego co powinienem napisać. Widzę, że większość z Was, żyje w idealnych związkach a problemy rozwiązuje rozwodem. Przy Waszej taktyce podejrzewam że ¾ związków w PL byłoby po rozpadzie. Pozdrawiam.
      • triss_merigold6 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 09:55
        Hm... a kogo spodziewałeś się na forum ematka? Młodzieży? Mężczyzn? Graczy w pokera?

        Dużo się nie pomyliłeś, 1/3 małżeństw w Polsce kończy się rozwodem. Ok 75% pozwów składają kobiety.
        • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 10:36
          Wyzywanie żony od najgorszych to objaw Twojej niedojrzałości, nieradzenia sobie ze złością i zwyczajnej nieodpowiedzialnosci wobec dziecka. Nie ma ŻADNEGO usprawiedliwienia dla takich zachowań. Macie ogromne problemy z komunikacją, wzajemnym szacunkiem i bliskością (co może byc efektem wysłuchiwania takich epitetów). Powinniescie wybrac się na terapię małżeńską i na warsztaty radzenia sobie ze złością, OBOJE. Jeżeli po tym wszystkim dalej nie będziecie w stanie normalnie i z szacunkiem się do siebie odnosic, wówczas powinniscie się rozstac, ze względu na dobro dziecka. Dziecko skopiuje potem w swoim życiu Wasze zachowania i trafi podświadomie na męża przemocowca i tyrana. Czy chcesz takiej przyszłości dla własnej córki? Oprócz terapii małżeńskiej, może byc Wam też potrzebna terapia indywidualna, bo byc może każde z Was ciągnie za sobą jakieś patologiczne doświadczenia z domu rodzinnego, które rzutują na Wasze obecne relacje. Ale to będzie w stanie określic dobry psycholog. Poczytaj sobie wątki na forum Zycie rodzinne, może zmieni Ci się trochę optyka i będziesz w stanie lepiej panowac nad sobą. Na początek zacznij wagi adorowac swoją żonę, bo kobieta jest przekonana, że z uwagi na swoją tuszę nie jest już dla Ciebie atrakcyjna, plus jeszcze dodatkowo te fatalne epitety ją w tym utwierdzają. Jeżeli ma problemy z tuszą, pomóż jej zapisac się na jakieś zajęcia fittness, na basen, wykup jej karnet i zacznij o nią dbac NIE GORZEJ niż dbasz o siebie samego.
          • nickjednorazowy2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 11:27
            zuzi.1, chyba masz rację. Czasami jest tak, że 2 tygodnie potrafimy się nie kłócić, pod warunkiem, że oboje się staramy i pozwala mi się zbliżyć do siebie (i nie chodzi wcale o sex). Jeżeli mnie odrzuca na każdym kroku to czuje złość i nie wiele potrzeba do kłótni. Żonę już dawno zaakceptowałem taką jaka jest i jej nadwaga nie jest do końca jedynym problemem. Kiedyś jak była bardzo szczupła też potrafiliśmy się ostro pokłócić przez jej chorobliwą zazdrość, np. zobaczyłem kobietę bez stanika na filmie i już miałem przerąbane… Żona zapisała się na fitness, ale nie przez to, że ja ją do tego zachęcałem, tylko przez to że inne koleżanki z pracy się zapisały, chodziła jakieś 1, 2 mc i koniec. Jej problemem nie jest to że dużo je, bo je bardzo mało, ale kompletny brak ruchu i zamiłowanie do słodyczy szczególnie w porze przed snem. Ogólnie żona w ogóle nie liczy się z moim zdaniem. Jeżeli ktoś może na nią wpłynąć w jakiś sposób, to tylko obcy ludzie…
            • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:32
              czyli zapisz Was na terapię małżeńską a żonie zaproponuj WSPÓLNE wypady na basen, jeżeli nie potrafi pływac to najpierw na naukę pływania, razem łatwiej jest się zmotywowac do wysiłku i wytrwac w długotrwałym chodzeniu na takie zajęcia, poza tym fajnie jest razem spędzac czas, to sprzyja budowaniu bliskosci, wycieczki rowerowe też są przyjemne, ale zacznij najpierw od PRZEPROSIN za te epitety, wiesz takie cos siedzi potem w kobiecie jak zadra i trudno to wybaczyc i trudno o bliskosc, skoro brak podstawowego szacunku, zapros ją do kina, na kolację do jakiejs knajpy, zrób dla niej cos co lubi, chocby przygotuj kolację w domu, zrób rano kawę, wieczorem herbatę, wyjdź po prostu naprzeciw niej, powiedz jej wyraźnie, że chciałbyś popracowac nad zmianą relacji między Wami, że b. ją przepraszasz, za wszystko co złe co zrobiłeś w przeszłości, za wszystkie fatalne epitety i chciałbys żeby Ci to wybaczyła i zapomniała o tym i żebyście zaczęli budowac inną zdrową jakośc w małżeństwie. Plus terapia i warsztaty radzenia sobie ze złością-to koniecznosc, jesli nie chcecie za chwilę byc po rozwodzie. Powodzenia
              • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:37
                i jeszcze zapomniałam przeczytaj książkę "Powrót do swego wew. domu" John Bradshaw jest do kupienia w merlin.pl, potem zaproponuj tą lekturę żonie, i utwierdzaj ją w tym, że ją akceptujesz i kochasz i ze jest piękną kobietą, której po prostu pragniesz, czytaj forum życie rodzinne, sporo się z niego dowiesz, wygląda na to, że masz dobre chęci, tylko nie bardzo wiesz jak sobie z tym wszystkim poradzic wink
                • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:44
                  "Żonę już dawno zaakceptowałem taką jaka jest i jej nadwaga nie jest do końca jedynym problemem. Kiedyś jak była bardzo szczupła też potrafiliśmy się ostro pokłócić przez jej chorobliwą zazdrość, np. zobaczyłem kobietę bez stanika na filmie i już miałem przerąbane…"

                  Skoro ją zaakceptowałeś taką jaka jest, to nie pisz, że jej nadwaga nie jest do końca jedynym problemem, bo pojawia mi się wątpliwosc, czy ją rzeczywiscie zaakceptowałeś, czy tylko tak Ci się wydaje, a podświadomie tej akceptacji nie ma...Przy zazdrosci ze strony żony ważne jest to, aby nie dawac jej powodów swoim zachowaniem do tej zazdrosci, tj. jak najbardziej masz prawo oceniac piękno innych kobiet, ale trzeba to robic tak, aby zona nie czułą się przez Twoje reakcje urażona, tj. ona ma byc dla Ciebie tą najpiękniejszą, wówczas będzie i bliskosc i seks, musi czuc się akceptowana i wspierana, rozumiana, z kobietami trzeba dużo rozmawiac o uczuciach i potrzebach, to pozwala zbudowac bliższą relację.
                  • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:50
                    i przeczytaj dokładnie i przemysl dogłębnie WSZYSTKO co Twoja żona w tym wątku napisała, wyłania się z tego obraz upodlonej, bezradnej kobiety, w szczególnosci przeczytaj to:

                    "no seks ukrócam, ale to nic daje. Nawet nie chodzi o to, ze ukrócam, ja po prostu nie mam ochoty na seks z kimś kto mnie wyyzywa w taki sposób, nie czuję nic poza tym, ze jestem wg niego gruba"
                    • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:53
                      i to też:
                      "Cwiczę, może nie tyle co kiedy, bo kiedyś uprawiałam sport można powiedzieć półzawodowo. Ale jak sobie pomyślę, że mam to robić dlatego, zeby on mnie lepiej traktował to mi się wszystkiego odechciewa. Wiem, że nie jestem w tym wszystkim bez winy - kiedy czuję już niemoc i walę z płaczem go na oślep pięściami - wtedy on się lekko przebudza na jakiś czas, widzi jak mnie to wszystko boli (tak mi się wydaje) ja go jednak raczej nie wyzywam, choć w ostateczności zdarza się. Nie mam już siły, ja widzę że ona patrzy na mnie z odrazą - zresztą to też słyszałam - że rzygać mu się chce jak na mnie patrzy- smutne."
                      • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 13:11
                        i jeszcze jedna obowiązkowa książka dla Ciebie: "Toksyczne słowa- słowna agresja w związkach" Patricia Evans, przeczytaj koniecznie, bo to co słownie robisz zonie, to jest PRZEMOC PSYCHICZNA.
                        • zuzi.1 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 13:22
                          I jeszcze jedno: zona nie będzie się liczyła z Twoim zdaniem, gdy nie czuje Twojej akceptacji jej osoby, uczuc i potrzeb...dlaczego ma się liczyc ze zdaniem kogos, kto stosuje wobec niej obelżywe epitety i przemoc psychiczną? Ty byś się liczył ze zdaniem osoby, która by się wobec Ciebie tak zachowywała? Poza tym, żona to nie przedmiot, ma własne zdanie w wielu sprawach i nie zawsze to zdanie musie pokrywac się ze zdaniem męża, nawet lepiej jest, gdy kazde ma prawo do swojego zdania...
                    • mmomika Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:58
                      Co za czasy, co za czasy, ze terapie rodzinną prowadzi się na forum ematka.
                      • lelija05 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 02.08.13, 09:38
                        Nie trzeba płacić.
                        A jak to trol, to i rozrywkę ma przednią.
            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:04
              Witajcie ponownie. Chciałbym przedstawić dalszy ciąg historii naszego życia. Wątek jest stary i dosyć długi, więc jeżeli komuś nie będzie chciało się czytać całości, przypomnę że nickjednorazowy1 to moja żona a nickjednorazowy2 to mąż, czyli ja.
              Wracając pokrótce do roku 2013 w którym to moja żona założyła ten wątek, myślę że sytuacja między nami nieznacznie ale uległa poprawie, choćby ze względu na to, że zaczęliśmy starać się o drugie dziecko. Trwało to co najmniej 4 może 5 lat, żona nie mogła zająć w ciążę. Bardzo to przeżywała, starałem się ją pocieszyć, że mam już jedną wspaniałą córkę, nie musimy nic robić na siłę i tak naprawdę dopiero jak trochę odpuściliśmy starania coś się zmieniło, ale jednocześnie na lepsze i na gorsze. Moja żona pod koniec roku 2017 poznała przez facebooka pewnego Pana pochodzenia Pakistańskiego, 10 lat młodszego od siebie, mieszkającego niedaleko, ale nie w Polsce, który usilnie próbował się z nią zaprzyjaźnić. Początkowo tłumaczyła mu, że ma męża, dziecko itd. Pan był bardzo zdesperowany, gdyż groziła mu deportacja z kraju w którym przebywał. I tak rozpoczęła się ich znajomość początkowo pisana a później przerodziła się w wideorozmowy. To co dalej będę pisał, to już dowidziałem się od żony, jak wszystko się wydało. Pan po około 1-1,5mc zaczął już mojej żonie wypisywać, że za nią tęskni i że ją kocha, proponował jej małżeństwo, żeby prawdopodobnie utrzymać pobyt w kraju. Początkowo podobno się opierała na wszystko i pomagała mu pisząc np. pismo które miał złożyć do odpowiednich władz, żeby go nie deportowano, podpowiadała jak ma podchodzić do kobiet, żeby jakąś zdobyć itd. Tyle, że z czasem to wszystko przerodziło się z jej stron również w zaćmienie, zauroczenie tym Panem. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wtedy okazała mu jakieś uczucia, ale na pewno dała mu do zrozumienia że może tak być ☹. W końcu udało nam się, żona zaszła w ciążę, dowiedziała się krótko po tym jak poznała tego Pana, ale nie przerwała znajomości z owym Panem. Byłem okłamywane przez kilka miesięcy, kontaktowała się z nim nawet po kilka razy dziennie, wykorzystywała wolne chwile, gdy wychodziłem z domu. Czekała aż pójdę spać do sypialni i wtedy rozpoczynała wideorozmowy, tłumacząc mi np., że nie może spać po nocach, że prawdopodobnie to jest przez ciąże. Żona wysyłała mu swoje zdjęcia w bardzo ładnych ujęciach (mi nigdy takich nie przesyłała) i zdjęcia naszej córki. Pod koniec marca 2017 roku nakryłem ją jak ciągle z kimś sms’uje. Wszystko się wydało z paniką uciekła do łazienki usuwając wszystkie rozmowy. Zapomniała tylko usunąć rozmów telefonicznych z komunikatora było ich mnóstwo. To była dla mnie tragedia, załamałem się psychicznie, płakałem codziennie i wszędzie, przestałem funkcjonować. Żona, też to przeżywała. Z racji na pochodzenie i mentalność tych ludzi, czułem że muszę o tej sytuacji kogoś powiadomić. Powiadomiłem jej ojca. Żona przepraszała mnie mówiła, że żeby wiedziała, że tak bardzo ją kocham nigdy by tego nie zrobiła. Wybaczyłem jej wszystko, podciągnąłem jej zdradę emocjonalną pod przeszłość jaka była między nami. Dotarło do mnie, że zachowywałem się bardzo źle, przepraszałem wielokrotnie żonę za przeszłość, powiedziałem że wstydzę się tego i uznałem, że całe to zdarzenie było karą dla mnie. Żona przysięgała mi na Pana Boga, na nasze życie, na naszą miłość i związek, że to już się więcej nie powtórzy, że żałuje tego. Pod naporem żony udało mi się namówić teścia, żeby nikomu o tym nie mówił i dalej też tego nie rozpowiadałem, wiedząc jakie może mieć to konsekwencje, dla żony (wśród znajomych, praca itd.) i też dla nas, jako rodziny. Zmieniłem swoje nastawienie, przez ponad rok, uważam że byłem dla żony bardzo dobry, okazywałem jej mnóstwo uczuć i uwagi, lecz nieświadomy dalej żyłem w kłamstwie. Około 4-5mc temu, żona mi oświadczyła, że jestem dobrym mężem, nic nie muszę w sobie zmieniać, jestem dobry dla dzieci, ale ona jest potworem, nie czuje się ze mną do końca szczęśliwa i nigdy nie będzie dobrą żoną dla mnie. Znów się załamałem, płakałem, pytałem o co chodzi przecież jest między nami dobrze dogadujemy się, przez ponad roku kłóciliśmy się tylko raz, nie potrafiła mi odpowiedzieć, co jest powodem. Wtedy wróciłem do przeszłości zapytałem czy jest to związane z Pakistańczykiem, okłamała mnie odpowiadając, że nie. W maju 2018 roku nakryłem ją drugi raz tym razem z zapasowym telefonem służącym do kontaktu z owym Panem. On po pierwszym razie odczepił się od niej, ale ona emailowa na nowo odnowiła kontakt na przełomie 2017/2018 roku. Znów zaczęły się wideorozmowy, ukrywanie, poprawa własnego wizerunku, przesyłanie zdjęć swoich i zdjęć naszych dzieci. Rozmowy o ewentualnym spotkaniu. Znów zaczął wyznawać jej miłość a ona tą miłość odwzajemniła ☹ Drugi raz się załamałem, płakałem, we wszystko została wciągnięta nasza córka, gdyż siłą rzeczy słyszała między nami rozmowy. Postanowiłem powiadomić jej najbliższą rodzinę (rodziców, rodzeństwo) oraz moją siostrę. Nie chciała za bardzo z nimi rozmawiać, ojciec jej powiedział że jak go tu sprowadzi to wiele życia mu nie pozostało, ale on go zatłucze, próbowali jej przetłumaczyć że ma rodzinę, dzieci, materialnie wszystko co potrzebuje. Matka ją uświadamiała, jaki to będzie wstyd jak ludzie się dowiedzą, że ona z Pakistańczykiem, co z naszymi dziećmi w szkole, będą wytykane palcami itd. Im więcej próbowali jej nakłaść do głowy tym bardziej odwracała się od nich. Poprosiłem ich żeby odpuścili. Żona powiedziała, że chce separacji ze mną a potem może rozwód, bo już od dawna o tym myśli i że chce jeszcze przez dwa tygodnie mieć ten drugi telefon, żeby wyjaśnić z nim wszystko i żeby zastanowić się co z nami… Nie mogłem tego wytrzymać kazałem jej się wyprowadzić, przepraszała mnie, błagała o wybaczenie. Córka powiedziała, że jeśli mama się wyprowadzi na kilka dni z drugim dzieckiem, to ona zostanie ze mną, że nie może mnie zostawić samego. Po tygodniu przetrzymywanie tego drugiego telefonu nie wytrzymałem poprosiłem ją żeby ostatecznie przysięgła mi że już się z nim nie skontaktuje i zrobiła to, po czym pod dwóch dniach wróciłem wcześniej z pracy, była cała zmieszana, próbowała mnie zmylić czymś innym, znalazłem przy niej ten telefon. Znów mnie okłamała, miała z nim wideorozmowe a potem jeszcze wypisywała mu wiadomości mające na celu wzbudzić, nie wiem znów jakieś uczucia. Gdy się wszystko wydało odczytałem skrawek rozmów po między nimi, moja żona pisała typu, że „nie możesz mnie kochać”, „załamało mi się życie”, „nigdy tak naprawdę mnie nie potrzebowałeś”. To było tylko namiastka tego co się działo między nimi ☹. Dałem jej drugą szanse powiedziałem, że ma do niego w mojej obecności zadzwonić i powiedzieć mu do czego doprowadziły ich kontakty, że oboje zniszczyli to co między nami było, złamali psychicznie mnie i naszą córkę, która wielokrotnie powtarzała mamie, że nie chce znać tego Pana, że modliła się za nas, żeby mama zapomniała o tym Panu i żeby to się skończyło. Żona zadzwoniła przy mnie do niego (ja stałem obok niewidoczny) powiedziała mu to wszystko, on przepraszał za wszystko. Żona przysięgła mi i córce że już więcej z nim się nie skontaktuje i że zrobi wszystko żeby naprawić naszą rodzinę. Córka i siostra bardzo mi pomogły psychicznie. Moja żona mi powiedziała, że niby mnie kocha a jego nie kocha. Żona kiedyś szalała za mną, teraz jest obojętna, ja potrzebuję ją przytulać, całować, dotykać nawet po 10 razy dziennie a ona po moich namowach zrobi to może z raz i twierdzi, że już taki ma charakter. Powiedziała mi, że chce być ze mną i ma nadzieje, że wszystko się ułoży, ale jak ja mam jej na nowo zaufać, powiedzcie mi??? Bardzo ją kocham i dzieci, nie wyobrażam sobie rozbicia naszej rodziny, ale jak mam zaufać tej kobiecie??? Pierwszy raz gdy mnie zdradziła uznałem jako karę, zrozumiałem, zmieniłem się, ale drugi raz zrobiła już to z premedytacją. Prawdopodobnie nie mogła przestać o nim myśleć, nie wiem może się zakochała. Pytałem ją o to odpowiedziała, że bez powodu to zrobiła, nie myślała
    • volta2 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 01.08.13, 12:40
      nie czytałam innych odpowiedzi, ale znam/znałam takiego chłoptasia, który od macior wyzywać nie mógł bo laska nawet po porodzie została laską, ale za to już dziurą mogła być.

      i tak całe dnie, lata za latami, nawet po drugim dziecku(pan chłoptaś bardzo szlachetny był i jakby kto co złego o jego dziurze śmiał powiedzieć, to od razu w mordę lał)

      skończyło się wraz z wypadkiem samochodowym, w którym gość przewiózł się na tamten świat - dziura dalej jest laską, odżyła i wypiękniała, faceta 10 lat młodszego znalazła, 2 dzieci jeszcze mu urodziła - dalej będąc laską.

      uciekać, uciekać, i nie dać się zngoić, tym bardziej że córka rośnie i niedługo będzie też maciorą czy dziurą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja