Taka oto sytuacja rodzinna...:(

    • conena Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:13
      masz dziecko - córkę! - i zastanawiasz się, co zrobić z facetem, który nazywa ciebie "maciorą"? jaki wzorzec drukuje się w głowie twojej córki? myślałaś o tym? dzieciak mówi, że nie kocha taty, a ty dziecku tłumaczysz, że jest dobry?
      wolałabym w noclegowni z bezdomnymi spać, niż kłaść się do łóżka obok człowieka, który mnie popycha i nazywa "pojebem".
      na świecie żyją miliony samotnych matek. miliony!
    • fornita111 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:25
      TO JEST PATOLOGIA!!! Fundujesz wlasnemu dziecku pieklo. Rozwod i tyle w temacie.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:31
        Jeszcze raz wklejam całą wiadomość i proszę was przeczytajcie najpierw co napisała żona jako jenorazowynick1 a potem ja jako mrcz (wcześniej jednorazowynick2).

        Witajcie ponownie. Chciałbym przedstawić dalszy ciąg historii naszego życia. Wątek jest stary i dosyć długi, więc jeżeli komuś nie będzie chciało się czytać całości, przypomnę że nickjednorazowy1 to moja żona a nickjednorazowy2 to mąż, czyli ja.
        Wracając pokrótce do roku 2013 w którym to moja żona założyła ten wątek, myślę że sytuacja między nami nieznacznie ale uległa poprawie, choćby ze względu na to, że zaczęliśmy starać się o drugie dziecko. Trwało to co najmniej 4 może 5 lat, żona nie mogła zająć w ciążę. Bardzo to przeżywała, starałem się ją pocieszyć, że mam już jedną wspaniałą córkę, nie musimy nic robić na siłę i tak naprawdę dopiero jak trochę odpuściliśmy starania coś się zmieniło, ale jednocześnie na lepsze i na gorsze. Moja żona pod koniec roku 2017 poznała przez facebooka pewnego Pana pochodzenia Pakistańskiego, 10 lat młodszego od siebie, mieszkającego niedaleko, ale nie w Polsce, który usilnie próbował się z nią zaprzyjaźnić. Początkowo tłumaczyła mu, że ma męża, dziecko itd. Pan był bardzo zdesperowany, gdyż groziła mu deportacja z kraju w którym przebywał. I tak rozpoczęła się ich znajomość początkowo pisana a później przerodziła się w wideorozmowy. To co dalej będę pisał, to już dowidziałem się od żony, jak wszystko się wydało. Pan po około 1-1,5mc zaczął już mojej żonie wypisywać, że za nią tęskni i że ją kocha, proponował jej małżeństwo, żeby prawdopodobnie utrzymać pobyt w kraju. Początkowo podobno się opierała na wszystko i pomagała mu pisząc np. pismo które miał złożyć do odpowiednich władz, żeby go nie deportowano, podpowiadała jak ma podchodzić do kobiet, żeby jakąś zdobyć itd. Tyle, że z czasem to wszystko przerodziło się z jej stron również w zaćmienie, zauroczenie tym Panem. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wtedy okazała mu jakieś uczucia, ale na pewno dała mu do zrozumienia że może tak być ☹. W końcu udało nam się, żona zaszła w ciążę, dowiedziała się krótko po tym jak poznała tego Pana, ale nie przerwała znajomości z owym Panem. Byłem okłamywane przez kilka miesięcy, kontaktowała się z nim nawet po kilka razy dziennie, wykorzystywała wolne chwile, gdy wychodziłem z domu. Czekała aż pójdę spać do sypialni i wtedy rozpoczynała wideorozmowy, tłumacząc mi np., że nie może spać po nocach, że prawdopodobnie to jest przez ciąże. Żona wysyłała mu swoje zdjęcia w bardzo ładnych ujęciach (mi nigdy takich nie przesyłała) i zdjęcia naszej córki. Pod koniec marca 2017 roku nakryłem ją jak ciągle z kimś sms’uje. Wszystko się wydało z paniką uciekła do łazienki usuwając wszystkie rozmowy. Zapomniała tylko usunąć rozmów telefonicznych z komunikatora było ich mnóstwo. To była dla mnie tragedia, załamałem się psychicznie, płakałem codziennie i wszędzie, przestałem funkcjonować. Żona, też to przeżywała. Z racji na pochodzenie i mentalność tych ludzi, czułem że muszę o tej sytuacji kogoś powiadomić. Powiadomiłem jej ojca. Żona przepraszała mnie mówiła, że żeby wiedziała, że tak bardzo ją kocham nigdy by tego nie zrobiła. Wybaczyłem jej wszystko, podciągnąłem jej zdradę emocjonalną pod przeszłość jaka była między nami. Dotarło do mnie, że zachowywałem się bardzo źle, przepraszałem wielokrotnie żonę za przeszłość, powiedziałem że wstydzę się tego i uznałem, że całe to zdarzenie było karą dla mnie. Żona przysięgała mi na Pana Boga, na nasze życie, na naszą miłość i związek, że to już się więcej nie powtórzy, że żałuje tego. Pod naporem żony udało mi się namówić teścia, żeby nikomu o tym nie mówił i dalej też tego nie rozpowiadałem, wiedząc jakie może mieć to konsekwencje, dla żony (wśród znajomych, praca itd.) i też dla nas, jako rodziny. Zmieniłem swoje nastawienie, przez ponad rok, uważam że byłem dla żony bardzo dobry, okazywałem jej mnóstwo uczuć i uwagi, lecz nieświadomy dalej żyłem w kłamstwie. Około 4-5mc temu, żona mi oświadczyła, że jestem dobrym mężem, nic nie muszę w sobie zmieniać, jestem dobry dla dzieci, ale ona jest potworem, nie czuje się ze mną do końca szczęśliwa i nigdy nie będzie dobrą żoną dla mnie. Znów się załamałem, płakałem, pytałem o co chodzi przecież jest między nami dobrze dogadujemy się, przez ponad roku kłóciliśmy się tylko raz, nie potrafiła mi odpowiedzieć, co jest powodem. Wtedy wróciłem do przeszłości zapytałem czy jest to związane z Pakistańczykiem, okłamała mnie odpowiadając, że nie. W maju 2018 roku nakryłem ją drugi raz tym razem z zapasowym telefonem służącym do kontaktu z owym Panem. On po pierwszym razie odczepił się od niej, ale ona emailowa na nowo odnowiła kontakt na przełomie 2017/2018 roku. Znów zaczęły się wideorozmowy, ukrywanie, poprawa własnego wizerunku, przesyłanie zdjęć swoich i zdjęć naszych dzieci. Rozmowy o ewentualnym spotkaniu. Znów zaczął wyznawać jej miłość a ona tą miłość odwzajemniła ☹ Drugi raz się załamałem, płakałem, we wszystko została wciągnięta nasza córka, gdyż siłą rzeczy słyszała między nami rozmowy. Postanowiłem powiadomić jej najbliższą rodzinę (rodziców, rodzeństwo) oraz moją siostrę. Nie chciała za bardzo z nimi rozmawiać, ojciec jej powiedział że jak go tu sprowadzi to wiele życia mu nie pozostało, ale on go zatłucze, próbowali jej przetłumaczyć że ma rodzinę, dzieci, materialnie wszystko co potrzebuje. Matka ją uświadamiała, jaki to będzie wstyd jak ludzie się dowiedzą, że ona z Pakistańczykiem, co z naszymi dziećmi w szkole, będą wytykane palcami itd. Im więcej próbowali jej nakłaść do głowy tym bardziej odwracała się od nich. Poprosiłem ich żeby odpuścili. Żona powiedziała, że chce separacji ze mną a potem może rozwód, bo już od dawna o tym myśli i że chce jeszcze przez dwa tygodnie mieć ten drugi telefon, żeby wyjaśnić z nim wszystko i żeby zastanowić się co z nami… Nie mogłem tego wytrzymać kazałem jej się wyprowadzić, przepraszała mnie, błagała o wybaczenie. Córka powiedziała, że jeśli mama się wyprowadzi na kilka dni z drugim dzieckiem, to ona zostanie ze mną, że nie może mnie zostawić samego. Po tygodniu przetrzymywanie tego drugiego telefonu nie wytrzymałem poprosiłem ją żeby ostatecznie przysięgła mi że już się z nim nie skontaktuje i zrobiła to, po czym pod dwóch dniach wróciłem wcześniej z pracy, była cała zmieszana, próbowała mnie zmylić czymś innym, znalazłem przy niej ten telefon. Znów mnie okłamała, miała z nim wideorozmowe a potem jeszcze wypisywała mu wiadomości mające na celu wzbudzić, nie wiem znów jakieś uczucia. Gdy się wszystko wydało odczytałem skrawek rozmów po między nimi, moja żona pisała typu, że „nie możesz mnie kochać”, „załamało mi się życie”, „nigdy tak naprawdę mnie nie potrzebowałeś”. To było tylko namiastka tego co się działo między nimi ☹. Dałem jej drugą szanse powiedziałem, że ma do niego w mojej obecności zadzwonić i powiedzieć mu do czego doprowadziły ich kontakty, że oboje zniszczyli to co między nami było, złamali psychicznie mnie i naszą córkę, która wielokrotnie powtarzała mamie, że nie chce znać tego Pana, że modliła się za nas, żeby mama zapomniała o tym Panu i żeby to się skończyło. Żona zadzwoniła przy mnie do niego (ja stałem obok niewidoczny) powiedziała mu to wszystko, on przepraszał za wszystko. Żona przysięgła mi i córce że już więcej z nim się nie skontaktuje i że zrobi wszystko żeby naprawić naszą rodzinę. Córka i siostra bardzo mi pomogły psychicznie. Moja żona mi powiedziała, że niby mnie kocha a jego nie kocha. Żona kiedyś szalała za mną, teraz jest obojętna, ja potrzebuję ją przytulać, całować, dotykać nawet po 10 razy dziennie a ona po moich namowach zrobi to może z raz i twierdzi, że już taki ma charakter. Powiedziała mi, że chce być ze mną i ma nadzieje, że wszystko się ułoży, ale jak ja mam jej na nowo zaufać, powiedzcie mi??? Bardzo ją kocham i dzieci, nie wyobrażam sobie rozbicia naszej rodziny, ale jak mam zaufać tej kobiecie??? Pierwszy raz gdy mnie zdradziła uznałem jako karę, zrozumiałem, zmieniłem się, ale drugi raz zrobiła już to
        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:32
          dalszy ciąg treści, nie chce wszystko wejść za jednym razem:

          Pierwszy raz gdy mnie zdradziła uznałem jako karę, zrozumiałem, zmieniłem się, ale drugi raz zrobiła już to z premedytacją. Prawdopodobnie nie mogła przestać o nim myśleć, nie wiem może się zakochała. Pytałem ją o to odpowiedziała, że bez powodu to zrobiła, nie myślała w ogóle o przyrzeczeniach na wszystko, które mi składała i że nie wejdę siłą w jej myśli. Nie dałem jej też powodu do powrotu do kontaktu z nim. W tym momencie ten człowiek już nie ma zagrożenia deportacji bo znalazł pracę, zaczął się uczyć. Żona twierdzi, że on jest inny to dobry człowiek a jej rodzice uważają go za terrorystę. Generalnie broniła go a mnie zaczęła stawić w złym świetle. Wszystko tłumaczyła, że to co się wydarzyło to znów przez przeszłość – jak pytam się? Drugi raz zrobiłaś to przez przeszłość, jak była między nami! Teraz żyjemy normalnie, jako związek, ale wciąż jest niepewność co będzie dalej. Czy jej wybaczę, czy jej zaufam… Tak bardzo ją kocham on mówi, że mnie też, ale ja już nie wierzę w żadne jej słowo… Napiszcie proszę obiektywnie co o tym myślicie, czy powinniśmy się rozstać…
          • fornita111 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:38
            Dobra, dalam sie nabrac trollowi, trzeba jednak patrzec na daty wink I nie tylko ja z tego co widze big_grin
    • mapola Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:45
      Dzień dobry,
      Nie czytałam odpowiedzi. Proszę uważnie przeczytać to, ci napiszę. Na co dzień pracuję z osobami doswiadczajacymi przemocy ze strony najbliższych. Proszę poszukać w swojej okolicy Ośrodka Interwencji Kryzysowej i pójść tam na rozmowę z psychologiem. Ośrodek pomocy społecznej też może być brany pod uwagę. Żądać o założenie NK jeżeli nikt wczesniej sam nie zaproponuje. Porozmawiać ze swoim dzielnicowym. Jest Pani w trudnej sytuacji i rozumiem, że ten pierwszy krok bedzie dla Pani trudny. W wymienionych instytucjach uzyska Pani wszystkie niezbędne inf. Skontaktować się z Niebieską Linią - wszystkie dane w necie. Gdyby miała Pani jakiekolwiek pytania, proszę o prv.
    • ichi51e Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:49
      To nie jest normalne. Zadaj sobie pytanie - czy bedzie lepiej? Co musialoby sie stac zeby bylo lepiej?
      Jesli warunki ktore trzebaby spelnic okaza sie niemozliwe do spelnienia obawiam sie ze nalezy sie pakowac uncertain
      • gaskama Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 11:53
        ichi, ale to post z 2013 roku.
        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 12:03
          Proszę przeczytać wiadomości napisane przez mrcz, jestem mężem Pani która zakładała ten wątek, jako nickjednorazowy1, ja się potem wypowiedziałem jako nickjednorazowy2 a obecnie napisałem po tych latach wiadomość jako: mrcz z datą 13.07.18, godz. 11:31.
          Nie jestem, żadnym trollem to prawdziwa historia!
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 13:16
            Na prawdę nikt mi nie pomoże? sad
            • zadz.iora Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 14:02
              Wątek nie został założony bez przyczyny. Padło tu sporo konkretnych rad, a Ty po 5 latach piszesz tak:
              "Wracając pokrótce do roku 2013 w którym to moja żona założyła ten wątek, myślę że sytuacja między nami nieznacznie ale uległa poprawie, choćby ze względu na to, że zaczęliśmy starać się o drugie dziecko. "

              I trochę nóż się w kieszeni niestety otwiera. Czy dobrze rozumiem, że drugie dziecko zastąpiło Wam terapię indywidualną/małżeńską? Jeśli tak, to masz chyba swoją odpowiedź...
              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 15:25
                W momencie jak już zaczęliśmy się starać o drugie dziecko myślę, że sytuacja między nami się zmieniła. Po tym jak się dowiedziałem, że pierwszy raz mnie zdradziła emocjonalnie, mój stosunek się bardzo do niej zmienił. Nie kłóciliśmy się prawie wcale, odzywaliśmy się do siebie z szacunkiem, okazywałem jej dużo uczuć. Gdy się drugie dziecko urodziło uważam, że było między nami jeszcze lepiej, ale niestety po kilku miesiącach po narodzeniu dziecka żona drugi raz wróciła do kontaktu z ciapatym.
                • ichi51e Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 15:29
                  Dlaczego mnie to nie dziwi?
                  • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 15:31
                    Co Cię nie dziwi, że sytuacja między nami się poprawiała, czy że żona drugi raz mnie zdradziła?
                    • zadz.iora Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 15:52
                      Stawiam, że pewnie jednak to, że Tobie nadal _wydaje się_, że cokolwiek od tego 2013 roku faktycznie się między Wami zmieniło.

                      Generalnie to dużo Ci się "wydaje", dużo "uważasz" i "myślisz", ale czy cokolwiek *wiesz*?

                      Pomijając kwestię zerowego chyba rozwoju osobistego, wglądu w siebie i swoje własne mechanizmy, nawyki i patologie (mowa zarówno o Tobie i żonie), to mam wrażenie, że ten Wasz związek to jedna wielka jazda bez trzymanki. Tylko oczy szeroko zamknięte...
                      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 17:09
                        Nie jesteśmy rodziną patologiczną jeśli tak to sobie wyobrażasz. Oboje jesteśmy wykształceni, wspólnie dobrze zarabiamy, mamy własny dom. Materialnie niczego nam nie potrzeba. Mamy wspaniałe inteligentne dzieci. Patologiczne może kiedyś były nasza zachowania, ale już dawno to się zmieniło. Nie potrafię zrozumieć dlaczego żona drugi raz mnie zdradziła?
                        • gryzelda71 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 17:13
                          Bo ciebie nie kocha i jest z tobą bo dzieci, majątek itd.
                          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 18:22
                            Też tak myślałem, że ze względu na dzieci, ale powiedziała, że nie i że mnie kocha. Nie jest materialistką.
                            • gryzelda71 Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 10:35
                              W takim razie kocha ciebie i jeszcze jest mnóstwo miejsca w serduszku,więc może pokochać innych panów. Nudzisz ja.
                              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 11:08
                                Okropne, ale może okazać się prawdziwe crying
    • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 14:51
      >Dodam również, że moja 4 letnia córka ma niezbyt poprawny sotosunek do ojca - ja staram się jej po kłotniach tłumaczyć, że tata żartował i ja też i że on jest dobry.... Ale ona i tak wie swoje. Wszystkim mówi, że nie kocha i nie lubi taty

      To akurat jest poprawne podejście do tematu.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 13.07.18, 15:29
        Jakoś obecnie córka mnie kocha. Dziś np. rozmawiałem z nią przez telefon i sama na koniec rozmowy mi powiedziała że mnie kocha. Zresztą bardzo często to sobie mówimy. Córka mi powiedzaała, że jakby któreś z nas odeszło to by była tragedia dla niej.
        • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 10:22
          mrcz napisał:

          > Córka mi powiedzaała, że jakby któreś z nas odeszło to by była tragedi
          > a dla niej.

          Jeśli tak mówi 8-9 latka, to zaczęłabym się zastanawiać, czy dziecko nie ma jakiś lęków.
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 11:13
            Nie ma jestem tego pewien. Jest po prostu bardzo inteligentna, nie mamy z nią kompletnie żadnych problemów. Czasem jak coś powie to patrzymy na siebie z żoną myśląc że ona jest mądrzejsza od nas dwóch.
            • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:02
              Dziecko 8-9 letnie jest jeszcze na takim etapie rozwoju psychicznego, że jeśli nic złego w domu czy otoczeniu się nie dzieje, to z reguły nie przychodzi im do głowy, że któreś z rodziców może odejść. To nie ma nic wspólnego z inteligencją.
              Z innych twoich wypowiedzi wynika jasno, że w sprawy pomiędzy tobą i żoną zaangażowana jest caluteńka rodzina - bliższa i dalsza. Oraz dzieci.
              Twoja żona jest pełnoletnia i nie potrzebuje nadzoru rodziców. Samo opowiadanie o jej mejlach czy smsach (wiesz, że nie powinieneś ich czytać?) wszystkim krewnym i znajomym królika jest takie jakieś dziwne.
              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 12:04
                Wiedzą tylko najbliżsi żony i moja siostra. Może był to błąd że ich powiadomiłem, ale już tego nie cofnę. Tak jak żona nie cofnie tego co zrobiła. Po tygodniu poprosiłem jej rodzinę żeby nie wtrącali się i żeby traktowali żonę normalnie i tak jest. Normalnie spędzamy czas z rodziną bez rozmów na ten temat a rodzina traktuje nas normalnie tak jak dotychczas.
    • feliz_madre Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 10:36
      Można ratować małżeństwo i myśleć o terapii, ale jeśli jest brak szacunku - a tu ewudentnie go brak, to wygląda na to, że ten związek jest skazany na porażkę. Im wczesniej do tego dojrzejesz tym więcej lepszego zycia przed Tobą.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 11:38
        Pisałem, że kiedyś może tego szacunku brakowało, obecnie bardzo żonę szanuję pomimo tego co zrobiła. Nie potrafię się na nią gniewać, tak bardzo ją kocham, nie potrafię bez niej funkcjonować, nie wyobrażam sobie tego...przez to, to wszystko co mi zrobiła schodzi na drugi plan, pomimo że bardzo mocno cierpię. Okazuję jej bardzo dużo uwagi i uczuć można powiedzieć, że ja 70-80% a ona resztę. Ona twierdzi, że też mnie kocha, ale skoro mnie kocha to dlaczego zrobiła to drugi raz sad(( nie potrafię tego zrozumieć... Niedługo wykończe się psychicznie i nerwowo crying(( czuję że przez tą miłość do niej nie myślę racjonalnie...
    • arghail Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 14.07.18, 18:06
      Dziecko mądrzejsze od Ciebie.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 00:23
        Raczej od nas obojga (rodziców)
    • sylwadomowa Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 08:48
      Z całej trójki najzdrowszy stosunek do sytuacji ma dziecko. Ale po latach to dziecko będzie najbardziej chore emocjonalnie z powodu tego, czego teraz doświadcza.
      Wiem, że nie chce się wierzyć, że jest aż tak źle i chciałoby się ratować, naprawiać. Jak na mój gust, jest beznadziejnie i trzeba się szykować na ewakuację.
      Ludzie maja różne słownictwo i niektórzy się nagminnie wyzywają i nie robi to na nich wrażenia, są różne grupy społeczne, itd., ale jakby mnie tak nawyzywano, to by mnie więcej nie widziano - przy najbliższej okazji bym odeszła. Nie umiałabym tez pocałować czy dotknąć mężczyzny, który by tak do mnie mówił. Nie wiem, może to ja jestem "wydelikacona", a ty normalna, że nie reagujesz tak ostro na poniżanie i wyzwiska i umiesz z tym żyć, więc nie powiem, co masz zrobić ty, ale jeśli chodzi o mnie - nie trwałabym w takim związku.
      • sylwadomowa Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 09:39
        O, widzę, że jest ciąg dalszy. Ale to, co napisałam wcześniej, pasuje i do ciągu dalszego.
        Złe słowa nie zniknęły. One były jak kamienie rzucane w kobietę, które zbudowały mur. Przemoc zraniła na zawsze. Mimo "zdroworozsądkowego" pogodzenia się, pozostała podświadoma odraza kobiety do mężczyzny, który nazywał ją "maciorą", "pojebem" i traktował z pogardą.
        I co się zdarzyło? Pakistańczyk. Mężczyźni tej kultury mają zapewne swoje wady, ale jedno na ogół potrafią: pięknie mówić do kobiet. Adorować je, mówić o miłości, dowartościowywać, zachwycać się nimi... Pięknymi słowami budują sobie drogę do serca kobiety - i kobiety otwierają się na nich i chcą ich mieć w swoim życiu, chcą ich kochać. Bo czują się kochane. Bo o tym słyszą, czytają w mailach, sms-ach.
        Jak jest naprawdę?
        Mężczyźni tacy jak ty może myślą, że jak posprzątają w samochodzie żony, umyją go i rzuca kluczyki na stół z gburowatym "Gdzie obiad?", to żona oceni to jako akt miłości okazany w formie pracy na jej rzecz, a nie zauważy gburowatego pomruku. I mylą się. Choćby nie wiem co robili, u większości kobiet nigdy nie przypunktują, jeśli dodają do tego gburowatość i złe słowa.
        Widzisz, twoja żona jest z takich kobiet, które, gdyby podeszło do nich dwóch mężczyzn i jeden by powiedział: "Dam ci 100 zł, wstrętna macioro!", a drugi: "Daj mi 100 zł, księżniczko mojego serca!" - to nie chciałaby gadać z tym pierwszym i z uśmiechem wyjęłaby 100 zł dla tego drugiego. I ja ją doskonale rozumiem. Bo też wolę z miłym mężczyzną stracić, niż z chamskim zyskać. (Zwłaszcza, gdyby w grę wchodziło tylko 100 złwink.
        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 09:59
          sylwadomowa oceniasz tylko mnie, ale przeszłość wyglądała tak że to żona również mnie okropnie wyzywala i źle traktowała. Przeczytaj proszę najpierw jeszcze moj post z dn. 01.08.2013 9:47 jako jednorazowynick2. Po pierwszej zdradzie żony zrozumiałem swoje błędy zmieniłem się i to bardzo, sama żona mi powiedziała że jestem dobrym mężem i nie muszę nic w sobie zmieniać a siebie nazwała potworem i że nigdy nie będzie dla mnie dobrą żona, bo już wtedy była w fazie drugiej zdrady emocjonalnej. Nasłuchałem się o ciapatych bardzo dużo od Niemca mieszkającego w Polsce w większości zachowują się jak takie lovelasy, dokładnie tak jak opisujesz a jak już zdobędą kobietę i obywatelstwo bo o to im najczęściej chodzi, mają kobietę za nic biją je nagminnie, kobiety nie mają żadnych praw przy nich bo taka jest ich metalnosc. Kolega Niemiec opowiadał, że bardzo często są zlecenia na morderstwa kobiet zw strony mężów, jak już osiągną czego chcą. Nie mogę tego znieść...
          • sylwadomowa Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:40
            Wiesz co? Może cię urażę, ale wam obojgu z zoną brak rozsądku i jedziecie ciągle na szalejących emocjach, po prostu jesteście niedojrzali - i, jak to mówią, "Jedno warte drugiego".
            Po pierwsze: oboje nie zostaliście dobrze wychowani i nie zyskaliście podstaw kultury życia na co dzień. Dziwnie wam się wydawało, że wyzywania się, pyskówki, to taki folklor, który nie ma większego znaczenia. Może w waszych rodzinach też tak było i nikt was nie ostrzegł, że od wyzwisk, pogardy, powstaje mur miedzy ludźmi i że nie można sobie na to pozwalać. Wasi rodzice, jeśli tak się do siebie odzywali, nie ryzykowali tyle co wy - ludzie z innego pokolenia. Oni żyli w czasach, kiedy rozwody były efektem ciężkiego alkoholizmu albo stałej kochanki z czwórką dzieci. Dziś jest inaczej, rozwodów jest bardzo dużo z bardzo licznych przyczyn i dlatego trzeba bardziej dbać o związek, o wzajemne traktowanie się. Dzisiaj się nie jeździ małym fiatem, nie bije dzieci, nie wyzywa współmałżonka. Trzeba to zatrybić, bo inaczej budzisz się z ręką w nocniku. Bo dziś są Pakistańczycy i inne pokusy.
            Zgodzę się z tobą, że żona prawdopodobnie bez sensu wymarzyła sobie rajskie życie z tym Pakistańczykiem i jest to problem, ale ty sam podsycasz jej wyobraźnię, bo strasznie serio traktujesz to, co nazywasz "zdradą emocjonalną". Sam to umacniasz, reagując na fantazje jak na coś rzeczywistego. Człowieku, jak na razie to nikt nikogo nie zdradził, choć coś takiego się szykuje.
            Moim zdaniem jak na razie opisywana przez ciebie "zdrada emocjonalna" to nie zdrada, tylko uzależnienie od rzeczywistości wirtualnej. Żona zakochała się we własnej fantazji, tak, jak dawniej kobiety kochały się w Waldemarze Michorowskim (bohater słynnego romansu przedwojennego), albo w Hansie Klosie, albo w Kurcie Cobainie itd. Jakby pożyła z 5 lat z realnym Pakistańczykiem i była sobą, czyli wyzywała go, też rozpadłby się ten związek i miłość by prysła.
            Wydaje mi się, że jesteście nadmiernie uzależnieni od emocji, że ciągle u was musi być dramat i buzowanie, bo inaczej nie czujecie, że żyjecie.
            Obawiam się, że lubicie silne emocje a zona nie ma żadnych pasji i się nudzi. Ty masz sport i to ci dobrze robi - bo sport (i terapia małżeńska) jest tym, co bym polecała Wam obojgu zamiast wyzwisk, kłótni i wirtualnych romansów. Dużo biegania, fizycznego wyładowania napięć - plus nauka organizowania sobie życia i poprawnej komunikacji pod kierunkiem terapeuty rodzinnego.
            Terapeuta to taki ktoś, kto w dorosłości wychowa was w pewnych względach, w których zabrakło wam ukształtowania w dzieciństwie. Pomoże wam poprawnie oceniać sytuację, używać więcej rozumu i osiągnąć niezbędną dojrzałość.
            • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 12:30
              >Zgodzę się z tobą, że żona prawdopodobnie bez sensu wymarzyła sobie rajskie życie z tym Pakistańczykiem i jest to problem, ale ty sam podsycasz jej wyobraźnię, bo strasznie serio traktujesz to, co nazywasz "zdradą emocjonalną". Sam to umacniasz, reagując na fantazje jak na coś rzeczywistego. Człowieku, jak na razie to nikt nikogo nie zdradził, choć coś takiego się szykuje.

              Ktokolwiek tego Pakistańczyka widział na oczy?
              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 13:40
                Na żywo nie tylko w wideorozmowach, ale rozmowy o spotkaniu między nimi były. Może w porę przerwałem to... Nie wiem...
              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 15:14
                morekac, jakby Twój partner zrobił coś takiego i do tego wyznał miłość to też byś tego nie traktowała, jako zdrady? Żona mi powiedziała, że zrobiła to w amoku i że go nie kocha, ale ja jej nie ufam za dużo razy już mnie oszukała. Może jak bym jej tak bardzo nie kochał to bym tak bardzo nie przeżywał i nie brał bym tego tak poważnie.
                • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 21:53

                  "Mój piękny Panie raz zobaczony w Technicolorze..."
                  Taka to i miłość. Histeryzujesz chyba nieco - i z nazywaniem tego "związku" tak miłością, jak i zdradą.
                  Chociaż oczywiście zbyt intymne wyznania mogą budzić urazę i nie powinny mieć miejsca.
            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 15:05
              sylwadomowa, jest dużo racji w tym co napisałaś, bardzo bym chciał, żeby to była prawda. "Takie coś" pomaga mi przetrwać...
        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:19
          Dodam jeszcze, że również potrafię okazywać uczucia żonie, dowartościowywać ją i mówić o niej pięknie tak codziennie z 10 razy dziennie, bo potrzebuje jej całą taka jaka jest... Przytulanie się do niej to jest dla energia na cały dzień, więc muszę to robić bardzo często. Po prostu tak bardzo ją kocham i przede wszystkim robię to szczerze do niczego nie muszę się zmuszać.
          • sylwadomowa Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:49
            No i tak trzymaj, chłopie, i idźcie na terapię, i do lasu pobiegać. wink
            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 21:11
              Chciałbym, żona kiedyś bardzo aktywnie uprawiała sport a teraz ciężko ją namówić nawet na wspólny spacer rodzinny, może to kwestia tego że ma dużo nieprzespanych nocy przez młodsze dziecko i jest po prostu zmęczona, ale znów kłóci się to z tym że dla niego czas miała sad mi napisze jednego dwa SMS dziennie, jeden przytulas po powrocie z pracy i starczy a jeszcze do niedawna z ciapatym gorąca linia pełno tematów do rozmów. Z mężem wyjść poruszać się, porozmawiać - nudy. Czuję, że ona de mną jest bardziej z obowiązku miłości, co mnie bardzo gnębi. Nie chcę, znów za pół roku dowiedzieć się, że żona znów przeżywa kolejna swoją przygodę a ha pomimo wszelkich starań jestem z boku i mi mówi jeszcze że mnie kocha i że ta miłość trochę wygasła i na pewno nie będzie tak jak kiedyś. Ja od 1,5 roku czuję jakbym się w niej na nowo zakochał. Kocham w niej wszystko nawet to czego ona w sobie nie nawidzi a ona mnie przedstawia w świetle delikatnej krytyki co powinienem zmienić, jest to przykre. Dziś wracaliśmy z pewniej miejscowości z tym że ha jechałem rowerem ona autem z dziećmi, przez 1,5h drogi ani na chwilę nie potrafiłem przestać o niej myśleć, dosłownie wszystko co mówi, co myśli, jej nogi, brzuch, piersi, twarz, jest po prostu śliczna...
              • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 21:41
                Zacznij wstawać do dzieciaka w nocy, to może będzie miała więcej ochoty na cokolwiek.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 09:40
        Ludzie czy Wy czytacie co piszę??? Jestem mężem tej pani, te czasy gdzie oboje się wyzywaliśmy i źle traktowaliśmy już dawno minęły. Obecnie od ponad 1,5 roku zachowujemy się jak cywilizowani ludzie z tym że moja żona już drugi raz zdradziła mnie emocjonalnie z ciapatym. Nasza córka jedynie co teraz przeżywa to, to co się wydarzyło po przygodach żony sad Jeszcze raz przypomnę, jeśli komuś chce się czytać - PROSZĘ NAJPIERW PRZECZYTAĆ mój post z dn. 13.07.2018 godzina 11:31.
        • ichi51e Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 09:48
          No tak skoro to bylo dawno to w sumie sie nie liczy co bylo a nie jest... jak myslisz dlaczego zona cie emocjonalnie zdradza z ciapatym?
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:13
            Napisz dlaczego?
            • ichi51e Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:16
              Bo jest jej zle z toba to chyba oczywiste?
          • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 22:31
            ichi51e napisała:

            > No tak skoro to bylo dawno to w sumie sie nie liczy co bylo a nie jest... jak m
            > yslisz dlaczego zona cie emocjonalnie zdradza z ciapatym?
            >
            Ichi, zwroc uwage, post zalozycielski jest z 2013 roku a panstwo od 1.5 roku nie wyzywaja sie wink

            Z zonami (to do meza) bywa jak z szufladami. Co wsadzisz, to wyjmiesz.
            Swoja droga, dlaczego, szanowny mezu, nie wstajesz do mlodszego dziecka, przerzucajac te niedogodnosc na zone?
            • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 22:49
              A wcześniej przez 4 lata wyzywali się ochoczo.
              • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 00:48
                Sytuacje, gdy sie zachowują jak cywilizowani ludzie to w zasadzie (biorąc pod uwagę statystyki i upływ czasu) incydentalne są.
                I pan się dziwi, że pani woli ciapatego, co słodzi, rączki całuje i do nóżek pada.
                Też bym wolała byc dla kogoś księżniczką niż maciorą big_grin
                Zdziwko, nie? big_grin
                • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 07:05
                  Pisałem już, że zrozumiałem swój błąd. Również potrafię żonę docenić i robię to można powiedzieć że jestem od tego uzależniony, bardziej ja tego może potrzebuję niż ona, ale robię to szczerze. yenna_m chciałbyś, żeby po miesiącu znajomości przez telefon ciapaty mydlił Ci już oczy że Cię kocha tęskni bo szuka żony i ma zagrożenie deportacja z kraju? Przecież oni rzucają tymi słowami na lewo i prawo byle uwieść kobietę. No, ale ani Ty ani moja żona tego nie rozumiecie, jak to sama mi powiedziała on jest inny, dobry. No a ja jestem już zużyty, jak to ktoś wcześniej napisał znudziła się już mną. Teraz szuka nowych wrażeń, zapomniała tylko że mamy dwójkę dzieci do wychowania i męża który ja bardzo kocha. Nie wiem czy będę potrafił jej kiedykolwiek wybaczyć...
                  • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 07:50
                    Dodam jeszcze jedno, to żona mi powiedziała sama. Ciapaty tak ją kochał, że po kilku dniach po tym jak się wszystko wydało umówił się już z następną dziewczyną. Przypomnę szczeniak jest młodszy od niej o 10 lat i zachowuję się jakby chodził do gimnazjum, zakochuje się we wszystkim co się rusza i tak samo szybko się odkochuje. Żona oczywiście powiedziała, że to nic takiego, ale już jej gul chodził, wypisywała mu teksty że nagle przyjaciół sobie znalazł itd., zazdrość o ciapatego jej się załączyła. Dobrze, że nie widzicie mojej twarzy bo wstyd mi za moją żonę po tym co zrobiła. Jej oczywiście wstyd nie jest, nie widać tego po niej. Nawet nie wiem czy ma wyrzuty sumienia.
                  • zadz.iora Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 11:04
                    I nadal nie widzisz potrzeby terapii małżeńskiej, albo chociaż indywidualnej?

                    Nie bardzo rozumiem, na co Ty tak właściwie czekasz. Czasu nie cofniesz, żona też nie. Z Twojej opowieści wynika, że mniej więcej rok-półtora byliście dla siebie cywilizowani i "mili", cokolwiek to dla Was znaczy. Że to w tym własnie czasie - w Twojej ocenie, bo przecież nie mamy pojęcia czy żona się z tym zgadza - nastąpiło to cudowne skroplenie się Twoich uczuć dla żony (jak mniemam dlatego, że pierwszy raz poczułeś się faktycznie zagrożony; pytanie czy na tym etapie dla żony nie było już za późno). No ale co z resztą związku? Jesteś w stanie odpowiedzieć sobie szczerze, najlepiej po cichu, na pytanie, kiedy między Wami było tak naprawdę dobrze? Kiedy był, i czy w ogóle, jakiś dłuższy okres bez spięć, romansów, zazdrości, przepychanek, kłótni? Jakiś luz, spokój, satysfakcja, kiedy ogółem było po prostu dobrze, tak dzień za dniem?

                    Druga sprawa: czy Wy w ogóle ze sobą rozmawiacie? Ale tak szczerze, a nie Nty raz płacz i szantaż emocjonalny z jednej strony oraz kolejna pusta obietnica poprawy i miłości z drugiej? Ja rozumiem, że emocje, że nie wszystko da się od razu spokojnie wytłumaczyć, ale te emocje kiedyś opadają. I wtedy jest czas na przyznanie się przed sobą, że coś bardzo niedobrego dzieje się w tym związku. Oraz nazwanie tego, na głos, przed drugą osobą. Wspólne przyjrzenie się temu i _realne_ kroki zaradcze. Szantażem emocjonalnym nie zmusisz drugiej osoby do bycia z Tobą, przynajmniej jak widać nie na dłuższą metę.

                    Twoje "uzależnienie" od żony też nie brzmi ciekawie i niekoniecznie musi być dla kobiety atrakcyjne, szczególnie jeśli nie ufa Twoim intencjom. Żona z jakiegoś powodu się od Ciebie odsunęła i wygląda to trochę tak, jak gdyby bycie z Tobą to była dla niej w tej chwili kara za te jej grzeszki - a chyba nie o to w tym wszystkim chodzi. W Twoim interesie leży dowiedzieć się, kiedy ten rozłam nastąpił, jak daleko w przeszłość sięga i czy uda się z tym coś zrobić. Ale do tego trzeba mieć odpowiednie narzędzia, a mam wrażenie, że Ty takowych niestety nie posiadasz. Proponuję zacząć ten proces od siebie i poukładania swoich uczuć i emocji. Ktoś ten emocjonalny rollercoaster musi zatrzymać.

                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 13:44
                      zadz.iora napisała:

                      > I nadal nie widzisz potrzeby terapii małżeńskiej, albo chociaż indywidualnej?
                      >
                      > Nie bardzo rozumiem, na co Ty tak właściwie czekasz. Czasu nie cofniesz, żona t
                      > eż nie. Z Twojej opowieści wynika, że mniej więcej rok-półtora byliście dla sie
                      > bie cywilizowani i "mili", cokolwiek to dla Was znaczy. Że to w tym własnie cza
                      > sie - w Twojej ocenie, bo przecież nie mamy pojęcia czy żona się z tym zgadza -
                      > nastąpiło to cudowne skroplenie się Twoich uczuć dla żony (jak mniemam dlatego
                      > , że pierwszy raz poczułeś się faktycznie zagrożony; pytanie czy na tym etapie
                      > dla żony nie było już za późno). No ale co z resztą związku? Jesteś w stanie od
                      > powiedzieć sobie szczerze, najlepiej po cichu, na pytanie, kiedy między Wami by
                      > ło tak naprawdę dobrze? Kiedy był, i czy w ogóle, jakiś dłuższy okres bez spięć
                      > , romansów, zazdrości, przepychanek, kłótni? Jakiś luz, spokój, satysfakcja, ki
                      > edy ogółem było po prostu dobrze, tak dzień za dniem?
                      Nie negowałem tego od samego początku, że odcknąłem się dopiero po pierwszym razie żony, poczułem, że mogę ją stracić i cholernie się tego bałem. Jestem też pewien, że przez cały ten okres jaki się znam kocham ją, ale były wzloty i upadki tej miłości. Na analizę całego naszego związku daje sobie czas...
                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 13:58
                      zadz.iora napisała:
                      > Druga sprawa: czy Wy w ogóle ze sobą rozmawiacie? Ale tak szczerze, a nie Nty r
                      > az płacz i szantaż emocjonalny z jednej strony oraz kolejna pusta obietnica pop
                      > rawy i miłości z drugiej? Ja rozumiem, że emocje, że nie wszystko da się od raz
                      > u spokojnie wytłumaczyć, ale te emocje kiedyś opadają. I wtedy jest czas na prz
                      > yznanie się przed sobą, że coś bardzo niedobrego dzieje się w tym związku. Oraz
                      > nazwanie tego, na głos, przed drugą osobą. Wspólne przyjrzenie się temu i _rea
                      > lne_ kroki zaradcze. Szantażem emocjonalnym nie zmusisz drugiej osoby do bycia
                      > z Tobą, przynajmniej jak widać nie na dłuższą metę.
                      Staramy się rozmawiać a raczej zmuszam żonę do tych rozmów, ona praktycznie nigdy nie ma ochoty rozmawiać na te "poważne tematy". Nie ma ochoty się otwierać przede mną, rodziną i przed kimś obcym. Jest bardzo skryta i zamknięta w sobie. Bardzo ciężko jej się przyznać do błędu i przeprosić za cokolwiek, jeżeli przeprasza to w większości są to wymuszone z mojej strony przeprosiny. Jest tak, że 70-80% zdarzeń, ja pierwszy przepraszam i wyciągam do niej rękę. Nie mam pojęcia co w jej głowie siedzi...
                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 14:06
                      zadz.iora napisała:
                      >
                      > Twoje "uzależnienie" od żony też nie brzmi ciekawie i niekoniecznie musi być dl
                      > a kobiety atrakcyjne, szczególnie jeśli nie ufa Twoim intencjom. Żona z jakiego
                      > ś powodu się od Ciebie odsunęła i wygląda to trochę tak, jak gdyby bycie z Tobą
                      > to była dla niej w tej chwili kara za te jej grzeszki - a chyba nie o to w tym
                      > wszystkim chodzi. W Twoim interesie leży dowiedzieć się, kiedy ten rozłam nast
                      > ąpił, jak daleko w przeszłość sięga i czy uda się z tym coś zrobić. Ale do tego
                      > trzeba mieć odpowiednie narzędzia, a mam wrażenie, że Ty takowych niestety nie
                      > posiadasz. Proponuję zacząć ten proces od siebie i poukładania swoich uczuć i
                      > emocji. Ktoś ten emocjonalny rollercoaster musi zatrzymać.
                      >
                      Pytałem, czy ją męczę swoim zachowaniem (częste przytulanie, całowanie itd.) powiedziała że nie, ale przy ludziach już ją to drażni (szczególnie przy rodzinie, która wie - to akurat jest zrozumiałe), ale ja jakoś nie mogę się powstrzymać, nie potrafię obojętnie w domu obok niej przejść...
                      Przyznaję ja i żona też mi to przyznała (czytała Twój post), że rozgryzłaś nas. Dziękuję.
                      • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:10
                        Zmuszasz ją do spowiadania się, obściskujesz i ogólnie osaczasz /kontrolujesz. Nie każdy to lubi.
                        A być może, gdyby jasno ci powiedziała, że sobie nie życzy, fochnąłbyś się znowu, podejrzewałbyś 10 kochanków internetowych na raz i czułbyś się strasznie skrzywdzony, zdradzony emocjonalnie po raz pięćsetny i ogólnie szlochałbyś po kątach i wypłakiwał teściom w rękaw.

                        U ciebie miłość musi być intensywna i na wysokich obrotach, a nie daj boru żona zainteresuje się innym gościem bądź wzbudzi zainteresowanie innego faceta - od razu jest więcej warta (dziwna zbieżność czasowa). A trzeba było kochać i szanować wcześniej - może nie poszukałaby sobie innych rozrywek.
                        Nawet ten wątek założyłeś, by żona sobie przeczytała, jski jesteś zarąbisty i jak bardzo ją kochasz. Nawet na ematce nie może sobie popisać bez twojej kontroli.
                        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:38
                          Wątek, założyłem potajemnie przed żoną, bo nie chciałem rozpisywać się ze wszystkim od nowa, chciałem żeby czytający dowiedzieli się co myślała moja żona i co myślę ja. Ale jak widzisz moja żona też mnie kontroluje, sprawdza mi telefon, wypytuje mnie, jak nie chce powiedzieć prawdy obraża się. Generalnie wygląda to tak, jakby jej było wszystko wolno, ale mi już nie. Nie chciałem, żeby odnalazła ten wątek, ale niestety udało się jej. Nic co tutaj piszę nie jest jej obce w większości wszystko wcześniej jej powiedziałem.
                          • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:52
                            Dobra. Ale powiedz, dlaczego od poczatku godziles sie na bycie OFIARĄ PRZEMOCY?
                            Fizycznej i psychicznej.

                            Takie związki się kończy a nie w nie brnie.
                            Przemoc nakręca przemoc.
                            A Wasze wzajemne żale przekladaja sie na Wasze relacje.
                            Bo kazde z Was czuje się ofiarą tej przemocy.
                            I kazde z Was na jakims etapie zycia bylo i ofiarą, i katem.

                            Bez sensu tak.
                            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 23:40
                              Nie wiem, może sądziłem że to nie jest nic takiego złego. Zapewne wtedy nie rozumiałem tego.
                              • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 23:45
                                Ale zobacz. To siedzi w Was.
                                • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 00:00
                                  Wiem, ale co mamy zrobić? Ja jeszcze nie wiem. Na prawdę od kiedy zaczęliśmy się starać o drugie dziecko było między nami dobrze (to jest tylko moje zdanie) a przez ostatni ponad rok bardzo dobrze (to jest również tylko moje zdanie), odnosiliśmy się do siebie z szacunkiem. Teraz jak się wszystko wydało, żona już trochę zmieniła swoje nastawienie do mnie, tak jakby w okresie kłamstw miała wyrzuty sumienia i dlatego był też szacunek z jej strony.
                                  • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 00:14
                                    Kazde nowe dziecko potencjalnie moze wygenerowac powazny kryzys w malzenstwie. Troche dziwie sie, ze twgo nie wiecie.
                                    Idzcie na terapie. Albo sie dogadacie, albo chociaz rozstaniecie jak ludzie.
                                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 06:51
                                      Na terapię? Może i bardzo dobry pomysł, ale tak jak wcześniej pisałem, moja żona problemy rozwiązuje sama i nie będzie się przed nikim odkrywać, przynajmniej tak powiedziała. Ja potrafię zrozumieć, że problem jest w nas obojga, ona do tej pory uważa że problem jest we mnie. Z naszych wspólnych rozmów wynika, że siebie raczej krytycznie nie przedstawia.
                                      • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 06:57
                                        To pójdź sam.
                                        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 08:04
                                          Ciężko ratować związek, jak jedna osoba chce terapii a druga nie. Moja żona w takich sesjach byłaby się chyba przede wszystkim prawdy, że musiałaby się przyznać oficjalnie przede mną do swoich win, czego nie potrafi robić, podobnie jak przepraszać.
                                          • zadz.iora Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 14:16
                                            mrcz napisał:

                                            > Ciężko ratować związek, jak jedna osoba chce terapii a druga nie. Moja żona w t
                                            > akich sesjach byłaby się chyba przede wszystkim prawdy, że musiałaby się przyzn
                                            > ać oficjalnie przede mną do swoich win, czego nie potrafi robić, podobnie jak p
                                            > rzepraszać.

                                            Nie idąc na terapię również "związku" nie ratujesz, jedynie dalej bezsilnie powielasz ten sam schemat (żona również, ale ona najwyraźniej nie jest zainteresowana).

                                            >moja żona problemy rozwiązuje sama i nie będzie się przed nikim odkrywać, przynajmniej tak powiedziała.

                                            Różne mogą być przyczyny, dlaczego żona nie chce słyszeć o terapii, znam ten typ, i mogę jedynie wyrazić swoje współczucie, bo - o ile nie jest to chwilowe mydlenie Ci oczu i zawsze taka była - to łatwo nie będzie. Każde z Was ma swoje za uszami, ale Ty wydajesz się być osobą, która przynajmniej chce o ten związek zawalczyć. Twoja żona wydaje się kompletnie obojętna. Może kierują ją różne, nieuświadomione mechanizmy zaprzeczenia/wyparcia/wstydu/cokolwiek, ale to moim zdaniem tym bardziej kwalifikuje ją na terapię, chociażby indywidualną - nikt za nią życia nie przeżyje, a ta okropna dulszczyzna jaką prezentuje Twoja żona w życiu generalnie nie popłaca i prędzej czy później ma dziwny zwyczaj się na człowieku mścić, że pozwolę sobie tak wtrącić. Jest też opcja, że żona w tym związku kompletnie się wypaliła, do czego ma oczywiście prawo, może za dużo złego się między Wami wydarzyło (nie wiemy tego), ale wtedy minimum uczciwości - również względem siebie i dzieci - wymagałoby od żony poinformowanie partnera o swoich odczuciach, próba zawalczenia/zrozumienia sytuacji lub, niestety, rozejście się.

                                            Odnośnie ratowania związku "w pojedynkę": terapia indywidualna jednej osoby ZAWSZE przyniesie jakąś zmianę. Zmieniasz się Ty, więcej dostrzegasz, wyciągasz wnioski, zmienia się Twoje zachowanie i podejście do różnych spraw i to naturalnie ma wpływ na Twoje otoczenie, które również, nawet po cichu, wyciąga pewne wnioski dla siebie. Nie mówiąc o tym, że żona może zwyczajnie zacząć interesować się tym, jakie tematy tam omawiacie, być może sama dojdzie do wniosku, że chciałaby coś dodać lub nie chcieć, żeby takie rozmowy i "wyciąganie brudów" odbywało się bez niej - w końcu zapewne sama ma wiele do dodania w temacie wink.
                                            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 17:33
                                              Dziś zapytałem żony, czy pójdziemy na terapię, odpowiedziała że na razie nie chce nigdzie iść, ale jeżeli w ogóle by poszła to na pewno nie będzie rozmawiać przy mnie. Na razie chce spokoju, żebym nie męczył już ją pytaniami. Tylko, że ten czas na jej przemyślenia mnie męczy, bo wtedy widzę właśnie jej obojętność na całą sytuację. Wiem, że potrzebuje mnie, ale tylko jak się czegoś boi. Żona bardzo chętnie udziela mi rad, szkoda tylko że sama ich nie przyjmuje. Dziś wróciłem z pracy, tak przyjemnie się we mnie wtuliła... wink
                  • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 20:59
                    Nie rozumiem wyzwisk w wykonaniu faceta.
                    Dla mnie taki pan to wybacz, ale dno i worek mulu.
                    Na jakich podstawach zbudowales zwiazek?
                    Na relacje sie pracuje. Ciezko i dlugo.
                    Myslisz, że to nie rzutuje na późniejsze relacje?
                    Jak chcesz budować zaufanie, poczucie bezpieczenstwa i poczucie wsparcia w związku (a zatem i dobrą samoocene kobiety) jesli przez dlugi czas traktowales ją tak zle?
                    Coś wsadził w związek, to wlasnie wyciągasz...

                    Sugestie na temat ludzi o innym kolorze skory pozostawię bez komentarza (oraz moich ewentualnych relacji z nimi).
                    Ostatecznie to nie ja mam z tym problem.
                    Czuję się zazenowana takim poziomem dyskusji.
                    I naprawde nie dziwie sie malzonce. Nic a nic.
                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:02
                      yenna_m, wyzwiska nie były od zawsze. Od samego początku jak się poznaliśmy moja wtedy dziewczyna była zaborczo zazdrosna o każdą kobietę, nawet matkę, chodź uważam że nie dawałem jej powodów do tego - przytulić matkę na przywitanie, bądź pożegnanie to chyba nic złego? Po takim nazwijmy to incydencie miałem wyszczypane plecy do siniaków, nawet już w obecności matki, oczywiście nie zauważenie. Tak moim zdaniem weszła w nasze życie przemoc. Wyzwiska się zaczęły, jak pojawiła się moja bezsilność, gdy żona nie pozwalała mi np. wyjść z domu podczas kłótni, zatrzymywała mnie siłą. Wymyślałem na poczekaniu najgorsze rzeczy, żeby tylko jej dokuczyć, czego później żałowałem. Żona tak samo mnie wydawała od najgorszych. Z tym że ja mam słabą pamięć, szybko mi takie słowa i zachowania ulatywały a jej zostały i co jakiś czas jak to sama chyba napisałaś sięga po nie do szuflady. Wstydzę się tych zachowań, wierz mi że taki nie byłem, nie wyzywałem nawet obcych ludzi a co dopiero własną kobietę. Uważam, że w tamtych złych czasach oboje byliśmy siebie warci, żona w niczym mi nie ustępowała, oboje uparci i żadne nie chciało pójść po rozum do głowy a teraz żałujemy oboje a przynajmniej ja tych straconych lat sad Separacja, rozwód - moim zdaniem najptostrze rozwiązanie, które nic za dużo nie wniesie, czysto hipotetycznie w innych związkach będziemy mieli podobne problemy, ponieważ problem jest nadal z nami obojga. Zależy mi za wszelką cenę, aby naprawić nasz związek. Bardzo mądre kobiety są na tym forum, dziękuję Wam za każdy komentarz, mi to naprawdę pomaga. Mogę przemyśleć Wasze sugestię i powyciągać odpowiednie wnioski.
                      • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:29
                        Dobra. Ale zastanowiles sie, gdzie i z czym masz problem, skoro pizeoliles na agresje od poczatku i nie wyznaczyles granic?
                        Kazdy czlowiek (niezaleznie od plci, koloru skory itp) zasluguje na szacunek w zwiazku.
                        Gdyby moj syn mial taka sytuacje z dziewuchą, pogadalabym z nim o dlugofalowych skutkach przemocy. Bo to narasta. I czasem role sie zmieniaja w zwiazku bo to bywa dynamiczne.
                        Dlaczego pozwoliles, aby w stosunku do Ciebie stosowano przemoc? Dlaczego godziles sie na to?

                        Generalnie od poczatku ta przemoc jest mocno widoczna w Waszem zwiazku. Fizyczna i psychiczna.
                        Co sobie tym rekompensujecie?
                        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:51
                          Myślę, że oboje od samego początku bardzo mocno się kochaliśmy i początkowo nawet podobało mi się, że żona jest tak mocno o mnie zazdrosna, więc nie zwracałem na to uwagi aż w końcu było za późno... Jest to wina nas obojga, że doprowadziliśmy nasz związek do takiego stanu. Pomimo tego wszystkiego i tak w łóżku nie potrafiliśmy zasnąć, jeżeli nie byliśmy wtuleni w siebie...
                          • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:58
                            Ale zazdrosc nie jest objawem milosci. Tylko objawem zawlaszczania przestrzeni tej drugiej osoby.

                            Cos w tym jest, ze jestescie uzaleznieni od mocnych emocji.
                            Mocne emocje sa fajne. Motylki, hustawka, zjezdzalnia, rollercoaster uczuciowy.
                            Ale na dluzszą mete nie da sie tak zyc.
                            Czlowiek do szczescia potrzebuje tez stabilizacji i poczucia bezpueczenstwa. Oraz akceptacji.
                            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 23:53
                              Zazdrości może nie będzie jak pojawi się zaufanie, chce się czuć bezpiecznie w naszym związku i to samo jej daje. Poza przeszłością nigdy jej nie zrobiłem krzywdy w taki sposób, jak to ona zrobiła, chociaż też miałem okazję, ale nawet mi przez myśl nie przeszło żeby ją skrzywdzić. Teraz już powoli to co zrobiła zrzucam na drugi plan i pozostawiam jej samej do oceny na ile mnie oklamywala i skrzywidzila i co powinna zrobić, żebym jej wybaczył. Ja zrobię wszystko żeby wymazać z jej głowy przeszłość...
              • yenna_m Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 22:23
                I sie facet dziwi.
                Samo sie g... nie posklada, niestety.
                Zło, które zadziało się w zwiazku jest jak tłusta plama zamalowana farbą. Niby zamalujesz, niby już czysto i ładnie. A jak farba wyschnie to i tak plama wylezie...
            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 06:51
              Staram się pomagać, jak tylko mogę. Chciałem również pomagać w nocy, ale dziecko potrafi się obudzić kilkanaście razy i w większości sytuacji pomaga tylko pierś. Żona stwierdziła, że po co mamy oboje nie spać i tak jej za dużo nie pomogę i lepiej żebym spał w innym pokoju. Zgodziłem się, chodź mocno się opierałem. Tyle, że to po części był również pretekst dla niej żeby mogła się z nim swobodnie kontaktować. Teraz znów śpimy razem. Na pewno nie odsuwam się od opieki nad dzieckiem jeśli tak sobie to wyobrażasz.
              • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 06:59
                Ach, niespożyte siły ma ta kobieta.Wstaje po kilkanaście razy do dzieciaka, romansuje po nocach i jeszcze w dzień funkcjonuje (samochodem jeździ).
                Wybacz, stary, jakoś trudno w to uwierzyć. I albo jesteś trollem albo totalnym zazdrośnikiem, a te emocjonalne zdrady to wynik twojej bujnej wyobraźni.
                • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 07:54
                  Jak chcesz to daj telefon zadzwonię do Ciebie i jeszcze raz wszystko Ci opowiem. Tak jestem o nią zazdrosny, to normalne bo ją kocham. W całą historię również nie mogli uwierzyć jej rodzice.
                  • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 08:57
                    Cały czas będzie to tylko twoja wersja.
                    I dlaczego to tobie miałoby być wstyd za to, co żona tam w necie wypisywała?
                    BTW: takie wczytywanie się w korespondencję małżonka jest nie tylko nielegalne, ale jak widać - bolesne. Jeśli w dodatku nie zamierzasz użyć tego w sądzie z okazji rozwodu - daruj sobie, bo niczemu to nie służy.
                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 09:07
                      Wiem dlatego staram się w ogóle nie zadawać jej pytań. A przeczytałem tylko namiastkę tych rozmów między nimi, żona sama mi dała tel., po moich namowach. Boli bardzo, jak czytasz co Twoja ukochana wypisuje do innego sad
                      • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 10:36
                        I tak się koncentrujesz na swoim bólu, że nie obchodzi cię, dlaczego to pisała? Dlaczego nie spytasz żony, dlaczego uważa, że jesteś taki czy siaki? Co było źle, o co miała żal, co się schrzaniło między wami? My mamy ci powiedzieć?
                        A i sam piszesz tak, jakby twoim głównym celem było to, by do żony dotarło, jak bardzo ją kochasz, uwielbiasz i jesteś zazdrosny.
                        Ty nalegasz, żeby dała ci przeczytać, co tam wypisywała - po co ci to? Po co jej? Może liczyła, że doczytasz, o co miała żal, może chciała cię przekonać, że nic tam nieprzystojnego nie było, może chciała cię zranić - powodów może być sporo.
                        Nie komunikujecie się jak dorośli tylko jak para szczeniaków, no to macie.
                        • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 11:02
                          Może bym nie pisał, jakbym znał odpowiedzi na te pytania. Myślisz, że nie próbowałem pytać. Pierwszą zdradę żona podciągnęła pod przeszłość - zrozumiałem to, zmieniłem się, sama mi to powiedziała, że jestem dobrym mężem. Po czym drugi raz jak mnie zdradziła odpowiedziała, że nie ma powodu, mam nie szukać odpowiedzi bo jej nie znajdę dlaczego powróciła z nim do kontaktu, niczego nie planowała i znów podciągnęła wszystko pod przeszłość, że już od dawna myślała o rozwodzie. A ja myślę, że o rozwodzie zaczęła myśleć, jak powróciła z nim do kontaktu. Jak ją pytam o cokolwiek to w 90% odpowiada mi - "nie wiem", "bez powodu", "przestań", "nie męcz mnie", "nie zadawaj tych pytań"... Powiedziała mi, że chce ze mną być, że zrobi wszystko, żeby naprawić to co zepsuła... ale jak mam jej zaufać, jak ponad rok temu mówiła mi to samo... przysięgała na wszystko, że tego nie zrobi... Nie mam pojęcia czego ona ode mnie oczekuje w sumie jakiś czas temu powiedziała mi, że niczego teraz to już są tylko jej przemyślenia związane z nami... a ja muszę czekać... na każde ciepłe słowo, gest w moją stronę, nie wiem jak długo...
                    • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 09:24
                      Poza tym moja żona ten wątek czyta, bo powiedziała mi o tym. W każdej chwili może napisać sprostowanie jeśli coś się nie zgadza, ale na pewno nie będzie miała odwagi. Jak to ona by powiedziała nie będzie komuś mówić o swoich myślach i problemach, ale w 2013 jakoś w tym wątku to zrobiła. Piszecie o wspólnej terapii nie na szans moja żona wszystkie problemy rozwiązuje sama.
                      • ichi51e Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 09:29
                        Ja tam jej sie nie dziwie ze nie pisze. Generalnie ludzie swoje brudy pierzcie w domu...
        • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 09:54
          Zdrada emocjonalna to nie zdrada, tak przynajmniej twierdzą panowie.
          Po cholerę wciągałeś to całą rodzinę - dzieci, rodziców, rodzeństwo obojga?
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:04
            Bezsilność, po tym jak żona złamała wszystkie przyrzeczenia że już nigdy tego nie zrobi a zrobiła drugi raz. Nie wiedziałem co robić i do tej pory nie wiem.
            • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:09
              Dodam, że moja żona odnalazła ten temat i również go czyta.
              • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 12:02
                Nie doczytałam, czy byliście na jakiejkolwiek terapii. Bo wtedy to nie bezsilność tylko głupota. Bo nie zrobiliście nic, żeby wasz związek poprawić i uczynić satysfakcjonującym dla obu stron. Kobieta potrzebuje czuć się ważna, kochana i wysłuchana. Czyli zapewne tamten gość dał jej to w większym wymiarze niż ty. Czyli po prostu prawił jej słodkie słówka, podbudował ją , zadbał o nią w sensie psychicznym. Czego ty nie zrobiłeś, wyzywając żonę przed niewielu tak znowu laty od suk, dziwek i pojebów. Co z pewnością nie zostało ci zapomniane.
                BTW: żona aż tak dobrze zna angielski, by się zwierzać obcojęzycznemu chłopu? Czy to raczej nie była żadna głęboka analiza waszego związku? Tym bardziej zastanowiłabym się nad komunikacją w waszym związku. I nad tym, że o ile znasz słowa, którymi możesz zdołować żonę, to nie znasz słów, którymi możesz zapewnić ją, że jest dla ciebie ważna, kochana i piękna.
                A jeśli już czytałeś jej rady dla pana z Pakistanu typu "jak należy traktować kobiety", to trzeba było samemu z nich skorzystać.
                • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 12:15
                  Żona jest bardzo skryta tajemnicza nie ma koleżanek, nie ma się komu zwierzać. Ciapaty na pewno jej to dał, czuła się bezpiecznie że może my sporo powiedzieć i nikt się nie dowie. Po pierwszej zdradzie proponowałem żonie wspólna terapię to mi odpowiedziała że nikomu nie będzie się zwierzać. Jak byłem mocno załamany to mi proponowała żebym poszedł sam do specjalisty. Po pierwszej zdradzie dotarło do mnie, że źle roblem zmieniłem się i to bardzo. Można powiedzieć że moja żona nie może się ode mnie o pędzić ciągle ja przytulam całuję dotykam mówię dużo miłych słów bo sam tego potrzebuję. Po mimo tego wszystkiego ona po pewnym czasie znów mnie okłamania i odmówiła z nim kontakt i zaczęli sobie wyznawać miłość na wideorozmowach. Moje starania nic nie dały... sad
    • znowu.to.samo Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:15
      Masz bardzo mądrą córeczkę. A mąż? cóż....
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:22
        To nie ma sensu. Ludzie czytacie pierwszy post który moja żona napisała w 2013 roku i wydajecie osąd. Żałuję że nie założyłem oddzielnego tematu.
      • zeldaf Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 10:38
        Dzieciak ma głupich rodziców i musi sobie jakoś radzić, ale rozwój emocjonalny tej dziewczynki na tym ucierpi, nie ma cudów. Mam nadzieję, że to trollwatek. Wakacje są.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 08:38
        Przeczytaj najpierw te posty:
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=146160512
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=166341408
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=166341435
        • zeldaf Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 10:03
          Czytałam.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 07:00
        Córka ostatnio podeszła do mnie i powiedziała, jeśli mam jakieś złe myśli i nie chce o tym myśleć, to w myślach stawiam czerwony krzyżyk a jeśli to są dobre myśli to stawiam zielony haczyk i to mi pomaga, ty też tak możesz zrobić - i robię, pomogło mi to. Poprosiłem ją żeby to samo powtórzyła mamie. Oboje z żoną nie mogliśmy się nadziwić na to co powiedziała. Córka bardzo mi pomogła przetrwać ciężkie momenty, jest nieocenionym, pięknym, inteligentnym skarbem dla nas.
        • zeldaf Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 07:45
          Biedne dziecko sad Toż to koszmar. Też byłam takim "skarbem" dla niedojrzałych rodziców. Potwornie obciążające.
          Ale, ale... czy ty przypadkiem nie pisywałeś tu wcześniej o patologicznych sąsiadach i swoim przyrodzeniu? Toczeń czy jakoś tak? Podobny styl.
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 10:07
            Nie wiem o kim mówisz. Ja tylko udziałem się w tym wątku na tym forum, tylko wcześniej jako jednorazowynick2.
        • helka.z.porcelany Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 09:04
          Jeśli nie jesteś trollem, to wiedz, że tylko nieodpowiedzialni gó...arze wciągają swoje nieocenione, piękne, inteligentne skarby w swoje małżeńskie porachunki. Najwidoczniej to dziecko traktujecie jak taki skarb, który można psychologicznie przeorać po glebie i jeszcze się z matką dziecka roztkliwiać i zachwycać, że tak ładnie córka to znosi. Biedne to dziecko, co musi ojcu i matce mówić, jak sobie mają radzić z czymkolwiek. Jeśli to wszystko jest prawdą, a mam nadzieję, że nie, to masakra.
          • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 09:41
            Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie sad jak pierwszy raz żona to zrobiła to córka siłą rzeczy słyszały jak się kłócimy, nawet jak rozmawiamy będąc w innym pokoju. Były próby z naszej strony żeby unikać rozmów przy niej. Potem drugi raz żony, niestety ale emocje biorą górę, ja tego nie kontrolowałem. Łatwiej ocenić po fakcie niż wcześniej zrobić. Żona nie czuję się winna, twierdzi że wszystko to moja wina, gdyby wcześniej przejrzała na oczy to może chociaż trochę uchronili byśmy córkę i również drugie dziecko z którym była w ciąży (głównie chodzi mi o stres i nerwy) przed tą masakrą sad
            • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 21:41
              Wy tego biednego dzieciaka wciągacie w swoje rozrgrywki. Myślę, że bardzo ci odpowiada to, że dziecko się między wami miota, pociesza i doradza. Rzeście sobie znaleźli superbohaterkę.
              • zadz.iora Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 22:07
                I dlatego, autorze, pisanie "na analizę całego naszego związku daje sobie czas..." jest podwójnie chybione. Wy nie jesteście już parą dwóch osób, które mogą sobie do us... śmierci przeciągać linę i drzeć koty, bez żadnych konsekwencji. Dzieci Wasze relacje widzą teraz i na ich podstawie się uczą. To wpływa również na ich poczucie bezpieczeństwa, które to Wy, a nie one (!), macie im zapewnić. Ktoś tam u Was musi wreszcie wyjść ze strefy komfortu (a raczej chyba już kompletnego, bezrefleksyjnego zasiedzenia) i jeśli nie dla siebie, to dla dzieci COŚ zdecydować i zacząć działać. Chyba, że czekacie aż dzieci przekroczą 18tkę i sami wam wasze niedociągnięcia wykrzyczą, walną drzwiami i pójdą w siną dal.

                Przeoczyłam wątek o doradzającej córce. Nie mam dzieci, więc dalej wypowiadać się nie będę, ale uważam tę sytuację za BARDZO nie fair. Nie wiem, na co Wy czekacie i na co dajecie sobie czas. W głowie się to wszystko nie mieści, a my tylko możemy sobie wyobrazić, jaka kosa wisi w domu dzień za dniem. Zresztą...zapytajcie dzieci.
                • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 22:31
                  Niezwykłe inteligentne dziecko, lat 9, oznajmiające ojcu prze telefon, że byłoby dla niej dramatem, gdyby któreś z rodziców odeszło. Mówiąca tatusiowi, że jak mu smutno, to niech sobie jakieś tam znaczki w głowie odhacza. Podpora rodziny.
                  Skończy z nerwicą i depresją przy takich starych. Tatuś histeryzuje, zajmuje się jedynie własnymi przeżyciami, smutkiem i bólem, skupiony absolutnie na sobie, matka nie zamierza na razie chodzić na żadną terapię - dziecko radzi sobie jak może. Wygląda na to, że oboje mają dzieci w dupie.
                  • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 07:03
                    morekac, jak czytam Twoje wypowiedzi to trochę mam wrażenie jakbyś przez to wszystko już przechodziła. Piszesz na takim totalnym luzie bez jakichkolwiek emocji, jakbyś dokładnie ten temat znała. Wszystko jest dla Ciebie jasne, szybko oceniasz mnie, nas. Jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy i będziemy popełniać, ale najważniejsze żebyśmy wyciągnęli wnioski na przyszłość. Może ta cała sytuacja uratuje naszą rodzinę na całe nasze życie, może to jest lekacja dla niedojrzałości naszego związku. Nie wiem, ale mam nadzieję że tak. Dużo cierpię z tego co napisałyście zarówno z tych negatywnych, jak i pozytywnych komentarzy. Cenię to jak ktoś wytyka mi błędy a jeszcze jak kilka osób pisze o tych samych błędach to znaczy, że już na pewno mam coś do poprawy w sobie.
                • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 06:50
                  zadz.iora napisałem tak, bo oboje podjęliśmy taką decyzję. Żeby zacząć racjonalnie myśleć najpierw muszą opaść emocje. Na temat terapii rozmawialiśmy już i do rozmowy zapewne wrócimy. Nie wyobrażajcie sobie nas, jako totalny margines społeczny, pomimo tego co się wydarzyło funkcjonujemy normalnie, zajmujemy się dziećmi a nasza córka nie płacze codziennie po kontach. Jest radosna, aktualnie jest na etapie szukania pieska, którego już od dawna chce i widać, że to sprawia jej ogromną przyjemność, ale tak jak piszecie nie mamy pewności co będzie później. Żona pomimo tego co zrobiła, jest bardzo dobrą matką, więc myślę że podejmie odpowiednie decyzję, żeby nie skrzywdzić dzieci. Moje zdanie już zna, mamy problemy sami ze sobą, dopóki ich nie rozwiążemy, nigdy nie będziemy pewni wspólnej przyszłości. Dzieci na pewno nie pozostawimy na pastwę losu.
              • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 06:31
                morekac napisała:

                > Wy tego biednego dzieciaka wciągacie w swoje rozrgrywki. Myślę, że bardzo ci od
                > powiada to, że dziecko się między wami miota, pociesza i doradza. Rzeście sobie
                > znaleźli superbohaterkę.
                >
                Na początku tak, bo to córka miała największy wpływ na matkę, zresztą sama to przyznała. Żona nikogo nie chciała słuchać. Teraz świadomy konsekwencji żałuję tego.
                • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 09:17
                  Nie na początku. Teraz. To tetaz wasze 9letnie dziecko martwi się waszym potencjalnym rozstaniem, to teraz czuje się w obowiązku ciebie pocieszać. Cierpi. A ciebie to nie niepokoi. Nic a nic. Jesteś skupiony na sobie - całe twoje posty są o twoich uczuciach i o tym, jak bardzo ty czujesz się nieszczęśliwy. Nie wierzę, że oszczędziłeś tego dzieciom. Poinformowałeś o swoich uczuciach całą rodzinę i ematkę - to i dziecku nie przepuściłeś.
                  • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 09:33
                    Dziecko było w to zamieszane opisywałem wcześniej, ale wszystko działo się na początku jak prawda wyszła na jaw. Wtedy też córki prawiła nam swoje uwagi. Obecnie w ogóle na ten temat nie rozmawiamy a córka też nie przypomina się z tym tematem. Rodzina kompletnie się nie wtrąca, pewnie uważają, że już jest między nami dobrze, bo się przytulamy itd.
                    • morekac Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 11:26
                      "Re: Taka oto sytuacja rodzinna...sad
                      mrcz 13.07.18, 15:29
                      Jakoś obecnie córka mnie kocha. Dziś np. rozmawiałem z nią przez telefon i sama na koniec rozmowy mi powiedziała że mnie kocha. Zresztą bardzo często to sobie mówimy. Córka mi powiedzaała, że jakby któreś z nas odeszło to by była tragedia dla niej."

                      ": Taka oto sytuacja rodzinna...sad
                      mrcz 17.07.18, 07:00
                      Córka ostatnio podeszła do mnie i powiedziała, jeśli mam jakieś złe myśli i nie chce o tym myśleć, to w myślach stawiam czerwony krzyżyk a jeśli to są dobre myśli to stawiam zielony haczyk i to mi pomaga, ty też tak możesz zrobić - i robię, pomogło mi to. Poprosiłem ją żeby to samo powtórzyła mamie. Oboje z żoną nie mogliśmy się nadziwić na to co powiedziała. Córka bardzo mi pomogła przetrwać ciężkie momenty, jest nieocenionym, pięknym, inteligentnym skarbem dla nas."

                      To niby na początku było? Czyli koty drzecie od kilku dni zaledwie?
                      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 18.07.18, 11:34
                        To co zacytowałaś, jako pierwsze, ostatnie zdanie to już nie była rozmowa przez telefon, powiedziała to wcześniej, ale tak to napisałem, że mogłaś to w ten sposób zinterpretować.
                        Drugi zacytowany post, to było zdarzenie może tydzień po tym co się wydarzyło.
    • obrus_w_paski Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 11:40
      Dziewczyny pytają o sterydy, a ja się pytam o wasz staż- Jesteście razem 6 lat, czy tylko małżeństwem, a w związku dłużej?
      Bo jeśli łącznie 6 lat razem, to bez córki byliście razem tylko dwa lata- mogłaś być jeszczs bardzo zakochana i nie widzieć znaków. Może jakieś inne mamy się wypowiedzą, ale nawet jeśli narodziny dziecka są traumatyczne dla związku, to jednak nikt się chyba z dnia na dzień nie zmienia?
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 11:57
        Niestety żona Ci tu nie odpowie tylko ja - MĄŻ. Jesteśmy razem od 2001 a od 2007 małżeństwem. Początki zaczęły się od chorobliwej wręcz zaborczej zazdrości o mnie mojej żony, która za mną szalała. Wtedy też zaczęła się przemoc. Jeżeli jakas dziewczyna na mnie spojrzała lub np. zobaczyłem w tv piersi kobiety to miałem wyszczypane wtedy przez dziewczynę jeszcze całe plecy. Przytuliłem się z siostrą lub mamą na przywitanie, również byłem szczypany i miałem już przsrane do końca dnia.
    • allegropajew Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 12:12
      Jesteście patologią.
      Patolstwo niejedno ma imię!

      Gościula
    • lalkaika Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 15.07.18, 14:13
      spusc leszcza na szczaw.
      • mrcz Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 08:39
        Przeczytaj najpierw te posty :
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=146160512
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=166341408
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,144871314,144871314,Taka_oto_sytuacja_rodzinna_.html?p=166341435
    • a1ma Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 16.07.18, 07:11
      Wow, gratulacje, masz mądra córkę!
    • dzikka Re: Taka oto sytuacja rodzinna...:( 17.07.18, 08:24
      Bierz dzieciaka i uciekaj zanim dostaniesz tak, że trzeba będzie zęby wstawiać. Na co ty czekasz? I wtedy zdecydujesz co dalej : terapia, rozwód?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja