"Podrzucanie" dzieci

02.06.13, 23:01
Byłam bardzo zdziwiona, czytając wątek o dziecku sąsiadów (12-latek z ZD), którego rodzice tak beztrosko puszczają "w świat" nie troszcząc się ani o jego bezpieczeństwo, ani o komfort gospodarzy.

Mam wrażenie, że żyję wśród wyjątkowo porządnych (nadopiekuńczych?) ludzi, bo nie spotkałam się jeszcze z postępowaniem pod tytułem: "Zostawiam Ci na kilka godzin moje dziecko - tak bez okazji, na czas nieokreślony".

Robicie tak??? Spotkałyście się z czymś takim ze strony znajomych? Jeśli tak, to jak reagujecie, jak "przeciwdziałacie"?
Nie mówię o rzadkich, uzgodnionych zawczasu "akcjach" ograniczonych czasowo, a właśnie o "spontan" burzący wam plany/wypoczynek/święty spokój.

Ja mam 3,5-rocznego syna i zostawiłam go pod opieką "obcych" 2 razy - raz mieliśmy ważne kilkugodzinne spotkanie, na którym 10-miesięczne dziecko by przeszkadzało i samo się męczyło, a drugi raz musiałam pilnie iść do lekarza.

Aha, był jednak wśród znajomych jeden hardcore ... koleżanka z kursów (Irakijka) musiała przez 3 tygodnie!!! opiekować się 8-miesięczną córką ludzi, których nie widziała na oczy! Bo to znajomi męża, ona musiała pilnie pojechać do Iraku, nie mogła zabrać dziecka, on pracuje, no to mąż koleżanki zaproponował, że oni się zaopiekują małą. Kosmos jakiś ...
    • granatowe_tulipany Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:07
      Sama tak bym nie zrobiła. Mi raz podrzucili sąsiedzi dziecko do opieki i to dość z zaskoczenia, drugi raz już odmówiłam, ale sąsiedzkie relacje się bardzo pogorszyły.
      Rozumiem za to wyjątkowe sytuacje, np. tą Irakijkę. Czasem nie ma wyjścia. Jednak oczywiście za zgodą obu stron.
    • heca7 Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:09
      Teraz nie wink Ale jak byłam mała to rodzice mieli takich sąsiadów parę domów dalej. Niby czasem bawiłam się z córką sąsiadów i jej młodszą siostrą ale zwykle było to umówione. Po pewnym czasie zdarzało się , że moja matka odkrywała na naszym ogródku tą dziewczynkę. Myślała, że przychodzi sama. Aż pewnego dnia zobaczyła jak to wygląda. Stała akurat w kuchni. I widzi jak sąsiedzi idą uliczką, otwierają sobie furtkę u nas, wpychają za nią dziecko i... odchodzą big_grin Nawet nie korzystając z dzwonka przy furtce.
      Moja matka się wtedy wkurzyła i powiedziała sąsiadom co o tym myśli. Obrazili się.
      • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:23
        heca7 napisała:

        > I widzi jak sąsiedzi idą uliczką, otwierają sobie furtkę u nas, wpychają za nią dziecko i... odchodzą big_grin

        O, to jest hardcore przebijający Irakijkę ... ciekawe, czy się nie bali, że wy np. śpicie, mała będzie przez dłuższy czas sama i zrobi sobię krzywdę surprised

        A propos ogrodu, to kiedyś zrobiłam durny "żarcik" sąsiadce. Umówiłyśmy się, że przyjdę na kawę z synem (wtedy 2 lata), ale mąż wrócił wcześniej z pracy, to poszłam sama. Ona mnie zobaczyła i pyta: "A gdzie mały?" Mówię: "Jak to, nie u Ciebie? Poszedł przodem jakieś 15 min. temu".
        Ojjjj, pamiętam jej minę, jak zbladła i z jakim krzykiem wyleciała do ogródka. Do dziś mam wyrzuty sumienia uncertain
    • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:11
      Ostatnia rada forumowa: poproś panią co ją spotykasz w sklepie czy się nie zajmie dzieckiem big_grin

      Nie, nie potrafię tak. Mam w tym kierunku niezłe schizy. Nie umiem się wpraszać, podrzucać dziecka, nadużywać gościnności.
      • gazeta_mi_placi Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 13:05
        Czyli czasami Kropko potrafisz być dobrze wychowana, miłe zaskoczenie.
        • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 13:10
          To jak komplement od menela.
    • bsl Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:40
      czasami sie zdarza , ale jest to obustronne , znajomi potrzebują ja nie mam nic przeciwko , ja tez czasami proszę ich o przysługe
    • iwoniaw Re: "Podrzucanie" dzieci 02.06.13, 23:40
      Sytuacje wyjątkowe i w gronie rodziny/znajomych rozumiem (jak z tą Irakijką np. - dla mnie sytuacja całkiem do wyobrażenia, tzn. że ja się tak zajmuję albo zostawiam w podbramkowej sytuacji). Ale zdarzyło mi się przed laty, że jakaś _kompletnie obca_ kobieta usiłowała mi zostawić pod opieką swego kilkuletniego syna na pustym placu zabaw (godziny przedpołudniowe, ja z małym dzieckiem w piaskownicy, zresztą pora dla nas przedobiadowa i zaraz mieliśmy wracać do domu) - wcześniej jej nigdy nawet na oczy nie widziałam! Pamiętam, że aż z tego szoku wątek na forum wówczas założyłam... wink
      • iwoniaw O, znalazałam ten antyczny wątek: 03.06.13, 00:08
        [url=http://forum.gazeta.pl/forum/w,567,62674093,,Chciala_mi_zostawic_4_latka_na_2_h_.html?v=2]Mój szok w temacie przed laty[/url]
        Różnie więc bywa...
        • eliszka25 Re: O, znalazałam ten antyczny wątek: 03.06.13, 00:21
          no, z takim hardcorem to sie nigdy nie spotkalam, zeby tak kompletnie obcej osobie. jednak wsrod znajomych i sasiadow czasem sobie pomagamy w ten sposob w podbramkowych sytuacjach. zdarzylo mi sie np., ze poprosilam sasiadke, zeby zgarnela do siebie mojego syna wracajacego ze szkoly, bo utkwilam na stacji z powodu awarii pociagu i nie zdazylam wrocic od lekarza na czas. ostatnio moja kolezanka zadzwonila z prosba, czy by nie mogla podrzucic swojej 2-latki na 2 godzinki, bo musiala isc ze starszym na drzwi otwarte w szkole i tak wypadlo, ze nie miala z kim malej zostawic. zgodzilam sie oczywiscie, choc troche psulo mi to plany. jest to jednak zawsze na zasadzie wzajemnej pomocy wsrod dobrych znajomych czy sasiadow, z ktorymi utrzymujemy blizszy kontakt.
          • patunki Re: O, znalazałam ten antyczny wątek: 03.06.13, 04:52
            Pierwszy raz mój syn znalazł się pod opieką obcej osoby kiedy skończył cztery lata i poszedł do przedszkola. Wcześniej ani godziny nie został z nikim oprócz mnie i męża. Pewnie, że czasem miałam ochotę odpocząć, ale nasze babcie nie są zainteresowane zbytnio wnukiem, moja matka np. nie widziała go już ze dwa lata, chociaż nie mieszka daleko. Do opiekunek jakoś nie mam przekonania, znajomym nie chcę robić kłopotu.
        • goodnightmoon Iwona ... 03.06.13, 10:27
          No to to przebija nawet Irakijczyków. Oni przynajmniej wiedzieli, do kogo przyjechać po dziecko big_grin

          Ale może ta pani była z innego osiedla i tam funkcjonuje właśnie taka wzajemopomoc piaskownicowa? uncertain Próbuje znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie, bo wierzyć mi się nie chce w aż taką bezmyślność.
          • iwoniaw Re: Iwona ... 03.06.13, 15:58
            Do dziś nie mam pojęcia, co pani miała na myśli i jak sobie to wyobrażała. Dla mnie to był hardkor wtedy i do dziś o tym pamiętam jako o czymś skrajnie nietypowym i szokującym właśnie, bo to nie było "wciskanie" dziecka niezbyt chętnej rodzinie czy choćby znajomym - ja naprawdę kobiety nigdy wcześniej ani później na oczy nie widziałam (a jest to najbliższy nasz plac zabaw, a w okolicy kolejne dzieci też miały i mają kolegów z przedszkola i szkoły, więc gdyby pani była z okolicy, to raczej byśmy się gdzieś na nią natknęli...)
    • atojaxxl Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 07:52
      Mam podobne pytania, ponieważ właśnie mnie spotkała kilka razy taka "przyjemność". Po pierwsze, na działce mamy piaskownicę, zjeżdżalnię, huśtawkę, domek dla wnuczki - więc bywa, że odwiedzają nas dzieci z sąsiednich działek.
      Zgadzam się na to, o ile wnuczka jest z nami, natomiast mam problem, gdy jestem sama, dłubię coś na grządkach i przychodzi mama i mówi (nie prosi) np tak "on by się tu pobawił, będę mieć na niego oko"- on ma 3,5 roku.
      To "oko" kładzie się na leżaku 3 działki dalej i nieczęsto kieruje się na dziecko.
      Więc odmawiam, nie mam czasu na pilnowanie cudzego dziecka. Jestem nieuprzejma ???

      Po drugie, tydzień temu w parku, podczas przerwy w zabawach siedziałyśmy z wnuczką przy stoliku, obok kilka mam z dziećmi, taka chwila na drugie śniadanie. W pewnym momencie jedna z nich powiedziała do córki (niespełna 4 lata) "To zostań tu z panią, a ja tylko skoczę z wózkiem do Biedronki" ... i poszła z młodszym dzieckiem. Najpierw mnie zatkało, a potem dowiedziałam się, że to jest jej stały numer, mała jest przyzwyczajona zostawać w ogródku jordanowskim a mama idzie do Biedronki, niedaleko wprawdzie bo 200 m, ale... Takie zaufanie do obcych ludzi bardzo mnie zaskoczyło.
      Ale widzę, czytając posty powyżej, że to się zdarza.
      • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:39
        atojaxxl napisała:

        > Więc odmawiam, nie mam czasu na pilnowanie cudzego dziecka. Jestem nieuprzejma???

        Ja bym pozwoliła tylko pod warunkiem, że mamusia będzie na działce pilnować dziecka. Żadne tam leżaczki!
        My też odwiedzamy się ze znajomymi/sąsiadami i zostawiamy dzieciaki tylko żeby skorzystać z toalety, ewentualnie gospodarze żeby coś przygotować do jedzenia.
    • beverly1985 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 08:42
      Gdybym potrzebowała w bardzo awaryjnej sytuacji podrzucic komuś dziecko, to oczywiście w pierwszej kolejności rodzina, potem znajomi z dziećmi. Gdyby to nie wystarczyła wezwałabym opiekunkę z jakiegoś serwisu typu "awaryjne opiekunki 24 h", by ta przypilnowała małego u mnie w domu. Ludziom spotkanym na placu zabaw nie powierzyłabym kota, a co dopiero dziecko...
    • caroninka Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 08:50
      Podrzucam syna kolezance. Mamy taki uklad, ze raz ona raz ja. Jdnak nie spontanem, zawsze wczesniej to ustalamy i bardziej chodzi tu o to, by dzieciaki sie wyszalaly w towarzystwie, a jedna z nas mogla miec swoje kilka minut. Oczywiscie w pilnych sytuacjach tez mozemy na siebie liczyc. Nie zostawilabym dziecka pod opieka obcych ludzi, nie mowie tu o przedszkolu czy niani. Tak samo nie zaopiekowalabym sie obcym dzieckiem.
    • tully.makker Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 08:55
      Mam 3 dzieci, najstarsze juz dorosle. Nigdy zadnego nie zostawila pod opieka osoby spoza rodziny, lub prawnie wyznaczonego opiekuna - no wicie, przedszkole, szkola, kolonie, te sprawy.
    • lauren6 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 09:05
      Nie nigdy tak nie robię.

      Może inny kaliber, ale znam taką parę, która ma bardzo wkurzający zwyczaj przerzucania odpowiedzialności za własne dzieci na innych, kiedy idą z wizytą. Wygląda to mniej więcej tak, że przychodzą w gości, rozsiadają się wygodnie na kanapie, dzieciaki szaleją i to gospodarze muszą ich pilnować, pomagać np. w załatwianiu potrzeb fizjologicznych w toalecie itd. Rodzice są w gościach i nie poczuwają się do opieki nad własnym potomstwem. Co z tego, że gospodarze muszą poza tym przygotowywać posiłki, pilnować własne dziecko, zabawiać innych gości itd.
      Tak, za taką pierdołę ograniczyliśmy kontakty do minimum z ludźmi, których wcześniej lubiliśmy.
    • triss_merigold6 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 09:09
      Nie spotkałam się z czymś takim, nie żyję w otoczeniu praktykującym spontan.
      Sporadycznie zdarza mi się podrzucać dzieci koleżance, która ma dzieci w identycznym wieku, ale działa reguła wzajemności.
      Poza instytucjami do tego przeznaczonymi, dziećmi czasem zajmuje się babcia/dziadek.
      Opiekunki z agencji bym awaryjnie nie wzięła, zero zaufania.
    • agaja5b Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 09:29
      Sama z takimi sytuacjami się nie spotkałam i nie wyobrażam sobie. Mnie się tylko 2 razy zdarzyło że moja córka została z kimś obcym. Raz na pół godziny z sąsiadką, która sama to zaproponowała widząc jak ciagnę dwójkę w tym jedno gorączkujące do lekarza. Sąsiadka była nam znana, jej wnuczka bawiła się czasem z moja córką, ale i tak leciałam do domu jak szalona. Drugi raz musiałam do gina, byłam w ciąży i nagła sytuacja była, więc zaprowadziłam na godzinę do prywatnego żłobka, bo oferowano tam opiekę na godziny. Poza tym starałam się o pomoc kogoś z rodziny, ale tylko jak coś bardzo ważnego, bo rodzina kilkaset km od nas mieszkała a tak to wszędzie ciągnęłam dzieci.
      • 3lato Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:12
        U mnie to była norma. Wprawdzie nigdy nie podrzucałam dzieciaka obcym ale sąsiadom owszem. Nie miałam wyboru. W miejscu gdzie mieszkam nie mam żadnej rodziny. Mąż czasem jest w domu późno a dzieciaka do pracy brać nie wypadało. Oczywiście zawsze wcześniej zapytałam czy może pobyć do mojego powrotu czy męża. Czasem było to 20 min czasem 2 godziny. Dzieciak też nie był maleńki bo skończone 5 lat miał. Ale ZAWSZE się zrewanżowałam w postaci kawy, słodyczy, podarowaniu ciuszków po moim dzieciaku czy opiece nad ich dzieckiem w razie potrzeby.
    • mnb0 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:25
      To w sumie smutne, ze nie ma tej spontanicznosci, co kiedys. Kazdy jest tak "zabiegany", ze wizyty trzeba umawiac telefonicznie kilka tygodni naprzod. A ja pamietam z dziecinstwa, ze moja kolezanka z bloku przychodzila do mnie po szkole "sie pobawic" prawie codziennie. Moje dzieci tego nie maja. Musialabym sie umawiac z wyprzedzeniem...
      • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:33
        mnb0 napisała:

        > A ja pamietam z dziecinstwa, ze moja kolezanka z bloku przychodzila do mnie po szkole "sie pobawic" prawie codziennie. Moje dzieci tego nie maja. Musialabym sie umawiac z wyprzedzeniem...

        My z koleżankami też tak robiłyśmy smile
        Ale teraz dzieci w wieku szkolnym też tak robią, już się same umawiają. Dlaczego Twoje nie?
        • triss_merigold6 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:44
          Hm... bo np. mój syn zostaje na świetlicy i jest odbierany przed 16. A jak wracam do domu, to jemy obiad, zaganiam do lekcji, wykonujemy z partnerem jakieś 5 tysięcy różnych czynności domowo-dziecięcych i na spontan nie ma specjalnie miejsca. Jak jest pogoda, to syn idzie na plac zabaw, tak jest mnóstwo dzieci które zna.
          • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:49
            No tak, świetlica to inna sprawa.
            Ale np. w niedzielę, bywa tak że pójdzie sam w odwiedziny do sąsiada-kolegi?
            • triss_merigold6 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:52
              8,5-latek? Nie. Umawiam się z matkami, które mają dzieci w wieku syna i syn jest z tymi dziećmi zakolegowany. Częściej zresztą w weekendy mamy jakieś plany rodzinne.
        • peggy1 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:57
          >
          > > A ja pamietam z dziecinstwa, ze moja kolezanka z bloku przychodzila do mn
          > ie po szkole "sie pobawic" prawie codziennie. Moje dzieci tego nie maja. Musial
          > abym sie umawiac z wyprzedzeniem...
          >
          > My z koleżankami też tak robiłyśmy smile
          > Ale teraz dzieci w wieku szkolnym też tak robią, już się same umawiają. Dlaczeg
          > o Twoje nie?



          Super, że dzieci w wieku szkolnym sie już same umawiają, ale jednak o takie 7-9 latki nadal jednak trzeba "troche" zadbać jak siedzą u mnie cały dzień (a nierzadko też zostają na noc) i raczej ich samych w domu nie zostawię. Więc i mnie to w jakim stopniu komplikuje życie. O ile u większości kolegów syna (i ich rodziców) działa zasada wzajemności to mam jednych takich "znajomych" ktorzy mi czasem dzień w dzień przysyłają dziecko (przychodzi samo bo blisko) i w dodatku coraz czesciej przychodzi i informuje o zasadach ktore narzuca mu mama (nie ma grania/slodyczy/ogladania bajek itd, itp). Siedzi do oporu, dopóki go nie wyprosimy. Jak slysze jego charakterystyczne pukanie to mi sie wszystkiego odechciewa. Chwilowo jeszcze to znosze bo syn go lubi, ale powiem szczerze ze traktuje te jego wlasnie jak takie "podrzucanie dzieciaka" a nie niewinne "umawianie się dzieci".
        • mnb0 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 13:19
          > Ale teraz dzieci w wieku szkolnym też tak robią, już się same umawiają. Dlaczego Twoje nie?
          No mowie, ze wszyscy tacy zabiegani, maja tenis/karate/pianino, ze trzeba sie z miesiecznym wyprzedzeniem wpisac w grafik.
    • edelstein Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:40

      Ja zostawiam z "obcymi".I co w zwiazku z tym?

      “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
      Autorem powyzszego zdania jest M.
      • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:46
        edelstein napisała:

        > Ja zostawiam z "obcymi". I co w zwiazku z tym?

        Ale sprecyzuj. Pozrzucasz do ogródka, zostawiasz na placu zabaw, w parku?
        Jak pilnuje recepcjonistka u lekarza, póki jesteś w gabinecie to się nie liczy tongue_out
        Poza tym, Twój syn chyba jest już w "kumatym" wieku, co?
        • edelstein Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 10:54

          Na placu zabaw z znana mi matka,u znajomych.,opiekunkom na godziny.Nie jestem typem matki,ktora wszedzie z dzieckiem lazi.
          “ja jestem bezmezna -maz pije sluzbowo 3 dzien i ma kompletnie w nosie co ja mam na sobie“
          Autorem powyzszeg
          • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:02
            edelstein napisała:

            > Nie jestem typem matki,ktora wszedzie z dzieckiem lazi.

            Czyli wyrodna, ot co! wink
            • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:07
              > Czyli wyrodna, ot co! wink

              Chyba kwestia charakteru. Ja takiego nie posiadam. Zawsze wolałam sama luz z mężem i z dziećmi "łazić". Powiedzmy szczerze, fanów mi to nie przysparza big_grin Tak po prostu mam... Co nie znaczy, ze dzieci w tym wieku nie chodzą do koleżanek i kolegów, czasami nocują, ale tez dbam aby to nie było non stop.
              • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:37
                kropkacom napisała:

                > Chyba kwestia charakteru. Ja takiego nie posiadam. Zawsze wolałam sama luz z mężem i z dziećmi "łazić".

                Hmmmm ... lub kwestia wieku. Ja, na przykład, mam już 38 lat i zdecydowanie wygodniej mi chodzić, niż łazić smile

                Też nie jestem osobą, która wszędzie zabiera dzieci. Po prostu, odkąd mam dziecko to w pewne miejsca nie chodzę i już. Nie chodziłam z niemowlakiem do restauracji, na zakupy do CH, do fryzjera. Albo szukałam z kim mogę zostawić, albo rezygnowałam z "atrakcji".
                • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:45
                  Dla mnie zakupy, czy po prostu wyjście z domu nigdy nie podpadało pod kategorię "atrakcja".
                  • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:46
                    To raczej kategoria normalne życie.
                  • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 11:57
                    kropkacom napisała:

                    > Dla mnie zakupy, czy po prostu wyjście z domu nigdy nie podpadało pod kategorię "atrakcja".

                    Dlatego też wzięłam w cudzysłow. Po prostu uważam, że są sytuacje/miejsca gdzie dzieci lepiej nie zabierać.
                    • kropkacom Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 12:04
                      Na dwie godziny do fryzjera nie brałam. Ja tam uważam, ze każdy rodzic ma swoją indywidualną sytuację, a ekstremów typu bar go go plus dziecko nie biorę pd uwagę nawet.
    • aakita Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 12:11
      kiedyś mnie to szokowało a nawet oburzało, ale pomimo iż sama tak nie potrafiłam to znam kilka osób, które tak robią i okazuje się, że dzieciom nie dzieje się żadna krzywda - przeciwnie - socjalizacja przebiega lepiej niż u mojego (niegdyś) trzymanego pod kloszem malucha. Na szczęście człowiek jest istotą rozumną i uczy się także przez wnioskowanie, więc teraz potrafię 'podrzucić' dziecko sąsiadce (czy komuś znajomemu) - mając na uwadze, że muszę czasem wyświadczyć wzajemną usługę, obejmującą niestety całą dwójkę jej dzieci smile Nie widzę w tym problemu. Nie korzystam zbyt często ale korzystam.
      • goodnightmoon Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 13:26
        aakita napisał(a):

        > teraz potrafię 'podrzucić' dziecko sąsiadce (czy komuś znajomemu) - mając na uwadze, że muszę czasem wyświadczyć wzajemną usługę.

        I to jest właśnie różnica! Takie wzajemne sobie pomaganie jest jak najbardziej OK.

        Mi chodzi o przypadki opisane przez Iwonę czy Hecę. Albo ogólnie wykorzystywanie innych do opieki nad dzieckiem, nadużywając dobrego serca lub braku asertywności.

        Jest też różnica pomiędzy poproszeniem sąsiadki o zajęcie się dzieckiem od czasu do czasu a notorycznym obciążaniem opieką bo np. "a co taka samotna ma do roboty, pewnie się i tak nudzi".

        Z tym wychodzeniem dziecku na dobre też mam wątpliwości - zostawiając obcym na placu zabaw chyba ryzykujemy, że dziecko nabierze nadmiernej ufności do "obcych".
    • jowita771 Re: "Podrzucanie" dzieci 03.06.13, 13:37
      Mnie się zdarzyło poprosić sąsiadkę, żeby posiedziała ze śpiącym maluchem, jak musiałam iść do szkoły po starszą. Sąsiadkę znam nieźle, dobra koleżanka mojego męża, powiedziałam, że się poczęstowała ciastem i zrobiła sobie kawę. Nie było mnie 10-15 minut.
      A starszą raz zostawiłam pod gabinetem ginekologicznym. Miała pięć lat, siedziało kilka pań, z którymi rozmawiałam o naszych ciążach, jedna z nich to była moja kuzynka. Nie miałam na myśli, żeby ktoś dziecka mi pilnował, wiedziałam, że córka będzie siedzieć, nie sprawi nikomu kłopotu. Jak wyszłam, to się okazało, że panie same ją zagadywały, to miłe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja